przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Tekst wywiadu przekazujemy w całości:

Pański poprzednik, Lech Wałęsa, zwykł mawiać, że jeździ do Ojca Świętego do Watykanu, aby ładować akumulatory. Czym dla Pana było spotkanie z Papieżem?
Prezydent RP:
To jest zawsze wielkie przeżycie i wzruszenie. Dzisiaj odnalazłem Ojca Świętego w bardzo dobrej formie, bardzo podbudowanego ostatnią wizytą w Izraelu i Palestynie, bardzo zainteresowanego tym, co dzieje się w Polsce, co dzieje się u naszych sąsiadów. To było wzruszające, tego się nie da właściwie z żadnymi innymi wizytami czy rozmowami porównać.

Po blisko 40-minutowej audiencji w kwietniu 1997 roku rzecznik Stolicy Apostolskiej mówił o Pańskim spotkaniu z Ojcem Świętym, że dokonano w czasie tej rozmowy pożytecznej wymiany poglądów na temat sytuacji społeczno politycznej w Polsce. Czy tym razem także rozmawialiście o polityce, o tym, co się dzieje w kraju czy te opinie wyrażane przez Ojca Świętego i przez Pana Prezydenta były różne.
Prezydent RP:
Trzeba pamiętać, że Papież miał okazję odwiedzić Polskę nie tak dawno, w zeszłym roku. To była najdłuższa pielgrzymka papieska w historii, kilkanaście dni. Kiedy dzisiaj zapraszałem go do odwiedzenia Polski ponownie, z uśmiechem takim pełnym przekomarzania powiedział: "No, ja przecież wszędzie już byłem, gdzież miałbym jechać." Jego znajomość spraw polskich jest bardzo bezpośrednia i głęboka. Mówiliśmy oczywiście jakie są główne sprawy, które przed nami stoją. Najwięcej czasu jednak poświęciliśmy dyskusji o Unii Europejskiej. Tutaj było wielkie zainteresowanie Papieża: jak wyglądają szanse Polski, gdzie są główne bariery, na kogo możemy liczyć. Zwróciłem się do Papieża z prośbą, aby wspomagał nas w tym dziele, aby przekonywał swoich partnerów zagranicznych. Ojciec Święty to robi. To zresztą on w 1979 roku w Gnieźnie wygłosił prorocze słowa, kiedy mówił, że wybór słowianina Polaka papieżem oznacza może sklejenie tych dwóch Europ, zachodniej i wschodniej i stworzenie z Europy organizmu, w którym jest i lewe i prawe płuco, i wschodnie i zachodnie. Papież formułował myśli, które wtedy, w 1979 roku, wydawały się całkowicie futurologiczne. Jednak to on miał rację, tak się stało. Dzisiaj, jak sądzę, możemy liczyć na poparcie zarówno papieskie jak i całego Watykanu, kardynała Angelo. Sodano w aktywnym wspieraniu koncepcji rozszerzenia Unii Europejskiej. To był główny temat dzisiejszej dyskusji.

Panie Prezydencie, kilka miesięcy temu, to właśnie Romano Prodi, Włoch, jako pierwszy ostudził nasze nadzieje na szybkie wejście do Unii Europejskiej. Czy Pan Prezydent uzyskał zapewnienie Ojca Świętego, że Jan Paweł II będzie nam pomagał w tym, żeby Polska możliwie szybko dołączyła do grona krajów Unii?
Prezydent RP:
Sukcesy w UE, w Komisji Unii mieli ci, którzy postanowili realizować wizje, nawet marzenia. Jeżeli ktoś decydował się być pierwszym urzędnikiem Komisji to kończyło się to zazwyczaj niewielkim postępem czy nawet powiedziałbym niczym. Romano Prodi nie wybrał jeszcze swojej roli czy być marzycielem czy urzędnikiem. On poszukuje. Mam nadzieję, że dzięki zachętom i włoskim, i watykańkim on będzie chciał być wizjonerem, będzie chciał zostawić trwały ślad po swojej pracy w Brukseli, bo być pierwszym brukselskim urzędnikiem, moim zdaniem, to jest dużo, ale to nie jest wielka sława. Sławę można osiągnąć, kiedy dokonuje się istotnych zmian, przekształceń, rozpoczynając od samej reformy instytucjonalnej, a kończąc na tym, co jest historycznym zadaniem, czyli na rozszerzeniu. Watykan to rozumie świetnie, na ile rozumie to Komisja brukselska, na ile rozumie to sam Romano Prodi, zobaczymy.

Ojciec Święty wie doskonale, że za pół roku w Polsce wybory prezydenckie. Jak Pan myśli, jak ta Pańska wizyta w Watykanie będzie odbierana czy przypadkiem nie jako początek kampanii prezydenckiej?
Prezydent RP:
W jakimś sensie nieuchronnie może być postrzegana, bo ten rok jest rokiem wyborów prezydenckich. Z drugiej strony doświadczenie Papieża, jako człowieka, szefa państwa Watykańskiego od dwudziestu kilku lat, każe mu traktować reguły demokratyczne jako coś naturalnego. Są wybory, pojawiają się kolejne zmiany polityków, trzeba utrzymywać z nimi kontakty. Nie sądzę, żeby Watykan w tej sprawie wykazywał tendencje do włączania się do kampanii wyborczej, ale też Watykan ma dobre rozeznanie. Oni wiedzą z kim należy rozmawiać, a z kim nie należy rozmawiać. Niewątpliwie moja oficjalna wizyta tutaj w kwietniu 2000 roku to nie jest przypadek z punktu widzenia Watykanu. Im zależy na dobrych, aktywnych stosunkach z Polską. I ta wizyta temu służy. A wybory? Zawsze są jakieś wybory.

Panie Prezydencie, rozmawiamy dziesięć lat po tym, jak na nowo zaczęto układać stosunki między państwem a Kościołem, rozmawiamy trzy lata po tym, jak w 1997 roku hierarchowie oceniali, że był to najgorszy rok w historii tych nowych kontaktów między państwem a Kościołem. Jak Pan ocenia funkcjonowanie państwa i Kościoła dzisiaj, w roku 2000?
Prezydent RP:
Myślę, że stosunki między państwem a Kościołem są generalnie dobre. Najważniejsze w tych stosunkach jest to, że obawy i pewne stereotypy upadły. Były obawy, co do konkordatu, jak on będzie działał, na ile on spowoduje nadmierną siłę Kościoła, niektórzy mówili wręcz o klerykalizacji życia publicznego w Polsce. To już widać, że było to płonne. Konkordat działa, konkordat jest dokumentem zobowiązującym obie strony, a więc i struktury państwa i struktury Kościoła. Konkordat jest dokładnie taki, jak mówił, wspominany już Romano Prodi, kiedy jeszcze był premierem Włoch i przekonywał mnie do konkordatu, mówiąc: "Słuchaj to jest świetne, bo jest się do czego odwołać. Stosunki państwo - Kościół nie są oparte o jakieś ruchome zasady, niejasne, nieczytelne, one mają swoją podstawę i nawet jeżeli są jakieś spory i kontrowersje to jest się do czego odwołać." Sądzę, że konkordat taką rolę w Polsce odgrywa. Po drugie Kościół bardzo wiele zrozumiał, że demokracja działa, że polityką powinni zajmować się politycy i parlamentarzyści, że Kościół powinien zwracać się ku istotniejszym sprawom, jak człowiek, rodzina, wartości humanistyczne, dziesięć przykazań, wszystko to, co nas kształtuje, jako ludzi. Wydaje mi się, że taki dystans do polityki, który Kościół polski od pewnego czasu ma jest pożytkiem nie dla Kościoła generalnie, ale dla wszystkich. Po prostu istnieje instytucja, do której można się odwołać, która nie jest uwikłana w bezpośrednie spory polityczne. Od tego są partie, od tego jest parlament, Kościół w tym niewątpliwie nie powinien uczestniczyć.

Właśnie chciałem zapytać Pana, panie Prezydencie, co się zmieniło przez pięć lat i w Kościele i wśród polityków, że może Pan dzisiaj mówić takimi słowami, jakimi Pan się posługuje. A jeszcze pięć lat temu mówił Pan, że Kościół agresywnością i fanatyzmem zniechęcił do siebie wiernych.
Prezydent RP:
Jedyne, co wycofałbym z tej opinii to jest słowo "Kościół", bo kościół to są miliony ludzi, to tysiące księży, duszpasterzy, zakonników, więc takie jedno zdanie może być nawet obraźliwe dla całości instytucji. Natomiast każdy, kto kieruje się w działalności duszpasterskiej fanatyzmem, nietolerancją źle służy Kościołowi i o tym mówi sam Kościół. To nie ja muszę mówić, o tym mówi Papież, o tym mówią biskupi. Jak sądzę, trzeba odnotować z radością, że Kościół zdecydowanie eliminuje przejawy takiej właśnie skrajności, choćby sprawa praktyczna - Unii Europejskiej. Zauważmy ewolucję, jaką Kościół przeszedł w ostatnich latach. Dzisiaj można powiedzieć z przekonaniem, że w swoim głównym nurcie, Kościół jest za Polską obecną w Unii Europejskiej.

A jaką rolę odegrały w tym procesie papieskie pielgrzymki?
Prezydent RP:
Na pewno bardzo dużą, zarówno jeśli chodzi o kształtowanie myślenia hierarchii kościelnej, ale jeszcze bardziej, jak sądzę, w kształtowaniu pewnego klimatu, kultury współistnienia w Polsce. Papież, który potrafi być otwarty wobec innowierców, Papież, który pochyla się nad ludźmi biednymi, Papież, który przytula do piersi ludzi z różnych regionów, kobiety, dzieci, to jest wielka lekcja, której świadomie lub nieświadomie ulegamy. Jestem przekonany, że tak wprost tego nie dałoby się wyrazić, ale dzięki słowom papieskim, dzięki jego pielgrzymkom, dzięki jego postawie, dzięki tej sile i dobroci, która płynie od tego człowieka, jesteśmy jednak trochę lepsi.

Papież, w czasie jednej z pielgrzymek w Sandomierzu, mówił: "Strzeżcie swoje rodziny przed pornografią". Za weto wobec zmian w przepisach zaostrzających karę za pornografię hierarchowie Kościoła w Polsce nie szczędzili pod Pańskim adresem słów krytyki. Czy Pan sądzi, że jest to zapowiedź ochłodzenia kontaktów Prezydenta i Kościoła?
Prezydent RP:
Po pierwsze dzisiaj ani papież ani sekretarz stanu, ani biskupi, którzy byli ze mną na obiedzie, nie poruszali tego tematu. Tu nie chodzi o dyskusje o zjawisku, gdzie mamy jedno zdanie. Powiedziałem w swoim oświadczeniu i uzasadnieniu decyzji, że pornografia, tak jak ja ją rozumiem, jest złem i rozpowszechnianie jest złe. Natomiast my dyskutujemy nie o pornografii tylko jak temu zaradzić. I w moim przekonaniu propozycja, jaka przyszła z Sejmu była zła, wracała do rozwiązań, które trzydzieści parę lat w Polsce istniały i nic nie dały, one były o tyle skuteczne, o ile istniała cenzura, o ile był represyjny system polityczny. W demokratycznych warunkach pornografia bywa dostępna w sklepach, w kioskach, kinach, internecie. Istotniejsze jest, abyśmy zastanowili się wspólnie, także z udziałem przedstawicieli Kościoła, jak można skutecznie z tym walczyć. Coś już nam udało się zrobić. Tu muszę pochwalić telewizję publiczną, to oznakowanie filmów i programów telewizyjnych, które są dostępne dla wszystkich albo nie powinny być dostępne dla dzieci i młodzieży, to jest właśnie taki krok. To jest dużo bardziej sensowne niż całkowity zakaz, który zaowocowałby nam kasetami sprzedawanymi potajemnie. I mielibyśmy może radość, że ustawy mamy surowe, ale skutki byłyby opłakane.

Panie Prezydencie, ale teraz proszę uchylić już rąbka tajemnicy na kiedy zaprosił PanPpapieża do Polski.
Prezydent RP:
Zaproszenie jest dla Papieża zawsze otwarte i każdy termin jest możliwy. Rok 2000, jak sam Ojciec Święty powiedział, jest trudny, bo "muszę siedzieć w Rzymie, są obchody milenijne, mam dużo gości". Ja byłem jednym z tych gości. Zaraz po rozmowie ze mną na Placu Świętego Piotra odbyły się duże imprezy. Ten rok jest na pewno dla Papieża już zajęty. Czy rok 2001 - zobaczymy. Papież przekomarzał się ze mną, mówiąc: "Już wszędzie byłem." Ale uważam, że miliony ludzi, nie tylko wiele zawdzięczają Papieżowi, ale oczekują jego wizyty, więc sądzę, że jeżeli będzie w tej formie, w jakiej dzisiaj widziałem Ojca Świętego, jest wielka szansa, że Polskę odwiedzi ponownie.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.