przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie, dziś prawie wszystkie gazety piszą o tym, jak Pan zamierza spędzić Sylwestra. Ja nie mogę Pana, w drugi dzień po świętach nie zapytać o to, jak Pan spędził święta?
Prezydent RP:
Dobrze, rodzinnie, spokojnie w pięknym otoczeniu, śnieg, mróz, zwierzęta, las, to jest niedaleko od Warszawy. To pozwala się wyciszyć i pozwala trochę inaczej spojrzeć i na mijający rok i na zadania w przyszłym roku.

A prezenty były?
Prezydent RP:
Były

I prezenty Pan dostał?
Prezydent RP:
Dostałem piękne rzeczy. Dostałem swetry, skarpety i dostałem ważne i potrzebne, i piękne, szale na zimę, które będą chronić moje gardło. Bardzo piękne prezenty.

A o prezentach dla najbliższych Pan pamiętał?
Prezydent RP:
Starałem się i myślę, że spełniłem swoje zadanie. Były skromne, ale przynajmniej takie reakcje były pełne zadowolenia.

A czy ktoś taki, jak Prezydent RP sam kupuje prezenty?
Prezydent RP:
Sam, chociaż oczywiście muszę korzystać z pośredników, bo trudno mi chodzić po sklepach, ale pośrednicy są dobrzy. Mam już swoje dobrze utarte ścieżki i wiem co komu. Ja to planuję. To jest bardzo zorganizowana działalność. Planuję, wiem mniej więcej co chciałbym komu sprezentować i wtedy organizuję cały system jak to zdobyć.

Pomocników Świętego Mikołaja?
Prezydent RP:
Pomocników Świętego Mikołaja. Tak.

Ale powiedział Pan o tym miejscu w którym mógł się Pan wyciszyć, przygotować do nadchodzącego roku. Ten nadchodzący rok łatwy nie będzie. I także nastroje społeczne wskazują na to, że najlepiej nie jest. Według ostatnich badań 70 proc. Polaków uważa, że sprawy w naszym kraju idą w złym kierunku. Spada poparcie dla rządu. Ludzie uważają, że SLD nie dotrzymuje przedwyborczych obietnic. Polacy są po prostu rozczarowani. Czy Pan też jest rozczarowany tymi 70 dniami rządu L.Millera?
Prezydent RP:
To są dwie różne sprawy. Myślę, że ten rok mijający był naprawdę wyjątkowo trudny, niespodziewanie trudny. Myśmy przykładali do niego pewną metafizyczną nadzieję, że to pierwszy rok nowego tysiąclecia, stulecia będzie jakiś szczególny, ale w bardziej optymistycznym sensie. Natomiast okazał się szczególny na ilość dramatów, która spotkała nas jako cywilizację, jako wszystkich, jak również nas Polaków i wiele osób Przypomnieliście w tym materiale – nie tylko atak na Nowy Jork, ale wiele miejsc zapalnych, ale kłopoty gospodarcze i Polski i Europy, ale i powódź, która przecież też była katastrofą dla wielu ludzi. Więc to był wyjątkowo trudny rok. Dzisiaj, kiedy pytamy o nastroje, one muszą być takie bardzo ostudzone, by nie powiedzieć smutne czy wręcz pełne rozczarowania. Natomiast czym innym jest prognoza na rok następny. Myślę, że byłoby dzisiaj nie uczciwe powiedzieć, że mamy powody sądzić, że będzie to rok zupełnie odwrotny, pełen nadzwyczajnych sukcesów czy szczęścia, natomiast na pewno są przesłanki by był to rok lepszy. Zacznę od spraw międzynarodowych. Walka z terroryzmem została podjęta i póki co wygląda na skuteczną. Dokonaliśmy dzieła zbudowania frontu międzynarodowej solidarności, czego nie było niemalże od końca II wojny światowej. Są i Stany Zjednoczone i Rosja, popierają to Chiny, Japonia, jest Unia Europejska, my jesteśmy jako Europa Środkowa więc jest tutaj na pewno przesłanka do optymizmu a nie do pesymizmu.

A w kraju rzeczywiście będzie lepiej w 2002 roku?
Prezydent RP:
W kraju uważam, że muszą się te trendy odwrócić. Jestem przekonany i teraz wracam do drugiej części pytania, mianowicie 70 dni rządu to jest bardzo niewiele. Ten rząd natrafił na sytuację nadzwyczaj trudną i zgadzam się z opiniami, że ten rząd głównie zajmuje się z jednej strony remanentem tego co zastał, a z drugiej strony porządkowaniem przedpola czy pola działania w roku następnym. W moim przekonaniu najważniejsze będą 3-4 najbliższe miesiące, czyli do końca kwietnia, do maja, kiedy rząd musi zaproponować koncepcję ożywienia gospodarki, koncepcję dojrzałej i nowoczesnej polityki socjalnej i on to robi. Jestem po wielu rozmowach z członkami rządu i wiem, że ten rząd jest w stanie to zrobić.

To Pan kilka dni temu powiedział, że ten rząd póki co koncentruje się na sprawach mało ważnych, a najważniejsze wyzwania są ciągle przed nim?
Prezydent RP:
Tak, ale to wynika niejako z jednej strony z planu a z drugiej strony z okoliczności, jakie zaszły. Powiedziałem to trochę krytycznie, bo moim zdaniem dyskusja o zwiększaniu ilości członków RPP, to jest drugorzędny, trzeciorzędny problem. Natomiast problemem jest, tym prawdziwym, w którym również Bank Centralny, partie polityczne, ludzie biznesu chcą uczestniczyć, to jest program ożywienia polskiej gospodarki. Z mojej wiedzy, z moich rozmów z przedstawicielami rządu wynika, że ten plan zostanie ogłoszony na początku lutego, stanie się tematem dyskusji w środowiskach zainteresowanych po to, byśmy mieli dla Polski nowy plan rozwoju gospodarczego, bo to jest niezbędne. Bez tego nie ruszymy dalej. Wierzę w prof. Belkę, w jego ludzi, wierzę w determinację premiera Millera, z którym tez wielokrotnie o tym rozmawiałem. On ma to poczucie, że gospodarka jest sprawą numer 1 i ufajmy, że za niedługo, za 30-40 dni taki bardzo dojrzały program zostanie zaprezentowany, który pozwoli nam odbić się od tego miejsca w którym jesteśmy, które nie jest dobrym miejscem.

Wspomniał Pan o RPP. Czy jeśli rząd przychyli się do koncepcji przedstawionej przez PSL i UP, to dojdzie do jakiegoś poważnego konfliktu między Panem a premierem Millerem?
Prezydent RP:
To jest przewidywanie tego co może być, ale nie musi być. Myślę, że w tej chwili idziemy we właściwym kierunku. Trzeba wykorzystać wszystkie mozliwości ustawowe, prawne, jakie istnieją, żeby między rządem, Bankiem Centralnym, między RPP, parlamentem, także prezydentem miał miejsce rzetelny, merytoryczny dialog.

Ale to nie koniecznie znaczy poszerzać ilość członków RPP?
Prezydent RP:
W ogóle nie wierzę w poszerzenie. Wiem jak wygląda nominacja na niezależnego członka Rady. Na początku temu, który nominuje wydaje się, że oto będzie członek niezależny, ale jakoś tam zależny, a po dwóch miesiącach członek niezależny staje się całkowicie niezależny. I to jest...

Błędne koło
Prezydent RP:
Nawet nie błędne koło. To jest natura tego rodzaju koncepcji. Po to wybieramy ludzi, po to ich desygnujemy, żeby oni weszli do ciała, które dysponuje swoją własną suwerennością i po prostu wierzą w tą suwerenność. Tego nie da się zabrać. I ci, którzy ufają, że można dyrygować, sterować z tylnego, czy z innego siedzenia tymi ludźmi, mylą się w założeniu, mylą się na samym wstępie.

A powiedział Pan to premierowi Millerowi?
Prezydent RP:
Mówię to i premierowi i Pani i Państwu. Po prostu, moim zdaniem, dialog, rozmowa i poważna merytoryczna dyskusja, co zrobić z polską gospodarką, to jest to czego naprawdę potrzebujemy. A kwestie czy ma być w tej Radzie 9, 12, 15 czy więcej członków, to jest naprawdę sprawa drugorzędna.

To znaczy, że nowelizacji ustawy o NBP raczej Pan nie podpisze?
Prezydent RP:
Jak będzie, będziemy o tym rozmawiać. Moje stanowisko jest jasne, nic więcej nie mam do dodania. W moim przekonaniu trzeba podjąć bardzo poważny dialog merytoryczny na temat polskiej gospodarki i polityki finansowej z Radą i z Bankiem Centralnym dlatego, że są to ludzi, którzy mają i swoje wysokie kwalifikacje. I taka dyskusja może być tylko z pożytkiem. Gdyby się okazało, że tu drogi się rozchodzą, że mamy jakby zderzające się koncepcje ekonomiczne, których nijak pogodzić się nie da, to wtedy trzeba myśleć o rozwiązaniach Rady i wtedy żadne rozszerzenia nie będą wystarczającym rozstrzygnięciem. Natomiast do tego jeszcze mamy całe instrumentarium do wykorzystania.

Powiedział Pan, że na początku lutego należy spodziewać się planu rządowego naprawy gospodarki. Tylko jest pytanie, czy po 12 latach reform Polacy będą gotowi jeszcze przystać na jakiekolwiek wyrzeczenia?
Prezydent RP:
Nie traktowałbym tego w kategorii wyrzeczeń. Moim zdaniem te wyrzeczenia ponosimy, bo czy zamrożenie płac w budżetówce, czy zmniejszenie środków na różnego rodzaju społeczne, czy skrócenie urlopu macierzyńskiego

To jest ogromne wyrzeczenie
Prezydent RP:
To są wyrzeczenia i o nich już nie dyskutujemy. One już są koniecznością, a jak nas nie stać, no to...

No tak, a jak w lutym usłyszymy o kolejnych wyrzeczeniach?
Prezydent RP:
Nie powinniśmy słuchać o wyrzeczeniach, powinniśmy słuchać o programach pozytywnych, to znaczy co zrobić, żeby uruchomić aktywność gospodarczą, jak pomóc małym i średnim przedsiębiorcom, jak pomóc polskim eksporterom, w jaki sposób, jakie mechanizmy ekonomiczne powinny być wprowadzone, żeby można było gospodarkę wyrwać z tej spirali, która idzie w dół, do nowych możliwości. Gdy mówimy o polityce społecznej, to myślę, że Polacy od dawna oczekują, aby mieć politykę społeczną, która będzie na miarę naszych możliwości. Czyli będziemy wydawać na to ile możemy, ale, żeby ona trafiała do ludzi potrzebujących, żeby ludzie zamożni, czy bardziej zamożni nie korzystali z pomocy społecznej, bo jej nie potrzebują, a z drugiej strony osoby bezrobotne, bezdomne, porzucone, niepełnosprawne, chore nie mogą nawet mieć jakiejkolwiek perspektywy na dzień czy tydzień. Więc sądzę, że taka racjonalizacja, czy wprowadzenie zdrowego rozsądku do tych programów jest przez społeczeństwo oczekiwany. To nie są tylko życzenia, tylko to jest stawianie spraw na nogi i to nie po ostatnich czterech latach rządzenia często po 12 latach, a często i po 50 latach, bo w Polsce do takich programów przyzwyczailiśmy się.

Premier w swoim expose powiedział, że jesteśmy w sytuacji najtrudniejszej od 1989 r.. Ale ja pytam o ten program w lutym nie bez przyczyny. Jest tak, że ludzie wiązali ogromne nadzieje z tym rządem, że liczyli na to, że po 23 września, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko się zmieni. Natomiast w tej chwili socjologowie mówią, że to pogorszenie nastrojów społecznych wynika głównie z tego, że ten rząd przedstawia wyłącznie czarne scenariusze, że jest bardzo źle, że nie spodziewaliśmy się, że jest tak źle i właściwie tego planu, o którym dzisiaj Pan powiedział w lutym nikt tak naprawdę o nim jeszcze nie usłyszał. Pan to powiedział dzisiaj po raz pierwszy, że rząd taki plan przedstawi w lutym?
Prezydent RP:
Nie, nie. Muszę bronić się. Nie jestem rzecznikiem rządu, ale proszę naprawdę pamiętać o tych horyzontach czasowych o których mówił premier Miller w expose: 100 dni, rok, kadencja. Proszę pamiętać o tym o czym mówili poszczególni ministrowie, kiedy te programy będą pokazane publicznie. Trzeba pamiętać również, że przecież oni musieli najpierw ogarnąć to pole, które mają uprawiać, łącznie z pieniędzmi, którymi dysponują. Okazało się, że tych pieniędzy jest dużo mniej. Nie przykładałbym nadmiernie dużej wagi, z całym szacunkiem dla badań opinii publicznej, dla frustracji, z wynikami w 70 dniu rządzenia. Moim zdaniem dużo bardziej ciekawe to będzie w 100 dniu rządzenia, a jeszcze ciekawsze za rok rządzenia dlatego, że rok to już jest na pewno perspektywa, gdzie nie można podzielić się odpowiedzialnością. Rok dla każdego rządu to już jest ten moment w którym trzeba powiedzieć, tak jest to my, to ja, to nasze decyzje i proszę je ocenić dobrze bądź źle, ale tu już nie ma żadnego wytłumaczenia i pokazywania, że to kolega, poprzednicy, świat, kosmos, czy coś podobnego.

2002 rok, to jest też rok, w którym mamy zakończyć nasze negocjacje z UE
Prezydent RP:
To jest kolejna poważna trudność i moim zdaniem, to jest zadanie absolutnie numer jeden. Jeżeli ten rząd do końca 2002 r. zakończy negocjacje pozytywnie i Polska znajdzie się w śród pierwszej grupy państw, które mogą wejść do Unii..

A ma taką realną szansę?
Prezydent RP:
Absolutnie tak. Myślę, że ta szansa jest nie dość, że realna, to ona powinna być największą determinacją ze strony i rządu i opozycji, szczególnie tej, która jest zorientowana proeuropejsko, nie mówię o przeciwnikach wejścia, do nich nawet nie apeluję, ale to musi być również uświadomione przez polskie społeczeństwo. Mamy teraz te nasze skoki. Tak jak oglądamy z radością Małysza i wiemy, że on musi się skoncentrować w ciągu tych kilkunastu sekund, to my mamy ten rok na taką koncentrację, na taką determinację, na taką samokontrolę i świadomość celu, który chcemy osiągnąć.

Wierzy Pan, że zdołamy przekonać społeczeństwo do tego, że nie ma innego kierunku dla Polski a jednocześnie, że nie jest tak, że idziemy do Unii na kolanach?
Prezydent RP:
Dla Polski na pewno nie ma innego kierunku. Nie widzę, nie potrafię nawet opisać jakiejkolwiek sensownej alternatywy dlatego, że Polska poza Unią Europejską, a szczególnie w momencie, kiedy w Unii będą Czesi, Węgrzy, Słowacy, Litwini, Łotysze, Estończycy, Słoweńcy, w jakiejś perspektywie Rumunii czy Bułgarzy, no to gdzie jest Polska? Nie jesteśmy krajem, który może sobie pozwolić na autorachię czy na gospodarkę własną, która wystarcza nam samym. A pewno nie wejdziemy do wspólnoty niepodległych państw, bo to jest dla nas żadna perspektywa i jest odrzucana i słusznie od razu. W związku z tym taka próżnia gospodarcza, polityczna w tej części Europy byłaby decyzją samobójczą dla Polski w istocie. Z drugiej strony, czy jest możliwe stworzenie, czy zaproszenie naszych partnerów Europy Środkowej do jakiegoś grona czy jakiegoś innego stowarzyszenia europejskiego.

Niespecjalnie.
Prezydent RP:
12 lat temu może byłoby. Dzisiaj wiemy, że wszyscy zorientowali się na UE, a ogromna większość naszych partnerów jest bardzo zaawansowana. Więc Słoweńcom, ani Czechom, Węgrom, ani Litwinom, ani Estończykom nie wytłumaczymy, że mają zejść z tej drogi. Tu nie ma żadnej alternatywy i co do tego jestem pewny. Czy na klęczkach? Polska nie wchodzi do UE na klęczkach i Polska nie będzie wchodzić nigdy na klęczkach do żadnego układu międzynarodowego i to jest w ogóle demagogiczne i nieprawdziwe i nie uczciwe sformułowanie. Natomiast oczywiście, że wejście do każdej struktury jest kwestią kompromisu. Czyli zgody i jednej i drugiej strony. Jedni muszą trochę ustąpić i drudzy muszą trochę ustąpić. Natomiast to się nie odbywa na zasadzie ja wygrałem ty przegrałeś. To się odbywa na zasadzie takiego wyrozumowanego remisu. Wiem, że remisy to jest mało interesująca rzecz. Zawsze wolimy, żeby ktoś wygrał ktoś przegrał, ale..

Ale najbardziej, gdy wygrywamy
Prezydent RP:
W ogóle najbardziej lubię wygrywać, to jest zrozumiałe. Natomiast w polityce, a szczególnie w budowaniu takich skomplikowanych struktur międzynarodowych liczy się właśnie ten remis, czyli znalezienie pewnego punktu równowagi. Interesy obu stron, czy wszystkich stron spotykają się w jednym punkcie.

Tylko to Pan, Panie Prezydencie, powiedział o demagogicznych i populistycznych głosach, które mówią o tym, że idziemy do Unii na klęczkach. Mam pytanie, czy w sytuacji złych nastrojów społecznych, w sytuacji, kiedy te demagogiczne i populistyczne głosy są w Sejmie, czy takie głosy nie zwyciężą w sytuacji tak złych nastrojów społecznych?
Prezydent RP:
Jestem przekonany, że nie. Natomiast musimy podjąć walkę. Nie możemy być tutaj tylko obserwatorami. Mówię nie tylko o sobie, o mojej Kancelarii, mówię np. o parlamencie i o tych siłach, które są za Unią Europejską. To nie może być tak, że opozycja proeuropejska będzie głównie skupiała się na walce z rządem niezależnie od tematu. Trzeba wyłączyć to, co zresztą zostało nawet w poprzedniej kadencji podpisane przez główne siły polityczne, że sprawy UE wyłączamy z codziennego sporu politycznego.

Ale w tym parlamencie niekoniecznie uda się to wyłączyć?
Prezydent RP:
To źle. Ale ja tutaj myślę o takich ugrupowaniach jak PO, jak PiS, czyli ugrupowaniach co do których jestem przekonany, że myślą proeuropejsko, że możemy się różnić co do szczegółów, taktyk, ale nie różnimy się co do celu, który trzeba osiągnąć. Więc liczę, że jeżeli SLD, a on jest niewątpliwie dzisiaj nadzwyczaj zdeterminowany na tej drodze, że także PSL, członek koalicji i ugrupowanie w których w szeregach są ludzie, którzy bardzo proeuropejsko myślący, choć mają sporo osób wątpiących i główne siły opozycyjne włączą się do tego dzieła i wygramy to referendum. Trzeba zwrócić się do organizacji pozarządowych, do społeczeństwa bezpośrednio, ja będę również taka pracę prowadził od przyszłego roku, czyli za kilka dni

Ale będzie Pan jeździł od wioski do wioski i przekonywał ludzi, że warto?
Prezydent RP:
Od wioski do wioski na początku nie, ale na pewno w trakcie kampanii referendalnej będę jeździł niemalże od wioski do wioski, tak jak robiłem to przy Konstytucji w 1997 r. Uważam, że to jest to zadanie, które muszę wypełnić jako prezydent i będę miał do tego i ludzi zdolnych i właściwych. Natomiast pamiętajmy, że referendum będzie jesienią 2003 r., więc mamy 18-19 miesięcy na to, żeby tę pracę wykonać, ale trzeba wykonać i nie narzekać, nie czekać.

A gdyby referendum odbyło się jutro, to miałby Pan...
Prezydent RP:
Nie miałbym żadnej wątpliwości, że...

I nawet dzisiaj nie ma Pan żadnej wątpliwości, że byłoby 50 plus?
Prezydent RP:
Dzisiaj, jutro byłby kłopot z frekwencją, a robienie referendum przed Sylwestrem nie jest dobrym pomysłem

No i kiepska pogoda
Prezydent RP:
Tak. Ale myślę, że jeżeli mądrze przeprowadzilibyśmy referendum w połowie stycznia, to ono jest do wygrania, bo cały czas opinia publiczna kształtuje się w proporcjach 2:1 między zwolennikami i przeciwnikami. Czego bym się obawiał, to frekwencji. A frekwencja jest kwestią bardzo ważną dlatego, że wchodzenie do UE nie może odbywać się przy milczącej większości. Tu trzeba wykonać wysiłek, żeby jednak większość poszła, bo to jest jednak głosowanie nie na rok. To jest dobre porównanie, które przyszło mi do głowy, to nie jest głos kto będzie rządził Polską kolejne 4 lata, czy kto będzie prezydentem następne 5 lat, to jest głos gdzie Polska będzie przez następne 100 lat. To jest ta różnica w wadze tego głosu.

Panie Prezydencie mówiliśmy wielokrotnie, że ten rok był dla Pana rokiem szczególnym jeśli chodzi o Pańską prezydenturę. Minęło 60 lat od zbrodni w Jedwabnem, minęło 20 lat od wprowadzenia stanu wojennego. W obie te rocznice zabrał Pan w sposób istotny głos. Czy dziś, minęło właśnie pół roku od wystąpienia w Jedwabnem, minęło dwa tygodnie od wystąpienia w sprawie stanu wojennego uważa Pan, że z obu tych spraw wyszedł Pan zwycięsko?
Prezydent RP:
Nie traktuję tego w kategoriach zwycięsko czy nie zwycięsko. Uważam, że tak powinienem zrobić.

Mówił Pan, muszą to wziąć jakoś na siebie
Prezydent RP:
Tak i uważam, że prezydent, taka jest jego rola również wobec takich skomplikowanych sytuacji historycznych, które są bardzo bolesne, które podlegają różnym ocenom, musi być trochę tym drogowskazem, takim kamieniem rzucony, nieco naprzód żebyśmy mogli się później orientować w którą stronę pójść. Sądzę, że to co uczyniłem w Jedwabnem było konieczne, żebyśmy potrafili rozliczyć się z tą tragedią, z tą zbrodnią. Z drugiej strony wszystkie późniejsze badania, informacje, które do mnie dotarły tylko to potwierdzają. Ale uważam, że debata, która odbyła się wokół Jedwabnego i zarówno te wypowiedzi, które były pełne żalu i bólu, ale także i te, które jakby nie dopuszczały do siebie myśli, że ta debata była wyjątkowo ważna, rozumna, potrzebna. I mam takie przeczucie, bo tego nie da się zbadać, ani udowodnić tak od razu, że wyszliśmy z tej dyskusji o Jedwabnem silniejsi i lepsi, mądrzejsi i że ta nasza historia jest dzisiaj po pierwsze prawdziwsza, a po drugie to odebranie trochę tego mitu, że taka historia nigdy w Polsce nie mogła się wydarzyć, ona nam nie zaszkodziła, ona nas umocniła. To mogło się zdarzyć, ale jesteśmy mądrzejsi tym doświadczeniem. To nigdy nie może zdarzyć się w przyszłości. Jeśli chodzi o stan wojenny, to samo. Przecież przesłanie mojego wystąpienia i wszystkiego o czym mówiło się 13 grudnia jest takie: to było zło, ono wynikało oczywiście z dziesiątków okoliczności, niektóre są do usprawiedliwienia, inne są nie do usprawiedliwienia, ale przesłanie jest jedno – oddać honor ofiarom, powiedzieć kto miał rację, a rację mieli ci ludzie, którzy wtedy walczyli o wolność, a jednocześnie powiedzieć współczesnym i przyszłym pokoleniom, także politykom, do tych metod nie ma powrotu. To jest etap dla Polski zamknięty. Polska już nigdy nie może pójść drogą metod nadzwyczajnych, stanów wyjątkowych, wojennych, rozwiązywania tą drogą konfliktów politycznych. A to wcale znowu nie jest taka rada nierealistyczna (...) Nie sądziłem dlaczego to było tak trudne dla mnie, bo ja zaczynałem swoją prezydenturę z tym przekonaniem, że przede wszystkim trzeba myśleć o przyszłości. Nie rezygnuję z tego hasła „Wybierzmy przyszłość”, dla mnie ciągle Unia Europejska, na to co dzieje się w sprawach bezpieczeństwa Polski jest najważniejsze, ale historia, to jest ten bagaż, który niesiemy na plecach i który musimy mieć uporządkowany, żeby nam ta droga naprzód lepiej szła.

W obu tych wystąpieniach apelował Pan o wzajemne wybaczenie i pojednanie. W sprawie Jedwabnego ten apel jest dość oczywisty, tyle w sprawie wprowadzenia stanu wojennego już tak nie jest. Kto się ma jednać, czy jak mają się jednać ci, którzy stali po obu stronach barykady w 1981 roku
Prezydent RP:
To jest atmosfera do pojednania wobec tego co zdarzyło się potem. Gdybysmy dzisiaj wychodzili z autorytaryzmu, z przemocy, to oczywiście byłoby to trudne. Ale mamy za sobą 12 lat III Rzeczpospolitej, państwa demokratycznego, państwa, które lepiej, gorzej, ale staje się państwem prawnym, buduje gospodarkę rynkową. Myślę, że jest pora, żeby ci wszyscy, którzy byli po różnych stronach barykady, ale jednak później potrafili skupić się, czy pomóc polskiej demokracji, żeby podli sobie ręce.

I wierzy Pan w to, że dzisiaj to jest możliwe?
Prezydent RP:
Czy jest możliwe?, ale warto zachęcać. W jednym z wywiadów, który się ukaże, mówię, że taka scenka jest z Hiszpanii, gdzie odbywała się dyskusja mniej więcej na podobne tematy pojednania i ta scenka jest opisana jak do szefa partii politycznej Santiago Cariglio, który lata spędził na wychodźstwie w Moskwie i dzięki zwycięstwu demokracji mógł wrócić do Hiszpanii, tam był szefem partii komunistycznej podchodzi i król Juan Carlos i premier Aznar, który wywodzi się z ruchu postfrankowskiego, i były premier socjalista Gonzalez, który był przecież wielkim przeciwnikiem, konkurentem przecież komunistów i też poprzedni premier Suarez z ugrupowań postfrankistowskich, ściskają się, i mówią o dawno ciebie nie widzieliśmy Santiago, co u ciebie słychać, jak to wygląda itd. i to jest wszystko takie familiarne i jednocześnie nie udawane. To się nie odbywa na potrzeby kamer. To jest naturalne ze względu na ten proces pojednania, który tam miał miejsce. Byłbym ciekaw jak by mogło wyglądać spotkanie gen. Jaruzelskiego, Lecha Wałęsy, prymasa Glempa dzisiaj.

Powiem szczerze, wszyscy byliby ciekawi. Panie Prezydencie zaczęliśmy od tego, właściwie Pan powiedział o tym, że ten 2002 rok może być lepszy dla świata, bo jest szansa, że wojna z terrorem zakończy się sukcesem. Po raz pierwszy w tej wojnie tak blisko współpracuje z Zachodem Rosja. Za dwa tygodnie do Polski przyjeżdża prezydent Putin. Czy jest szansa na to, że mówiąc egoistycznie, my skorzystamy na tym, że po raz pierwszy Rosja tak blisko współpracuje z Zachodem?
Prezydent RP:
Mam taką nadzieję. W ogóle uważam, że włączenie Rosji do tego frontu solidarności międzynarodowej, frontu antyterrorystycznego było wydarzeniem ogromnej wagi dlatego, że to jest jakby zamknięcie etapu jałtanskiego, czyli podziału świata i to jest pierwsza praktyczna próba, gdzie obie strony muszą wystąpić razem przeciwko takiemu zjawisku jak terroryzm, jak Al. Quaida, jak to wszystko co się dzieje. Wizyta prezydenta Putina, po 8 latach, kolejna wizyta oficjalna prezydenta Rosji jest przejawem...

Przy bardzo chłodnych stosunkach polsko-rosyjskich
Prezydent RP:
Przez cały czas wydarzeniem samym w sobie. Jestem przekonany, że to będzie z korzyścią dla Polski dlatego, że my możemy uruchomić normalny kontakt polsko-rosyjski. I w polityce będzie to wyglądało dobrze. Będą wizyty, rozmowy, dyskusje, będziemy załatwiali sprawy nierozstrzygnięte, ale wierzę, że przede wszystkim to się przełoży na możliwości działania na przedsiębiorców małych, średnich, dużych. Będziemy mogli przywrócić polskie miejsce na rynku rosyjskim, a przez to pomóc naszym firmom, a przez to dać pracę ludziom, pomóc regionom szczególnie przygranicznym. I wierzę, że tak właśnie będzie. Poza tym pamiętajmy, mamy wielki temat do rozstrzygnięcia z prezydentem Putinem relacji polsko-rosyjskich w tym bezpośrednim granicznym rozumieniu, bo my z Rosją graniczymy tylko i wyłącznie z obwodem Kaliningradzkim. To też jest temat co zrobić, żeby ten obwód Kaliningradzki włączał się do współpracy europejskiej

Co zrobić z rosyjskim gazem?
Prezydent RP:
Rosyjski gaz płynie przez Polskę. Są oferty kolejnych dostaw, oferty inwestycyjne. To musi być omówione przez właściwe firmy, organa, ministerstwa. Rosja jest zainteresowana, żeby gaz przekazywać na Zachód a droga na Zachód ciągle dla Rosji jest przez Polskę. Myślę, że z tego faktu też powinniśmy wyciągnąć wnioski z korzyścią dla nas.

Z pominięciem Ukrainy?
Prezydent RP:
Z Ukrainą jest długa dyskusja. Myślę, że będzie szedł gaz przez Ukrainę. Takie rozmowy przecież prowadzę przez cały czas i z prezydentem Kuczmą i prezydentem Putinem. Natomiast pamiętajmy, że gdyby alternatywą miałoby być przeprowadzenie gazociągu z Rosji przez Finlandię do Morza Bałtyckiego do Niemiec

To my się na to nie zgodzimy
Prezydent RP:
Nie mam co nie zgadzać. Wtedy okaże się, że my możemy w takim bardzo skomplikowanym boju stracić tę rolę ważnego kraju przesyłowego, tranzytowego, więc musimy do tego podejść z jednej strony zgodnie z naszą polityką. Ukraina pozostaje, będzie i zawsze będzie naszym partnerem strategicznym, ale także nie wylewajmy dziecka z kąpielą, nie tracąc tych możliwości jakie daje nam tranzyt gazu czy ropy przez nasze terytorium.

Panie Prezydencie kończyliśmy nasz felieton sukcesami sportowymi. Pojedzie Pan na Puchar Świata do Zakopanego 19 stycznia?
Prezydent RP:
Do Zakopanego pojadę na pewno, bo to blisko. Myślałem, że Pani mnie pyta o Koreę i Japonię? Do Zakopanego jadę oczywiście.

A do Korei i Japonii?
Prezydent RP:
Mam umowę z trenerem Engelem i naszymi piłkarzami, że jeżeli wejdą do ósemki, to lecę. Żeby nie wiem co się działo to lecę, ale muszą wejść do ósemki a zadanie jest trudne. Apeluję, jestem sam kibicem i wiem, że w zrozumieniu polskich kibiców, nie lekceważyłbym tej grupy w której jesteśmy. Ona jest lepsza, bo znamy gorsze grupy, ale to nie jest łatwa grupa. Musimy w pierwszym meczu wyjść przeciwko Koreańczykom w Korei wobec tłumu kibiców, a jacy są kibice koreańscy to widziałem w Seulu na olimpiadzie w 1988 r.. Oni są niebywale zdeterminowani

Ale jeśli wierzy Pan, że wejdziemy do ósemki i wtedy Pan leci. Panie Prezydencie spotykamy się u progu nowego roku. Koniec roku ma to do siebie, że sprzyja takim noworocznym postanowieniom. Ma Pan jakieś postanowienia na ten nowy rok?
Prezydent RP:
To główne postanowienie, rozumiem, że Pani pyta o politykę

Niekoniecznie
Prezydent RP:
O polityce chcę powiedzieć, że główne postanowienie to jest jednak Unia Europejska i negocjacje i rozmowa z polskim społeczeństwem na ten temat i przekonywanie społeczeństw europejskich, bo tam też jest wiele stereotypów. To jest zadanie niełatwe, bo ono nie może się odbywać wyłącznie na poziomie rozmów polityków. To jest za mało. Musimy dotrzeć z naszą kulturą, informacją, w różny sposób i do Polski i za granicą, żeby nas zrozumiano lepiej

A gdyby Pan miał dokończyć zdanie: Ja Aleksander Kwaśniewski w 2002 roku postanawiam...
Prezydent RP:
Muszę zacząć budować dom.

I to jest bardzo dobre zakończenie
Prezydent RP:
Ponieważ czas biegnie nieubłaganie. Uświadomiłem sobie dzisiaj pracując nad tekstem orędzia noworocznego, że to już siódme orędzie i po tym siódmym zostaną jeszcze trzy

No chyba, że tak jak mówią niektórzy w 2005 r. prezydentem zostanie Jolanta Kwaśniewska, czego chce 62 proc. Polaków aczkolwiek Pan do tej myśli podchodzi bardziej sceptycznie
Prezydent RP:
Niezależnie od wszystkiego, mnie się wydaje, że później nie wiem, na dzisiaj nie jestem prorokiem. Natomiast...

...będę budował dom
Prezydent RP:
Będę budował dom.

To życzymy powodzenia w budowaniu domu w 2002 roku
Prezydent RP:
Dziękuję. Wszystkiego dobrego Redakcji, wszystkim telewidzom

Wszystkiego dobrego Panie Prezydencie.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.