przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

20 sierpnia 1999 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski był gościem audycji "Sygnały Dnia".

Rozpocznijmy od wydarzeń ostatnich godzin. Od tego, co działo się i dzieje się w rolnictwie. Od protestów. Czy jest jakiś pomysł na rozwiązanie tej sytuacji. Jak Pan widzi swoją rolę w tym wszystkim.
Prezydent RP:
Takie wydarzenie, jak w Bartoszycach są zasmucające. Potwierdzają moje przekonanie, że kiedy zaczyna się działać na pograniczu prawa i kiedy dochodzi do tego rodzaju wydarzeń, to one często wymykają się spod kontroli. Później już nie wiadomo kto protestuje, kto atakuje i przed czym należy się bronić. Stąd ponawiam moją prośbę, aby wszystkie blokady, działania tego typu, były traktowane jako ostateczność, a nie metoda rozwiązywania trudnego niewątpliwie problemu, jakim jest dzisiaj stan rolnictwa. Słyszę, z tych informacji, które panowie przekazywali, że na końcu to już chuligani wiedli prym w tych wszystkich wydarzeniach. Niestety, takie ryzyko będzie pojawiało się, kiedy strony decydują się na blokady, na działania uliczne.
Natomiast jeśli chodzi o rolnictwo.. Wczoraj rozmawiałem z ministrem rolnictwa, panem Balazsem i niewątpliwie z trudem, ale ten skup zbóż trwa i on już dzisiaj jest większy niż ubiegłoroczny. A więc mechanizm wsparcia producentów rolniczych został uruchomiony, Na pewno nie jest idealny. Na pewno można by było wiele spraw organizacyjnych poprawić. Wierzę, że to jeszcze się stanie, ale to nie jest tak, że wszyscy są bezczynni. Natomiast niewątpliwie problem, z którym będziemy musieli sobie poradzić nie tylko w tym roku , ale w ciągu najbliższych kilku lat, to jak zapewnić przyszłość rolnictwu. Co zrobić, żeby ceny żywności nie były coraz niższe, aby opłacalność pracy nie była coraz mniejsza. Co zrobić również, żeby zwiększyć eksport polskiego zboża, produktów rolnych, bo tutaj jest szansa, której w pełni nie wykorzystujemy. Jak wykorzystać mechanizmy ekonomiczne, żeby ci, którzy produkują dobrze i konkurencyjnie czuli się lepiej, a ci którzy nie mają szansy na konkurencyjną produkcję znaleźli prace, gdzie indziej. To są zadania, z którymi prawdopodobnie przyjdzie się nam borykać w ciągu wielu najbliższych lat. Tego nie da się rozwiązać w roku 1999.

Na razie z relacji wiemy, że są ogromne kolejki i rolnicy narzekają na ogromny bałagan i to jest to, co powoduje takie a nie inne zachowania rolników, i lider "Samoobrony " zwrócił się do pana o osobiste spotkanie.
Prezydent RP:
otrzymałem "list otwarty" przewodniczącego "Samoobrony" i w takiej samej formie, również poprzez "list otwarty" odpowiem. Tam jest wiele pytań, na które warto udzielić odpowiedzi dlatego, że to są takie stereotypy, które gdzieś tam krążą, nie tylko między rolnikami, dotyczące rzeczywistego stanu finansów kraju , naszych rezerw walutowych itp. W ciągu najbliższych dni taką odpowiedź sformuję, ona również zostanie przekazana opinii publicznej, bo każda forma dialogu jest potrzebna.

Czy ten dialog ograniczy się tylko do wymiany listów, czy jednak dojdzie do spotkania.
Prezydent RP:
Spotykałem się z liderami związków rolniczych dwukrotnie na dużych spotkaniach. Myślę, że w tej chwili nie ma żadnej nagłej potrzeby, żebyśmy takie kolejne spotkanie przeprowadzili, bowiem trzeba robić to, co da się robić, tzn. trzeba lepiej skupować zboże, lepiej to organizować, trzeba pozwolić, żeby producenci znaleźli zbyt dla swoich towarów. Kolejna narada nie pomoże. Nie chciałbym, byśmy wpadli w taką koleinę, która znana jest z przeszłości, gdzie jak nie wiedziano co robić, to zwoływano egzekutywę. W tej chwili rozstrzyga się to wszystko w praktyce. Za tę praktykę odpowiada ministerstwo rolnictwa, odpowiednie agencje, odpowiada rząd. Myślę, że trzeba zrobić wszystko, żeby działania prowadzone przez ministerstwo rolnictwa były jak najbardziej sprawne i jak najbardziej odczuwane przez samych rolników, producentów. Żadna narada tutaj wiele nie pomoże.

Czy ten kryzys, który dotknął wieś, rolnictwo jest tylko kryzysem wsi, czy to jest kryzys całej polskiej prowincji tzw. Polski B.
Prezydent RP:
Nie. To jest na pewno problem - nie nazywałbym tego jeszcze kryzysem, bo nie sądzę, byśmy musieli używać takich bardzo mocnych słów - natomiast to jest niewątpliwie problem rolnictwa, który z natury swojej restrukturyzuje się, zmienia wolniej. To z resztą nie jest tylko polski przypadek. Tak jest na całym świecie. Rolnictwo to nie jest tylko produkcja.Rolnictwo to jest także sposób zachowań, mentalność, to jest bardzo wiele związków kulturowych, społecznych. Zmiany na wsi przebiegają wolniej i nie jest to żadne oskarżenie z mojej strony, tylko po prostu stwierdzenie faktu. Tak jest na całym świecie. Zmiany na wsi są wolniejsze, odbywają się w innym rytmie. Mamy z tym do czynienia i będziemy mieli z tym do czynienia. Chciałbym to bardzo zdecydowanie powiedzieć. To nie jest wydarzenie tego roku. To jest proces , którym będziemy musieli się zajmować przez kilka lub kilkanaście najbliższych lat. Natomiast jeśli chodzi o polską prowincję, jak pan to nazwał, ja ją znam. Urodziłem się w Białogardzie. Byłem tam. Miasto, które właśnie zostało doświadczone transformacją z kilku powodów bo i likwidacja PGR-ów odbiła się na tym mieście, poza tym kiedyś stacjonowały tam duże odziały armii rosyjskiej - wyszły. Zostało mnóstwo majątku z którym nie wiadomo co robić. Jest zagospodarowywany z wielkim wysiłkiem. I mogę powiedzieć, że w polskiej prowincji mamy do czynienia, z jednej strony z bardzo pozytywnymi przekształceniami wszędzie tam, gdzie okazało się, że gminy mogą mieć własne środki mogą je lokować, tak jak uważają to za stosowne. Polska gminna, Polska małomiasteczkowa w wielu miejscach zmienia się na naszych oczach i w bardzo dobrym kierunku. Niestety mamy też do czynienia z regionami, gdzie jest zapaść.Myślę głównie o rejonach popeegerowskich. To jest koszalińskie, słupskie, elbląskie. To są Mazury, gdzie poza częścią turystyczną, część pegeerowska jest w dramatycznej formie. I tu niewątpliwie brakuje i koncepcji polityki regionalnej i koncepcji polityki państwa - co zrobić, żeby w Polsce nie zwiększały się różnice pomiędzy poszczególnymi częściami, żeby właśnie można było stworzyć szansę dla tej Polski, która z reform do tej pory nie skorzystała.

Właśnie. Czy taka, a nie inna reakcja mieszkańców Bartoszyc wczoraj nie jest egzemplifikacją jakiegoś podskórnego życia tej Polski B.
Prezydent RP:
Nie wykluczałbym. Na pewno powinniśmy zarówno przy okazji Bratoszyc, jak i wcześniej wobec wydarzeń w Nowym Dworze, szukać również wytłumaczenia społecznego. Tego rodzaju agresja wybucha zazwyczaj tam, gdzie ona jest wcześniej czymś spowodowana. Niewątpliwie problem różnic między regionami w Polsce istnieje i to jest zadanie zarówno dla władz samorządowych, ale także, jak sądzę dla rządu, dla państwa, żeby w większym stopniu widzieć, iż nie wszyscy z reform korzystają, że ta Polska może się przepołowić na Polskę zadowoloną i Polskę bardzo sfrustrowaną

Przenieśmy się do innego regionu - Zagłębia. Kopalnię "Siersza" odwiedzili pańscy eksperci. Jakie wnioski panu przywieźli.
Prezydent RP:
Po pierwsze odwiedzili. Rozmawiali ze związkami zawodowymi i z dyrekcją. Czyli ze wszystkimi, którzy są zainteresowani sytuacją , a rozmowy są bardzo trudne dlatego, że nie ma wątpliwości, iż część kopalń trzeba zamknąć, że są one nieefektywne i nie ma tu żadnej możliwości, by ekonomicznie one wytrzymały przyszłość. Natomiast jest pytanie zasadnicze: co proponujemy górnikom. Uważam, że ten pakiet odpraw, osłony socjalne, jakie zostały zaproponowane w ubiegłym roku, jest korzystny i on działa. Powoduje on, że dość skutecznie zmniejszamy zatrudnienie w górnictwie i dosyć łagodnie wchodzą ci ludzie w nowe role, nowe możliwości. Natomiast innej drogi nie ma. Śląsk jest tutaj przykładem, że transformację łagodną można przeprowadzić. Pamiętajmy, że województwo śląskie dzisiaj ma bezrobocie na poziomie nieco powyżej 7 proc. przy skali ogólnopolskiej blisko 11 proc. Mamy do czynienia z jednej strony z regionem o bardzo poważnym problemie górnictwa i nie tylko , bo także i hutnictwa, z drugiej strony oferty alternatywne są - praca.

Panie prezydencie jak minął urlop?
Prezydent RP:
W przypadku prezydenta ciężko mówić o urlopie dlatego, że cały czas dopływały informacje i dokumenty. Trzeba wiele decyzji podjąć, ustawy podpisać, ale muszę powiedzieć, że cieszyłem się, że mogłem być z żoną i córką przez kilkanaście dni nad polskim Bałtykiem, który uważam za najwspanialsze miejsce wypoczynku. Pogoda była bardzo dobra, woda ciepła. Tak że można było znaleźć relaks.

Czy to prawda, że w związku z pańskim urlopem trzeba było zamknąć ze względu bezpieczeństwa część zatoki Puckiej. Jak pan reagował na takie informacje.
Prezydent RP:
Po pierwsze nie zajmuje się swoim bezpieczeństwem Od tego są wyspecjalizowane służby, przede wszystkim BOR i to one decydują, którą drogą jadę i jakie mają środki być podjęte. Natomiast wydaje mi się, że te wyjaśnienia, które składa marynarka wojenna są wiarygodne. Rzeczywiście, prace różnego rodzaju są prowadzone na Bałtyku. Nie byłem o nich informowany. To są sprawy, które dzieją się rutynowo, poza wiedzą wyższych dowódców wojskowych, a już na pewno zwierzchnika sił zbrojnych. Nie było tam żadnych tak wielkich zagrożeń, żeby dla bezpieczeństwa wyłączać jakikolwiek akwen. Sądzę, że mamy tutaj trochę do czynienia z zapotrzebowaniem na sensację wakacyjną. Dziennikarze muszą pisać, bo jest lato i tematy są letnie. Zresztą moja Kancelaria w momencie jak pojawił się problem, poprosiła o wyjaśnienie szefa marynarki wojennej i otrzymała takie wyjaśnienie. Jest plan prac, który jest zatwierdzany dużo wcześniej, one odbywają się akurat w tej okolicy i nie mamy żadnych powodów, żeby nie wierzyć tym wyjaśnieniom. To jest rutynowa działalność, zgodna z przepisami , z prawem, która jest prowadzona przez służby hydrograficzne. Sądzę, że tematem stało się to wtedy, kiedy pojawiłem się na Wybrzeżu. Sądzę, że to była przyczyna tych wszystkich dociekań prasowych.

Panie prezydencie, czy mógłby pan skomentować spadek zaufania do premiera, rządu, a i do pana.
Prezydent RP:
Chcę powiedzieć, że moje notowania w pewnym momencie osiągnęły tak wysoki poziom, że trudno było się spodziewać, że mogą rosnąć. Ja cały czas jestem pełen szacunku i podziękowań dla współrodaków, dla moich zwolenników, że takim szacunkiem darzą urząd prezydenta i wspierają moją osobę. Natomiast wydaje mi się, że mam do czynienia z psychologicznie nową sytuacją, którą bym nazwał zaniepokojeniem. Zaniepokojeniem, które wynika z różnych powodów. To są na pewno i protesty społeczne , które mają miejsce, a także sytuacja wielu środowisk, które czują się niepewnie. Wydaje mi, że jak skończy się sezon wakacyjny, to jest czas na poważną rozmowę, i przeprowadzę taką rozmowę i z panem premierem, i przedstawicielami rządu, żebyśmy nie przegapili tego momentu, w którym nastroje społeczne zaczną być trudne do wykorzystania na korzyść zmian..

Ale pańscy krytycy twierdzą właśnie w tym momencie, że wysokie notowania w badaniach opinii publicznej wynikają stąd, że nie angażuje się pan w żadne spory, w zasadzie za niewiele rzeczy w państwie pan odpowiada, i to opinii publicznej się podoba. Jak skomentowałby pan taką interpretację.
Prezydent RP:
Chcę powiedzieć jedno. Prezydent w Polsce ma określone kompetencje w Konstytucji. Wybraliśmy system, w którym prezydent właśnie powinien być czynnikiem równowagi a nie zamętu. A więc jeżeli staram się zajmować stanowisko kompromisowe, jeżeli poszukuję zgody między różnymi stronami, to nie może być zarzut. Co najwyżej pochwała wobec urzędu prezydenta jak i samego prezydenta, bo tak w konstytucji zostało zapisane. Prezydent w Polsce jest głową państwa, jest gwarantem ciągłości i gwarantem równowagi. I wydaje mi się, że tę rolę udaje mi się spełniać i stąd wysokie notowania. Natomiast w Polsce prezydent nie ma uprawnień decydujących w kwestiach gospodarki, finansów, rolnictwa, służby zdrowia, policji itd. To są działania, które przypisane są rządowi. Pozycja premiera w rządzie jest tej chwili bardzo silna, silniejsza niż kiedykolwiek, i to też jest chyba zrozumiałe, że widząc nieskuteczność ludzie bardzo zdecydowanie oceniają rząd, bo tu jest gros spraw i decyzji, które są podejmowane

Czy nie kusi pana , by czasami trochę potrząsnąć tą polską sceną polityczną w ramach możliwości konstytucyjnych?
Prezydent RP:
Jeśli chodzi potrząsanie, to my mamy doświadczenia. Wiemy, że nic dobrego z wojen na górze nie wyszło. Zazwyczaj kończyło się to gorzej aniżeli lepiej. Jestem przeciwny, żeby prezydent, szczególnie wobec opinii publicznej, na ekranach telewizyjnych czy przed mikrofonem konfrontował się z rządem, bo to jest za łatwe. Dużo trudniej jest w rozmowach gabinetowych dyskutować z przedstawicielami rządu, przedstawiać racje , wymuszać zmiany, decyzje. To nie jest spektakularne, tego nie da się ładnie sprzedać telewizyjnie, ale to jest dużo ważniejsze z punktu widzenia państwa i stabilności państwa. I ja to robię. Jeśli pan pyta o alternatywy. Rzeczywiście, tam, gdzie jest to możliwe, przedstawiam je, tam gdzie mam możliwość zebrania informacji, przedstawienia projektów, to robimy. Mnie na przykład bardzo zdumiewa zarzut przez niektórych stawiany, że prezydent nie przedstawia inicjatyw ustawodawczych. Po pierwsze przedstawiłem ich kilka, ale efekt jest taki, jaki chce mieć większość parlamentarna. Przypomnę państwu, o czymś, co wielu zapomniało, że zaraz po rozpoczęciu nowej kadencji w1997 roku, przedstawiłem w Sejmie ustawy dotyczące stanów wyjątkowych, nadzwyczajnych.To było pokłosie doświadczeń z powodzią roku 1997. I te ustawy nie przeszły więcej niż pierwsze czytanie. One są wstrzymane, a na moje pytania marszałek Sejmu odpowiada, że czeka na stanowisko rządowe.Wiem dobrze, ,że propozycje prezydenckie są przetrzymane właśnie z tego względu, że są prezydenckie, że większość parlamentarna ma takie, bardzo drapieżne poczucie praw własności. Dzisiaj ona chce decydować o kształcie usta. Zresztą to zrozumiałe. Wygrali wybory, mogą to czynić.Natomiast nie ma klimatu w tym parlamencie do obiektywnego rozpatrywania różnych propozycji. To nie dotyczy tylko moich propozycji, to dotyczy również przedłożeń, które płyną ze strony opozycji. A więc bądźmy realistami. Żyjemy w takim układzie politycznym, który został z jednej strony stworzony prze konstytucję, która jest dobrą konstytucją, a z drugiej strony prze wyborów w wyborach 1997 roku.

Czy zaiskrzy między urzędem prezydenckim a rządem w sprawie projektu tzw. ustawy kompetencyjnej. Kompetencje prezydenta w zakresie obronności państwa są ściśle określone. Projekt tej ustawy budzi zastrzeżenia pańskich ekspertów
Prezydent RP:
Rozmawiamy i tak długo jak rozmawiamy, wydaje się , że nie ma co wieszczyć, że będą tu jakieś konflikty. Konstytucja dość precyzyjnie mówi o odpowiedzialności i współodpowiedzialności prezydenta, który jest także zwierzchnikiem sił zbrojnych , dokładnie najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych, tak to jest zapisane i z tego tytułu muszą płynąć i kompetencje, i instrumenty, którymi prezydent dysponuje.Wydaje mi się, że powinniśmy znaleźć rozwiązania, które będą przede wszystkim porządkowały kwestie nadzoru, cywilnej kontroli nad wojskiem Nie wydaje mi się, żeby było dobrym podejściem właśnie przeciąganie tej ustawy w stronę prestiżowego sporu - kto będzie miał więcej władzy, a kto mniej, bo to nie jest potrzebne. Władza nad wojskiem jest dzisiaj bardzo równomiernie rozłożona zarówno na rząd jak i prezydenta. Trzeba się tego trzymać

W jaki sposób ocenia pan sposób i styl w jaki Lech Wałęsa próbuje wrócić na wielką scenę polityczną.
Prezydent RP:
Jesteśmy w demokratycznym państwie. Każdy podejmuje decyzje, jakie uważa za stosowne i tyle. Nie mam tu więcej nic do powiedzenia.

Czy zdecydował pan o swoim kandydowaniu?
Prezydent RP:
Proszę państwa - nie zdecydowałem. Myślę, że uczynię to stosunkowo późno. Wytłumaczę państwu dlaczego. W Polsce mamy taką niedobrą tendencję, żeby wszystko, co tylko ,można wikłać w kolejne kampanie polityczne. Myślę, że w Polsce jest tyle rzeczy do zrobienia, że im krótsza będzie kampania, mniej będziemy zajmować się walką polityczną tym lepiej. Tym więcej będzie czasu na to, żeby były dobre ustawy,żeby lepiej negocjować z UE, żeby dać więcej odpowiedzi ludziom, którzy są dzisiaj sfrustrowani, którzy potrzebują pełnej wizji, koncepcji co ma się dziać dalej. Dlatego chciałbym, żeby prezydent jak najpóźniej wszedł do kampanii - jeżeli wejdzie - dlatego, że ogłoszenie wcześniejsze decyzji oznacza, że właściwie w Polsce rozpoczyna się wielomiesięczna kampania polityczna, która niczego dobrego nie przyniesie. Moim obowiązkiem jest w tej chwili skupienie się na sprawach, które dzieją się, które wymagają moich decyzji, a kampanię prezydencką odbędziemy w roku 2000. Starczy na to czasu, jak sądzę i będziemy wszyscy mieli dosyć, bo kampanie mają to do siebie, że nawet dla biernych obserwatorówsą bardzo męczące.

Wierzy pan w możliwość przedterminowych wyborów parlamentarnych?
Prezydent RP:
Teraz powiem coś, co może nie przysporzy mi popularności,ale co musi być przez prezydenta powiedziane. Moim zadaniem jest pilnowanie równowagi, spokoju , stabilności. To znaczy - także pilnowanie terminów, żeby wszystko odbywało się wtedy, kiedy przewidziane jest konstytucją, a konstytucja mówi o czteroletnim okresie parlamentu, to jest czas wystarczający, żeby władza mogła uczynić to, co zamierza, a z drugiej strony, żeby wyborca mógł ocenić dokładnie co władza zrobiła. Jestem zdecydowanie za tym, żeby utrzymywać termin konstytucyjny, ponieważ moim zdaniem dojrzała demokracja wykazuje się tym, że wszystko dzieje się w przewidzianych i zapisach wcześniej w Konstytucji terminach. A ja nie widzę ciągle nadzwyczajnych powodów w Polsce, żeby dokonywać takich manewrów, co nie oznacza, że niemożliwe są rekonstrukcje rządów, że niemożliwe są zmiany na lepsze, że nie trzeba wymieniać nieudanych urzędników, ministrów. To jest zupełnie inna historia. Natomiast jeśli chodzi o termin, powinniśmy się trzymać tego co w konstytucji jest zapisane.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.