Prezydent z Davos dla TVP: Kryzys może przyśpieszać konieczne decyzje
Paweł Gadomski: Dziś specjalne wydanie programu „Polityka przy kawie” z Davos, gdzie odbywa się Światowe Forum Ekonomiczne. Uczestniczy w nim prezydent Bronisław Komorowski, który dziś jest moim i Państwa gościem. Witam, Panie Prezydencie.
Bronisław Komorowski: Witam Pana, witam Państwa.
Panie Prezydencie, Davos chce zbawiać świat, ale jeszcze kilka lat temu, jak pamiętam, tu było spore poruszenie. Biznesmeni i politycy – ta światowa śmietanka, która przyjeżdża tutaj co roku – byli mocno zaskoczeni wybuchem światowego kryzysu. Nie potrafili tego wybuchu nawet przewidzieć, a on do dziś rozlewa się po wielu krajach, także w Europie. Czy ci ludzie są w stanie naprawić teraz ten świat, który się tak w ostatnim czasie popsuł?
Wszyscy byśmy chcieli, żeby udało się rozwiązać wszystkie problemy świata – w tym także problem kryzysu w ramach gospodarki Unii Europejskiej – jak najszybciej, za jak najmniejsze pieniądze i jak najmniejszym wysiłkiem. Ale oczywiście to jest mało prawdopodobne. Davos jest miejscem, gdzie się tworzy klimat wokół problemów gospodarczych, gdzie rozważa się te kwestie, gdzie wygłasza się własne poglądy i dyskutuje z innymi – poglądy dotyczące tego, jak naprawić choćby kawałek świata, choćby kawałek światowej gospodarki.
My będziemy mówili o polskim kawałku, o Polsce jako fragmencie gospodarki europejskiej i światowej. Możemy z dumą mówić o polskich dokonaniach na tle kryzysu europejskiego; ale możemy także pokazywać pewne sposoby, mechanizmy, skutki wcześniej podjętych decyzji, aby wpływać nie tylko na bieg dyskusji, lecz także na poglądy i zachowania poszczególnych krajów, które już w poniedziałek będą współdecydowały o przyszłości Unii Europejskiej.
Nieprzypadkowo tutaj, w Davos, właśnie takie tezy dotyczące własnej wizji tego, co powinno się stać w ramach kryzysu unijnego, wygłosiła pani kanclerz Angela Merkel. Ja zamierzam pokazywać polskie osiągnięcia i pozytywne doświadczenia w jakiejś mierze na tle właśnie obecnego kryzysu. Nie tylko po to, żeby się chełpić i być dumnym z polskich osiągnięć, ale by pokazywać, że można wiele rzeczy robić lepiej, niż to się robiło w ramach mechanizmów Unii Europejskiej do tej pory.
Kryzys, paradoksalnie, może być także fragmentem zbawiania świata, bo może przyśpieszać konieczne decyzje.
Pani Merkel, otwierając forum w Davos, dużo mówiła o ratowaniu strefy euro. Stwierdziła, że strefa jest do uratowania. Ale wielu polityków, także tych obecnych w Davos, mówi, że problemem nie jest jedność strefy euro, tylko jedność całej Unii Europejskiej. Wielu podnosi właśnie to, że to Unia jest zagrożona. Czy Pana zdaniem to są strachy na Lachy?
Każdy kryzys jest w jakiejś mierze zagrożeniem. Pamiętajmy, że Unia z wielu kryzysów wychodziła coraz lepiej zorganizowana i z coraz lepszymi osiągnięciami. Na mapie światowej gospodarki kraje Unii Europejskiej razem liczone są najpotężniejszą gospodarką całego świata. Jednocześnie są to kraje, które pod względem zamożności obywateli też są najwyżej. Jako Unia Europejska – oczywiście nie wszystkie kraje mają ten sam poziom – jesteśmy najbogatszym fragmentem świata.
Rzeczywiście trzeba pilnować Unii, żeby się rozwijała prawidłowo, żeby wymyślała coraz to nowe, skuteczniejsze mechanizmy zarządzania. I temu Polska sprzyja, uważając jednocześnie, że ze starych doświadczeń należy wyciągać dobre wnioski na przyszłość, nie tracąc nic z dotychczasowych doświadczeń. Dla Polski doświadczeniem numer jeden, ważnym z punktu widzenia funkcjonowania Unii, jest spójność wewnętrzna Unii i jednakowa rola, prawo każdego kraju. Polska konsekwentnie opowiada się więc za tym, aby pakt fiskalny był paktem, który nie dzieli Unii Europejskiej na kraje, które są w strefie euro, i te, które nie są. I odnoszę wrażenie, że polski punkt widzenia na sposób przełamywania kryzysu w Unii Europejskiej – a nawet więcej: na uchronienie na przyszłość Unii przed podobnymi kryzysami – znajduje licznych zwolenników w świecie polityki, ale także w świecie biznesu. A świat polityki i świat biznesu zawsze wywierał istotny wpływ, jeśli dysponował argumentami, że się albo szybciej, albo wolniej rozwijamy.
Pamiętajmy o jednym, że Unia Europejska nie ruszy z miejsca ponownie jako całość (my idziemy do przodu), jeśli nie zostanie odbudowane zaufanie obywateli do instytucji europejskich, ale także zaufanie rynków, gospodarki, do sposobów funkcjonowania Unii Europejskiej.
Jeżeli już mówimy o pakcie fiskalnym… Cały czas nie możemy się przebić z naszym argumentem, że chcemy być przy tym stole, nawet jako obserwator, że chcemy brać udział w obradach strefy euro. Ludzie w Polsce mają prawo zapytać się, dlaczego mamy podpisywać pakt fiskalny, dlaczego mamy dokładać się do pomocy dla strefy euro, jeżeli oni nie chcą nas przy tym stole.
To nie jest tak, że cała strefa euro nie chce dostrzec problemu, że są ważne kraje, które mogą sporo wnieść do rozwoju Unii Europejskiej, które nie są członkami strefy euro, ale chciałyby [partycypować] na zasadzie utrzymania spoistości wewnętrznej, niedzielenia jej na różne mechanizmy zarządzania. Wiele krajów widzi nasz problem. Dała temu wyraz kanclerz Niemiec, także wielu innych polityków, premier Włoch... Toczy się debata. Zobaczymy, co będzie w poniedziałek. Ja osobiście uważam, że Polska dysponuje argumentami, które przemawiają także do innych krajów w podobnej sytuacji jak my. Bo przecież w takiej sytuacji na przykład jest Szwecja – też druga gospodarka Unii Europejskiej, rozwijająca się znakomicie. To są naprawdę argumenty, których nikt nie może zlekceważyć. Czy przekonamy wystarczającą większość? Zobaczymy.
A jeżeli nie zaproszą nas do tego stołu, to czy powinniśmy podpisywać pakt i dokładać się do tego?
To już będzie odrębna decyzja. Dzisiaj jest tak, że Polska pokazuje swoją wolę uczestniczenia w zarządzaniu w ramach reguł tworzonych przez pakt fiskalny i jednocześnie pokazuje gotowość do partycypowania w kosztach ratowania strefy euro. Jak będzie na finale? Zobaczymy. Niewątpliwie bardzo istotny wpływ będzie miał na to wynik poniedziałkowego szczytu.
Tu, w Davos, odbył Pan już kilka spotkań politycznych, spotyka się Pan także z biznesmenami. Ludzie w Polsce pewnie się zastanawiają: możni tego świata spotykają się w Davos, ale co dla nas w Mielcu, w Przasnyszu, w Kielcach – co dla nas z tego wynika?
Może wynikać bardzo dużo i na ogół wynika. Przecież takie spotkanie, gdzie przyjeżdża najpotężniejszy biznes świata i ważni liderzy świata politycznego, jest okazją do upowszechniania opinii o kraju, o gospodarce. Na tego rodzaju forum pokazujemy i mówimy rzeczy niesłychanie dobrze brzmiące w uszach przede wszystkim biznesu. Bo jeżeli na tle problemów unijnych my możemy powiedzieć, że u nas wszystkie parametry, które wyznaczają poziom bezpieczeństwa inwestycji, poziom zysku, są wyższe niż gdzie indziej, to każdy biznes myśli, że jak będzie trzeba podjąć decyzję, gdzie ulokować inwestycje, to warto pamiętać, że Polska jest krajem bezpiecznym, stabilnym, w pełni rozwoju ekonomicznego, z atutami w zakresie umiejętności ludzkich. Pod każdym innym względem także atrakcyjna. I to już się przekłada na konkretne inwestycje w Polsce, ale także na współpracę, na powiązania gospodarcze, które owocują na przykład tym, że Polska coraz więcej eksportuje do Niemiec, coraz więcej eksportuje do Rosji. W ciągu roku nasz eksport wzrósł chyba o dwadzieścia parę procent. To są te wymierne efekty polskiego sukcesu gospodarczego, ale także efekty takiego żmudnego przekonywania świata, że Polska, która sobie nie radziła w obszarze gospodarczym, odeszła już dawno w historię.
Na koniec chciałbym jeszcze przeskoczyć z Davos na nasze krajowe pole i zapytać o umowę ACTA. Czy ta umowa się Panu podoba? W kraju dużo protestów, nawet dochodzi do zamieszek…
Ja jej jeszcze nie znam, ona do mnie dotrze, jeżeli będzie uruchomiony proces ratyfikacji. Na tym etapie to jest sprawa, która się dzieje w strukturach rządu, potem w parlamencie, a na koniec trafi do prezydenta. Natomiast ja obserwuję to, co się dzieje, troszkę z boku. Muszę powiedzieć, że my wszyscy chcielibyśmy jak najwięcej za darmo, pod każdym względem. Każdy człowiek jest tak skonstruowany. Ale jeśli jest włożona cudza praca, choćby nawet stacji telewizyjnej, którą Pan reprezentuje, to chcielibyśmy, żeby wszyscy, którzy z tego korzystali, dostrzegli to i płacili. Problem polega na tym, że Polakom, szczególnie młodym, o wiele trudniej jest znaleźć środki finansowe na zapłacenie takiej samej ceny na przykład za prawo do skopiowania piosenki czy jakiegoś materiału w Internecie – 48 euro w Polsce to są spore pieniądze, 48 euro w Niemczech to pewnie nie są aż tak wielkie pieniądze, że przekraczające realne możliwości młodego człowieka. Ale trzeba sobie cały czas mówić, że jeżeli chcemy, żeby nikt naszej pracy nie brał sobie za darmo, to musimy też cudzą pracę szanować i być gotowym za nią zapłacić. Rośniemy jeszcze gospodarczo, ekonomicznie i bogacimy się żmudnie, więc to jest problem dzisiejszy.
Panie Prezydencie, bardzo dziękuję za rozmowę. Dziękuję Państwu, do zobaczenia.
Dziękuję bardzo.