przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Za dwa dni wielkie obchody z okazji 10 rocznicy upadku "Muru Berlińskiego".
Prezydent RP:
Sądzę, że Niemcy pamiętają, że zmiany rozpoczęły się w Polsce. Pamiętają ile zawdzięczają - wcześniej ruchowi Solidarność, później polskiemu "Okrągłemu Stołowi". Wczoraj , jako pierwszy z Polaków, ważną niemiecką nagrodę otrzymał Tadeusz Mazowiecki. Myślę, że oni starają się pokazać, że pamiętają (...). Cieszę się, że w Polsce wykonaliśmy niezbędne wysiłki, żeby przypomnieć o roli Polski w 1989 roku. Świat pamiętał o tym. Były duże relacje w telewizjach zagranicznych i prasie. Przynajmniej dwa wydarzenia w roku 1999 były zapamiętane: obchody rocznicowe "Okrągłego Stołu"i obchody rocznicy 10 - lecia powstania rządu Tadeusza Mazowieckiego. Na miarę naszych możliwości upomnieliśmy się o nasze miejsce w historii (...).
Kilka dni temu byłem na 20 - leciu IFRI - Instytutu Spraw Międzynarodowych Francji tego, który kreuje myśl polityczną i intelektualne zaplecze dla polityki zagranicznej Francji, a także Europy. Tam byłem jedynym gościem z Europy Środkowej i Wschodniej. To jest docenienie roli Polski.

Czy w czasie paryskiego pobytu były znane już wyniki sondażu, które przeprowadziła Gazeta Wyborcza i 6 dużych europejskich gazet na temat nastrojów w Europie?
Prezydent RP:
To był jeden z bardzo istotnych tematów. W swoim wystąpieniu mówiłem o zderzeniu dwóch postaw. Jednej tej integracyjnej, która jest dla nas kwestią zupełnie zasadniczą, bo Polska rozpoczęła proces zmian w Europie. Od nas zaczęło się to wszystko, co dzisiaj jest już faktem - koniec muru berlińskiego, koniec Związku Radzieckiego i zjednoczenie Niemiec i pierwsza fala rozszerzenia NATO. Trzeba tę politykę kontynuować. To nie jest tylko wyzwanie. To trzeba traktować w kategoriach przygody, którą wspólnie przeżywamy, odwołując się do wspólnoty duchowej, która w Europie przecież istnieje już od tysiąca lat i w której Polska uczestniczyła podobnie jak inne kraje Europy Środkowej. Ale zderza się ta postawa z eurosceptycyzmem, który rośnie.(...). Po fali entuzjazmu, który był 10 lat temu, po bardzo spektakularnych wydarzeń, wszyscy przeszliśmy do codziennej rzeczywistości, gdzie nagle okazuje się, że bezrobocia jest nie mniej a więcej. Gdzie z wielkim trudem walczy się o każde pół procent wzrostu krajowego brutto. Gdzie nagle na cudzoziemców nie patrzy się jako na tych , którzy pomagają nam w tym wzroście, tylko stają się socjalnym obciążeniem. Gdzie okazuje się, że Europa miała poczucie sztucznej stabilności w momencie podziału na dwa walczące bloki, jakaś równowaga strachu istniała i nagle musi przeżywać konflikty typu Bałkany, Kosowo. Więcej, nie tylko musi przeżywać, ale podejmować ryzyko. Należy liczyć się z tym, że entuzjazmu będzie mniej, więcej będzie realizmu, krytycyzmu. Może narastać również frustracja. Przykład austriacki, czy wyborów w Szwajcarii świadczą o tym, że nie są to zjawiska już wyłącznie marginalne, a wniosek dla nas powinien być jeden. Powinniśmy wykazać się wielką determinacją i aktywnością właśnie dla rozszerzenia struktur europejskich (...). Obecni europejscy liderzy są zdecydowanie zwolennikami integracji europejskiej. Część z nich wychodząc z pragmatyzmu boi się mówić o datach i boi się, że zadania, które chociażby ma przed sobą UE, reformy, które są konieczne w Unii, są tak trudne , że być może szybko się ich nie da załatwić. Miałem długą rozmowę z prezydentem Chirakiem. Powiedziałem, że Polska wiąże wielką nadzieję z drugą połową roku 2000, wtedy Francja będzie kierowała Unią Europejską i powiedziałem, że jest to czas, żeby Francja pomogła w historycznej decyzji, uporządkowała na tyle przedpole, żeby można było zaprosić nowych członków.(...)
Wierzę , że Francuzi ze względu na swoją naturę, bo oni kochają decyzje o wielkim znaczeniu historycznym, pomogą, żeby Unia Europejska na koniec 2000 roku była gotowa, uporządkowana wewnętrznie do przyjęcia nowych członków (...) My musimy wykorzystać najbliższe kilka lat z wielką determinacją, energią dlatego, że klimaty eurosceptyczne mogą rosnąć na Zachodzie. One nie będą słabły. Jeśli przegapimy tę okazję, którą sami sobie stawiamy, żeby na koniec roku 2002 być w pełni przygotowanym do Unii Europejskiej może się okazać, że będzie trudniej. Możemy tę sytuację przegapić. Po pierwsze: ze względu na własne błędy tzn. popełniane przede wszystkim w budowaniu zaplecza społecznego dla UE. Właściwa polityka informacyjna rządu w dziedzinie oddziaływania na różnego rodzaju środowiska nie istnieje od dwóch lat. Mówię to z przykrością bo po raz kolejny, to jest główna słabość, żaden z ministrów nie zajmuje się przekonywaniem opinii publicznej. Nie do UE w ogóle, bo to robię choćby ja w tej chwili, to robi premier, ale rozmawiając z poszczególnymi grupami: co oznacza wejście do UE dla nich, nie tylko dla rolników, ale dla górników, dla adwokatów, dla sędziów, dla lekarzy, dla dziennikarzy, bo to dla każdego będzie zmiana (...). Słabością jest po pierwsze to - nie rozmawiamy ze środowiskami, grupami zawodowymi mówiąc, na czym będzie wejście do Unii dla nich konkretnie polegało. Po drugie: negocjacje wydaje mi się, że idą dobrze, są prowadzone kompetentnie i takie są opinie w Brukseli dotyczące całej ekipy i pana ministra Kułakowskiego i jego współpracowników. Mamy również bardzo dobrych negocjatorów w trudnych dziedzinach, jak chociażby rolnictwo, a wiceminister Plewa ma naprawdę znakomite oceny jako kompetentny człowiek ze świetnym angielskim, znający się na rzeczy. Ale negocjacje są trudne dlatego, że Polska jest bardzo poważnym partnerem . 40 mln Polaków w Unii. To jest nowa jakość i żadnej taryfy ulgowej wobec nas nie będzie. Te negocjacje na pewno będą jeszcze trudne. Trzecia rzecz: musimy utrzymać wzrost gospodarczy, przewidywalność polityczną, bo jeżeli tutaj coś się stanie złego, to nasz prestiż, nasza pozycja przetargowa natychmiast słabnie. Do Unii przyjmą Polskę rozwijającą się. Do Unii Polski czy to w kryzysie politycznym czy ekonomicznym, nie tyle że powiedzą, że nie przyjmiemy, ale będą zwlekać z tą decyzją tak długo, jak się da.

Czy rozmawiał Pan z prezydentem Niemiec na temat odszkodowań?
Prezydent RP:
Tak, rozmawialiśmy. Jego postawa jest dla nas bardzo cenna. Jest on człowiekiem o dużej wadze moralnej i uważa to za wielkie zadanie, przede wszystkim moralne dla Niemiec, żeby ten remanent wojenny przed wejściem w nowe tysiąclecie uporządkować. Poinformował mnie, że zwiększa się lista przedsiębiorstw niemieckich, które są gotowe partycypować w funduszu. To jest właściwie kluczowa sprawa, żeby tych pieniędzy było więcej, bo do tej pory kwota o której mówiono ok. 6 mld. marek jest niewątpliwie za mała. Ale wynikała ona ze składki, którą te firmy były zobowiązane, były gotowe przekazać (...)

Jaka to powinna być pula?
Prezydent RP:
Trudno powiedzieć. Rozmawiałem z polskim negocjatorem z panem Stańczykiem. Mniej więcej wiemy, jaka to powinna być pula, na pewno większa i to istotnie większa, niż to co jest do tej pory zgłoszone, natomiast nie chciałbym żebyśmy utrudniali zadania negocjatorom. Oni muszą z pewnymi kartami na stole być w czasie negocjacji. Druga ważna rzecz, to taka i mam nadzieję, że nasi sojusznicy szczególnie amerykańscy wesprą nas tu, nie może być jakiejś zupełnej wybiórczości, jeśli chodzi o osoby, które będą uprawnione do tych zadośćuczynień, ponieważ te kalkulacje, które w tej chwili się odbywają, czy próby podzielenia robotników przymusowych na rolnych, przemysłowych, pracy niewolniczej to jest - moim zdaniem - wszystko bardzo niemoralne. Tego robić nie wolno, bo jeżeli mamy udokumentowany fakt, że w czasie wojny ta osoba nie ze swojej woli taką pracę wykonywała, ona musi otrzymać zadośćuczynienie (....)

Jak Pan ocenia sytuację w Polsce?
Prezydent RP:
To jest na pewno trudny rok i to z wielu powodów, ale wyniki mówią same za siebie. Wzrost gospodarczy będzie zapewne w granicach 3,5%, więc niższy niż w poprzednich latach. Nie chcę w tej chwili wchodzić w przyczyny, bo one są zewnętrzne i wewnętrzne. Nie wiem, czy uda nam się zrealizować wskaźnik inflacji, który był planowany, może być nieco więcej. Niewątpliwie problem deficytu w rachunku bieżącym - jest to już w tej chwili stan co najmniej poważny. Wiele z reform, które 1 stycznia weszły w życie, nie do końca było szacowane. Trudno z tego czynić wielkie oskarżenie, bo wobec niektórych z tych reform trudno było mieć szacunki w pełni wiarygodne, ale generalnie sytuacja jest bardzo trudna.

Czy w Polsce jest tak jak mówi opozycja, jest źle prowadzona polityka gospodarcza? Czy to jest najważniejsza przyczyna polskich kłopotów?
Prezydent RP:
Polityka gospodarcza jest prowadzona dość konsekwentnie i nie chciałbym, żebyśmy tu wpadali w nastrój całkowicie oderwany od wskaźników. One są niższe aniżeli były w poprzednich latach, co znaczy, że coś się dzieje, że być może schłodzenie czy propozycje zmniejszenia wzrostu gospodarczego okazały się, zbyt głębokie, czy może wymknęły się nieco spod kontroli. Pamiętajmy, że były czynniki zewnętrzne ? kryzys rosyjski jak i niższe wskaźniki rozwoju w UE.

Czy jest alternatywa dla polityki Balcerowicza, czy w istotny sposób można zmienić politykę gospodarczą w Polsce?
Prezydent RP:
Zawsze jest możliwe inaczej, co nie znaczy że lepiej. Ale czy jest alternatywa dla polityki gospodarczej w Polsce? Jeśli chodzi o pryncypia, jeśli chodzi o generalne kierunki- nie ma, i to pokazały również rządy poprzednie. Uważam, że w zasadniczych kwestiach wszyscy ministrowie finansów od Leszka Balcerowicza z lat 89-90, poprzez kolejnych: Andrzeja Olechowskiego, Grzegorza Kołodkę, Marka Belkę, dzisiaj ponownie Leszka Balcerowicza prowadzą tę samą politykę, co do głównych zasad i słusznie, bo ona dała nam efekty (...) Natomiast w sensie szczegółowym, oczywiście że są moim zdaniem sprawy zaniedbane i one są zaniedbane dosyć poważnie, jak chociażby kwestie mikroekonomiczne. Uważam, że za mało troszczymy się o sytuację poszczególnych przedsiębiorstw (...) Na pewno mamy dziedziny, gdzie można i należy wykazać dużo więcej aktywności, nowych pomysłów(...).

W "Gazecie Wyborczej" pojawił się artykuł Barbary Labudy " Nie trzymajcie trupa w szafie". Czy pani minister powiedział Panu, że zamierza napisać ten artykuł?
Prezydent RP:
Ja jestem demokratą, może nawet przesadnym czasami. Pani minister Labuda napisała artykuł, który jak widać -wywołał szerokie echo.. To są jej przemyślenia - osoby, która ma za sobą wielką drogę i solidarnościową, i opozycyjną, także więzienną.

Czy przed artykułem rozmawiał Pan z panią minister Labudą?
Prezydent RP:
Pani minister lojalnie mnie poinformowała, że taki artykuł do "Wyborczej" przekazała.

Ale potem zgodził się Pan z tezami artykułu?
Prezydent RP:
Uważam, że być może tytuł okazał się zbyt mocny, zbyt spektakularny.

Nie "Trup w szafie", a kto w szafi?
Prezydent RP:
Zgodnie z oryginałem "szkielet w szafie". Niewiele to zmienia, jednak słowo "trup" ma bardzo silną konotację (...) Są w tym artykule trzy kwestie istotne. Pierwsza : każda formacja polityczna, jaka się w Polsce pojawia - a w jakimś sensie nową formacją jest Sojusz Lewicy Demokratycznej - powinna wyrazić zdanie wobec ważnych faktów historycznych. To zdanie nie powinno dotyczyć wyłącznie przeszłości PZPR, ale szerzej - i PRL, i ostatnich dziesięciu lat. Oczekiwanie, że ta nowa formacja wypowie się, jest słuszne i jestem przekonany, że ona się wypowie w dokumentach programowych. Druga: weryfikacja spojrzenia potrzebna jest również drugiej stronie. Chodzi o to, by środowiska solidarnościowe, Unii Wolności chciały zerknąć bardziej obiektywnie na to , co w ostatnich dziesięciu latach się zdarzyło. Jaka była rola lewicy, czy lewica w Polsce przynosiła jakiekolwiek zagrożenie dla polskiej demokracji - moim zdaniem nie - i żeby wreszcie o tej lewicy i o jej wkładzie w transformację polską nie mówić półgębkiem gdzieś w korytarzach, ale zacząć mówić otwarcie, nawet żeby było do wskazania ileś tam błędów, które również zostały popełnione. Trzecia rzecz może najważniejsza: co jest problemem tego artykułu i czego nie ma w nim - to definicji na czym ten szkielet polega (...).

Każdy kto zajmuje się polityką oczywiście przeprowadzając analizy takiego tekstu powie, że to jest tak, że Prezydent Kwaśniewski ma taką ideę polityczną, że chciałby doprowadzić do tego historycznego kompromisu, żeby w końcu w Polsce zaczęła rządzić koalicja SLD z Unią Wolności. Tu mam zdjęcia Pana Prezydenta w Sukcesie. Zdjęcia Pana Prezydenta z Adamem Michnikiem. To nie taka myśl się kryje?
Prezydent RP:
Po pierwsze nic przeciwko takiemu kompromisowi nie mam. Uważam, że moje strategiczne działanie polega na pojednaniu, czyli strategiczne działanie ma służyć temu, żebyśmy zakopywali podziały, które są ciągle ważne i które będą istniały tak długo, jak ludzie uwikłani w przeszłość będą na scenie politycznej istnieć. Więc można się spodziewać, że jeszcze 20 lat będzie to temat. Jeżeli więc możemy porozumieć się, znaleźć wspólny język - ja na przykład wierzę że Andrzej Celiński, który kieruje komisją programową może zaproponować pewne rozwiązania, bo on zna wrażliwość tej drugiej strony - więc gdyby udało się doprowadzić do pojednania w Polsce, to z korzyścią. Czy z tego wynikną kompromisy, czy z tego wynikną inne alianse polityczne - nie wiem (...).

Czy dostał Pan raport w sprawie GROM - u ?
Prezydent RP
Nie otrzymałem jeszcze, ale premier obiecał na ostatniej naradzie, że wpłynie do mnie. Natomiast rzeczywiście raport jest ważny. To jest słowo pisane, to wynika ze spotkań z różnymi uczestnikami tych wydarzeń i autorzy raportów ponoszą odpowiedzialność za każde słowo, które tam jest sformułowane.

W raporcie ponoć- bo możemy kierować się tym co powiedział gen. Petelicki w czasie konferencji prasowej, jest udowodniona niewinność tzn, że nic złego się w GROM-ie nie działo. Jeżeli tak to co powinno się zdarzyć na polskiej scenie politycznej, jakie powinny być konsekwencje poszczególnych uczestników całego zdarzenia?
Prezydent RP:
Jeżeli jest tak w raporcie jak pan mówi, to niewątpliwie zarówno premier jak minister spraw wewnętrznych, mogą wyciągnąć wnioski w stosunku do osób, które wprowadziły w błąd i które przekazały nieprawdziwe informacje.

Czy powinny być takie konsekwencje?
Prezydent RP:
Powinny być dlatego, że nie ma w Polsce w tej chwili sytuacji, żeby decyzje musiały być podejmowane w sposób nagły, przypadkowy w oparciu o cząstkowe informacje. Nic się nie dzieje, nic naszym granicom bezpośrednio nie zagraża, nie ma również zagrożenia wewnętrznego, a więc każdy z decydentów ma wystarczająco dużo czasu i więcej powiem, komfortu do podjęcia rzeczowej i opartej o rzetelne informacje decyzji. Jeżeli podejmowano decyzje w nocy, może jeszcze w jakichś innych okolicznościach, to niewątpliwie popełniano tutaj rozliczne błędy i za to jakieś konsekwencje powinny być, ale one jak mówię są w gestii rządu (...). GROM jest w tej chwili w MON. Jest niewątpliwie wykształconą i dobrze wyposażoną jednostką, która ma za sobą doświadczenia misji zagranicznych. Najważniejsze jest teraz, żeby zapewnić GROM-owi, po pierwsze dobre dowództwo, po drugie możliwość dalszego rozwoju, po trzecie święty spokój wewnętrzny, po czwarte przygotowywać do kolejnych działań, które GROM będzie musiał podejmować, bo Polska jest zaangażowana w różnych miejscach świata. 2,5 tys. polskich żołnierzy i oficerów jest zagranicą, więc jest miejsce dla użycia GROMU-u i uczestnictwa GROMU-u.

Jest spór między Panem a premierem na temat tego kto powinien odpowiadać za polską armię. Jak ten spór przebiega?
Prezydent RP:
Mamy projekty rządowe, które moim zdaniem są w części, w tej części, która dotyczy kompetencji, także kompetencji prezydenta, źle skonstruowane. Pracowaliśmy rok wspólnie z ministerstwem obrony, BBN, wydawało się że doszliśmy do pewnych wspólnych rozstrzygnięć. Później nagle wszystko wróciło do starego stanu. Oceniam, że było to związane z napięciami wewnątrzrządowymi, trochę taką próbą obrony poprzez ucieczkę do przodu. Na konferencji piątkowej zgłosiłem gotowość, żebyśmy pracowali i żeby wyszły ustawy, które będą zgodne z Konstytucją, które będą odpowiednio traktować zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi Prezydenta, a jednocześnie będą jasno określać kompetencje i rządu i ministra Obrony Narodowej i Sztabu Generalnego, bo to są zbyt wrażliwe dziedziny, żeby spór kompetencyjny mógł trwać. Wojsko potrzebuje jasności, wojsko może mieć tę jasność bez żadnych kłopotów(...).



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.