przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Wczoraj na lotnisku, kiedy żegnał pan Jana Pawła II powiedział pan tak: " w wyniku pielgrzymki został wzbogacony każdy z nas, każda jednostka, każda osoba ludzka". Jak pan prezydent wzbogacił się w wyniku pielgrzymki Jana Pawła II ?
Prezydent RP:
To była bardzo ważna pielgrzymka. Poprzednie być może bardziej zwracały uwagę na kwestie państwa, wolności, natomiast ta była kierowana do nas jako zbiorowości, narodu i do każdego z nas z osobna. Apele o miłość, o życzliwość, o wrażliwość na problemy innych, na ludzką krzywdę to są właśnie takie bardzo uniwersalne, proste prawdy, których przypomnienie, skłonienie nas, żebyśmy zachowywali się zgodnie z tymi wskazaniami, jest ważne. To jest to bogactwo, które jak sądzę pozostanie w nas po wizycie Papieża.

Ale czy te proste prawdy mogą w jakiś sposób oddziaływać na polityka , na polskich polityków?
Prezydent RP:
Nie tylko mogą ale i powinny, a mówię "proste" nie dlatego, żeby uważać je za mało ważne ale dlatego, że są najtrudniejsze do spełnienia. Być życzliwym wobec innych to nie jest jakaś skomplikowana myśl, ale jednocześnie dobrze wiemy jak w życiu publicznym nie jest to łatwe. Jak dużo jest agresji, niechęci, nietolerancji. Jeżeli świat polityczny wsłuchał się w słowa Papieża to myślę, że jakość tego życia będzie wyższa. Będzie więcej argumentacji politycznych, a mniej kłótni i argumentów niegodziwych, mniej nienawiści.

Ale pan prezydent zna i Polskę i polskich polityków, i wierzy pan w to co pan przed chwilą powiedział?
Prezydent RP:
Wierzę, czy nie wierzę to jest bez znaczenia. Chciałbym, żeby tak było, i sądzę, że obecność polityków na wielu nabożeństwach, w końcu bezprecedensowe spotkanie w Parlamencie, jednak zostawiło na polskim świecie politycznym ślad. Byłoby źle, gdyby okazało się, że po dwóch tygodniach pielgrzymki papieskiej wystarczą dwa tygodnie, żeby wszystko wróciło do tej nie najlepszej normy sprzed pielgrzymki. Bądźmy optymistymi. Mam nadzieję, że zawołanie o miłość nie wyłącza z tego zawołania świata politycznego.

Wczoraj na lotnisku w Balicach miał pan okazję spotkać Mariana Krzaklewskiego. Czy ślad pielgrzymki odcisnął się na jakiejś rozmowie między panami?
Prezydent RP:
Wczoraj nie było okazji do rozmowy . Natomiast sądzę, że będziemy rozmawiali tak jak do tej pory rozmawialiśmy. Ja nie jestem osobą w polskim życiu politycznym, która zachowuje się niechętnie, czy agresywnie. Cechą mojej osobowości jest otwartość, gotowość do rozmawiana z każdym i unikanie skrajności. Jestem zdecydowanie człowiekiem środka, człowiekiem umiaru. Sądzę, że najbliższe tygodnie pokażą jak głęboko myśli Papieża zostały przyjęte i przemyślane nie tylko przez świat polityczny, ale także przez Polaków.

Wczoraj na lotnisku dał pan definicję słowa kochać. "Kochać to rozumieć, wymagać i ufać, pamiętać i być gotowym do pojednania i wzajemnego wybaczania" - to jest definicja, którą pan wyniósł z pielgrzymki Jana Pawła II, czy miał pan ją wcześniej?
Prezydent RP:
Myślę, że jest to i z pielgrzymki i z doświadczenia, które ja mam i wszyscy je mamy. Ja rozumiem słowo kochać, miłować w wymiarze nie tylko osobistym, ale i społecznym.

A pan się zgadza z tymi dwoma cywilizacjami, które możemy budować: cywilizacja miłości, cywilizacja śmierci?
Prezydent RP:
To jest też bardzo symbolicznie nazwane. Niewątpliwie wybór jest tylko jeden. Powinniśmy budować cywilizację miłości. Oczywiście jak to robić i jak poradzić sobie z tym zadaniem, to jest pytanie zasadnicze, na które właśnie muszą odpowiedzieć politycy. Doświadczenia XX wieku , doświadczenia ostatnich miesięcy, Kosowo, to co dzieje się w Jugosławii wyraźnie pokazują, że trzeba budować, cywilizacja śmierci jest ciągle obecna. Ona ciągle jest zagrożeniem i to zagrożeniem bardzo nieodległym. Zaledwie kilkaset kilometrów od Polski mamy z takimi wydarzeniami do czynienia. W tym sporze niewątpliwie powinniśmy być po stronie cywilizacji miłości . Natomiast jak to uczynić, to jest już pytanie.

Jeszcze raz i ostatni odwołam się do pana przez przemówienia "Siła sprawcza wezwań Waszej Świątobliwości zawsze miała ogromną moc". Na czym ta ogromna moc polega?
Prezydent RP:
Mamy jej dowody, bo I pielgrzymka odbyła się 20 lat temu. Polska jest inna, jest lepsza, jest krajem demokratycznym. Gospodarka się rozwija. Gwarantowane są wszelkie wolności religijne. Szkoły otwarte dla nauczania religii. Powstały nowe świątynie. To jest właśnie dowód, iż Polska przy ogromnym udziale Papieża zmieniała się i zmienia. W tym sensie myślę, że gdyby spojrzeć na świat, to Polska w największym stopniu zmieniała się właśnie z udziałem Papieża, choć ślad jego działalności, jego pielgrzymek można znaleźć i w innych rejonach. Oby takie ślady można było odnaleźć wkrótce na Kubie, w tych krajach, w których dochodziło do wojen domowych, konfliktów. Tam też Papież bywał i tam też jakieś ślady pozostały, ale ten polski ślad, polska zmiana, która w dużej mierze związana jest z osobą Papieża to jest dowód bezdyskusyjny.

Jak pan słyszy na Placu Zwycięstwa słowa, że coś Polska zawdzięcza Bożej Opatrzności to co pan myśli?
Prezydent RP:
Ja tego nie komentuję. Ostatnią rzeczą, którą chciałbym zrobić to komentować warstwę teologiczną, czy religijną wystąpień Papieża. Jeżeli mówię, nawiązuję do wypowiedzi papieskich, to w sensie społecznym, czysto ludzkim. Natomiast kwestie wiary pozostawiam bezpośrednio Papieżowi i tym, którzy mają prawo do tego rodzaju interpretacji.

Czy jak Pan witał Jana Pawła II na lotnisku w Gdańsku to myślał pan, że ta pielgrzymka będzie tak przebiegać, tak będzie wyglądała Polska podczas tej pielgrzymki. Spodziewał się pan, że 10 milionów ludzi osobiście pójdzie na mszę ?
Prezydent RP:
Tak. To nie jest niespodzianka, bo każda z pielgrzymek była bardzo licznie przeżywana i oglądana. Co do treści zaś, jeżeli przypomni pan sobie mój tekst wstępny witający papieża, to okaże się, że później w wypowiedziach znalazło się wiele podobnych spraw. Mówiłem o tym co nam się udało, ale mówiłem o naszych niepowodzeniach, mówiłem o tej biedzie, która jest nadal dla nas wyzwaniem. Mówiłem o ludziach osieroconych, skrzywdzonych, pozostawionych poza nurtem reform, które się dokonują. Mówiłem także, że liczymy na wskazania po to, by stać się lepszymi. Tam użyłem tego zwrotu "chcieliśmy być lepsi" i sądzę, że te 13 dni to była próba ze strony Papieża wskazać na to, co zrobić byśmy byli lepsi.

Czy w tej sali przyjmował Pan Jana Pawła II ? Czy jak się przyjmuje Jana Pawła II to jest tak samo jak się przyjmuje Helmuta Khola, czy Billa Clintona?
Prezydent RP:
Trochę podobnie , trochę inaczej. Sala jest ta sama , co prawda były dwa osobne fotele i nieco inne, ponieważ prośba otoczenia Papieża jest taka, żeby były wyższe i twardsze, bo to ułatwia papieżowi wstawanie, poruszanie się. Niewątpliwie wizyta Ojca Świętego to jest zawsze coś innego. Jest to wydarzenie, które dalece wykracza poza normalne spotkanie polityków, czy nawet głów państwa. Choć tematyka rozmowy dotyczyła w dużej mierze polityki, i to nie tylko polskiej, ale także międzynarodowej. Papież jest bardzo zainteresowany tym, co się dzieje na Wschodzie, w Rosji, na Ukrainie. Rozmawialiśmy o tym. Widać, że w swoim myśleniu o Europie bardzo wrażliwie analizuje co tam się dzieje i chciałby również doprowadzić do większej aktywności w tamtych krajach,. Wizyta w Armenii, która została przełożona, to jest jedna z ważnych części aktywności papieża w tej chwili z jednej strony działać na rzecz jedności Kościoła i temu służy spotkanie z Kościołem Ormiańskim, a z drugiej strony włączać Europę Wschodnią jak najbardziej w nurt europejski.

Ale wydaje się, że jak politycy spotykają Jana Pawła II to są zagubieni. Nie wiedzą co ze sobą zrobić. Tak przynajmniej wygląda to w telewizji.
Prezydent RP:
Na pewno jest to przeżycie. To jest coś zupełnie innego, to nie jest spotkanie polityków. Ze strony Papieża jest bardzo wielka sympatia, otwartość, która bardzo szybko powoduje, że bariery, czy wzruszenie, które panuje jest pokonywane. Z niego płynie dobroć, wielka życzliwość. Jest zawsze miły, uśmiechnięty na twarzy, bardzo ciepły, zachęcający do bliskiego kontaktu.

Zaskoczony był Pan wczoraj na lotnisku w Balicach, kiedy Jan Paweł II zaprosił pana do papamobile?
Prezydent RP:
Ogromnie zaskoczony. To była do tego stopnia niespodzianka, że w pierwszej chwili nie bardzo zrozumiałem zaproszenia. Dopiero ponownie, kiedy powtórzono, że jestem zaproszony wraz z żoną do papamobile zrozumiałem to. Traktuję to jako bardzo sympatyczny gest. Zupełnie niepowtarzalny. Jak później mi powiedziano, nigdy jeszcze nie zastosowany.

Wygodnie jest w papamobile?
Prezydent RP:
Wygodnie. Poza tym okazuje się, że kardynał Sodano jest znakomicie poinformowany o wszystkich technicznych możliwościach papamobile. Mówił nam, gdzie włącza się klimatyzację, na czym to wszystko polega. Była szansa na rozmowę z Papieżem. Ta chwila podróży papamoblile, to niewątpliwe jedno z zaskakujących a zarazem pięknych wydarzeń w mojej działalności, moim życiu. Zupełnie nie spodziewałem się tego. A to jest przeżycie. Być jedynym prezydentem na świecie, który jechał papamobile z Papieżem to wielki honor.

Pana żona wręczyła Janowi Pawłowi II album, jakie były to zdjęcia?
Prezydent RP:
Pan Damazy Kwiatkowski nasz fotograf przygotował zdjęcia od początku wizyty, porzez główne punkty, w których mieliśmy również honor uczestniczyć, ale także spotkań z innymi prezydentami. To taki album, bardzo zresztą piękny, z kilkoma wyjątkowej urody zdjęciami Papieża. Z takimi bardzo szczególnymi, które nie ukazują się w prasie.

Czy Rosjanie dostaną specjalną strefę w Kosowie?
Prezydent RP:
(..) Myślę, że jeżeli celem jest pokój w Kosowie, zapewnienie powrotu uchodźcom i utrzymanie autonomii Kosowa w ramach Federacji Jugosłowiańskiej, to nie powinno do tego dojść i powinniśmy realizować to, co zostało uzgodnione wcześniej, a więc udział wojsk międzynarodowych, także rosyjskich w ramach tego układu, który został przyjęty.: wysłanie komandosów trochę rozumiałem jako typowy polityczny trik tzn. wyścig o to, kto będzie prestiżowo najbardziej zasłużony dla pokoju w Kosowie. Choć było to nie uzgodnione i związku z tym nie do zaakceptowania, to jednak jeszcze zasadniczej groźby bym w tym nie widział. Prawdziwą groźbę widziałbym, gdyby się okazało, że Rosjanie przeforsują stworzenie własnej części, kontrolowanej przez siebie i w rezultacie będzie to początek podziału Kosowa (...)



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.