przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Jeśli nie Unia to co?



Dzisiaj na uroczystym koncercie z okazji "Dnia Polskiego" na MTP wręczy Pan Nagrody Gospodarcze Prezydenta RP. Jak narodziła się ta inicjatywa i jakie cele stawia Pan Prezydent przed tą nagrodą?
Prezydent RP:
Rozwój gospodarczy kraju, możliwość sprostania konkurencji międzynarodowej, zbudowanie trwałej i silnej pozycji dla polskich produktów i producentów są najważniejszymi zadaniami stojącymi przed Polską w ciągu najbliższych lat. Bez silnej pozycji naszej gospodarki nie będzie możliwe zapewnienie właściwego standardu życia, realizacji aspiracji i oczekiwań Polaków.
Dlatego też uważam, że jednym z ważniejszych zadań Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej jest działanie na rzecz rozwoju i promocji polskiej gospodarki. Nagroda Gospodarcza, którą przyznaję od 1998 roku jest jednym z elementów mojej polityki. Ta nagroda służy budowaniu prestiżu polskich producentów, wynalazców, rolników w kraju i poza granicami, a ponadto, co równie ważne, upowszechnia pozytywne wzorce i metody osiągania sukcesu. Ma ona też charakter osobisty - wyraża mój szacunek wszystkim tym, którzy w istotny sposób przyczyniają się do rozwoju naszej gospodarki.

Jakie kryteria decydują o wyborze laureatów Nagrody Gospodarczej Prezydenta i jakie efekty uzyskują laureaci tej nagrody?
Prezydent RP:
W każdej z kategorii kandydaci muszą spełniać wiele kryteriów, obejmujących bardzo szeroko wszystkie sfery ich działalności - od efektów ekonomicznych przedsiębiorstwa, przez jakość oferowanych produktów i pozycję na rynku, stosowanie nowoczesnych technologii, wdrażanie innowacyjnych rozwiązań technicznych, po działania na rzecz ochrony środowiska, tworzenie nowych miejsc pracy oraz działalność prospołeczną i charytatywną. Wstępnej oceny kandydatów dokonują organizacje i instytucje zgłaszające, później oceniani są przez Kapitułę Nagrody, która wybiera nominowanych. Ostateczny wybór laureatów - spośród trzech nominowanych przez Kapitułę w każdej z kategorii - przypada w udziale Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej. Wybór, którego muszę dokonać nie jest łatwy. Wszyscy nominowani to autentyczni liderzy w swoich kategoriach i każdy z nich zasługuje na wyróżnienie.

Dlaczego nagrody wręczane są właśnie w Poznaniu?
Prezydent RP:
Wybór Poznania i Międzynarodowych Targów Poznańskich na miejsce uroczystości wręczenia nagród nie jest przypadkowy. Poznań i cała Wielkopolska kojarzone są jednoznacznie z gospodarnością, z silną pozycją na mapie gospodarczej kraju, we wszystkich dziedzinach i od dziesiątków lat. Tu powstał pierwszy polski bank, pierwsze polskie towarzystwo reasekuracyjne, tu odbyła się największa w Polsce impreza wystawienniczo-promocyjna - Powszechna Wystawa Krajowa. Tu można znaleźć prężne, nowoczesne gospodarstwa rolne, przedsiębiorstwa produkcyjne i handlowe. Wielkopolska to również region, w którym chętnie lokują swoją działalność inwestorzy zagraniczni. A Poznań to gospodarcze centrum targowe i promocyjne, znane na całym świecie.

Czy Polska gospodarka zyska czy straci na naszym włączeniu do Unii Europejskiej?
Prezydent RP:
Gdyby polska gospodarka miała stracić na wejściu do Unii, to nie należałoby do tego grona wchodzić. Więcej, czy Unia Europejska istniałaby, gdyby członkostwo przynosiło straty ? Jestem przekonany, że Polska zyska i to w bardzo różnych wymiarach. Wejście do Unii Europejskiej oznacza unowocześnienie naszej gospodarki. Po drugie, da nam możliwość szerszego udziału na rynkach europejskich. Już jesteśmy tam obecni. Ponad 70 procent polskiego eksportu trafia do Unii Europejskiej, ale wolumen tego eksportu jest niewystarczający. Po trzecie, nasza gospodarka skorzysta także na zainteresowaniu inwestorów zagranicznych - na przykład koreańskich czy japońskich - którzy chcą być w Polsce już teraz dlatego, że wkrótce będziemy w Unii Europejskiej. Po czwarte, nie będziemy na peryferiach europejskich. Będziemy włączeni w cały krwiobieg gospodarki europejskiej, będziemy mogli łatwiej i bezpieczniej poradzić sobie z możliwymi kłopotami, niż gdyby nasza gospodarka pozostała osamotniona.

Jak Pan prezydent ocenia stan naszych negocjacji z Unią Europejską?
Prezydent RP:
Gdybym miał dzisiaj oceniać stan negocjacji, to powiedziałbym, że przebiegają one zgodnie z planem, choć najtrudniejsze tematy są jeszcze przed nami.
Za często jesteśmy karmieni informacjami o toczących się sporach, a przecież negocjacje polegają na sporach. Co więcej, jestem przekonany, że im bliżej będziemy Unii Europejskiej, tym sporów będzie więcej. Taka jest natura negocjacji. Najważniejsze, aby były efektywne. Mam nadzieję, że doprowadzą do zamierzonego celu, czyli, że Polska będzie w roku 2003 w Unii.

Jakie działania podejmuje prezydent, aby wyznaczony moment wejścia Polski do Unii Europejskiej został dotrzymany?
Prezydent RP:
Przede wszystkim przekonuję partnerów zagranicznych, że Polska będzie do wejścia w tym czasie gotowa. Często, gdy oni mówią "rok 2003" dodają, że to bardzo niedługo. Pojawia się niedowierzanie, czy Polacy w ciągu 30 miesięcy są w stanie się przygotować. Wtedy mówię - nie liczcie w ten sposób. Dlatego, że tak naprawdę, gdyby Polska znalazła się w 2003 roku w Unii, to będzie to 14 lat po rozpoczęciu polskich przemian. A to już jest więcej niż potrzebowali Portugalczycy czy Hiszpanie. Pamiętajmy, że te lata myśmy solidnie przepracowali. Zmieniliśmy radykalnie ustrój polityczny, gospodarczy, system prawny. To nie znaczy, że wszystko jest gotowe. Powinno być jeszcze przyjętych 189 ustaw, a więc licząc średnio - 6 ustaw na miesiąc. Praca legislacyjna, która jest przed nami, to jeszcze ogromny wysiłek. Druga dziedzina, w której mogę oddziaływać, to jest rozmowa ze społeczeństwem. Gdy spotykam się z rolnikami, spółdzielcami, adwokatami czy z młodzieżą, wszystkim mówię o Unii Europejskiej po to, by włączyć ich do działań, a przede wszystkim oddalić niepokoje, które ciągle w wielu środowiskach istnieją. Praca informacyjna jest dziedziną najbardziej zaniedbaną na naszej drodze wchodzenia do Unii Europejskiej. Na co zwracam uwagę to fakt, że wejście do Unii Europejskiej nie jest tylko decyzją polityczną i ekonomiczną jest także decyzją społeczną i w jakimś sensie też psychologiczną - jak ludzie odnajdą się w tej odmienionej rzeczywistości? Mieć paszport europejski to także konieczność zaakceptowania reguł, które tam obowiązują, otwarcia się wobec innych nacji, zrozumienia, że sprawą zasadniczą jest znajomość języków obcych. Musimy przygotować się zatem także mentalnie do wejścia do Unii Europejskiej.

Coraz częściej daje się słyszeć obawy, że Polska będzie w Unii Europejskiej członkiem drugiej kategorii. Czy takie niebezpieczeństwo rzeczywiście istnieje?
Prezydent RP:
W moim przekonaniu używamy zbyt mocnego określenia. Konstrukcja Unii polega na tym, że są tam kraje o bardzo różnych potencjałach. Na przykład Luksemburg nie uważa siebie za członka drugiej kategorii, choć, oczywiście, nie ma złudzeń, że z Niemcami nie ma co konkurować. Są w Unii kraje o olbrzymim potencjale. Począwszy od liczby ludności skończywszy na wysokim poziomie gospodarczym. Są także państwa, mniejsze, o nieco słabszym rozwoju gospodarczym. Istnieje w Unii Europejskiej coś, co nazywamy naturalnym zróżnicowaniem, które później w niektórych dziedzinach się zmniejsza, w innych zanika, w niektórych pozostaje. To wynika ze specyfiki każdego kraju. Siłą Unii Europejskiej od początku było właśnie to, że zróżnicowanie nie przeszkadzało, tylko było dodawaniem wartości. Sądzę, że tak samo będzie z Polską. Wchodząc do Unii Europejskiej będziemy bardzo ważnym partnerem z uwagi na swój potencjał, położenie geograficzne, ze względu na swój 40-milionowy rynek. Na pewno jednak Polska będzie musiała dokonać wielkiej pracy przez najbliższe kilkadziesiąt lat, żeby odrobić braki, które mamy w infrastrukturze, konkurencyjności, sile eksportu, posiadaniu mocnych, eksportowych produktów.

Poparcie dla integracji z Unią Europejską jednak spada. Czy Pan prezydent nie obawia się, że w końcu, gdy dojdzie do głosowania w referendum, to społeczeństwo może się opowiedzieć przeciwko naszemu wejściu do Unii?
Prezydent RP:
Spada między innymi dlatego, że jest za mało informacji. Unia Europejska stała się ponadto wytrychem do wytłumaczenia różnych spraw. Moim zdaniem jest to błąd. Na przykład, mówimy rolnikom, że trzeba reformować rolnictwo, dlatego że wchodzimy do Unii Europejskiej. To nieprawda. Gdybyśmy nie wchodzili do Unii, także musielibyśmy je modernizować. Tak samo jak górnictwo, hutnictwo i tak dalej. Za mało jest informacji pokazujących pozytywy.
Uważam, że w referendum większość będzie "za", ponieważ Unia jest kolosalną szansą dla młodego pokolenia, a Polska jest krajem ludzi młodych. Nie wierzę, by młody człowiek nie chciał być w tym klubie, najbardziej prestiżowym w Europie. Jestem przekonany, że wielu Polaków zagłosuje za Unią, bo tak naprawdę nie ma alternatywy. Jeżeli nie w Unii, to co? Jeżeli pokażemy dobrze przeprowadzone negocjacje, korzystny rachunek zysków i strat, rzetelną argumentację, to przekonamy także sceptyków. Mam wrażenie, że Polacy intuicyjnie mają poczucie europejskości, nie chcą pozostać na peryferiach. A ze względów geograficznych możemy stać się takimi peryferiami, jeśli Europa będzie się kończyła na Odrze, a później będzie coś, co trudno będzie zdefiniować. Tego na pewno nie chcemy.

Niezależnie od konieczności rozwijania kontaktów gospodarczych i politycznych z krajami Europy Zachodniej potrzebna jest aktywność Polski w kontaktach z naszymi sąsiadami ze Wschodu.
Prezydent RP:
Wejście Polski do Unii lub do NATO nie może oznaczać, że zamykamy sobie drogę na Wschód. To leży w naszym interesie politycznym i gospodarczym. Nie chcemy być krajem, na którego wschodniej granicy zostanie zaciągnięta jakaś kurtyna, nawet jeśli nie będzie żelazna tylko aksamitna.
Dzisiaj ta współpraca jest na średnim poziomie. Oczywiście, chcielibyśmy, aby była lepsza, ale jej jakość nie zależy tylko od nas. Polska dotkliwie odczuła skutki kryzysu rosyjskiego. To był poważny problem dla wielu małych i średnich przedsiębiorstw. Naszej wcześniejszej pozycji do tej pory nie odbudowaliśmy. Polska współpraca z Rosją ma dwoisty charakter. Rosjanie utrzymują bardzo silną pozycję w Polsce, ze względu na eksportowane do nas towary. Sprzedają nam ropę i gaz, których potrzebujemy. Co by się nie działo będziemy je sprowadzać. Ze swej strony sprzedajemy im artykuły spożywcze, meble, tekstylia, które oni mogą w wypadku kryzysu skreślić ze swojej listy zakupów.
Jeżeli chcemy zwiększać nasz udział w rynku wschodnim powinniśmy odważnie inwestować. Z Ukrainą przeszliśmy już jakąś barierę. Jest zainteresowanie inwestycjami na Wschodzie, jednak aby tam się mocno zakotwiczyć, powinniśmy inwestować nie dziesiątki, ale setki milionów dolarów.

Powinniśmy inwestować na Wschodzie a jednocześnie potrzebujemy inwestycji. Pojawiają się jednak coraz liczniejsze głosy, że kapitał zagraniczny biorący udział w prywatyzacji zagraża naszej suwerenności gospodarczej. Czy zdaniem Pana prezydenta kapitał zagraniczny jest dla nas szansą czy zagrożeniem?
Prezydent RP:
Jeśli ktoś mówi, że kapitał zagraniczny nam zagraża, to jest to pogląd, którego nie da się udowodnić, przynajmniej na podstawie dotychczasowych doświadczeń. Jednocześnie nie można mówić, że stanowi jedyną szansę dla Polski. Prawda, moim zdaniem, leży pośrodku. Zdecydowaliśmy się budować kapitalizm w bardzo szczególnych warunkach, bo bez własnego kapitału. Budowanie kapitalizmu bez kapitału jest zadaniem niewykonalnym, stąd otwarcie się na zagraniczny kapitał było dla Polski koniecznością. To otwarcie daje nam 10 miliardów dolarów inwestycji rocznie i przyczyniło się do unowocześnienia polskiej gospodarki, tworzenia nowych miejsc pracy, podniesienia poziomu produkcji i otwarcia na rynki zagraniczne.
Ale ważne jest również utrzymanie i ochrona pewnych dziedzin, w których istnieją szanse dla kapitału polskiego, także poprzez mechanizm konsolidacji i wsparcia kredytowego.
Bardzo delikatną kwestią jest sektor bankowy i ubezpieczeniowy. Tu niewątpliwie udział kapitału zagranicznego jest bardzo wysoki. Wynika on z trzech przyczyn: braku kapitału polskiego, braku know-how i konkretnej polityki w tych dziedzinach. Wiele zależy od tego jak wobec Polski zachowają się nasi partnerzy. Na moje pytanie, czy będą stawiać na polską kadrę, włączą się w kształtowanie elity polskich menedżerów, odpowiadają twierdząco. Muszę powiedzieć, że na razie nie ma sygnałów, iż dzieje się inaczej.
Pamiętajmy, że żyjemy w gospodarce globalnej i trzeba liczyć się z tym, że ci którzy są silni, będą jeszcze silniejsi. Fuzje między wielkimi przedsiębiorstwami pokazują kierunek, w którym będzie podążać gospodarka. Jeśli chcemy być obecni w niektórych dziedzinach globalnej gospodarki, to musimy dążyć do konsolidacji. W tym wypadku nasza słabość wynika nie tylko z niekonsekwentnej polityki, ale także z tego, że towarzyszą jej olbrzymie emocje.

Kością niezgody w koalicji AWS-UW były sprawy polityczne, ale także gospodarcze, między innymi reforma podatków i zmiany w kodeksie pracy.
Prezydent RP:
Jeśli chodzi o podatki to mam wrażenie, że rozmowy na ten temat rozpoczęły się zbyt późno. Zmiany w systemie podatkowym powinno się proponować w pierwszym roku działania koalicji. Wówczas wszelkie konsekwencje związane z dobrą lub złą skalą podatkową bierze na siebie rządzący układ koalicyjny. Największą słabością propozycji przedstawianych dzisiaj jest to, że sięgają horyzontu po wyborach roku 2001 więc właściwie nie wiadomo, kto byłby zmuszony do realizowania tych koncepcji.
Jeśli weźmiemy pod uwagę naszą obecną sytuację gospodarczą to pojawia się zasadniczy problem merytoryczny. Profesor Marek Belka, mój główny doradca ekonomiczny, jest bardzo sceptyczny wobec możliwości obniżania podatków. Twierdzi, że w sytuacji, kiedy mamy tak wysoki deficyt na rachunku obrotów bieżących, sięgający ponad 8 procent PKB a jednocześnie mamy obowiązek dyscyplinowania wydatków publicznych, czyli zbliżania się do zrównoważonego budżetu, to obniżanie podatków jest działaniem bardzo ryzykownym. Na ten temat musi odbyć się bardzo poważna debata ekonomiczna z udziałem ekspertów ekonomicznych różnych stron.
Jeśli zaś chodzi o zmiany w kodeksie pracy to uważam, że Polska znajduje się w takim momencie historii, że nie stać nas na skracanie czasu pracy. Powinniśmy dawać ludziom możliwość, aby pracowali więcej. Nie tylko dlatego, żeby więcej zarobili lecz także dlatego, że ten wysiłek jest nam potrzebny. Polska jest na dorobku, i tak długo jak na dorobku będziemy, musimy pracować więcej a nie mniej. Moi koledzy z lewicy powołują się na przykład Francji, gdzie zmniejsza się czas pracy. Tam jest to w jakimś sensie metoda walki z bezrobociem. W Polsce działałoby to jak czynnik zwiększający koszty produkcji. Jeśli osiągniemy taki poziom rozwoju jak Francja, kiedy stać nas będzie na taki pawilon, jaki Francuzi wznieśli na tegorocznym Expo, to będziemy mogli zacząć mówić o zmniejszeniu czasu pracy.

Czy w Poznaniu można zorganizować Expo?
Prezydent RP:
Wystarczy pojechać do Hanoweru i zobaczyć wystawę. Odpowiedź nasuwa się bardzo szybko. Oczywiście, że można będzie, lecz nie dzisiaj i nie jutro. Realizm nakazuje wiedzieć jaką długą drogę trzeba do tego przejść. To jest ogromny wysiłek, kilkanaście lat pracy i miliardy dolarów. Ale marzenia trzeba mieć. I powinniśmy starać się je realizować. Wierzę, że kiedyś będzie w Polsce, może w Poznaniu, Światowa Wystawa Expo ..... i Olimpiada .... .

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.