przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Gościem specjalnego programu Puls Trójki jest dzisiaj Prezydent Aleksander Kwaśniewski. Dzień dobry Panie Prezydencie
Prezydent RP:
Witam państwa, witam panią

Oficjalny komunikat brzmi tak: Prezydent RP spotka się z pracodawcami oraz z przedstawicielami pracowniczych organizacji i środowisk zawodowych z okazji 1 maja, co się kryje za tym suchym komunikatem Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
To już tradycja. Gdy rozpocząłem urząd w 1996 roku, uznałem że prezydent powinien wykorzystać okazję tradycyjnego święta pracy dla spotkania dwóch światów, kiedyś to się mówiło świata pracy i świata kapitału, nazywam to spotkaniem przedsiębiorców i pracobiorców. Są tutaj ludzie, którzy tworzą miejsca pracy, ale także przedstawiciele związków zawodowych, organizacji, w tym roku więcej dlatego, że rok jest milenijny. Czy 2000 osób nie sądzę, ale powyżej 1000 może przyjść.

Przedsiębiorcy proszą Pana Prezydenta żeby byli zaproszeni?
Prezydent RP:
Też, i przedsiębiorcy i związkowcy różnych organizacji, zaproszenia wystosowuję do wszystkich.

Niektórzy prosto z pochodu tu przyjdą?
Prezydent RP:
Niektórzy z pochodu tu przyjdą, niektórzy nie przyjdą też tradycyjnie, ale uważam że to jest właśnie cenne żeby święto pracy powróciło do źródeł, do swoich korzeni.

Czym teraz jest święto pracy - 1 maja Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
Jest właśnie świętem pracy, czyli możliwością refleksji nad pracą, nad warunkami ekonomicznymi w jakich żyjemy, okazją do spotkań takich właśnie nie pochodowych ale bardziej nieformalnych, bardziej w formie majówki, pikniku. To święto może dzisiaj łagodzić obyczaje. Ono wyrastało z wielkiego sporu jaki toczył się ponad 100 lat temu między kapitałem, między ludźmi pracy, między związkowcami, natomiast pora, aby w wieku XXI stało się świętem porozumienia, a więc poszukiwania tego co łączy zarówno przedsiębiorców jak i ludzi pracy. A tego jest bardzo wiele dlatego, że jedni są skazani na drugich, jedni drugich potrzebują, nie ma rynku pracy bez przedsiębiorców i nie ma przedsiębiorców jeżeli nie mogą zatrudniać ludzi

Powiedział Pan, że jest to refleksja nad pracą, nad warunkami w jakich żyją ludzie. Jak Pan Prezydent ocenia warunki. w których my, Polac,y żyjemy?
Prezydent RP:
Odnieśliśmy duży sukces, bowiem przez 10 lat udało nam się nadać polskiej gospodarce dynamikę, oprzeć gospodarkę o racjonalne reguły jakie obowiązują w świecie, a więc zasady wolnego rynku. Otworzyliśmy naszą gospodarkę dla partnerów zewnętrznych, mamy każdego roku około 10 mld $ inwestycji zagranicznych. To jest przecież dla nas ważne, bo to są też miejsca pracy, to są konkretne pieniądze, które tu przychodzą. Zaczynam od tego, żeby nie tracić z pola widzenia sukcesu, który jest. A jednocześnie mamy w Polsce 3 mln ludzi bezrobotnych, mamy obszary biedy, które coraz bardziej stają się obszarami biedy strukturalnej, a więc takiej gdzie nie wystarczy jedna decyzja tylko gdzie trzeba będzie przygotować wieloletnie programy, żeby te regiony, te miasta, te osiedla wyciągnąć z zapaści. To dotyczy popegeerowskich ośrodków, to dotyczy niektórych miast, które były związane z jednym wielkim zakładem pracy np. zbrojeniowym tak jak na Kielecczyźnie, to dotyczy tradycyjnie zaniedbanych regionów jak słynna ściana wschodnia, czyli Bieszczady i to dotyczy także sporych grup ludzi, które nie odnalazły się ani w reformach, ani z efektów reformy nie korzystają. Tu jest wyzwanie dla przyszłego parlamentu, dla przyszłych rządów.

Panie Prezydencie zostańmy przy wyzwaniu dla prezydenta
Prezydent RP:
Dla prezydenta jako upominanie i napominanie, że tak właśnie jest. Nie dysponuję instrumentami, które byłyby do użycia.

A chciałby Pan?
Prezydent RP:
Czasami bym chciał, właśnie w takiej sytuacji, kiedy mówi się o biedzie, o popeegerowskich regionach, a tej pomocy tam się nie udziela.

Co Pan by zrobił gdyby Pan miał takie instrumenty?
Prezydent RP:
Musimy nauczyć się tego co Unia Europejska robi, że są programy regionalne, że jednak jest koncepcja pomocy bardziej zaniedbanym obszarom. Na przykład Włosi to robią, Grecy to robili, Hiszpanie to robili, Niemcy także, mimo że tam różnice nie były tak bardzo duże, ale przecież cały projekt związany z przyłączeniem NRD to jest forma regionalnej polityki skierowanej do konkretnej miejscowości. Musimy to zrobić w olsztyńskim, elbląskim, moim koszalińskim, dlatego że inaczej będą się nie tylko te regiony degradować ale i ludzie będą się degradować. Już widziałem miejscowości, gdzie właściwie najbardziej cenną osobą jest emeryt czy rencista, bo on dostaje stałą płacę.

Bardziej konkretnie, gdyby Pan wskazał instrument prawny, który Panu jest potrzebny jako prezydentowi?
Prezydent RP:
To jest polityka rządu. Myślę, że tutaj prawny instrument to jest mało, tu powinna być polityka regionalna prowadzona przez rząd i powinno się w budżecie mieć odpowiednie środki. Jeden z pomysłów, który jest dyskutowany i który mam nadzieję że przyniesie efekty, to stworzenie choćby systemu stypendialnego dla młodzieży z zaniedbanych regionów. Młodzież mogłaby podejmować naukę zarówno na poziomie gimnazjalnym, średnim, a później w szkołach wyższych. Muszą być stypendia, tym ludziom trzeba dać pieniądze, trzeba im dać stancję żeby można było wyrwać ich z miejscowości w których nic dobrego im się nie wydarzy.

Jak często Pan się spotyka z panem premierem, żeby porozmawiać o takich sprawach?
Prezydent RP:
W zależności od potrzeb spotykamy się i myślę że w sensie generalnym premier nie jest przeciwko takim rozwiązaniom, tylko jak przychodzi co do czego, jak to przechodzi wszystkie uzgodnienia resortowe, międzyresortowe, jak w końcu trafia do Ministerstwa Finansów to okazuje się, że kołdra była krótka. Sądzę że ona może być nieco wygodniejsza, jeżeli zaczniemy doceniać rangę tych problemów i zagrożenie które z nich wynika.

Były premier Włodzimierz Cimoszewicz w wywiadach wspomina że kiedy był premierem spotykał się z Panem jako prezydentem co tydzień, teraz takich spotkań nie ma
Prezydent RP:
Mieliśmy taką formę współpracy zarówno z premierem Cimoszewiczem jak i z premierem Oleksym. Moim zdaniem była ona bardzo efektywna, dlatego że w poniedziałek przez pół godziny byliśmy w stanie poinformować siebie o tym co robimy, jakie mamy zamiary, a także wyjaśnić różnego rodzaju wątpliwości, czy różnice zdań. Był to też czas, żeby pomóc sobie wzajemnie, żeby przyjąć pewną koncepcję kto kogo wesprze i w jakiej sprawie, i to działało. Obecny rząd, inny politycznie nie zdecydował się na taką współpracę, więc ona się odbywa w zależności od potrzeb. Jeżeli premier chce się ze mną spotkać to zwraca się do mnie i spotkania niezwłocznie się odbywają, jeżeli mam coś do premiera to również nie mogę narzekać na brak kontaktu.

Ale głównie listownie panowie porozumiewają się
Prezydent RP:
Raz listownie, raz telefonicznie, raz osobiście. Moje zdanie jest takie, że gdyby tu była pewna rutyna byłoby wygodniej, ale w tym najgorszy jest ambaras, żeby obu chciało naraz.

Ale były takie rozmowy, premier po prostu odmówił?
Prezydent RP:
Premier mówi, że musi się zorientować, przygotować, te przygotowania jak widać długo trwają, ale nie nalegam już, uznałem że chyba to nie byłoby tak efektywne jak w przypadku np. współpracy z premierem Cimoszewiczem

Ale jak Pan określiłby współpracę z premierem Buzkiem, czy Polska jest już przygotowana do tego, że prezydent jest z innej opcji politycznej, premier z innej opcji politycznej, czy nadal uczymy się jako Polacy?
Prezydent RP:
Wszystkiego się uczymy. 10 lat demokracji to jest ciągle krótki czas. Musimy być otwarci na nowe doświadczenia, bo to nie jest tak że wszystko już wiemy. Kohabitacja w Polsce ma już chyba dłuższą tradycję niż takie rządy jednorodne. Można mówić zaledwie o dwóch latach rządów SLD-PSL z moją prezydenturą, o roku rządów premiera Bieleckiego, który był wyznaczony przez prezydenta Wałęsę, a więc to jest trzeci rok kiedy można uznać, że była pełna współpraca, a pozostałych 7 lat to był okres kohabitacji. Tak było między rządem premiera Pawlaka, czy premiera Oleksego i Wałęsą, tak było między rządem Olszewskiego a prezydentem Wałęsą, tak jest w tej chwili między mną a premierem Buzkiem Także kohabitacja jest częścią polskiej praktyki. Oceniam, że jest dostateczna, nie hamuje możliwości rozwoju kraju, co widać po efektach, spełnia dość pozytywną rolę, bo jednak dzięki tej różnicy jest równowaga Ale jestem przekonany, że gdyby współpraca mogła być bardzo dobra między rządem a prezydentem to też wiele rzeczy udałoby się zrobić lepiej, ale to jest bardziej typowe doświadczenie dla Polski, kohabitacja niż cokolwiek innego.

Czy siada Pan tak czasami z premierem Buzkiem, czy z innymi politykami z rządu czy bywają jakieś spotkanie mniej formalne, mniej oficjalne?
Prezydent RP:
Ten urząd ma to do siebie, że dzieje się tu wszystko, co jest dosyć formalne. Przecież nie miejsce posiedzenia określa charakter spotkania. My z premierem zazwyczaj spotykamy się w gabinecie, to też jest taka robocza formuła, bo gdy mam gości np. oficjalnych to oni przychodzą tutaj do sali białej, i tam przyjmuję prezydentów, premierów, ministrów, którzy odwiedzają Pałac Prezydencki. Tu na tarasie w zależności od możliwości spotykamy się zazwyczaj na zakończenie oficjalnych kolacji, tu np. na tych krzesłach gdzie z panią jestem mieliśmy bardzo ważną rozmowę w lipcu 1997 roku z Prezydentem Clintonem, tu się odbyła rozmowa w cztery oczy dotycząca wielu istotnych spraw. Także to jest miejsce, gdzie odbywają się spotkania, tylko nie nazwałbym ich nieformalnymi to jest część formalnych spotkań, tyle, że odbywana na tarasie.

Panie Prezydencie teraz kilka opinii na Pana temat. Parę dni temu w dzienniku Rzeczpospolita ukazała się analiza Pana kadencji, opinie różnych polityków. Szybko je przytoczę, a Pan Prezydent ustosunkuje się do nich.
Ryszard Bugaj były lider Unii Pracy: Aleksander Kwaśniewski zrobił wszystko aby nie być wyrazistym prezydentem i aby trudno było się domyśleć z jakiego ugrupowania pochodzi. Na dobrą pogodę jest to sprawny Prezydent ale wątpliwy na złą.
Prezydent RP:
Tak. Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono, pisała Szymborska i ma rację. Jak pogoda jest dobra to jest dobra jak jest zła to też trzeba wypełniać swoje obowiązki. I myślę, że jestem do tego też przygotowany ze względu chociażby na ogromne doświadczenie, które mam. Jeżeli ktoś chce być wyrazistym, a niewątpliwie np. w sposób oryginalny wyrazistość zaznaczał mój poprzednik, to wtedy jest krytykowany, że właśnie nie rozumie istoty Urzędu Prezydenckiego, który powinien być ponad podziałami, który nie powinien się tak bezpośrednio wiązać z jedną koncepcją polityczną czy ugrupowaniem politycznym

Czy właśnie dlatego, że krytykowany był prezydent Lech Wałęsa Pan obawia się tej wyrazistości?
Prezydent RP:
Nie, ja się nie obawiam wyrazistości. Uważam, że Urząd Prezydencki w Polsce ma szczególną rolę do spełnienia. I niewątpliwie trzeba budować tutaj ponadpartyjność, co jest zresztą zapisane wręcz w Konstytucji, że tu trzeba jednak poszukiwać porozumienia. W związku z tym Prezydent musi temperować swoje własne przekonania, reakcje, on musi być bardziej otwarty na poglądy innych, bardziej słuchać, aniżeli wykrzykiwać czy uderzać pięścią w stół. To jest często niełatwe.

Bardzo się Pan temperuje?
Prezydent RP:
Momentami bardzo. Zazwyczaj po pytaniach, co sądzę o rządzie czy co sądzę o takim czy innym ministrze. Mam swoje poglądy w tych sprawach, a jednocześnie muszę się ograniczyć po to, żeby społeczeństwo wiedziało, że niezależnie co oni sobie tam wzajemnie myślą, to są jako ludzie odpowiedzialni, gotowi do współpracy. Mają na barkach ciężar odpowiedzialności za Polskę i nawet jeżeli tam nie ma wielkiej sympatii, miłości, to jednak jest możliwość działania. Uważam, że niewątpliwie rysuję inną koncepcję prezydentury, aniżeli do tej pory, ale z przekonaniem, że prezydent musi być umiarkowany, musi być moderatorem , musi szukać porozumienia, musi być człowiekiem kompromisu. I jak to wszystko się złoży razem to wychodzi "no nie jest wyrazisty", ale jak tylko coś zawetuje to już natychmiast jest wyrazisty i oskarżany o to, że raczej interesy partyjne. Jestem człowiekiem umiarkowanym, nigdy nie byłem ekstremistą, w ogóle nie rozumiem zachowań ekstremalnych. Gdybym miał siebie określić politycznie, ideologicznie, to lokuję siebie gdzieś tam po stronie opcji liberalnej, czyli nazwijmy to bardziej liberalnej części socjaldemokracji. Mam wielu przyjaciół na świecie, którzy myślą bardzo podobnie i pełnią różnego rodzaju urzędy. Natomiast niewątpliwie prezydentura w Polsce musi być poszukiwaniem zgody, a nie konfliktów i co do tego jestem jak najgłębiej przekonany.

A ile lat możemy tej zgody poszukiwać ?
Prezydent RP:
To udaje się osiągnąć. Proszę zobaczyć ustawy dotyczące reform - podpisane, sprawa NATO zakończona dobrze i to w układzie tylu zmian rządów a jednak wszystkie potrafiły dogadać się w tej kwestii. Rozwój gospodarczy staramy się utrzymać i choć też to jest krytykowane, że to jest ciągle ta sama linia to jednak fakt, że iluś kolejnych ministrów finansów, ludzi odpowiedzialnych za gospodarkę potrafiło zapewnić Polsce wzrosty gospodarcze co rok, to jest ważne.

Ale z Unią Europejską chętnie Pan przyspiesza i krytykuje rząd.
Prezydent RP:
Z Unią Europejską uważam, że popełniamy ciągle błędy - może w tej chwili mniej. Moja krytyka dotyczyła tego, by więcej rozmawiać z ludźmi, ze środowiskami. Wejście do Unii Europejskiej to nie jest tylko decyzja polityczna , to nie jest tylko decyzja ekonomiczna to jest w dużym stopniu decyzja społeczna i to jest także decyzja psychologiczna. I musimy zrozumieć jak wiele się zmieniło. Musimy w większym stopniu rozmawiać ze społeczeństwem.
To było bardzo zaniedbane. Trzeba rozmawiać z różnymi środowiskami, trzeba po prostu wytłumaczyć, że jeżeli chcemy w roku 2002 być gotowi do wejścia do Unii Europejskiej to nie wystarczy dogadać się w Parlamencie, to nie wystarczy mieć zgodę po stronie Unii. Trzeba mieć gotowe polskie społeczeństwo do tego historycznego, nie waham się powiedzieć, aktu. I to była moja krytyka. Jeśli chodzi o Rosję to ja też mogę powiedzieć, że odniosłem skutek bo zaczęto zastanawiać się co poprawić w stosunkach z Rosją, zaczęto unikać kolejnych, drażniących aktów.

Jakie to były akty
Prezydent RP:
To co się wydarzyło pod rosyjskim konsulatem w Poznaniu, to jest coś czego my jako Polacy wobec polskiej placówki byśmy nie zaakceptowali i ta eksploatowana bez sensu moim zdaniem w telewizji scena z paleniem i deptaniem flagi rosyjskiej to jest po prostu wręcz napraszanie się na nieprzyjazną reakcję ze strony rosyjskiej. I więcej, gdyby to dotyczyło nas w Polsce reagowalibyśmy bardzo podobnie

Gdyby Pan nie zareagował ostro to co by się działo?
Prezydent RP:
Bałbym się dalszych tego rodzaju nieporozumień, których nie składam to na karb jakichś koncepcji. To musi być zahamowane i władze państwa - wszystko jedno czy to dotyczy władz samorządowych jakiegokolwiek miasta - muszą być uczulone, że nie ma zgody dla jakiejkolwiek prowokacji a szczególnie antyrosyjskiej, w ogóle w stosunku do żadnej innej nacji do żadnego innego narodu. Jeżeli chcemy być krajem poważnym, jeżeli tak wiele mówimy o tolerancji, o walce z negatywnymi zjawiskami rasizmu, to Polska musi dawać przykład.

Czy nie obawia się Pan, że zwłaszcza w kampanii prezydenckiej gdzie mówi się różne słowa kandydaci zarzucą Panu, że Pan dbał głównie o stosunki Polski z Rosją?
Prezydent RP:
Nie. Po pierwsze nie mogą tego zarzucić, jeżeli widzą, co przez tych pięć lat się wydarzyło. Polska jest w NATO, Polska ma znakomite stosunki ze USA, mamy strategiczne partnerstwo z Niemcami. Traktuję jako bardzo wielki osobisty sukces to, że mamy naprawdę bliskie kontakty regionalne i z Ukrainą, i z Litwą i ze Słowakami, i z Czechami i krajami bałtyckimi Estonią i Łotwą. Dzisiaj Polska, choć nie powinno się o tym głośno mówić, jest uznawana za lidera regionu. Tak zresztą na nas patrzą również na zachodzie. Jeżeli spotykam się z prezydentami innych państw to oni traktują mnie jako eksperta, a co tu, a co tam i słusznie, bo wielokrotnie w tych krajach rozmawiałem ze swoimi partnerami, mamy stały kontakt telefoniczny, wzajemnie sobie pomagamy. To są takie rzeczy, o których później się w pamiętnikach raczej pisze, ale jak Ukraina rok temu miała kłopot z Międzynarodowym Funduszem Walutowym to Prezydent Kuczma dzwonił do mnie z prośbą, żebym rozmawiał z Camdesu, żeby transza finansowa znalazła się na Ukrainie i to się powiodło. To jest poziom zaufania wykraczający dalece poza normalne stosunki dyplomatyczne czy protokół. Nasi partnerzy z regionu wiedzą, że na Polskę można liczyć, na Polsce można opierać swoje aspiracje i że w Polsce Prezydent jest gotów im pomóc nie tylko w jakichś tam deklaracjach, ale też bardzo konkretnie. A jeśli chodzi o Rosję to jest problem nas wszystkich, nie mamy wielkich sukcesów, jeśli chodzi o kontakty z Rosją. Oczywiście w ogromnej części wynika to z powodów rosyjskich, bo i stan zdrowia prezydenta Jelcyna nie był taki, żeby dynamizować kontakty i nasze wejście do NATO spowodowało wiele bólu i niechęci i niewątpliwie sytuacja ze zmieniającymi się premierami nie była pomocą, ale trzeba się starać. Rosja jest wielkim partnerem dla wszystkich na świecie, dlaczego ma nie być również ważnym partnerem dla Polski.

Dalsze opinie o Panu - były prezydent Lech Wałęsa mówi tak: Aleksander nie ma pomysłu, co zrobić, by w Polsce było lepiej. Przyjął więc postawę - rolę obserwatora i czepia się szczegółów.
Prezydent RP:
Autor tej opinii ma tak szczególny stosunek do mnie, że właściwie dla dobra sprawy nie powinienem wchodzić w żadne z nim dyskusje i komentarze. Mogę powiedzieć tylko tyle: Lech Wałęsa jak mało kto wie, co można zrobić będąc prezydentem i czego zrobić się nie da. Myślę, że Lech Wałęsa jeszcze przed nikim, poza sobą, nie przeprowadził dobrego rachunku sumienia dotyczącego dalszej prezydentury, co udało mu się zrobić, czego się nie udało zrobić, jakie popełnił błędy. A to byłoby owoce, gdyż taka samokrytyczna refleksja byłaby pomocą dla kształtowania prezydentury w przyszłości. Mogę tylko prezydentowi Wałęsie powiedzieć jedno, że to czego on nie zrobił, a mógł, ja zrobiłem. Polska ma konstytucję i ta konstytucja przeszła referendum i obowiązuje. Dzisiaj ci wszyscy krytycy, którzy jeszcze straszyli nie tak dawno, że będzie to Targowica, nie dość, że milczą to jeszcze nie odwołują tych przecież nieprawdziwych opinii. Jak widać coś można zrobić na tym stanowisku wielkiego, to nie są małe sprawy. Jeżeli on mówi o małych sprawach to konstytucja nie jest małą sprawą, to jest wielka sprawa, która jeszcze będzie przydatna Polsce przez dziesiątki lat.

Wiceprzewodniczący AWS Jacek Rybicki mówi: "Aleksander Kwaśniewski mniej dbał o dobre sprawowanie władzy, a bardziej o własny wizerunek, wykorzystując do tego sprawdzone chwyty np. działalność charytatywną żony.
Prezydent RP:
Chcę powiedzieć, że to, co robi moja żona jest znakomite i fenomenalne jeżeli chodzi o polskie życie polityczne, bo do tej pory żadna z partnerek polityków nie była tak aktywna społecznie i to w dziedzinach, które są generalnie zaniedbane przez rząd i przez samorządy. To, że moja żona chciała z własnej woli zorganizować Fundację, pomagać ludziom w potrzebie, osobom niepełnosprawnym. To, że ona tak zaangażowała się w walkę z rakiem piersi u kobiet, który jest jedną z plag zdrowotnych w Polsce, to, że pomaga szpitalom, to ja jestem jej wdzięczny i myślę, że wszyscy powinniśmy być wdzięczni, że chce to czynić, bo przecież nie musiałaby.

I obrażają Pana sformułowania, że są to sprawdzone chwyty?
Prezydent RP:
Jeżeli to są tak sprawdzone chwyty, to mam pytanie dlaczego inne panie tego nie robią. Proponuję, żeby w ramach sprawdzonych chwytów żona pana Rybickiego zajęła się również działalnością charytatywną. I w ramach sprawdzonych chwytów inne żony podjęły taką pracę, bo będzie to z pożytkiem dla nas wszystkich. Proszę zauważyć, że to, co robi moja żona nie dość, że jest dobrze zorganizowane to jeszcze przynosi efekty i to nie jest deklarowanie zainteresowania tymi sprawami, tylko jest to bardzo konkretna pomoc. Jeżeli szpitale ze względy na młodych pacjentów malowane są tak, żeby były psychologicznie bardziej przyjemne, aby w ten sposób pomagać w rekonwalescencji, to jest konkret. To są rzeczy, które gdzieś zostały sprawdzone, a w Polsce będą przyjęte do praktyki i bardzo dobrze.

A jak Pan odpiera takie opinie, że gdyby Pana żona zdecydowałaby się kandydować na prezydenta RP to byłaby najpoważniejszym Pana kontrkandydatem?
Prezydent RP:
Być może. Tylko, że moją żonę spotkałem dwadzieścia kilka lat temu i ona zawsze wykazywała ogromnie dużo zdrowego rozsądku, a więc nie sądzę, aby taką decyzję, przynajmniej dzisiaj, podjęła. Co zrobi za kilka lat, zobaczymy.

A czy ci, którzy zgadzają się kandydować nie mają zdrowego rozsądku?
Prezydent RP:
Mają oczywiście swoje kalkulacje, rozsądkiem to się okaże po wynikach, ale jednak czym innym jest kandydowanie żony w konfrontacji z mężem.

Czyli z uśmiechem Pan to traktuje?
Prezydent RP:
Wiem, że ona to traktuje z wielkim uśmiechem i właśnie to wydaje mi się u mojej żony znakomite, że potrafiła oddzielić swoją działalność społeczną od polityki. Ona nie ma ambicji politycznych, nie chce uczestniczyć w życiu politycznym, chociażby tak, jak Hillary Clinton, która dzisiaj już kandyduje do Senatu, a wcześniej była organizatorem reformy służby zdrowia w Ameryce, co zresztą się nie powiodło.

Ale czy Pana żona jakoś wpływa na Pana decyzje, np. kogo odznaczać?
Prezydent RP:
Nie. Pod tym względem mamy żelazne zasady. Przede wszystkim staram się swoją pracę zamknąć w moim gabinecie. Kiedy idę piętro wyżej do domu to tam już jest mój prywatny azyl. Oczywiście nie da się tego w stu procentach rozdzielić, bo przecież są wiadomości, są informacje, słuchamy różnych opinii. Moja żona często na te opinie zżyma się dużo bardziej zdecydowanie niż ja, bo ja mam już tyle lat praktyki za sobą, że uodporniłem się. Ona mniej, ona przeżywa to dużo bardziej wrażliwie. Ustawy, dokumenty, odznaczenia, goście zagraniczni, a więc to wszystko, co związane jest z wykonywaniem urzędu musi zamknąć się w moim gabinecie piętro niżej. Nie można wprowadzać życia prywatnego do polityki, bo to byłaby szkoda dla obu sfer, i dla polityki, ale przede wszystkim życie prywatne stałoby się nieznośne.

Zostańmy na chwilę przy odznaczeniach. Jak Pan wie, zarzucają Panu, że strasznie rozdaje Pan te różne odznaczenia, że już setki tysięcy odznaczeń Pan rozdał.
Prezydent RP:
To jest nieprawda. Tych odznaczeń jest zdaje się ponad kilka tysięcy.

Panie Prezydencie, Rzeczpospolita podała, że do końca 1999 roku odznaczył Pan 249 019 osób.
Prezydent RP:
Wlicza Pani do tych odznaczeń np. odznaczenia z okazji 50-lecia pożycia małżeńskiego czy odznaczenia, które wynikają z ustaw i gdzie mechanizm jest dość prosty, to znaczy dokumenty są przesyłane i całymi setkami to podpisuję. Jeżeli zaś mówimy o odznaczeniach nadawanych z inicjatywy prezydenckiej to jest ich kilka tysięcy. Prosiłem o zbadanie jak to wygląda w porównaniu do poprzednich pięciu lat i okazało się, że nie ma wielkich różnic. Natomiast niewątpliwie moją decyzją jest to, że staram się odznaczenia dawać za zasługi w poszczególnych dziedzinach dla Polski, nie patrząc na polityczne pochodzenie kandydata. To jest najbardziej krytykowane i kontrowersyjne. Jeżeli dostaje ktoś z lewej strony to protestują z prawej, jeżeli dostaje ktoś z prawej to protestują ci z lewej. Uważam, że powinna być tutaj otwarta polityka, gdyż w Polsce jest dużo ludzi zasłużonych.

Gazeta Wyborcza przypomniała, że w 1997 roku po wyborach odznaczył pan byłych wojewodów oraz byłych parlamentarzystów, którzy nie otrzymali ponownie mandatów, chodzi oczywiście o SLD.
Prezydent RP:
Tak jest. I uważam, że jeżeli będą swoją działalność kończyć wojewodowie czy wybitni parlamentarzyści tej kadencji to również powinni otrzymać odznaczenia. Pamiętajmy, że w 1997 roku, po objęciu władzy przez AWS doszło do wielkiej wymiany. Zmieniono wszystkich wojewodów. SLD, który oskarżało się o różne takie grzechy do końca zostawiło np. wojewodę Jastrzębskiego w Warszawie i Tałasiewicza w Szczecinie. Między innymi i oni otrzymali odznaczenia, gdyż uważam, że ich działalność, którą zaczynali jeszcze w okresie rządu premiera Mazowieckiego jest naprawdę godna podziękowania. Jeżeli będą kończyć parlamentarzyści, którzy zamykają swoją działalność publiczną to dlaczego ich nie uhonorować.

Z każdego klubu?
Prezydent RP:
Też. To nie jest tak, że orły są schowane tylko pod jednym dachem. Są naprawdę dobrzy parlamentarzyści, którzy znają procedury w AWS, SLD, w Unii Wolności i PSL, a są też parlamentarzyści we wszystkich tych klubach, którzy w tej roli się nie sprawdzają i oni odznaczeń nie powinni dostać.

Porozmawiajmy teraz chwilę o sądach i o Panu jako świadku. Liderzy SLD wytoczyli tygodnikowi Wprost proces w związku z publikacjami o majątku SdRP, Pan przez sąd został powołany na świadka. Powinien był Pan się stawić 27 kwietnia w sądzie okręgowym w Warszawie. Tak się jednak nie stało. Minister Kalisz powiedział, że Prezydent nie powinien zeznawać w postępowaniu cywilnym.
Prezydent RP:
To są dwie różne sprawy. Nie pojawiłem się w sądzie, ponieważ byłem na spotkaniu prezydentów na Węgrzech i to jest spotkanie dużo wcześniej planowane. Natomiast minister Kalisz jako szef kancelarii podejmuje kwestie o charakterze prawnym, konstytucyjnym. Myślę, że najlepszym miejscem dla rozstrzygnięcia tej kwestii powinien być Trybunał Konstytucyjny, bo istnieje pewien problem i natury konstytucyjnej i natury czysto organizacyjnej. Prezydent, pojawiając się w sądzie podlega władzy sądu, co oczywiście konstytucyjnie jest dyskusyjne, bo mówi się o trzech różnych władzach nie podlegających wzajemnie sobie. Na to też zwraca uwagę prof. Falandysz, który jest dla mnie w tej mierze autorytetem istotnym, bo on zna i procedury sądowe i zna charakter działalności Kancelarii Prezydenta. Ale jest drugi czysto organizacyjny problem, jak się porozumieć, aby ten problem był na tyle wygodny, aby nie kolidował z obowiązkami prezydenckimi. Bycie świadkiem oznacza, że trzeba zaplanować sobie bliżej nieokreślony czas świadczenia. Jestem za tym, aby w pełni szanować sądy, ale z drugiej strony, aby nie doprowadzić do takiej paranoicznej sytuacji, że każdy nawet w dość awanturniczych kwestiach będzie mógł powoływać prezydenta na świadka, a on nie będzie mógł odmówić świadczenia. Nie mówię akurat o tej sprawie, bo tutaj to zaproszenie dla mniej ma swój sens, ale mogę sobie wyobrazić ludzi, którzy będą chcieli się trochę pobawić i na przykład wezwać prezydenta jako świadka w innych procesach.

Poseł Zbigniew Wawek z AWS przedstawił dziennikarzom projekt zmian w kodeksie postępowania cywilnego i prawnego, aby "ułatwić prezydentowi zeznawanie w charakterze świadka przed sądem. Do kodeksu powinny być wprowadzone paragrafy, w przypadku, gdy świadkiem ma być prezydent RP, sąd zwraca się do niego o wyznaczenie miejsca i czasu przesłuchania" Poseł chciałby również Panu przesłać ten projekt i ma nadzieję, że Pan ten projekt przedstawi jako prezydencki projekt ustawy.
Prezydent RP:
Z punktu widzenia jakby znalezienia odpowiedzi na ten precedens może to jest dobry pomysł. Chętnie przeczytam propozycję posła Wawaka, będziemy rozmawiać z ekspertami. Chodzi tylko o jedną rzecz, aby możliwość skorzystania z osoby prezydenta później nie stała się nadużywana. Póki dotyczy to jednej sprawy i jest raz na pięć lat kadencji, to nie jest problem. Świat się nie zawali. Dowiedziałem się, że jest propozycja ugody między SLD a tygodnikiem Wprost, więc może nie trzeba będzie wracać do tej kwestii.

Gdyby według wykładni TK okazało się, że może Pan być świadkiem czy chciałby Pan zeznawać w procesie SLD przeciwko tygodnikowi Wprost?
Prezydent RP:
Jeżeli będę powołany jako świadek i będzie to zgodne ze wszystkimi przepisami to oczywiście, że będę zeznawał. Jestem obywatelem Polski i zależy mi na tym, aby w pełni budować prestiż sądów jako niezależnych, niezbędnych instytucji dla demokracji.

Kiedy, Pana zdaniem zamkną, się wszystkie publikacje dotyczące majątku SdRP?
Prezydent RP:
Myślę, że tak długo, jak Leszek Miller i to pokolenie będzie w polityce odgrywało istotną rolę i będzie miało szanse na wygrywanie wyborów. To jest zgodnie z zasadą, że bat się musi znaleźć, przecież w debacie politycznej te argumenty będą używane. Sądzę, że za 30, 40 lat, jak dożyjemy i będziemy już bardzo starszymi panami i będziemy to wszystko oglądać w telewizji to już nawet nikt nie będzie wracał do tych spraw, ale póki to pokolenie, które tworzyło SdRP i SLD, nie dość, że jest politycznie aktywne, ale jeszcze ma szanse zwyciężać w wyborach to przeciwnicy będą używali tego bata.

I porozmawiajmy troszkę o lustracji. Jak Pan Prezydent patrzy na Instytut Pamięci Narodowej, którego nie ma? Czy popiera Pan propozycję SLD, żeby Główna Komisja Ścigania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu została wyłączona spod IPN i przeszła pod Prokuratora Generalnego?
Prezydent RP:
To jest jakieś rozwiązanie. Chciałbym tylko przypomnieć, że jedyne weto, które przegrałem w Sejmie dotyczyło właśnie IPN. Wtedy powstał taki sojusz AWS - UW - PSL i odrzucono moje weto, a później dokonano tych zmian, jakie dzisiaj mamy, m.in.: 3/5 dla powołania szefa IPN. Wtedy już zwracałem uwagę, że sposób wyboru szefa IPN jest nadmiernie upolityczniony. Nie uważam, że parlament powinien wybierać szefa IPN, mogłaby to być decyzja oddana w ręce choćby prezydenta, po to, żeby z dwóch kandydatów, który przedstawiałoby kolegium można by wybrać jednego. Tak się dzieje w przypadku Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i to działa i wcale nie jest niemożliwe. Mówiłem również o brakach tej ustawy, choćby dotyczących powszechnej dostępności, odrzucono to, więc mógłbym najkrócej powiedzieć, że miałem rację, ale trzeba wybrnąć z tej sytuacji. Sądzę, że może być drogą rozwiązania problemu to, co proponuje SLD, czyli rozdzielenie dwóch spraw i umożliwienie niezwłocznego kontynuowania działań przez Główną Komisję. A drugie wyjście to jest to, że ta większość 3/5 się dogada i znajdzie prezesa. Słyszę, że kandydatem jest prof. Zoll. Myślę, że byłoby to dobre rozwiązanie, bo jest to niewątpliwie prawnik wysokiej próby i być może trzeba właśnie szukać takiego człowieka, który ze względu na swój autorytet uchroni IPN przed polityzacją. To samo mogę powiedzieć o profesorze Kieresie, którego miałem okazję poznać, co prawda w innych sprawach, rozmawialiśmy wtedy o kwestiach samorządowych. To jest też bardzo wysokiej próby prawnik, osoba o dużym doświadczeniu. Może to jest jakieś rozwiązanie, aby ten IPN miał na czele człowieka, który nie będzie podejrzewany o wyłącznie polityczne działanie.

Czy Pana zdanie w ogóle powstanie IPN?
Prezydent RP:
Dobre pytanie. Mam nadzieję, że tak.

A co z Rzecznikiem Praw Obywatelskich? Nikt się nie spodziewał, że tutaj też będą problemy.
Prezydent RP:
Te problemy wynikają po prostu z bardzo niedobrej choroby, która toczy w tej chwili parlament, a konkretnie większość parlamentarną, a jeszcze jaśniej mówiąc AWS, czyli absolutnie polityczna obsada stanowisk. Nieważne, co ten człowiek umie i kim jest, ważne, aby był nasz. Jest to polityczny egoizm i bardzo niebezpieczne partyjniactwo. To, że partia ma swoje interesy, że rząd składa się z przedstawicieli partii politycznych jest normalne, tak się dzieje na całym świecie. Nikt się nie dziwi, że premierem zostaje szef partii politycznej. Mam nadzieję, że w Polsce też doczekamy czasu, że premierem będzie zostawał lider zwycięskiej partii. Natomiast jeżeli RPO czy IPN podlega myśleniu partyjnemu to zaczynają się takie właśnie kłopoty. Pamiętajmy, że w czasach PRL , to może będzie mocny argument dla tych, którzy nie myślą w ten sposób, profesor Ewa Łętowska, osoba niezależna, bezpartyjna, która zresztą znakomicie zapisała się jako Rzecznik Praw Obywatelskich, została pierwszym Rzecznikiem, później tym Rzecznikiem został prof. Tadeusz Zieliński, także osoba, która była z takich układów politycznych nie bezpośrednio partyjnych, trzecim Rzecznikiem, który też świetnie się zapisał jest Adam Zieliński. Można zapytać prawnika o dowolnych poglądach politycznych, każdy doceni klasę tych ludzi jako specjalistów. I nam potrzeba takich specjalistów. Uważam, że oni są. Proszę się rozejrzeć wśród dziekanów wydziałów prawa, rektorów uczelni wyższych i gdyby się okazało, że RPO zostaje wybitny prawnik, który nie odróżnia AWS od UW, a PSL od SLD, to może to jest najlepsze rozwiązanie, bo to jest taka funkcja. RPO ma być obrońcą praw obywatelskich, zgodnie z Konstytucją. Polityka nie ma nic do tego.

Porozmawiajmy o kampanii prezydenckiej, a właściwie o ustawie o wyborze prezydenta. W piątek uchwalono ustawę, która trafiła już do Pana Prezydenta do podpisu?
Prezydent RP:
Jeszcze nie trafiła, ale trafi i wtedy ją podpiszę.

Czy to, że ograniczono cegiełki do 10% ogólnego limitu na kampanię to dobrze, Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
Dobrze.

To, że zmniejszono ogólny limit wydatków na kampanię do 12 milionów złotych to dobrze?
Prezydent RP:
Uważam, że to jest nawet za dużo. 12 milionów złotych to są 3 miliony dolarów. Biorąc pod uwagę ekonomiczny stan Polski, a także hojność tych wszystkich partnerów, którzy mogą finansować kampanię wydaje mi się kwotą bardzo wysoką.

Ile Pan przeznaczy na kampanię.
Prezydent RP:
Nie wiem, ile przeznaczę. Będzie się tym zajmował komitet wyborczy. 12 milionów w Polsce to jest bardzo dużo pieniędzy. Nie ma potrzeby, aby kampanie polityczne w Polsce czy to samorządowa czy parlamentarna czy prezydencka tyle kosztowały. Jak ruszy już kampania znajdą się ludzie, którzy danego kandydata cenią. Gdy rozpocznie się kampania to oczywiście będzie takie oczekiwanie, że ktoś kampanię wspomoże. Liczę tutaj na moich współpracowników, bo inaczej się nie da tej kampanii zrobić. Nie sądzę, żeby musiała być ona aż tak droga.

Czy Pana zdaniem powinno być potem dokładne rozliczenie kandydatów i komitetów wyborczych, czy powinno być tak, że PKW przedstawi biegłych, którzy będą kontrolować stany kont?
Prezydent RP:
Niewątpliwie raport musi być bardzo precyzyjny i czytelny. Sądzie, że po raz pierwszy prezydencka ordynacja wyborcza tak szczegółowo wszystko reguluje. Jeżeli 12 milionów i 10% to wiadomo, że ta część nie musi być rozliczana inaczej tylko stwierdzeniem "cegiełki", później są limity i zestaw reguł, które po raz pierwszy obowiązują. Myślę, że jeżeli to powiedzie się przy tej kampanii i będzie mogło podlegać rozliczeniu, jeżeli nie będzie omijane, bo trzeba pamiętać, że ludzie są twórczy i ktoś może jakąś furtkę wymyślić, to może to być dobry przykład dla kampanii parlamentarnej i innych. Jestem zdania, że rozliczenie powinno być jawne i musi być przejrzyste. Natomiast w tej chwili reguły są tak precyzyjne, że zobaczymy ile uda się kandydatom tych pieniędzy zebrać zgodnie z przepisami, bo to wcale nie musi być takie łatwe zadanie.

Czy ma Pan ułatwione zadanie przez to, że jest Pan już prezydentem?
Prezydent RP:
W jakimś sensie urzędujący prezydent ma zadanie ułatwione, bo nie musi jeździć po Polsce i się przedstawiać kim jest, gdyż jest znany i rozpoznawany. Z drugiej strony ma zadanie utrudnione, dlatego, że kampania to nie urlop od pełnienia obowiązków służbowych. To jest cały czas szukanie równowagi między tym, co trzeba codziennie zrobić, obowiązkami, które trzeba wypełnić, a kampanią, którą się prowadzi. To jest nawet kwestia języka. Uważam, że urzędujący prezydent musi używać języka dużo bardziej merytorycznego, spokojnego, bez inwektyw, podczas, gdy inni kandydaci hulają sobie, jak chcą. I tu prezydent ma najtrudniej, bo atakowany będzie przez wszystkich i w sposób nieelegancki, a odpowiadać będzie musiał elegancko, bo takie jest oczekiwanie społeczeństwa, że prezydent w bójki słowne nie wchodzi, że zachowuje się jak dżentelmen, a nie jak kandydat z ciemnych przedmieść.

Z Pana strony żadnych bójek nie będzie?
Prezydent RP:
Merytoryczne będą spore, natomiast bójek w rozumieniu używania słownictwa, jakie w ostatnim czasie od paru osób słyszałem, na pewno nie będzie.

Od kogo Pan słyszał?
Prezydent RP:
Od tych, którzy już postanowili być kandydatami.

A jednym słowem, jaka będzie Pańska kampania?
Prezydent RP:
Zobaczymy, jeszcze jest czas. Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjąłem. Będzie na pewno merytoryczna. Po pięciu latach działalności mam o tyle inne zadania aniżeli kandydaci, którzy nie sprawdzili się na innych stanowiskach albo pełnili różne stanowiska, z których odchodzili bardzo szybko i nie zawsze w dobrym stylu. Mam za sobą pięć lat tego dorobku, który ludzie znają i jeżeli mój styl prezydentury, mój sposób myślenia, mój umiarkowany charakter akceptują to jesteśmy już po słowie, natomiast jeżeli oczekują jakichś szaleństw to nie ode mnie.

Dziękujemy za rozmowę Panie Prezydencie.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.