przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Czwartek, 14 września 2017

Prezydent na forum Arraiolos: Rzeczą fundamentalną dla przetrwania UE są otwarte drzwi

Prezydent Andrzej Duda na pierwszej sesji spotkania prezydentów państw Grupy Arraiolos

Szanowna Pani Prezydent, Ekscelencjo,

Szanowne Panie Prezydent,

Szanowni Panowie Prezydenci!

 

Przede wszystkim bardzo serdecznie dziękuję za zaproszenie i za doskonałe zorganizowanie tego kolejnego spotkania Grupy Państw Arraiolos. I dziękuję za bardzo interesujący temat dzisiejszej dyskusji. Bo chociaż – przyznam się – nie jestem ekonomistą, dyskutujemy właściwie o gospodarce rynkowej i o tym, w jaki sposób wpływa ona na społeczeństwo i je kształtuje. Jest to temat niewątpliwie ważny nie tylko dla dzisiejszej Unii Europejskiej, nie tylko dla naszych państw ‒ on jest ważny także dla przyszłości Unii Europejskiej.

 

Postawię tezę, która może niektórych zelektryzuje: generalnie nie mamy na co narzekać, jest naprawdę nieźle, jesteśmy jednym z bogatszych rejonów świata i poziom życia u nas, w Europie, w Unii Europejskiej ‒ patrząc średnio ‒ jest dużo wyższy niż w bardzo wielu innych miejscach na świecie. Dlaczego? Dlatego że wszystkie nasze kraje albo mają, albo zdążają w kierunku systemu gospodarczego, który przy mądrym rządzeniu zapewnia dobrobyt. Mówię tutaj o społecznej gospodarce rynkowej, o ustroju, który ukształtował się po II wojnie światowej i którego jednym z najlepszych przykładów realizacji są Niemcy, o których była już tutaj mowa. Pan Prezydent Grecji wspominał w swoim wystąpieniu, że w Niemczech właściwie od samego początku, po II wojnie światowej, gdy gospodarka i państwo zaczęły się odbudowywać, włączone zostały także te programy, które nazywamy socjalnymi, a ja je nazywam programami wyrównywania szans.

 

Bo one działają wtedy, gdy rzeczywiście wyrównują szanse poprzez stworzenie warunków do tego, aby ktoś mógł się dalej rozwijać sam. Bo nie chcemy przecież tworzyć i realizować programów, z których będzie można korzystać, nie dając nic społeczeństwu, nie dając nic państwu – czyli nie pracując, nie płacąc podatków, utrzymując się wyłącznie z tego, co da ci państwo. Chcemy, żeby program socjalny pomagał człowiekowi w trudnej sytuacji po to, by z tej sytuacji wyszedł ‒ jak mówimy – stanął na nogi, czyli – nie wiem, czy tak mówi się gdzie indziej, ale w Polsce się mówi – żeby dać mu wędkę, a niekoniecznie rybę. Rybę niech sobie później na tę wędkę złowi już sam.

 

I w związku z tym trzeba powiedzieć jedno: z całą pewnością fatalna jest taka forma rozwoju społeczeństwa oraz gospodarki, która opiera się wyłącznie na ślepym wpatrywaniu we wzrost gospodarczy bez uwzględnienia kosztów społecznych, bo ona nie ma nic wspólnego z gospodarką rynkową.

 

Pamiętam, Szanowni Państwo, jak już prawie 10 lat temu byłem w jednym z krajów dawnego bloku wschodniego, który próbował się wydobyć z tego postkomunistycznego zapóźnienia, a był w tamtym momencie ewidentnie źle rządzony. Można było tam zaobserwować następujące zjawisko, które rzucało się w oczy w momencie, gdy człowiek dosłownie znalazł się na ulicy: ok. 5-7 proc. stanowiły superluksusowe samochody najbardziej znanych europejskich marek ‒ najlepsze modele BMW, Mercedesa, Porsche. A obok nich resztę stanowiły rozsypujące się auta wyprodukowane w Związku Radzieckim. Innych nie było ‒ po prostu nie było samochodów klasy średniej, którymi porusza się zdecydowana większość obywateli w krajach Unii Europejskiej i gdzie indziej na świecie, gdzie poziom życia jest w miarę wysoki. Co to oznaczało? Dla mnie wniosek był prosty: istnieje dramatyczne rozwarstwienie społeczne. Jest grupa ludzi niezwykle zamożnych i cała reszta społeczeństwa, która żyje w zasadzie – można powiedzieć – od pierwszego do pierwszego, czyli ledwo wiąże koniec z końcem, ledwo jest w stanie przetrwać, bo przecież gdyby mogli, żyliby inaczej.

 

I tutaj Unia Europejska właśnie z tym swoim przykładem dobrze funkcjonującej gospodarki rynkowej stanowi ‒ według mnie ‒ niezwykły magnes. To jest nasze zadanie, żeby w taki sposób prowadzić gospodarkę – my, jako przywódcy państw, my, jako ci, którzy są w kontakcie z naszymi rządami i jednak w mniejszym czy większym stopniu mamy wpływ na ich funkcjonowanie, może nie na zasadzie decyzyjnej, ale jednak na zasadzie bieżącego kontaktu, bardzo często w ramach tych samych przekonań, tego samego pochodzenia politycznego – to jest nasz wielki obowiązek. Potrzebujemy państwa, które wykorzystując swój potencjał gospodarczy poprzez różnego rodzaju wyspecjalizowane agendy i programy społeczne, prowadzi właśnie politykę wyrównywania szans. A zatem stwarza warunki do poprawy sytuacji ekonomicznej tych najbardziej potrzebujących. I osoby, które potrzebują, nie są pozostawiane samym sobie. To niezwykle ważne.

 

Chodzi po prostu o stworzenie w naszych państwach takich zasad, które choćby np. regulując rynek pracy, będą prowadziły do tego, że zostanie zabezpieczony interes pracowników. Że nie będzie można zatrudniać pracowników w takiej formule, gdzie nie będą oni podlegali przepisom prawa pracy, tylko innym przepisom, a w związku z tym nie będą mieli ochrony wynikającej z prawa pracy. Że nie będą za nich odprowadzane świadczenia społeczne, emerytalne czy inne ‒ w zależności od tego, jaki system w danym kraju obowiązuje. Chodzi po prostu o to, aby człowiek miał poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa swojego funkcjonowania.

 

Dlaczego tak mocno to akcentuję? Dlatego że chcę powiedzieć parę słów o swoim osobistym doświadczeniu z mojego kraju – doświadczeniu właśnie tych ostatnich 8 lat, gdy w jakimś sensie uczestniczę w rozwoju Polski nie tylko jako zwykły obywatel, ale także jako polityk, który nawet będąc w opozycji, zawsze ma jakiś wpływ na bieżący rozwój spraw, a przynajmniej widzi procesy polityczne z bardzo bliska i jest w stanie je ocenić. W Polsce sprawy w ciągu ostatnich 9 lat zaczęły przybierać zły obrót ‒ tak jak w pewnym momencie stało się to na początku lat 90. Został wtedy popełniony gigantyczny błąd – mówię o początku lat 90. – jedną decyzją wicepremiera zlikwidowano wszystkie Państwowe Gospodarstwa Rolne dosłownie z dnia na dzień. Doprowadziło to do absolutnej katastrofy na wsi. W nędzę popadły całe wielkie obszary wiejskie w Polsce. Wydobycie ich z tego poprzez pewne mechanizmy rynkowe, poprzez przejmowanie ziemi w użytek przez różnego rodzaju podmioty trwało długie lata. Obecnie sytuacja jest opanowana i znacząco się poprawiła, ale cały czas są jeszcze rejony, gdzie można obejrzeć ruiny tego, co było, funkcjonowało, a co z dnia na dzień zostało zniszczone i porzucone w ramach liberalizacji rynku.

 

Tego typu metoda – po prostu eksperymenty na żywej tkance społecznej – jest czymś, z czym absolutnie nie można się zgodzić, bo taki rodzaj gospodarki liberalnej prowadzi do upadku społeczeństw. My na szczęście z tego wyszliśmy, ale w ostatnich 8 latach zdarzyła się nam historia już nie w takiej skali, ale bardzo podobna. Otóż rząd, żeby wydobyć się z kryzysu, który przyszedł w roku 2008, nastawił się absolutnie na wynik PKB. Wzrost PKB to był podstawowy element, na który zwracano uwagę. Skutek tego był taki – mówiąc w bardzo dużym uproszczeniu ‒ że przestano się generalnie interesować sytuacją, w jakiej znajdują się warstwy społeczne, które nie były – nazwijmy to – warstwami sukcesu ekonomicznego ostatnich dwudziestu paru lat, od 1989 roku, gdy w Polsce rozpoczęła się gospodarka rynkowa.

 

Skutek był taki, że w zasadzie nie podwyższano w istotnym stopniu świadczeń emerytalnych i rentowych. Wynagrodzenia ‒ w dużym uśrednieniu ‒ zwłaszcza przy tych mniej skomplikowanych pracach, mniej specjalistycznych prawie że nie wzrastały. To doprowadziło do widocznego rozwarstwienia pomiędzy wielkimi miastami a mniejszymi ośrodkami, pomiędzy poszczególnymi grupami społecznymi. Ono po prostu zaczęło być widoczne. Najbardziej widoczne było tam, gdzie ludzie nie byli w stanie utrzymywać się z turystyki, gdzie nie było wielkiego przemysłu, w mniejszych miastach, np. na północnym wschodzie Polski.

 

Muszę Państwu powiedzieć, że niektóre przypadki były naprawdę dramatyczne i drastyczne. Bo jeżeli widzi się miasteczko, w którym na rynku w zasadzie wszystkie sklepy są nieczynne i mają zabite dyktą okna, dlatego że nikt nie chce ich wynająć, a gdy pytasz ludzi: „Gdzie jest młodzież?”, i słyszysz: „Wyjechała” ‒ to dostrzegasz, że sytuacja rzeczywiście jest zła i że metodą na walkę z bezrobociem było po prostu to, że Unia Europejska otwarła granice i w związku z tym można wyjechać gdzieś do pracy.

 

Dlatego jednym z najważniejszych dla mnie elementów programowych, gdy starałem się o urząd Prezydenta Rzeczypospolitej, było twarde postawienie sprawy właśnie stworzenia systemu wyrównania szans, podniesienia poziomu życia – krótko mówiąc: stworzenia szansy. Oczywiście jasne dla nas było, że to wymaga interwencji ze strony państwa i że jest to zadanie dla władz państwowych. Bo oczywiście gospodarka będzie się rozwijała, oczywiście ona musi być rynkowa, oczywiście nie wymusi się na przedsiębiorcach wzrostu płac, tego się nie da zrobić – to muszą wymusić warunki rynkowe, dla wszystkich z Państwa jest to chyba oczywiste. Natomiast my po prostu doszliśmy do wniosku, że potrzebny jest w Polsce po raz pierwszy rzeczywiście poważny program – mówiliśmy początkowo „socjalny”, ale potem odeszliśmy od tego elementu socjalnego, idąc w kierunku po prostu programu prorodzinnego. Doszliśmy do wniosku, że musimy udzielić bardzo mocnego i wyrazistego wsparcia rodzinom wychowującym dzieci.

 

Tutaj przyczyny były dwie. Po pierwsze, to rodziny wychowujące dzieci były w najtrudniejszej sytuacji i mieliśmy dużo dzieci, które według standardów Unii Europejskiej żyły w ubóstwie. A poza tym potrzebowaliśmy impulsu demograficznego, dlatego że sytuacja demograficzna Polski zaczęła się robić trudna i przyrost przez kilka dobrych lat już był ujemny. W związku z tym stwierdziliśmy, że jeżeli potrzebujemy impulsu demograficznego, a program ma mieć taki charakter, to musimy odejść od elementu socjalnego, tzn. nie możemy go nazwać programem socjalnym i nie możemy go stworzyć na modłę programu socjalnego ‒ to musi być program dla wszystkich. Może być lepszy dla niektórych, ale musi być programem dla wszystkich. I dlatego zdecydowaliśmy się, że będziemy wypłacali 500 zł miesięcznie, czyli ok. 120 euro, na dziecko w rodzinie, przeciętnie poczynając od drugiego dziecka, a w rodzinach, które są biedniejsze – mówiąc krótko – które osiągają niższe dochody, będziemy wypłacali te pieniądze od pierwszego dziecka. Ale będziemy je wypłacali każdej rodzinie – nawet takiej, która zarabia np. 100 tys. euro miesięcznie. Każdej!

 

Było wokół tego bardzo dużo kontrowersji. Po pierwsze cały czas trwa debata, są podnoszone głosy, czy powinno się wypłacać te pieniądze rodzinom zamożnym, takim, które żyją nawet na bardzo wysokim poziomie jak na średnie standardy Unii Europejskiej. Cały czas toczy się dyskusja, czy nie powinno być wypłacane każdej rodzinie już od pierwszego dziecka. Ale najwięksi krytycy programu mówili, że pieniądze zostaną źle wydane, że ludzie nie będą umieli sobie z nimi poradzić, że one nie będą przeznaczone na dzieci. Proszę Państwa, nie wiem, jak jest w krajach zamożniejszych od Polski, jak tam wygląda wykorzystanie tego typu środków pomocowych, ale mogę powiedzieć, że przeprowadziliśmy w Polsce bardzo wnikliwe badania ‒ właśnie w jaki sposób te środki są wykorzystywane. Mogę Państwu podać wyniki tych badań. Prawie 43 proc. jest wykorzystywane na żywność i ubrania; na opłaty związane z wykonywaniem obowiązku szkolnego przez dzieci, czyli krótko mówiąc ‒ z edukacją szkolną, jest wydawane 34,2 proc.; na edukację pozaszkolną i zajęcia dodatkowe dla dzieci, w tym zajęcia językowe i inne zajęcia rozwijające, jest wydawane 32 proc.; 11 proc. ankietowanych zadeklarowało, że przeznacza te środki na swoje przyjemności czy hobby i rozrywkę.

 

Miałem na ten temat długie dyskusje, zwłaszcza gdy wprowadzaliśmy ten program – to było w kwietniu 2016 roku, akurat zbliżały się wtedy igrzyska olimpijskie, krytycy krzyczeli, że ludzie idą do sklepów, kupują wielkie telewizory LCD właśnie za te pieniądze z programu 500+. A ja uważam, że jeżeli jest rodzina wielodzietna, która nigdy nie miała takiego telewizora i te dzieci miały przez to kompleksy, albo dziecko nigdy nie miało smartfona – to niech rodzice mu ten smartfon kupią, żeby ono nie było jedynym dzieckiem w klasie, które smartfona nie ma. Żeby nie musiało się tłumaczyć kolegom, że nie ma smartfona, dlatego że nie chce go mieć. Bo i tak nikt mu w to nie uwierzy.

 

To jest system wyrównywania szans, który polega także na podbudowaniu psychicznym ‒ on jest niesłychanie ważny. I dlatego ‒ według mnie ‒ cały czas musimy o tym pamiętać. Oczywiście my kontrolujemy sposób wydatkowania tych środków. W przypadku gdy wydawane są w fatalnie, wówczas jest interwencja administracyjna, środki zostają wstrzymane, np. jeżeli ktoś znęca się nad dzieckiem – jeżeli mamy to stwierdzone, w tym momencie następuje blokada środków, więc kontrola ze strony państwa jest. Ale to niezwykle ważne, byśmy tego typu systemy realizowali. One są na różne sposoby realizowane w bardzo wielu państwach Unii Europejskiej. Ale myślę, że generalnie jest to sposób wychodzenia z zapóźnienia rozwojowego. Tak jak my – nie waham się tego powiedzieć – przez 50 lat tkwiący za żelazną kurtyną, dzisiaj potrzebujemy z tego zapóźnienia rozwojowego wyjść. I jakiegoś środka trzeba szukać.

 

Muszę Państwu powiedzieć, że mam wielką satysfakcję z tego programu, bo w wielu dyskusjach mówiłem, że te pieniądze nie zostaną zmarnowane i one wrócą do gospodarki. I dzisiaj wyniki gospodarki Polski pokazują, że one wracają. Mamy wzrost PKB ‒ planowaliśmy na 3,2 proc., a okazuje się, że szacowany w tej chwili jest przez agencje ratingowe nawet na 4 proc. Więc te pieniądze wracają do gospodarki. Konsumpcja znacząco nam wzrosła – po prostu ludzie te pieniądze wydają. Najpierw był drastyczny wzrost konsumpcji, teraz mamy powoli wzrost oszczędności, co też jest nam bardzo potrzebne.

 

A więc widać, że ten program, który teoretycznie jest programem pomocowym, jest w efekcie także programem pomocowym dla gospodarki. Bo ludzie po prostu wydają te pieniądze. Nie ma takiej sytuacji, że zaszywają je w poduszce i one nie pracują. One pracują dla gospodarki, w jakiejś części wracają do państwa w formie podatków, podatków pośrednich – i to jest niezwykle ważne.

 

Musimy takich rzeczy pilnować, przede wszystkim tego kręgosłupa społecznej gospodarki rynkowej, żeby za bardzo się nie odchylał. To musi być gospodarka, która jest elementem mieszanym – z jednej strony ma elementy liberalne, ale z drugiej strony ma też silne elementy socjalne. To ogromnie ważne, bo gospodarczy środek ciężkości świata ewidentnie przesuwa się poza Europę. Już teraz region Azji i Pacyfiku wypracowuje ok. 40 proc. światowego Produktu Krajowego Brutto i Europa musi znaleźć sposób, aby jej pozycja nie była systematycznie osłabiana. Dlaczego o tym mówię? Bo ostatnio akcentowałem tę kwestię kilkakrotnie bardzo mocno. Szanowni Państwo, jesteśmy w tej chwili na etapie brexitu, tak? To bez wątpienia duże osłabienie dla Unii Europejskiej. Bo wielka gospodarka europejska, jaką jest gospodarka brytyjska, odchodzi, bo skutki tego wszystkiego są dla nas trudne dzisiaj do przewidzenia, a przede wszystkim mamy ewidentną demonstrację, że wielki projekt europejski stracił na atrakcyjności, skoro jedno z wielkich europejskich społeczeństw powiedziało temu projektowi „nie”.

 

Ale uważam, że jest rzecz fundamentalna dla przetrwania Unii Europejskiej ‒ jeżeli dzisiaj tego nie będzie, to Unia się rozpadnie: otwarte drzwi Unii Europejskiej. My, proszę Państwa – w moim przekonaniu – w perspektywie lat czy dziesięcioleci potrzebujemy nowych państw w Unii Europejskiej po to, byśmy cały czas byli konkurencyjni. Jeżeli jesteśmy optymistami – a ja jestem optymistą – to zakładamy, że gospodarki światowe będą się rozwijały, i nasza wielka gospodarka europejska też musi się rozwijać. Potrzebujemy państw, które dzisiaj – być może dalece – ale do Unii Europejskiej aspirują. Jednak ciągle musimy im powtarzać: „Drzwi Unii Europejskiej są otwarte. Jeżeli spełnicie kryteria, zostaniecie do Unii Europejskiej przyjęci”. Bo tylko w ten sposób możemy budować jej potencjał. Jeżeli się zamkniemy, Unia prawdopodobnie się rozpadnie, a my wszyscy na tym stracimy. Bo jeżeli będziemy produkować, a chcemy produkować, to musimy mieć rynki zbytu. I nasze rynki nie wystarczą. Dlatego tak bardzo jest nam potrzebny ten balans: byśmy wspierali, ale zarazem, byśmy oczekiwali. I to kwestia tego, czy będziemy dobrze rządzili. To jest nasze – w moim przekonaniu – wielkie zadanie.

 

Dziękuję bardzo.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.