przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 20 marca 2018

Wystąpienie Prezydenta RP w Brusach podczas spotkania z wolontariuszami

 

Szanowni Panowie Wojewodowie,

Szanowny Panie Burmistrzu,

Szanowni Państwo Sołtysi,

Szanowni Państwo Radni, Przewodniczący,

Szanowni Państwo Komendanci,

Druhny, Druhowie,

Wszyscy Zebrani Goście,

Szanowni Państwo!

 

Nie wszyscy wiedzą, że z Państwa ziemią jestem osobiście związany także emocjonalnie, bo – mimo że pochodzę z Małopolski, tam się wychowałem – to tu właśnie były ważne chwile mojego dzieciństwa i młodości, moje obozy harcerskie, na które jeździłem, zadania harcerskie, które wykonywałem; m.in. właśnie nad jeziorem Śpierewnik koło Rytla, gdzie zdobywałem harcerskie stopnie, koło miejscowości Męcikał, gdzie byłem na obozie. Tutaj, w tych lasach, gdzie mieliśmy gry terenowe, odbywały się nasze uroczystości, spędzałem w wakacje najpiękniejsze momenty tamtych moich harcerskich dni.

 

Zobacz także: Prezydent: Dziękuję wam za wielkiego ducha służby Dlatego w jakimś sensie mogę sobie wyobrazić, jaki to dla Państwa wstrząs, bo dla mnie również jest to wstrząs. Ten widok, który nie zmieni się tutaj przez dziesięciolecia – bo tyle trzeba, żeby odrósł las. Będzie inny. Rozmawiałem z Panem Dyrektorem, z Panem Nadleśniczym – będzie miał inną strukturę. Może będzie ciekawszy? Przynajmniej dla niektórych, choć ja osobiście bardzo lubię sosnowe lasy. Ale trzeba będzie na to długo czekać.

 

Wiem, że myślą Państwo o tym z wielką obawą. Jaki będzie tutaj klimat? Czy nie zmieni się gospodarka wodna na skutek tego, że zniknęły tak olbrzymie obszary leśne? Czy przyjadą do nas turyści? Czy będą chcieli u nas wypoczywać? Jak będziemy sobie dalej radzili z tym wszystkim? Domy szybko odbudujemy. Zabudowania gospodarskie szybko odbudujemy. Samochody, które straciliśmy, kupi się nowe. Ale nasz krajobraz tak szybko do nas nie wróci. I to jest rzeczywiście straszny wstrząs.

 

Ale wierzę, że ta tragedia, która Państwa dotknęła, dotknęła rodziny harcerzy z Łodzi – że właśnie są w niej także te elementy, które mogą zostać przekute na dobro. Tak jak wielkie serce pomocy, które okazali sobie Państwo nawzajem, które okazaliście swoim gościom, harcerzom, do których mieszkańcy Lotynia przedzierali się przez las, zostawiwszy swoje dzieci tuż-tuż po tym strasznym kataklizmie. Gdy lał jeszcze deszcz, gdy jeszcze wiał wiatr, najpierw biegli łąkami, potem przedzierali się przez las, bo wiedzieli, że tam są harcerze. Zostawili swoje dzieci, nie bali się. A może nawet się bali, ale wiedzieli, że nie ma większej miłości, niż oddać życie za swoich przyjaciół.

 

Chylę przed Wami czoła, że nie patrząc na siebie, na swoje sprawy, nie patrząc na swoją rodzinę i gospodarstwo, pobiegliście do remizy, rzuciliście się na pomoc, by służyć innym. To pokazało, jak wielki jest w Was duch. To pokazało, jak wielki jest duch służby sobie nawzajem i wykonywania obowiązków, które się na siebie przyjęło, które właśnie w takich momentach przeżywają rzeczywistą chwilę próby. Co wybiorę? Czy służbę, oddanie i przysięgę, którą złożyłem, czy własne interesy? Dziękuję Wam, że umieliście tej przysięgi dotrzymać, tego swojego wielkiego zobowiązania. Bo to niezwykle scementowało Waszą wspólnotę. Wiem, że ta wspólnota naprawdę się wtedy objawiła. I w następnych dniach.

 

Ale jestem też wdzięczny wszystkim tym ludziom z całej Polski, a pewnie i z zagranicy, którzy przejęci, z serca tu przyjechali, pomagali w tamtych dniach albo wysyłali pomoc. Bardzo często były to wielkie kwoty, żeby można było komuś wyremontować dach, żeby można było coś zrobić, ratując czyjąś sytuację. Oczywiście ktoś powie: „Pojedyncze przypadki”. Życie składa się z pojedynczych przypadków! A potem widzimy całość.

 

Dziękuję Wam wszystkim za tego wielkiego ducha, którego wtedy umieliście pokazać, i przede wszystkim za wielkiego ducha służby. Służby strażackiej – ochotniczej czy zawodowej – służby harcerskiej czy po prostu zwykłej służby człowiekowi. Służby policji, wojska, leśników, pracowników lasów. Wszystkich tych, którzy niestrudzenie w pocie czoła w tamtych dniach walczyli o to, by przynajmniej trochę przywrócić tutaj normalność – zwykłe życie, które w jednej chwili zostało zmiecione.

 

Tak, jestem tutaj po siedmiu miesiącach. Ktoś powie: „Po siedmiu miesiącach?”. Tak, proszę Państwa. I mam nadzieję, że po następnych siedmiu miesiącach też mi się uda tutaj przyjechać, i po następnych też. Bo czasem jest tak, że w chwili, gdy zdarzy się nieszczęście, wszyscy o tym pamiętamy, trwa wtedy moment wielkiej mobilizacji. Ale potem trzeba przywrócić normalność, a u Państwa będzie ona przywracana bardzo długo.

 

I dopóki będę protektorem naszych harcerzy ze wszystkich organizacji, to będę do nich apelował, by przyjeżdżali tu choćby na kilka dni, żeby sadzić las. Bo powiedział mi dzisiaj Pan Dyrektor, że potrzebne są tysiące ludzi, by te miliony drzew zasadzić z powrotem. Będę o to apelował do młodzieży, do oazy, do wszystkich, którzy są zorganizowani i mogą przyjechać. A także do tych, którzy po prostu chcą tu przyjechać i pomóc, pobyć chwilę. Będę apelował, by przyjeżdżać tu na wakacje. Po to, by być z Państwem i żebyście czuli, że to nie jest tak, że nieszczęście się zdarzyło, a teraz zostaliście sami sobie. Nie! Wierzę w to głęboko, że państwo polskie będzie o Was dbało.

 

Jedyna prośba, jaka została do mnie dzisiaj skierowana, to była prośba o drogi. Państwo nie proszą o nic więcej. Tylko ktoś nieśmiało powiedział mi na zaporze Mylof: „Wie Pan, te ciężkie samochody z drzewem zupełnie rozwalają nam drogi. My tych naszych dróg już niedługo nie będziemy tutaj mieli”. Rzeczywiście zwróciłem na to uwagę, gdy jechaliśmy przez zrujnowany las. Droga asfaltowa całkowicie pokruszona, bo już trwa wywózka tych tysięcy ton drewna, które jedzie do przerobu i już tutaj nie wróci. Może tylko odrosnąć.

 

Ale za ten czas, mam nadzieję, że będziecie mogli patrzeć i – mimo tego całego nieszczęścia – mówić, że Wasza okolica jest piękna, także jeżeli chodzi o infrastrukturę, która, wierzę w to głęboko, zostanie tutaj przywrócona. I bardzo proszę Państwa Sołtysów, Pana Burmistrza – mają Państwo bezpośredni kontakt z Kancelarią Prezydenta czy nawet z Prezydentem, bo rzeczywiście rozmawialiśmy telefonicznie bardzo długo: po prostu dawajcie znać, jeżeli są jakieś potrzeby. Czasem trudno je dostrzec, czasem trudno się o tym dowiedzieć – potrzebny jest sygnał. Czasem Panowie Wojewodowie nawet nie od razu wiedzą, że jest jakaś potrzeba.

 

Chciałbym, żebyście Wy – dotknięci tym szczególnym kataklizmem – pamiętali, że nie jesteście sami, że jesteśmy z Wami. Nawet jeżeli mamy bardzo dużo codziennej pracy, a ta gmina jest tylko jedną z wielu tysięcy gmin w Polsce, to jednak dotknęło Was wielkie nieszczęście i państwo powinno o Was szczególnie myśleć z wielu względów. Także ze względu na zrównoważony rozwój, który tutaj się zwinął – z winy natury, ale tak się stało i trzeba sobie z tym radzić. Wierzę, że będziemy sobie z tym radzili razem.

 

Jeszcze raz Państwu z całego serca dziękuję. Dziękuję w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej za to, że byliście i jesteście tacy, jacy jesteście. Dziękuję!

Prezydent RP złożył wizytę w woj. pomorskim na obszarach dotkniętych nawałnicą w sierpniu ubiegłego roku

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.