przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 24 stycznia 2017

Wywiad prezydenta Andrzeja Dudy dla TV Republika

 
Tomasz Terlikowski, Ryszard Gromadzki – to jest specjalne wydanie programu W Punkt, dziś z Pałacu Prezydenckiego, a specjalnym gościem programu jest Prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda, witamy, Panie Prezydencie. To honor dla Republiki.
 

Prezydent RP Andrzej Duda: Witam serdecznie panów redaktorów. Witam także naszych widzów.

 

Panie Prezydencie, można powiedzieć, że w ostatnich tygodniach atmosfera polityczna i temperatura konfliktu politycznego bardzo się podniosła. Jak Pan Prezydent ocenia perspektywę obniżenia tej temperatury. Czy to jest możliwe?

 

Trzeba to oceniać tak, że ona się w pewnym momencie rzeczywiście bardzo podniosła, ale na całe szczęście ‒ przynajmniej takie jest moje odczucie, gdy obserwuję stan obecny na scenie politycznej ‒ znacząco w tej chwili ta temperatura jednak opadła. I dobrze, że opadła, dobrze, że ten protest, który miał miejsce w Sejmie – myślę, że dla wielu obywateli nie bardzo zrozumiały ‒ zakończył się, zwłaszcza gdy toczył się w święta Bożego Narodzenia, i mam nadzieję, że już w najbliższym czasie Sejm wróci do normalnej pracy, do tego, jaki jest obowiązek Sejmu, posłów, aby pracować, aby starać się wypracować jak najlepsze rozwiązania prawne dla Rzeczypospolitej.

 

Czy wobec tych mocnych deklaracji, które cały czas słyszymy ze strony np. przedstawicieli partii tzw. opozycji totalnej, powrót do takiej normalnej pracy, o której Pan Prezydent mówi, do dialogu jest w ogóle możliwy? Czy jesteśmy skazani w dalszej perspektywie na taki permanentny, bardzo destruktywny dla polskiej demokracji, dla instytucji państwa polskiego konflikt?

 

Ja w ogóle jestem przeciwnikiem takiego głębokiego konfliktu. Uważam, że on nigdy nie powinien mieć miejsca, bo rzeczywiście w dużym stopniu przynajmniej utrudnia tworzenie dobrego prawa, utrudnia dobre funkcjonowanie państwa. To jest na pewno z punktu widzenia państwowego absolutnie niekorzystne. Oczywiście w demokracji debata polityczna, a więc pewien spór między opozycją a większością rządzącą jest czymś absolutnie naturalnym i byłoby źle, gdyby tego sporu i tej debaty politycznej nie było, tylko że to powinna być debata. To powinna być debata, a nie bitwa. Tymczasem faktycznie to miano opozycji totalnej, które nadano obecnej opozycji, nie bierze się znikąd. Bo rzeczywiście jeżeli ktoś prowadzi do destrukcji prac parlamentarnych, jeżeli ktoś w najważniejszych kwestiach mówi na zasadzie „nie, bo nie”, nie przyjmuje żadnych kontrargumentów i nie chce żadnego kompromisu, a takie były fakty, no to na pewno jest to sytuacja niedobra i nie ułatwia pracy państwowej ‒ ona nie ułatwia rozwiązywania także i problemów, co jest przede wszystkim oczekiwane przez obywateli. Po to są wybierani posłowie, po to są wybierani senatorowie, po to jest rząd, po to jest Prezydent, żeby rozwiązywać problemy, budować to, czego wszyscy byśmy chcieli jako obywatele, czyli tego, żeby Polska była lepsza w przyszłości.

 

Ale czy rzeczywiście jest tak, że tę winę za ostatnią eskalację konfliktu ponosi wyłącznie opozycja?

 

Myślę, że należy to ocenić tak: pamiętajmy, że opozycja sprzeciwiała się pewnym propozycjom, które zgłaszał Marszałek, jeżeli chodzi o wstęp przedstawicieli mediów do parlamentu ‒ i tutaj prawem opozycji było absolutnie protestować przeciwko tym rozwiązaniom. Te rozwiązania wzbudzały zresztą i moje poważne wątpliwości ‒ zwracałem na to uwagę Panu Marszałkowi, jeszcze zanim doszło do całego sporu. I cieszę się, że Marszałek się z tych rozwiązań wycofał, i ten wstęp mediów nie będzie w żaden sposób ograniczony. Aczkolwiek trzeba również tutaj oddać Panu Marszałkowi honor, że w wielu elementach chciał umożliwić przedstawicielom mediów pracującym w parlamencie lepsze, wygodniejsze dla nich funkcjonowanie, bo – powiedzmy sobie otwarcie – tworzenie specjalnych miejsc pracy i wypoczynku dla dziennikarzy, nowoczesnych, ładnych, widziałem na folderach, bo mi Pan Marszałek pokazywał, jest rozwiązaniem, które powinno w jak największym stopniu media zadowalać, w moim przekonaniu. Natomiast rzeczywiście ten pomysł, by ograniczyć liczbę dziennikarzy z poszczególnych mediów ‒ dosyć radykalnie w niektórych przypadkach ograniczyć ‒ jeżeli chodzi o wstęp do głównego budynku Sejmu, budził wątpliwości i na pewno był propozycją kontrowersyjną. Tak jak mówię: najważniejsze jest to, żeby media miały wstęp do parlamentu, żeby mogły relacjonować pracę parlamentu, bo media dają tym samym obywatelom informacje o pracach parlamentu, a to jest niezwykle ważne. Ludzie mają prawo mieć wiedzę na ten temat: jak parlament pracuje, jak posłowie działają, jakie są ich wypowiedzi – to jest prawo obywatelskie, które musi być zagwarantowane. Realizatorem tego prawa w dużym stopniu są media.

 

Drugą ofiarą – tak był przedstawiamy przez media – tego nieodpowiedniego rzekomo zachowania rządu, władzy miał być poseł Szczerba, który został wykluczony z obrad. On funkcjonował, można powiedzieć, w roli drugiej ‒ obok mediów ‒ ofiary rządu. Być może to też był błąd?

 

Przede wszystkim zacznijmy od jednego: Marszałek prowadzi obrady i obowiązkiem Marszałka jest dbanie o to, aby obrady mogły się toczyć w sposób niezakłócony, aby na sali sejmowej były realizowane pewne normy kulturowe, jeżeli chodzi o debatę, i Pan Marszałek ma ku temu instrumenty regulaminowe. Pan Marszałek skorzystał z instrumentu przewidzianego w regulaminie w odpowiedzi na zachowanie posła. Oczywiście można dyskutować, czy instrument, z którego skorzystał Pan Marszałek, był adekwatny do sytuacji, czy był nieadekwatny do sytuacji. Ale powtarzam jeszcze raz: Marszałek działał zgodnie z regulaminem Sejmu, w żaden sposób tego regulaminu Sejmu Pan Marszałek nie naruszył.

 

Natomiast nie ma żadnych wątpliwości, że przedstawiciele opozycji następnie naruszyli normy regulaminowe, i to w sposób radykalny – zajmując mównicę, blokując fotel Marszałka, uniemożliwiając obrady Sejmu na Sali Plenarnej. W związku z tym to opozycja naruszyła regulamin Sejmu i naruszyła prawo, a nie Marszałek. Jeżeli chodzi o Marszałka, można dyskutować, co do tego, czy sankcja, którą zastosował wobec pana posła w związku z jego zachowaniem, była sankcją adekwatną do stopnia naruszenia pewnych zasad kultury, czy też nie. A że zasady kultury zostały naruszone, nie mam żadnych wątpliwości. Po pierwsze – Marszałek Sejmu jest drugą osobą w państwie i wobec Marszałka Sejmu, czy jest się z obozu rządzącego, czyli z większości parlamentarnej, czy jest się z opozycji, obowiązują zasady kultury. Sam byłem posłem, wiem – to są ważne zasady, które do tej pory jednak były przestrzegane. Zwracanie się do Marszałka Sejmu w taki sposób, w jaki uczynił to pan poseł Szczerba – delikatnie mówiąc – było zbyt daleko posuniętą poufałością, delikatnie mówiąc! Jeżeli chodzi o relacje: zwykły poseł – Marszałek Sejmu, to jest pierwsza sprawa. I trudno się dziwić, że Pan Marszałek tutaj zareagował i że nie akceptował tego zachowania pana posła, bo poseł szeregowy nie powinien się w ten sposób do Marszałka Sejmu zwracać, to jest jedna rzecz.

 

No a druga rzecz – element już taki bardziej ogólnokulturowy: zwróćmy jednak uwagę, że pan poseł Szczerba jest młodym posłem. Pan Marszałek Sejmu Marek Kuchciński mógłby śmiało ze względu na różnicę wieku być jego ojcem. Zwracanie się do człowieka jednak znacznie starszego, o dużo większym doświadczeniu życiowym ‒ już nawet nie wspominam o zajmowanym przez niego stanowisku ‒ w taki sposób jest naruszeniem pewnych zwykłych również, nie tylko sejmowych, norm kulturowych. Po prostu nie powinien się w ten sposób pan poseł zachować i tutaj nie mam żadnych wątpliwości, że Marszałek miał prawo zareagować.

 

Może bardziej stanowczo, Panie Prezydencie, wobec posła Szczerby powinien Marszałek Kuchciński zareagować?

 

Marszałek zareagował stanowczo, opozycja uważa, że wręcz zbyt stanowczo, wykluczając go z obrad. Natomiast nie mam żadnych wątpliwości, że Marszałek miał co najmniej prawo, jeżeli w ogóle nie obowiązek w tym momencie jako Marszałek przywołać posła zdecydowanie do porządku.

 

Trwa przegląd resortów. Premier Beata Szydło spotyka się z kolejnymi ministrami. Dziś z ministrem Witoldem Waszczykowskim. Czy w Pańskiej ocenie, Pan przecież również firmuje politykę dobrej zmiany, strategiczne cele tej strategii dobrej zmiany są realizowane? Czy ma Pan może poczucie jakichś deficytów w tym obszarze?

 

Nie mam poczucia deficytu. Niektórzy wręcz twierdzą, że te zapowiedziane zmiany są realizowane zbyt szybko – i też nie mam poczucia, że są one realizowane zbyt szybko. Mam raczej takie poczucie, że one są realizowane w miarę możliwości, i to się staram tłumaczyć. Mówię o tym w ten sposób z bardzo prostej przyczyny: moje zobowiązania wyborcze jako kandydata na prezydenta, a w związku z tym moje zobowiązania teraz jako Prezydenta od ponad półtora roku, są de facto prawie że takie same jak zobowiązania Pani Premier i rządu, i większości parlamentarnej. Bo przecież nie jest dla nikogo tajemnicą, że byłem kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na urząd prezydenta. Należałem do tej partii, z niej się wywodziłem i oczywistą sprawą jest dla mnie, że się pod tym programem podpisuję. I realizacja tego programu jest elementem również mojego zobowiązania jako Prezydenta Rzeczypospolitej. Według mnie sytuacja jest taka: ten program jest realizowany, i to jest dla mnie najważniejsze. Bo to są te zobowiązania i pewna powaga traktowania obywateli przeze mnie jako polityka, przez moje koleżanki i moich kolegów, którzy są w Sejmie czy w rządzie. To jest dla mnie kwestia odpowiedzialności. I bardzo się cieszę, że ten program rzeczywiście jest realizowany. Niektórzy twierdzą, że jest realizowany za wolno, niektórzy twierdzą, że jest realizowany zbyt szybko. Jest realizowany w miarę możliwości – i dobrze. Mam nadzieję, że w ciągu czterech lat kadencji parlamentu i rządu z założenia i w ciągu pięciu lat kadencji Prezydenta Rzeczypospolitej ten program w przeważającej mierze uda się zrealizować. Z pewnością nie uda się go zrealizować całego, ponieważ są w nim zadania, które przekraczają absolutnie zakres jednej kadencji w sensie czasowym.

 

Jest dużo tych zobowiązań, te najważniejsze z nich już zostały wprowadzone w życie, zostały już przyjęte w formie ustaw. Mówię o tych sprawach, które wszyscy znamy. Po pierwsze – program Rodzina 500 Plus, czyli pomoc finansowa dla rodzin wychowujących dzieci, wymierna, którą Polacy odczuwają i na każdym spotkaniu mówią mi o tym, że to jest ten program, na który rzeczywiście czekali, i dziękują za to. Druga sprawa – obniżenie wieku emerytalnego, ustawa uchwalona, podpisałem ją z przyjemnością, to był zresztą mój projekt, jedno z moich głównych zobowiązań wyborczych ‒ to zostało wprowadzone. Darmowe leki dla seniorów zostały wprowadzone. Program Mieszkanie Plus, czyli kolejny element wsparcia dla rodzin, zwłaszcza młodych, jest w tej chwili w fazie realizacji. Tych zobowiązań jest cały szereg i te najistotniejsze z nich, najbardziej oczekiwane przez obywateli są realizowane. Powtarzam jeszcze raz: to jest dla mnie kwestia odpowiedzialności, aby te zmiany programowe, na które ludzie czekali, zostały zrealizowane. I w moim przekonaniu właśnie dlatego wybrali mnie na urząd Prezydenta i właśnie dlatego Prawo i Sprawiedliwość potem wygrało wybory parlamentarne ‒ to są takie działania i takie zmiany w Rzeczypospolitej, które były przez obywateli oczekiwane.

 

Panie Prezydencie, a czy politycznie możliwe jest zajęcie się problemem obrony życia w Polsce i polepszeniem jej standardów? Trudno powiedzieć, że PiS składało obietnicę w tej sprawie, ale i w wypowiedziach Pana Prezydenta jeszcze przed wyborami, i w wypowiedziach kluczowych polityków Prawa i Sprawiedliwości możliwość jakiejś zmiany w tej kwestii była sygnalizowana. Przede wszystkim chodziło o aborcję eugeniczną. Czy możemy liczyć na to, że to będzie możliwe?

 

Wiemy doskonale, jakie ta kwestia wywołała niedawno silne emocje społeczne. Źle się stało, że projekt obywatelski, który chciał liberalizacji przepisów aborcyjnych, został odrzucony na tym etapie, bo uważam, że powinien być jednak rozpatrywany w komisji, bo był projektem obywatelskim.

 

Ten drugi też nie był rozpatrywany w komisji. Przeszedł, ale nie był rozpatrywany.

 

No i oba projekty powinny być traktowane w sposób równorzędny, dlatego że były projektami obywatelskimi. Bez wnikania nawet w ich treść. Kto się zgadza z jednym projektem czy z drugim projektem, czy kto się z żadnym nie zgadza – nie ma to żadnego znaczenia. To były projekty obywatelskie, obywatele się pod nimi podpisali, mieli takie oczekiwania i oba powinny zostać potraktowane poważnie. A w każdym razie poważnie i jednakowo – i źle się stało, że tak nie było.

 

Natomiast sama kwestia zaostrzenia. Jestem zdecydowanym zwolennikiem ochrony życia. Przede wszystkim ze względów religijnych, ale także ze względu na to, że uważam, że ochrona życia ma w sobie element propaństwowy. My potrzebujemy tego, aby było młode pokolenie, my potrzebujemy tego, aby w Polsce zwiększał się przyrost naturalny, w związku z powyższym z tego punktu widzenia ochrona życia jest jakby elementem wsparcia tego procesu.

 

Natomiast jeżeli chodzi o konkrety, to z całą pewnością jedna rzecz: a mianowicie nie mam żadnych wątpliwości, że konieczne jest absolutne zwiększenie ochrony życia dzieci niepełnosprawnych. Dzieci poczętych, u których stwierdzono niepełnosprawności, które mogą żyć – i tu jest bardzo poważny problem, nad którym, uważam, że Sejm powinien się pochylić. Minister zdrowia powinien się nad tym problemem pochylić. To są takie kwestie, które zdecydowanie powinny być silniej uregulowane prawnie, żeby dzieci dotknięte zespołem Downa, żeby ich życie było lepiej chronione. Bo to są dzieci szczęśliwe, to są piękne dzieci i to, że odbiera się im życie jako dzieciom nienarodzonym, jest dla mnie absolutnie dramatyczne, absolutnie się z taką polityką nie zgadzam. I tu uważam, że dzieci niepełnosprawne w zdecydowany sposób powinny być chronione.

 

Wspomniał Pan Prezydent o tym, że posiadanie dzieci czy prokreacja jest propaństwowa, wspieranie posiadania dzieci przez obywateli jest propaństwowe. Instrument 500 Plus niewątpliwie już przynosi korzyści w tej sprawie. A czy istnieje potrzeba wprowadzenia jeszcze jakichś dodatkowych elementów, które mogłyby zachęcać Polaków do posiadania dzieci? Bo rzeczywiście z perspektywy demograficznej Polska jest wciąż w bardzo trudnej sytuacji. Można powiedzieć – trudniejszej nawet niż niektórzy nasi zachodni partnerzy.

 

Łącząc ten wątek z poprzednim: ważne jest to, co w tej chwili robi rząd, co robi pani minister Elżbieta Rafalska, jeżeli chodzi o program Za Życiem, czyli wsparcia dla rodzin, także dla tych rodzin, które wychowują dzieci niepełnosprawne. To jest bardzo ważny element. Chcemy zdecydowanie, żeby życie dzieci niepełnosprawnych było lepiej chronione, ale również trzeba sobie zdawać sprawę, że rodziny wychowujące te dzieci potrzebują większego wsparcia ze strony państwa. Oczywiście to wsparcie jest budowane w sposób stopniowy ‒ niektórzy mogą twierdzić, że zbyt wolno, że jest na zbyt niskim poziomie, ale proszę zwrócić uwagę, że chyba po raz pierwszy od wielu, wielu lat tak poważnie ta kwestia została potraktowana i tak wiele się na ten temat rzeczywiście myśli i robi. Bo to jest dzisiaj wielka troska pani minister Elżbiety Rafalskiej ‒ ja z Panią Minister sporo na ten temat rozmawiałem, będziemy się jeszcze też spotykali w tym tygodniu w związku z pewnym podsumowaniem i oceną programu 500 Plus, ale także właśnie w kwestii programu Za Życiem. I to jest także element tej polityki prorodzinnej. Niezwykle ważny, bo to są bohaterskie rodziny – te, które wychowują dzieci niepełnosprawne ‒ i chyba nikt nie ma wątpliwości, że one potrzebują wsparcia ze strony państwa. Mam ogromny szacunek do tych rodziców i chylę naprawdę przed nimi czoła, bo to jest wielki trud niesiony przez całe życie – to, żeby właśnie zapewnić dziecku niepełnosprawnemu godne życie, żeby zapewnić dziecku niepełnosprawnemu jak największe poczucie także równości z tymi dziećmi, które są sprawne, które są obok niego. I to jest niezwykle ważne.

 

Natomiast jeżeli chodzi ogólnie o politykę prorodzinną, to tak jak powiedziałem: z jednej strony program 500 Plus, czyli wsparcie dla rodzin wychowujących dzieci, dla każdej rodziny wychowującej dzieci – to jest jedna rzecz. Z drugiej strony – niezwykle ważny również w tym kontekście program Mieszkanie Plus. No bo dzisiaj mamy ten problem, że wielu młodych ludzi nie ma odwagi, by założyć rodzinę, wahają się, nie ma warunków, trudno znaleźć własny kąt, mieszkania są bardzo drogie, bardzo często niewspółmiernie drogie do poziomu zarobków. Więc program Mieszkanie Plus ma tutaj dla rodzin w ogóle ogromne znaczenie i mam nadzieję, że zostanie jak najszybciej wprowadzony, tak żeby właśnie młode rodziny miały tę szansę na swoje pierwsze mieszkanie.

 

I kolejna sprawa, też niezwykle ważna – stopniowy wzrost wynagrodzeń. Sprawa znacznie trudniejsza, bo w gospodarce rynkowej wiadomo, że rząd nie może podyktować poziomu wynagrodzeń, ale czyni tutaj pewne kroki, które konstytucyjnie są dla niego dozwolone ‒ chociażby duże podwyższenie płacy minimalnej. Nawet związki zawodowe takiego podwyższenia płacy minimalnej nie oczekiwały, a rząd się jednak zdecydował na podniesienie płacy minimalnej do 2 tys. zł miesięcznie, wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej – to są istotne rozwiązania. Myślę, że również program 500 Plus także przyczynia się do tego, że pracodawcy decydują się podnieść wynagrodzenia, bo w jakimś sensie muszą konkurować z tym programem. Zwłaszcza ci, którzy bardzo słabo wynagradzali przede wszystkim kobiety. Mówi się, że kobiety odchodzą z pracy. No tak, bo jeżeli kobieta zarabiała 1200 zł na rękę, a dostaje 1000 zł, bo ma trójkę dzieci ‒ czy przy odpowiednich warunkach nawet dwójkę dzieci, a też dostaje 1000 zł, bo te wynagrodzenia na głowę w rodzinie są tak niskie ‒ to ona powie: „Ja nie będę cały dzień siedziała przy kasie w supermarkecie”, gdzie jest praca odpowiedzialna, gdzie jest praca niezwykle męcząca, gdzie oczywistą sprawą jest, że pracodawca wymaga, że trzeba być uśmiechniętym, a idzie człowiek za człowiekiem, i to jest bardzo odpowiedzialna praca, gdzie można się pomylić, gdzie można zrobić niechcący manko – więc odpowiedzialność jest duża, a wynagrodzenie niskie. No to ja zawsze po prostu mówię: „Proszę państwa, to zapłaćcie tym kobietom lepiej. Dobrze, to konkurujcie z programem 500 Plus wynagrodzeniami, żeby zachęcić do tego, że jednak się opłaca pracować”. Czy jeżeli to wynagrodzenie będzie dobre, to ta kobieta nie zdecyduje się na pracę? Zapewniam, że się zdecyduje. I będzie chciała mieć i przyzwoitą pensję, i dostać pieniądze z programu 500 Plus, bo to będzie dla niej rzeczywiście oznaczało podniesienie poziomu życia jej rodziny.

 

Czy polska wspólnota, której potrzebę Pan Prezydent tak często akcentuje, odtwarza się w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości? Są takie diagnozy publicystów, socjologów, które Pan zapewne doskonale zna, wedle których w naszym kraju żyją dwa plemiona, które są na progu wyniszczającego konfliktu.

 

Ja może bym nie przesadzał, że istnieją dwa plemiona, które są na progu wyniszczającego konfliktu, bo z drugiej strony tego typu głosy to jest też jakby podburzanie tego konfliktu i jeszcze większe podgrzewanie atmosfery wokół niego. Oczywiście, że jest spór polityczny ‒ i będzie, bo to jest bardzo często spór na tle ideologicznym, ludzie mają różne poglądy i mają do nich prawo. Cały czas to podkreślam: niech nikt nie oczekuje, że my, w Polsce, stworzymy wspólnotę jednakowych poglądów. Bo już kiedyś próbowano zrobić z nas wspólnotę jednakowych poglądów, gdzie była jedynie słuszna i jedynie rządząca partia ‒ de facto jedyna, jaka była: Polska Zjednoczona Partia Robotnicza – i wszystko, co mówiła, miało być świetne, i wszyscy się mieli z tym zgadzać. No i oczywiście Polacy się z tym głęboko nie zgadzali i dlatego w 1989 roku powiedzieli „dziękujemy” tamtej władzy w sposób zdecydowany. To wielka zasługa Solidarności.

 

I ja też absolutnie nie oczekuję, że ludzie w Polsce będą mieli jednakowe poglądy, przede wszystkim poglądy polityczne czy ideologiczne. Mają prawo się w tych poglądach różnić. Jest tylko kwestia tego, że mają mieć prawo do tego, żeby je głosić, mają mieć prawo do tego, żeby się móc gromadzić i wyrażać te poglądy, czyli prawo do zgromadzeń musi być absolutnie gwarantowane jako prawo konstytucyjne.

Ale trzeba pamiętać o jednym: są takie elementy, które na pewno są elementami wspólnymi, wspólnototwórczymi. To są te najważniejsze elementy jednoczące nas jako wspólnotę narodową, jako po prostu Polaków. To są nasze wielkie wydarzenia historyczne, to są te momenty, gdy właśnie odzyskiwaliśmy wolność. I tutaj sądzę, że odsetek tych, którzy nie zgadzają się, żeby uroczyście obchodzić święto odzyskania niepodległości, tych, którzy nie zgadzają się z tym, żeby uroczyście obchodzić 3 maja, uważając 3 maja za złą datę w naszym kalendarzu, a Konstytucję 3 maja za coś, co nie było dobre dla Polski, nie było wielkim osiągnięciem naszego państwa – myślę, że takich ludzi jest w Polsce bardzo niewielu. Pewnie są, bo poglądy są naprawdę najrozmaitsze, często zdumiewające, ale takich ludzi jest niewielu. I wokół tego powinniśmy budować właśnie te elementy wspólnotowe, bo to są elementy wspólnotowe, czyli my wokół tego powinniśmy budować wspólnotę. I ja się staram to robić. Dla mnie właśnie 11 listopada czy 3 maja to są te dni, w których politycy wszystkich opcji, nawet nie wiem, jak dalece różniący się od siebie ideologicznie, powinni stanąć razem.

 
1 marca również?
 

1 marca też uważam, że powinni stanąć razem, bo bohaterstwo, bo gotowość obrony ojczyzny do samego końca jest niezwykle ważne. Ale ja bym powiedział, że w przeważającej mierze stają razem, panie redaktorze, tu ‒ w moim przekonaniu ‒ nie ma jakiegoś głębokiego problemu. Oczywiście jedni bardziej czczą pamięć Żołnierzy Niezłomnych, drudzy mniej i oczywiście też podnoszą jakieś zastrzeżenia, ale to nie jest tak, że w Polsce, przede wszystkim wśród polityków, Żołnierze Niezłomni mają zagorzałych przeciwników.

 

Wśród mniejszości narodowych to się czasem zdarza czy może niekoniecznie narodowych – religijnych. Na przykład prawosławni, Białorusini mają zastrzeżenia oczywiście do części Żołnierzy Niezłomnych.

 

No więc, panie redaktorze, tu jest ważny jeszcze jeden element, o którym my też powinniśmy pamiętać: to była wojna, różne rzeczy się działy, to była wojna wewnętrzna, można powiedzieć, że w tamtym czasie już domowa – nazywajmy sprawy po imieniu. Bój Żołnierzy Niezłomnych przeciwko władzy komunistycznej, przeciwko Rosji sowieckiej, która dominowała w naszym kraju, przecież tu NKWD było na miejscu, miało swoje oficjalne placówki – to była po prostu wojna domowa.

 

Czy powstanie narodowe?

 

Powstanie narodowe też w jakimś sensie jest wojną. Zdarzały się również rzeczy, z którymi nikt się nie powinien pogodzić. Bo jeżeli dochodziło do takich sytuacji, że żołnierze podziemia zabijali cywilów, no to jest to coś, z czym nie możemy się pogodzić, tutaj trzeba nazwać sprawy po imieniu. Oczywiście to się zdarzało rzadko, to były jednostkowe przypadki, ale się zdarzały i są udokumentowane historycznie. I trzeba o tym pamiętać. I tym, którzy to podnoszą, trudno nie oddać honoru i nie powiedzieć: „Tak, stało się coś strasznego, zamordowano niewinnych ludzi”. Ja nie mówię o przypadkach, że zabijano konfidentów, ja nie mówię o przypadkach, że zabijano funkcjonujących po cywilu agentów służb sowieckich – o tego typu sytuacjach. Ja mówię o ewidentnych dramatach, tragediach, gdzie faktycznie zamordowano ludzi, którzy byli cywilami niezaangażowanymi w żaden sposób w konflikt. To są sytuacje straszne, trudne i trudno powiedzieć, że takich sytuacji w ogóle nie było. Oczywiście, one były ‒ tak jak powtarzam – jednostkowe, ale nie można gloryfikować tych ludzi. Tak jak my oczekujemy, że władze Ukrainy i społeczeństwo Ukrainy nie będzie gloryfikowało tych, którzy dopuścili się rzezi wołyńskiej, dopuścili się ludobójczych mordów na Polakach – oczekujemy przecież tego, domagamy się tego twardo, ja się tego domagam jako Prezydent Rzeczypospolitej i w każdej mojej rozmowie z panem prezydentem Petro Poroszenko podnoszę ten temat. Oczekuję konkretnych zmian prawnych w tych ustawach, które zostały przyjęte, bo nie możemy się zgodzić na to, żeby mordercy byli gloryfikowani. Tak samo my musimy zdać sobie z tego sprawę, że i tutaj, na terenie Polski, sytuacje tragiczne się zdarzały i też musimy się powstrzymać od gloryfikowania takich osób.

 

Ale mamy święte prawo gloryfikować Żołnierzy Niezłomnych ‒ tych, którzy walczyli o wolność, tych, którzy walczyli z Sowietami, tych, którzy byli prawdziwie bohaterskimi żołnierzami Rzeczypospolitej, którzy z bronią w ręku do ostatniej chwili stali po to, żebyśmy my mogli odzyskać prawdziwą wolność, niepodległość i suwerenność. Mamy do tego prawo ‒ i dobrze, że się tak dzieje ‒ i jeszcze raz chcę podkreślić: cieszę się, że w Polsce w zasadzie nie ma polityków, którzy w zdecydowany sposób negowaliby oddanie czci i chwały Żołnierzom Niezłomnym.

 

Panie Prezydencie, nawiązał Pan do stosunków z Ukrainą, zapytam o naszą politykę wschodnią. Czy ona nie jest zbyt pasywna? Czy obserwując owoce tej polityki wobec Rosji ‒ może nie Białorusi i Ukrainy, bo to w mniejszym stopniu ‒ można odnieść wrażenie pewnej bezowocności naszych starań? Mówię chociażby o symbolicznej sprawie, ale jakże ważnej – odzyskaniu wraku samolotu Tu-154M, braku innych kluczowych dowodów do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Moskwa jest wciąż głucha na postulaty polskiej strony i nie widać żadnych oznak zmiany.

 

No, panie redaktorze, oczywiście, że nie widać, ogromnie nad tym boleję. Rosja jest potężnym państwem, jest mocarstwem, jest państwem dużo większym od naszego, ma dużo większy potencjał choćby militarny. Władze rosyjskie realizują twardą politykę, powiedzmy sobie otwarcie: politykę, z którą w dużym stopniu my i wspólnota międzynarodowa ‒ my, jako Polska, i my, jako członek wspólnoty międzynarodowej czy Unii Europejskiej, czy Sojuszu Północnoatlantyckiego, czy Organizacji Narodów Zjednoczonych ‒ się nie zgadzamy. Jesteśmy tym państwem, które jest zwolennikiem sankcji wobec Rosji w związku z sytuacją na Ukrainie, w związku z tym, że Rosja w sposób bezprawny, łamiąc normy prawa międzynarodowego, zajęła Krym – my to eksponujemy przy każdej okazji. Czy pan uważa, że władze rosyjskie są z tego zadowolone? No, jestem przekonany, że są z tego bardzo niezadowolone i że taka polityka bardzo im przeszkadza. Mam nadzieję, bardzo na to liczę, że tutaj zdecydowana postawa i Polski, i nas, jako polskich polityków, tych, którzy dzisiaj Polskę na tej arenie międzynarodowej reprezentują, i wspólnoty międzynarodowej we wszystkich wymiarach, i największych graczy światowych – myślę tutaj o Stanach Zjednoczonych, o nowym prezydencie Stanów Zjednoczonych – będzie taka, żeby jednak Rosja wróciła do przestrzegania prawa międzynarodowego, bo dla mnie ten prymat prawa międzynarodowego ma absolutnie fundamentalne znaczenie dla pokoju na świecie. Także dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. I dlatego my tak twardo przy tym postulacie przestrzegania prawa międzynarodowego obstajemy, i dlatego podkreślam to na forum międzynarodowym przy każdej okazji: prymat prawa międzynarodowego musi być tutaj zachowany, bo ono jest gwarancją pokoju.

 

Wspomniał Pan Prezydent o nowym prezydencie i o Stanach Zjednoczonych. W Stanach Zjednoczonych mamy nowego prezydenta. Trudno jeszcze powiedzieć oczywiście, jaką politykę będzie on prowadził, część z jego wypowiedzi była rzeczywiście mocno otwarta na Rosję. Pierwsze wywiady osłabiały, można powiedzieć ‒ bagatelizowały znaczenie NATO, ale jakie oczekiwania wiąże Pan Prezydent z tą prezydenturą? I czy może się ona okazać lepsza dla Polski niż prezydentura poprzednika Donalda Trumpa, czyli Baracka Obamy?

 

Oczywiście, że kwestia tego, jaka będzie ta polityka, pozostaje kwestią otwartą. Pamiętajmy o tym, że część wypowiedzi to była kampania wyborcza, padały rzeczywiście różne wypowiedzi, były też bardzo różne komentarze – bo to, panie redaktorze, też trzeba podkreślić: bardzo często z tych wypowiedzi media robiły dosłownie z igły widły. Więc tutaj bym podszedł do tego spokojnie.

 

Jeżeli na przykład chodzi o kwestie NATO. Proszę dokładnie się wczytać czy się wsłuchać w to, co mówi pan prezydent Trump. Pan prezydent Trump jako prezydent Stanów Zjednoczonych mówi tutaj rzeczy bardzo logiczne, z którymi naprawdę trudno się w ogóle nie zgodzić. On mówi, że jego oczekiwaniem jako tego, który najwięcej de facto wkłada w siłę Sojuszu Północnoatlantyckiego ‒ no bo armia Stanów Zjednoczonych to największa i najsilniejsza armia świata ‒ jest to, że sojusznicy będą dotrzymywali swoich zobowiązań. Między innymi tym zobowiązaniem jest odpowiedni poziom wydatków na cele obronności, czyli wydatków militarnych poszczególnych państw członkowskich. No przepraszam, ale to jest logiczne i usprawiedliwione oczekiwanie ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych. Skoro państwo się zgodzili na to, że będziecie wydawali co najmniej 2 proc. produktu krajowego brutto, czyli PKB, rocznie na obronność, to wydawajcie! Skoro podjęliście taką decyzję, a to jest przecież wspólna decyzja wszystkich państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. W związku z czym mówi: „Oczekuję od sojuszników lojalności, czyli tego, że będą realizowali swoje zobowiązania w tym zakresie”. No to przecież jeżeli pan prezydent mówi o słabości NATO, to między innymi właśnie, czy przede wszystkim, ten element akcentuje. Trudno się z nim nie zgodzić. Dlaczego my wydajemy 2 proc. produktu krajowego brutto na cele obrony? Po pierwsze – dlatego że chcemy modernizować naszą armię, bo chcemy, żeby polskie państwo było bezpieczne, a tym samym chcemy, żeby była gwarancja bezpieczeństwa dla naszych rodaków, dla obywateli Rzeczypospolitej, czyli chcemy mieć po prostu dobrą, sprawną, dobrze wyposażoną armię. No a po drugie – zobowiązaliśmy się w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, że ten poziom wydatków będzie przynajmniej taki. I my to realizujemy, i do nas nikt pretensji o to nie ma – przecież w czasie szczytu NATO w Warszawie byliśmy wymienieni przez pana sekretarza generalnego Jensa Stoltenberga jako właśnie jedno z tych państw, które dotrzymują swoich zobowiązań. No ale my byśmy też chcieli, żeby sojusznicy dotrzymywali swoich zobowiązań. Więc to oczekiwanie Sojuszu Północnoatlantyckiego, wszystkich poszczególnych państw jest zupełnie naturalne, że to zobowiązanie – jeżeli chodzi o poziom wydatków na obronność – będzie zrealizowane, i ja się nie dziwię, że pan prezydent Donald Trump tę kwestię podnosi. Mówi: „Słuchajcie, chcecie, żebyśmy was traktowali poważnie? Chcecie, żebyśmy rzeczywiście byli tym strażnikiem bezpieczeństwa i żebyście mogli liczyć na nasze wsparcie wtedy, gdy będzie się wam coś złego działo, gdy ktoś was napadnie? No to bądźcie fair i wydawajcie, bo my wydajemy po to właśnie, żebyśmy mogli tę rolę pełnić”. Więc ja doskonale to rozumiem i cieszę się, że my – jeszcze zanim pan prezydent Trump zaczął tę kwestię podnosić – byliśmy jednym z tych państw, które to zobowiązanie spełniały. Bo to nam pozwala stać z podniesionym czołem i mówić: „Szanowni państwo, my się z naszych zobowiązań wywiązujemy”. Dlatego nie ma żadnej blokady ze strony Stanów Zjednoczonych na to, żeby tutaj, w Polsce, były wojska Stanów Zjednoczonych zgodnie z zawartymi porozumieniami. Goście ze Stanów Zjednoczonych już przyjechali, żołnierze amerykańscy już są w Żaganiu i w innych miejscach ‒ co mnie osobiście bardzo cieszy, bo jest to pokazanie jedności Sojuszu, bo jest to pokazanie tego, że my jesteśmy przez naszego sojusznika, czyli Stany Zjednoczone, traktowani poważnie i że kwestia naszego bezpieczeństwa jest traktowana poważnie. I to w ogóle wzmacnia bezpieczeństwo Rzeczypospolitej jako członka Sojuszu Północnoatlantyckiego na tej wschodniej flance Sojuszu. Więc ‒ jak widać ‒ Sojusz działa. Są w tej chwili w trakcie realizacji postanowienia szczytu NATO w Warszawie, jeżeli chodzi o obecność wojsk państw NATO na obszarze naszego kraju. Oczywiście my pilnujemy realizacji tych zobowiązań i ja jestem z tego zadowolony.

 

Panie Prezydencie, na kiedy projektowane jest Pana spotkanie z prezydentem Donaldem Trumpem? A jeśli do niego dojdzie, czy zamierza Pan poruszyć kwestię, o której już rozmawialiśmy, czy ewentualnie uzyskać jakąś deklarację ze strony prezydenta Trumpa dotyczącą pomocy w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej?

 

Termin spotkania jest akurat kwestią do ułożenia – jak ja to mówię tak trochę z amerykańska – między administracjami. Pan prezydent Donald Trump ma swoją administrację, objął już urząd prezydenta w Stanach Zjednoczonych, ale to są przecież pierwsze dni jego urzędowania, więc to się wszystko jeszcze układa. Kancelaria Prezydenta, pan minister Krzysztof Szczerski zajmuje się tymi sprawami międzynarodowymi jako jeden z moich najbliższych współpracowników – i te kwestie będą ustalane. Mam nadzieję, że do tego spotkania dojdzie jak najszybciej. Prezydent Donald Trump jeszcze jako prezydent elekt, gdy prowadziliśmy rozmowę telefoniczną między sobą, też mnie zapewniał, że z jego strony jest wola takiego spotkania. Tylko ta kwestia jest na tyle otwarta, że mówił: „No to się uzgodni, czy to pan przyjedzie do mnie, do Stanów Zjednoczonych, czy ja będę u pana w Europie”. Więc ta kwestia jest jeszcze do ustalenia. Przewiduje się w tej chwili, że pan prezydent Donald Trump będzie na otwarciu nowej siedziby NATO w Brukseli, co nastąpi wiosną tego roku, no i potem pewnie będzie prowadził dalsze swoje działania na niwie międzynarodowej, dyplomatycznej. Co oczywiście będzie się wiązało z jego wizytami w różnych krajach ‒ mam nadzieję, że w związku z tymi swoimi wizytami w jakimś możliwie bliskim terminie odwiedzi także nasz kraj.

 

Kończąc tę rozmowę, nie mogę nie zadać pytania o małżeństwo. Dużo Pan Prezydent mówił o rodzinie, o małżeństwie, o roli państwowotwórczej. Dosłownie kilkanaście dni temu wybuchł spory skandal w środowisku prawniczym, ponieważ jeden z bardziej znanych polskich profesorów wyraził opinię, że według polskiego prawa małżeństwem jest zawsze związek kobiety i mężczyzny, inne związki małżeństwem nie są. Wydawnictwo próbowało to prostować, później wycofało się ze swojego sprostowania, ale coraz częściej widzimy naciski w tej sprawie organizacji międzynarodowych, rozmaitych lobbystycznych, ale również niektórych państw europejskich. Czy nie obawia się Pan Prezydent, że będzie wymuszana na Polsce zmiana w tej kwestii? Tak żebyśmy zaczęli uznawać na początek ‒ bo to zawsze idzie strategią salami – jakąś formę związków osób tej samej płci i wpisali to do prawa.

 

W Polsce ten problem jest jasno i wyraźnie uregulowany w Konstytucji ‒ małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. Więc tutaj problem jest pod tytułem: jasna i wyraźna norma konstytucyjna. Nie sądzę, żeby dzisiaj była większość polityczna, która w tym zakresie zgodziłaby się na jakąkolwiek zmianę Konstytucji, która by rozwadniała ten zapis i pozwalała interpretować, że małżeństwem może być również jakiś inny związek.

 

Jednak Rzecznik Praw Obywatelskich powiedział: „Małżeństwo – nie, ale już związki partnerskie – tak”.

 

Ale mówimy o małżeństwie, więc powtarzam jeszcze raz jednoznacznie: małżeństwo zgodnie z polską Konstytucją jest związkiem kobiety i mężczyzny. I tak jak mówię: nie sądzę, żeby była większość w polskiej polityce, która byłaby skłonna dokonać tutaj zmiany tego przepisu, tak żeby mógł być on choćby interpretowany inaczej.

 

Panie Prezydencie, niedawno został opublikowany w mediach sondaż prezydencki, w którym zdecydowanie Pan przewodzi. Czy Prezydent Andrzej Duda rozważa już kandydowanie na drugą kadencję?

 

Dla mnie najważniejsze jest to, żeby dobrze wykonywać swoje obowiązki, mówię przede wszystkim w sensie moich zobowiązań wobec obywateli. Tego, co mówiłem w trakcie kampanii, tego, co mówię także na co dzień w swoich wystąpieniach czy przede wszystkim wtedy, gdy bezpośrednio się spotykam w poszczególnych miastach powiatowych z moimi rodakami i z wyborcami. Oni mi przypominają o tych zobowiązaniach i dla mnie najważniejsze jest, żeby starać się te zobowiązania wykonać ‒ i wykonać je jak najlepiej. I to jest sprawa pierwsza, i na to, jako Prezydent, mam pięć lat kadencji i chciałbym, żeby ta kadencja przebiegła w taki sposób, żebym mógł na jej koniec z podniesionym czołem moim rodakom powiedzieć: „Szanowni państwo, robiłem, co mogłem, i swoje zobowiązania wykonałem”.

 

I żeby godnie reprezentować Rzeczpospolitą, bo to jest rzeczywiście także ważny obowiązek Prezydenta – reprezentowanie Rzeczypospolitej. Prezydent, jako najwyższy przedstawiciel, reprezentuje Polskę na zewnątrz, podczas spotkań na arenie międzynarodowej. Zależy mi na tym, żeby moi rodacy mieli to poczucie, że są godnie reprezentowani. I tutaj obydwoje z żoną bardzo się staramy, żeby tak właśnie to przebiegało.

 

Panie Prezydencie, bardzo dziękujemy za tę rozmowę.

fot.
  |   Wywiad prezydenta Andrzeja Dudy dla TV Republika (fot. Andrzej Hrechorowicz/KPRP) Wywiad prezydenta Andrzeja Dudy dla TV Republika (fot. Andrzej Hrechorowicz/KPRP) Wywiad prezydenta Andrzeja Dudy dla TV Republika (fot. Andrzej Hrechorowicz/KPRP)
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.