przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Ulubiony kolor Pana Prezydenta to niebieski, szczęśliwy miesiąc -listopad, nie bez powodu. Urodził się Pan Prezydent w listopadzie 1954 w Białogardzie, w listopadzie 1979 roku wziął ślub z Jolantą z domu Konty, w roku 1980 w listopadzie został ministrem ds. młodzieży, a w listopadzie 1995 roku, wygrał wybory prezydenckie. Jaki będzie listopad roku 2000?
Prezydent RP:
Spokojny, dlatego że kadencja trwa do 23 grudnia, a wybory zapewne będą na przełomie września i października. Listopad będzie więc wyjątkowo spokojny.

Panie Prezydencie czy Pan specjalnie teraz nie podejmuje decyzji, czy odwleka ją Pan, czy rodzina nie chciałaby? A rodzina namawia Pana?
Prezydent RP:
Rodzina jest, jak sądzę, o wiele bardziej pogodzona i rozumie istotę tego urzędu niż cztery lata temu, kiedy zaczynałem pracę. Oni też dojrzeli.

A jakie Pan ma wątpliwości czy ubiegać się o drugą kadencję?
Prezydent RP:
Przede wszystkim jako człowiek - to jest bardzo trudne zajęcie, ogromnie wymagające, które zabiera właściwie całkowicie prywatność, gdzie 24 godziny jest się na urzędzie. Ostatnio walczę z grypą, chodzę. Niektórzy mówią żebym się położył, a ja pytam, komu mam pokazać zwolnienie lekarskie, które pozwala mi na zejście ze stanowiska. To samo dotyczy urlopów - tu jest się po prostu cały czas na stanowisku w pracy i te obowiązki są bardzo poważne, choć wielkie, honorowe, ja je ogromnie cenię. Drugi, bardziej praktyczny problem to jest na ile uda się i z kim trzeba będzie realizować programy następnej kadencji. Bardzo wiele zależy od konfiguracji rządowej, od partnerów w rządzie. Lata 2001 - 2005 dla Polski będą przynajmniej z jednego powodu zasadnicze - z powodu Unii Europejskiej - i gdybym miał trafić na złych partnerów do współpracy to jest temat do zastanowienia.

Ale przecież Pan nie będzie wiedział, Panie Prezydencie, to nie będzie tak, że kandydując już Pan będzie coś wiedział...
Prezydent RP:
Każdy będzie coś wiedział. I Pani wie i ja wiem, to nie jest zupełnie nieprzewidywalne. Choć oczywiście zawsze jest to pytanie, co się wydarzy. Nie wiemy jaki będzie wynik wyborów 2001, ale kwestia tego partnerstwa i możliwości współdziałania jest naprawdę bardzo ważna, żeby się później nie frustrować, żeby mieć pewność, że to, co robię ma sens.

Ale dziś nie będzie o polityce, choć musieliśmy od tego zacząć.
Prezydent RP:
Nie wierzę. Znam Panie i wiem, że wasze ciągotki polityczne są czasami silniejsze niż niektórych polityków.

Zaskoczymy Pana, Panie prezydencie - to była właściwie jedyna rzecz o polityce. Jeszcze na koniec, ale to maleńka minuta. Wróćmy do Pana rodziców. Pana rodzice chcieli, aby poszedł Pan w ślady ojca i został lekarzem, Pan jednak wybrał politykę. Czy to był przypadek czy polityka była na tyle fascynująca, że już Pan wiedział, że chce w niej zostać.
Prezydent RP:
Nie, nie. Z polityką to się pojawiło później czy też dojrzewało się do niej. Jak byłem szefem samorządu w szkole podstawowej to można powiedzieć, że to już jest jakiś kontakt z maleńką polityką, więc jakieś talenty czy skłonności przejawiałem. Natomiast niewątpliwie nie było przypadkiem, że nie zostałem lekarzem. Zawsze bardzo źle czułem się w szpitalach - mam rodzaj urazu, który nawet tłumaczę sobie w ten sposób, że wynika zapewne z faktu, iż początek życia dość długo spędziłem w szpitalu. Mój ojciec był dyrektorem szpitala i myśmy tam mieszkali do mojego drugiego roku życia.
Podobno świetnie Pan robił opatrunki.
Prezydent RP:
Byliśmy nauczeni bardzo dobrze, przecież to czas zabawy.

Mama była pielęgniarką.
Prezydent RP:
Tak jest. Ojciec nam pokazywał jak się zszywa różne rzeczy. Mieliśmy kundla, który był bardzo dzielny i mniej więcej raz na miesiąc wchodził w zwady i przychodził albo z podartym uchem...

Pan cerował ucho.
Prezydent RP:
Dwa razy już pozwolono mi cerować ale nigdy to mnie na tyle nie wciągnęło żeby zakochać się w medycynie, choć bardzo cenię ten zawód i tych ludzi. Argumentacja ojca, zresztą bardzo dramatycznie przedstawiana, komu zostawi gabinet, to wszystko co robi, książki medyczne, których miał tyle zgromadzonych w domu na mnie nie działała. Ale zadziałała na siostrę, która mimo, że była laureatką olimpiady języka polskiego, mogła podjąć studia bez egzaminu to jednak zdecydowała się na medycynę. I myślę, że dobrze, dzisiaj jest wybitnym okulistą.

Pan powiedział, że polityka to przypadek.
Prezydent RP:
To nie był wybór to nie jest tak, że ja się urodziłem z myślą, że będę politykiem.

Ale co jest tak fascynującego w polityce, że pozostał Pan przy niej?
Prezydent RP:
Fascynujące jest tworzenie historii. Polityka rozumiana nie jako zaspokajanie własnych ambicji ale jako pozostawianie śladów, w istocie tworzenie historii. Nasze decyzje wpływają na losy grup ludzi, wielu ludzi, milionów ludzi czasami wręcz kontynentów i to jest pasjonujące.

Władza.
Prezydent RP:
Ona jest instrumentem. Ja bardzo się boję polityków czy w ogóle ludzi, którzy trafiają do polityki ze względu na swoją wolę posiadania władzy czy fascynację władzą, że mogą rozstawiać ludzi, ustawiać ich. Myślę, że to ich pasjonuje. Moim zdaniem, to nie jest dobra motywacja. Natomiast motywacja, że oto z moim udziałem dokonują się rzeczy, które zmieniają bieg spraw i pozostawiają trwały ślad - to jest ważne. Myślę, że pod tym względem polityk jest nieco uboższy od choćby architekta, który może wskazywać na dowody swojej działalności. Zresztą architektura to była pasja, o której myślałem, nawet przygotowywałem się do zdawania na architekturę.

Polityk to też architekt.
Prezydent RP:
W jakimś sensie podobne. Tyle, że architekt ma tę przewagę, że może swoje dzieła pokazać a polityk nie, i to jest jakby największa frustracja polityków, że oni często patrzą do tyłu na swoją ciężką pracę. Ja to nazywam, że widzą takie jakby zaorane, ja to nazywam: powietrze, tzn. może coś się odłożyło, może nie, ale śladu bezpośrednio nie widać. Natomiast to jest pasjonujące tworzenie, gdyż tworzenie historii jest na pewno pasjonujące w polityce.

Co różni prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego od posła Aleksandra Kwaśniewskiego po tych czterech latach bycia prezydentem. Jest Pan z pewnością innym człowiekiem.
Prezydent RP:
W jakimś stopniu. Myślę, że moją dobrą stroną jest to, że nie jestem ekstremistą, nie zmieniam się tak bardzo. W moim życiu parę razy mi mówiono, ty jesteś liberał nieznośny, a później ci sami ludzie oskarżali mnie, że jestem beton. Cały czas staram się iść środkiem, tylko oni tak krążyli między jedną ścianą a drugą. Psychologicznie, mentalnie ja się bardzo nie zmieniam, jestem zdecydowanie człowiekiem umiarkowanym z natury. Natomiast oczywiście cztery lata prezydentury to niesamowite doświadczenie, możliwość spotkania się z największymi politykami współczesności, tj. możliwość spotkania się z takimi ludźmi jak papież, jak wielcy pisarze, intelektualiści, ludzie kultury. Tj. również ta przewaga, którą mam nad posłem, że patrzę na to z góry i wiem, że nie ma takiej partii w Polsce, która ma same orły pod swoim dachem i nie ma takiej partii w Polsce, która ma np. same kruki. Racja rozkłada się różnie, to nie jest wszystko tak bardzo upartyjnione jak to widać z ław parlamentarnych, gdzie siedzi się w swojej frakcji i obowiązkiem jest przede wszystkim mówić językiem frakcji i w jej imieniu, reprezentować jej interes.

Jednocześnie jest Pan prezydentem i każde słowo jest ważone. Bierze Pan odpowiedzialność za słowo. Nie może Pan zachować się tak jakby Pan chciał. Czy często zdarza się Panu tak, że chciałby Pan coś powiedzieć, a Pan nie może.
Prezydent RP:
Oczywiście, że tak. Wielokrotnie. To jest zawód i każdy zawód niesie swoje ograniczenia, ryzyko. Akurat w przypadku prezydenta jest konieczność powściągliwości. Nie mogę wypowiadać za każdym razem tych myśli, które przychodzą mi do głowy, czy które są pierwszą reakcją. Na mnie patrzy się jak na człowieka. Który ze względu na swoje stanowisko i na to, że jest na górze całej hierarchii, powinien zachować się dużo bardziej statecznie i spokojnie, z dużo większą refleksją.

To nie leży chyba w Pana charakterze.
Prezydent RP:
Coraz bardziej leży. Ja się też starzeję proszę pani. Patrzy się na wiele rzeczy dużo spokojniej. Naturalne jest, że na wiele spraw, które moich współpracowników bardzo podniecają, patrzę z dużo większym dystansem i spokojem i mnie intuicja ani wiedza nie zawodzi.

Dziś nie zszedłby Pan po drabinie z okna.
Prezydent RP:
Miły żart, ale został później nadużyty w różnych interpretacjach. Oczywiście, że nie zszedłbym, tak samo jak nie wypowiedziałbym różnych sądów, które były takie barwne.

Ale zdarzają się Panu Prezydentowi gwałtowne reakcje wściekłości, złości?
Prezydent RP:
Zdarzają się, choć też sprawa wieku ma tu znaczenie. Człowiek reaguje spokojniej na wiele spraw, wiele rzeczy zna. Ale ja jestem cholerykiem, naturalnym cholerykiem co najbardziej na swojej skórze przeżywają ministrowie. Mam żelazną zasadę, nigdy nie krzyczę na swoje sekretarki i one są pod pełną ochroną, dlatego że to są ludzie, którzy najbliżej pracują ze mną i musimy być zgranym zespołem. Na współpracowników zdarza mi się podnieść głos, natomiast najtrudniej mają ministrowie, dlatego, że oni mają najwyższe stanowiska, najlepiej płatne i wymagania muszą być najwyższe. Dlatego oni muszą przeżywać czasami ciężkie chwile, kiedy dadzą plamę, a to też się zdarza.

Czy kiedy jest Pan zdenerwowany uspokaja Pana muzyka?
Prezydent RP:
Tak. Bardzo.

Posłuchajmy więc tej, którą Pan lubi.
(Piosenka "Remedium" w wykonaniu M. Rodowicz)

Lubi Pan Marylę Rodowicz?
Prezydent RP:
Bardzo. Bardzo ją cenię. Uważam ją za wielką artystkę. Znam osobiście, mogę powiedzieć, że nawet jesteśmy zaprzyjaźnieni i bywamy u siebie w domach. Ale przede wszystkim jest to wspaniała, niezmiennie wybitna piosenkarka, a ten utwór jest dla mnie o tyle szczególny , że daje poczucie wolności, tej możliwości wyrwania się gdzieś w nieznane, odprężenia. Ja w tej piosence i w śpiewaniu Maryli czuję strasznie dużo świeżego powietrza, oddechu, perspektywy, przestrzeni. To wszystko jest w tej piosence.

Panie Prezydencie, jakie były Pana największe wpadki przez ostatnie 5 lat prezydentury ?
Prezydent RP:
Trochę było, część z nich była opisywana. Nie było wpadek druzgocących. Natomiast zdarzały się, pojawiały się w sytuacjach zupełnie nie zamierzonych. Natomiast jest też wiele takich momentów stresujących, które nie są znane publiczności, ale też potrafią doprowadzić do trzepotania serca. Np. Jacques Chirac, mój znakomity przyjaciel, prezydent Francji przyjechał z wizytą oficjalną do Polski. To było wydarzenie ogromne, bo prezydenci Francji nie tak często do Polski przyjeżdżają. I na nasze nieszczęście uparł się, żeby zamieszkać w Bristolu. Mieliśmy uzgodniony termin rozpoczęcia uroczystej kolacji, ja jestem na górze w apartamencie - postanowiłem, żeby być eleganckim, ogolić się jeszcze na wieczór, nakładam koszule, za chwilę mam założyć muszkę, dowiaduję się, że Chirac postanowił pójść spacerem z Bristolu i jest w Pałacu 10 minut przed planowanym czasem. A jeszcze na nieszczęście zacinam się i krwawię, w związku z tym koszula się zaplamiła. W związku z tym muszę zmieniać koszulę, nie mogę poradzić sobie z własną brodą, wiem, że Chirac jest już na dziedzińcu, jestem gotów w tym momencie zwolnić wszystkich tych, którzy odpowiadają za tę sytuację. Oni też są niewinni, bo na takie fanaberie zdecydował się mój gość.

Czy Panu się zdarza Panie, Prezydencie mieć takie fanaberie?
Prezydent RP:
Właśnie dlatego, że jestem doświadczony staram się tego nie robić. Nawet mam taką zasadę, o której nie mówiłem głośno, ale chyba nie zaszkodzi: staram się, żeby wszystko, co idzie według planu miało jedno - dwuminutowy poślizg, żeby właśnie nie być w sytuacji, w której mój gospodarz musi z któregoś piętra biec co drugi schodek, żeby mnie przywitać. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że niektórzy z nich mają swoje lata i niekoniecznie tak szybko po schodach potrafią biegać, to tym bardziej jest to lepsze. Ale są protokoły, muszę państwu powiedzieć, i są kraje, gdzie takie rzeczy w ogóle się nie zdarzają . Wielka Brytania i wizyty u królowej to jest coś, gdzie błędów nie ma. Oni są tak wybitni, że takie rzeczy im się nie mogą zdarzyć.

Panie Prezydencie czy często zdarza się, że tęskni Pan za takim normalnym życiem, jakie wiedzie każdy z nas - pójść na spacer, wbić gwóźdź w ścianę?
Prezydent RP:
Oczywiście, że tak. To jest naturalna potrzeba każdego człowieka, właśnie prywatność, właśnie intymność, właśnie to, że można wyjść z żoną czy przyjaciółmi do restauracji w dowolnym momencie, że to nie jest żadne wydarzenie, że jak stolik jest to siadam, jak nie ma to idę do innej restauracji, że nie ma ze mną całego grona osób towarzyszących, które muszą patrzeć czy coś złego się nie dzieje. To jest dość wysoka cena, którą się płaci za ten urząd, że nawet na spacerze, kiedy idziemy lasem z żoną i obejmujemy się to mamy świadomość, że kilkanaście metrów za nami ktoś tam idzie i że to wszystko odbywa się w takiej atmosferze półprywatnej zaledwie czy ćwierćintymnej. Ale dopóki w Polsce prezydentem nie zostaje się z rozkazu ani nakazu a jest to wolny wybór, to nie mam prawa narzekać i nie narzekam.

Zdarzało się Panu wyjść z domu tak niespodziewanie - pójść do kina, teatru, na spacer?
Prezydent RP:
Tak, co nie zmienia faktu, że jesteśmy i w takich sytuacjach pod ochroną. Staramy się od czasu do czasu wypaść do teatru, byliśmy ostatnio na "Czterech siostrach" Głowackiego w Teatrze Powszechnym. Bardzo dobry spektakl. Polecam. Staramy się pójść do restauracji - mamy kilka ulubionych. Jedna ma kuchnię włoską, inna japońską. Bardzo miłe miejsca, jesteśmy tam traktowani jako stali bywalcy. Kino, może mniej, ale żona z córką chodzą do kina.

Czy Pan Prezydent czuje się samotny?
Prezydent RP:
Samotność w Pałacu najbardziej odczuwana jest w momencie bardzo ważnych decyzji. Dlatego, że to dopiero wtedy mam poczucie, co to znaczy być ostatnią instancją w jakichś sprawach. Np. podatki, bardzo trudna decyzja, wiele decyzji ustawowych, choćby związanych z reformami, decyzje dotyczące ułaskawień, to są decyzje, gdzie od mojego podpisu zależy los człowieka, czy kwestie nadawania obywatelstw, czy odmowy nadawania obywatelstwa. Po prostu tutaj ma się poczucie, że pióro waży, że jest strasznie ciężkie, a pozy tym nie ma apelacji - musisz to zrobić.

A pozy tym trudno się zwierzać z takich decyzji.
Prezydent RP:
Wie pani nawet to zwierzanie się w pewnym momencie jest trochę nie fair wobec współpracowników. Dlatego, że istota tego urzędu polega na tym, że decyzję trzeba podjąć samemu. I takie poszukiwane alibi, że ktoś jeszcze coś mi doradza, że na kogoś przekładam choć trochę odpowiedzialności jest moim zdaniem niemoralne wobec tych ludzi, bo to jest naprawdę odpowiedzialność jednoosobowa.

Czyli samotność to odpowiedzialność?
Prezydent RP:
Na tym stanowisku tak. To nie jest stanowisko zespołowe, to jest stanowisko indywidualne i dlatego ja np. nie włączam żony do takich bardzo trudnych decyzji. Dlatego, że chcę mieć azyl, chcę, jak już z siebie tę decyzję wyduszę, podpiszę i zamykam biurko czy gabinet i idę na górę, chcę być wtedy w innym świecie, gdzie mówimy o nas, o miłości , o sporcie, o kulturze, o książkach, o psie, naturalnie o córce, może to powinienem powiedzieć w pierwszej kolejności, ale nie mówimy o polityce. To byłoby straszne, gdyby w takim psychicznym więzieniu politycznym być na stałe.

Powiedział Pan Prezydent, że czuje się samotny, gdy musi podjąć decyzje m.in. dotyczące ułaskawień. Ostatni wywiad dla Tygodnika Powszechnego wzbudził duże emocje - Pan Prezydent tam zapowiedział, że ułaskawi czlowieka. Pan już zapowiada, że ułaskawi, nie wiedząc kogo.
Prezydent RP:
Trochę było zabawne, że dziennikarze rzucili się na jedno zdanie z bardzo długiego wielostronicowego wywiadu i to jeszcze wyrwane z kontekstu. Teraz powiem dokładniej i dłużej - do mnie przychodzi dużo ludzi ze świata polityki , a także biznesu i narzekają na korupcję. Wszystkich pytam, jak możemy walczyć z korupcją. Zmieńmy prawo, zróbmy coś jeszcze, tylko brakuje ciągle tego elementu, żeby ci, którzy mówią o korupcji czy ci, którzy w niej uczestniczą przyznali się, żeby oni powiedzieli - mogę mówić o korupcji, bo skorumpowałem ja, mnie skorumpowano itd. Jeżeli obawiają się, że poniosą konsekwencję to ja właśnie mówię tym jednym zdaniem, że w sytuacji, gdyby do takiego wstrząsu doszło i ta osoba wreszcie powiedziałaby i oczywiście byłaby skazana przez sąd, to oczywiście jestem gotów skorzystać ze swojej możliwości ułaskawienia. Ale jest to powiedziane jakby na dowód mojej determinacji w tej sprawie i prośby do ludzi, żeby przestali o tym opowiadać tak w ogóle tylko zaczęli pokazywać jak to działa. Bo ja też jestem w sytuacji bardzo dziwnej, kiedy przychodzi się i mówi, że nie mogę składać tak niejasnego donosu do prokuratury, że ktoś mi powiedział, że gdzieś coś czuł czy wydawało mu się, że jest korupcja.
( Piosenka "Kobiety są gorące" w wykonaniu Norbiego)

Panie Prezydencie to nie przypadkowy wybór piosenki ?
Prezydent RP:
Oczywiście, że nie. Bardzo dobra piosenka. Świetny tekst. Szczera prawda. A poza tym z czego się cieszę już muzyka pokolenia mojej córki . W naszym domu i żona i córka są naprawdę świetnymi znawcami muzyki. A ja - do mnie muzyka musi dotrzeć. Na przykład ta piosenka bardzo mi się spodobała, ale nie wiedziałem kto śpiewa.Oczywiście konsultacji udzieliła mi córka i uważam, że zdolny człowiek.

A które kobiety są najbardziej gorące dla Pana Prezydenta
Prezydent RP:
Na pewno moje. Ja jestem w ogóle człowiekiem wokół którego jest sporo kobiet. Moja żona. Byłem bardzo związany z moją mamą, też Aleksandra. Mam córkę. Ja czasami żartuję, że pies w moim domu też jest kobietą - to jest Saba.

Z badań opinii publicznej wynika, że każda Polka chce tańczyć w ramionach Olka.
Prezydent RP:
Tak dobrze nie jest. Wiem, że na Sylwestra wybierano mnie jako pożądanego partnera. To jest sympatyczne.

Czy umie Pan Prezydent i lubi tańczyć.
Prezydent RP:
Bardzo lubię tańczyć z moją żoną, dlatego, że ona jest najbardziej wyrozumiała. Zresztą twierdzi, że się rozwijam, to mnie cieszy.

A wracając do żony. Powiedział Pan Prezydent, że nie obarcza odpowiedzialnością za podjęcie różnych decyzji. Więc właściwie kim jest Pana żona. Doradcą, nie. Więc kim.
Prezydent RP:
Doradcą tak, ale w innym sensie. Nie doradcą w sprawach politycznych czy bieżących decyzji, które podejmuję. Natomiast jest przede wszystkim osobą najważniejszą. kochaną, z którą jesteśmy już 20 lat małżeństwem. W listopadzie ubiegłego roku obchodziliśmy naszą skromną rocznicę - udało nam się nawet uciec na parę dni na Sycylię, gdzie byliśmy w jakimś sensie sami. Oczywiście nie sami. Ale to było bardzo piękne. Jest przyjacielem, myślę, że charakterologicznie jesteśmy dość podobni, podobne zainteresowania, podobny rodzaj temperamentu, podobnie reagujemy na wiele wydarzeń. Jest kobietą piękną, bardzo zgrabną, to też jest zawsze wielka radość. Jest bardzo rodzinna, bardzo ciepła a jednocześnie znakomicie też czuje się w większych gronach i daje sobie świetnie radę. Jest osobą i człowiekiem, której wiele zawdzięczam.

Czy były trudne chwile w małżeństwie?
Prezydent RP:
Okres prezydentury , ja myślę - w sumie to okres prezydentury jest takim czasem naszego chyba największego zbliżenia dlatego że jak gdyby ta instytucja jest taka. Jednak nigdy w poprzednich swoich działaniach politycznych żona mi nie towarzyszyła tak często w wyjazdach zagranicznych. Nie przyjmowaliśmy razem oficjalnych gości, życie parlamentarne toczy się w parlamencie i raczej z koleżankami i kolegami z parlamentu to samo dotyczy partii politycznej . Natomiast prezydentura to jest trochę instytucja rodzinna, mówiąc w uproszczeniu. Gdzie wiele zadań wypełnia się razem. W związku z tym przechodzimy te wszystkie z jednej strony przyjemności z drugiej strony katusze.

W codziennym życiu mało macie okazji, żeby się widzieć. Pani Prezydentowa przyznała kiedyś, że zamieszkała w Pałacu Prezydenckim z myślą o tym, że będziecie chociaż jadać wspólnie obiady. Okazało się to niemożliwe.
Prezydent RP:
Obiady okazały się niemożliwe, i może to nie jest takie złe. Zdarza nam się od czasu do czasu znaleźć czas na wspólną kolację, ale nie wydaje mi się to czymś najważniejszym. Natomiast jesteśmy tutaj zdecydowanie bardziej ze sobą, dużo bardziej niż kiedykolwiek.

Okres prezydentury scalił małżeństwo?
Prezydent RP:
Zdecydowanie tak. Możemy też chyba więcej czasu poświęcić sobie, z tego względu, że córka ma już 19 lat i często chodzi swoimi ścieżkami. A w ogóle jeśli chodzi o małżeństwo, to ja jestem wyznawcą takiej teorii, że z obecnością w małżeństwie nie należy przesadzać. Czasami momenty oddalenia pomagają małżeństwu, nie następuje takie wyczerpanie, zmęczenie, znużenie, znudzenie, że już wszystko zostało powiedziane, że jakiś temat dziesiąty raz się omawia. Jestem przekonany, że byłbym trudnym małżonkiem, gdybym codziennie o 16 wracał do domu, siadał przed telewizorem i później komentował.

Nudny by Pan był?
Prezydent RP:
Nudny pewnie bym nie był. Z natury nie jestem nudny, pochwalę się. Natomiast byłbym może nieprzyjemny, siadałbym przed telewizorem i komentował, co ci politycy wyczyniają, co oni za głupstwa robią.

Czy często mówi Pan żonie - kocham cię?
Prezydent RP:
Tak. Jesteśmy czuli na tym punkcie.

Panie Prezydencie, czy Pan się kłóci z żoną?
Prezydent RP:
Oczywiście tak. Są sprawy czasami zasadnicze, czasami błahe, ale gdzieś tam następuje zaiskrzenie, żona jak wybuch to wybuch i ja też. Jest to moment. Później wszystko wraca do normy, ale to jest rzadkie. Zdarza się, jest to normalne, nikt nie jest idealny, nikt nie jest doskonały.

Zwykle jest to normalne, ale w Państwa wypadku zawsze ktoś Wam towarzyszy.
Prezydent RP:
W sytuacjach kiedy ktoś nam towarzyszy to się nie zdarza. Jesteśmy wtedy zajęci innymi sprawami. To raczej się zdarza w momentach kiedy jesteśmy razem, kiedy można wrócić do pewnych spraw, nazwijmy to kontrowersyjnych, takich, gdzie się po prostu różnimy, coś nam nie wychodzi, czy komuś coś leży na sercu i musi po prostu trochę wybuchnąć. Wybuchanie, takie momenty napięcia też są potrzebne dla ludzkiej psychologii. Ukrywane czy nieistniejące one się odzywają dość dramatycznie.

Oczyszczają emocje?
Prezydent RP:
W jakimś sensie tak. To jest wentyl bezpieczeństwa.

Panie Prezydencie, czy Pan się dobrze czuje w tym Pałacu, w którym teraz jesteśmy. Ja bym tu chyba nie potrafiła mieszkać. Jesteśmy w sali Białej.
Prezydent RP:
To się tylko Pani tak zdaje. Chcę powiedzieć, że ten Pałac się bardzo zmienił. Przez te cztery lata on się bardzo udomowił, on jest dużo cieplejszy. Jest dużo kwiatów są ładne obrazy na ścianach, to jest bardzo ładny Pałac.

Czuje pan, że to jest Pana dom?
Prezydent RP:
Tak, już w tej chwili tak. Wie Pani, mieszkam na górze, mój ogród to jest ogród pałacowy i nawet zauważam po moim psie, ze jak tak już trzeci raz przechodzimy koło tego samego klombu, to ona też wykazuje pewne już znużenie. Ale nic nie jest idealne. Na pewno to miejsce ma swoje wady, ale ja je akceptuję i uważam za dobrze urządzone i wszystkim pozwalające dobrze ten urząd sprawować. Nie ma co narzekać.

Czy Ola lubi ten duży biały dom?
Prezydent RP:
W rozumieniu prywatności, bo ona nie ma specjalnych metod ochrony. Nie udziela wywiadów, nie pokazuje się w kolorowych miesięcznikach, czy tygodnikach, właśnie po to, żeby mogła normalnie żyć, spotykać się z koleżankami i kolegami, pójść do klubu, do kina. Jest w tej chwili studentką I roku i to jest taki wiek, w którym ta normalność jest bardzo ważna, bo inaczej, sami pamiętamy, traci się piękne lata.

Nie bez powodu ma na imię Aleksandra.
Prezydent RP:
Nie bez powodu. To jest rodzinna tradycja. Moja mama była Aleksandra, ja jestem Aleksander, moja córka jest Aleksandra i już mi obiecała, że jak będzie miała syna też będzie Aleksander.

A jak będzie miała córkę?
Prezydent RP:
To ma wolny wybór. Uważam że Aleksandra i Aleksandra, mama i córka to trochę za dużo, ale to jest piękna tradycja rodzinna.

Czy Pan Prezydent często grywa z Olą w tenisa?
Prezydent RP:
Grywałem, nawet grywaliśmy czasami debla, ale ponieważ miałem zbyt wysokie wymagania, to Ola się zawzięła i przestała ze mną grać. Teraz trenuje sama pod okiem instruktora. Słyszę, że czyni postępy, ale obiecuje mi, że latem już będzie gotowa, żeby ponownie ze mną zagrać. Więc zobaczę jak to będzie wyglądało.

Czy już ma narzeczonego?
Prezydent RP:
Ojca zdaje się nie należy o to pytać, bo dowiaduje się jako jeden z ostatnich. Z informacji, które ja mam, nie muszą być one właściwe, to nie ma. Ma grono kolegów, przyjaciół. Ona ma też możliwość tutaj zorganizować spotkania, pobawienia się. Oczywiście to jest związane z rygorami, przepustki, nazwiska. Kilka zorganizowała

Pan Prezydent tańczył wtedy?
Prezydent RP:
Nie. Witam się i tak jak porządny ojciec znikam, żeby nie przeszkadzać młodzieży w zabawie.

Ola rzadko towarzyszy Państwu w podróżach oficjalnych. Czy to nie jest tak, że ona niechętnie, że nie lubi w ogóle tej roli prezydentówny.
Prezydent RP:
Nie wiem. Trzeba by ją pytać. Ja myślę, że ona naprawdę bardzo godnie tę rolę wypełnia. Dlatego, że jest normalna. Nie nadużywa tej pozycji w żaden sposób. Stara się być skromna, otwarta, koleżeńska, taka jest. Pamiętajmy, że ubiegły rok miała wyjątkowo trudny, bo zdawała maturę, zdawała egzaminy na studia i dla niej to był podwójny egzamin. Ona wiedziała, że jak będzie dobrze, to będzie dobrze, ale gdyby coś się nie udało, to przecież byłaby na pierwszych stronach gazet, bo dziennikarze takiej gratki by nie ominęli. Ja pamiętam jej zdenerwowanie, kiedy wychodząc z egzaminu maturalnego, zobaczyła kamery, mikrofony i dziennikarzy, którzy chcieli koniecznie ją przepytywać. Pojechała do domu, a koleżanki, takie często wygadane, które były przekonane, że cóż to telewizja, przed mikrofonami milkły, nie wiedziały jak się zachować. To jest dla 18-letniej dziewczyny niewątpliwie stres. Ona poradziła sobie z tym i oby tak dalej.

Czy Pan Prezydent ma jakieś plany dotyczące przyszłości Oli.
Prezydent RP:
Mam najlepsze życzenia dla niej, żeby jej się przede wszystkim powiodło na uczelni, w życiu, żeby znalazła człowieka, który będzie ją kochał i który będzie dbał o nią. Ale to wszystko jest w rękach córki. Ja tu nie mam wiele do powiedzenia. Jak mówią doświadczeni ojcowie, lepiej się nie wtrącać bo nic z tego dobrego nie wychodzi. Natomiast cieszę się, że nie tylko Ola, ale w ogóle jej pokolenie ma kolosalne możliwości. Takich nie miało żadne inne polskie pokolenie, jeśli chodzi o poznanie świata, języki, dostęp do najnowszych technik. My naprawdę mamy szanse mieć wykształcone pokolenie, które będzie konkurowało i z Amerykanami, Brytyjczykami i Francuzami, dużo lepiej aniżeli my to potrafimy, nie mówiąc już o naszych ojcach. To jest piękna satysfakcja którą mam.

Panie Prezydencie, co Pan robi w ciągu całego dnia, kiedy Pan nie wręcza orderów, nie spotyka ze znakomitymi gośćmi ?
Prezydent RP:
Każdy dzień ma jakieś swoje główne zadania. Czasami jest to pisanie listów, przemówień. Na przykład dzisiaj pracuję nad tekstami bardzo ważnymi ,które będę musiał wygłosić niedługo w Sztokholmie, 26 stycznia na wielkiej konferencji poświęconej Holocaustowi. Będzie Schröder i wiele innych znanych osobistości. Ostateczna wersja jest spod mojej ręki. Mam bardzo dobry zespół, który pomaga mi pracować.

Ale Panie Prezydencie, jak wygląd Pana dzień: budzi się Pan, wstaje, je śniadanie.
Prezydent RP:
Budzę się, idę do łazienki, ubieram się - mam swoją garderobę. Tam są wszystkie moje rzeczy i schodzę na dół. Moja droga do pracy to zejście z jednego piętra w dół i robię to zawsze piechotą. I zaczyna się dzień od przejrzenia prasy, włączam CNN - to jest takie moje międzynarodowe źródło informacji, które gra mi od rana, żebym wiedział, co się wydarzyło. Później są spotkania, obowiązki , czasami wyjazdy na jakieś ważne uroczystości, praca nad dokumentami. Kończę pracę zazwyczaj około godziny 10 wieczór, czasami dużo później. Ale końcówka dnia, już po dziennikach wszystkich, które oglądacie wszyscy państwo, to jest przede wszystkim praca nad dokumentami analitycznymi, które wpływają. Tajne dokumenty, które przekazuje wywiad o sytuacji na świecie w różnych miejscach i inne dokumenty analityczne bo wtedy już tylko lampa świeci na moim biurku, cały gabinet jest w ciemnościach a ja mogę sobie spokojnie poczytać i przeanalizować.

Panie Prezydencie bez względu na to jaką podejmie Pan decyzje, czy ubiegać się o następną kadencję czy nie w 2005 roku będzie miał Pan 50 lat. To wspaniały czas dla mężczyzny . Co dale?.
Prezydent RP:
Czy to jest wspaniały czas dla mężczyzny nie wiem. Nie mam 50 lat. Uważam, że jedną z cech demokracji jest właśnie to, że pełni się ważne funkcje a później przechodzi się w cień, ale można dobrze służyć swoim doświadczeniem i swoją wiedzą.

Zakładać instytuty?
Prezydent RP:
Mój poprzednik zdecydował się stworzyć Instytut . Ja też będę tworzył coś, co byłoby miejscem, w którym można zachować liczne dokumenty, które są, mnóstwo rzeczy, z którymi nie wiadomo co zrobić, a które ludzi interesują, a jednocześnie chciałbym, żeby było to miejsce, które będzie pomagało umacnianiu polskiej demokracji, budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Poza tym sądzę, że mogę i będę przydatny jako były prezydent i w Polsce i zagranicą. Mam bardzo wiele kontaktów. W jakimś sensie dysponuję niezbędnymi instrumentami czyli znajomością kilku języków, co też jest przydatne. Życie będzie się toczyć. Życie nie może być związane ze stanowiskiem, bo to znaczy, że życie jest marne. A jeżeli człowiek chce odczuwać różne doznania, to czasami trzeba być prezydentem, a czasami warto być byłym prezydentem.

5 lat temu w listopadzie mówił Pan: nie chciałbym być takim prezydentem, który potem powie " nie chciałem bo musiałem".
Prezydent RP:
Chciałem, zostałem, jestem, jestem dumny z tego co mogę robić w ważnym momencie polskiej historii. Choć na pewno byłoby to z mojej strony nieuczciwe powiedzieć, że nie są chwile zwątpień, chwile zmęczenia, aż momentami człowiek ręce załamuje. To są chwile tylko, a później trzeba brać się do roboty, podejmować decyzje, pokonywać słabości własne, cudze, współpracowników, rządu , parlamentarzystów i jechać dalej. Polska jest na dobrym torze i jedzie z niezłym pędem naprzód i niejedna przeszkoda przed nami, ale damy radę.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.