przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie czy Pan już zdążył pożałować swojego veta do ustawy pornograficznej?
Prezydent RP:
Nie, uważam, że to była decyzja słuszna. Mam nadzieję, że znajdzie poparcie w Parlamencie

Nawet, kiedy jeden z hierarchów Kościoła mówi, że Prezydent nie przedstawia żadnego autorytetu moralnego.
Prezydent RP:
Nie chcę mówić o takich bardzo, moim zdaniem, zdesperowanych i niesprawiedliwych wypowiedziach, nawet jeżeli padają z ust jednego z biskupów. W moim uzasadnieniu piszę jasno, że pornografia jest złem, rozpowszechnianie jej także, ale walczyć z pornografią trzeba sensownie, tak, aby nie uzyskiwać skutku odwrotnego. Przypominam, że w Polsce zakaz pornografii obowiązywał od 1969 roku do 1998. Kiedy istniała cenzura można było walczyć, kiedy cenzury nie ma, okazuje się, że jesteśmy bezradni, a więc totalny zakaz niczego nie daje. A rozwiązania przyjęte przez nowy kodeks, które weszły w życie 1 września 1998 roku, kodeks przygotowany przez wybitne postaci dla Kościoła bardzo autorytatywne, jak choćby prof. Zoll. Kodeks ten stwarza szanse, żeby skutecznie przeciwdziałać temu, co jest rzeczywiście nie do zaakceptowania.

Sugeruje Pan, że Kościół chce walki bezsensownej.
Prezydent RP:
Nie, Kościół mówi o pornografii jako takiej, która jest złem i w tym punkcie się zgadzamy. Natomiast wydaje mi się, że oczekiwanie, iż pełen zakaz przyniesie skutek pozytywny, czyli pornografia zniknie z rąk dzieci czy nie będziemy widzieć tzw. twardej pornografii jest po prostu nierealne. Jeden z moich znajomych mówi, że wystarczy się przejść dookoła Pl. Św. Piotra, żeby zobaczyć, iż jest tam to dostępne, co wcale nie oznacza, że trzeba po to sięgać. Tu trzeba apelować do wychowania ludzi, ich świadomości, a nie do zakazów, które mają regulować takie czy inne postawy człowieka. To jest po prostu błąd.

Myśli Pan, że cała ta sprawa to takie "kukułcze jajo" wrzucone Panu przed kampanią wyborczą? Będzie z tym problem - Kościół zaczął krytykować, a kto skończy?
Prezydent RP:
Po pierwsze, myślę, że kościół to jest zbyt wielkie słowo. Myślę, że Kościół, jeżeli przeczyta uzasadnienia, jeżeli wysłucha tych racji, które mam, również zastanowi się, co jest lepsze. Czy prawo nierealne, prawo, które nie może być wykonane, które niczego nie zmieni tylko pozwoli nam powiedzieć, że przecież istnieje prawo, dlaczego organy ścigania nie podejmują działań. Czy lepiej mieć takie prawo, które rzeczywiście ograniczy dostęp do pornografii, nie pozwoli żeby człowiek, który nie chce oglądać pornografii musiał to oglądać. Zauważcie, że są już postępy w tej sprawie. Te znaki, które pojawiają się w telewizji. Ostrzegające przed filmami z dużą ilością przemocy, czy właśnie elementami erotycznymi, foliowanie wydawnictw, przez co nie są one dostępne dla każdej osoby, która wejdzie do sklepu czy kiosku. Jeżeli jeszcze dodatkowo rzeczywiście uda ukarać się te osoby, które działają niezgodnie z prawem, czyli np. pokazują pornografię z udziałem zwierząt, z udziałem osób małoletnich, to myślę, że odniesiemy większy sukces w walce z pornografią niż poprzez pełen zakaz, który niczego nie zmieni. Jeszcze raz przypominam - trzydzieści lat taki zakaz w Polsce istniał i niczego nie przyniósł.

Ale to Sejm uchwalił ten zakaz czy można, zdaniem Pana, traktować to, jako próbę ściągnięcia kampanii wyborczej na rejony dobrze znane, na ubitą ziemię ideologii i moralności, tam gdzie najwygodniej jest walczyć niektórym?
Prezydent RP:
Nie wiem, na pewno w Polsce w stosunku do definicji pornografii, a przede wszystkim do sposobu walki z pornografią różnimy się. Nie sądzę, aby było to tematem kampanii wyborczej. To nie jest najpoważniejszy problem, jaki w Polsce jest. Jeżeli on się nawet pojawi w najbliższych miesiącach jeszcze raz to raczej na marginesie dyskusji. Nie sądzę, żeby problemem Polski XXI wieku była właśnie wyłącznie walka z pornografią. To jest jeden z tematów, ale na pewno nie najistotniejszy.

Kontynuując ten spór Sejm - Prezydent, chce Pan, aby komisja śledcza wyjaśniła zarzuty o malwersacje finansowe w kierowanym przez Pana Komitecie ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej?
Prezydent RP:
To jest odgrzewanie spraw nie tylko starych, ale i bardzo dobrze zbadanych i wyjaśnionych, także przez te gazety, które wracają do tego. Było wiele artykułów w roku 1991, 1992, były kontrole NIK, były badania w stosunku do dyrektora departamentu ekonomicznego ze strony prokuratury. Wszystko skończyło się wyjaśnieniem, nie ma tam żadnych działań niezgodnych z prawem. Mogę powtórzyć po raz kolejny, że w swoim okresie pracy w Komitecie, między rokiem 1987 a 1990, nie podejmowałem żadnych działań, które nie byłyby zgodne z prawem, co zostało wielokrotnie udowodnione.

I komisja śledcza może sobie badać.
Prezydent RP:
Nie chodzi o komisje chodzi o to, by nie tracić czasu na niepotrzebne wysiłki. Ale jeżeli ktoś chce tracić czas, to ja nie mam nic przeciwko temu.

Powołanie tej komisji uznał Pan za wypowiedzenie wojny?
Prezydent RP:
Nie, raczej jako element bezradności. Co tu dużo mówić, jeżeli sięga się do spraw wyjaśnionych i odgrzewa się tego rodzaju kwestie, to znaczy, że są bezradni.

Myśli Pan, że można sięgnąć do innych?
Prezydent RP:
Myślę, że nie można dlatego sięga się do tego. To jest dowód słabości moich oponentów.

"Kwitów" i "haków" nie będzie w kampanii wyborczej?
Prezydent RP:
"Kwity" będą poszukiwane, bo jak się nie ma argumentów, jak się widzi badania opinii publicznej to, niestety, sięga się do metod, które z tzw. fair play nie mają nic wspólnego.

Panie Prezydencie, ale pięć lat temu mówił Pan podobnie, a kwestie dyplomowe wyjaśniał wyborcom Sąd Najwyższy po wyborach.
Prezydent RP:
Minęło pięć lat. Myślę, że jest to wystarczający czas, żeby wszystko zostało wyjaśnione. Mieli ten czas i dziennikarze i moi polityczni przeciwnicy i sytuacja po pięciu latach sprawowania tego urzędu jest taka, że ten urząd i osoba, która spełnia ten urząd jest w sumie przeźroczysta.

Walki na "kwity" i "haki" się Pan nie spodziewa?
Prezydent RP:
Spodziewam się, bo jak mówię z bezradności prawdopodobnie przeciwnicy będą to podejmować, ale nie obawiam się skutków takiej wojny.

Deklaruje Pan, że ze strony pańskiego sztabu wyborczego nie będzie takich brzydkich trcków, jak pięć lat temu?
Prezydent RP:
Niewątpliwie jestem przeciwny temu, żeby formułować oceny na podstawie plotek czy pomówień. Są oczywiście sprawy, które każdy z kandydatów będzie miał przed sobą do wyjaśnienia, ale to nie będzie sprawa mojego sztabu, będzie to raczej sprawa mediów i wyborców.

Z jednej strony Pan mówi, że podejrzewa Pan, że czegoś tam można się jednak doszukiwać, z drugiej mówi Pan premierowi, że wierzy, iż instytucje państwowe nie podejmą żadnych działań przeciwko Panu. To dlaczego rozpętuje się taką histerię. SLD, pańscy podwładni mówią, że jest jakieś zagrożenie, jakiś spisek.
Prezydent RP:
Nie ma żadnej histerii. Prosiłbym dziennikarzy, aby byli uczciwi wobec widzów.

Staraliśmy się, ale Ryszard Kalisz na nas nakrzyczał.
Prezydent RP:
Dziennikarze, którzy wpadają do Pałacu między jednym a drugim wywiadem opowiadają, co się dzieje, co się mówi w kuluarach. Z tych kuluarów powstaje taka atmosfera, że być może będą stosowane jakieś triki. Wierzę w polską demokrację, mamy Konstytucję, mamy procedury i moim zdaniem, w Polsce nie może się wydarzyć nic, co byłoby ośmieszające dla nas jako państwa, a takie historie, że wszyscy się nagle wycofają z wyborów, żeby Prezydent nie mógł być wybrany, to nie jest już nawet trzeci świat, ale piąty czy szósty.

Czy nie jest ośmieszające dla polskiego państwa, że minister w Kancelarii Prezydenta opowiada o takich plotkach, pomówieniach?
Prezydent RP:
Bo takie rzeczy są mówione, natomiast uważam i powiedziałem ministrowi Kaliszowi, że to trzeba skończyć, niech się zajmują tym wyłącznie dziennikarze, dlatego że w ogromnej mierze źródłem tych pomysłów i plotek są dziennikarze.
To teraz oczywiście może to być plotką albo wręcz przeciwnie: Janusz Pałubicki zapowiada następne kroki, jeśli Rosja nie zaprzestanie intensywnych działań szpiegowskich w Polsce, Pan o tych działaniach szpiegowskich wie?
Prezydent RP: Wiem o tym, o czym byłem informowany, a więc o sprawie znanej, jak choćby wydalenie dziewięciu rosyjskich dyplomatów. O czym wczoraj minister Pałubicki mówił nie wiem, żadnej informacji w tej sprawie nie posiadam.

Czyli ukrywane jest to przed Panem w tajemnicy?
Prezydent RP:
Nie wiem, nie mogę nic w tej sprawie powiedzieć, poza tym, co przed chwilą stwierdziłem. Napisałem wczoraj list do premiera z prośbą o wyjaśnienia, dlatego, że jestem opinią ministra Pałubickiego zaskoczony, nie mam w tej sprawie żadnych informacji.

Ze znanych nam osób jest Pan jedyną, która ostatnio rozmawiała z prezydentem Putinem. Chcielibyśmy zapytać czy ta kwestia pojawiła się w tej 15 minutowej rozmowie?
Prezydent RP:
To była druga rozmowa, trzecia w ogóle, bo miałem okazję spotkać się z Putinem parę miesięcy temu w Kijowie, w czasie inauguracji Prezydenta Kuczmy. Tam rozmawialiśmy długo, ale to jeszcze było przed wydarzeniami, nawet wtedy jeszcze urzędował prezydent Jelcyn,

A czy już z p.o.?
Prezydent RP:
Nie, to jeszcze bez p.o. To było dawno. Mówiliśmy o różnych sprawach, ani on nie podejmował tego wątku, ani ja nie podejmowałem, co myślę świadczy o tym, że strony są zainteresowane patrzeniem naprzód, czyli nie wracaniem do incydentów, które niewątpliwie są trudne i dla Rosjan i dla nas.

A może przemilczenie kłopotliwej aktywności?
Prezydent RP:
Nie cieszymy się że ktoś prowadzi u nas działalność wywiadowczą i nie cieszymy się, z tego, że musimy dyplomatów wypraszać z Polski. Jeżeli politycy o tym nie mówią to znaczy, że uznają to ciągle za incydent a nie za normę.

Panie Prezydencie, jest problem aktywności rosyjskich służb specjalnych w Polsce, czy takiego problemu nie ma?
Prezydent RP:
Zapewne jest, tylko, że Polska jest krajem, który dysponuje odpowiednimi służbami kontrwywiadowczymi, wywiadowczymi, całym systemem, który w moim przekonaniu dał nam wszelkie możliwości przeciwdziałania takiej filtracji i choćby sprawa 9 dyplomatów świadczy o tym, że te służby potrafią skutecznie działać. O czym mówił wczoraj minister Pałubicki nie wiem.

Czy wyraża Pan oburzenie, że takie wypowiedzi się pojawiają czy zaniepokojenie?
Prezydent RP:
Wyrażam zaniepokojenie, że właśnie dowiadujemy się o tym z mediów, a nie może być tak, że ja, czy minister spraw zagranicznych dowiadujemy się o czymś takim z telewizji, później wy przychodzicie i pytacie, a my bezradnie rozkładamy ręce.

Może chodzi o to, jak pan powiedział w jednym z ostatnich wywiadów - w polityce wobec Rosji potrzebne są aktywności i oryginalne pomysły i oto są?
Prezydent RP:
Gdyby to były nasze jedyne pomysły wobec Rosji, byłoby to fatalne. Czym innym jest zgodne z Konstytucją działanie służb, które nas chronią przed obcym wywiadem, nie tylko rosyjskim, ale każdym obcym. Bądźmy realistami, nie tylko Rosjanie są zainteresowani, co w Polsce się dzieje, ale to nie może być, jak mówię, treścią stosunków międzypaństwowych nawet, jeżeli zdarzają się incydenty. Nam potrzeba w stosunkach z Rosją nowego rozdziału, nowego otwarcia. Jest szansa, bo mamy nowego partnera, który jest dynamiczny, który jest, jak wynika z moich rozmów, wobec Polski życzliwy. Tym bardziej należy na tej strunie grać ostrożnie dlatego, że mamy do czynienia z fachowcem. Ale z rozmów moich wynika, że ze strony rosyjskiej, tak jak i z naszej, jest gotowość do nawiązywania kontaktów szerszych, bardziej dynamicznych na różnych polach. I sądzę, że powinniśmy na tym się skupić. Takie wypowiedzi publiczne na pewno nie pomagają. Nawet, jeżeli jest problem to są mechanizmy, żeby te problemy rozwiązywać bez tworzenia soistej psychozy czy takiego nastroju, że oto mamy przeciwnika, z którym mamy w szczególny sposób walczyć.

Sposobem takim było właśnie uchwalenie ustawy abolicyjnej, która wróci, jak zapowiadają właśnie posłowie AWS. Czy Pan też będzie przeciw tym razem?
Prezydent RP:
Co miałem do powiedzenia w sprawie abolicji, powiedziałem. Uważam, że jest to regulacja ustawowa niesłuszna dlatego, że dotyczy działań operacyjnych, które powinny być prowadzone w inny sposób. Nikt w skuteczność ustawy abolicyjnej nie wierzył, włącznie z autorami. Wszyscy mówili, że to jest gest, który coś ma uczynić, ale nikt nie wiedział, co naprawdę ma się stać.

Kiedy ogłosi Pan decyzję o kandydowaniu? Krzysztof Janik mówi 10 albo 17 czerwca.
Prezydent RP:
Jak przyjdzie pora, to proszę państwa ogłoszę swoją decyzję. Nie chcę, aby ta kampania rozpoczęła się za szybko. Ona już trwa, wszystko jest łączone z kampanią. Dzisiaj czytam w gazetach, że moja propozycja, związana z odszkodowaniami dla dzieci, które ucierpiały w czasie II wojny światowej, pracując czy będąc w obozach jest elementem kampanii. Ten projekt był złożony do Sejmu 13 września 1999 roku, czyli było wystarczająco dużo czasu, żeby to nie miało nawet cienia związku z kampanią wyborczą. Natomiast, niestety, moje projekty złożone do tego Sejmu, rządzonego przez marszałka Płażyńskiego, leżą bardzo długo, przypomnę o projektach stanach nadzwyczajnych leżą od października 1997 roku.

Jaki według Pana powinien być limit środków, pochodzących ze zbiórek publicznych, czyli z tzw. cegiełek w budżetach komitetów wyborczych?
Prezydent RP:
Jest propozycja, że było to bodajże 15% i to trzeba zaakceptować.

A jeśli trafi do Pana ustawa w takim kształcie, w jakim obecnie jest, bez żadnego limitu.
Prezydent RP:
Nie sądzę, żeby taka trafiła, dlatego że mam informację, że w Senacie będzie to zmienione, będzie to poparte przez opozycję, więc nie sądzę, żeby coś tu się zmieniło. Będzie limit i tego powinniśmy się trzymać. Uważam, że kwota do 20 milionów na kampanię prezydencką to jest jakieś szaleństwo. Nie wiem, kogo byłoby stać na to. Polska ciągle nie jest Ameryką, w związku z tym, myślę, że skromniejsza kampania byłaby bardziej rzeczowa, a jednocześnie zgodna z naszymi możliwościami ekonomicznymi.
To będziemy się tej kampanii przyglądać, również Pańskiej pewnie.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.