przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Przed drugim maja politycy informowali środki masowego przekazu o swoich dochodach i o tym, że zdążyli złożyć zeznania podatkowe. Pan Prezydent zdążył w terminie?
Prezydent RP:
Zdążyłem kilka dni przed terminem.

Jak to wyglądało na formularzu ?
Prezydent RP:
Na formularzu wszystko jest zgodnie z przepisami. U mnie nie jest to skomplikowane, dlatego że prezydent ma dochody stałe. To są wynagrodzenia z tytułu pełnienia urzędu. Otrzymałem jedno honorarium za wykład na seminarium, którego tematem był "Okrągły Stół", ale w całości przekazałem na Polski Czerwony Krzyż. To była spora suma 5 tys. dolarów. Natomiast, jeśli chodzi o dochody, wyniosły one 288 tys. 566 zł. Zapłaciłem blisko 79 tys. z tytułu podatku.

Tu musimy sprostować Panie Prezydencie. Nie 79 tylko 74 tys. 911 zł. Tak twierdzi Kancelaria Prezydenta. Jest Pan zadowolony ze swoich zarobków?
Prezydent RP:
W Polsce, w kraju, który jest na dorobku, prezydent zarabia godnie. Uważam, że nie można narzekać. Nie można oczekiwać więcej. Natomiast mam nadzieję, że za ileś lat, kiedy będziemy mieli więcej jeszcze sukcesów gospodarczych i silniejszy złoty, to również wynagrodzenia prezydenckie będą porównywalne z tymi, które są np. w Unii Europejskiej. Ale ja nie narzekam.

A propos tych sukcesów gospodarczych. Wczoraj padła informacja o naszym deficycie obrotów bieżących. Złotówka znowu spadła w stosunku do dolara. Cena dolara niebezpiecznie zbliża się do 5 zł. Czy jest się czego bać ?
Prezydent RP:
Muszę być w stwierdzeniach bardzo ostrożny, ponieważ jesteśmy w gospodarce rynkowej. Giełda, rynek, kursy reagują na różnego rodzaju wypowiedzi polityków. Na pewno sytuacja musi być bardzo poważnie, głęboko przeanalizowana. Dobrze, że zabierają głos specjaliści, z resztą różnie oceniając tę sytuację. Jedni nas uspokajają, drudzy mówią o już istotnym zagrożeniu. Problemem zasadniczym jest deficyt rachunku bieżącego. Do niedawna mówiło się, iż barierą jest 7 procent i przekroczenie jej zazwyczaj powodowało różnego rodzaju kłopoty, turbulencje finansowe. My przekraczamy już 8 procent. Jesteśmy, co prawda uspokajani, że deficyt będzie w tej chwili zmniejszał się, że będzie niższy niż 8 procent na koniec roku, ale niewątpliwie to musi być uważane jako poważny sygnał ostrzegawczy. Oczekuję, że ze strony specjalistów, a więc Ministerstwa Finansów, Ośrodka Badań Strategicznych, który jest przy rządzie, ale także innych gremiów jak chociażby Rada Polityki Pieniężnej usłyszymy bardzo kompetentne, pogłębione wypowiedzi na ten temat w ciągu najbliższych godzin.

Pojawiają się takie opinie, że nie jest to jeszcze zapowiedź kryzysu, ale ewentualnie, że sytuacja jest trudna. Co trzeba zrobić w takiej sytuacji?
Prezydent RP:
Nie ma wątpliwości, że utrzymując od dłuższego czasu wzrost gospodarczy, a także walcząc z inflacją nie potrafimy rozwiązać dwóch poważnych kwestii: deficytu w handlu zagranicznym, który rośnie bardzo zdecydowanie oraz deficytu na rachunku bieżącym, który ma swój bezpośredni wpływ na sytuację rynku finansowego. Oba są głębokie. Ten w handlu zagranicznym, w moim przekonaniu, ma charakter strukturalny i polska gospodarka i polityka gospodarcza Polski musi zdecydowanie bardziej zająć się nim. Tego nie można już odkładać na później i nie można uznawać, że jest to niejako uboczny skutek prowadzonej polityki gospodarczej skupiającej się na walce z inflacją. Stworzyliśmy w Polsce mechanizmy, instytucje, które odpowiadają za polski rynek finansowy, złotego polskiego, myślę o Radzie Polityki Pieniężnej, Narodowym Banku Polskim, Ministerstwie Finansów. Oczekuję osobiście, oczekuje tego opinia publiczna, że w ciągu najbliższych godzin z tej strony będą bardzo precyzyjne wypowiedzi jak te sygnały odczytywać. Czy jest to powód do niepokoju, czy mamy jeszcze czas i jakie działania będą podejmowane.

Czy pokusiłby się Pan na taką ocenę, czy sposób kierowania gospodarką jest w tej chwili właściwy, jeśli doprowadzi do takich wyników?
Prezydent RP:
Trzeba pamiętać, że nie można dyskutować tych faktów w oderwaniu od np. takich wskaźników jak wzrost gospodarczy. Jeżeli uda się zrealizować wzrost gospodarczy w roku 2000 na poziomie 5 procent czy ponad 5 procent, co było planowane, to nie będzie zły wynik. Jeżeli uda nam się zmniejszyć inflację tak jak planujemy, choć wydaje mi się to bardzo trudne, to też trzeba to uznać za plus. Jest na pewno dla sukcesu jakaś cena kłopotów czy porażek. W gospodarce jest zdecydowanie coś za coś. Choć nie wolno przeoczyć momentu, w którym zgoda na zjawisko niekorzystne zacznie mieć bardzo negatywną jakość. Sądzę, że handel zagraniczny w tej chwili jest sprawą na tyle zaniedbaną i na tyle niebezpieczną dla przyszłości Polski, że musimy zastanowić się, co zrobić, jaką politykę prowadzić, żeby Polski eksport rósł, żebyśmy w ogóle byli obecni z naszymi towarami eksportowymi na rynkach światowych. Tutaj jesteśmy słabi nieadekwatnie do pozycji gospodarczej Polski.

Skoro o handlu rozmawiamy, a o Unii Europejskiej będziemy jeszcze rozmawiać w dalszym ciągu naszej audycji. Panie Prezydencie taki cytat "Wejście w życie porozumienia o liberalizacji handlu rolnego między Polską a Unią Europejską przed pierwszym lipca jest niemożliwe " - dowiedziała się Rzeczpospolita od nie wymienianych z nazwiska urzędników Komisji Europejskiej. To przecież też będzie miało wpływ na nasz bilans? Handlowy.
Prezydent RP:
Będzie miało wpływ, ale na razie informacja jest z anonimowych źródeł. Poczekajmy więc. Cały czas trwają rozmowy

Tymczasem taka liberalizacja nastąpi między Unią Europejską a Czechami i Węgrami. Czesi i Węgrzy będą korzystać, a my jeszcze poczekamy.
Prezydent RP:
Nie chciałbym komentować wydarzeń, które być może będą miały miejsce. Opieramy się tu na bardzo wątłej podstawie. Na pewno ten sygnał jest ważny dla naszych negocjatorów, dla ministra Plewy, który zajmuje się tym bezpośrednio w kontaktach z Unią Europejską, dla pana ministra Kułakowskiego. Oni powinni taki sygnał przeanalizować i prowadzić rozmowy tak, żebyśmy nie byli traktowani gorzej od Czechów i Węgrów i żebyśmy mogli realizować polskie cele, które choćby związane są z otwieraniem rynków europejskich dla naszych produktów rolnych. Poza tym dzisiaj słyszałem inną wiadomość, która wskazuje, iż Unia Europejska raczej widzi Grupę Wyszehradzką wspólnie a nie rozłącznie. Słyszałem wypowiedź komisarza Vergheina, odpowiedzialnego za rozszerzenie UE, który mówi o konieczności przyspieszenia reform instytucjonalnych w Unii po to, żeby można było grupami przyjmować kraje nowe i mówi się właśnie o Grupie Wyszehradzkiej, o czwórce, która weszłaby w tym samym czasie do Unii.

Może dlatego, że ta Grupa Wyszehradzka poważnie zaistniała.
Prezydent RP:
Nie tylko. Jest dużo argumentów natury historycznej i politycznej, ale także ekonomicznej. I ze względu na grupę ale jeszcze bardziej ze względu na CEFT-ę stworzyliśmy pewne zasady współdziałania gospodarczego, handlowego, które ujednoliciły zasady w naszych krajach i które nas dobrze przygotowują, żeby razem wejść do struktur unijnych.

I jest pan przekonany, Panie Prezydencie, że stanie się to na początku 2003 roku?
Prezydent RP:
Bardzo bym chciał. Uważam, że cel jaki zdefiniowaliśmy wspólnie w Polsce, jest to przecież decyzja i parlamentu i rządu i ja podpisuję się pod nią, to jest cel, który łączy zarówno koalicję jak i opozycję. Myślę, że będzie to również cel każdego kolejnego rządu w Polsce. Jest ambitny, jest trudny ale moim zdaniem realistyczny. A tak bardzo zdecydowane mówienie o roku 2003 ma jeszcze dwie zalety: Jedną dla nas, bo nas mobilizuje. Pamiętajmy, my musimy swoją pracę domową wykonać. Nikt nas z tego nie zwolni, żadnej taryfy ulgowej nie będzie, szczególnie wobec Polski. Jesteśmy za dużym krajem, żeby eksperymentować, żeby zgadzać się na jakieś nie dogadane rzeczy. Z drugiej strony ten nacisk na rok 2003 jest bardzo potrzebny Unii Europejskiej i opinii publicznej w UE, która jest dość sceptyczna, bo im się żyje wygodniej. Jest coraz bardziej sceptyczna, dlatego, że entuzjazm przełomu lat 90-tych osłabi, natomiast zaczyna się wygodnictwo, które ja nie waham się czasami nazywać wręcz egoizmem. Zachód nieraz w historii cierpiał na chorobę egoizmu, gdy zajmował się swoimi sprawami i nie widział dramatów czy kłopotów, które nadchodzą, które rodzą się gdzieś indziej. Raz Zachód zachował się odpowiedzialnie. To były Bałkany w ostatniej fazie czyli Kosowo, wcześniej też przecież wszystkie reakcje były spóźnione. Obawiam się, że jeśli chodzi o opinię publiczną, to ona wyraża taki niezbyt głośny ale istotny eurosceptycyzm. Natomiast, co jest ważne. Wszystkie elity polityczne już się zdeklarowały. Dzisiaj nie mówimy: "tak" dla rozszerzenia czy "nie" dla rozszerzenia. Dzisiaj mówimy kiedy? To jest w sensie politycznym rozstrzygnięte. Mówimy o tempie, nie mówimy o sprawie. Ten nacisk jest potrzebny. Oni muszą wiedzieć, że z naszej strony jest determinacja, bo to też będzie wpływało na ich przygotowania, decyzje. Myślę, że byłoby dobrze, gdybyśmy cel zrealizowali, to byłoby niewątpliwie na nowe tysiąclecie największy prezent jaki możemy uczynić i Polsce i Europie.

Na razie jest tak, że UE deklaruje, że do końca 2002 roku będzie gotowa na przyjęcie nowych członków.....
Prezydent RP:
To jest dobra wiadomość. Mówił o tym premier Jospin wczoraj na spotkaniu z premierami Grupy Wyszehradzkiej w Budapeszcie. Będziemy na pewno o tym rozmawiać podczas mojej oficjalnej wizyty we Francji w połowie maja. Francja w drugim półroczu jest szefem Unii. Będziemy mieli prezydencję francuską i od Francuzów ogromnie dużo na ile Unia przyspieszy i na ile sfinalizowane zostaną rozmowy dotyczące instytucjonalnych reform czyli będzie dalszy ciąg tego, co zawarto w "Porozumieniach Amsterdamskich". Gdyby Francuzi chcieli taką rolę odegrać drzwi otwierających dla rozszerzenia, to myślę, że byłoby to nie tylko bardzo dobrze, ale także z godne z naturą Francuzów. Oni kochają wielkie rzeczy, takie historyczne.

Panie Prezydencie, kiedy ogłosi Pan decyzję o tym, że startuje w wyborach prezydenckich lub nie?
Prezydent RP:
Na pewno trzeba będzie zdeklarować się, ale nie sądzę, żeby wcześniej aniżeli marszałek Sejmu ogłosi kalendarz wyborczy, terminy. Przecież jeszcze do tej pory nie wiemy, kiedy będą wybory prezydenckie. Mniej więcej orientujemy się, konstytucja to mówi.

Mówi się, że 8 października
Prezydent RP:
Mówi się, właśnie. To jest ostatni możliwy termin według konstytucji. Pierwszy możliwy to jest 17 września. Została przyjęta ordynacja wyborcza, która jest u mnie na biurku i zostanie wkrótce podpisana. Mam czas do 19 maja ale myślę, że uczynię to wcześniej tak, żeby pan marszałek Płażyński miał już wszelkie postawy prawne do podjęcia decyzji o kalendarzu wyborczym, a wtedy oczywiście będą musiał i zdeklaruję się.

Ale przecież inni kandydaci nie czekają na ogłoszenie przez marszałka Płażyńskiego kalendarza wyborczego.
Prezydent RP:
Jest różnica pomiędzy kandydatami a urzędującym prezydentem, który wykonuje swoje obowiązki i nie chciałbym, by w tych obowiązkach kampania była istotną przeszkodą, Dlatego, im krótsza ona będzie, im później decyzja o ogłoszeniu będzie podjęta tym lepiej dla urzędu, tym lepiej dla funkcji, którą sprawuję. I tak przecież nieuchronnie, gdziekolwiek jestem, wczoraj byłem w Dębicy i w Tarnowie, pytania brzmią czy to jest związane z kampanią. A tu mieliśmy święto pułku, rocznicę pułku, który stacjonuje w Dębicy. Spotykałem się na koncercie muzyki odnalezionej w Tarnowie. Wszystko można uznawać za kampanię, ale to nie jest żadna kampania. To są wykonywane prezydenckie obowiązki.

Dzisiejsza Rzeczpospolita pisze, że wybory prezydenckie to taki polityczny pociąg marzeń. Politycy czekają na niego 5 lat, gdy już nadjeżdża jedni niecierpliwie wyrywają się pierwsi wskakując w biegu jeszcze przed stacją , inni z godnością wchodzą, gdy pociąg stoi na stacji, a jeszcze inni czekają do ostatniej chwili i wskakują, kiedy rusza. Są też tacy, którzy pozostali na stacji i patrzą na niknący pociąg i zastanawiają się czy dobrze zrobili, że do niego nie wsiedli. Pan jest w tej grupie, kiedy pociąg stoi na stacji i będzie pan wsiadał
Prezydent RP:
To niewątpliwie jest najrozsądniejsze.

Będzie Pan wsiadał...
Prezydent RP:
Proszę Państwa. Nie ciągnijcie mnie za język. Choć przecież mówiłem to już także przed tym mikrofonem, że argumenty, które analizowałem, opinie ludzi, z którymi się spotykałem, sondaże, które i ja czytam wskazują na to, że argumentów za kandydowaniem jest dużo więcej niż przeciwnych. Nie sądzę, żebym moją decyzją kogokolwiek zaskoczył. Natomiast, dajcie szansę, żeby mogła ona być oficjalnie, uroczyście wyrażona.

Jak Pan odczytuje te wszelkie sondaże, które dają Panu ogromną przewagę. Czy to jest taka sucha statystyka dla Pana, że jest to 10 razy więcej czy jest coś ponad?
Prezydent RP:
Nie. To jest na pewno dla mnie ważne, satysfakcjonujące, bo dowodzi, że 5 lat sprawowania urzędu znalazło pozytywny rezonans w społeczeństwie, że ludzie doceniają moją pracę, wysiłek, także wysiłki mojej żony, która niewątpliwie w tej wysokiej popularności ma swój udział. Ale sondaże mają to do siebie, że są bardziej sondażami sympatii aniżeli decyzjami wyborczymi. Decyzje wyborcze podejmowane są również z innych powodów, choćby partyjnej solidarności czy politycznego obowiązku. Także, to się nie przekłada bezpośrednio, choć niewątpliwie w piątym roku prezydentury mieć 70 procent poparcia jest nieporównywalnie przyjemniej, lepiej i daje dużo więcej satysfakcji aniżeli mieć 10.

Trzeba brać pod uwagę, że kampania wyborcza się jeszcze nie rozpoczęła i te wszystkie sondaże mogą się jeszcze zmienić. Jak Pan komentuje decyzje Unii Wolności, że nie będzie wystawiała swojego kandydata?
Prezydent RP:
Każda partia może takie suwerenne decyzje podejmować. Wybory prezydenckie są inne aniżeli parlamentarne. Tutaj obowiązku wystawiania kandydata nie ma. Jest kalkulacja. Rozumiem kalkulację polityczną Unii Wolności następująco: nie mieliśmy kandydata, który mógłby odegrać istotną rolę, nie chcieliśmy doprowadzać do jakiegoś kompromisu z kandydatem, który mniej identyfikuje się czy Unia nie identyfikuje go ze sobą, stąd wolna ręka dla wyborców. To też jest jedna z możliwych form zachowania w czasie wyborów prezydenckich.

A czy Marian Krzaklewski będzie jedynym kandydatem AWS ?
Prezydent RP:
Nie wiem. Za mało znam wnętrze, które zresztą jest dosyć tajemnicze, bo do dzisiaj trudno jest powiedzieć jak wyglądają procesy decyzyjne wewnątrz AWS i kto tam naprawdę ma wpływ na niektóre decyzje, kto nie. Dla mnie to jest zbyt tajemnicze, żebym cokolwiek przewidywał.

Czy zwrócił Pan uwagę, że część polityków mówiących o wyborach prezydenckich, uważa, że prezydent tak za dużo tych prerogatyw nie ma.
Prezydent RP:
Zauważam hipokryzję ze strony tych, którzy właśnie to mówią, bowiem w momencie, gdy mają szansę wygrania zaczynają uważać, że prezydent może wiele, że ma zasadniczą rolę do odegrania. Natomiast bagatelizowanie urzędu prezydenckiego zaczyna się wraz ze zmniejszającymi się szansami zwycięstwa. Ten, który nie ma szansy zwyciężyć albo chciałby kandydować, ale wie, że to nie ma sensu, zaczyna mówić, po co to.

Czy to był komentarz, Panie Prezydencie, do słów Leszka Balcerowicza?
Prezydent RP:
To był komentarz do wszystkich wypowiedzi, obniżających rangę urzędu prezydenckiego, który pochodzi z wyboru bezpośredniego, a więc na tym polega jego siła. Pamiętajmy, że żadna partia polityczna do tej pory nie uzyskała tylu głosów, ile uzyskuje zwycięzca wyborów prezydenckich. To jest często relacja jak 3 czy 4 do 1. Trzeba pamiętać, że mandat społeczny jest wyjątkowy. Konstytucyjnie uprawnienia prezydenta są skonkretyzowane. Oczywiście nie dotyczą bezpośrednio działań wykonawczych, ale dotyczą spraw zagranicznych, sił zbrojnych, wymiaru sprawiedliwości i procesu legislacyjnego. To są uprawnienia, które niewątpliwie dają możliwość działania i kształtowania ustrojowego państwa, także pewnej praktyki politycznej w Polsce. Urząd prezydencki należy do tych, które cieszą się społecznym uznaniem. Wynika to z sondaży, przegrywa jedynie z radiem publicznym i ze strażakami. Zauważcie państwo, że w Polsce po 11 latach demokracji, nie mamy wielu instytucji, cieszących się wysokim prestiżem społecznym. Ani parlament, ani rząd nie cieszą się zaufaniem społeczeństwa. Z tego choćby względu, że nie mamy takich punktów odniesienia, takich filarów demokracji zbyt wiele, nie należy dezawuować tego urzędu tylko dlatego, że nie ma się szansy zwyciężyć.

Czy ta niechęć polityków do udziału w wyborach prezydenckich jest, Pana zdaniem pozorna?
Prezydent RP:
Uważam, że przede wszystkim jest obawa przed porażką. Rozumiem, nikt nie lubi przegrywać. Stąd właśnie wszelkie tłumaczenia i usprawiedliwienia. Poczytuję to jako osobisty sukces, że po 5 latach prezydentury urzędujący prezydent jest jednak postacią w polityce tak silną, że trudno się z nim zmierzyć. Ważne jest, żeby te wybory były poważne, aby kandydaci byli znani, aby proponowali rzeczy, z punktu widzenia państwa, istotne i abyśmy nie próbowali obniżać rangi urzędu prezydenckiego, bo to nie służy Polsce. Tu chodzi o jeden z istotnych filarów państwowości Polski.

Czy ma Pan już jakieś oznaki świadczące o tym, że ta kampania prezydencka będzie ostra i brutalna?
Prezydent RP:
Nie jestem prorokiem, zobaczymy. Kampania będzie dość krótka, więc to jest zawsze lepiej, bo będzie mniej czasu, aby opowiadać głupstwa. Zapewne będzie miała elementy brutalne, zresztą przedsmak można było w różnych wypowiedziach starających się czy kandydujących już odczytać, ale mam nadzieję, że nie zejdzie do poziomu, który żenowałby wyborców i był nie do przyjęcia dla rozsądnych ludzi w Polsce, których jest ogromna większość. Polacy chcą argumentów, poważnej debaty, a nie obrzucania się kalumniami.

Panie Prezydencie wtedy, gdy podejmie Pan decyzję na tak lub nie, czy będzie to ogłoszone przy okazji jakiegoś innego wydarzenia czy po prostu przekaże Pan komunikat do PAP?
Prezydent RP:
Będzie to na pewno forma szczególna. Pamiętajmy, że również ważne gremia polityczne będą się zbierały i oczekują ode mnie deklaracji. To przynajmniej dotyczy SLD i UP. Tam są już przyjęte pewne terminy i sądzę, że to też będzie miejsce, aby o wyborach mówić bardzo jasno, zdecydowanie i musi być to poprzedzone moją deklaracją.

Jedna z prerogatyw prezydenckich to zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi. Wczoraj w Dębicy zapowiedział Pan jakościowe i ilościowe zmiany w polskiej armii. Na czym one mają polegać?
Prezydent RP:
Zmiany trwają od dłuższego czasu. Przypomnę, że 10 lat temu zaczynaliśmy z armią ponad 400-tysięczną. Dzisiaj Wojsko Polskie to 200 tysięcy żołnierzy i oficerów, do tego 100 tysięcy kadry cywilnej. W tej chwili trwa dyskusja o ile można jeszcze zredukować stan armii. Zobaczymy, jakie zapadną ostateczne decyzje, a niewątpliwie ta zmiana nie jest tylko ilościowa, oznacza też zmianę struktury. Będzie mniej oficerów na wysokich stanowiskach od majora w górę, będzie więcej na niższych stanowiskach oficerskich. I co jest bardzo istotne dla polskiego wojska musimy wzmocnić kadrę podoficerską. Przysłowiowy kapral jest solą, jest istotą wojska i w NATO i poza NATO. Musimy zapewnić sobie bardzo fachową kadrę, odpowiednio do tego przygotowaną i liczniejszą niż do tej pory. Redukcja ma służyć temu, żeby znaleźć nieco środków na zmiany jakościowe. I one będą miały dalszy ciąg, tak samo, jak dalszy ciąg w wymiarze wielu lat musi mieć proces modernizacji armii. Efekty są ograniczone, bo to jest droga inwestycja. Jeżeli mówimy np. o konieczności zakupu dla polskiego wojska samolotu wielozadaniowego, decyzje muszą być podjęte w ciągu roku czy dwóch lat, nie tylko w sensie jaki samolot będziemy kupować, ale też skąd weźmiemy na to pieniądze. Pamiętajmy, że mówimy o strasznych kwotach. Musi być świadomość ogólnospołeczna, która pozwoli zaakceptować w następnych budżetach więcej pieniędzy na modernizację armii, aby nie było pytań, dlaczego są pieniądze na samoloty wielozadaniowe, gdy brakuje pieniędzy na szkoły, na szpitale, na drogi. Nigdy przecież tego kręgu potrzeb nie przerwiemy. Istotne jest, aby opinia publiczna w Polsce zaakceptowała potrzeby modernizacyjne polskiego wojska, co oznacza w ciągu najbliższych kilkunastu lat dodatkowe środki na modernizację armii w budżetach państwa.

Jak nasza armia jest postrzegana przez Kwaterę Główną NATO?
Prezydent RP:
Dobrze. Jesteśmy oceniani wysoko. Polacy dali dowody i trzeba wyrazić szacunek dla dowódców, którzy przeszli próbę. Pamiętajmy, że zostaliśmy członkiem NATO i cieszyliśmy się z tego, a 12 dni później rozpoczęły się działania w Kosowie . Bardzo szybko zostaliśmy skonfrontowani z akcją, której NATO w swojej historii nie podejmowało. I tę próbę przeszliśmy lepiej niż inni.

Ale tam została wysłana elita polskiego wojska.
Prezydent RP:
Dobrze, ale mamy elitę. Elita sprawuje się świetnie. Byłem tam, gdzie stacjonują nasze bataliony, rozmawiałem z generałami amerykańskimi. Oni chcieliby mieć takich żołnierzy u siebie. Cieszę się bardzo, że dowódca tego batalionu, pułkownik Polko, zostaje szefem GROM-u. Jest to naprawdę świetny żołnierz, znakomity oficer, człowiek oddany tej profesji całym sobą, z bardzo dobrym angielskim, z doświadczeniami międzynarodowymi. Mamy więc tych żołnierzy i spisali się oni bardzo dobrze. Podobnie, jak wysokie oceny dotyczą naszych oficerów, którzy są w strukturach natowskich w Brukseli i co także ważne - bardzo wysoko oceniana jest nasza otwartość wobec innych partnerów. Pamiętajmy, żołnierze wspólnego polsko - ukraińskiego batalionu są z nami w Kosowie, to samo dotyczy żołnierzy z batalionu polsko - litewskiego. Uczestniczymy w eksperymencie bardzo ważnym jako korpus polsko - duńsko - niemiecki w Szczecinie. To działa i pokazuje wysoki profesjonalizm polskich żołnierzy, a jednocześnie ich elastyczność. Oni potrafią szybko się uczyć, adaptować. Natomiast zwracają nam uwagę na to, co jest faktem. Musimy mieć lepsze środki łączności, nowocześniejszy sprzęt, musimy przyjąć wszystkie standardy natowskie, jeśli chodzi o wyposażenie, ale oni też wiedzą, że to potrwa, że nie zrobimy tego z dnia na dzień, bo to jest niemożliwe.

Musimy też nauczyć się mówić po angielsku.
Prezydent RP:
Coraz więcej osób mówi, oczywiście to jeszcze jest dalekiej, nawet od średniej, jeśli mówić o ideale, ale dowódcy i oficerowie się kształcą. Chęć jest. Wielkie wrażenie na dowódcach natowskich zrobił fakt, że generał Szumski, szef Sztabu Generalnego, będąc człowiekiem, żeby go nie urazić powiem w wieku pomaturalnym, w ciągu kilku tygodni nauczył się języka angielskiego tak, że się komunikuje, wygłasza swoje wystąpienia na spotkaniach natowskich po angielsku. To też jest doceniane. To jest wielka determinacja, bo przecież mając swoje lata, mając gwiazdki na epoletach niekoniecznie trzeba podejmować takie wysiłki.

Panie Prezydencie jeszcze dwie sprawy, Pana komentarz do oświadczenia premiera i do tego incydentu, który miał się wydarzyć w obozie koncentracyjnym na Majdanku podczas Marszu Żywych. Czy do Pana dotarły jakieś informacje w tej sprawie? Czy tego incydentu nie było?
Prezydent RP:
Proszę państwa, lepiej, żeby tego incydentu nie było. Jeżeli jest tak, jak mówi policja to niech nam przekaże wszystkie dane, że nic się nie wydarzyło, bo każdy incydent antysemicki, każde słowo powiedziane niemądrze w tych sprawach ma ogromne echo światowe. Chciałbym, abyśmy w Polsce dobrze wiedzieli, że nawet żart nieudany w tych sprawach często odbija się w świecie. Po holokauście, po wszystkich doświadczeniach związanych z antysemityzmem, świat jest bardzo wyczulony i nie dziwmy się, że tak reaguje. Jeżeli taki incydent był to bardzo źle, jeżeli go nie było, to tym lepiej. Ja uczestniczyłem w Marszu Żywych w Oświęcimiu - Brzezince wraz z prezydentem Izraela. Tam wszystko odbyło się bardzo pokojowo, bardzo pięknie i co było bardzo ważne, do tej pory Marsze Żywych odbywały się prawie wyłącznie z udziałem młodzieży wyłącznie żydowskiej, ale to się zmienia, jest coraz więcej młodzieży polskiej, są koła i kluby przyjaciół Izraela. Widać, że wśród polskiej młodzieży ten temat, który jest tak bardzo obarczony różnymi stereotypami, historycznymi zaszłościami jest traktowany jako coś bardzo interesującego. Co mi się bardzo podobało i było budujące w czasie tego spotkania, że oni są razem, że jest kontakt. W swoim wystąpieniu mówiłem do młodzieży tam zgromadzonej: spójrzcie na siebie, jesteście podobni do siebie, macie te same cele, macie szansę stworzyć świat, który będzie po prostu lepszy.

Pod koniec maja złoży Pan wizytę w Izraelu?
Prezydent RP:
Tak, pod koniec maja będzie oficjalna wizyta prezydenta RP w Izraelu.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.