przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
  • Dwie sprawy, o których dzisiaj należałoby powiedzieć, a więc po pierwsze środowy Nadzwyczajny Szczyt szefów państw NATO, no i rozpoczynająca się dzisiaj wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, Georga Busha. Może od środy zacznijmy, żeby było chronologicznie. Czy to było pierwsze spotkanie szefów państw NATO z prezydentem Stanów Zjednoczonych?
    Prezydent RP: Dla większości z obecnych - tak. Niektórzy mieli już okazję widzieć się z prezydentem Bushem, jak Tonny Blair czy Gerhard Schroeder, który był w Ameryce. W Hiszpanii prezydent Bush spotkał się z premierem Asnarem. A więc dla większości było to pierwsze spotkanie.

  • Jak wypadło?
    Prezydent RP: Dobrze. Prezydent Bush jest człowiekiem bardzo bezpośrednim. Bardzo dobrze ocenialiśmy jego wypowiedź, która rozpoczęła to spotkanie, bowiem opowiedział się dość jasno za rozszerzeniem NATO. Mówił również o potrzebie współpracy, dialogu jeśli chodzi o system obrony przeciwrakietowej. Był takim bardzo otwartym, bym powiedział, skromnym przywódcą mocarstwa. To jest właściwa definicja.

  • Rozszerzenie NATO - nie padła żadna deklaracja na temat tego, o jakie kraje zostanie rozszerzone. Musimy poczekać do szczytu w Pradze?
    Prezydent RP: Szczyt w Pradze będzie miał formalne możliwości...

  • Jest pewna grupa państw, która brana jest pod uwagę. Ile z tej grupy 9 bodaj państw może być przyjętych na szczycie w Pradze?
    Prezydent RP: To zobaczymy. Ja sądzę, że w Pradze, i taka była zresztą istota wypowiedzi w Brukseli, zostaną zaproszone kraje kandydackie, czy te, które aspirują - w ten sposób druga faza rozszerzenia będzie przesądzona. Natomiast kiedy poszczególne państwa będą wstępowały, to będzie zależało od tego, na ile wypełnią warunki.

  • Zostanie zaproszone co najmniej jedno państwo?
    Prezydent RP: Nie. Myślę, że zostaną zaproszone te wszystkie, które aspirują. Jestem przekonany, że jeżeli nie wydarzy się coś w ciągu tego roku, jeżeli nie wydarzy się nic jutro w Lubljanie w czasie spotkania prezydenta Busha z prezydentem Putinem, to jestem przekonany, że zostanie zaproszona i Słowenia i Słowacja i trzy kraje bałtyckie, ale także Rumunia i Bułgaria - co najmniej.

  • Czy te trzy kraje bałtyckie wywołują najwięcej emocji? Mówię o stosunkach Rosja - Stany Zjednoczone.
    Prezydent RP: Oczywiście po stronie rosyjskiej wokół tej sprawy jest najwięcej krytyki. No, ale my podkreślamy i podkreślili wszyscy wypowiadający się w Brukseli, że tu nikt nie ma prawa weta. Nie może być w żaden sposób uznane, iż jakiekolwiek państwo, czy wewnątrz NATO czy poza NATO, może podejmować decyzję, która zablokuje suwerenne oczekiwania wyrażane przez te państwa.

  • Chociaż przywódcy państw zachodnich nie chcą drażnić Rosji, jak to się często podkreśla?
    Prezydent RP: W ogóle drażnienie nie jest dobrym pomysłem politycznym. Natomiast są sprawy, które wymagają rozstrzygnięć. W moim przekonaniu trzeba te rozstrzygnięcia właśnie podjąć w Pradze w przyszłym roku. Jestem przekonany, że ta debata, która uruchomiła się w Brukseli będzie także coraz bardziej przekonywać stronę rosyjską. Tzn. Rosjanie będą gotowi współpracować z NATO i będą coraz bardziej w sytuacji przymusowej, ale jednak nie będą akceptowali wejścia nowych państw.

  • Czy to oznacza, że każde z państw, które w tej chwili są członkami NATO będzie musiało powiedzieć "tak" w przypadku przyjęcia kolejnych członków?
    Prezydent RP: Tu jest wymagana jednomyślność

  • Mamy historyczną okazję powiedzieć "tak" wobec nowy kandydatów. Czy skorzystamy z niej?
    Prezydent RP: Tak. Tak będzie, ale jednocześnie oni już wiedzą, że my powiemy na pewno "tak". Najmniej obaw płynie ze strony polskiej. Tutaj jest zrozumienie, dlatego że to wynika z naszego interesu. Przecież z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski, to czy znajdzie się Słowacja, czy znajdzie się Litwa ma zasadnicze znaczenie. Proszę zobaczyć, że mamy jeszcze kolejne kilometry granic, które są chronione w tym samym systemie. Więc Polska jest tutaj bardzo twardym adwokatem rozszerzenia. Zobaczymy jak inni będą się zachowywać.

  • Czyli zgadza się na każdego kandydata?
    Prezydent RP: Który wypełni kryteria, który spełni niezbędne warunki. Trzeba pamiętać, że każdy sojusz przyjmuje do swojego grona takie kraje, które co najmniej nie pogorszą sytuacji. Jeszcze lepiej gdyby to była wartość dodatkowa, gdyby to była nowa jakość. Jestem przekonany, że te państwa stać na takie przygotowanie, żeby one właśnie stanowiły nową pozytywną jakość dla całego sojuszu. Jest zawsze wiele niewiadomych. Dosłownie za parę dni mamy wybory w Bułgarii. Na czele listy popularności jest partia ostatniego cara Bułgarii. Proszę mi powiedzieć, co to znaczy. Ani ja, ani Bush, nikt dziś nie wie co to znaczy - zwycięstwo carskiej partii w demokratycznej Bułgarii w roku 2001. Trzeba też liczyć się z tym, że trochę będzie takich znaków zapytania..

  • Na liście są jeszcze dwa kraje niestabilne - pomijając Bułgarię i jej wybory - Macedonia i Albania.
    Prezydent RP: Myślę, że tutaj droga będzie najdłuższa dlatego, że niewątpliwie te kraje znajdują się w takim a nie innym regionie oraz, że są w takim a nie innym momencie własnej historii. Dzisiaj trudno by mówić jednym tchem o tych państwach, jako kandydatach do NATO.

  • Pan Prezydent powiedział, jeśli spełnią kryteria, jeśli spełnią warunki. Czy my jako członek NATO, spełniamy wszystkie warunki?
    Prezydent RP: Spełniamy zdecydowaną większość. Jesteśmy w stałym kontakcie z władzami NATO, żeby również przyspieszyć wykonywanie tych zadań, które są przed nami, które są obliczone na lata. Jeżeli mówimy o modernizacji polskiej armii, to nikt nie oczekuje, że to się stanie 1 stycznia roku 2002. To jest 6-letni program przyjęty bardzo dobrze przez NATO, to są różne podprogramy, które dotyczą poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, poszczególnych elementów wyposażenia, przygotowania operacyjnego, interoperacyjności itd. Największym atutem Polski w NATO - jesteśmy uważani naprawdę za udanego nowego członka NATO - jest: po pierwsze, że mamy armię. Po drugie, ta armia ma swoją tradycję, swój wysoki warsztat profesjonalny, że mamy ludzi, że mamy dobrych dowódców, że polscy oficerowie, generałowie, którzy pracują w NATO, w Brukseli i w SHAPE są traktowani jako bardzo dobrzy, kompetentni partnerzy, że Polska uczestniczy w takich działaniach jak Kosowo, co wymaga z naszej strony wysiłku, pieniędzy i to też wygląda dobrze. To, że na terenie Polski odbywają się ćwiczenia i są one zawsze dobrze zorganizowane, są przydatne, że mamy wspólne bataliony z Ukrainą i Litwą, że mamy wspólny korpus polsko-duńsko-niemiecki. Mamy więc bardzo dużo atutów, chociaż, oczywiście nie da się nie powiedzieć, że Polska armia szczególnie w sensie wyposażenia jest jeszcze na początku drogi, a w sensie dostosowania jest gdzieś w środku drogi.

  • Największym mankamentem jest brak pieniędzy.
    Prezydent RP: Ewidentnie. Chcę jeszcze powiedzieć, że w Brukseli Sekretarz Generalny NATO, Robertson pokazywał nam ulotkę, którą wydał w dwóch językach, po angielsku i po francusku, ilustrując jak bardzo zmniejszają się nakłady na siły zbrojne w poszczególnych państwach natowskich. To jest taka wręcz część piramidy idąca od szczytu w dół. Apelowałbym do wszystkich krajów, szczególnie tych najzamożniejszych, żeby jednak swoją politykę budżetową zweryfikowali. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że jest poczucie większego a nie mniejszego bezpieczeństwa. Powoduje ono, że skłonność do płacenia na wojsko jest mniejsza w każdym kraju, że zawsze są pilniejsze potrzeby. Pamiętajmy poza tym, że Europa przeżyła nadzwyczajne trudności i koszty związane czy to z pryszczycą w Wielkiej Brytanii, czy z chorobą wściekłych krów w Europie. To są miliardowe wydatki. Oczywiście trudno mieć pretensje do premierów tych rządów, że szukając pieniędzy ograniczają wydatki na uzbrojenie, a wydają na co innego. Tyle, że Polska jest trochę w innym momencie, tzn. my potrzebujemy tej modernizacji ze względów przede wszystkim na nasze polskie interesy.

  • Czy nie obawia się Pan, Panie Prezydencie...
    Prezydent RP: Chcę dokończyć myśl. Gdyby było jakiekolwiek zagrożenie, to jednak w pierwszej kolejności musimy sobie z tym poradzić po to, żeby mogła przyjść skuteczna pomoc za jakiś czas, za kilkanaście godzin, za dobę i w tym sensie polskie wojsko musi zostać, niezależnie od naszych trudności finansowych, zmodernizowane.

  • A czy wobec pojawiającej się informacji, że być może trzeba będzie cięcia w budżecie zastosować, bo deficyt nam trochę rośnie, czy nie boi się Pan, że dotyczyć to będzie także resortu obrony narodowej?
    Prezydent RP: Jak Pan pyta, czy się boję, to odpowiem - boję się. Gdy pyta Pan, czy powinno to dotyczyć obrony narodowej, powiadam - nie, dlatego, że to jest dzisiaj kwestia naszej wiarygodności sojuszniczej i my, jako ten nowy członek Paktu, musimy być bardziej wiarygodni niż każdy inny, który ma swoją utrwalona pozycję. Pamiętajmy, że również wiarygodność polskiego członkostwa w NATO będzie miała wpływ na naszą opinię w rokowaniach z UE. Im bardziej jesteśmy cenieni w NATO, tym mamy mocniejsze "papiery", że tak powiem, w rozmowach z UE. I stąd mam nadzieję, że tych cięć nie będzie tak wiele, że pójdą raczej w stronę ograniczeń wydatków na poziomie administracyjnym, a nie będzie to ograniczenie środków modernizacyjnych, podkreślam - środków modernizacyjnych dla polskiego wojska.

  • Panie Prezydencie, jeśli chodzi o szczyt w Brukseli, o politykę wewnętrzną NATO - jeżeli można to określić polityką wewnętrzną NATO - największe kontrowersje między Europą a Stanami Zjednoczonymi dotyczą np. utworzenia europejskich sił szybkiego reagowania, na co niechętnie przystają Stany Zjednoczone. A także amerykańskiego systemu antyrakietowego?
    Prezydent RP: Są dwa takie tematy, które są trudne. Jeden to europejska koncepcja bezpieczeństwa, obrony oraz stworzenia własnych oddziałów obronnych. Druga to jest obrona przeciwrakietowa, która jest koncepcją amerykańską. Powiedziałem takie zdanie w swoim przemówieniu w Brukseli , że te sprawy mogą stać się konfrontacyjne wewnątrz NATO, ale może stać się również odwrotnie, że one będą płaszczyzną dobrej współpracy i będą budowały nowe fundamenty NATO w wieku XXI. Dlaczego nowe fundamenty? Dlatego, że niewątpliwie 60 lat po wojnie Europa jest na tyle zamożna, pogodzona, pojednana, żeby odgrywać istotniejszą rolę w samym NATO. Tzn. filar europejski dojrzał do tego, żeby być mocniejszy. I stąd wydaje mi się, że polityka bezpieczeństwa może być formułowana przez kraje europejskie i może być ona również związana z istnieniem sił szybkiego reagowania, które by działały na kontynencie wyręczając w ten sposób Amerykanów. Po drugie - uważam, że amerykańska obecność w strefie północno-atlantyckiej i europejskiej jest potrzebna. Całe doświadczenie o tym mówi. A z drugiej strony system, który proponują Amerykanie, nie może być w żaden sposób repetycją tych słynnych wojen gwiezdnych, które były proponowane przez prezydenta Reagan`a jako forma walki z komunizmem. Dlaczego nie? Bo nie ma komunizmu, nie ma co dalej walczyć. Natomiast wszystko co może służyć zwiększeniu bezpieczeństwa na świecie powinno być przedyskutowane, powinno być oparte na porozumieniu, także z Rosją, także z Chinami i powinno działać jako wartość wspólna, gwarancja dla wszystkich. Powiem szczerze, o ile obrona przeciwrakietowa wywoływała wiele napięć na początku, to właściwie większość tych napić zdjął prezydent Bush mówiąc, że tak właśnie oni sobie to wyobrażają, że ma być to system zwiększający bezpieczeństwo ogólne, że ma być dyskutowany, że jest tutaj otwartość zarówno jeśli chodzi o współpracę, jak i o kontakty z takimi krajami jak Rosja. Więc nie musi to być projekt, który będzie konfrontacyjny, a to że on będzie, to jestem przekonany, bo poza wszystkim, poza militariami, poza polityką, dla tego projektu jest silne poparcie gospodarki amerykańskiej, która potrzebuje impulsów, pieniędzy. Amerykanie maja tę przewagę nad Europejczykami, a kiedyś nad Związkiem Radzieckim, że oni zaczynają od produkowania rakiet a kończą na produkcji krawatów, a u nas zawsze kończyło się na produkcji rakiet. To jest u Amerykanów czynnik rozwoju gospodarczego, więc trzeba się spodziewać, że tak czy inaczej ten program przeprowadzą.

  • Mówiliśmy tyle o Brukseli. Najwyższa pora przenieść się do Warszawy. Dziś przylatuje prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki George Bush. Właściwie jak to teraz będzie, George Bush junior, George Walker Bush, jak to w protokole ma wyglądać?
    Prezydent RP: Po polsku George W. Bush, czyli George Walker Bush. Z tego co słyszę, najchętniej akceptuje formułę George W. tzn. tym chce się odróżniać od ojca. Nie wiem, być może to jest wymaganie ojca, który skoro ten jest Bush junior, to czemu on ma być Bush senior? Myślę, że to jest dobra rodzina i widać, że oni się bardzo szanują. Oni się bardzo cenią jako rodzina, to jest ujmujące, dlatego, że prezydent Bush nawet jako prezydent o rodzicach nie mówi inaczej jak "tatuś" czy "mamusia". To brzmi rzeczywiście ujmująco.

  • Jak to bywa między prezydentami, panowie są na "ty"?
    Prezydent RP: Na razie jesteśmy w takiej formule "Ty-prezydent". Czy stanie się tego dnia więcej - zobaczymy. Prezydent Bush zrobił na mnie w Brukseli wrażenie, że jest człowiekiem bardzo otwartym, bardzo bezpośrednim, co jest niewątpliwie jego atutem. Myślę, że jest to jedna z przyczyn jego wyborczego zwycięstwa, że jest otwarty, że w nim nie ma nic sztucznego, nie ma żadnej pozy, choć mogłaby być, bo przecież jest członkiem jednego z największych amerykańskich rodów, jest osobą, która jest szefem super mocarstwa i powinien, że tak powiem, pewną pozę pokazywać na zewnątrz, ale jej nie ma i jest bardzo bezpośrednim człowiekiem.

  • A co mogło spowodować, że akurat do Polski przyjeżdża podczas tej swojej europejskiej podróży, a np. nie do Czech czy na Węgry?
    Prezydent RP: To jest bardzo ważne pytanie.

  • Mówi się, że przyjacielem Polski jest prezydent Bush-ojciec, były prezydent Stanów Zjednoczonych i dlatego niejako nakłonił swojego syna, żeby właśnie przyjechał do Polski
    Prezydent RP: Niewątpliwie prezydent Bush-senior ma dobre wspomnienia z Polski, ale pamiętajmy, że jednak taki plan wizyty ustalają ludzie na ważnych stanowiskach, czyli sekretarz stanu, czy szefowa rady Bezpieczeństwa Narodowego, Pani Reice i myślę, że tam przyjęto pewną koncepcję, która dla nas jest wyjątkowo pozytywna i trzeba ją powitać z radością. W Polsce będzie to pierwsza i jedyna oficjalna wizyta w tej formule, poprzednio była nieoficjalna wizyta Busha w Hiszpanii, następnie spotkanie wielostronne w Brukseli, następnie spotkanie wielostronne w Szwecji w Goeteborgu a później będzie w Lubljanie spotkanie dwustronne na terenie trzecim z prezydentem Putinem. To jest niewątpliwie wybór, który ma swoje znaczenie, jest spektakularny. Jak sądzę, jest oddaniem szacunku dla Polski i jest także uznaniem, że Polska w tym regionie Europy Środkowej odgrywa istotną rolę. Odgrywa taką rolę ważną ze względu na swój potencjał, doświadczenia i to, że tu zaczęły się wszystkie procesy przemian. Polska jest również krajem sukcesu. Wiem, że wielu moich Rodaków ma mieszane uczucia jak takie rzeczy się mówi, ale tak naprawdę patrząc z zewnątrz na zmiany, które tu zaszły, na dzisiejszą pozycję Polski, międzynarodową czy regionalną, to trzeba powiedzieć, że jest to sukces.

  • Może ta wizyta jest potwierdzeniem, że Polska, przynajmniej według NATO, jest najwierniejszym z europejskich członków tej organizacji sojusznikiem Stanów Zjednoczonych? Mówią, że Polska to "koń trojański"
    Prezydent RP: Gdy ktoś mówi o "koniu trojańskim" to ja się denerwuję. Uważam to za niemoralne, za nieprawdę. Jeżeli jesteśmy testowani na to, czy lubimy bardziej Europę, czy Stany Zjednoczone - to ja twierdzę, że w NATO takie pytanie jest bez sensu, bo to jest trochę tak jak w rodzinie, kogo bardziej cenimy czy ojca czy matkę, i to musi doprowadzić wyłącznie do konfliktu. NATO zostało zbudowane na dwóch filarach, na filarze europejskim i amerykańskim. Wspólne i dobre oddziaływanie tych filarów daje nam te szansę, którą wykorzystujemy. Odrzucam więc takie uwagi. Natomiast niewątpliwie tego ja nie mogę jako prezydent mówić, ale wy jako dziennikarze możecie zastanawiać się - dlaczego pierwszą oficjalną wizytę składa prezydent Bush w Polsce, a nie we Francji, w Niemczech czy gdzie indziej? Uważam, iż z punktu widzenia Polski jest to wyłącznie dobry znak, jest to coś, z czego powinniśmy się cieszyć, nawet nie wchodząc w jakieś dogłębne analizy dlaczego i komu chciał przy tej okazji zrobić na złość. W te drobiazgi bym nie wkraczał, bo Polska ma prawo do radości, satysfakcji i dobrze, że na tej drodze zostaliśmy docenieni, że jesteśmy tu w Europie Środkowej traktowani jako partner numer jeden

  • Dziś prezydent Bush prawdopodobnie ma wygłosić swoje kluczowe przemówienie podczas swojej wizyty w Europie, w Bibliotece UW, przemówienie podobno o tym jak ma wyglądać wg niego polityka europejska najbliższych lat, stosunki europejsko-amerykańskie. Czy coś Panu wiadomo na ten temat?
    Prezydent RP: Wiemy, że ma to być najważniejsze wystąpienie. Odbędzie się przed dużym audytorium w Bibliotece UW. Ma to być, tak jak pan to powiedział, zarysowanie polityki Ameryki na początek wieku. To będzie bardzo interesujące nie tylko dla nas, ale i dla świata. Dlatego też możemy być zadowoleni, że ten przekaz pójdzie z Warszawy

  • A Pana zdaniem, jaka ta polityka Stanów Zjednoczonych powinna być z punktu widzenia interesów Polski?
    Prezydent RP: Dla nas niewątpliwie kluczowe są trzy elementy, myślę, że znajdą się w tym przemówieniu. Pierwsze, że Ameryka nie rezygnuje ze swojej obecności w polityce euroatlantyckiej, europejskiej. Dlatego, że tendencje izolacynistyczne pojawiają się w Ameryce i one są generalnie niebezpieczne. Po drugie - rozszerzenie NATO, co, jak mówiłem wcześniej, leży w naszym interesie. Po trzecie - aktywność nie tylko militarno-polityczna, ale także aktywność w sferze społecznej, gospodarczej, ekonomicznej. Mam nadzieję, że będzie również wykazanie gotowości Ameryki do zrozumienia tych, którzy są w gorszej sytuacji, tzn. trochę pochylenia się nad losem państw, które wymagają wsparcia, tak jak kiedyś Polska wymagała. Dzisiaj do nich zaliczamy Ukrainę, zaliczamy Bałkany, zaliczamy Białoruś także. Więc oczekuję, że to będą takie sygnały, które pokażą nie tylko wizję amerykańską wobec współczesnego świata, ale także takie szczególne zaangażowanie w tym regionie.

  • To przemówienie będzie w świetle jupiterów, będzie tego słuchało kilka setek akredytowanych dziennikarzy. Ale wydaje się, że dziś będzie taki moment, kiedy panowie zostaną tylko we dwóch - prawda? W Pałacu Prezydenckim?
    Prezydent RP: Tak jest. Jest zaplanowana rozmowa w cztery oczy. Oczywiście nie jest to tak dokładnie we dwóch, bo będą ambasadorowie i będą jeszcze osoby, które będą notować.

  • Bardzo wąskie grono w każdym razie
    Prezydent RP: Najwęższe, istotnie.

  • Jest to spotkanie bardziej interesujące od tego bardzo ważnego przemówienia G.Bush`a. O czym Panowie będą rozmawiali w "cztery oczy"? O dostawach samolotu dla naszej armii? O reprywatyzacji w Polsce?
    Prezydent RP: Zobaczymy. Część tematów jest przygotowana, ale rozmowy w "cztery oczy" mają to do siebie, że toczą się w sposób nieskrępowany, czyli bez wcześniejszego scenariusza. Z tego co wiem, prezydenta Bush`a interesuje właśnie nasza opinia dotycząca tego, co się dzieje w regionie, w jaki sposób można by było pomóc procesom demokratycznym w różnych krajach

  • Wspomniał Pan np. o Białorusi czy Ukrainie. Inne pytanie: Czy Ukraina i Białoruś życzą sobie np. tej pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych?
    Prezydent RP: Ukraina na pewno tak. Ukraina oczekuje, że jej aspiracje europejskie, aspiracje demokratyczne będą lepiej zrozumiane niż do tej pory i chociażby, że za tym pójdą jakieś konkretne formy pomocy czy inwestowania. Jeśli chodzi o Białoruś, to jest innego typu pytanie, bo polityka prezydenta Łukaszenki nie pozwala mieć złudzeń. Niewątpliwie jest pytanie, co zrobić z tymi ludźmi, z tymi organizacjami społecznymi, które chcą demokratycznej Białorusi i co zrobić, żeby suwerenna Białoruś w ciągu najbliższych lat nie roztopiła się w formie integracji w ramach związku Białorusi i Rosji. Będziemy o tym rozmawiać.

  • Ale będą na pewno rozmowy dotyczące stosunków dwustronnych, czyli między Stanami Zjednoczonymi a Polską i na odwrót...
    Prezydent RP: Zobaczymy. Proszę Panów, nie oczekujcie, że wiem, bo nie wiem. Pamiętajmy, że poza rozmową ze mną będzie również rozmowa i obiad, lunch, jak to dyplomatycznie się nazywa, z premierem Buzkiem i premierem Steinhoffem. Także tam wiele spraw będzie podjętych. Sam jestem ciekaw.

  • A cokolwiek będą Panowie podpisywać, jakiś dokument?
    Prezydent RP: Tak. Jest już przygotowana, właściwie zakończona praca nad wspólną deklaracją polsko-amerykańską, która nie będzie podpisywana, bo to nie jest w amerykańskim zwyczaju, ale będzie ogłoszona na zakończenie naszych rozmów, jako wspólne stanowisko wobec najważniejszych spraw międzynarodowych i dwustronnych.

  • Być może prezydent Bush poruszy kwestię związaną z listem senator Hilary Clinton, właśnie do prezydenta, w sprawie restytucji mienia
    Prezydent RP: Zobaczymy. Ja osobiście nie sądzę.

  • Jeśli prezydent Bush zapyta o to, to co Pan Prezydent odpowie?
    Prezydent RP: Odpowiedź jest taka, którą znacie Państwo. Polska jest w szczególnie trudnej sytuacji, najtrudniejszej ze wszystkich państw europejskich. My jesteśmy jedynym krajem, który ma tak bardzo zmienione granice, który przeszedł tyle nieszczęść, na terenie którego naziści zorganizowali Holokaust, gdzie później dokonała się nacjonalizacja po zmianie ustroju itd. itd. Więc oczekiwanie, że Polska może ten problem rozwiązać szybko, łatwo i bezboleśnie jest po prostu niesłuszne.

  • Powie Pan, na razie nie możemy oddać?
    Prezydent RP: Nie. Na razie wszystkim oddajemy. Taka jest prawda, że oddajemy, że odbywają się procedury sądowe, w rezultacie czego wiele obiektów zostało już zwróconych, choćby w Krakowie, choćby na Krakowskim Kazimierzu. Mamy przecież podpisana ustawę, która działa już parę lat o zwrocie mienia komunalnego, żydowskiego, a więc zwracane są szkoły, szpitale, ochronki, także miejsca cmentarzy, które często w tej chwili już nie istnieją, ale te tereny zachowały się. Więc tutaj nie ma zastoju. Natomiast trzeba pamiętać, że problem jest trudny i oczekujemy od strony amerykańskiej, że zrozumie te trudności, nie będzie ich skalowała. A po drugie, to chcę też powiedzieć, bo niektórzy już zapomnieli - to chyba premier Steinhoff był tak łaskaw w jakimś wywiadzie powiedzieć, że wszystko to przez moje weto do ustawy o reprywatyzacji. Otóż czy ja bym tę ustawę podpisał, czy nie, to te protesty senatorów i Hilary Clinton byłyby i tak słuszne, bo niestety w tej ustawie, którą Sejm przyjął, a którą ja zawetowałem, formuła obywatelstwa na rok 1999 wykluczała tych ludzi z procesów reprywatyzacyjnych. Krótko mówiąc: w tej sprawie, jeżeli będzie pytanie, trzeba przedstawić uczciwie nasze argumenty i apelować oto, żeby zrozumiano głęboką trudność jaka towarzyszy temu procesowi w Polsce i prosić, żeby nie wrzucano nas do jednego worka ani z Węgrami, ani z Czechami, ani z nikim w Europie, bo nikt nie znalazł się po drugiej wojnie światowej, zresztą nie ze swojej woli, w tak bardzo zmienionych warunkach jak Polska. Myślę, że Amerykanie, a szczególnie prezydent Stanów Zjednoczonych to zrozumie.

  • Czy może paść ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych jakaś informacja, jakaś uwaga na temat poparcia polskich starań o wejście do UE? Choć Stany oczywiście nie są tym zainteresowane, to nie ich sprawa.
    Prezydent RP: Amerykanie popierają nasze wejście do Unii Europejskiej. Zresztą Amerykanie generalnie uważają, że UE odegrała i odgrywa istotną rolę dla budowania bezpieczeństwa, dla rozwoju Europy. Czasami oczywiście konkurują z UE bardo zdecydowanie, ale to się odbywa w innej płaszczyźnie. To się odbywa w płaszczyźnie bardziej gospodarczej, politycznie Amerykanie są związani, wspierają Unię, czego najlepszym dowodem jest wczorajsza wizyta prezydenta w Goeteborgu i rozmowa właśnie z UE

  • W każdym razie Stany Zjednoczone są jak najbardziej za tym, żebyśmy oczywiście wstąpili do UE. Problem polega na czym? Na naszych kłopotach czy na np. braku chęci do szybszego przeprowadzenia reform wewnątrz samej UE?
    Prezydent RP: Myślę, że do tej pory UE mogła dość łatwo mówić, że główna trudność jest po stronie krajów kandydackich. Ale po referendum w Irlandii już tego się tak łatwo powiedzieć nie da. I prawdziwa odpowiedź jest taka: trudności są po obu stronach. Trudności są w krajach kandydackich. Te procesy dostosowawcze nie są łatwe: i negocjacje są trudne, i opinia publiczna jest wahliwa, i oczywiście jest różnica poziomu. Jest opóźnienie cywilizacyjne, które przecież jest faktem. Polski ciągle nie da się porównać do Hiszpanii, której potencjał ludzki jest najbliżej nas. A co powiedzieć o Litwie, czy Łotwie itd. Trudności są po naszej stronie, państw kandydackich, ale też i są trudności po stronie UE. Irlandia wykazała to bardzo dobitnie. Istnieje coś, co ja nazywam egoizmem europejskim i co każe nie zapominać, iż np. taka Irlandia była bonificjentem UE przez wiele lat. No i dobrze jej to zrobiło. Tym bardziej można by było oczekiwać z tego punktu widzenia moralnych postaw, że w tej chwili powie: skoro myśmy skorzystali, to niech teraz korzystają inni. Ale niestety, ten egoizm europejski polega na tym, że my korzystamy, a czy jak inni będą, to czy wystarczy dla nas?

  • Czyli ma Pan pretensje do Irlandczyków?
    Prezydent RP: Chyba do proeuropejskich Irlandczyków, dlatego, że ja ich znam, spotykałem się z nimi. Tak trochę złośliwie powiedziałem, bo znam wielu ludzi, moich dobrych znajomych i zastanawiam się, gdzie oni byli w czasie tego referendum. Wychodzę jednak z założenia, że musieli pójść do pubu, bo nie głosowali. I żal mi tego, bo trzeba będzie z punktu widzenia proceduralnego dużego wysiłku, żeby odkręcić tę sytuację. Natomiast co jest dość istotne, o czym ja mówiłem wcześniej na spotkaniu prezydentów we Włoszech - my mamy w tej chwili we wszystkich krajach europejskich, łącznie z krajami kandydującymi, bardzo silnie rozwinięte tzw. domowe opinie publiczne, czyli własne, narodowe, państwowe opinie publiczne. Natomiast słabość nas wszystkich polega na tym, że nie udało nam się stworzyć europejskiej opinii publicznej, czyli takiego stanu, w którym ludzie, którzy chcą dla Europy rozszerzenia, dla Europy postępu, idą głosować. Mówią głośno o tym. Są aktywni. Dzisiaj wszystkie nurty antyeuropejskie, czy antyunijne, może lepiej tak powiedzieć, czy sceptyczne wobec rozszerzenia są nie porównywanie bardziej chałaśliwe i jak widać bardziej zorganizowane niż ci, którzy uważają, że rozszerzenie jest taką oczywistością, że nie ma co się tym przejmować. Trzeba się przygotować i myślę, że wniosek z przypadku irlandzkiego jest taki, że poza determinacja polityków, poza zdecydowaniem ze strony wszystkich państw, które chcą rozszerzenia, musimy mocniej pracować nad, jak ja to mówię, europejską opinią publiczną. Ona musi dać wsparcie.

  • Takie zjawisko jak rozdziały negocjacyjne - tam mamy mniej od innych krajów, inne kraje są daleko z przodu. Pytanie jest proste: czy to ma znaczenie dla Pana?
    Prezydent RP: Ma.

  • Duże, bardzo duże?
    Prezydent RP: Oby miało mniejsze niż większe. Ale nie da się tego, proszę państwa, opowiedzieć, bo to jest tak jak sesja egzaminacyjna. Jeżeli jest 10 egzaminów do zdania i ktoś zdał 8 a nie zdał 2, no to jak to oceniać? Normalnie. Lepiej mieć 8 niż 2. Ja bym też wolał, żeby dziś Polska miała więcej niż ma.

  • Jest niebezpieczeństwo, że Polska nie zda egzaminu w pierwszym terminie?
    Prezydent RP: Myślę, że takie niebezpieczeństwo istnieje, i że ono powinno jak bat nad nami wisieć, żebyśmy cały czas byli aktywni i pracowici. Natomiast oczywiście jest obiektywnie jasne, że Polska jest większym krajem, ma trudniejsze problemy. Trzeba te rozdziały zamykać i trzeba też pamiętać, że inne kraje, trochę taką swoją szybkością zamykania rozdziałów pokazują - czasem bardziej otwarcie, czasem mniej - na Polskę, no widzicie, my już jesteśmy gotowi a wy nie.

  • A Pana obowiązkiem i naszym gdzieś tam, w pewnym momencie, jest informowanie społeczeństwa na bieżąco o tych zaletach i wadach przystąpienia do UE?
    Prezydent RP: Ależ naturalnie. Zalety i wady, negocjacje, za co jestem Panom i polskiemu radiu publicznemu wdzięczny, tylko proszę pamiętać o jednym: jak się relacjonuje negocjacje, że negocjacje to nie jest właśnie mecz, to nie jest tak, że on się kończy i jeden wygrał a drugi przegrał. Negocjacje to jest poszukiwanie pewnego kompromisu i punktu wyjścia, czy punktu do zaakceptowania przez obie strony. Nadmierne budowanie napięcia negocjacji jest błędem dlatego, że negocjacje muszą tak czy inaczej skończyć się remisem. To jest tak, jak byśmy chcieli się emocjonować meczem, który z założenia musi skończyć się remisem.

  • Mówiłem o tym informowaniu społeczeństwa. Pan Prezydent pamięta, że tutaj ze dwa miesiące temu, kiedy gościł Pan u nas, może nieco wcześniej, taką mapkę Panu daliśmy. Pamięta Pan, co to była za mapka?
    Prezydent RP: Pamiętam, częstotliwości dostępu Polskiego Radia...

  • Tylko co czwarty Polak jest informowany o postępach w negocjacjach...
    Prezydent RP: Mało. Macie we mnie największego zwolennika, ale uważam, że to jest nie na tę rozmowę w tej chwili. Wydaje mi się, że nawet ustawowo należałoby wzmocnić nieco pozycję radia...

  • Pan Prezydent ma inicjatywę ustawodawczą...
    Prezydent RP: Mam. Są projekty, które leżą niestety już 4 lata w Sejmie. Moim zdaniem, wspomożeniem radia publicznego, które byłoby nie kontrowersyjne wobec rozgłośni komercyjnych jest takie, że radio publiczne ma pewne istotne funkcje do wykonania, np. w sytuacjach stanów nadzwyczajnych, klęsk żywiołowych.

  • Traktujemy to, jako swego rodzaju rodzaj zapowiedzi inicjatywy ustawodawczej
    Prezydent RP: Czy włączenia się do tego, co już jest, np. pewnych inicjatyw dotyczących abonamentu.

  • Widzę, że Polskie Radio związane jest wyłącznie z kataklizmami...
    Prezydent RP: Nie. Ale problem jest bardzo poważny, Gdyby coś się zdarzyło, to musi być akceptowane jedno źródło, które ma pewne instrumentarium, żeby w tym momencie działać i przekazywać informacje i do którego będziemy mieć pełne zaufanie, że autoryzowane informacje idą właśnie tędy. Moim zdaniem dzisiaj szukając koncepcji mediów publicznych trzeba bardziej iść właśnie w tę stronę, aniżeli w te wszystkie historyczne, że tak powiem, zasługi, które są i których nikt nie kwestionuje. Tylko żyjemy na wolnym rynku, który kieruje się innymi zasadami.

  • Ale nie na dowolnym
    Prezydent RP: Na wolnym, ale nie na dowolnym

  • Panie Prezydencie dziękujemy za rozmowę
    Prezydent RP: Dziękuję bardzo, dobrego dnia życzę
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.