przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Piątek, 26 października 2018

Prezydent: 11 listopada bądźmy razem!

  |   Wywiad Prezydenta RP dla „Wiadomości” TVP Wywiad Prezydenta RP dla „Wiadomości” TVP Wywiad Prezydenta RP dla „Wiadomości” TVP

Krzysztof Ziemiec: Dobry wieczór Państwu, dobry wieczór Panie Prezydencie!

 

Prezydent Andrzej Duda: Dobry wieczór, witam bardzo serdecznie.

 

Panie Prezydencie, przed nami jedno z najważniejszych świąt stulecie odzyskania niepodległości. Jaka jest szansa, że Polacy tego dnia zobaczą polityków świętujących wspólnie, ponad podziałami?

 

Nie mam żadnych wątpliwości, że to w tym roku najważniejsze święto państwowe. Pamiętajmy o tym, że jest to rok stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości, więc to nie jest taki zwykły 11 listopada. To jest wyjątkowy 11 listopada. 

 

Dla naszego pokolenia, bez wątpienia, szczególny.

 

Dla naszego pokolenia szczególny, zwłaszcza, że jesteśmy tym pokoleniem, które w okresie dzieciństwa i wczesnej młodości nie mogło oficjalnie świętować 11 listopada, bo komuniści nie uznawali tego święta. Po prostu wtedy nie było go w oficjalnym kalendarzu. Jeżeli jakieś uroczystości były, to miały charakter nieoficjalny, i w nich braliśmy udział.

 

Wracając do tego, co przed nami: za dwa tygodnie święto, wyjątkowe, jak podkreślamy. Jest szansa (na wspólne świętowanie)?

 

Mam wielką nadzieję i już nie pierwszy raz wszystkich bardzo serdecznie zapraszam – wszystkich rodaków, ale także i polityków ze wszystkich stron sceny politycznej. Niezależnie od poglądów, niezależnie od idei, którym służą, które starają się realizować, niezależnie od ich wizji Polski. Wierzę w to głęboko, że ten podstawowy element, jakim jest nasze niepodległe państwo, jest dla wszystkich tak cenny, że 11 listopada absolutnie powinniśmy się na uroczystościach, które będą się odbywały – wierzę w to – w całej Polsce po prostu spotkać.

 

Pan powiedział, że zaprasza za pośrednictwem naszych kamer, ale rozumiem, że część pewnie czeka na oficjalne zaproszenie. One będą? Bo pojawiły się informacje, że nie wszyscy je dostaną.

 

Oczywiście, oficjalne zaproszenia idą. Już byłem kilkakrotnie pytany, czy zapraszam także obecną opozycję parlamentarną i w ogóle opozycję, jeśli chodzi o ugrupowania, które są w opozycji, byłych Prezydentów. Oczywiście! Bardzo proszę, apeluję, zapraszam wszystkich! Uważam, że wszyscy powinniśmy brać udział, że to powinien być dzień wolny od jakichkolwiek politycznych swarów. Wznieśmy się ponad to! To niesłychanie piękne wydarzenie w naszych dziejach, jakim było odzyskanie niepodległości, uczcijmy razem, z godnością, bo to jest ważne.

 

Pytam o szanse (na wspólne świętowanie) nie bez powodu. Dzisiaj Bronisław Komorowski, były Prezydent powiedział w Radiu Zet, że jest sceptyczny. Nie ma ochoty na to, żeby słuchać później inwektyw. Podkreślał też, że jak sam zapraszał Prawo i Sprawiedliwość, kiedy był Prezydentem, to Prawo i Sprawiedliwość na oficjalne uroczystości 11 listopada nie przychodziło.

 

Mam nadzieję, że Pan Prezydent jednak zmieni zdanie. To jest, powtarzam, uroczystość absolutnie wyjątkowa. Jest to 100-lecie odzyskania niepodległości, więc data 11 listopada w tym roku ma szczególny wymiar i to święto ma w związku z tym szczególny wymiar. Bardzo by mi zależało, żebyśmy byli wszyscy razem.

 

 

A kogo z wielkich tego świata zobaczymy tego dnia w Warszawie, Panie Prezydencie?

 

Tutaj jest akurat kłopot, bo w tym samym czasie jest mnóstwo uroczystości – w wielu krajach jest to dzień odzyskania czy uzyskania niepodległości. Poza tym, jest to też dzień zakończenia I wojny światowej. Dla krajów Europy Zachodniej to jest właśnie święto – zakończenie I wojny światowej. W związku z tym obchodów jest bardzo dużo. Nikt się nie nastawiał na to, że 11 listopada będzie można zorganizować wielkie spotkanie akurat u niego w związku z odzyskaniem czy uzyskaniem niepodległości. Dlatego właściwie obchodzimy te stulecia w różnych krajach przez cały rok. I na Litwie, i na Łotwie, i w Estonii, i w Gruzji gościłem właśnie w związku z obchodami, które były (organizowane) w różnych momentach.


Chcę też przypomnieć, bo na pewno nie wszyscy zwrócili na to uwagę, że dziewięciu Prezydentów państw Europy Środkowej, które należą do Sojuszu Północnoatlantyckiego obchodziło nasze stulecie odzyskania niepodległości podczas spotkania tzw. Bukaresztańskiej Dziewiątki (w Warszawie). Mieliśmy wtedy specjalną uroczystość właśnie ze względu na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości.

 

Panie Prezydencie, przed nami także II tura wyborów samorządowych. Polacy żyją wynikami. Według nominalnych danych Państwowej Komisji Wyborczej wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Trwają teraz układanki opozycyjne i opozycja wzywa do bojkotowania ewentualnych koalicji z Prawem i Sprawiedliwością czy Zjednoczoną Prawicą. Myśli Pan, że to jest dobra droga?

 

Ewentualne koalicje to są decyzje podejmowane przez partie polityczne i wierzę w to, że zostaną dopełnione. To jest międzypartyjna polityka. Oczywiście – ważna regionalnie, ważna lokalnie i na pewno jakieś rozwiązania tutaj powstaną.


Jedną rzecz chcę bardzo mocno podkreślić: cieszę się, że – jak na wybory do jednostek samorządu terytorialnego, do ich organów – była bardzo wysoka frekwencja. Bardzo mnie cieszy, że obywatele biorą sprawy w swoje ręce, że traktują je poważnie, idą do wyborów, dokonują świadomej decyzji w przedmiocie, kto ma ich reprezentować. Dziękuję jeszcze raz wszystkim, którzy do tych wyborów poszli. Dziękuję wszystkim tym, którzy w nich startowali, bo to ważne. Bardzo się cieszę, że frekwencja wzrasta. Mam nadzieję, że przede wszystkim młode pokolenie będzie podchodziło zupełnie inaczej do kwestii wyborów, niż nasze. Bo, powiedzmy sobie otwarcie, frekwencja jest niska właściwie od 1989 roku. W większości krajów jest ona znacznie wyższa. Byłoby dobrze, gdyby frekwencja wyborcza w Polsce wzrastała.  

 

Pytałem o wybory i układanki koalicyjne. Wrócę jeszcze do tego pytania: czy to dobrze, że część sceny politycznej bardzo mocno dystansuje się od zwycięzcy. Bo z jednej strony jest oczywiście tak, że w dużych miastach Zjednoczona Prawica przegrała, ale w pozostałej części Polski wygrała i to zdecydowanie. Czy stawianie dzisiaj na ostrzu noża tego, że ze zwycięzcami absolutnie nie godzi się wejść w jakiekolwiek koalicje to dla Polski jest dobra i słuszna droga?

 

Panie Redaktorze, opozycja, bo mówimy przede wszystkim o opozycji parlamentarnej, która się przekłada na opozycję regionalną, czy na rządy w wielkich miastach, bo tam najczęściej mamy do czynienia z partyjnymi klubami w radach miast i powiatów oraz w sejmikach – ona jest często nazywana opozycją totalną. Bo tak się zachowuje. Natomiast, czy to jest dobrze? Źle. Oczywiście, że lepiej byłoby, gdyby można było liczyć na to, że będzie coś twórczego, że będzie jednak próba szukania takiej możliwości działania, żeby była to możliwość dla realizacji dobra wspólnego. Jeżeli ktoś nawołuje do całkowitego bojkotu, to trudno powiedzieć, że to jest dobre działanie. I chyba nikt rozsądny nie potwierdzi, że to dobrze.

 

Wierzę, że rozsądek jednak zwycięży, że uda się doprowadzić do rozstrzygnięć, które są możliwe. W gminach wybory wójta, burmistrza, prezydenta miasta są wyborami powszechnymi. Ale w sejmikach mamy zarządy i marszałków, którzy stoją na czele tych zarządów – wybieranych w wyborach pośrednich. Do tego trzeba mieć większość, czyli: albo trzeba wygrać wybory, osiągnąć większość i rządzić samodzielnie w danym sejmiku albo trzeba stworzyć koalicję. Mam nadzieję, że takie koalicje powstaną, bo dopiero one umożliwią wyłonienie władz.

 

Panie Prezydencie, Pan doskonale zna Kraków – to Pana rodzinne miasto. Jak Pan ocenia szanse i wyniki wyborów w II turze w Krakowie?

 

Krakowianie, w tym ja, zdecydują 4 listopada – kiedy w II turze będziemy wybierać prezydenta naszego miasta. Krakowianie podejmą decyzje. Niczego nie będą dyktował, ale mam nadzieję, że każdy przemyśli kwestie naszego miasta, jego przyszłości. Chciałbym, żeby Kraków rozwijał się jak najlepiej, żeby był miastem dynamicznym, żeby miał młodego ducha, bo to przecież w ogromnej mierze miasto ludzi młodych, miasto studentów, co widać na każdym kroku w trakcie roku akademickiego. Ono potrzebuje młodego tchnienia, potrzebuje dynamiki. Chciałbym, żeby się dobrze rozwijało.

 

Ile prawdy jest w powiedzeniu, że w Krakowie może wygrać każdy pod warunkiem, że będzie miał tytuł profesorski?

 

(Śmiech) Mieszkańcy zdecydują.

 

Panie Prezydencie, jak po tych wyborach ocenia Pan kondycję obozu politycznego, z którego się Pan wywodzi? Starczy poparcia na ten wyborczy maraton? Bo przyszłym roku wybory do parlamentu europejskiego, później krajowego, za rok kolejne wybory prezydenckie.

 

To nie jest problem tego obozu politycznego, z którego się wywodzę, tylko każdego obozu politycznego, który będzie startował w tych wyborach. To już nie będą wybory do jednostek samorządu terytorialnego, do ich władz. To będą wybory najpierw do parlamentu europejskiego, potem wybory parlamentarne. To są wybory bardzo poważne. Myślę, że w porównaniu z tym, co mieliśmy w 2014 r. chyba każdy widzi, że Zjednoczona Prawica, Prawo i Sprawiedliwość, dokonały ogromnego postępu, jeżeli chodzi o wynik wyborczy. Wystarczy przypomnieć, że poprzednio (prawica) miała większość – samodzielną, która pozwalała na rządy – tylko na Podkarpaciu, a dzisiaj mamy taką sytuację, że Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory w dziewięciu sejmikach, z czego – o ile dobrze pamiętam – samodzielnie jest w stanie rządzić w sześciu.

 

Opozycja uważa, że jest inaczej.

 

Opozycja nie dostrzega tej zmiany, ale chyba każdy inny jednak ją widzi. Więc to na pewno jest lepszy wynik, choć przypuszczam, że być może bardzo wielu członków, sympatyków i wyborców Prawa i Sprawiedliwości wierzyło w to, że ten wynik będzie jeszcze lepszy. No, ale decyzja wyborców jest taka, jaka jest. Uważam, że obiektywnie ten wynik jest znacząco  lepszy niż to, z czym mieliśmy do czynienia cztery lata temu.

 

Panie Prezydenckie, co polskie władze powinny zrobić z ostatnim postanowieniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej?

 

To, co zapowiadają.

 

Są różne zapowiedzi.  Minister Warchoł powiedział, że powinniśmy zaakceptować (orzeczenie), choć… że przyjmujemy do wiadomości, że tak jest, ale nie popieramy tego werdyktu. Z kolei Pani Genowefa Grabowska mówi, że postanowienie jest kierowane do polskiego rządu, a rząd nie jest stroną i tak naprawdę powinno się je kierować do Sądu Najwyższego, bo on jest tutaj stroną. Co powinniśmy z tym zrobić?

 

Przede wszystkim zacznijmy od tego, że strona rządowa już zapowiedziała, że to orzeczenie będzie realizowane. Więc uważam, że wszystkie dyskusje o tym, że Polska nie będzie chciała realizować tego orzeczenia są nie na miejscu. Bo jednak ta deklaracja jest bardzo jednoznaczna, wypowiedziana ustami ministra Warchoła, a jest to jednak przedstawiciel rządu, przedstawiciel ministerstwa sprawiedliwości. Rząd był reprezentowany w tym postępowaniu, rząd też – w trochę nadzwyczajnym trybie – to postanowienie otrzymał. Tylko jedna sprawa musi tu być podkreślona – to nie jest tak, że to postanowienie obowiązuje i ono samo w sobie zmienia polskie prawo. Nie, nie, nie. W tym postanowieniu jest zresztą bardzo wyraźnie napisane, że to jest postanowienie, które zobowiązuje Polskę do podjęcia określonych działań.

 

 

Co teraz dalej? Trzeba znowelizować ustawę?

 

W tym wypadku trzeba znowelizować ustawę. Ale również trzeba zwrócić uwagę na to, że jeżeli będzie nowelizacja ustawy, to w zasadzie będzie tak, jakby wyrok zapadł. To jest sprawa wątpliwa – pani sędzia, która to postanowienie wydała, de facto nakazuje dokonać takich działań, które – praktycznie rzecz biorąc – są rozstrzygnięciem sprawy. To jest specyfika tego niby zabezpieczenia. No, ale zostało ono wydane. I jest.

 

Czyli czeka Pan teraz na nowelizację ustawy. Jeśli będzie, to Pan ją podpisze?

 

Czekam przede wszystkim na to, co zostanie zaproponowane przez stronę rządową w wyniku analizy tego postanowienia. I z tego, co wiem, prace w tej chwili już trwają. Podchodzę do tego bardzo spokojnie. Trzeba będzie to wszystko dokładnie przeanalizować. Sprawa nadal się toczy, rozstrzygnięcia jeszcze tam nie ma – i to także trzeba mieć na uwadze.

 

Co, Panie Prezydencie, zrobi Pan z tymi sędziami, którzy wrócili do pracy? Powoła ich Pan na nowo?

 

Panie Redaktorze, przepraszam bardzo, ale na jakiej podstawie Państwo Sędziowie mają wrócić do pracy, skoro dzisiaj obowiązują cały czas poprzednie przepisy, ponieważ one nie zostały zmienione, a żadne orzeczenie Trybunału nie może ich uchylić? To nie jest polski Trybunał Konstytucyjny.

 

A jeśli (przepisy) będą zmienione, to jaka będzie ich (sędziów) rola i funkcja?

 

To zależy, jaka będzie propozycja co do dokonania rozstrzygnięcia w tej sprawie. Ale to musi być rozstrzygnięcie o charakterze ustawowym, które musi zostać przyjęte przez polski parlament.

 

Ale nie wyklucza Pan takiej możliwości, że powoła ich Pan na nowo na stanowiska, z których odeszli?

 

Tu można dyskutować, czy jest to kwestia powołania, czy po prostu kwestia uznania, że tamte przepisy, które były, nie obowiązują. Specyficzna sytuacja, ale z nakazu trybunałowego, z mocą wsteczną w takim razie – czyli że jakby Państwo nigdy nie odeszli z Sądu.

 

A jeśli tak, to co z odprawami, które dostali?

 

Rozumiem, że jeżeli takie będzie rozwiązanie, to odprawy będą musiały zostać zwrócone. Chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości, że będą musiały zostać zwrócone, skoro odejście sędziów w stan spoczynku zostanie uznane za niebyłe.

 

A co z Panią Gersdorf? Jaka jest dzisiaj jej rola?

 

Jest sędzią w stanie spoczynku. Cały czas.

 

Ale dla sędziów, którzy wrócili do pracy, myślę, że jest cały czas pierwszą prezes Sądu.

 

Jeżeli nie uznają obowiązującego w Polsce prawa… To prawo cały czas obowiązuje i obowiązywało. Uświadommy sobie: Pani Prezes Gersdorf, gdy była Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego, miała możliwość skierowania ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Konstytucyjnego. Miała taką możliwość, bo taka możliwość wynika z ustawy. Nie zrobiła tego. Nie kwestionowała tej ustawy w sposób legalny według zasad obowiązujących prawnie w naszym kraju – i to nie od wczoraj, tylko obowiązujących od wielu lat. Nie zrealizowała tego. Więc kwestionowanie tej ustawy przez nią i sędziów jest dla mnie czymś niezrozumiałym. Jeżeli mają Państwo wątpliwości, trzeba było, by Pierwsza Prezes skierowała tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego tego nie zrobiła? Nie uznaje porządku prawnego obowiązującego w Polsce? To ciekawa sytuacja, jeżeli chodzi o sędziego, o Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

 

Zmienię temat, Panie Prezydencie: czy wie Pan, jakie żarówki ma Pan w Pałacu Prezydenckim?

 

Różne.

 

Czyli te stare też?

 

Na pewno w wielu miejscach są jeszcze te stare, tym bardziej, że w niektórych miejscach żarówki pewnie bardzo rzadko się spalają z tego względu, że mało się świeci światło.

 

Pytam o to, bo – oczywiście – chcę nawiązać do Pańskiego spotkania i przemówienia w Berlinie, które opozycja bardzo mocno skrytykowała: że myli Pan demokrację z kwestią żarówek.

 

Niektórzy widocznie nie rozumieją słów wypowiadanych w prosty sposób, ale na to już nic nie poradzę – zwłaszcza w polskim języku.

 

Donald Tusk powiedział, że potrzebuje Pan wsparcia, bo jest Pan pogubiony.

 

Nie będę komentował tych słów, bo musiałbym się wypowiedzieć na temat kultury bycia, a nie chciałbym tego robić. Doskonale wiem, co chciałem powiedzieć – i powiedziałem to. Wielu uczciwych komentatorów zrozumiało moje słowa. To był po prostu przykład przeregulowania Unii Europejskiej i pewnej opresyjności, którą wielu ludzi poprzez działanie instytucji europejskich odczuwa. Opresyjności w postaci zakazów. Ludzie mają takie poczucie, zwłaszcza na zachodzie Europy. Bo przecież to było mówione w kontekście brexitu.

 

Dlaczego nastąpił brexit? Słyszeliśmy wypowiedzi z sali, że przecież wszystko w Unii Europejskiej jest tak świetne. Zapytałem więc, że jeżeli jest tak świetnie, to dlaczego nastąpił brexit? Dlaczego obywatele Wysp Brytyjskich powiedzieli zjednoczonej Europie: „Nie. Nie chcemy już do niej należeć”. Czemu, skoro jest tak dobrze? I właśnie wyjaśniałem: powiedzieli „nie”, dlatego że nie chcą się zgodzić z niezrozumiałą dla nich opresyjnością. Jako przykład tej opresyjności to właśnie wskazałem. To jest przykład przeregulowania.

 

Przekonał Pan Niemców do swojej wizji problemów, które dzisiaj dotyczą Unii Europejskiej?

 

Trudno powiedzieć – przedstawiłem swoje argumenty. Trudno wyobrazić sobie sytuację, że jednorazowe podanie argumentów wszystkich przekona, ale głosy na sali były podzielone. Tak samo, jak podzielone są też głosy w Niemczech. Być może większość uważa, że wszystko jest bardzo dobrze, ale jest duża grupa obywateli, którzy uważają, że w wielu elementach Unia Europejska wymaga naprawy.

My podkreślamy: w Unii Europejskiej konieczny jest powrót do wartości. Konieczne jest większe poczucie tego, że instytucje europejskie, ci, którzy sprawują w nich władzę, są rzeczywiście naszymi reprezentantami. Myślę, że dzisiaj bardzo wielu ludzi w Unii Europejskiej, zwłaszcza na zachodzie Europy, szuka takiego poczucia. Więc większa demokratyzacja – na to jest kilka sposobów.

 

Przede wszystkim Parlament Europejski – według mnie powinien mieć większe możliwości działania i większą władzę. Tymczasem Komisja Europejska cały czas się rozpycha, zabierając coraz więcej władzy dla siebie. A większość ludzi w Unii Europejskiej nie bardzo w ogóle rozumie, kim są ci Państwo w Komisji Europejskiej. Jest to pewien problem.

 

Uważam, że większe znaczenie powinna mieć wola parlamentów narodowych, bo jestem zwolennikiem Unii Europejskiej państw narodowych, które nawzajem się szanują, których głos znaczy tyle samo – i jest to kwestia bardzo istotna. Też Rada Europejska – uważam – powinna mieć znacznie silniejszą pozycję niż Komisja Europejska.

 

Pytam, czy Niemcy przyjęli Pańskie argumenty, bo w przestrzeni medialnej pojawiają się opinie, że te Pana słowa wtedy – nie tylko polscy politycy opozycyjni tak mówią, ale też w Europie – świadczą o tym, że są kolejne argumenty ze strony polskich władz do tego, by Polska opuściła Wspólnotę Europejską, że jest to podważanie Wspólnoty, tego, co łączy dzisiaj Europę.

 

Oczywiście, jeżeli ktoś chce, zawsze może tak napisać, nawet jeżeli mówię, że my, Polacy, jesteśmy zadowoleni z naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Ale gdy dzisiaj rozmawiamy o kryzysach, które trapią Unię ‒ co wszyscy podkreślają: „Tak, Unia jest trapiona przez kryzysy”. I od kilku lat pojawia się pytanie, jak z tego wyjść. Moja odpowiedź brzmi: zmieniajmy Unię, ale patrząc na to, jakie były jej podstawy. Dlaczego została stworzona? Czemu miała służyć? Jakie wartości leżały u podłoża stworzenia Unii Europejskiej? Patrzmy na ojców założycieli.

 

Skąd argument o brexicie?

 

Dlatego właśnie, że Unia Europejska odeszła od tych podstaw i to jest – moim zdaniem – przyczyna brexitu. Jeżeli chcemy odwrócić brexit, wzmocnić Unię Europejską, wróćmy do jej podstaw ‒ do tych wartości, na których była oparta na samym początku u jej zarania. Na to zwróćmy uwagę. Co mówili Adenauer, Schuman, De Gasperi? Czego oni chcieli? Dlaczego budowali Unię? Jak ją postrzegali? Że jak będzie funkcjonowała? To była inna Unia niż to, co mamy dzisiaj.

 

A gdy jestem pytany o wspólnotowość ‒ ten problem oczywiście też się pojawił, Niemcy nie byli z tego zadowoleni – jeżeli mówimy o wspólnocie, to polega ona przecież na zrozumieniu wzajemnej sytuacji, wzajemnych interesów, obaw. I na szukaniu rozwiązań, żeby nikogo nie skrzywdzić, żeby jednak móc pogodzić wzajemne interesy i zabezpieczyć wzajemne obawy. Jeżeli one są.

 

I tu się pojawia problem Nord Stream 2. Mówimy tak: budują Państwo gazociąg – wspólnie z Rosją, która nie jest członkiem Unii Europejskiej, mającą już dziś ogromną pozycję na europejskim rynku gazu – który spowoduje dominację rosyjskiego dostawcy na rynku gazowym. To nie jest korzystne dla Unii Europejskiej. To jest niebezpieczne dla Ukrainy, ale także dla państw Unii Europejskiej – dla Polski, Słowacji, dla innych. Mówimy: nie róbmy tego! Dlaczego Komisja Europejska w takim razie tego nie zakazała? Dlaczego nie doszło do zmiany dyrektywy gazowej?

 

Trudno nam zrozumieć, że mimo protestów ta inwestycja jest realizowana przy tłumaczeniu, że to inwestycja biznesowa, podczas gdy każdy, kto patrzy na to rozsądnie i ma na ten temat jakąś wiedzę, wie, że ekonomicznie ta inwestycja nie jest opłacalna. Ale jeżeli chodzi o jej znaczenie strategiczne, polityczne – o tak, to ona jest bardzo ważna.

 

Mówi Pan, Panie Prezydencie, o wspólnotowości, więc na koniec krótko wrócę do 11 listopada, bo ta wspólnotowość legła u podstaw fundamentu II Rzeczypospolitej. Wtedy udało nam się ją zbudować ponad podziałami. Czy 11 listopada pójdzie Pan we wspólnym marszu ze wszystkimi Polakami – w Marszu Niepodległości – czy zorganizuje Pan swój marsz prezydencki?

 

Na pewno będę chciał brać udział w jak największej liczbie uroczystości. Mam nadzieję, że uda mi się uczestniczyć nie tylko w uroczystościach w Warszawie, które ktoś może nazwać centralnymi, ale że wezmę udział w lokalnych uroczystościach także w jakimś polskim mieście. Chcę to zrobić chociażby dlatego, że apelowałem, by lokalnie organizować jak najwięcej (imprez) w związku ze stuleciem odzyskania niepodległości.

 

Cieszę się i dziękuję wszystkim, którzy organizowali te uroczystości przez cały rok, organizują i będą organizowali, bo uważam, że jest to bardzo ważne. Zresztą apelowałem o to przy każdym moim spotkaniu. Więc na pewno będę chciał – z jednej strony – osobiście wziąć udział, ale z drugiej – chciałbym, tak jak mówiliśmy na początku, by jak największa liczba moich rodaków podkreśliła stulecie naszej niepodległości właśnie poprzez swoją obecność. Poprzez wspólną obecność niezależnie od poglądów, barw partyjnych, jeżeli ktoś je ma. Bądźmy razem!

 

Dziękuję Panie Prezydencie za spotkanie i rozmowę. Naszym gościem był Prezydent Andrzej Duda, dziękujemy. Dobrego wieczoru.

 

Dziękuję bardzo.

 

 

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.