przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie wczoraj gasił Pan świeczki na torcie urodzinowym. Jakie Pan sobie wypowiedział życzenie?
Prezydent RP:
Dość tradycyjne ? zdrowia, i żeby w mojej rodzinie wszystko układało się jak najlepiej, żebym miał prawdziwych przyjaciół i żebym w swojej pracy, działalności politycznej uzyskiwał sympatię, zrozumienie, życzliwość ludzi.

A żona i córka czego życzyły? Następnej kadencji?
Prezydent RP:
Nie, o tym nie rozmawialiśmy. To jest sprawa, która gdzieś tam tkwi w naszej świadomości, pomału zbliżamy się do tej decyzji. Ale one życzyły mi przede wszystkim zdrowia i wytrwałości i żebym miał więcej czasu dla moich obu pań.

Dzisiaj w Poznaniu nie chciałby Pan ogłosić swojej decyzji?
Prezydent RP:
Nie, to jeszcze nie jest ten czas. Poza tym, im szybciej ogłosiłbym decyzję, np. że kandyduję, tym bardziej skomplikowane byłoby wypełnianie urzędu prezydenckiego. Natychmiast moja wizyta, chociażby u poznańskich rzemieślników, byłaby traktowana jako część kampanii wyborczej, a nie po prostu oddanie szacunku 80-letniej organizacji o wielkich zasługach dla Polski, dla gospodarki. Wydaje mi się, że im krótsza będzie kampania, im mniej będzie tego rodzaju podejrzeń, tym lepiej dla nas wszystkich.

Wielu Polaków życzyłoby sobie, by skończyła się wreszcie parlamentarna gra o podatki. Wyrażono to nawet dzisiaj na uroczystościach w Izbie Rzemieślniczej. Której stronie Pan kibicuje?
Prezydent RP:
Kibicuję Polsce, jak zawsze. A więc chodzi mi o to, aby system podatkowy był dobry i żeby były pieniądze w budżecie, żebyśmy mogli wypełniać zadania, jakie stoją przed państwem. Sądzę, że fakt, iż wokół podatków toczy się burzliwa dyskusja nie jest niczym złym. To jest wręcz zdrowe. To świadczy o tym, że Polska normalnieje, że stajemy się dojrzałą demokracją, gdzie nie kwestie historyczne wzbudzają największe emocje, ale to, co nas dotyczy bezpośrednio ? podatki, budżet. Jeżeli czegoś można jedynie żałować i co jest naganne, to fakt, że o podatkach zaczęto mówić tak późno ? i to jest wina koalicji ? i że stosuje się tak dużo proceduralnych "kruczków", które niewątpliwie demokrację osłabiają. (...) Ta praktyka jest tym bardziej naganna, że mamy rząd, który rządzi najdłużej ze wszystkich do tej pory. A więc, jeżeli ktoś rządzi już dwa lata i chwali się tym, to pora, żeby wyciągać wnioski, żeby takich błędów nie popełniać, że podatki są w ostatniej chwili dyskutowane. Tego się nie da zwalić ani na poprzedników, ani na złą pogodę, ani na powódź. To jest po prostu wina rządu, czy wina większości parlamentarnej, która nie zajęła się podatkami w takim czasie, żeby tych emocji było mniej. Szczególnie tych związanych z czasem. Bo jeśli chodzi o meritum, to zawsze będą emocje, ale jeśli chodzi o procedury i czas, to powinniśmy robić to lepiej. (...)

Panie Prezydencie, mam wrażenie, że dzisiaj padł argument, który prawie Pana przekonał do szybkiego podpisania nowelizacji tych ustaw. Czy rzeczywiście?
Prezydent RP:
Jak będzie, zobaczymy, jeszcze trwa praca w Sejmie, ciągle nie mogę powiedzieć o jakich podatkach mówimy. Będę mógł mówić o podatkach, kiedy ustawa znajdzie się na moim biurku. Mam nadzieję, że stanie się to niedługo. Ale argument dzisiaj, tutaj w Poznaniu wypowiedziany jest bardzo ważny, dlatego, że na dwa miliony sześćset tysięcy podmiotów gospodarczych, które zwykło się nazywać małymi przedsiębiorstwami, tylko sto pięćdziesiąt tysięcy płaci podatek od osób prawnych, czyli CIT. Natomiast dwa miliony czterysta tysięcy płaci PIT, czyli podatek od osób fizycznych. I dla nich kwestia obniżenia podatku, to jest rzeczywiście umożliwienie inwestowania, to jest oddech, na który oni oczekują. To jest ważny argument, bo dwa miliony czterysta tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw, to jest kilka milionów zatrudnionych i prawie 40 procent produktu krajowego brutto. Ten argument trzeba niewątpliwie rozważyć poważnie, choć i oponenci mają rację, że została zerwana fundamentalna zasada solidarności społecznej ? bogatsi, lepiej zarabiający mają obniżone podatki, najniżej zarabiający, a więc ci, którym jest wyjątkowo ciężko, pozostają w tym samym poziomie.

Ale próg się obniża ...
Prezydent RP:
Ale nie znamy inflacji, jaka będzie w roku bieżącym. Mieliśmy nadzieję, że ona będzie niższa. W tej chwili prognozy są gorsze. Próg był obliczany w stosunku do inflacji planowanej. Teraz może się okazać, że ona jest wyższa i de facto cały próg "pożera". No, ale zobaczymy. W każdym razie argumenty są na pewno za i przeciw, ale ten dzisiejszy z Poznania dla mnie jest ważny.

Czy dane o inflacji Pana w jakiś sposób przerażają?
Prezydent RP:
To jest za mocne słowo. Są niepokojące, dlatego że nie tylko chodzi o to, że spodziewaliśmy się, że inflacja będzie niższa, a ona będzie wyższa. Chodzi o to, że zjawisko inflacyjne ma swoją bezwładność, to znaczy, że jeśli inflacja idzie do góry, to natychmiast nie spadnie. Trzeba się liczyć z tym, że przez jakiś czas będzie, jak fala, podnosiła się i dopiero po dłuższym okresie wróci do poziomu choćby takiego, jaki był planowany w roku 1999. To jest na pewno zjawisko niepokojące.

Panie Prezydencie z jednej strony odwiedza Pana często wicepremier Leszek Balcerowicz, z drugiej strony lider partii, z którą jest Pan w dalszym ciągu, przynajmniej emocjonalnie związany ? Leszek Miller, który dzisiaj powiedział: pan prezydent będzie się musiał bardzo poważnie zastanowić czy podpisze ustawę podatkową. I myślę, że część słuchaczy odebrała to jako mały szantaż. A Pan jak to odbiera?
Prezydent RP:
Odbieram to jako ryzyko zawodowe. To właśnie ja muszę na końcu decyzję podpisać, muszę rozważyć wszystkie za i przeciw i muszę wziąć na siebie odpowiedzialność. I wezmę tę odpowiedzialność, chociaż wiem, że czegokolwiek bym nie zrobił, to będą i zadowoleni i niezadowoleni. Ale nie ma możliwości zachowania się pół na pół, nie ma możliwości rozwiązania remisowego. Trzeba przyjąć jakąś koncepcję. Chcę tylko powiedzieć, że rząd przedkładając swoje propozycje bierze za nie odpowiedzialność. A to znaczy: jeżeli pytanie ze strony opozycji brzmi, czy nie zabraknie pieniędzy w budżecie, a rząd mówi, że nie zabraknie, to rząd bierze na siebie odpowiedzialność za prawdziwość tych słów. Nie ja, bo nie mam możliwości tego sprawdzić. Pamiętajmy, że sprawy podatków, sprawy budżetu przede wszystkim obciążają rząd i większość, która przyjmuje to w parlamencie. Tak samo, jak w przypadku reformy ochrony zdrowia. Jeżeli dzisiaj mamy pretensje o tę reformę, to trzeba je kierować w sposób jasny - do rządu. To oni nas przekonywali, że wszystko jest bardzo dobrze przygotowane, przemyślane, pieniędzy wystarczy. Nie mam powodów, kiedy przedstawiane mi są projekty, podważać tego rodzaju danych.
Z drugie strony SLD nie kryje, że ten rząd wyczerpał swoje możliwości, że, być może, należałoby rozpisać nowe wybory, a niepodpisanie ustawy ...
Nie, to jest scenariusz polityczny, który dotyczy czegoś innego. Opozycja ma prawo, i od tego jest, patrzeć rządowi na ręce, krytykować. Im bardziej ta krytyka poprawia pracę rządu, tym lepiej, im bardziej jest pomijana, tym gorzej, ale to jest zupełnie inna kwestia. Dzisiaj mamy do czynienia z podatkami, za chwilę będziemy mieli do czynienia z budżetem i musimy mieć zaufanie do informacji, do danych, do liczb, które są przedstawiane przez kompetentne urzędy państwa polskiego. Gdybym ja dzisiaj stracił zaufanie do wyliczeń rządu, to pierwszy powinienem krzyczeć głośno...

Jeszcze Pan nie stracił?
Prezydent RP:
Nie, jeszcze nie straciłem.

Panie Prezydencie, na posiedzeniu Międzynarodówki Socjalistycznej przedstawiciele SLD opowiedzieli się raczej za linią francuską, a nie brytyjską i niemiecką. Czy taka socjaldemokracja Panu się podoba? Czy kiedy przestanie Pan być prezydentem, zapisze się Pan do nowej partii SLD?
Prezydent RP:
Na razie o tym nie myślę. Nie sądzę, abym afiliował się partyjnie po zakończeniu mojej działalności prezydenckiej. Ale, to dobrze, że w Europie taki spór się toczy, bo to jest spór bardzo ważny ? jak kształtować politykę, gospodarkę po zimnej wojnie, kiedy wartość sporu ideologicznego jest niewielka, kiedy ten główny bój, jaki toczył się między Wschodem a Zachodem, między komunizmem a kapitalizmem został rozstrzygnięty. Czyli, jak dzisiaj usprawniać struktury gospodarcze wolnego rynku i jak umacniać demokrację. Jak wykazać się z jednej strony należną troską o stan gospodarki, a z drugiej strony odpowiednią wrażliwością społeczną, jak budować solidarność społeczną. Tony Blair i Gerhard Schröder mają swoje odpowiedzi, Lionel Jospin ma nieco inne. Natomiast pamiętajmy, że problemy przeżywane dzisiaj przez społeczeństwo niemieckie, brytyjskie czy francuskie, to są zapewne problemy, które polskie społeczeństwo będzie przeżywało za lat 20. My jesteśmy po 10 latach transformacji, one są po 100 latach budowy gospodarki kapitalistycznej. Myślę, że powinniśmy dzisiaj bardziej zwrócić uwagę na ten problem, który Polska ma, a którego nie mają Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi ? właśnie jak ich dogonić , jak pokonać lukę cywilizacyjną. To nie jest problem Blaira, Schrödera i Jospina. To jest problem Krzaklewskiego, Millera, Buzka, Kwaśniewskiego. To jest nasz problem: jak nadgonić czas, który historycznie straciliśmy i który powoduje, że Polska dzisiaj nie może równać się z Niemcami. Ale powinna przynajmniej dążyć, żeby po jakimś czasie zrównać się przynajmniej z Hiszpanią, bo mamy mniej więcej ten potencjał. Dlatego powinniśmy bardziej zwrócić uwagę na ten właśnie element i to powinno określać polską drogę ? i socjaldemokratyczną, i chadecką, i lewicową, i prawicową. To ma przełożenie na bardzo konkretne sprawy. Jest oto projekt AWS-u, wobec którego SLD wykazuje również pewną aktywność i zainteresowanie, mianowicie skrócenie tygodnia pracy. Uważam, że dzisiaj Polakom trzeba powiedzieć jasno: jesteśmy na dorobku. Jeżeli ktoś jest na dorobku, rodzina, młody człowiek, to akurat skrócenie czasu pracy jest ostatnią rzeczą, którą należy się zajmować. My powinniśmy się zastanawiać, co zrobić, żeby ten czas pracy, który mamy, wykorzystać jeszcze efektywniej, jeszcze lepiej. A nie brnąć dzisiaj w zmniejszanie czasu pracy, które spowoduje zwiększenie kosztów firm i nie rozwiąże bynajmniej problemu bezrobocia. A więc, polska socjaldemokracja powinna dzisiaj wypracować program jak dogonić cywilizacyjnie Europę.

Czy przywódcy OBWE powinni się spotkać w Turcji? Czy Pan pojedzie, czy Pan się nie boi?
Prezydent RP:
Nie, nieszczęścia zdarzają się w różnych miejscach świata. Turcja jest w bardzo dramatycznej sytuacji, kolejne trzęsienie ziemi pochłonęło setki ofiar. Na pewno wszyscy będziemy składać kondolencje władzom tureckim, ale szczyt się odbędzie, choć niewątpliwie będzie wyjątkowo trudny. Jadę tam wraz z ministrem spraw zagranicznych profesorem Geremkiem. W moim przekonaniu to będzie jeden z najtrudniejszych szczytów OBWE w ostatnich latach. Dużo trudniejszy niż ten dwa lata temu w Lizbonie, bo mamy cały czas trudny problem bałkański, mamy wojnę w Czeczenii i bardzo krytyczną ocenę międzynarodowej społeczności wobec działań podejmowanych przez rząd rosyjski, mamy nierozwiązany konflikt Nagornego Karabachu i spór między Armenią i Azerbejdżanem, mamy nierozwiązany problem Naddniestrza, czyli relacje mołdawsko-rosyjskie i jesteśmy w Turcji, która nie dość, że ma trzęsienia ziemi, to jest tam nierozstrzygnięty problem kurdyjski. Jesteśmy po pierwszej fali rozszerzenia NATO, ale z pytaniem, jak ta struktura bezpieczeństwa ma wyglądać dalej. I jesteśmy w trakcie negocjowania rozszerzenia Unii Europejskiej. Muszę powiedzieć, że ilość spraw, które będą do omówienia w Stambule jest duża i każda z tych kwestii jest wyjątkowo trudna. Czeka nas w Stambule, wierzę, nie trzęsienie ziemi, ale poważne problemy w politycznej debacie.

A początek roku 2000 dla Polski, dla Europy to optymizm czy pesymizm dla Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Aleksandra Kwaśniewskiego?
Prezydent RP:
Optymizm, zdecydowanie optymizm, bowiem zdajemy sobie sprawę, ile przeszliśmy i jak bardzo zmieniła się Europa na lepsze, mimo wszystkich kłopotów. Ale to musi być optymizm racjonalny. W noc sylwestrową każdy z nas ma prawo do wypicia lampki szampana na nowe tysiąclecie i trochę zapomnienia o wszystkich kłopotach. Ale już jak obudzimy się naprawdę w tym nowym tysiącleciu, to musimy wiedzieć, że mamy szanse, mamy wiele osiągnięć, ale mamy też ogromną listę nierozwiązanych problemów. Patrzę więc w nowy wiek z optymizmem, w przekonaniu, że będzie to wiek pokoju, dialogu, ale też ciężkiej pracy i wyjątkowej konkurencji międzynarodowej. My chyba nie zdajemy sobie sprawy, jak straszliwie, choć pokojowymi metodami, trzeba będzie walczyć o swoją pozycję w gospodarce, w nauce, w kulturze, w sporcie, w życiu politycznym. To będzie wiek ciężkiej konkurencji.
Dziękujemy bardzo za rozmowę.



Panie Prezydencie wczoraj gasił Pan świeczki na torcie urodzinowym. Jakie Pan sobie wypowiedział życzenie?
Prezydent RP:
Dość tradycyjne ? zdrowia, i żeby w mojej rodzinie wszystko układało się jak najlepiej, żebym miał prawdziwych przyjaciół i żebym w swojej pracy, działalności politycznej uzyskiwał sympatię, zrozumienie, życzliwość ludzi.

A żona i córka czego życzyły? Następnej kadencji?
Prezydent RP:
Nie, o tym nie rozmawialiśmy. To jest sprawa, która gdzieś tam tkwi w naszej świadomości, pomału zbliżamy się do tej decyzji. Ale one życzyły mi przede wszystkim zdrowia i wytrwałości i żebym miał więcej czasu dla moich obu pań.

Dzisiaj w Poznaniu nie chciałby Pan ogłosić swojej decyzji?
Prezydent RP:
Nie, to jeszcze nie jest ten czas. Poza tym, im szybciej ogłosiłbym decyzję, np. że kandyduję, tym bardziej skomplikowane byłoby wypełnianie urzędu prezydenckiego. Natychmiast moja wizyta, chociażby u poznańskich rzemieślników, byłaby traktowana jako część kampanii wyborczej, a nie po prostu oddanie szacunku 80-letniej organizacji o wielkich zasługach dla Polski, dla gospodarki. Wydaje mi się, że im krótsza będzie kampania, im mniej będzie tego rodzaju podejrzeń, tym lepiej dla nas wszystkich.

Wielu Polaków życzyłoby sobie, by skończyła się wreszcie parlamentarna gra o podatki. Wyrażono to nawet dzisiaj na uroczystościach w Izbie Rzemieślniczej. Której stronie Pan kibicuje?
Prezydent RP:
Kibicuję Polsce, jak zawsze. A więc chodzi mi o to, aby system podatkowy był dobry i żeby były pieniądze w budżecie, żebyśmy mogli wypełniać zadania, jakie stoją przed państwem. Sądzę, że fakt, iż wokół podatków toczy się burzliwa dyskusja nie jest niczym złym. To jest wręcz zdrowe. To świadczy o tym, że Polska normalnieje, że stajemy się dojrzałą demokracją, gdzie nie kwestie historyczne wzbudzają największe emocje, ale to, co nas dotyczy bezpośrednio ? podatki, budżet. Jeżeli czegoś można jedynie żałować i co jest naganne, to fakt, że o podatkach zaczęto mówić tak późno ? i to jest wina koalicji ? i że stosuje się tak dużo proceduralnych "kruczków", które niewątpliwie demokrację osłabiają. (...) Ta praktyka jest tym bardziej naganna, że mamy rząd, który rządzi najdłużej ze wszystkich do tej pory. A więc, jeżeli ktoś rządzi już dwa lata i chwali się tym, to pora, żeby wyciągać wnioski, żeby takich błędów nie popełniać, że podatki są w ostatniej chwili dyskutowane. Tego się nie da zwalić ani na poprzedników, ani na złą pogodę, ani na powódź. To jest po prostu wina rządu, czy wina większości parlamentarnej, która nie zajęła się podatkami w takim czasie, żeby tych emocji było mniej. Szczególnie tych związanych z czasem. Bo jeśli chodzi o meritum, to zawsze będą emocje, ale jeśli chodzi o procedury i czas, to powinniśmy robić to lepiej. (...)

Panie Prezydencie, mam wrażenie, że dzisiaj padł argument, który prawie Pana przekonał do szybkiego podpisania nowelizacji tych ustaw. Czy rzeczywiście?
Prezydent RP:
Jak będzie, zobaczymy, jeszcze trwa praca w Sejmie, ciągle nie mogę powiedzieć o jakich podatkach mówimy. Będę mógł mówić o podatkach, kiedy ustawa znajdzie się na moim biurku. Mam nadzieję, że stanie się to niedługo. Ale argument dzisiaj, tutaj w Poznaniu wypowiedziany jest bardzo ważny, dlatego, że na dwa miliony sześćset tysięcy podmiotów gospodarczych, które zwykło się nazywać małymi przedsiębiorstwami, tylko sto pięćdziesiąt tysięcy płaci podatek od osób prawnych, czyli CIT. Natomiast dwa miliony czterysta tysięcy płaci PIT, czyli podatek od osób fizycznych. I dla nich kwestia obniżenia podatku, to jest rzeczywiście umożliwienie inwestowania, to jest oddech, na który oni oczekują. To jest ważny argument, bo dwa miliony czterysta tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw, to jest kilka milionów zatrudnionych i prawie 40 procent produktu krajowego brutto. Ten argument trzeba niewątpliwie rozważyć poważnie, choć i oponenci mają rację, że została zerwana fundamentalna zasada solidarności społecznej ? bogatsi, lepiej zarabiający mają obniżone podatki, najniżej zarabiający, a więc ci, którym jest wyjątkowo ciężko, pozostają w tym samym poziomie.

Ale próg się obniża ...
Prezydent RP:
Ale nie znamy inflacji, jaka będzie w roku bieżącym. Mieliśmy nadzieję, że ona będzie niższa. W tej chwili prognozy są gorsze. Próg był obliczany w stosunku do inflacji planowanej. Teraz może się okazać, że ona jest wyższa i de facto cały próg "pożera". No, ale zobaczymy. W każdym razie argumenty są na pewno za i przeciw, ale ten dzisiejszy z Poznania dla mnie jest ważny.

Czy dane o inflacji Pana w jakiś sposób przerażają?
Prezydent RP:
To jest za mocne słowo. Są niepokojące, dlatego że nie tylko chodzi o to, że spodziewaliśmy się, że inflacja będzie niższa, a ona będzie wyższa. Chodzi o to, że zjawisko inflacyjne ma swoją bezwładność, to znaczy, że jeśli inflacja idzie do góry, to natychmiast nie spadnie. Trzeba się liczyć z tym, że przez jakiś czas będzie, jak fala, podnosiła się i dopiero po dłuższym okresie wróci do poziomu choćby takiego, jaki był planowany w roku 1999. To jest na pewno zjawisko niepokojące.

Panie Prezydencie z jednej strony odwiedza Pana często wicepremier Leszek Balcerowicz, z drugiej strony lider partii, z którą jest Pan w dalszym ciągu, przynajmniej emocjonalnie związany ? Leszek Miller, który dzisiaj powiedział: pan prezydent będzie się musiał bardzo poważnie zastanowić czy podpisze ustawę podatkową. I myślę, że część słuchaczy odebrała to jako mały szantaż. A Pan jak to odbiera?
Prezydent RP:
Odbieram to jako ryzyko zawodowe. To właśnie ja muszę na końcu decyzję podpisać, muszę rozważyć wszystkie za i przeciw i muszę wziąć na siebie odpowiedzialność. I wezmę tę odpowiedzialność, chociaż wiem, że czegokolwiek bym nie zrobił, to będą i zadowoleni i niezadowoleni. Ale nie ma możliwości zachowania się pół na pół, nie ma możliwości rozwiązania remisowego. Trzeba przyjąć jakąś koncepcję. Chcę tylko powiedzieć, że rząd przedkładając swoje propozycje bierze za nie odpowiedzialność. A to znaczy: jeżeli pytanie ze strony opozycji brzmi, czy nie zabraknie pieniędzy w budżecie, a rząd mówi, że nie zabraknie, to rząd bierze na siebie odpowiedzialność za prawdziwość tych słów. Nie ja, bo nie mam możliwości tego sprawdzić. Pamiętajmy, że sprawy podatków, sprawy budżetu przede wszystkim obciążają rząd i większość, która przyjmuje to w parlamencie. Tak samo, jak w przypadku reformy ochrony zdrowia. Jeżeli dzisiaj mamy pretensje o tę reformę, to trzeba je kierować w sposób jasny - do rządu. To oni nas przekonywali, że wszystko jest bardzo dobrze przygotowane, przemyślane, pieniędzy wystarczy. Nie mam powodów, kiedy przedstawiane mi są projekty, podważać tego rodzaju danych.
Z drugie strony SLD nie kryje, że ten rząd wyczerpał swoje możliwości, że, być może, należałoby rozpisać nowe wybory, a niepodpisanie ustawy ...
Nie, to jest scenariusz polityczny, który dotyczy czegoś innego. Opozycja ma prawo, i od tego jest, patrzeć rządowi na ręce, krytykować. Im bardziej ta krytyka poprawia pracę rządu, tym lepiej, im bardziej jest pomijana, tym gorzej, ale to jest zupełnie inna kwestia. Dzisiaj mamy do czynienia z podatkami, za chwilę będziemy mieli do czynienia z budżetem i musimy mieć zaufanie do informacji, do danych, do liczb, które są przedstawiane przez kompetentne urzędy państwa polskiego. Gdybym ja dzisiaj stracił zaufanie do wyliczeń rządu, to pierwszy powinienem krzyczeć głośno...

Jeszcze Pan nie stracił?
Prezydent RP:
Nie, jeszcze nie straciłem.

Panie Prezydencie, na posiedzeniu Międzynarodówki Socjalistycznej przedstawiciele SLD opowiedzieli się raczej za linią francuską, a nie brytyjską i niemiecką. Czy taka socjaldemokracja Panu się podoba? Czy kiedy przestanie Pan być prezydentem, zapisze się Pan do nowej partii SLD?
Prezydent RP:
Na razie o tym nie myślę. Nie sądzę, abym afiliował się partyjnie po zakończeniu mojej działalności prezydenckiej. Ale, to dobrze, że w Europie taki spór się toczy, bo to jest spór bardzo ważny ? jak kształtować politykę, gospodarkę po zimnej wojnie, kiedy wartość sporu ideologicznego jest niewielka, kiedy ten główny bój, jaki toczył się między Wschodem a Zachodem, między komunizmem a kapitalizmem został rozstrzygnięty. Czyli, jak dzisiaj usprawniać struktury gospodarcze wolnego rynku i jak umacniać demokrację. Jak wykazać się z jednej strony należną troską o stan gospodarki, a z drugiej strony odpowiednią wrażliwością społeczną, jak budować solidarność społeczną. Tony Blair i Gerhard Schröder mają swoje odpowiedzi, Lionel Jospin ma nieco inne. Natomiast pamiętajmy, że problemy przeżywane dzisiaj przez społeczeństwo niemieckie, brytyjskie czy francuskie, to są zapewne problemy, które polskie społeczeństwo będzie przeżywało za lat 20. My jesteśmy po 10 latach transformacji, one są po 100 latach budowy gospodarki kapitalistycznej. Myślę, że powinniśmy dzisiaj bardziej zwrócić uwagę na ten problem, który Polska ma, a którego nie mają Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi ? właśnie jak ich dogonić , jak pokonać lukę cywilizacyjną. To nie jest problem Blaira, Schrödera i Jospina. To jest problem Krzaklewskiego, Millera, Buzka, Kwaśniewskiego. To jest nasz problem: jak nadgonić czas, który historycznie straciliśmy i który powoduje, że Polska dzisiaj nie może równać się z Niemcami. Ale powinna przynajmniej dążyć, żeby po jakimś czasie zrównać się przynajmniej z Hiszpanią, bo mamy mniej więcej ten potencjał. Dlatego powinniśmy bardziej zwrócić uwagę na ten właśnie element i to powinno określać polską drogę ? i socjaldemokratyczną, i chadecką, i lewicową, i prawicową. To ma przełożenie na bardzo konkretne sprawy. Jest oto projekt AWS-u, wobec którego SLD wykazuje również pewną aktywność i zainteresowanie, mianowicie skrócenie tygodnia pracy. Uważam, że dzisiaj Polakom trzeba powiedzieć jasno: jesteśmy na dorobku. Jeżeli ktoś jest na dorobku, rodzina, młody człowiek, to akurat skrócenie czasu pracy jest ostatnią rzeczą, którą należy się zajmować. My powinniśmy się zastanawiać, co zrobić, żeby ten czas pracy, który mamy, wykorzystać jeszcze efektywniej, jeszcze lepiej. A nie brnąć dzisiaj w zmniejszanie czasu pracy, które spowoduje zwiększenie kosztów firm i nie rozwiąże bynajmniej problemu bezrobocia. A więc, polska socjaldemokracja powinna dzisiaj wypracować program jak dogonić cywilizacyjnie Europę.

Czy przywódcy OBWE powinni się spotkać w Turcji? Czy Pan pojedzie, czy Pan się nie boi?
Prezydent RP:
Nie, nieszczęścia zdarzają się w różnych miejscach świata. Turcja jest w bardzo dramatycznej sytuacji, kolejne trzęsienie ziemi pochłonęło setki ofiar. Na pewno wszyscy będziemy składać kondolencje władzom tureckim, ale szczyt się odbędzie, choć niewątpliwie będzie wyjątkowo trudny. Jadę tam wraz z ministrem spraw zagranicznych profesorem Geremkiem. W moim przekonaniu to będzie jeden z najtrudniejszych szczytów OBWE w ostatnich latach. Dużo trudniejszy niż ten dwa lata temu w Lizbonie, bo mamy cały czas trudny problem bałkański, mamy wojnę w Czeczenii i bardzo krytyczną ocenę międzynarodowej społeczności wobec działań podejmowanych przez rząd rosyjski, mamy nierozwiązany konflikt Nagornego Karabachu i spór między Armenią i Azerbejdżanem, mamy nierozwiązany problem Naddniestrza, czyli relacje mołdawsko-rosyjskie i jesteśmy w Turcji, która nie dość, że ma trzęsienia ziemi, to jest tam nierozstrzygnięty problem kurdyjski. Jesteśmy po pierwszej fali rozszerzenia NATO, ale z pytaniem, jak ta struktura bezpieczeństwa ma wyglądać dalej. I jesteśmy w trakcie negocjowania rozszerzenia Unii Europejskiej. Muszę powiedzieć, że ilość spraw, które będą do omówienia w Stambule jest duża i każda z tych kwestii jest wyjątkowo trudna. Czeka nas w Stambule, wierzę, nie trzęsienie ziemi, ale poważne problemy w politycznej debacie.

A początek roku 2000 dla Polski, dla Europy to optymizm czy pesymizm dla Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Aleksandra Kwaśniewskiego?
Prezydent RP:
Optymizm, zdecydowanie optymizm, bowiem zdajemy sobie sprawę, ile przeszliśmy i jak bardzo zmieniła się Europa na lepsze, mimo wszystkich kłopotów. Ale to musi być optymizm racjonalny. W noc sylwestrową każdy z nas ma prawo do wypicia lampki szampana na nowe tysiąclecie i trochę zapomnienia o wszystkich kłopotach. Ale już jak obudzimy się naprawdę w tym nowym tysiącleciu, to musimy wiedzieć, że mamy szanse, mamy wiele osiągnięć, ale mamy też ogromną listę nierozwiązanych problemów. Patrzę więc w nowy wiek z optymizmem, w przekonaniu, że będzie to wiek pokoju, dialogu, ale też ciężkiej pracy i wyjątkowej konkurencji międzynarodowej. My chyba nie zdajemy sobie sprawy, jak straszliwie, choć pokojowymi metodami, trzeba będzie walczyć o swoją pozycję w gospodarce, w nauce, w kulturze, w sporcie, w życiu politycznym. To będzie wiek ciężkiej konkurencji.
Dziękujemy bardzo za rozmowę.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.