przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Czy rząd mniejszościowy AWS dla Polski jest lepszy, czy gorszy niż koalicja AWS-UW?
Prezydent RP:
To się okaże. Próba z rządem mniejszościowym dopiero się zaczyna. Ale nigdy i nigdzie nie jest to dobre rozwiązanie. Rząd mniejszościowy jest wtedy skuteczny, gdy może liczyć na własne zdyscyplinowane zaplecze, co jest bardzo wątpliwe w przypadku AWS, i umie prowadzić dialog z innymi ugrupowaniami. Czy ten rząd to potrafi? Jestem sceptyczny, do tej pory to była poważna jego słabość, ale wykluczyć tego nie mogę.

Prezydent przyjął postawę "patrz i czekaj". Czy służy to interesom pana prezydenta jako kandydata na drugą kadencję, czy interesom Polski?
Prezydent RP:
Tak nie było. Moja postawa wynika z jednej strony z konstytucyjnych uprawnień prezydenta i z drugiej, z gotowości partnerów do rozmowy. W trakcie tego kryzysu rozmawiałem z premierem Buzkiem, z wicepremierem Balcerowiczem. Namawiałem przede wszystkim do tego, żeby z kryzysu wyjść szybko, żeby nie przerodził się on w chorobę przewlekłą. Zachowałem się tak, jak powinien zachować się prezydent.

A co pan myśli o apelach o samo rozwiązanie się Sejmu?
Prezydent RP:
Byłoby źle, gdyby wybory parlamentarne odbyły się wspólnie z wyborami prezydenckimi. Polski układ polityczny i konstytucyjny jest tak zbudowany, by w czasie kampanii prezydenckiej i naturalnych napięć z tym związanych, parlament był czynnikiem stabilizującym. I odwrotnie - w momencie, kiedy zaczyna się kampania parlamentarna, urząd prezydenta będzie stabilizował sytuację. Nie jestem wielkim entuzjastą przedterminowych wyborów parlamentarnych. Kadencje powinny być dotrzymywane. Ale gdyby wybory można było zorganizować wiosną przyszłego roku, to widzę w tym sens. Proponowałem to już przy pracach nad Konstytucją. Wybrana większość proponowałaby budżet. Natomiast, czy tak się stanie, będzie zależało od klimatu politycznego po wyborach prezydenckich i od uchwalenia budżetu.

Pana zwycięstwo przyspieszy wybory do Sejmu i Senatu?
Prezydent RP:
Nie spekulujmy. Nie jestem prorokiem.

Pogłębiająca się choroba

Jak pan ocenia stan państwa?
Prezydent RP:
Syntetycznie powiedziałbym tak - jest nieźle, ale są zagrożenia. Nieźle, bo rozwój gospodarczy postępuje, bo jesteśmy w NATO, bo prowadzimy negocjacje z Unią Europejską, mamy dość stabilne i bezpieczne stosunki z wszystkimi i nieźle bo działają instytucje demokratyczne. Konstytucja sprawdza się w praktyce. Mamy samorządy, które przejęły na siebie znaczną część odpowiedzialności. To zapisałbym po stronie aktywów. Są też pasywa. Niewątpliwie, rząd mniejszościowy. Trwa ewidentny kryzys zaufania do rządu. Nieodpowiedni styl rządzenia, partyjniactwo to fakty. To jest choroba pogłębiająca się dziś. W gospodarce mamy problemy z inflacją i poważny deficyt na rachunku bieżącym. Mamy chroniczny, strukturalny deficyt w handlu zagranicznym. Mamy rosnące bezrobocie. Wszystko to nas trapi, a szczególnie teraz, w momencie bardzo poważnej próby - negocjacji z Unią Europejską. A to, co stanie się między nami a Unią Europejską w ciągu najbliższych kilkunastu czy kilkudziesięciu miesięcy, kto wie czy nie jest najbardziej wymagającym egzaminem.

Czy jako głowa państwa ma pan poczucie odpowiedzialności za te pasywa?
Prezydent RP:
Mam. Jestem politykiem doświadczonym, i wiem co czynię i za co odpowiadam. Mam wyrzuty sumienia z kilku powodów: że reformy nie wyszły tak, jak było to obiecywane, że mamy ludzi, którzy nie mają pracy, że mamy wsie, które nie tylko proszą o pomoc, ale chcą być chociażby wysłuchane, a nie są, że mamy do czynienia z beznadzieją w bardzo wielu regionach. Że brak jest szans dla wielu młodych ludzi. To są moje wyrzuty sumienia, ale wierzę, że również wyrzuty sumienia innych, którzy odpowiadali w tym czasie za politykę. Czyli kolejnych rządów, a w szczególności obecnego rządu.

Doceńcie człowieka praktycznego

Jak pan ocenia swoją kadencję i swoją aktywność w minionej kadencji?
Prezydent RP:
W moim przekonaniu wykorzystałem wszystkie środki, którymi dysponowałem jako prezydent działający na mocy obowiązującej Konstytucji. Rozmawiałem z rządem, prosiłem o rzetelny dialog. Pisałem, zachęcałem, namawiałem, wetowałem tam, gdzie uznawałem, że jest to słuszne. Jestem gotów bronić konieczności reform. Chciałoby się, żeby były one lepiej wprowadzone. Ale to jest już zupełnie poza gestią prezydencką.

Powiedział pan, że zawetował to, co trzeba i podpisał co trzeba,tymczasem...
Prezydent RP:
W kilku kwestiach miałem istotne wątpliwości. Podpisanie ustawy w sprawie płac w samorządach i w spółkach skarbu państwa było błędem. Ustawy te były przykładem na to, że chorobę chciwości staramy się leczyć populizmem. Ale przypomnę, że w Sejmie zaledwie trzy osoby głosowały przeciwko tej ustawie, trzy się wstrzymały. Jeszcze kilka takich ustaw podpisałem.

Dlaczego ich Pan nie zawetował? Najwyżej Sejm uchyliłby weto. Albo się coś robi zgodnie ze swoim przekonaniem, albo nie.
Prezydent RP:
Jestem przeciwny awanturnictwu. Wetuję tam, gdzie ma to sens i może przynieść skutek. Nie jestem i nie będę politykiem pustych gestów.

Wracając do pana aktywności. Rzadko korzystał pan z prawa inicjatywy ustawodawczej. Czy tu nie ma pan sobie nic do zarzucenia? - Prezydent RP: Mam tu swój kawałek miejsca w historii. Jest nim Konstytucja. To, że została przyjęta i to po raz pierwszy w dziejach Polski w ogólnonarodowym referendum, uważam za swój olbrzymi sukces. I mówiąc szczerze, prezydent, który wygrywa ustawę zasadniczą, właściwie mógłby być ostatecznie usatysfakcjonowany. Natomiast jeśli chodzi o inne ustawy, przedstawiałem oczywiście inicjatywy ustawodawcze. Nie było ich wiele, bowiem w okresie rządu, który wywodzi się z tego samego obozu byłaby to zwyczajna licytacja, czy projekt przedstawia rząd czy przedstawia prezydent. Natomiast w przypadku koabitacji sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, o czym przekonałem się już na samym początku. W efekcie powodzi i braku regulacji dotyczących stanów wyjątkowych, nadzwyczajnych, walki z żywiołami itd. przedstawiłem w październiku 1997 roku pakiet ustaw. Nie wyszły poza pierwsze czytanie. I żeby nie było żadnej wątpliwości - wyłącznie z powodów politycznych.

A nie ma czegoś pośredniego między pustymi gestami a stuprocentową skutecznością?
Prezydent RP:
Czego na przykład?

że prezydent występuje publicznie nie tylko wtedy, kiedy ma stuprocentową pewność, że jego propozycje zostaną zrealizowane. Była Pana propozycja wyborów bezpośrednich na stanowiska wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. I znikła. Nikt nie wystąpił z inicjatywą ustawodawczą.
Prezydent RP:
Doceńcie człowieka praktycznego. Zgłosiłem tę propozycję w 1997 roku. Ze strony wszystkich klubów, zwłaszcza dużych, był sprzeciw. Ale jestem prawie pewny, że gdy skończą się kampanie wyborcze do tego wrócimy. Przynajmniej w modyfikowaniu ustroju Warszawy. Jestem w 80 procentach przekonany, że prezydenta miasta stołecznego Warszawy będziemy wybierać w wyborach bezpośrednich. Sądzę, że ten pomysł będzie atrakcyjny i dla pozostałych miast, po pewnym czasie i gmin.

Dłużej klasztora niźli przeora

Ustrój warszawski to inna sprawa. Bezpośrednie wybory to była dosyć ciekawa i fundamentalna propozycja ustrojowa. Wszystkie partie się na nią nabzdyczyły, włącznie z zapleczem politycznym pana prezydenta, w związku z tym prezydent powiedział, że nie będzie występował z inicjatywą.
Prezydent RP:
W takich sytuacjach mówię: dłużej klasztora niźli przeora. Spokojnie. I już dziś zapowiadam: w Polsce będą bezpośrednie wybory.

Tak, tylko że później efekt odkładania na później jest taki, że na pytanie "Polityki" co jest naprawdę sukcesem, odpowiada Pan, że "konkurenci mają większe problemy niż ja".
Prezydent RP:
To jest skrót odpowiedzi. Mój bilans i dla mnie, i dla opinii publicznej, wypada pozytywnie. Prezydent doprowadził do przyjęcia Konstytucji, doprowadził do wejścia do NATO, utrzymał stabilność polityczną w czasie urzędowania trzech rządów. Rozwój gospodarczy utrzymany, negocjacje z Unią prowadzone, nowe szczeble samorządu wprowadzone. Bardzo dobre stosunki z sąsiadami, w czym mam osobistą zasługę i jeszcze, co możne najważniejsze, zaufanie i poparcie społeczne. Gdyby patrzeć na pięć lat prezydentury, to niewątpliwie bilans, nie chcę być nieskromny, ale jest bardzo pozytywny. Wręcz historyczny.

Ustrój kompromisowy, a nawet rozsądny

W wielu dyskusjach przewija się motyw, co może, a czego nie może prezydent. Czy patrząc z perspektywy uważa pan, że ustrój polityczny Polski został właściwie skonstruowany. Czy znajduje pan defekty, i co by pan zmienił mając obecne doświadczenie parlamentarne i polityczne? - Prezydent RP:Dobre pytanie. Polski ustrój polityczny, ale także ekonomiczny, w dużej mierze kształtował się dość spontanicznie. Zasadnicze decyzje były trzy. Zmiana ustroju politycznego w wyniku obrad okrągłego stołu, reformy 1989-90 czyli plan Balcerowicza i wprowadzenie pierwszego szczebla samorządów w roku 1990. One zmieniły bieg rzeki. Cała reszta wynikała z sytuacji, poszukiwań, prób i błędów. Na przykład koncepcja bezpośrednich wyborów prezydenckich. To była decyzja jak widać bardzo istotna dla kształtowania ustroju w Polsce, ale przecież wynikająca z ambicji Lecha Wałęsy. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby Lech Wałęsa był wybrany prezydentem przez Zgromadzenie Narodowe. Lech Wałęsa mógł też w roku 1991 czy 92 zaproponować Konstytucję bardziej prezydencką. Tego nie zrobił, w dodatku sposób, w jaki sprawował urząd przez 5 lat swojej kadencji całkowicie przekonał społeczeństwo, że nie wolno prezydentowi dawać za dużo uprawnień. Urodził się z tego ustrój kompromisowy, ale niegłupi, ba nawet rozsądny: prezydent ma ograniczone uprawnienia, ale jednak wystarczające, żeby być czynnikiem, z którym musi się liczyć większość parlamentarna.

A czy ordynacja parlamentarna nie powinna być od razu większościowa?
Prezydent RP:
Sądzę, że nie. Przy gwałtownych zmianach preferencji wyborców może się okazywać, że mamy parlament w 80 procentach związany z jedną partią. Raz byłaby to prawica, raz lewica. Eliminowałoby to mniejsze ugrupowania. Uważam, że uczyniliśmy wielki postęp w budowaniu sceny politycznej. Mamy silny blok prawicy, silny blok lewicy, Unię Wolności pośrodku i tradycyjną partię chłopską - PSL. To graniczy z cudem. Jeśli ktoś pamięta Sejm z roku 1991, to jest to po prostu sukces. Uważam więc, że przez co najmniej 12 lat jeszcze nas nie stać na system większościowy.

Ale bolączki, które nas trapią: partyjnictwo, brak kompetencji, korupcja to przecież w pewnym sensie skutek bardzo upartyjnionej ordynacji.
Prezydent RP:
Obecna ordynacja w jakimś sensie temu sprzyja, ale nie jestem pewien , czy przy większościowym systemie unikniemy tego. Wirusy, które nas gnębią, dotyczą wszystkich ugrupowań politycznych, absolutnie niezależnie od ich barwy. Dotyczą niestety dość dużej grupy polityków i dotyczą niestety istotnej grupy ludzi biznesu, którzy te metody stosują. Jesteśmy bezradni dlatego, że istnieje rodzaj przyzwolenia na takie postępowanie, a z drugiej strony - brak skutecznych instrumentów prawnych do walki z tymi zjawiskami. Gdy jestem pytany przez środowisko biznesu, jak skutecznie walczyć z korupcją, mówię wprost: przestańcie dawać. Moim zdaniem, odpowiedzią na to nie jest zmiana ordynacji wyborczej. Może raczej spersonalizowanie decyzji, określenie osób, które odpowiadają za poszczególne sprawy. Taka osoba jest zainteresowana, by nie zostać oskarżoną o niecne czyny; musi też wykazywać większą kontrolę nad zespołem, który jej podlega. Może mniej byłoby sytuacji, że nagle prezydent miasta dowiaduje się, że nie wie z jakich pieniędzy wyremontowano mu biuro.

Słabości prezydenta

Żeby zakończyć sprawę minionej kadencji. Co było słabym punktem prezydentury?
Prezydent RP:
Na ten temat będziecie zapewne jeszcze dużo słyszeli; nie mam powodu ułatwiać zadania komukolwiek. Uważam, że prezydentura była mocnym punktem mijających pięciu lat i opinia publiczna to potwierdza.

Nie było słabych punktów?
Prezydent RP:
Zapewne były. Chciałbym np. większego, lepszego dialogu z rządem. Jako standard powinniśmy uczynić to, że niezależnie od układu prezydent - rząd istnieje stała, sensowna i merytoryczna komunikacja.

Czy jest coś, czego się pan wstydzi. Czego by pan nie zrobił, gdyby można było cofnąć czas?
Prezydent RP:
Wpadek było kilka. Zawsze są one nieprzyjemne. Człowiek z niechęcią je wspomina, jak choćby ta nieszczęsna reklama "Forte".

Goleń?
Prezydent RP:
Miałem ogromny problem, żeby w ogóle chodzić i słusznie mi żona wyrzuca, że nie trzeba było tam w ogóle jechać. Nie chcę więcej mówić, bo okaże się, że jestem zbyt krytyczny wobec mediów.

A propos mediów. Czy dzisiaj pan by również wystąpił z pozwem przeciwko "Życiu"?
Prezydent RP:
Tak. Nie zareagowałbym nigdy w ten sposób wobec żadnego tekstu, nawet napisanego agresywnie i nie fair, gdyby nie był on częścią planu politycznego, do czego "Życie" się przyznało. W wywiadzie parę miesięcy później. Łukasz Perzyna pytał Jacka Rybickiego z AWS-u: a czemu nie wykorzystaliście naszego tekstu o Kwaśniewskim i nie wystąpili z procedurą "impeachmentu".

Jeżeli byłby taki plan, to by wykorzystali.
Prezydent RP:
Właśnie skierowanie sprawy do sądu spowodował, że już tej pewności nie było - nie sądzę, że po stronie " Życia", ale przynajmniej po stronie AWS-u.. To był element działania politycznego. Dziennikarze mają prawo zbierać informacje, mają prawo się mylić, dziennikarze mogą być wprowadzeni w błąd. Ale dziennikarze, którzy uczestniczą w świadomych działaniach politycznych - to już nie jest dziennikarstwo.

Czy polityk to obywatel

Czy prezydent to również obywatel? Czy powinien się stawić w sądzie, gdy jest wezwany?
Prezydent RP:
To jest bardzo trudna sprawa. Istnieje niebezpieczeństwo stworzenia precedensu, czego się obawiam. Jeżeli prezydenta potraktować - co jest zresztą słuszne i uzasadnione - jako obywatela, nawet pierwszego, ale obywatela to oczywiście odpowiedź jest prosta. Tak, powinien. Ale co zrobić, by prezydent nie stał się świadkiem w dziesiątkach spraw, które są kuriozalne, a które każdy obywatel ma prawo wnieść do sądu? Bezrobotny o to, że nie ma pracy; pokrzywdzony przez sąsiada, bo nie miał odpowiedniej ochrony prawnej itd. Jeżeli prezydent pojawi się w jednej sprawie to pojawia się ryzyko, że będzie traktowany jako świadek także w innych.

Wystarczy trochę zaufania do sądów, że nie będą wzywały prezydenta bez istotnej konieczności... Poza tym - poseł, prezydent, minister to są obywatele. Takiego poczucia nie ma, o czym świadczy przypadek "ministra Niki Laudy", który nie został potraktowany jak obywatel.
Prezydent RP:
Nie wiem, jak powinien zostać potraktowany. To decyzja policji.

Jeśli ktoś się nie zatrzymuje na policyjne wezwanie, a jest normalnym obywatelem i jedzie 170 na godzinę, to nawet na mandacie się nie skończy.
Prezydent RP:
Nie jestem zwolennikiem immunitetu prezydenckiego, obejmującego wszystko i wszystkich moich współpracowników.

Ale stawienia się w sądzie de facto pan odmówił. - De facto - nie. Prezydent RP:Byłem na szczycie prezydenckim na Węgrzech. Przesłałem do sądu usprawiedliwienie nieobecności, czyli potraktowałem siebie jako człowieka wezwanego na rozprawę. Natomiast problem pozostaje, mogę otrzymać wezwanie za jakiś czas. Trzeba znaleźć rozwiązanie, które pozwoli, żebym spełnił obywatelski obowiązek w sposób nie naruszający powagi urzędu, który sprawuję.

Ale coś jest w tym, że brak zaufania do instytucji państwowych, takich jak parlament, partie polityczne, rząd, może mieć swoje źródło w zachowaniu posłów czy ministrów i ich ulgowemu traktowaniu.
Prezydent RP:
Coś w tym jest. Autorytet trzeba budować również swoją postawą w stosunku do zasad i przepisów. Uważam zachowanie ministra Siwca za zdecydowanie naganne, nieodpowiedzialne. Po polskich drogach jeździć szybko - to już jest nierozsądne. Po drugie, jeżeli jeździ się samochodem służbowym to tym bardziej nie należy, bo to jest własność wspólna. Po trzecie, jeżeli ma się kłopoty z oglądaniem do tyłu, to lepiej też jeździć wolniej a nie szybciej. Po czwarte, moi ministrowie tego nie powinni robić. Inni również!

Dziennikarze i inni Zgadzam się z tym, że parlamentarzyści, ministrowie, prezydent, powinni wykazywać się wrażliwością, rzetelnością ponad miarę. Ale jeżeli wspominacie państwo o sądach to chcę prosić środowisko dziennikarskie, by w sprawach, które się toczą: dziennikarze kontra inni, też chronić niezawisłość sądów i mieć szacunek dla werdyktów. Nie może być tak, że werdykty dobre to są tylko te, które służą dziennikarzom i gazetom. A inne są podejrzane, złe, niezrozumiałe. W obecnej sytuacji mamy niewątpliwie dużo większe możliwości zdezawuowania osoby publicznej niż jej skutecznej obrony. Uważam, że w Polsce istnieje nierównowaga między możliwością oskarżenia dowolnego człowieka a możliwościami obrony jego dobrego imienia, godności. W dodatku, po moich doświadczeniach, gdyby ktoś mnie zapytał - nawet bardzo poważnie niesłusznie oskarżony, obrażony czy spostponowany przez media - czy należy się sądzić, byłbym bardzo ostrożny, żeby mu to radzić.

Bo procesy trwają kilka lat?
Prezydent RP:
I kosztują bardzo dużo. Istnieje nierównowaga. I moim zdaniem, w systemie demokratycznym musimy to zmienić. Dziś w Polsce Kowalski nie ma żadnej szansy, żeby obronić skutecznie swoje dobre imię. A jednocześnie po stronie mediów widzę presję, żeby tego nie zmieniać.

Jesteśmy akurat dziennikiem, który krytycznie ocenia sprawność sądów. Czy pan uważa, że politycy powinni mieć szansę szybszej obrony niż inni?
Prezydent RP:
politycy to również obywatele, których cechuje szczególne ryzyko zawodowe. Jednak myślę przede wszystkim o zwykłym człowieku, jednym z wielu. Jego szansa obrony jest żadna.

Taka jak tego, który został okradziony.
Prezydent RP:
Niestety. Natomiast politycy bardziej powinni korzystać z formy różnych Komisji Etycznych, których też jest za mało. Cieszę się, że partie zaczynają dojrzewać do tego i na przykład Komisje Etyki zaczynają działać. To co się stało ostatnio w SLD jest zachęcające. W bólu, w trudzie, po wielu godzinach jednak w wyniku działania Komisji Etycznej podjęto decyzje, które coś mają zmienić i poprawić w kujawsko-pomorskim. Oby ! Nie objawi się Kwaśniewski-bis

Przejdźmy do kampanii. Prosimy o dwuzdaniowe charakterystyki głównych konkurentów. Pan Krzaklewski...
Prezydent RP:
Absolutnie nie będę nikogo charakteryzował.

Dlaczego?
Prezydent RP:
Dlatego, że przyjmuję taką zasadę. Polityczną i sportową. Rozpoczynamy wyścig, każdego konkurenta traktuję poważnie.

Przecież to nieprawda.
Prezydent RP:
Ale tak jest. Kandydaci pojawią się w momencie zarejestrowania komitetów. Zobaczymy, ilu ich będzie. Uważam, że w tym roku zebranie stu tysięcy podpisów będzie trudniejsze niż pięć lat temu. Społeczeństwo jest dużo bardziej świadome i bardziej skąpe w udzielaniu poparcia in blanco.

A kto jest najgroźniejszym konkurentem?
Prezydent RP:
Jeżeli w Polsce jest jakakolwiek logika polityczna, a myślę, że jest to Marian Krzaklewski.

Jaka będzie główna oś sporu między Krzaklewskim a panem? - Prezydent RP: Sądzę, że z jego strony będzie to kwestia historii, może problemy ideologiczne. Natomiast ja nie przewiduję, że będę z nim się spierał w jakiś szczególny sposób. Kampania kandydata, który ma za sobą pięć lat prezydentury - to dotarcie do społeczeństwa z pytaniem: czy akceptujecie to, co do tej pory zrobiłem. Bo przecież nikt nie może oczekiwać, że druga cześć prezydentury będzie radykalnie inna. Nagle objawi się Kwaśniewski bis. Nie. To będzie ten sam człowiek, który zna swoje możliwości, zna siłę tego urzędu, ma ogromne doświadczenie, nie tylko płynące z prezydentury ale i wcześniejszego okresu, ma rozliczne kontakty, jest gotów współdziałać z głównymi siłami politycznymi i wie co Polsce jest potrzebne w ciągu pięciu lat, które będą wyjątkowo ważne i wymagające.

To będzie Pana ostatnia kadencja. Czy świadomość, że będą wybory na tę drugą kadencję modyfikowała pana zachowania w trakcie pierwszej.
Prezydent RP:
Absolutnie tak. To jest naturalne. Z drugiej strony, gdybym wygrał, to rozpocznie się nowe, bardzo interesujące i inspirujące doświadczenie. Nikt jeszcze nie pełnił politycznej funkcji w Polsce z pełną świadomością, że jest to ostatnia kadencja.

Stabilizować Konstytucję

Będzie pan miał prawdopodobnie większe możliwości mając za zaplecze SLD w Sejmie. Czy będzie wówczas możliwa nowelizacja Konstytucji Wydaje się to w niektórych sprawach niezbędne.
Prezydent RP:
Uważam, że nowelizacja Konstytucji byłaby możliwa tylko i wyłącznie - i to nie poprzez inicjatywę parlamentarną a bardziej prezydencką - pod koniec II kadencji. Wtedy prezydent poprawia Konstytucję nie dla siebie, ale dla następcy.

Nawet jeśli wprowadzą trzecią kadencję? Albo kontynuację rodzinną -Prezydent RP:Traktuję te sugestie jako miłe uznanie do mojej żony, ale zdecydowanie jestem zwolennikiem prezydentury demokratycznej a nie dynastycznej. Po zakończeniu drugiej kadencji, jeżeli będę ją sprawował, wychodzę z tego pałacu i nic mnie nie zatrzyma. Wracając do nowelizacji. Na szczęście jest ona proceduralnie trudna. Musiałaby eliminować błędy, które zauważymy. Każda nowelizacja ma istotną wadę: osłabia znaczenie Konstytucji. Gdyby założyć, że 2007 rok byłby momentem nowelizacji, to nie wiem, czy 10 lat jest wystarczającym okresem, żeby udowodnić społeczeństwu, iż Konstytucja jest czymś ważnym. Zadanie, które jest przede mną, to stabilizować Konstytucję i wprowadzić ją w obieg nie tylko społeczny, ale do świadomości obywateli, żeby była na przykład - dobrym prezentem z okazji domowych świąt. Nie podejrzewajcie mnie o naiwność, ale wydaje mi się, że to musi przyjść, że to musi stać się ważnym fragmentem naszego sposobu myślenia.

Kampania w cieniu nastrojów

Wróćmy do kampanii. Jakie jest pana hasło wyborcze.
Prezydent RP:
Będzie ogłoszone. Dziś jest za wcześnie. Jeszcze go nie ma.

A co pan prezydent sądzi o haśle: Przywrócić nadzieję. To jest hasło SLD.
Prezydent RP:
Z punktu widzenia lewicowego ugrupowania, które kieruje swój program do osób sfrustrowanych, nieusatysfakcjonowanych, rozczarowanych, ma ono sens.

Czy naprawdę jest tak beznadziejnie
Prezydent RP:
Beznadziejnie nie jest. Ale pamiętajmy inna jest wasza sytuacja, inna przedsiębiorcy, który odnosi sukcesy, inna człowieka bezrobotnego, czy mieszkającego w moim Białogardzie choćby. W Polsce jest naprawdę ogromna grupa ludzi, która jest głęboko sfrustrowana; dużo więcej niż powinno być. Myślę, że SLD kieruje się w tę stronę. Jeżeli oczywiście będzie wiedziało jak temu zaradzić w programie ekonomicznym i społecznym. Bo jeśli nie, ten elektorat będzie zagospodarowany przez innych. Nazwiska znamy.

Z badań wynika, że nastroje społeczne są dosyć marne. Obywatele są nieszczęśliwi. Czy pan jako głowa państwa ma poczucie odpowiedzialności za stan nastrojów społecznych?
Prezydent RP:
Nie. Za nastroje nie odpowiadam, a przy tym widziałem także szczęśliwych Polaków. Nie ma czegoś takiego, jak nastroje w ogóle. Są oczywiście powody do frustracji wielu grup, powody do niezadowolenia. Mogę powiedzieć tak: to co należy do Urzędu Prezydenta wykonuję jak najlepiej, stąd siedemdziesiąt kilka procent Polaków uważa, że Urząd jest właściwie wypełniany, prezydent jest dobry, traktują mnie życzliwie, mogę liczyć na ich sympatię i współpracę. Natomiast oczywiście trzeba wiedzieć, że nastroje w wielu środowiskach są złe. Ale cóż ja mogę zrobić na przykład z nastrojem zwolenników koalicji, którzy widzą jej rozkład? Jaki mam wpływ na nastrój tych ludzi z Unii Wolności, którzy uważają, że wyjście było złym pomysłem. Albo co zrobić z nastrojem tych ludzi z AWS, którzy uważają, że ten rozwód był niesłuszny i zawiniony przez ich ugrupowanie. Nastroje są stanem emocjonalnym , który powinien dawać nam sygnały, ale nie powinien to być główny czy jedyny motyw działań politycznych.

Czy jeśli ludzie słyszą od lidera SLD, że inni wyjadają ze śmietników...
Prezydent RP:
To jest język, którego proszę mi nie przypisywać. To jest język twardej opozycji. Według mnie coraz mniej skuteczny. Moim zdaniem oczekiwania społeczne w stosunku do SLD są dzisiaj dużo bardziej merytoryczne. Ludzie czekają na rzetelną alternatywę programową, a nie tylko na zdecydowaną opozycyjność. Uważam, że im szybciej sam przewodniczący SLD przejdzie do przedstawiania alternatywy politycznej, tym lepiej. Dla życia publicznego w Polsce, dla niego samego i również dla SLD.

Nie wszystkie orły są pod naszym dachem

Czyli sytuacja nie jest tak zła, jak pokazują badania nastrojów? Prezydent RP:Dzisiaj żaden polski populista nie jest w stanie wyprowadzić tysiące ludzi na ulice. To świadczy o nastrojach. Na moje spotkania, a przecież nie jestem populistą, przychodzi wielu ludzi w miejscowościach, które nie są oazą szczęśliwości. To jest największy sukces polskich reform, że od początku udaje się z trudem, ale utrzymywać tę niewielką, a jednak nadwyżkę optymizmu nad pesymizmem i nadwyżkę beneficjantów reform nad tymi, którzy tracą. Reprezentanci skrajnego pesymizmu i populistycznych reform, jak dotąd są na samym końcu rankingów.

Powiedział Pan w wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego", że historyczne upośledzenie w rodowodzie, skaza na rodowodzie SLD wymusza skromność i pokorę. Czy rzeczywiście w SLD obserwuje pan skromność i pokorę? Czy przewodniczący Miller jest symbolem tej skromności?
Prezydent RP:
Uważam, że poza stroną werbalną, zdecydowanie tak.

My stykamy się wyłącznie ze stroną werbalną.
Prezydent RP:
Mówicie o przemówieniach. Mnie chodzi o to, co się stało w Bydgoszczy, czy w Grudziądzu. O dużo większym wyczuleniu na zjawiska arogancji. To, co naprawdę może być istotną zmianą i powinno nią być, to jest styl rządzenia. Żeby nie było tylko partyjnej dominacji, tej ogromnej pazerności, której wszyscy mają dosyć. °żeby się bardziej otworzyć i przyjąć zasadę, nie wszystkie orły są pod naszym dachem, o czym zresztą sam przewodniczący mówi.

Czy pana zdaniem istnieje w Polsce niebezpieczeństwo rządu oligarchii?
Prezydent RP:
W stylu rosyjskim na pewno nie. Jeżeli budujemy gospodarką rynkową, w której pojawiają się ludzie z pieniędzmi, którzy odnoszą sukcesy ekonomiczne, to ryzyko, że oni coraz głębiej będą wchodzić w struktury polityczne, czy w struktury medialne rzeczywiście istnieje. Niestety, nie znam państwa wolnorynkowego i demokratycznego, któremu udało się z tym skutecznie uporać. Zdecydowanie nie wierzę, żeby w Polsce w wyobrażalnym czasie doszło do tego, że 3-4 osoby kontrolują państwo. Jesteśmy w szczęśliwym położeniu, mamy na tyle silne struktury demokratyczne i medialne, że jednak te powiązania będą przejrzyste. Wiemy, że są ludzie, którzy budują fortuny i tak długo, jak je budują zgodnie z przepisami, to trudno temu przeciwdziałać.

Tu chodzi raczej o układy.
Prezydent RP:
Układy - tak. Ryzyko istnieje.

Pilnować przyszłości

Pięć najważniejszych punktów pana programu wyborczego. Prezydent RP:Pierwszy - Unia Europejska. Drugi - utrzymanie rozwoju gospodarczego i przełożenie tego rozwoju w większym stopniu na zmniejszanie stref biedy, bezrobocia. Trzeci - edukacja. Wszyscy kandydaci o tym mówią. Ogromnie się z tego cieszę. 1,5 mln ludzi kształci się w szkołach wyższych - to bardzo dobra wiadomość. Lepiej, że kształci się, nawet w nienajlepszych uczelniach, niż stoi po zasiłki. Młodym ludziom musimy dać dobre wykształcenie, dobre wychowanie, kontakt z nowoczesnymi technikami, naukę języków obcych. Czwarte - bezpieczeństwo zewnętrzne czyli wzmocnienie na naszej pozycji w NATO. Polska musi przestać porównywać się w NATO do Czech i Węgier. To o wiele za mało. Musimy mieć pozycję hiszpańską, a to oznacza, że musimy być dobrze zorganizowani, zmodernizowani. Piąty - bezpieczeństwo wewnętrzne czyli cały system prawny, wymiar sprawiedliwości, ściganie przestępczości. Szósty - nasz region, czyli Europa Środkowa. Pięć lat najbliższych może zadecydować, że my w Europie Środkowej będziemy odgrywać istotną rolę swoistego europejskiego łącznika, spoiwa i wobec krajów bałtyckich, i wobec Rumunii, Bułgarii, a przede wszystkim wobec Ukrainy.

Czy Unia Europejska to nie jest porażka prezydenta Polski. Przecież oni nas nie chcą.
Prezydent RP:
To nieprawda. Rzecz najważniejsza już się stała. Rozszerzenie UE jest politycznie zadecydowane. Dzisiaj mówimy tylko o realizacji rozszerzenia. Natrafiamy na obiektywne, prawdziwe trudności i na jedną subiektywną i bardzo niebezpieczną. Obiektywne są takie: kandydaci muszą wykonać swoją pracą domową. Mamy 180 ustaw do przyjęcia w ciągu 30 miesięcy. Stąd moja propozycja paktu na rzecz Unii Europejskiej. Komisja z wybitnymi politykami, ekspertami, wspólna w Sejmie i Senacie, udział przedstawicieli opozycji w negocjacjach.

Minister Kułakowski tłumaczył, że to nie jest takie proste, negocjują profesjonalni urzędnicy. Nie można dopraszać polityków.
Prezydent RP:
Kto powiedział, że polityków. Co szkodzi, żeby na statusie obserwatorów byli ci specjaliści drugiej strony, którzy później z nadania nowego rządu będą w negocjacjach uczestniczyli? To przecież zwiększy także zaufanie partnerów z UE do nas, da pewność, że w tych kwestiach panuje ponad partyjne porozumienie. Druga obiektywna trudność jest po stronie unijnej - ich kłopoty z wewnętrznymi reformami. Przyczyna subiektywna to nastroje w Unii Europejskiej. Austria jest pierwszym tego przykładem. Euforia okresu przełomu 1989-1990 minęła. Mówiąc szczerze, my również powinniśmy wykazać więcej troski, żeby wrażenia cudzoziemców, Europejczyków, przyjeżdżających do Polski były lepsze. Stereotyp polski jest ciągle niedobry i silnie zakorzeniony.

Historyczny kompromis bliżej

Bardzo serdecznie pan żegnał ministrów z Unii Wolności. Dziwił się pan, że tak długo wytrzymali.
Prezydent RP:
"Zrobiłbym to samo, tylko szybciej" - to był skrót myślowy. To "szybciej" oznaczało, że nie rok temu, tylko w momencie, kiedy kryzys się zaczął. Żegnałem ich serdecznie, ponieważ uważam, że wszystkie te osoby mają swoje miejsce w historii, podobnie jak minister Geremek, którego pożegnam za jakiś czas. To nie są bohaterowie polskiej polityki od wczoraj. To są ludzie, którzy od 1989 roku odegrali istotną i bardzo owocną rolę.

Czy pana zdaniem rozejście się koalicji AWS-UW przybliża historyczny kompromis
Prezydent RP:
W jakimś sensie tak. Ale wybory wszystko zweryfikują. Unia będzie innym partnerem, kiedy uzyska 12 proc., a innym kiedy uzyska 8 proc. Nie wieszczę koalicji SLD-UW, o tym za wcześnie mówić. Ale na pewno byłoby grubym błędem ze strony SLD i Unii Wolności, gdyby dzisiaj taką możliwość odrzucać. Sam uważam, że stwierdzenie: Unia - tak, Balcerowicz - nie, jest błędem. Tak samo jak byłoby nim stwierdzenie: SLD - tak, Miller - nie. Nie można tak mówić.

A jaką pan widzi przyszłość dla AWS?
Prezydent RP:
Dla mnie dziś AWS jest politycznie bytem nieistniejącym. Istnieje jako marka, szyld, grupa posłów. Nie potrafię znaleźć jakiegoś wspólnego punktu poza historycznymi i ideologicznymi hasłami. Być może, że te wszystkie kłopoty, które AWS przeszła i konieczność przygotowania się do wyborów parlamentarnych spowodują podjęcie pracy wewnętrznej tzn. ujednolicenie stanowisk, rezygnacje z osób nielojalnych, z różnego rodzaju ekstremizmu, nieodpowiedzialności . Uważam, że Polska potrzebuje światłego ugrupowania prawicowego, proeuropejskiego, odpowiedzialnego i sprawnego w rządzeniu. Jak widać więc, życzę im bardzo dobrze.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.