przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Dlaczego rząd przygotował ustawę o abolicji dla szpiegów?
Prezydent RP:
Z tych uzasadnień, które miałem okazję osobiście usłyszeć, to jest taktyka operacyjna, tzn. w przekonaniu rządu wprowadzenie takiej ustawy spowoduje zamieszanie w szeregach wywiadów, które działają na terytorium Polski, i niewątpliwie utrudni to działania tych wywiadów. I przyznam szczerze, co mnie niepokoi właśnie w uzasadnieniach ustawy abolicyjnej - to, że właściwie cała idea sprowadza się wyłącznie do taktyki, do działalności...

Przynajmniej ta część argumentacji przekonuje Pana Prezydenta?
Prezydent RP:
Zapewne jest prawdziwa, ja nie mam żadnych powodów sądzić, że nie byłoby tak, jak nasze służby sądzą, ale pamiętajmy, że ustawa abolicyjna to jest bardzo poważna decyzja. A w ogóle abolicja w każdym kraju, niezależnie jakiego przestępstwa dotyczy, wywołuje wiele oczekiwań, wiele niepokojów, żądań innych grup. Ja uważam, że na obecnym etapie... Oczywiście mówimy o ustawie, która trafia w tej chwili dopiero do Sejmu, bo pewnie istotnie się w Sejmie zmieni, ale ta ustawa jest jakby oderwana od społecznego kontekstu. Dlaczego zbrodnia szpiegostwa ma być potraktowana łagodniej aniżeli inne przestępstwa, dlaczego jeżeli chcemy zamknąć jakiś etap, nie chcemy doprowadzić do abolicji wszystkich, którzy współpracowali z różnymi wywiadami?

Także z powodów operacyjnych, po to, żeby utrudnić...
Prezydent RP:
Wie pan, zastanawiam się czy nie strzelamy ze zbyt wielkiego kalibru do sprawy, która jest znowu nie tak poważna. Jestem przekonany, że polskie służby panują nad sytuacją, że my nie jesteśmy w tej chwili krajem szpiegów i krajem obcych wywiadów, zresztą ostatnie działanie służb specjalnych i wydalenie w związku z tym dziewięciu rosyjskich dyplomatów świadczy o tym, że polskie służby panują nad sytuacją. Więc mam wrażenie, że trochę strzelamy z haubicy do sprawy, która aż takiego kalibru nie ma.

W takim razie dlaczego rząd zdecydował się strzelać?
Prezydent RP:
To jest pytanie do rządu. Ja odpowiem panu zupełnie jasno. Od samego premiera i szefa Urzędu Ochrony Państwa innej argumentacji aniżeli czysto operacyjna nie słyszałem. Ani nie było mowy o jakimś nadzwyczajnym zagrożeniu, ani nie było mowy o jakichś sprawach, które wymagałyby takiego działania natychmiast. Sądzę, że będzie debata sejmowa, w której będzie to uzasadnienie musiało być pogłębione, rząd będzie musiał powiedzieć więcej aniżeli to, co do tej pory słyszeliśmy, a poza tym chciałbym, żeby właśnie o abolicji w sprawie szpiegostwa mówić w całym kontekście prawnym, moralnym, także oczekiwań, jakie są na przykład wśród więźniów, którzy chcieliby abolicji w ogóle, a nie tylko dla tych największych zbrodniarzy, jakimi przecież są....

Czy wtedy nie wystąpi pomieszanie pojęć? Bo abolicja to gest polityczny.
Prezydent RP:
Wystąpi, i obawiam się właśnie, że taki gest może wystąpić i może spowodować daleko idące i niedobre posunięcia.

Ale Pan jest przeciwnikiem ustawy o abolicji dla szpiegów?
Prezydent RP:
Jeżeli miałaby to być tylko taktyka operacyjna, to uważam, że jest to zdecydowanie za mało.

Ale co, powinno być więcej?
Prezydent RP:
Być może są jeszcze głębsze uzasadnienia. Posłuchamy tego. Wydaje mi się, że dyskutujemy o projekcie, który trafia dopiero do Sejmu i za wcześnie być może te wszystkie argumenty wymieniamy, bowiem w Sejmie będzie na pewno dużo różnych uwag i ta ustawa może się istotnie zmienić. Jaka będzie, zobaczymy.

Ale ten główny argument Pana Prezydenta jest jaki?
Prezydent RP:
Że nie możemy ustawy przyjmować, która byłaby tak wątpliwa moralnie, która by mogła spowodować konsekwencje w innych środowiskach i której skuteczność już dzisiaj wszyscy określają jako bardzo umiarkowaną, ograniczoną. Nikt nie spodziewa się, że poprzez tę ustawę uda nam się zidentyfikować wszystkich, czy większość nawet, czy jakąkolwiek znaczącą grupę, która kiedyś współpracowała z obcymi wywiadami.

Dlaczego ta ustawa jest wątpliwa moralnie?
Prezydent RP:
Dlatego, że przyjmujemy, chcemy puścić w niepamięć przestępstwo największe - zdrady państwa. Dlaczego chcemy to zrobić wobec tych, którzy tak działali? To jest moralnie wątpliwe.

Ale rząd powinien nie puścić w niepamięć, ale przebaczyć, to taka chrześcijańska postawa.
Prezydent RP:
Do przebaczenia mamy wiele spraw. Dlaczego nie chcemy przebaczyć także w sensie moralnym współpracy z polskim wywiadem czy wywiadem PRL, z kontrwywiadem PRL, dlaczego na przykład nie chcielibyśmy zaproponować również puszczenia w niepamięć tej współpracy wobec ludzi, którzy do tej pory nie musieli się lustrować, ale chcieliby mieć tę sprawę raz na zawsze załatwioną?

Z tego, co wiem, to Pan Prezydent był właśnie za przebaczeniem tego czy za grubą kreską, czy za odcięciem się od przeszłości.
Prezydent RP:
Ale dla mnie zawsze czym innym jest współpraca z wywiadem czy kontrwywiadem własnego państwa, nawet jeżeli było to państwo nie w pełni suwerenne jak PRL, a czym innym była współpraca z obcymi wywiadami, którą potępiam i którą uważam za czyn niegodny.

Ale czy to ma znaczenie kto do 1989 roku współpracował z obcym wywiadem. W końcu państwo nam się zmieniło.
Prezydent RP:
Wie pan, gdybyśmy poszli w tym kierunku, to możemy się w ogóle zastanowić, czy na przykład przestępstwa, nawet proste, wobec PRL należy puszczać w niepamięć. To jest dyskusja, która prowadzi donikąd. Prawo jest prawem, szpiegostwo jest najwyższą zbrodnią, jaka się dokonuje. Pytanie, czy trzeba aż tak łaskawie podchodzić do tych ludzi, którzy to uczynili, będzie na pewno jednym z najtrudniejszych pytań w czasie debaty sejmowej.

Jaka była reakcja strony rosyjskiej na wydalenie szpiegów? Część reakcji znamy, ale jakie są konsekwencje?
Prezydent RP:
Konsekwencje są takie, że stosunki polityczne są w istocie zamrożone, miały się odbywać wizyty, które się nie odbędą na pewno w pierwszym półroczu. Pod wielkim znakiem zapytania stoi to wydarzenie, które miało być ważne dla polsko-rosyjskiego pojednania, a więc otwarcie cmentarza w Katyniu. W tej chwili Rosja jest zajęta sobą, wyborami prezydenckimi, działaniami w Czeczenii, i ta sprawa na szczęście zeszła na plan dalszy, ale niewątpliwie trzeba się liczyć, że stan chłodu politycznych stosunków między naszymi krajami będzie trwał co najmniej kilka długich miesięcy.

A czy jest tak, że jak wybucha ta sprawa wydalenia tych dziewięciu dyplomatów, szpiegów rosyjskich z Polski, to wtedy jest kontakt między głowami państwa, czy nie?
Prezydent RP:
W sprawie wydalenia absolutnie nie ma.

A w sprawie stosunków polsko-rosyjskich?
Prezydent RP:
W sprawie stosunków to staramy się utrzymywać kontakty cały czas i twierdzić, że nad takimi faktami trzeba przechodzić dalej, że to jest zamknięcie pewnej epoki, którą uważamy za niewłaściwą. Wydalenie dyplomatów odbyło się nie na podstawie polskiego widzimisię, ale wobec faktów, materiałów, które zostały zebrane. Ale też trzeba wiedzieć, że tego rodzaju akty mają wpływ na stosunki polityczne, stosunki polityczne mają wpływ na stosunki gospodarcze. A w ogóle, jeśli chodzi o sprawy polsko-rosyjskie, to odnoszę wrażenie, że mimo zapowiedzi premiera Buzka, który mówił o otwarciu nowej karty w stosunkach polsko-rosyjskich w swoim exposé, to właściwie ten rząd niczego nie może sobie zapisać na plus, jeśli chodzi o nowe impulsy, nowe jakości czy nowe pomysły w kontaktach z Rosją. Szkoda, bo te stosunki są nam potrzebne. Oczywiście wiem też, ile zaniechań jest po stronie rosyjskiej.

Za politykę zagraniczną jest odpowiedzialny rząd, prezydent Rzeczypospolitej i minister spraw zagranicznych.
Prezydent RP:
Tak jest, i każdy z nas starał się prowadzić działania. To, co było z mojej strony możliwe, staram się uczynić. Jestem, zdaje się, jedynym politykiem polskim, który poznał pana Putina; stosunki z prezydentem Jelcynem ze względu na jego dolegliwości były utrudnione. Natomiast to, co można było zrobić w sprawach rządowych, wydaje mi się, że zostało w dużej mierze, z powodu zmian w Rosji, niewykorzystane. Tych dwóch czy blisko trzech lat nie możemy potraktować jako nowego impulsu w stosunkach polsko-rosyjskich.

Dlaczego sprawa BIG Banku wzbudziła w Polsce takie wielkie emocje polityczne?
Prezydent RP:
Dlatego że i procedury, i sposób działania jest tutaj na tyle niejasny, że musi wzbudzić wątpliwości. Ja bym chciał od razu powiedzieć, że nie mam żadnych ani pretensji ani uwag do Deutsche Banku czy innych inwestorów zagranicznych, bo ich prawem jest starać się o przedsiębiorstwa w Polsce, o banki, o instytucje ubezpieczeniowe. Natomiast nie rozumiem - i tu zgadzam się z Andrzejem Olechowskim, który napisał wczoraj ważny artykuł w "Gazecie Wyborczej" - procedur, jakie w tej mierze w Polsce obowiązują. Z jednej strony ważni i odpowiedzialni przedstawiciele rządu, minister finansów, minister skarbu mówią, że w sprawie prywatnych firm politycy i władza nie powinna się wtrącać, bo tutaj decyduje rynek, właściwe instytucje...

I to jest zdanie prawdziwe?
Prezydent RP:
Nie, to nie jest zdanie prawdziwe, bo jeżeli obserwujemy sprawę Banku Handlowego i banku BRE, jeżeli widzimy teraz sprawę BIG, to w obu tych kwestiach zasadniczą rolę spełnia PZU, czyli instytucja, gdzie 70% własności ma skarb państwa i PZU Życie, gdzie 99% jest własnością państwa. Jeżeli okazuje się, że te instytucje, które są państwowe, nazwijmy to wprost, podlegają nadzorowi właścicielskiemu ze strony skarbu państwa, mogą podejmować tak zasadnicze, strategiczne decyzje, nikt o tym nie wie i są one utajnione... Na przykład: dziennikarze przekazali mi umowę, która jest z listopada, a o której teraz się mówi, między PZU a Deutsche Bankiem. Jest tam wprost napisane, "że strony niniejszej umowy potwierdzają, że zbycie ma znaczenie strategiczne dla nabywcy i zbywcy, czyli dla Deutsche Banku i PZU, stanowi integralną część długoterminowej strategii". O jakiej strategii mówimy?

I co z tego wynika?
Prezydent RP:
Z tego wynika, że nadzór właścicielski albo nie panuje nad sytuacją, albo jesteśmy wszyscy wprowadzani w błąd, że istnieje jakaś rządowa, długoterminowa strategia, o której nie jesteśmy informowani. Więcej, nie można podważyć nawet tej umowy twierdząc, że była to umowa wstępna, dlatego że kolejny artykuł mówi, że "w przypadku naruszenia przez zbywcę zobowiązań wynikających z niniejszego artykułu zbywca zapłaci nabywcy (czyli Deutsche Bankowi) karę umowną w wysokości 30 milionów dolarów amerykańskich. Kara będzie płatna na pierwsze żądanie w ciągu 7 dniu od otrzymania wezwania itd.".

Czyli wygląda na to, że PZU zapłaci te 30 milionów...
Prezydent RP:
Zobaczymy, czy zapłaci, ja myślę tylko, że w listopadzie została podpisana umowa bardzo poważna z takimi konsekwencjami, jak płacenie 30 milionów dolarów i właściwie opinia publiczna nie była poinformowana. W związku z tym pytanie dzisiaj polityków, jak działają struktury, jak działają procedury, jak wygląda nadzór właścicielski ze strony ministerstwa skarbu, ze strony rządu Rzeczypospolitej, jest całkowicie na miejscu - i to mnie interesuje. Mnie nie interesują szczegóły porozumienia, kto będzie udziałowcem w BIG Banku, natomiast mnie interesuje, dlaczego tego rodzaju historie w Polsce mają taki właśnie, a nie inny charakter, dosyć, powiedziałbym, tajny i przywodzący podejrzenia, podejrzenia różnej natury, także natury korupcyjnej.

Ale jak to się stało, że przy okazji BIG Banku zarówno minister Belka, jak i minister Wąsacz właściwie solidarnie się wypowiedzieli - politycy z dwóch obozów politycznych, Pana minister i minister premiera Buzka, czyli...
Prezydent RP:
Tak, ale o ile profesor Belka wypowiadał się w sprawie banku raczej nie jako mój doradca, bardziej jako członek rady nadzorczej BIG Banku, to jest jego prawo, o tyle nie rozumiem wypowiedzi ministra Wąsacza, dlatego że gdyby przyjąć ją za dobrą monetę, toby znaczyło, że on w ogóle nie wie, co się dzieje w jego ministerstwie, czyli nie wie, co robią wielkie przedsiębiorstwa, których jest de facto właścicielem. Nie wyobrażam sobie, gdybym odpowiadał za firmy, które obracają wielkimi pieniędzmi, mogą podpisywać umowy dotyczące setek milionów dolarów, żebym w ogóle o tym nie był informowany. To jest jakieś głębokie nieporozumienie i pora również zastanowić się, jakimi upoważnieniami dysponował prezes PZU pan Jamroży, jakie dyspozycje dawali członkowie kierownictwa ministerstwa skarbu, pani minister Kornasiewicz, inni, jest za dużo niewiadomych, żeby można było uznać tę transakcję za czytelną, zdrową, normalną dla rozwijającego się kapitalizmu i rynku w Polsce.

Jest jeszcze jedna niewiadoma, właściwie wiadoma - to jest moment założenia BIG Banku, to Pan Prezydent był przy tym momencie, kiedy powstawał BIG Bank nawet jako prezes fundacji żeglarstwa.
Prezydent RP:
No tak, ale BIG Bank to jest w ogóle dosyć ciekawa instytucja w Polsce, i to jest powód, dla którego na przykład w środowisku bankowym jest duży szacunek dla prezesa Kotta, bo to jest jeden z tych banków, które zaczynały właściwie od spinacza, biurka i kawałka kartki.

Ale nie było tak źle - 98% udziałów w BIG Banku miały firmy państwowe.
Prezydent RP:
Miały firmy, ale to trzeba było najpierw zorganizować, to była działalność pionierska. To nie jest bank, który można porównać czy do Banku Handlowego, czy do banku PKO, które były silnymi instytucjami w okresie PRL. Ten bank zaczynał swoje życie właściwie z rozwojem systemu bankowości w Polsce, to jest bank młody, a jednocześnie dzisiaj już piąty w kraju. Ja myślę, że z tego tytułu trzeba mieć szacunek dla twórców tego banku, a nie...

Czyli prezes Kott jest pionierem?
Prezydent RP:
W jakimś sensie tak, jeśli chodzi o tworzenie banku w Polsce - niewątpliwie tak.

Ale jednocześnie, jak wskazywał prezes Kott i ta cała długa lista udziałowców, czyli - to jest "Rzeczpospolita" sprzed kilku dni - on wskazuje, że był powiązany z lewą stroną sceny politycznej, że były to pieniądze...
Prezydent RP:
Minęło 10 lat, jeżeli dzisiaj prezesem rady nadzorczej jest pan mecenas Bednarkiewicz, to jego z lewą stroną skojarzyć nie sposób. Poza tym, co muszę powiedzieć, i dlatego BIG się udało, że prezes Kott głównie zajmował się bankowością. Gdyby nie zajmował się bankowością, tylko polityką, to już dawno by tego banku nie było, albo dużo gorzej by mu się wiodło.

Zakończyć sprawę banku. Jaka będzie przyszłość BIG?
Prezydent RP:
Pierwsze ważne decyzje podejmie Komisja Papierów Wartościowych. Co będzie z BIG, nie wiem. Deutsche Bank jest wielką firmą, która na pewno będzie w Polsce działała, nie mam żadnych wątpliwości, natomiast to, co mnie interesuje jako prezydenta, to wyjaśnienie procedur, dlaczego takie rzeczy w Polsce mogą mieć miejsce, dlaczego są trzymane gdzieś tam pod stołem, dlaczego dowiadujemy się o nich właściwie pokątnie, z przecieków dziennikarskich.

Bo to są tajemnice rządowe.
Prezydent RP:
No tak, ale dlaczego w takim razie prezydent nie może być poinformowany przez odpowiednich urzędników państwa, co się dzieje z firmami. gdzie skarb państwa ma większościowy pakiet? Tu chodzi o interes państwa.

A co jest największym znakiem zapytania dla Pana Prezydenta?
Prezydent RP:
Jak to się wszystko stało, kto podejmował decyzje i czy tu nie ma zjawisk, które są poniżej norm prawnych. My mówimy wiele o korupcji, ale powiem panu szczerze, że dla osoby niezorientowanej tego rodzaju umowy, tego rodzaju sytuacje z daleka pachną korupcją, coś za tym może kryć się...

Ale wiadomo, kto podejmował decyzje, prezes Jamroży sam się przyznaje do tego.
Prezydent RP:
No tak, ale prezes Jamroży twierdzi, że żadnych instrukcji nie miał, a to według procedur, jakie obowiązują, jest niemożliwe. Nie można podejmować takich decyzji, mając większość pakietu jakiegokolwiek akcjonariusza, nie uzgadniając z nim.

No ale to mówił prezes Jamroży, że to były nieważne udziały w BIG Banku, że to były ot takie udziały, które miało PZU.
Prezydent RP:
Proszę pana, jeżeli mówimy o umowach, gdzie kara za zerwanie wynosi 30 miliony dolarów, to nie mówmy o ot takich umowach, to są bardzo poważne, z dalekosiężnymi skutkami umowy.

A jaka będzie przyszłość Banku Handlowego, tam dojdzie do fuzji, czy tam dojdzie do przejęcia przez Citibank?
Prezydent RP:
Tam trwają w tej chwili rozmowy. Ja uważam, że Bank Handlowy potrzebuje w tej chwili wsparcia, żeby stał się bankiem o większych możliwościach działania. Citibank na pewno też jest grupą bankową, której nie wolno lekceważyć, jedną z najpotężniejszych na świecie. Co z tego wyniknie, nie wiem, ale chciałbym, żeby to się odbywało według procedur, które są zrozumiałe. Co jest tajemnicą handlową, niech będzie tajemnicą handlową, ale nie zamieniajmy tajemnicy handlowej w kant handlowy czy oszustwo handlowe. To jest właśnie największa groźba dla polskiego prawa i gospodarki.

Wpływ tego, że Partia Wolności weszła do rządu austriackiego, jaki będzie dla integracji europejskiej?
Prezydent RP:
To wszystko zobaczymy. Ja myślę, że reakcje Unii Europejskiej, a także niepokój wyrażany przez Polskę ma swoje głębokie uzasadnienie, i to powinniśmy cały czas powtarzać. Polska jest krajem, która wie, co to jest nazizm, byliśmy miejscem, gdzie dokonał się holocaust, miliony Polaków straciły życie i osoba, która mówi, że nazizm to był taki całkiem dobry ustrój, że w stosunku do oddziałów Waffen SS należy mieć szacunek za ich poświęcenie, że obozy koncentracyjne w istocie były obozami pracy dla cywilów, którzy działali niezgodnie z prawem - to wszystko musi budzić nasz zdecydowany sprzeciw. A to są stwierdzenia, które pan Haider wypowiadał nie tak dawno, jeszcze w roku 1995, 1996. Oczywiście Austriacy mają prawo mieć taką koalicję, jaką chcą, wybierać, kogo chcą, to jest państwo demokratyczne, które od wielu, wielu lat nie zawiodło, jeśli chodzi o przestrzeganie norm demokratycznych. Dlatego nasze stanowisko i moje stanowisko jest następujące: przyglądać się, zachować należny dystans, a przede wszystkich oczekiwać, że w kilku wrażliwych sprawach rząd austriacki dokona prawdziwego postępu. Jakie to są sprawy? Z historycznych dwie: odszkodowania, o których wczoraj pan Schüssel mówił, i dobrze, niech to się stanie, dla ofiar pracy przymusowej niewolniczej, to są odszkodowania dla ofiar holocaustu, to jest kwestia współczesna, stosunku do imigrantów i mniejszości, pamiętajmy, że wielu Polaków mieszka w Austrii. I dla nas sprawa najważniejsza - stosunek do rozszerzenia Unii Europejskiej. Gdy Austriacy będą konsekwentnie popierać rozszerzenie, jeżeli w tych trzech sprawach, które wymieniłem wcześniej, podejmą decyzje właściwie, no to można powiedzieć, że to bardziej Schüssel zmienił Haidera, aniżeli Haider Schüssela, i to byłoby niewątpliwie dobrą wiadomością i dla Polski, i dla Europy.

Można zacytować pana prezydenta Lecha Walęsę?
Prezydent RP:
Dobrze, proszę.

Ale pan zna ten cytat. "Bliżej jest panu Millerowi i Kwaśniewskiemu do Stalina, który był większym zbrodniarzem, niż Haiderowi do Hitlera" - powiedział Wałęsa.
Prezydent RP:
Aż się nie chce komentować. Lech Wałęsa jest mistrzem mówienia głupstw; teraz jest i tak lepiej, bo kiedyś te głupstwa mówił na politycznych salonach, teraz już tylko w radiowych studiach. Ale przecież cóż to powiedzieć, gdyby Miller czy Kwaśniewski gloryfikowali stalinizm, komunizm, gdyby mówili, że łagry to były obozy pracy albo obozy wypoczynkowe dla młodzieży, gdyby opowiadali, że większej wolności, radości nie było jak w Związku Radzieckim, to oczywiście można by było, po pierwsze, uznać ten cytat za prawdziwy, a po drugie uznać, że i Miller, i Kwaśniewski oszaleli i nie ma co z nimi rozmawiać. Przecież nasze stanowisko wobec przeszłości jest jasne, ono precyzyjnie mówi, że potępiamy to wszystko, co miało miejsce w przeszłości, więcej, uważam, że powrotu do tego nie ma. Haider natomiast w ten sposób od nazizmu, od złej przeszłości także Austrii, bo pamiętajmy, że nazistów w Austrii było dużo, procentowo nawet więcej członków partii NSDAP było wśród ludności austriackiej niż niemieckiej, nigdy tego rodzaju deklaracji nie złożył i na tym zasadza się zasadnicza różnica. Już abstrahuję od dyskusji.
(...)

Dziękuję za rozmowę.
Prezydent RP:
Jeszcze słowo, bo tę wiadomość otrzymaliśmy tu z panem Krzysztofem Skowrońskim i chcielibyśmy słowo powiedzieć. Niestety, dziś w nocy zmarł Andrzej Zakrzewski, minister kultury i dziedzictwa narodowego, człowiek, którego miałem okazję dobrze poznać, także w okresie, kiedy współpracował z moim poprzednikiem, później, kiedy był parlamentarzystą i ministrem kultury i sztuki, ministrem kultury i dziedzictwa narodowego, i chciałem wyrazić i głęboki żal, i szacunek dla tego człowieka, który był i mądry, i otwarty, i dobry. Wielki żal, że go już nie ma.

W jakiej sytuacji Pan poznał Andrzeja Zakrzewskiego?
Prezydent RP:
Poznałem go jeszcze wcześniej, kiedy jeszcze nie był osobą tak politycznie eksploatowaną, ale to była znajomość taka bardzo, bym powiedział, przelotna, natomiast później bliżej go poznałem, kiedy był współpracownikiem Lecha Wałęsy. Więc jak byłem szefem klubu, mieliśmy okazję do spotykania się, duża intensywność tych spotkań była, w latach 1993-1995, kiedy byłem szefem koalicyjnego współrządzącego ugrupowania, i on był takim w jakimś sensie łącznikiem, człowiekiem, który niektóre problemy, w szczególności konflikty, usiłował łagodzić, jakie miały miejsce.

I dobrze się Panu z nim rozmawiało?
Prezydent RP:
Tak, bo to był człowiek zawsze po pierwsze ogromnie otwarty, bardzo inteligentny, świetnie przygotowany, dobry historyk. Pamiętajmy, że jedne z najlepszych tekstów Lecha Wałęsy, chociażby przemówienie z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego były właśnie jego pióra. A przede wszystkim nie było w nim żadnego zacietrzewienia, to był człowiek, który równie dobrze rozmawiał z ludźmi z prawej strony, jak i z lewej, bo w nim była taka ludzka dobroć po prostu. To był dobry człowiek.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.