przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Coraz bardziej niezrozumiałe staje się Pana wstrzymywanie się z wyraźną deklaracją: tak, chcę być prezydentem przez drugą kadencję, podjąłem ostateczną decyzję o starcie w wyborach.
Prezydent RP:
Odpowiedź czysto formalna byłaby taka: nie ma terminu wyborów, nie ma nawet ordynacji. Trudno więc budować kalendarz własnych działań. Jest jednak również powód o innym charakterze: Polska nie jest jeszcze ustabilizowaną demokracją , w której wszystkie reguły są jasne, także reguły dotyczące tego jak połączyć kampanię z pełnieniem funkcji prezydenta. Uważam więc, że im później kampanię rozpoczyna urzędujący prezydent tym lepiej. Kampania ma też swoją stylistykę, na przykład inny, mniej dyplomatyczny musi być język wypowiedzi. Tak naprawdę jednak, kwestia tego kto wystartuje w wyborach musi być rozstrzygnięta przede wszystkim przez moich ewentualnych konkurentów. To oni mają problem, to oni muszą się określić, powiedzieć z jakim programem chcą stanąć do rywalizacji. Za sukces mojej prezydentury mogę uznać dziś to, że większe niż ja kłopoty mają moi konkurenci.

Mówi więc Pan: tak wystartuję, chcę być prezydentem.
Prezydent RP:
Tak jest, myślę o ponownym kandydowaniu i nie widzę żadnych politycznych scenariuszy, które mogłyby wpłynąć na moją decyzję.

Wokół jakich problemów powinna się więc toczyć kampania wyborcza, aby nie była kampanią pustych obietnic i nie wkraczała w sprawy, które zrealizować może tylko rząd.
Prezydent RP:
Strategicznym i pierwszoplanowym naszym celem jest członkostwo w Unii Europejskiej i wszystkie działania winny być temu podporządkowane, zwłaszcza że pole jest tu bardzo szerokie. Druga sprawa to polska demokracja. Jest ona w lepszym stanie niż 10 lat temu, ale ma dwie istotne słabości, do których zaliczam stan władzy sądowniczej i poszanowania dla prawa, oraz zagrożenie instytucji państwa partyjnym egoizmem, brakiem kompetencji i korupcją. Dziś instytucje państwa są najbardziej zainfekowane przez te trzy wirusy i trzeba temu przeciwdziałać. W sferze społecznej prawdziwym wyzwaniem staje się bezrobocie i zadaniem prezydenta musi być wspieranie działań rządu w tej dziedzinie. Jest też wielki problem biedy i rosnących dysproporcji regionalnych i środowiskowych. Prezydent musi dostrzegać ten problem i zmuszać rząd do zmierzenia się z nim. Bardzo ważne i niedoceniane jest to, że Polska musi być konkurencyjna, a więc musi znaleźć swoje towary eksportowe i promować je. I jest wreszcie sfera bezpieczeństwa. Znaleźliśmy się w NATO i najbliższe pięć lat musi być okresem wyraźnej modernizacji wojska, tak w sensie kadrowym, jak i wyposażenia. Rolą prezydenta jako zwierzchnika sił zbrojnych będzie nacisk na zwiększanie pieniędzy w budżecie na ten cel. W polityce zagranicznej dużym wyzwaniem będzie poprawa stosunków z Rosją i utrzymanie tak dużej jak dotychczas aktywności w stosunkach regionalnych.

To byłby taki modelowy spis tematów kampanijnych, ale co podpowiada Panu polityczny realizm, jaka ta kampania będzie?
Prezydent RP:
Nie widzę powodów, by była ona szczególnie dramatyczna. Oczywiście byłaby ciekawsza, gdyby wystartowali w niej próbując zmierzyć się w poważnym dyskursie politycznym wszyscy liderzy polityczni. Będzie inna, jeżeli partie wysuną kandydatów, którzy pozwolą im jedynie jakoś przejść przez te wybory, a następnie zinterpretować wynik zgodnie z politycznym zapotrzebowaniem.

Ale skąd u Pana i w SLD taka nerwowość, taki niepokój o możliwość walki na kwity, haki, pomówienia. Zapowiedział Pan na przykład zawetowanie ustawy abolicyjnej, właśnie odrzuconej przez Sejm, zanim została przyjęta przez Radę Ministrów, SLD kieruje sprawę wypowiedzi Jacka Dębskiego do prokuratury, mimo że to samo robił wcześniej premier.
Prezydent RP:
Nieufność w tej sprawie pojawiła się od czasu wywiadu pani prof. Jadwigi Staniszkis, osoby związanej z układem obecnie rządzącym, w którym sugerowała, że mogą być podejmowane działania mające uniemożliwić mi kandydowanie, czy wręcz zmuszenie mnie do rezygnacji z kandydowania. Wkładałem to między bajki, ponieważ wiem, że takich dokumentów czy faktów przeciwko mnie nie ma. W trakcie swej działalności publicznej byłem już tyle razy dokładnie prześwietlany, że nie ma chyba dziedziny, którą by się nie zajmowano, łącznie z moją pracą w Komitecie Młodzieży i Kultury Fizycznej, którym kierowałem od jesieni 1987 r. do czerwca 1990. Potem jednak pojawiły się inne wypowiedzi, w tym sensacje byłego ministra Jacka Dębskiego, a także liczne informacje pochodzące od dziennikarzy często bywających w Sejmie wskazujące, że na przykład ustawa abolicyjna miała być wymierzona w bardzo wiele osób nie tylko z lewej strony. Sygnały więc były, stworzony został klimat podejrzeń. Ja natomiast przyjmuję z dobrą wiarą to, co napisał do mnie premier stwierdzając, że administracja państwowa przez niego kierowana nie będzie podejmować żadnych działań niezgodnych z prawem i nie prowadzi żadnych akcji przeciwko urzędującemu prezydentowi.

A w kampanii wyborczej na jakie siły polityczne może Pan liczyć? Naturalnym zapleczem jest oczywiście SLD, z jego całą aparaturą organizacyjno-partyjną, lecz czy to wsparcie nie ograniczy Pana szans?
Prezydent RP:
To pytanie oczywiście wyprzedza czas i moje decyzje. Niemniej, niewątpliwie z punktu widzenia i związków historycznych i współczesnych, gdybym kandydował, mam prawo liczyć na wsparcie SLD, myślę, że prawdopodobne jest również wsparcie Unii Pracy, która nad tą kwestią się właśnie zastanawia. Ale mam też poczucie, że po czterech latach mojej kadencji jest wielu ludzi, którzy niekoniecznie określają się partyjnie, a są gotowi mnie poprzeć. Gdyby teraz okazało się, że trzeba wrócić do punktu wyjścia i być wyłącznie kandydatem partyjnym, to byłoby źle. Mam przekonanie, że to co robiłem pozwala mi odwołać się do dużo szerszego grona obywateli i szerszego składu komitetów wyborczych.

Załóżmy jednak, że Pan do tych wyborów staje, wygrywa, a z najbliższych wyborów parlamentarnych wyłania się koalicja rządząca z Leszkiem Millerem na czele. Jaki będzie wtedy zakres politycznej autonomii Pana urzędu i Pana osoby?
Prezydent RP:
To jest sztuczny problem. Jak AWS chciała wygrać wybory w 1997 roku to jednym z argumentów było hasło, że trzeba głosować - dla równowagi - na Akcję, bo prezydentem jest Kwaśniewski. Teraz, gdy AWS będzie miała swojego kandydata to nie będzie przecież się mówiło, że po jego zwycięstwie - znowu dla równowagi - należy zrobić przyspieszone wybory parlamentarne, po to by SLD mógł wziąć władzę. Na szczęście do tej pory, bo w 2005 roku będzie trochę gorzej, wybory prezydenta i parlamentarne przeprowadzane są w różnych terminach. Gdybym został ponownie wybrany to fakt, że jest to druga kadencja jest bardzo ważny, bo dysponowałbym już olbrzymim doświadczeniem, dużo większym niż ktokolwiek kto by się znalazł w układzie rządzenia. Po drugie to byłaby ostatnia kadencja, a więc konieczność zawierania kompromisów i konieczność liczenia się z różnorodnymi reakcjami i naciskami byłyby zdecydowanie mniejsze, co z kolei dawałoby dużo większą wolność przy podejmowaniu decyzji. I wreszcie, co udowodniłem, jakikolwiek rząd by nie został stworzony w 2001 roku, to jeśli trzymałby się on wspólnych strategicznych celów, założeń i zadań, współpraca zawsze jest możliwa. Nie zapominajmy, że urząd prezydencki ma już ponad dziesięcioletnią praktykę, co pozwoliło ukształtować wiele działających sprawnie procedur i nawyków.

Na razie SLD rozpoczyna Pańską kampanię prezydencką dość ostro. Leszek Miller scharakteryzował układ dzisiaj rządzący jako TKK (czyli: telewizja, kasa, kwity). Na ile Pan się utożsamia z takimi ocenami?
Prezydent RP:
Ja używam innego języka. Tego rodzaju skróty myślowe bardziej zafałszowują rzeczywistość niż ją wyjaśniają. Oczywiście, język opozycji ma swoje prawa. Dobrze pamiętam co kiedyś mówiła opozycja, która jest dzisiaj władzą. Ja mam tylko jedną nadzieję i często ją wyrażam w rozmowach z Leszkiem Millerem. Zaufajcie społeczeństwu. Ono, przy wszystkich swoich słabościach, jest bardzo rozsądne, często dużo rozsądniejsze od polityków. Dzisiaj do wygrania wyborów, zwłaszcza parlamentarnych nie wystarczy operowanie wyłącznie hasłami, emblematami, bon motami. Trzeba przedstawić alternatywę programową i personalną, a następnie zacząć ją wdrażać od pierwszego dnia przyjścia do urzędu. Czas przyuczania się do stanowisk i odpowiedzialności musi się skończyć.

Mówimy o sytuacji po wyborach parlamentarnych w 2001 roku, bo dla SLD wybory prezydenckie są tylko przygrywką?
Prezydent RP:
Wyobrażam sobie wybory parlamentarne jako konfrontację programową. Koalicja przedstawia rachunek, co osiągnęła, a czego jej się nie udało zrobić, i jak dalej widzi sprawy Polski. Opozycja zaś pokazuje alternatywny program, bardzo dojrzały i uczciwy w ocenie dotychczasowych działań, bogaty i konkretny wobec przyszłości, i który będzie też jasny co do propozycji personalnych.

Opozycja już się przygotowała. Przedstawiła dwa elementy tego programu, tak zwany bilans otwarcia i hasło zadośćuczynienia ofiarom reform.
Prezydent RP:
Obydwa mnie nie satysfakcjonują. Traktuję je jako skrótowe stwierdzenia wyborcze. Oczekuję czegoś więcej. Przeszliśmy przez cztery wielkie reformy. Jedna reforma samorządowa do końca 2000 roku ma być przeanalizowana. Ja oczekuję od alternatywy programowej odpowiedzi czy 16 województw się sprawdziło, czy jest odpowiednia liczba powiatów, czy sposób finansowania samorządów okazał się właściwy, czy służby na stanowiskach samorządowych są odpowiedniej jakości, czy występuje tam zjawisko korupcji i tak dalej. Chcę wiedzieć, czy - jak to zapowiadał przewodniczący SLD na spotkaniu z samorządowcami - pozbędą się oni nieudolnych czy nieuczciwych ludzi wywodzących się z ich szeregów. Dodatkowo, alternatywa musi być budowana wobec zjawiska, które nazwałbym stylem rządzenia. Za dużo jest arogancji, za mało dialogu społecznego, za dużo urzędowego optymizmu, za mało pokory, i w ogóle za dużo interesów partyjnych.

Panie Prezydencie, my to słyszymy nie po raz pierwszy.
Prezydent RP:
Przyjmowałem, że AWS zamyka pewien etap doświadczeń w rządzeniu Polską. Ostatnie wielkie ugrupowanie, które doświadczeń w sprawowaniu władzy nie miało. Dzisiaj już ma. Ma swoje grono ministrów, w tym ministrów byłych, wysokich urzędników, ludzi, którzy się czegoś mieli szansę nauczyć. To powinno pomagać w podniesieniu jakości funkcjonowania państwa. W każdym razie rok 2001 powinien zasadniczo zamknąć stare doświadczenia i otworzyć nowe. Zbliża się nieuchronnie, szczególnie wobec UE, czas demokratycznego i politycznego egzaminu dojrzałości.

Pogorszyły się ostatnio pana stosunki w rządem. Dyskusja z ministrem spraw zagranicznych na temat aktywności w polityce wschodniej, wyraźna niechęć ministra spraw wewnętrznych, coraz częściej pojawiające się zarzuty, że wykorzystując urząd prowadzi pan kampanię wyborczą. Jak ocenia pan obecną fazę tych stosunków?
Prezydent RP:
W znacznej części są one pochodną sytuacji, w jakiej znalazł się rząd przeżywający wyraźnie głęboki kryzys wewnętrzny, decyzyjny i kryzys zaufania społecznego. Nie ma szans na przerwanie tego stanu; paradoksalnie można nawet stwierdzić, że słabość tego rządu jest jego siłą,. Nastąpił rodzaj stabilizacji w trwaniu. Efekty jednak widzimy. Przedłożenia rządowe przepadają w Sejmie. Ustalenia dotyczące rozwiązania kwestii zarządu Warszawy, żyrowane personalnie przez premiera i przewodniczącego AWS grupa radnych spokojnie obala. Decyzje są odładane lub po prostu ich brakuje. Wszystko to pozwala na przypuszczenia, że być może mamy dziś rzeczywiście rząd mniejszościowy, tylko ta mniejszość jest ciągle niezdefiniowana, gdyż margines osób działających w AWS przeciwko rządowi jest dość labilny, nie w pełni ukształtowany. To oczywiście wpływa na jakość pracy rządu, na możliwość kreowania przez niego polityki. Więcej czasu zajmuje, także i mnie, ocena ustawy zakazującej pornografii niż to, co zrobić z autentycznymi problemami służby zdrowia, by wyeliminować najpoważniejsze ustawowe błędy.

Czy rzeczywiście ten brak możliwości kreowania polityki odnosi się właśnie do polityki zagranicznej?
Prezydent RP:
Niewątpliwie minister spraw zagranicznych i MSZ działają bardzo kompetentnie, ale już działania Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mogą budzić wątpliwości. Czy w sprawach polsko-rosyjskich były nowe impulsy? Expose Premiera zapowiadało nowy rozdział, bez obciążeń bagażem historycznych zaszłości, stosunki tak dobre, jak dobra jest wzajemna znajomość Polaków i Rosjan. Znacząca odpowiedzialność za niski poziom dzisiejszych relacji jest po stronie rosyjskiej. Urazy, dystans po naszym wejściu do NATO, zmieniające się ekipy rządowe - to wszystko prawda. Ale właśnie w takiej sytuacji potrzebna jest aktywność, oryginalne pomysły. Tego brak i szkoda, bo dobre stosunki są w ich i naszym interesie. My potrzebujemy rynku rosyjskiego, jako kraj NATO więcej znaczymy, jeśli mamy dobre z nimi stosunki, dla naszego strategicznego partnerstwa z Ukrainą polsko-rosyjska normalność również jest czynnikiem najwyższej wagi.
A czy coś niekonwencjonalnego można zrobić? Ja byłem w 1998 r. w Moskwie na finale Konkursu Czajkowskiego i była to dobra okazja do spotkań z Jelcynem i Primakowem. Tony Blair ostatnio oglądał "Wojnę i pokój" Prokofiewa w St. Petersburgu i rozmawiał z Putinem.

Panie prezydencie, mówi pan o priorytetach dla polskiej racji stanu na najbliższe lata. Czy jednak nie niepokoją pana sygnały, które płyną z samej Europy, że wejście Polski do UE może być znacznie opóźnione?
Prezydent RP:
Oczywiście, że się niepokoję. Pierwsza kwestia, musimy dobrze odrobić domowe zadanie. Dać jak najmniej pretekstów i powodów naszym partnerom w Unii, by mogli powiedzieć, że czegoś nie zrobiliśmy, że się z czymś spóźniliśmy. W związku z tym jedna jeszcze uwaga. Problem naszej integracji z Unią stał się za bardzo buchalteryjno-księgowy. A przecież to jest problem narodowy, polityczny i psychologiczny także. Trzeba pozyskiwać ludzi dla integracji, gdyż każdy zły wynik badania opinii publicznej będzie działał na naszą niekorzyść, będzie dawał europejskim sceptykom w Unii argument, że Polacy sami nie chcą, że im wcale nie zależy. Prawdą jest też , że entuzjazm dla rozszerzania się w samej Unii minął. Choroba egoizmu na Zachodzie jest coraz silniejsza. Przykładem Austria, Dania i nie tylko. Musimy być aktywni i pokazywać nową Polskę, bo jest co. Polskę, która dojrzała do integracji, która daje sobie radę ze swoimi kłopotami. W ten sposób tylko możemy przełamywać stereotypy, które bywają silniejsze niż fakty. Do członkostwa w UE szykujemy się od 12 lat i nie zmarnowaliśmy tego okresu.

Przy okazji dyskusji o prywatyzacji banków, o fuzjach czy przejęciach banków pojawił się problem zdefiniowania narodowej tożsamości polskiej gospodarki w świecie, w którym dominują procesy globalizacji. Jak pan tę tożsamość definiuje? O co powiniśmy walczyć?
Prezydent RP:
Jesteśmy świadkami i uczestniczymy w procesie globalizacji, którego nic nie zatrzyma. Szczęśliwi są ci, którzy z racji swojej dotychczasowej potęgi gospodarczej do globalizacji mogli przygotować się tak jak łączące się właśnie Fiat i General Motors, czy Deutsche Bank i Dresdner Bank. My takich możliwości nie mamy, mamy problem generalny - czy można zbudować kapitalizm bez kapitału? W tym miejscu pojawia się ważne pytanie czy na przykład mogliśmy prywatyzować polskie banki nie dopuszczając w takim zakresie obcego kapitału, czy nie należało tych banków najpierw konsolidować, czy nie można było grupować w holdingi innych przedsiębiorstw? Odpowiedź jest gdzieś po środku. Polska ze względu na swój stan gospodarczy może rozwijać się przy zasadniczym udziale kapitału zagranicznego. Ale z drugiej strony będzie nam jednak bardzo trudno walczyć o narodowy charakter gospodarki nie dysponując produktami eksportowymi, które jednoznacznie kojarzyłyby się w Polską. Dziś na rynkach międzynarodowych nie ma ani jednego takiego produktu i to jest największe wyzwanie. Bez takich produktów pozostaniemy krajem kooperantów, czy jak się to mówi mniej elegancko -brygadzistów.

Chcemy zapytać jak się Pan odniesie do ustaw, które ma Pan właśnie na biurku, o zakazie pornografii i o ograniczeniu wynagrodzeń w spółkach i samorządach?
Prezydent RP:
Moje stanowisko jest następujące. Zacznijmy od ustawy o wynagrodzeniach. Nie ma usprawiedliwienia dla takiego wywindowania uposażeń w samorządach i w spółkach z udziałem Skarbu Państwa jak się stało. Popełniono tam grzech chciwości. Lecz reakcja na ten naganny fakt jest też, moim zdaniem, przesadna i w dwóch przynajmniej kwestiach dyskusyjna. Jeśli bowiem po to zdobyliśmy władzę, by ją oddawać, a samorządy cieszyć się miały autonomią to dlaczego mamy wkraczać w jedną ze sfer owej samorządności, dlaczego nie pozostawić to wyborcom i opinii publicznej. To jest, inaczej mówiąc, pytanie o zgodność zasady samorządności z konstytucją. Z kolei problem wynagrodzeń w spółkach Skarbu Państwa. Jeżeli budujemy kapitalizm to nie można odrywać pensji szefów przedsiębiorstw państwowych od wyniku ekonomicznego tych firm. Skończy się tym, że najlepsi odejdą do sektora prywatnego. Czyli wylewa się dziecko razem z kąpielą. Oczywiście, weto prezydenckie nie będzie miało żadnej szansy, przeciwko zagłosuje jak jeden mąż i AWS, i SLD, PSL i UW.

Został więc tylko Trybunał Konstytucyjny?
Prezydent RP:
Myślę, że rzeczywiście skończy się to moim zapytaniem do Trybunału.

No, a ta nieszczęsna pornografia?
Prezydent RP:
Żeby to była ustawa o pornografii odpowiedź byłaby bardzo prosta. Natomiast to jest zmiana w kodeksie karnym, w której jednym tchem zarówno zakazuje się pornografii, wprowadza się karę za jej rozpowszechnianie, jak i proponuje się zaostrzenie kar za gwałt, szczególnie za gwałt zbiorowy. W tej akurat sprawie moje zdanie jest takie samo jak wnioskodawców. Tak więc moje ewentualne weto, gdyby przeszło, powinno być uzupełnione inicjatywą ustawodawczą, która ratowałaby rozwiązania zaostrzające kary za gwałty. Inaczej jest w odniesieniu do pornografii. Abstrahuję od dyskusji na temat definicji owej pornografii, chodzi mi o to, że w przedłożonym zapisie obecna jest silna wiara w omnipotencję prawa. Że niby zakazując czegoś będziemy mieli problem załatwiony. Skuteczna walka z pornografią może odbywać się wyłącznie poprzez dobrą edukację, w tym seksualną, poprzez odpowiednie działania kościołów i instytucji społecznych, poprzez wysoki poziom współżycia małżeńskiego i partnerstwa w małżeństwie, poprzez kulturę, literaturę i tak dalej. Wtedy pornografia lokuje się na jakimś marginesie i nie stanowi dla większości ludzi żadnego problemu. Inaczej sprzyja to rozwojowi czarnego rynku i wzrostowi zainteresowania społecznego tym, co zakazane. Widzieliśmy to już w PRL, kiedy obowiązywał twardy zakaz pornograficzny. Krótko mówiąc: jest problem z tą ustawą.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.