przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie, porozmawiajmy o bieżącej sytuacji w kraju, o sytuacji w koalicji. Pozwolę sobie zacytować jednego z komentatorów z gazet "rząd, który nie rządzi, sytuacja w koalicji niejasna, ministrowie ogłosili, że odchodzą ale napisali pisma, których premier nie przekazał dalej, Pan ich nie może odwołać, bo nie ma Pan wniosku premiera.
Prezydent RP:
Tak ten obraz niestety, podkreślam niestety, w tej chwili wygląda. Kiedy kryzys rozpoczął się prosiłem pana premiera, żeby podjąć wszelkie działania w jedną czy drugą stronę, aby nie trwało to zbyt długo. Każdy dzień przedłużania się dyskusji i sporów nie tylko powoduje zamieszanie w opinii publicznej i wśród samych polityków, bo wczoraj słyszałem prominentnych polityków koalicji, którzy mówili, że już niczego nie rozumieją, ale jak przekonałem się wczoraj w Hanowerze na EXPO w rozmowach z politykami zagranicznymi, także unijnymi, nie służy to nam jako państwu. Polska przez długi czas była cytowana w gazetach na świecie jako kraj, w którym dzieją się rzeczy dobre i zachęcające. Natomiast od paru dni we wszystkich gazetach, bo taki przegląd prasy codziennie dostaję, od Ameryki Północnej po Azję z całą Europą, jesteśmy na pierwszych stronach właśnie z kryzysem rządowym. Oczywiście Europy się tym tak bardzo nie podnieca. Ma swoje kłopoty, ale niewątpliwie odbija się to na wizerunku Polski, na prestiżu i zaufaniu do Polski. Czy to, co planujemy, jak chociażby wejście do Unii Europejskiej w roku 2003 jest w takiej sytuacji realne?

Czy zatem wierzy Pan w szczerość intencji obu stron, które rozmawiają na temat wyjścia z kryzysu? Myślę tu zarówno o AWS jak i UW?
Prezydent RP:
Szczerość intencji trudno mi ocenić. Nie uczestniczę w tych rozmowach. Wiem tyle, ile Państwo wiecie. Natomiast, co wydaje mi się nie zostało jeszcze powiedziane, a co jest prawdziwym powodem trudności, to jest to, że koalicja ma przed sobą bardzo trudne zadania, chociażby z przedłużeniami podatkowymi i z budżetem na rok 2001 i ta koalicja od dłuższego czasu jest w istocie mniejszościową. Gdyby dzisiaj zapytać przewodniczącego klubu AWS ilu jest ludzi, którzy gotowi są za tymi projektami zagłosować, to sądzę, że on sam miałby kłopoty z określeniem tej liczby. Tak długo, kiedy dotyczy to historii czy walki z SLD, to oczywiście można liczyć na pełną jednomyślność ale już tam, gdzie chodzi o podatki, budżet, sprawy prywatyzacyjne to przekonywaliśmy się w ostatnich wielu miesiącach, że klub nie ma 186 członków a dużo mniej. Dzisiaj zasadnicze pytanie, które jak rozumiem stawia Unia Wolności, brzmi: na co można liczyć w sprawach merytorycznych, w decyzjach, które są do podjęcia. Boję się, że dobrej odpowiedzi nie ma, że to wszystko będzie intuicja i wiara. Być może uda się coś skleić, ale okaże się to dopiero przy pierwszym ważnym głosowaniu na sali sejmowej.

Spróbujmy zarysować kilka scenariuszy. Na dzień dzisiejszy tak: Unia Wolności domaga się najpierw premiera, potem programu. RS AWS najpierw programu, potem premiera.
Prezydent RP:
Muszę od razu wnieść istotne zastrzeżenie. Przyznam, że nie rozumiem używania słowa program w koalicji, która ma za sobą blisko trzy lata rządów. W sytuacji, gdyby trzymać się kalendarza konstytucyjnego kolejne wybory powinny być jesienią roku 2001, a więc na rok i trzy miesiące przed nowymi wyborami. Ten program przecież jest i nie ma potrzeby wykonywania jakichś zasadniczych zwrotów. Nie zmieniamy ani polityki gospodarczej, ani zagranicznej, ani wewnętrznej. Można mówić o konkretnych decyzjach, które wymagają uzgodnienia. Zżymam się, kiedy słyszę na rok i trzy miesiące przed kolejnymi wyborami, że koalicja uzgadnia program. To jest dla mnie nie zrozumiałe. Natomiast osoba premiera, w moim przekonaniu, jest kwestią zasadniczą, bo jest to jedno z najważniejszych stanowisk w państwie. Być może jest jeszcze ważniejsze pytanie: czy ten człowiek będzie w stanie zapewnić tyle głosów w AWS, żeby była to koalicja większościowa.

Pana zdaniem jest taki człowiek w AWS?
Prezydent RP:
Zobaczymy. Niewątpliwie najwięcej danych, żeby taką rolę odgrywać, ma zawsze lider, szef ugrupowania. W tym sensie niewątpliwie Marian Krzaklewski jest osobą, która chyba jeszcze ten pakiet kontrolny AWS ma. Ale, czy ma na pewno, nie potrafię powiedzieć.

Mówimy o przyszłości i próbujemy rysować różne scenariusze. Jeżeli rząd powstanie i będzie to rząd mniejszościowy, jesienią musi opracować wszystko, co się nazywa budżetem. Przegłosować w Sejmie wtedy, kiedy rząd jest mniejszościowy budżet, jest to sztuka.
Prezydent RP:
Jeżeli trzymamy się już tego, co jest możliwe i zgodne z konstytucją, to oczywiście jest tak. Po pierwsze koalicjanci mogą się porozumieć i uzgadniając nazwisko premiera przeprowadzić procedurę tak zwanego konstruktywnego wotum nieufności. To jest jedyna formuła jaką przewiduje nowa konstytucja. Oznacza ona, że odbywa się głosowanie już na nowego premiera i nowy rząd i trzeba uzyskać co najmniej 231 głosów. Co jest istotną barierą. Mogę wyobrazić sobie przy obecnym rozgardiaszu w koalicji, że taki wniosek zostanie złożony a głosów okaże się 225 i wtedy rzecz jest nieskuteczna. Ale taka procedura zgodna z konstytucją istnieje. Ona oczywiście wymaga inicjatywy ze strony koalicji. Po drugie jest możliwość, gdyby się nie porozumiano, istnienia rządu mniejszościowego. To oznacza po pierwsze: premierem jest nadal premier Jerzy Buzek, i to oznacza, że dokonuje on zmian w sposób następujący: przekazuje wnioski o zwolnienie ze składu Rady Ministrów i powołania na stanowiska ministrów, i wtedy ta dymisja staje się faktem, gdy podpisuje prezydent. Nowi ministrowie przysięgają przed prezydentem, stają się pełnymi ministrami. Mamy rząd, który jest w całości jeśli chodzi o skład personalny, natomiast oczywiście dysponuje poparciem mniejszym niż połowa. Sytuacja rządów mniejszościowych nie jest jakąś nadzwyczajną. To się w świecie zdarza. Tylko, że warunek dobrego rządu czy w ogóle w miarę skutecznego rządu mniejszościowego jest takie, że własne zaplecze polityczne jest zdyscyplinowany. Jako minimum, że na tych "swoich" mogę liczyć w każdej sytuacji. Przecież trzeba za każdym razem, do każdej ustawy, nawet tej najmniej istotnej szukać partnerów. Tych partnerów, którzy w istocie są w opozycji. Musi premier, muszą ministrowie mieć możliwość i czas na takie właśnie operowanie i Unią Wolności wtedy, i SLD i PSL, żeby zawsze tę większość uzyskać. Wydaje się na przykład, że dla ustaw o zasadniczym zupełnie znaczeniu, i wierzę tu w odpowiedzialność polskich elit politycznych, jest to możliwe. Szczególnie tych, które dopasowują polskie prawo do unijnego. Budżet wydaje się tutaj barierą bardzo trudną do przejścia. Znalezienie budżetu, który zadowoliłby wszystkich. Nie sądzę, żeby było to możliwe. Gdyby budżetu nie było, w tej chwili spekulujemy dalej, do końca stycznia przyszłego roku, to jest jeden z tych przypadków, kiedy prezydent może rozwiązać Parlament i dochodzi do wcześniejszych wyborów.

Wszystkie scenariusze , o których Pan mówił zakładają, że po prostu przygląda się Pan całej sprawie, podpisuje dokumenty przedstawiane przez premiera.
Prezydent RP:
Tak jest zgodnie z konstytucją. Proszę pamiętać, że ta koalicja jest koalicją, która bardzo formalnie traktowała swoje kontakty ze mną. Dzisiaj poza możliwościami rozmów z premierem, który jest moim naturalnym partnerem, nie wchodzę w debatę wewnątrzkoalicyjną. Sądzę, że jest to nieskuteczne i co więcej spowodowałoby niepotrzebne zamieszanie. Politycznie inicjatywa jest po stronie partnerów koalicyjnych, bo razem, teoretycznie mają większość w Parlamencie. Konstytucyjnie, formalnie inicjatywa jest między premierem a prezydentem. Jest oczywiście wariant taki: premier, zmęczony tym wszystkim, co się dzieje składa dymisję na moje ręce bez żadnych dalszych wniosków. Wtedy oczywiście jest jeszcze inny scenariusz, bo obowiązkiem prezydenta jest wyznaczyć kolejnego premiera, który będzie starał się uzyskać zaufanie w Parlamencie.

SLD uważa, że czas na przyspieszone wybory. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zapadły już ustalenia, że te wybory odbędą się na wiosnę. Czy Pańskim zdaniem jest to dobry termin?
Prezydent RP:
Generalnie jestem zwolennikiem trzymania się konstytucyjnych terminów. To jest czynnik stabilności państwa. Cztery lata to są cztery lata. Choć oczywiście, jeżeli budżet nie byłby uchwalony, to wyjścia nie ma. Muszą się odbyć przyspieszone wybory. Jeśli chodzi o zasadę wyborów parlamentarnych w pierwszym półroczu jestem zdecydowanie za. Przypominam, że w czasie prac nad konstytucją proponowałem takie rozwiązanie, żeby zapisać, iż w pierwszym półroczu odbywają się zawsze wybory parlamentarne, właśnie po to, by nowo ukształtowana większość mogła określić budżet i brała za całą odpowiedzialność. Żeby nie było tego, co od wielu lat w Polsce obserwujemy, że w pierwszym roku działania nowa większość jest jakby ograniczona czy bardzo związana budżetem przygotowanym przez poprzedników. Byłoby to być może, nawet nie chcąc skracać kadencji rozwiązaniem niezłym, ale jak mówię, to rozwiązanie jest możliwe tylko wtedy, kiedy Sejm zdecyduje się skrócić swoją kadencję. Trzeba na to bardzo dużą ilość głosów albo nieprzyjęcia budżetu, wtedy oczywiście moim zdaniem skrócenie kadencji staje się koniecznością.

Panie Prezydencie pytaliśmy już Pana o to kilkakrotnie podczas wizyt w "Sygnałach Dnia" i pytamy dziś po raz kolejny, kiedy oficjalnie ogłosi Pan swój start w wyborach?
Prezydent RP:
Proszę państwa, ten moment się zbliża, zwłaszcza biorąc pod uwagę, iż jest tyle niewiadomych w polskim życiu politycznym, że opinia publiczna jest skołowana tym, co dzieje się w koalicji, w rządzie, tym, co się dzieje w Warszawie. Pytania, kto rządzi, kto ponosi odpowiedzialność pozostają bez odpowiedzi. Myślę, że należy się Polakom trochę jasnych odpowiedzi w sprawach, choćby o które pytacie. Dlatego chcę skorzystać z tej okazji i powiedzieć, że decyzję podjąłem, że będę kandydował. Jak będzie określony kalendarz wyborczy przez marszałka Sejmu to, oczywiście, będę również w bardziej oficjalnych formach to wyrażał, ale decyzja jest podjęta, będę uczestniczył w wyborach prezydenckich. Zachęca mnie do tego życzliwość społeczna, poparcie, a także i wielość zadań, która jest jeszcze przed nami. Na pewno momentem, w którym będę swoją decyzję przedstawiał politycznym sojusznikom to będzie 11 czerwca, Konwencja Sojuszu Lewicy Demokratycznej. 18 czerwca jest Konwencja Unii Pracy, na którą zostałem zaproszony. Są oczekiwania, że właśnie taka deklaracja z mojej strony zostanie wypowiedziana. Wypowiadam więc ją już dzisiaj, ze względu na to, że chciałbym, aby w tej sprawie Polacy nie mieli wątpliwości, żeby było jasne - Aleksander Kwaśniewski, dotychczasowy prezydent, będzie uczestniczył w wyborach prezydenckich w 2000 roku.

Skoro tak, to mamy całą masę nowych pytań. Czy bardzo wysoka przewaga w sondażach nie działa na Pana demobilizująco?
Prezydent RP:
Nie, na mnie na pewno nie działa demobilizująco. Mam nadzieję, że na wyborców nie będzie działała demobilizująco. Trzeba pamiętać, że sondaże są sondażami, a wybory są wyborami. Prawdziwy i ze wszystkimi konsekwencjami sondaż to jest dzień wyborczy. Mam nadzieję, że wszyscy ci, którzy chcą mnie poprzeć będą o tym pamiętali w dniu wyborczym, bo nawet przez 5 lat najlepsze sondaże nie dają jeszcze żadnej pewności, że wybory są wygrane. Sądzę, że to, co mam do zaoferowania programowo, moje doświadczenie, które zebrałem przez ten czas i życzliwość społeczna, z którą się stykam, daje wiarę, że te wybory są do wygrania i że można uzyskać takie poparcie. Ale wybory to są wybory i trzeba zawsze traktować je z najwyższą powagą.

Aleksander Kwaśniewski - kandydat na prezydenta sprzed lat i Aleksander Kwaśniewski - urzędujący prezydent, to jakby dwie zupełnie różne osoby i dwa zupełnie różne programy. Czego się możemy spodziewać?
Prezydent RP:
O różnych osobach nie sposób powiedzieć, bo oczywiście jestem człowiekiem bogatszym o 5 lat niebywałych zupełnie doświadczeń, doświadczeń rozumianych także jako kontakty z ludźmi, jako zdobycie pozycji, która pozwala bez przeszkód rozmawiać z wielkimi tego świata i uzyskiwać tam dla polskich spraw poparcie, chociażby wczoraj, w rozmowie z kanclerzem Schroëderem. A jeśli chodzi o program to chcę przede wszystkim powiedzieć, że parę rzeczy, o których mówiłem, udało się spełnić i są to wielkie dla Polski sprawy. Mówiłem o potrzebie konstytucji. Mamy konstytucję po raz pierwszy przyjętą w ogólnonarodowym referendum. Budujemy wokół niej instytucje demokratyczne, system prawny, a to jest bardzo ważne. Jesteśmy w NATO, czyli mamy bezpieczeństwo i gwarancje tego bezpieczeństwa, jak nigdy dotąd. Mówiłem o potrzebie jak najlepszego uregulowania stosunków z sąsiadami i to też się nam dobrze udaje. Jest oczywiście wiele kwestii, na które prezydent nie ma aż tak bezpośredniego wpływu, jak te, o których powiedziałem, ale tu też trzeba odnotować i sukcesy, i niestety także i porażki, będę o tym mówił bardzo otwarcie. Natomiast to, co jest zadaniem dla Polski na kolejnych 5 lat, na początek nowego wieku, to jest na pewno, z takiego praktycznego punktu widzenie, wejście do Unii Europejskiej ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu. Ale gdyby spojrzeć bardziej generalnie, to Polska przez tych najbliższych 5 lat powinna się dalej modernizować, powinna skorzystać dużo bardziej z potencjału intelektualnego, musi stać się bardziej konkurencyjna, musimy zawierzyć polskim umysłom, które powinny pomóc w rozwoju naszego kraju, a także w tworzeniu dla Polski szans miejsca na rynkach światowych. Musimy zająć się edukacją, musimy niewątpliwie poprawić stan bezpieczeństwa wewnętrznego i musimy, co będzie bardzo trudne, ale co jest konieczne, i co było w rozwoju tych ostatnich dziesięciu lat zaniedbane, musimy zobaczyć, jak wielkie dysproporcje się w Polsce tworzą. Nie można dopuścić do tego, żeby Polska za lat kilka była Polską ludzi bogatych, zadowolonych i ludzi biednych, wręcz żyjących w nędzy. To samo dotyczy regionów. Nie możemy cieszyć się wyłącznie z nowych budowli w Warszawie, a nie widzieć na przykład obszarów popegeerowskich w Olsztyńskiem czy moim rodzinnym Koszalińskiem, gdzie postępuje cały czas degradacja. Myślę, że to są te największe wyzwania, jakie przed nami są, przed prezydentem, przed rządem, przed parlamentem, ale przede wszystkim przed Polakami, przed ludźmi, którzy w Polsce żyją i którzy chcieliby być dumni z własnego kraju.

Czy z tego zarysu, o którym Pan mówił powstanie program konkretniejszy?
Prezydent RP:
Oczywiście.

Kto będzie dowodził komitetem wyborczym i jaki będzie skład komitetu i skąd Pan weźmie pieniądze?
Prezydent RP:
Jeśli chodzi o sprawy ordynacji i zbierania funduszy to jest to określone w tej ustawie i tryb jest jasny. Oczywiście trzeba liczyć na życzliwość zarówno indywidualnych osób, może przedsiębiorców, którzy będą gotowi kampanię wesprzeć. To wszystko musi być czytelne, transparentne i tak będzie. Natomiast jeśli chodzi o inne decyzje dotyczące komitetu to mamy na to czas. Dzisiaj tylko powiedziałem o własnej decyzji, a teraz od tej własnej decyzji będą już następować dalsze decyzje, o których będziecie się Państwo dowiadywać. Ale podkreślam, politycznym zasadniczym wydarzeniem będzie Konwencja SLD, bo tam przecież będę chciał uzyskać poparcie tego środowiska, później konwencja Unii Pracy. Będę również starał się rozmawiać z innymi środowiskami, które pisały do mnie, zachęcały do kandydowania. To też będzie w najbliższych tygodniach, jak sądzę, ważne. Dziś to powiedziałem w I programie Polskiego Radia, proszę docenić ten fakt, właśnie dlatego, żeby w Polsce było mniej niewiadomych, żeby Państwo wiedzieli, a przynajmniej mieli to poczucie, że są politycy przewidywalni, że wiadomo co zrobią i w jakim czasie.

Czy Pańska kampania będzie bardziej ruchoma czy też statyczna?
Prezydent RP:
To będzie na pewno inna kampania aniżeli 5 lat temu. Dlatego, że urzędujący prezydent ma niewątpliwie bardziej ograniczone możliwości ze względu na obowiązki, które musi wypełniać codziennie. Nie da się zamknąć urzędu i wyjechać w Polskę. Trzeba codziennie być i są dokumenty, które wymagają podpisu, oceny, opinii, są zadania, wizyty gości, wszystko to przecież musi się toczyć. Ale nie będą pierwszym urzędującym prezydentem, który kandyduje ani w Polsce ani na świecie, a więc w tym sensie wydaje się, że jakaś praktyka jest już ukształtowana, jak to ma wyglądać i jak mniej więcej wyglądają takie kampanie.

Przyzwyczaił się Pan do różnego rodzaju sugestii o wykorzystywaniu funkcji do prowadzenia kampanii, bo przecież należy się z tym liczyć z tego typu opiniami?
Prezydent RP:
Jest to w jakimś stopniu wpisane w funkcję. Tylko przypominam, 5 lat temu też mieliśmy urzędującego prezydenta, który w kampanii uczestniczył i jest zrozumiałe, że on korzysta na przykład z ochrony, ze środków transportu. Trudno wyobrazić sobie, żeby wprowadzić taką dwoistość, w którym momencie kandydat jest tylko kandydatem, a w którym momencie jest urzędującym prezydentem, ale nie sądzę, żeby tutaj były jakieś poważniejsze problemy. Natomiast kampania ma swoją logikę, ma swoje tempo i myślę, że nawet szacunek dla wyborców nakazuje, aby kampania była odpowiednio aktywna, żeby nie oczekiwać, iż wyborcy przekonają się od tak, wyłącznie ze względu na programy telewizyjne.

Przypomnijmy zatem słuchaczom, Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski ogłosił zamiar kandydowania w wyborach prezydenckich, stało się to 7 minut temu w "Sygnałach Dnia" w I programie Polskiego Radia i od tego momentu praktycznie rozpoczyna się coś w rodzaju kampanii i dalszych prac.

Panie Prezydencie proponuję, ponieważ mnóstwo różnych spraw jeszcze czeka a chcielibyśmy usłyszeć Pana opinię, dlatego proponuję aby sprawy związane z wyborami prezydenckimi zostawić. Co z naszym wejściem do Unii Europejskiej, ostatnio wyraźnie dano nam do zrozumienia, że droga do Unii jest dłuższa aniżeli nam się poprzednio wydawało. Nasi politycy a w tym również Pan nie kryją z tego powodu irytacji.
Prezydent RP:
Myśmy postawili sobie bardzo ambitny cel. Chcemy być gotowi do wejścia do Unii na koniec roku 2002, w Unii być w roku 2003. To wymaga zgodnego działania obu stron, wymaga przede wszystkim pracy. Rozmawiałem ostatnio z ministrem Wolskim, który powiedział, że 189 ustaw musi być przez Sejm przeprowadzonych w tym właśnie okresie, czyli do końca 2002 roku i pamiętajmy, że bardzo wiele z nich w roku 2000, a mamy już czerwiec, tego czasu nie ma za wiele. Z tego właśnie względu kryzys rządowy, stan zawieszenia jest bardzo niedobry i nawet jeżeli rząd robi, co do niego należy i przygotowuje dokumenty to np. dla sceptyków w Brukseli, którzy życzą nam nie tak dobrze, już jest argument żeby powiedzieć- no widzicie Polska jest niegotowa, Polska ma swoje kłopoty, musi je najpierw rozwiązać i dopiero wtedy rozmawiajmy o terminach. My powinniśmy wszystko zrobić, żeby na ten czas być gotowymi i moim zdaniem nasza determinacja będzie tu odgrywała kluczową rolę. Także jeśli chodzi o decyzję Unii, bowiem Unia chce rozszerzenia, politycznie jest to zadecydowane, cała rzecz dotyczy tempa, warunków, uzgodnień, negocjacji. Nie musimy przekonywać do rozszerzenia, zaproszenie dziesiątki państw do negocjacji oznacza, że gotowość do rozszerzenia jest, natomiast my musimy pokazać, że negocjacje prowadzimy bardzo skutecznie, system prawny przygotowujemy w sposób dynamiczny, logiczny i to jest najważniejsze. Jestem przekonany, że to czego obawialiśmy się, czyli reformy instytucjonalne w Unii Europejskiej zostaną dokończone w tym właśnie roku w czasie prezydencji francuskiej. Moja wizyta w Paryżu przekonała mnie o tym. Jadąc tam byłem bardziej sceptyczny. Wracając jestem przekonany , że Francuzi wykażą zdecydowanie. Schroeder wczoraj to samo mówił, jest przekonany, że Francuzi swoje zadanie wykonają. I będzie to nie tylko dokończenie spraw nie załatwionych w czasie szczytu w Amsterdamie, tylko będzie to parę nowych zupełnie jakości dotyczących instytucji unijnych, procedur, sposobu podejmowania decyzji, elastyczności czyli rozdzielenia spraw, które wymagają jednomyślności w Unii a tych, które mogą podlegać decyzjom większościowym. Jest szansa w moim przekonaniu, że Unia od roku 2001 będzie do przyjęcia nowych kandydatów coraz lepiej przygotowana. Ale poprzeczka w negocjacjach będzie bardzo wysoko, a każdy nasz błąd będzie wykorzystywany i traktowany surowo. Można powiedzieć, że od tego momentu zaczyna się sytuacja gdzie każde słowo, które powiemy może być wykorzystane przeciwko nam. Tym bardzieJ wymaga to sprawnego rządu, szerokiego poparcia dla spraw Unii w parlamencie. Ono jest deklarowane między głównymi siłami politycznymi, to trzeba utrzymać. Sądzę, że było by dobrze gdyby jeszcze w tym parlamencie stworzono komisję nadzwyczajną dla tych właśnie projektów, ustaw, złożoną z wybitnych polityków wszystkich ugrupowań i żeby trochę to było tak jak w roku 1989-90, kiedy te najważniejsze ustrojowe zmiany odbywały się w atmosferze porozumienia ponad podziałami

Albo tak jak w przypadku NATO, gdzie politycy zdobyli się na gest jedności w tej materii, może i taki gest jest potrzebny?
Prezydent RP:
Zapewne, tylko jak mówię trzeba wyjść z kryzysu rządowego, bo musi być pełne zaufanie i pełna wiarygodność rządu, on jest jednak głównym rozgrywającym tą sprawę.

Przeskoczmy do Pańskiej wizyty w Izraelu, a mianowicie komentowaną deklarację oddania majątku żydowskiego, komentowaną opinię o Radiu Maryja i akcentach antysemickich.
Prezydent RP:
Jeśli chodzi o majątek to moje wypowiedzi były takie jakie państwo znacie, bo mówiłem o tym wielokrotnie. Po pierwsze majątek komunalny został już uregulowany ustawowo. To nie był łatwy proces, ale jeśli chodzi o to co było własnością gmin żydowskich w przeszłości, trafia do różnych fundacji, do ludzi, którzy są tym zainteresowani. Jeśli chodzi o majątek prywatny, to mamy do czynienia nie z majątkiem żydowskim, ale z majątkiem obywateli Rzeczypospolitej sprzed II wojny światowej, którzy ten majątek utracili i tutaj musi być zasada równości. Wszyscy ci, którzy wtedy majątek utracili powinni w ewentualnych rekompensatach, czy w procesie reprywatyzacyjnym uczestniczyć na identycznych zasadach, tu nie może być wyznacznika narodowościowego. Natomiast mówiłem i ciszę się, że to zostało zrozumiane i przez polityków izraelskich i przez opinię publiczną, nie wolno Polski oskarżać, że przez 11 lat ten proces nie został przeprowadzony, dlatego że Polska jest w innym miejscu, jesteśmy krajem o najbardziej zmienionych granicach po II wojnie światowej, utraciliśmy 40 % swojego terytorium, które dzisiaj jest w granicach Ukrainy, Białorusi, Litwy. Mamy 30% nowego terytorium, ziem zachodnich gdzie przecież też objęliśmy własność niemiecką. Jesteśmy krajem, gdzie przetoczyła się tragedia holokaustu, gdzie Niemcy wymordowali miliony obywateli polskich Żydów. Nie da się porównać Warszawy, która była zniszczona w tak wielkim stopniu, z Budapesztem, który nie poniósł w czasie wojny uszczerbku, gdzie nawet dokumenty się zachowały. W Polsce nie wszędzie dokumenty własnościowe, notarialne się zachowały, więc 11 lat kłopotów z reprywatyzacją w Polsce nie wynika ze złej woli, nie wynika z tego, że jesteśmy za mało zdolni czy leniwi, ono wynika z rzeczywistej komplikacji. Jest to materia bardzo trudna i jeżeli, co podkreślałem cały czas uda, nam się jakąś formę reprywatyzacyjną przyjąć, to oczywiście tutaj będzie traktowanie równe i nie będzie jakiejkolwiek dyskryminacji. To byłoby niezgodne z obowiązującymi standardami prawnymi i byłoby to fatalne politycznie gdybyśmy w stosunku do jednej nacji wykazywali się jakąś niezrozumiałą niechęcią. Osobiście wracam do pomysłu, który zgłaszałem wielokrotnie. Uważam, że najlepszą drogą byłaby droga sądowa. Skoro potrafiliśmy stworzyć specjalny wydział dla lustracji to moim zdaniem mógłby być specjalny wydział dla reprywatyzacji, gdzie poszczególne, indywidualne wnioski byłyby rozpatrywane i mielibyśmy pewność, że jest to lege artis i że jest to na identycznych zasadach. Dzisiaj każda reprywatyzacja w Polsce musi być ograniczona, a skoro ograniczona to ona nie będzie zadowalająca dla nikogo, ale to jest moje zdanie, wiem że różne grupy w parlamencie nad tym pracują i zapewne jeszcze nas ta dyskusja czeka. Jeśli chodzi o Radio Maryja, mogę powiedzieć tyle, że zostałem zapytany przez uczestniczkę spotkania, co sądzę o antysemickich wypowiedziach, które są w Radiu Maryja. Starałem się powiedzieć, że w Polsce to zjawisko nie występuje, a jeżeli występuje to marginalnie, a poza tym polski system medialny jest tak zorganizowany, że jeżeli to ma miejsce to jest Krajowa Rada Radiofonii, która powinna reagować

Ale powiedział Pan, że Radio Maryja czasami jest antysemickie?
Prezydent RP:
Powiedziałem, że w Polsce czasami takie zjawiska występują co jest zgodne z prawdą. Nie słucham Radia Maryja więc nie jestem kompetentnym recenzentem, ale z informacji, które też są przecież znane wiemy, że to radio swoje wpadki w tej mierze miało. Mówiłem generalnie, bo przecież mówiąc w Izraelu o antysemityźmie nie mówi się o jednym radiu, mówi się o pewnym stereotypie opartym niestety o incydenty jakie w Polsce mają miejsce, niebezpiecznym stereotypie - stereotypie polskiego antysemityzmu. Pamiętajmy, że tam mieszkają ludzie, którzy z Polski wyjechali w 1968 roku i wywieźli obraz straszny. Pamiętajmy, że tam mieszka mnóstwo osób, którzy pamiętają nie najlepsze stosunki, są i ci, którzy uratowali się płacąc Polakom za pomoc grube pieniądze. Ale też trzeba pamiętać, i mówimy o tym i pokazujemy, że ponad 5300 drzewek w Yad Vashem dla sprawiedliwych dla narodów świata, ludzi, którzy bezinteresownie ratowali Żydów w czasie okupacji, i to Polacy, więc my powinniśmy wiedzieć, że ten stereotyp Polaka - antysemity jest niestety dosyć mocny. Stąd cieszę się że jest reakcja ludzi na nieprzychylne hasła, które są na domach. To jest bardzo ważne, o tym mówię, pokazuję jako oddolny, naturalny ruch wielu ludzi w Polsce, także młodych ludzi jako dowód, że antysemityzm jest zjawiskiem marginalnym. Powoływałem się w tej wypowiedzi na jednego z kandydatów prezydenckich, nazwiska nie wspominam, który głosząc tego rodzaju hasła uzyskał zaledwie 0,6 % poparcia. To o czymś świadczy, na pewno z tego nie da się wywieść tezy o polskim antysemityźmie, ale pamiętajmy, że można malować różne rzeczy na całym świecie i nie będzie to nigdy tak oglądane i tak oceniane jak jedno głupie hasło namalowane na polskim murze.

Czy z zupełnym spokojem obserwuje Pan to co się dzieje w stołeczności?
Prezydent RP:
Obserwuję to z najwyższym niepokojem dlatego, że doszło tutaj do karygodnych zupełnie wydarzeń od samego początku. Od konstrukcji ustroju warszawskiego z wieloma radami itd., które wzajemnie mają konfliktowe kompetencje, później to partyjniactwo, które miało miejsce w Warszawie i było czymś nie do zaakceptowania i odpowiedzią na ułożenie się innej koalicji, ucieczki z obrad, to wszystko ośmiesza instytucje w samorządzie. Wielki błędem była decyzja wprowadzenia komisarza. Okazuje się dzisiaj po decyzji Naczelnego Sądu Administracyjnego, że albo doradcy prawni pana premiera wprowadzili go w błąd, albo oni mówili prawdę jak wygląda sytuacja, a sam premier podjął decyzję, która ma bardzo negatywne skutki. Ustanowienie komisarza, co leży w kompetencjach premiera musiało się uprawomocnić, a więc wprowadzanie komisarza w tym momencie i podejmowanie działań, kiedy nie mogły być te obowiązki wykonywane jest błędem, który moim zdaniem dodatkowo to wszystko komplikuje. Teraz rozwiązania są dwa. Po pierwsze trzeba czekać co NSA powie o tym całym ciągu zaskarżeń, protestów, skarg. A po drugie trzeba bardzo pilnie zmienić ustawę warszawską i wybory w Warszawie powinny ponownie oddać głos obywatelom. To mieszkańcy powinni zadecydować jakiej Warszawy chcą, jakich władz chcą w Warszawie. Jestem zdecydowanie zwolennikiem żeby prezydent miasta stołecznego był wybierany w wyborach bezpośrednich. Dzieje się tak w Londynie, Paryżu, Atenach, dlaczego nie może być tak w Warszawie. Oczywiście będzie to wtedy bardzo mocna pozycja, ale to jest wielkie miasto, stolica. Jestem przekonany, że jeżeli chcemy przywrócić Warszawie władzę, samorządność, odpowiedzialność ludzi trzeba zmienić, uprościć ustrój miasta, a jednocześnie dać im szansę, żeby mera miasta, prezydenta, mogli wybrać spośród godnych kandydatów. Sądzę, że to będzie najlepszym lekarstwem na gorszący spektakl jakim jest w tej chwili rządzenie Warszawą.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.