przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

„Gazeta telewizyjna”, 28 grudnia 2001 r.

Panie Prezydencie, chciałem zapytać Pana o kulisy przygotowywania orędzi noworocznych. Kiedy powstają? Jak są pisane?
Prezydent RP:
To będzie już siódme orędzie. Prezydent rozpoczyna w Polsce kadencję 23 grudnia, swoje pierwsze orędzie musiałem więc wygłosić tydzień po inauguracji. Orędzie jest tradycją międzynarodową. Nagrywam je zawsze w dzień sylwestrowy, bo uważam, że życie je na tyle złośliwe, że gdybym nagrał je wcześniej, coś by się na pewno wydarzyło. Przygotowuję je po południu w sylwestra, czasem nawet późnym popołudniem, ale staram się, żeby ekipa realizująca mogła zdążyć się przebrać do balu sylwestrowego. Od nagrania do emisji mijają niespełna cztery, trzy godziny, a czasem nawet mniej. Nie sądzę, żeby widzowie czekali na ten właśnie program ze szczególnym napięciem, to traktowane jest raczej jako rytuał. Jednak tradycja jest rzeczą ważną.

Jak sięgnąć pamięcią, w grudniu niemal zawsze w polskiej polityce dzieje się coś tak ważnego, że nie można Pańskiego orędzia potraktować jako rytuału.
Prezydent RP:
Dlatego właśnie nagrywam to dokładnie w ten dzień, bo Polska to taki kraj, w którym zawsze się coś może wydarzyć. Pewnie i to wystąpienie noworoczne będzie miało elementy szczególne. Przejrzałem niedawno swoje poprzednie orędzia i zobaczyłem, że zawarty jest w nich zawsze skrótowy komentarz do wydarzeń minionego roku w kraju i na świecie. A że każdy rok w Polsce jest inny, to czytanie z perspektywy lat, jest interesujące. Tegoroczne też będzie swoistym komentarzem i zachętą do pracy na przyszły, trudny rok.

W Niemczech w latach 80. miał miejsce skandal polegający na zamienieniu taśm z noworocznym przemówieniem kanclerza Kohla – nikt się nie zorientował, że nadano przemówienie z zeszłego roku. W Polsce, przy naszym tempie wydarzeń, to chyba nie byłoby możliwe?
Prezydent RP:
Oczywiście, bo my jesteśmy dużo lepiej zorganizowani.

A co się dzieje później? Jak głowa państwa spędza sylwestra?
Prezydent RP:
To też jest tradycja. Ponieważ wygłaszam orędzie w sylwestra, muszę być tego dnia w Warszawie, w Pałacu Prezydenckim. Od początku uznaliśmy z żoną, że najprzyjemniej będzie, jeśli zaprosimy przyjaciół do siebie. Pierwsze przyjęcia organizowaliśmy w naszych prywatnych apartamentach, ale co roku gości przybywało i teraz nasza prywatka odbywa się piętro niżej. To nie jest bardzo liczne grono, kilkadziesiąt osób. Mamy kilka zasad. Pierwszą z nich jest ta, że każdy musi przynieść coś do jedzenia – wychodzi z tego interesujący przegląd sałatek i dań. Druga zasada: bawimy się przy muzyce mechanicznej, nie zapraszamy zespołów ani orkiestr. Marek Sierocki jest naszym zaprzyjaźnionym didżejem i on zawsze dba o muzykę. Trzecią zasadą jest ta, że każdego roku musi być jakaś dodatkowa atrakcja. W zeszłym roku były fajerwerki, ale na nasze nieszczęście chmury były wyjątkowo niskie i niewiele było widać. W tym roku będzie inaczej, bo ten rok się kończy raczej ciężko. Czuję się przytłoczony tym, co się stało 11 września, i tym, co się teraz dzieje na świecie. Do tej pory nie odczuwam żadnego entuzjazmu sylwestrowego.

Ale czy miał Pan jako prezydent jakikolwiek lekki rok?
Prezydent RP:
Bywały takie lata, w których miałem powody do świętowania – chociażby wejście Polski do NATO. Jestem przekonany, że najpiękniejszy sylwester jest jeszcze przede mną – to będzie sylwester roku 2003/04. 1 stycznia obudzimy się w Unii Europejskiej. Zamierzam tej nocy wciągnąć flagę Unii na maszt i zaprosić wszystkich przyjaciół i współpracowników do wielkiego świętowania. Ale rok 2002 witamy przygaszeni. I Nowy Jork, i dziura budżetowa, i różne „pola minowe”, które musiałem w tym roku „rozbrajać” – z jednej strony Jedwabne, z drugiej 20-lecie stanu wojennego. To był dla mnie naprawdę ciężki rok.

A czy zanim został Pan prezydentem, zdarzały się Panu sylwestry telewizyjne, bez balu czy prywatki?
Prezydent RP:
Oczywiście. Jestem już tak stary, że wszystko mi się zdarzyło, z wyjątkiem sylwestra za granicą. Miałem sylwestry koleżeńskie, balowe, prywatkowe i oczywiście telewizyjne. W moim domu rodzinnym – zresztą chyba w większości domów w Polsce – północ wyznacza telewizor. Polska telewizja kiedyś i teraz, gdy kanałów jest wiele, zawsze utrzymuje dobry poziom sylwestrowego programu. Cenię sobie zwłaszcza tradycję nadawania w Nowy Rok w południe koncertu wiedeńskich filharmoników. Dla wszystkich zmęczonych wczorajszymi balami to jest doskonały relaks i działa prawie jak alka seltzer.

A jaki był najlepszy i najgorszy sylwester w Pańskim życiu?
Prezydent RP:
Żaden mi nie utkwił szczególnie w pamięci. Może dlatego, że jest ze mną zawsze moja żona i sylwestra spędzam w gronie najbliższych i przyjaciół. Wszystkie wspominam bardzo dobrze. Sylwester z żoną zawsze jest udany – nawet jeśli się tylko symbolicznie zatańczy w domu na dywanie na bosaka, to przecież też może być bardzo przyjemnie, nie trzeba więcej atrakcji. A w ten wieczór trzeba się dobrze bawić, bo w sylwestra każdy z nas, nawet jeśli tej myśli nie dopuszcza do siebie, czuje upływający czas. Czuje, że nigdy nie będzie młodszy, nigdy nie dostanie tych samych szans.

To dziwne, ja mam w każdego sylwestra uczucie, że przede mną coraz więcej możliwości!
Prezydent RP:
W pańskim wieku jest się jeszcze szczęśliwie naiwnym. Mam 47 lat, więc już wiem, jak to jest naprawdę. Do czterdziestki mężczyzna nie ma się jeszcze czym przejmować, ale później powiedziałbym – każdy rok to jest mniej niż rok. Więcej nie powiem, sam się pan dowie.

Zawodowa ciekawość sprawia, że muszę zapytać o to, jaką muzykę puszcza u Pana Marek Sierocki?
Prezydent RP:
Bardzo różną, ja się do tego nie wtrącam. To jest mieszanka z wyraźną dominacją tego, co było muzyką naszej burzliwej młodości.

Na przykład Karin Stanek?
Prezydent RP:
Ach, Karin Stanek! To sam początek moich doświadczeń muzycznych - z moją siostrą na koncertach Czerwono-Czarnych byliśmy kilkadziesiąt razy. Jakbym się teraz skoncentrował, wymieniłbym panu cały skład - z Karin Stanek, Henrykiem Fabianem, Jackiem Lechem i tak dalej. Ale my wtedy jeszcze byliśmy mali, mieliśmy po 12-13 lat. Potem przyszła fascynacja Niemenem, Skaldami i Czerwonymi Gitarami. Niemena i Breakoutów bardzo cenię do dzisiaj, to naprawdę wybitna muzyka wychodząca poza ówczesne schematy. To, czego słuchamy tej nocy, to właśnie taka mieszanka.

A czy zdarzało się Panu realizować młodzieńcze marzenia - na przykład zaprosić do siebie na sylwestra Skaldów czy Niemena?
Prezydent RP:
Na sylwestra nie. Sylwestra zdecydowanie od tego oddzielam, to jest dzień, w którym każdy powinien mieć jakieś swoje osobiste plany. Ale przez resztę roku Pałac jest otwarty. To wielka zasługa mojej żony. Tutaj się odbywają bardzo ciekawe koncerty. Przed wigilią była Susan Vega, rok wcześniej Lionel Richie. Pałac ma może nie najlepszą akustykę, ale za to szczyci się piękną tradycją. Tutaj w 1818 roku, w tej samej sali, w której odbywały się obrady Okrągłego Stołu, koncertował mały Fryderyk Chopin. Jeśli tu mógł grać Chopin, to mogą i Skaldowie.

Jaki jest Pański przepis na idealny sylwester?
Prezydent RP:
Przede wszystkim szampan - jako trunek rytualny - musi być. Może go być niewiele, ale musi być dobrej jakości, przestrzegam przed tanimi podróbkami, bo to może być zbrodnia na własnym organizmie. Druga rzecz - zjeść coś przed wyjściem na bal, niekoniecznie wielki posiłek, ale pożywny obiad się przyda. Może się okazać, że w atmosferze sylwestrowej nie będzie czasu na jedzenie. Wiem, że panie niechętnie to robią, bo kreacje sylwestrowe..., ale z doświadczenia wiem, że warto. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek ktoś mi powiedział, że z sylwestrowej imprezy zapamiętał jakieś świetne danie. W poszukiwaniu wrażeń kulinarnych można sobie pójść do dobrej restauracji w dowolny dzień roku. A tej nocy trzeba tańczyć, bawić się z przyjaciółmi.
No i najważniejsza rzecz - kontrolować się. Panowie miewają, niestety, taką tendencję, że najpierw przyspieszają tempo, bo kończy się stary rok, potem przyspieszają, bo zaczyna się nowy rok, a kończy się to zawsze fatalnie. Uważam, że w sylwestra najlepiej jest zrezygnować z mocnych alkoholi i raczej sączyć tak zwane long drinki, bo z nimi łatwiej się kontrolować. Najgorzej, gdy człowiek się budzi pierwszego stycznia i nawet nie wie, że to już Nowy Rok.

Chciałem nie zadawać żadnych poważnych pytań, ale rozmawiamy tuż po Pańskiej przełomowej wypowiedzi w sprawie stanu wojennego. No i to pytanie nasuwa się automatycznie - czy nie obawia się Pan na swoim przyjęciu zaciekłego sporu między różnymi pracownikami Pańskiej kancelarii w sprawie oceny 13 grudnia?
Prezydent RP:
Nie obawiam się tego, polski sylwester 2001 na szczęście nie ma nic wspólnego z rokiem 1981. Wszystkie te dyskusje mamy już za sobą. Nawet gdyby ktoś chciał wracać pamięcią do tamtego sylwestra, to dzisiaj jest już tylko przykre wspomnienie, nic więcej. Dziś już możemy rozmawiać o tym językiem racjonalnym, pełnym życzliwości, uczciwym, otwartym i jestem przekonany, że w czasie tegorocznego sylwestra w niejednej parze tańczącej na balu znajdziemy kogoś, kto był za, i kogoś, kto był przeciw. I to nie będzie żadna niespodzianka, raczej dowód naszej normalności.

Rozmawiał Wojciech Orliński



 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.