Wystąpienie prezydenta podczas przekazania orderów nadanych "Żołnierzom Wyklętym"
Szanowni Państwo!
Gdy oni siedzieli w więzieniu, gdy byli torturowani, gdy byli poniewierani, gdy ginęli za Polskę, wtedy rodziło się pokolenie Solidarności. Wtedy jeszcze nikt nie marzył o tym, że Polska będzie wolna, że będzie niepodległa, że wieloletnia walka o wolność w okresie okupacji po latach nabierze szczególnego znaczenia, zakończy się wielkim narodowym triumfem. I pewnie dlatego nie tylko te odznaczenia, ale także ustawa sejmowa o dniu, w którym będziemy pamiętali o żołnierzach wyklętych… Jest ona dziełem zarówno mojego poprzednika, jak i obecnego parlamentu. Jest także efektem wspólnego sposobu myślenia ludzi pokolenia Solidarności. Tego pokolenia, które nie tylko odzyskało dla Polski wolność, ale również zawsze starało się pamiętać o tych, którzy byli wypychani ze zbiorowej pamięci narodu.
Termin „żołnierze wyklęci” stworzył chyba mój przyjaciel z poprzedniego pokolenia, Jurek Ślaski, z którym razem przyszło nam przekształcać współczesne wojsko polskie w wymiarze duchowym, ideowym. Napisał wspaniałą książkę „Żołnierze wyklęci”. I pamiętam moją rozmowę z nim: skąd ten tytuł? Tytuł straszny, bo podkreślający dramat samotności, dramat odepchnięcia. Dzisiaj myślę, że to były przede wszystkim jego własne doświadczenia i doświadczenia całych środowisk związanych z konspiracją, z partyzantką powojenną. Ludzi, którzy często nie z własnego wyboru, ale w wyniku świadomej działalności władz komunistycznych byli spychani w nicość, spychani na obszar, z którego często nie było żadnego powrotu do normalnego życia, do normalnej pracy dla Polski.
Dzisiaj patrzymy na tę straszliwą hekatombę krwi polskiej z pewnego oddalenia, z pewnego dystansu. I widać, jak wiele było pomysłów, poszukiwań dróg, aby skutecznie walczyć o niepodległość w warunkach całkowicie beznadziejnych. Jedni wybierali drogę opozycji politycznej, inni drogę przetrwania, przeczekania, inni szli na współpracę z systemem, a inni szli do lasu i walczyli z bronią w ręku. Dzisiaj wiemy, że żadna z tych dróg nie mogła wtedy zakończyć się sukcesem. Ale wiemy również, że ofiara własnego życia, złożona ojczyźnie przez tych, którzy byli w najtrudniejszych warunkach, nabrała szczególnego znaczenia w momencie odzyskania wolności. Bo tak to już bywa z tą naszą polską wolnością, że czasami najskuteczniejszą bronią niekoniecznie jest karabin maszynowy, niekoniecznie jest pióro literata… Czasami była w historii, czasami jest nią – i daj Panie Boże, żeby już nigdy nie musiała być – polska odwaga, polska determinacja i wiedza o tym, że Polacy są zdolni do podejmowania czynów, które niekoniecznie mieszczą się w prostej logice politycznej. Wtedy ci, którzy godzą w polską wolność, muszą to brać pod uwagę. I te niezwykłe życiorysy, zakończone dramatem śmierci, dramatem więzienia, te niezwykle bolesne życiorysy żołnierzy wyklętych do dzisiejszego dnia stanowią cząstkę tej niezwykłej polskiej broni w warunkach trwania w beznadziejnych okolicznościach zewnętrznych. Dlatego pokolenie ludzi Solidarności chyli przed nimi wszystkimi czoła i chce, by nie byli żołnierzami wyklętymi, wypchniętymi z naszej pamięci.
Spotkał ich straszny los. Zostali skazani nie tylko na śmierć, na wieloletnie więzienie, na poniewierkę, ale także na niepamięć. I to chyba miał na myśli Jurek Ślaski, mówiąc o „żołnierzach wyklętych”. Przekreślamy ten termin. Chcemy, aby pamięć trwała, aby trwała także wdzięczność narodu za tak niezwykłe postawy w warunkach najtrudniejszej próby.
Chylę więc dzisiaj czoła i w imieniu mojego poprzednika, i – mam takie prawo jako prezydent – w imieniu całej Polski przed ludźmi, którzy zginęli za ojczyznę, tocząc walkę w warunkach absolutnie najtrudniejszych. Chylę czoła szczególnie przed żołnierzami IV Głównego Zarządu WiN-u. Chylę czoła przed środowiskami, które wydała Rzeszowszczyzna. Chylę czoła przed wszystkimi naznaczonymi niezwykłymi dokonaniami i dramatami. Tu każde wymienione nazwisko wiąże się z jakąś niebywałą historią, jakimś niebywałym losem, losem Polski.
Mam nadzieję, że Państwo mi wybaczą osobiste odniesienie: dzisiaj chylę czoła i dziękuję także żołnierzom wileńskiej Armii Krajowej, a więc i dowódcom mojego ojca. I wspominam te chwile, kiedy właśnie jako rosnące pokolenie Solidarności mogłem słyszeć historię o tym, jak tam, na Wileńszczyźnie, zaczynały się, jak budowały się te niezwykłe losy żołnierzy wyklętych.
Mam we wspomnieniach z dzieciństwa opowieści o wspólnej ucieczce spod Wilna oddziałów akowskich – z „Łupaszką”, z „Tońką”, z „Zygmuntem”, z „Kotwiczem”, z wieloma, którzy szli „pod Niemca”, jak to się wtedy mówiło. A historia napisała scenariusz, w którym przyszło im uczestniczyć już nie w walce z Niemcami, ale w walce z systemem komunistycznym. W tej samej grupie szedł też późniejszy Jasienica, szli inni żołnierze, którzy byli żołnierzami właśnie wyklętymi. Wspominając ich wszystkich, myślę z wdzięcznością o ich walce i ofierze, dzięki której przekonanie, że za Polskę warto czasami ginąć, przetrwało ten najtrudniejszy okres nocy stalinowskiej, przetrwało okres próby w świecie komunistycznym i zaowocowało wielkim ruchem Solidarności. My rodziliśmy się wtedy, gdy oni ginęli. W naszym zwycięstwie oni wszyscy mają swój ogromny udział. My, ludzie Solidarności, jesteśmy im zobowiązani i wdzięczność, i pamięć.
Dziękuję bardzo.