przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Już uspokoił się Pan, po nocy wyborczej 8 października. To już w sumie 12 dni.
Prezydent RP:
Tak, to już w sumie 12 dni, a przede wszystkim ogromna satysfakcja, że nie denerwujemy się teraz przed drugą turą tylko wszystko już jest rozstrzygnięte. Gdyby się nie udało to teraz byłby gorący czas, byłyby jeszcze ostatnie powtórki, ostatnie spotkania, cisza wyborcza od 24-go, a tak to rzeczywiście był czas i na podleczenie głosu, bo to była cena, którą zapłaciłem za intensywną kampanię i trochę czasu na refleksję. Pracujemy dalej.

Tak się składa, że jest to Pana pierwszy wywiad dla mediów tzw. elektronicznych.
Prezydent RP:
Cieszę się, że jestem w Jedynce. Tutaj, przypominam Państwu, zadeklarowałem, że ruszam do boju wyborczego. To był zdaje się przełom maja i czerwca. Tamta decyzja okazała się dobra i przez moich rodaków wsparta w wyborach. Cieszę się, że możemy się spotkać już na finał.

Proszę powiedzieć, jak ocenia Pan wyniki swoich rywali. Czy taką kolejność Pan zakładał.
Prezydent RP:
Myślę, że niewątpliwie mamy do czynienia z wynikiem bardzo dobrym Andrzeja Olechowskiego, który jako kandydat niezależny, szukający poparcia w środku polskiej sceny politycznej, uzyskał rezultat, którego, być może on się spodziewał, ale wielu obserwatorów, na pewno nie.

Dla Pana to było zaskoczenie?
Prezydent RP:
To jest potwierdzenie, że środek liberalny w Polsce właśnie jest tak, mniej więcej, liczny. To jest kilkanaście procent, elektorat Unii Wolności, tych partii, które zawsze lokowały się w centrum. A co ważne jest przy osobie Andrzeja Olechowskiego, że też odrzucono historię. Nie historia była wyznacznikiem dla jego wyborców, ale to, jaki program reprezentuje, kim jest. Na pewno wielkim zaskoczeniem jest wynik Mariana Krzaklewskiego. W jednym z wywiadów powiedziałem, że jeżeli Marian Krzaklewski nie uzyska przynajmniej 2/3 tych głosów, które padały na AWS to jego przyszłość polityczna będzie zagrożona. I ta prognoza się dzisiaj sprawdza na naszych oczach.

A inni kandydaci - Jarosław Kalinowski na przykład.
Prezydent RP:
Jest na poziomie poparcia PSL. Mamy tu do czynienia z prezesem, który jest w stronnictwie akceptowany, który jest lubiany. To jest dzisiaj mniej więcej odzwierciedlenie siły elektoratu i jest to jakaś tam wróżba przed wyborami parlamentarnymi. Na pewno nie bardzo atrakcyjna to wróżba, ale dająca pewność, że PSL w parlamencie będzie.

W tym kontekście zaskakiwać może stosunkowo wysoki wynik Andrzeja Leppera - lidera Samoobrony .Wyższy niż w poprzednich wyborach.
Prezydent RP:
Ale to jest ciągle 3%. Tutaj bez budowania sojuszy z kimkolwiek Andrzejowi Lepperowi będzie trudno samodzielnie wejść do Sejmu.

A Lech Wałęsa?
Prezydent RP:
Proszę Państwa, niewątpliwie jest to bardzo zasmucające, kiedy były prezydent, postać historyczna, decyduje się na krok, który jest nieprzemyślany i który doprowadza do tego, że jakiś mit, jakaś pozycja zostaje po prostu utracona zupełnie niepotrzebnie. Od początku kandydowanie Lecha Wałęsy przypominało mi eksperyment Michaiła Gorbaczowa, który też zdecydował się wracać na scenę i skończył jeszcze gorzej, bo miał 0,6%. Wiem, że polityk zawsze ma kłopot z momentem wycofania się ze sceny. Jednak trzeba taki moment znaleźć, trzeba umieć to zrobić, gdyż później powstaje zażenowanie.

Lech Wałęsa z każdej strony wycofuje się z polityki.
Prezydent RP:
Ale jakby trochę późno. Gdyby to uczynił przed tą niepotrzebną próbą wyborczą to prawdopodobnie nie musielibyśmy dzisiaj nawet o tym dyskutować, że dlaczego człowiek, który w 1995 roku uzyskał 8,5 miliona głosów, w tych wyborach uzyskuje 178 tysięcy. Nazwać to katastrofą to chyba mało.

Czy odczuwa Pan swego rodzaju satysfakcję?
Prezydent RP:
Nie. Uważam, że dobry były prezydent Lech Wałęsa byłby w Polsce bardzo użyteczny. Nawet można byłoby sądzić, że jako były prezydent mógłby odgrywać rolę wcale nie mniej istotną aniżeli wtedy, gdy był prezydentem. Np. w Ameryce mówi się, że J. Carter jest najlepszym byłym prezydentem, jaki zdarzył się Ameryce i nawet jest lepszym byłym prezydentem niż był prezydentem. Jest więc możliwość znalezienia roli dla człowieka, który już nie jest bezpośrednio zaangażowany w politykę, ale może służyć radą, doświadczeniem, swoją symboliką. Tak byłoby chyba dużo lepiej i dla samej osoby i dla Polski. Wydaje się, że z temperamentem Lecha Wałęsy to jest niemożliwe. On jest człowiekiem, który bez mieszania w kotle po prostu żyć nie może.

I wreszcie Pan: niecałe 54% głosów - I tura. Zwycięstwo bez drugiej tur. A tak przy okazji, co zrobi Pan z pieniędzmi, które przeznaczone były na II turę?
Prezydent RP:
Pieniądze te będą wykorzystane na tworzenie klas komputerowych w szkołach. Kilkanaście klas będziemy mogli utworzyć w różnych miejscach Polski. Będą to komputery przekazane na stałe. Chcemy je dać szkołom, gdzie są nauczyciele, którzy potrafią się zajmować sprawami informatycznymi. Natomiast zwrócę się do premiera z prośbą, bo oczywiście budżet jest wyłączną kompetencją rządu, ale tak się złożyło, że mamy również oszczędność, bo nie ma drugiej tury wyborczej, a więc jakieś pieniądze zostały w kasie, i byłoby również dobrze, gdyby te pieniądze trafiły do osób najbardziej potrzebujących. Mam nadzieję, że wesprzemy młodzież, która nie ma dzisiaj stypendiów, a która chce się kształcić, czy ludzi w biedzie, czy osoby niepełnosprawne. Pieniędzy trochę zostało i, jak mówię, mam trochę moralny tytuł, bo to ja jestem sprawcą tych oszczędności, aby zapytać, gdzie one pójdą.

W przypadku Andrzeja Olechowskiego, powiedział Pan, że wyborcy odrzucili historię - czy w Pana przypadku jeszcze bardziej odrzucili historię?
Prezydent RP:
Tak. Zdecydowali się głosować na człowieka, którego przeszłość znają. Jeżeli zsumowałby Pan głosy, które padły na mnie, na Andrzeja Olechowskiego, a także na Jarosława Kalinowskiego, czyli te głosy, nazwijmy związane z ludźmi, którzy działali w poprzednim systemie, czy reprezentują struktury, które funkcjonowały w poprzednim systemie, jak PSL, to się okazuje, że byłoby ich prawie 78%. To jest, moim zdaniem odpowiedź polskiego społeczeństwa na próby uruchamiania stałej debaty historycznej, stałego podziału historycznego na dobrych, czyli związanych z Solidarnością i na złych, czyli związanych z PRL. Myślę, że to już nie działa i te wybory ostatecznie ten etap zamykają. Dzisiaj liczy się człowiek, liczy się program i liczy się projekt na przyszłość, to, co chcemy zrobić razem w przyszłości.

Panie Prezydencie, a w jaki sposób taśmy z Kalisza popsuły Pana stosunki z władzami kościelnymi?
Prezydent RP:
Mam nadzieję, że nie popsuły. Dlatego, że jesteśmy ludźmi dojrzałymi i żaden incydent, szczególnie incydent sprzed kilku lat, nie może przekreślać wielkiego dorobku tego, co się w ostatnich latach stało. Sądzę, że będzie tak, jak biskup Pieronek w swojej wypowiedzi powiedział dla Gazety Wyborczej. Kampania jest kampanią, wybory są wyborami, a w tej chwili rozpoczyna się życie, a to życie powinno z obu stron polegać na tym, żeby państwo było światopoglądowo neutralne, dawało wszelkie wolności, możliwości działania Kościołom. Kościół Katolicki w Polsce ma pozycję niepodważalną i relacje wszystkich instytucji państwa i instytucji kościelnych powinny być jak najlepsze, bo to służy Polsce, służy ludziom, stabilizuje nas, nie wprowadza nas w żaden konflikt, który byłby bardzo nawet z moralnego punktu widzenia trudny dla wielu ludzi.

Czego w tej kampanii wyborczej Panu zabrakło?
Prezydent RP:
Mnie nie zabrakło niczego. Tak długo jak będziemy mieli system wyborczy dość liberalny, tzn., że zebranie 100 tys. podpisów jest wystarczające, a później okazuje się, że bodajże 4 kandydatów ma głosów mniej niż 100 tys., to oczywiście oczekiwanie, że przed I turą wyborów będzie jakaś debata programowa jest po prostu niemożliwe. Zgodnie z zasadami trzeba każdemu z kandydatów przyznać te same uprawnienia, te same możliwości. Jeżeli tych kandydatów będzie 13 to oczywiście żadna debata nie będzie możliwa. Gdybyśmy wprowadzili np. próg 500 tys. podpisów to być może byłoby wtedy 3, 4 kandydatów i wtedy wyobrazić sobie można debatę i poważne rozmowy. I wtedy zmieni się charakter przed I turą, bo druga tura już zawsze będzie związana z bezpośrednim spotkaniem kontrkandydatów. Nieprawdą jest, co niektórzy usiłowali twierdzić, że na całym świecie są debaty. Debaty są w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, bo tam zazwyczaj jest dwóch kandydatów, czasami zdarza się trzeci niezależny. Natomiast we Francji, gdzie występuje kandydatów 5, 6 debata odbywa się przed drugą turą. Przed pierwszą turą jest debata między każdym kandydatem a elektoratem. Natomiast debat bezpośrednich nie ma. Musimy, być może, zastanowić się nad podwyższeniem progu ilości podpisów albo dołączenia do tych podpisów obywatelskich zasady, że jeszcze 1000 osób o pewnym statusie musi podpisać, typu - radni, posłowie, sędziowie, nie wiem, kto jeszcze. Jeżeli są kandydaci uzyskujący w wyborach kilkanaście tysięcy głosów tzn. że nie byli to poważni kandydaci i można zapytać, jak im się udało te podpisy zebrać.

Panie Prezydencie . Jeszcze jedno pytanie związku z kończącą się kadencją 23 grudnia. Będzie zaprzysiężenie.
Prezydent RP:
23 grudnia , w godzinach porannych będzie uroczystość zaprzysiężenia przed Zgromadzeniem Narodowym, czyli tak jak Konstytucja stanowi.

Czego się Pan nauczył przez te 5 lat. Co wolno prezydentowi, a czego nie. Tak na przyszłe 5 lat będzie się Pan orientował, co wypada a czego nie wypada robić?
Prezydent RP:
Można powiedzieć tak, że Prezydentowi wolno działać tak jak mówi o tym Konstytucja i jakie są jego uprawnienia. Może oczywiście oddziaływać, choćby poprzez takie wywiady jak ten, czyli próbować namawiać do jakiegoś sposobu myślenia, czy działania. Moje wrażenia po 5 latach, szczególnie po 3 latach praktykowania Konstytucji, to że uprawnienia prezydenckie są moim zdaniem dość racjonalnie skrojone. Jeżeli jest wola współpracy ze strony partnerów, ze strony rządu, ze strony Parlamentu to można wiele osiągnąć. Jeżeli tej woli nie ma, jest trudniej. Wracam choćby do ustaw, które złożyłem w Sejmie i do dzisiaj leżą nie rozpatrzone.

Czyli tyle ile władzy daje Panu Konstytucja, to Panu wystarcza w zupełności?
Prezydent RP:
Nawet nie mam innej odpowiedzi.

Zawsze może Pan powiedzieć, że trochę mało i wypadałoby to zmienić.
Prezydent RP:
Nie. Uważam, że dzisiaj Konstytucję w Polsce trzeba stabilizować. Musimy nauczyć się operować tą Konstytucją. Trzeba zbudować w Polsce świadomość konstytucyjną obywateli, bo to jest warunek demokratycznego państwa prawnego, a to jest cel, który chcemy osiągnąć. Natomiast, gdyby o tym mówić w kategorii "wypada , nie wypada" - to trzeba powiedzieć tak: Prezydent jest osobą, która od samego rana do późnego wieczora jest na scenie, która jest pod lupą, która jest obserwowana. W związku z tym niemalże nic nie wypada. To znaczy samokontrola, samoograniczenie, rezygnacja z jakichkolwiek wolności, dowolności jest niestety ceną, którą trzeba zapłacić. To zrozumiałem po pięciu latach bardziej niż kiedykolwiek.

Nie wiedział Pan startując w poprzednich wyborach.
Prezydent RP:
Oczywiście się tego nie wie, bo to się zdobywa doświadczeniem. Natomiast te pięć lat praktyki pokazuje jak czułe są niektóre miejsca, jak są czułe niektóre punkty. Czasami słowa, które są powiedziane ot tak, nagle zaczynają ważyć albo są interpretowane w niewłaściwą stronę. Tak więc niewątpliwie powściągliwość i ogromna samokontrola, samoograniczenie jest tym, co w polskich warunkach naszej demokracji jest koniecznością. Dotyczy to nie tylko prezydenta ale właściwie wszystkich postaci życia publicznego.

A czego Pan nie powtórzy w następnej kadencji z rzeczy, które się wydarzyły w ciągu ostatnich 5 lat?
Prezydent RP:
Niewątpliwie tak jak mówię ten rodzaj silnej samokontroli, także dotyczącej wypowiedzi jest koniecznością. Chociaż później będziecie narzekać Państwo, że wypowiedzi są może za mało barwne, że nie ma w nich ciekawostek.

Jakiej decyzji Pan żałuje?
Prezydent RP:
Że nie zdecydowałem się, po wyborach 1997 roku, na to, żebyśmy uporządkowali sprawy rządowe, żeby lider zwycięskiej partii otrzymał misję tworzenia rządu. Uważam, że to w polskiej demokracji jest element, który musimy jasno postawić już przed kolejnymi wyborami.

Czyli w kolejnych wyborach lider zwycięskiej partii ...
Prezydent RP:
Tak jest. Nawet jeżeli ta misja mu się nie powiedzie. Musi być pewien porządek i pełna czytelność i zasad i odpowiedzialności, którą ten człowiek ponosi. Jeżeli zwycięża jakieś ugrupowanie, jeżeli ma przygotowanego człowieka, który jest szefem tego ugrupowania, który szykuje się do roli premiera to powinien taką misję otrzymać.

Czy sądzi Pan, że Pana wynik wyborczy, niespełna 54 procent przełoży się na sukces wyborczy SLD w wyborach, bądź to w terminie konstytucyjnym jesiennym, bądź jak się mawia wiosennym?
Prezydent RP:
Nie sądzę, żeby w całości dlatego, że wybory prezydenckie mają element personalny. Jest to głosowanie na osobę, którą się lubi, na człowieka, w pewnym sensie sympatie wobec żony kandydata też się mogą przekładać na głosowanie. Tu nie ma bezpośredniego związku. Natomiast tendencja jest dosyć wyrazista. Ta tendencja wynika przecież z badań opinii publicznej w ostatnich wielu miesiącach. Niewątpliwie zwrot ku lewicy, ku centrolewicy jest faktem. Moim zdaniem w ciągu najbliższych miesięcy nie widać przesłanek, które miałyby tę tendencję zmienić. Ona na pewno będzie wyrównana. To nie będą aż takie różnice, że centrolewica uzyska pięćdziesiąt parę procent a prawica np. tylko kilkanaście. To się spłaszczy ale niewątpliwie tendencja jest zarysowana i nie widać żadnych danych, żeby miało się to odmienić w najbliższym czasie.

Sondaże przedwyborcze prorokują zwycięstwo w wyborach parlamentarnych SLD i pojawiają się głosy wątpliwości rozmaitych komentatorów i polityków, że zostanie utworzony jeden układ: prezydent Aleksander Kwaśniewski z dominacją SLD. Jakby powtórka z niedalekiej historii.
Prezydent RP:
Ale właśnie z której historii. Jeżeli chcemy mówić o historii sprzed roku 1989, to jest to całkowicie fałszywe porównanie. Natomiast jeżeli chcemy mówić o powtórce z lat 1995-97 to tak. W Polsce mieliśmy już w relacjach prezydent -rząd współdziałanie tych samych ugrupowań. To miał i Lech Wałęsa i ja przez dwa lata, i mieliśmy też czas kohabitacji. Lech Wałęsa współpracował przez dwa lata z rządem SLD-PSL, ja współpracuję już w tej chwili trzy lata z rządem AWS. Różne były doświadczenia. Natomiast trzeba wyjść z jednego istotnego punktu. To są decyzje wyborców. To jest demokracja. Rezultaty demokratycznych wyborów muszą być uszanowane. W moim przekonaniu stworzyliśmy taki system państwa i tak już mocne instytucje demokratyczne, jednocześnie taką kontrolę społeczną nad działalnością władzy, także kontrolę, którą wykonujecie wy dziennikarze, media, że nie ma żadnej możliwości, żeby państwo było zawłaszczane, żeby mogło być monopolizowane przez jedną strukturę polityczną. Oczywiście jest pytanie na ile polityka kadrowa będzie polityką kompetencji a nie znajomości, czy przynależności partyjnej. Wiele będzie zależało od polityki, jaką przyjmie rząd nowo wybrany. Doświadczenia ostatnich trzech lat pod tym względem są złe. Nawet paru lat. Dlatego właśnie stopień upartyjniania różnych decyzji kadrowych jest zbyt wysoki. Ze swojej strony będę czynił wszystko, żeby domagać się i wymuszać decyzje, które będą przede wszystkim stawiały na kompetencję ludzi, na to, żeby przyjąć to, o czym zresztą np. Leszek Miller wielokrotnie mówi - nie wszystkie orły są pod naszym dachem. Pamiętajmy o tym. Nie ma takiej partii dzisiaj, która miałaby samych wybitnych specjalistów. Oni są rozproszeni. Oni często są pozapartyjni. Są w ogóle apolityczni. Musimy stworzyć możliwość dla korzystania z tych ludzi, bo to jest nasz skarb. To są talenty, które Polsce muszą też służyć. Mam nadzieję, że doświadczone SLD, jeżeli dojdzie do władzy, to takich błędów nie popełni.

W wywiadzie dla Polityki pytany był Pan o to, czy zwycięski SLD w przyszłych wyborach będzie się liczyć z Prezydentem. Odpowiedział Pan - będzie, proszę to już zostawić mnie. Jak Pan to zrobi? Ma Pan jakieś swoje sposoby?
Prezydent RP:
Przede wszystkim jestem tym, który tę formację tworzył 10 lat temu. Nigdy nie zerwałem swoich kontaktów osobistych z liderami. Rozmawialiśmy nie raz, kłóciliśmy się. Były momenty, w których współdziałaliśmy bardzo dobrze ale były też momenty, kiedy były burzliwe debaty, kiedy podejmowałem decyzje inne aniżeli to środowisko oczekiwało. Choćby kwestia reform przeprowadzanych przez ten rząd. Mamy za sobą doświadczenie, które pozwala mi ufać, że interes państwa, odpowiedzialność za państwo będzie sprawą najważniejszą. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy mają doświadczenie i którzy też niejedno przeżyli, także w sensie negatywnym. Oni mają skórę często wygarbowaną i dlatego jestem pewny, że te stosunki mogą się ułożyć bardzo dobrze i że będzie tu przede wszystkim troska o państwo w niełatwych czasach. Pamiętajmy, najbliższe 5 lat to jest uporczywa walka o wejście Polski do UE. Nic tu nie będzie nam podarowane. Teraz już wiem. To są napięcia gospodarcze, które rosną a nie maleją. Polska gospodarka jest w bardzo wrażliwym momencie zarówno jeśli chodzi o walkę z inflacją jak i o deficyt budżetowy i o deficyty w handlu zagranicznym. Pamiętajmy, że mamy przed sobą z jednej strony problem bezrobocia, z drugiej strony wyż demograficzny z którym coś musimy zrobić. Najbliższych 5 lat to będzie bardzo trudny okres, w którym trzeba naprawdę kompetentnej władzy. Wierzę, że po wyborach 2001 taka kompetentna władza w Polsce się ukształtuje.

Teraz Pan nie miał zaplecza politycznego w Parlamencie silnego, które mogłoby decydować z Pana punktu widzenia o tym, na czym Panu zależy?
Prezydent RP:
Uważam, że Prezydent przede wszystkim powinien składać inicjatywy ustawodawcze o istotnej randze. Na przykład takie, jakie złożyłem październiku 1997 roku dotyczące stanów wyjątkowych, klęsk żywiołowych. Ja to podkreślam cały czas, żebyśmy wiedzieli, że przez trzy lata te ustawy, które moim zdaniem są niezbędne i które są pokłosiem nieszczęścia powodziowego, jakie przeżyliśmy w 1997 roku, nie mogą wyjść poza pierwsze czytanie. To niestety świadczy o stosunku większości parlamentarnej do moich pomysłów w tej kadencji. Natomiast jeśli chodzi o przyszłą kadencję na pewno kilka inicjatyw będzie zgłoszonych. Jedna jest już zapowiedziana, to jest tworzenie sądownictwa administracyjnego. Kluczowa, ciężka ustawa, która będzie inicjatywą prezydencką i dla której mam nadzieję uda się uzyskać poparcie wszystkich partii, bo Konstytucja zmusza nas do utworzenia dwuinstancyjnego sądownictwa administracyjnego, do uporządkowania całej sfery. Ustawy, które będą mogły dotyczyć czy wesprzeć rozwój edukacji, powinny być działaniami, które firmuje prezydent. Natomiast to nie może być wyścig inicjatyw, bo z tego nic sensownego się nie urodzi. Kiedy mówicie o mijającej kadencji pytając o inicjatywy, to oczywiście było ich złożonych 20. Natomiast najważniejsza, ta, która wyznacza miejsce w historii to jest Konstytucja, ustawa zasadnicza. Muszę powiedzieć, że każdy prezydent, któremu się uda za jego kadencji uchwalić Konstytucję, już ma swoje miejsce w podręczniku.

Panie Prezydencie, wybiegliśmy w przyszłość, ale teraz porozmawiajmy trochę o bieżącej polityce. Wczoraj Unia Wolności wydała oświadczenie :
" Klub parlamentarny z niepokojem obserwuje rozwój sytuacji w państwie i pojawienie się zagrożeń dla stabilności gospodarki i administracji jak też dla międzynarodowego wizerunku Polski". Czy Pan podobnie odczuwa ?
Prezydent RP:
Rozumiem że to oświadczenie nie dotyczy sytuacji w Akcji Wyborczej Solidarności. Na pewno dotyczy sytuacji w rządzie. Jest problem ze względu na mniejszościowy charakter rządu. Ustabilizowanie i znalezienie rozwiązania sytuacji w AWS-ie jest wielkim problemem premiera. Premier rządu mniejszościowego, który ma za sobą rozsypujące się zaplecze musi wyciągnąć wnioski, bo to nie będzie rząd mniejszościowy tylko rząd bardzo mniejszościowy.

To nie jest problem dla Prezydenta również ?
Prezydent RP:
To jest problem. Rozumiem że premier musiał włączyć się do dyskusji, ale też mam nadzieję, że to się skończy szybko. W najbliższych tygodniach mamy naprawdę ważne rzeczy przed sobą, między innymi budżet, który musi być przedstawiony Sejmowi. Gdyby się okazało, że premier głównie zajmuje się negocjacjami między poszczególnymi członami Akcji Wyborczej Solidarność, to byłoby bardzo niepokojące. Ale dajmy jeszcze paręnaście godzin, ja ciągle słyszę, że to ma się rozstrzygać w godzinach, więc zaczekajmy.

Dzisiaj mają być konkretne decyzje w tej sprawie. Pan nie ma wpisanego do kalendarza spotkania z premierem w najbliższym czasie ?
Prezydent RP:
W tej chwili nie, ale oczywiście spotkam się z premierem, mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu, bo mamy inne kwestie, choćby związane z Unią Europejską, ze szczytem, który się szykuje w Nicei. Będziemy o tym rozmawiać. Mamy również istotne kwestie związane z doroczną naradą wojska i kadry kierowniczej wojska. Tam występuję jako zwierzchnik sił zbrojnych i jest również premier, więc będę chciał i o tym porozmawiać. Rozumiem, że uporządkowanie spraw w AWS-ie to jest dzisiaj kwestia być albo nie być dla rządu, inaczej tego zaplecza politycznego po prostu nie ma i niewątpliwie to by musiało powodować polityczne konsekwencje włącznie z bardzo otwartą dyskusją o skróceniu kadencji parlamentarnej. Ale dajmy jeszcze kilkanaście godzin na rozmowy w gronie AWS i może się uspokoi. Ja nie mam żadnych instrumentów, żeby w tym uczestniczyć, bo mnie nie pytają o zdanie, a nawet boję się, że gdybym cokolwiek radził to zostałoby to zrozumiane opacznie.

Wspomniał Pan o Unii Europejskiej, to zdaje się jest Pana trzecie marzenie, po podpisaniu Konstytucji, po NATO ...
Prezydent RP:
Niewątpliwie, gdyby udało mi się w kadencji do roku 2005, żeby polska obecność w Unii Europejskiej stała się faktem to rzeczywiście mogę wtedy odchodzić na emeryturę.

Właśnie w sprawie tej daty - zupełnie kapitalnym zdaniem popisał się minister spraw zagranicznych Francji, on powiedział, cytuję "Nie może być opóźnienia w rozszerzeniu UE, gdyż nigdy nie ustalono żadnej daty."
Jak się Panu podoba taka opinia ministra spraw zagranicznych Republiki Francuskiej, tradycyjnie życzliwej naszemu krajowi ?
Prezydent RP:
Tu mógłbym przypomnieć, że prezydent Chirac, kiedy był z oficjalną wizytą w 1996 roku z trybuny sejmowej, a więc nie gdzieś tam w kuluarach, tylko wobec pół tysiąca członków polskiego parlamentu, mówił o dacie 2000. Kanclerz Kohl mówił także, niech Francuzi pamiętają, że my też swoją pamięć mamy. Te wypowiedzi, które powinniśmy brać poważnie, oznaczają, że niewątpliwie entuzjazm, czy chęć szybkiego rozszerzenia UE słabnie. Dzisiaj takich partnerów, którzy bardzo zdecydowanie prą do rozszerzenia mamy niewielu, do nich należy premier Szwecji, z którym miałem okazję rozmawiać.

Ale teraz liczymy bardzo, czy liczyliśmy na Francję, a okazuje się, że Francja nie jest tym specjalnie zainteresowana.
Prezydent RP:
I to jest właśnie problem. Dlatego mówię, że przez okres najbliższych lat walka o wejście do UE będzie bardzo trudna. Nic nie będzie nam darowane, będziemy musieli spodziewać się też bardzo poważnych krytyk, czy bardzo ostrych w stosunku do Polski oczekiwań. Ale musimy to zrobić dlatego, że dla UE nie ma alternatywy. Zresztą te wybory prezydenckie również pokazują, że wszyscy politycy reprezentujący nurt prounijny, proeuropejski odnieśli sukces. Ci, którzy stawiali znaki zapytania, czy wręcz mówili "nie" dla Unii, po prostu gdzieś tam się znaleźli na marginesie.

W tych sprawach unijno - europejskich będzie Pana więcej , jeśli można użyć takiego określenia ?
Prezydent RP:
Dużo więcej, dużo więcej, włącznie z tym, że zamierzam w swojej ekipie, którą będę częściowo zmieniał 23.XII., powołać jednego z ludzi, który zajmie się wyłącznie sprawami UE, ale nie w sensie negocjacyjnym tylko właśnie UE i oddziaływanie na polskie społeczeństwo, nasze kontakty międzynarodowe. To będzie niewątpliwie dla Prezydenta temat najważniejszy jeśli chodzi o politykę zagraniczną, obok stosunków z sąsiadami, czyli naszego regionu Europy Środkowej.

Chcielibyśmy Pana poprosić w ogóle o specjalną rozmowę na temat stosunków z naszymi sąsiadami , z Rosją , Ukrainą , Białorusią , jeśli Pan pozwoli . A skoro o ekipie , jak duże będą zmiany ?
Prezydent RP:
Będą zmiany , to chcę powiedzieć .To nie stanie się do 23.XII., bo mamy inne obowiązki. To jest zaprzysiężenie, później chcę spotkać się z polskimi żołnierzami.

Czy Marek Siwiec zostanie w ekipie ?
Prezydent RP:
Żadnych w tej chwili kadrowych kwestii Państwu nie powiem, natomiast będzie częściowa wymiana osób , jak i też trochę będzie zmiana zakresu odpowiedzialności, zainteresowań . UE to jest ten element, którym się zajmiemy w sposób nadzwyczajny przez najbliższych pięć lat.

Nie chce Pan podawać nazwisk Panie Prezydencie, to rozumiemy, ale może chociaż płeć szefa Kancelarii Prezydenckiej ?
Prezydent RP:
Tu nie będzie zmiany, to mogę zapowiedzieć. Pani Szymanek będzie dalej kierować Kancelarią. Muszą być punkty zmienne i punkty stabilne. Poza tym musicie Państwo wiedzieć, że zgodnie z dobrą zasadą Kazimierza Górskiego, zwycięskich drużyn się tak zupełnie nie zmienia.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.