przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Państwo - można powiedzieć - wznowiło działalność. Sejm i Senat zainaugurowały działalność, premier przedstawił skład rządu, rząd został zaprzysiężony, wczoraj mieliśmy expose - czyli wszystko powoli zaczyna działać.
Prezydent RP:
Cały czas działało, natomiast dokonuje się demokratyczna zmiana, przewidziana Konstytucją. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, a nawet mogę powiedzieć, że tym się może różnić od poprzednich przypadków, że przebiega wyjątkowo sprawnie, na dobrym poziomie kultury politycznej.

Czy docenia to prasa? Panu się podobało wczorajsze przemówienie premiera Millera?
Prezydent RP:
Było poważne, konkretne, pragmatyczne. Może jest rodzaj zawodu, że było nawet może zbyt surowe w swojej formie. Niektórzy żałują bardziej barwnych stwierdzeń, do których Leszek Miller publiczność przyzwyczaił, ale myślę, że to dobrze. Pamiętajmy, że expose jest programem, który później jak kamień ciąży każdemu rządowi, bo to są słowa, które muszą być zrealizowane. Ja bym zwrócił uwagę na deklarację premiera, bardzo ważną, że chce z tego programu spowiadać się co roku przed Wysoką Izbą. Myślę, że to jest novum bardzo wartościowe i dobrze by było, żeby expose to nie był jednorazowy akt, a jednak zobowiązanie rządu do określonych działań.

Panie Prezydencie, powiedział Pan, że to expose było konkretne. Ale dla wielu było bardzo mało konkretne dlatego, że premier Miller nie powiedział jak konkretnie ma zamiar naprawiać państwo i finanse państwa.
Prezydent RP:
Naprawdę temu przemówieniu nie można zarzucić braku konkretności. Jeżeli ktoś oczekiwał, że będzie to expose plus przedstawienie budżetu na rok następny, to znaczy, że mówimy o dwóch różnych sprawach. Jeżeli ktoś sądził, że to będzie przedstawienie expose plus ustaw okołobudżetowych czy podatkowych, to też mylimy tutaj tempo wydarzeń. Za chwilę w Sejmie będzie przedstawiony i projekt budżetu na przyszły rok, i ustaw podatkowych, które muszą być przyjęte do końca listopada, żeby weszły w życie od 1 stycznia. Sądzę, że tam będzie bardzo głęboka i ostra dyskusja na temat stanu gospodarczego państwa, stanu finansów państwa i będą musiały być przedstawione konkretne propozycje, z dokładnością do 1 procent, a może nawet i większą. Więc ten zarzut o braku konkretów jest całkowicie nietrafny.

Czy dobre jest to porównanie Polski anno domini 2001 do 1989 r.? Było to na miejscu, czy troszkę na wyrost?
Prezydent RP:
Nie. Sytuacja jest porównywalna. Uważam jednak, że nie jest taka sama i całe szczęście. 12 lat temu zaczynaliśmy transformację. Gdyby dzisiaj trzeba było wrócić do punktu wyjścia, to znaczy straciliśmy 12 lat i to jest nieprawda. Przez 12 lat w Polsce dokonało się bardzo wiele. Mam osobiste poczucie też satysfakcji, jestem szósty rok Prezydentem i ponoszę współodpowiedzialność za to, co się w Polsce zdarzyło. Więc na pewno rozmawiamy na innym poziomie jakościowym, innym poziomie rozwoju Polski, ale wobec podobnych zagrożeń. Tadeusz Mazowiecki startował z dramatyczną sytuacją gospodarczą i finansów państwa, startował z wielkimi zmianami jeśli chodzi o ustrój państwa uchwalonymi przy Okrągłym Stole i z bardzo niepewną sytuacją międzynarodową, bo właśnie upadał Związek Radziecki i jednoczyły się Niemcy. Nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądało nasze otoczenie. Niepodległość zdobywały Ukraina, Białoruś, kraje bałtyckie. Dzisiaj gospodarka jest w okresie stagnacji. Mamy niewątpliwie kryzys finansów publicznych, mamy wzrost nastrojów populistycznych, frustracji w społeczeństwie. Więc i to wymaga również pewnych decyzji o charakterze politycznym i mamy wielką niewiadomą jeśli chodzi o sytuację międzynarodową. Wojna terrorystyczna trwa i jej skutków pewnie jeszcze nie znamy. Trzeba pamiętać, że możemy jeszcze być zaskoczeni bardzo wieloma wydarzeniami, które nam się w głowie nie mieszczą. Więc oczywiście to nie jest na szczęście to samo, ale w niektórych elementach sytuacja jest porównywalna. A warto, żeby społeczeństwo zdawało sobie sprawę ze skali trudności, że wszystkie oczekiwania szybkich zmian, cudu, natychmiastowej poprawy, są po prostu nieuzasadnione.

Wczoraj premier Leszek Miller ostro skrytykował poprzednie rządy, rządy Jerzego Buzka, AWS i UW. Czy podziela Pan tak ostrą krytykę?
Prezydent RP:
Przede wszystkim cieszę się, że nie poświęcił tej sprawie wiele uwagi.

Ale przecież niektórzy mówią, że jednak zbyt wiele?
Prezydent RP:
Ale trzeba sobie przypomnieć, jakie było wystąpienie 4 lata temu, które było w całości poświęcone krytyce poprzedników, jednak w sytuacji gospodarczej nieporównanie lepszej na starcie aniżeli dzisiaj. Myślę, że słowa padały ostre, jak każde słowa - ostre dla tych, którzy odbierają je osobiście. Natomiast ważne jest, że w expose nie było zbyt wielu dyskusji z przeszłością. I to dobrze dlatego, że zadaniem tego rządu, zadaniem premiera jest przede wszystkim działać teraz i patrzeć naprzód. Co wydaje mi się też do podkreślenia, w wystąpieniu Miller mówił o trzech bardzo konkretnych horyzontach czasowych: 100 dni, przede wszystkim na porządkowanie finansów publicznych i bardzo przykre decyzje, które będzie trzeba przyjąć. Później rok, czyli nadanie tych niezbędnych impulsów gospodarce, a następnie cała kadencja, w której trzeba będzie wykonać wiele zadań, a przede wszystkim - wejść do Unii Europejskiej.

Można było odnieść takie wrażenie, że dwa najważniejsze zadania tego rządu to jest negocjacje z Unią Europejską, wstąpienie do UE w 2004 r. Początek rządów był następujący: zamrożenie płac w sferze administracyjnej, państwowej, oszczędności 8,5 mld zł w poszczególnych resortach jeszcze w tym roku i możliwość nowelizacji budżetu. To są na razie ruchy niezbyt znaczące z punktu widzenia doprowadzenia finansów państwa do pewnej stabilności. No i teraz się zacznie. Dziś najprawdopodobniej wicepremier Marek Belka przedstawi propozycje podatku od osób fizycznych. Jak Pan sądzi, jakie mogą paść propozycje?
Prezydent RP:
Nie chciałbym w tej chwili wypowiadać się za wicepremiera Belkę.

Jaka propozycja może być ryzykowna, a jaka może być przyjęta przez opinię publiczną?
Prezydent RP:
Postawiłbym sprawę zupełnie inaczej. Nie ulega wątpliwości, że dwa parametry w budżecie na rok przyszły musimy spełnić: pierwszy - deficyt nie wyższy niż 40 mld zł, a wydatki - nie większe niż 183 mld.

To tak, jak wczoraj mówił Leszek Miller.
Prezydent RP:
Tak jest. To są bardzo ważne deklaracje, to są konkrety. Wiem, że tych konkretów brakowało, ale to są deklaracje ogromnie wiążące i nadzwyczaj trudne. Więcej - uważam, że przy tych wydatkach rzędu 183 mld trzeba poważnie zastanowić się nad pewną istotną rezerwą właśnie na sprawy nieprzewidzialne, chociażby związane z różnymi zagrożeniami. Nie wyobrażam sobie bowiem rządu, który na przykład w pewnym momencie mówi, nie możemy zakupić odpowiednich leków, bo nie ma na to pieniędzy. Tutaj ta rezerwa powinna być również stworzona.

Czyli te faktyczne wydatki mogą być jeszcze mniejsze?
Prezydent RP:
Moim zdaniem mogą być i nie zdziwiłbym się, gdyby były jeszcze, oczywiście niewiele, mniejsze. Więc to są najważniejsze elementy. No i teraz oczywiście zaczyna się poszukiwanie, jak to osiągnąć. Wysłuchajmy tego, co ma do powiedzenia minister finansów. Będzie również czas na krótką dyskusję, bo jeśli chodzi o podatki, to musi się ona zakończyć do końca listopada. Na pewno nie będzie to rozmowa przyjemna, bo tak czy inaczej, trzeba mniej wydawać, trzeba oszczędzać i sądzę, że jakakolwiek propozycja tu nie padnie, spotka się również z krytykami.

Do jakich rozwiązań jest Pan przekonany?
Prezydent RP:
Jako podatnik jestem przekonany, że na pewno dobre jest zamrożenie płac na szczytach władzy - to także dotyka Prezydenta i Kancelarii Prezydenta, więc z tym się godzę. Uważam, że to jest bardzo potrzebne, nawet bardziej dla pokazania determinacji, symbolicznego wymiaru tego aktu, niż jakichś tam wielkich oszczędności.

A na przykład - likwidacja ulg podatkowych?
Prezydent RP:
Likwidacja ulgi budowlanej - tak. Mówię to z bólem, ale wydaje mi się koniecznością. Dziś co prawda słyszę, że może to być nieco złagodzone stworzeniem preferencji dla kredytów hipotecznych, ale to trzeba będzie zrobić. Likwidacja ulgi wydaje się nieuchronna. Dyskusyjna jest sprawa podatku od dochodów z oszczędności, czyli tego, co zarabiamy jako procent od złożonych oszczędności. Rozumiem tutaj obawy środowisk bankowych, także Rady Polityki Pieniężnej, ale wydaje mi się, że skoro i tak mamy to wprowadzić zgodnie z regulacjami unijnymi, to być może jest sens, żeby to wprowadzić nieco szybciej.

I chyba obowiązuje w większości krajów europejskich?
Prezydent RP:
W większości, poza trzema.

Wiadomość bardzo przykra...
Prezydent RP:
Przykra, więc to jest na pewno kwestia do poważnego rozpatrzenia.

A wspólne opodatkowanie małżonków?
Prezydent RP:
Wydaje mi się, że jest raczej chęć wycofania się z tej propozycji. To byłaby dla podatników pewna wygoda, rodzaj ulgi. Uważam również, że nie możemy wprowadzać podatku importowego, mimo, że są takie naciski głównie ze strony grup zainteresowanych ograniczeniem importu do Polski. Ale z moich rozmów jakie prowadziłem w UE, wyraźnie widać, że byłby to sygnał bardzo źle potraktowany.

To skąd wziąć te pieniądze?
Prezydent RP:
To jest bardzo dobre pytanie. Myślę, że jeśli posadzicie przed tym mikrofonem profesora Belkę, to usłyszycie od niego bardzo konkretne propozycje.

Nie będziemy dodrukowywać jeżeliby zabrakło?
Prezydent RP:
Nie, nie ma takiej koncepcji, tak długo jak trzymamy się tych dwóch parametrów: nie więcej wydatków niż 183 miliardy i deficyt nie wyższy niż 40 miliardów, to gwarantuje nam wzięcie finansów publicznych w ryzy.

Dla Pana przystąpienie Polski do UE też jest rozumiane jako największy patriotyzm?
Prezydent RP:
Tak, moim zdaniem to jest historyczna szansa dla Polski i Polaków, dlatego, że alternatywa wobec UE jest wyjątkowo mizerna, nawet powiedziałbym, że żadna. Pozostanie dzisiaj Polski bez związku z UE właściwie tworzy z nas swoistą próżnię: i gospodarczą, i polityczną. My i tak będziemy musieli się dopasowywać się do Europy, która będzie wokół nas, bo przecież nie zatrzymamy w drodze do Unii ani Litwinów, ani Łotyszy, ani Estończyków, Słowaków, Czechów, czy Węgrów. My zostaniemy swoistą wyspą. Nie wierzę, aby ktokolwiek w Polsce myślał o odnowieniu bloku RWPG czy innych formuł. W związku z tym pozostaniemy próżnią, która i tak będzie się musiała modernizować tylko o własnych siłach i przy ogromnych kosztach.

Ale nam chodzi o to żeby do UE wejść na równych prawach. Tymczasem, jak informuje dzisiejsza prasa, istnieje podobno - a propos tych równych warunków dla wszystkich - tajny projekt stanowiska negocjacyjnego, w którym Polska zgadza się na ograniczenie w dostępie do unijnego rynku pracy maksymalnie do 7 lat.
Prezydent RP:
To jest, moim zdaniem, całkowita nieprawda. Jeśli chodzi o jakiekolwiek tajne porozumienia, nasze negocjacje mają charakter otwarty, zresztą mamy określoną procedurę rozmów z UE. Tego po prostu nie da się tak robić. To są bzdury. Natomiast, co jest ważne, rozpoczyna pracę zespół negocjacyjny, na czele którego stanął człowiek, do którego ja mam pełne zaufanie i który reprezentuje najwyższe kwalifikacje, myślę o ministrze Truszczyńskim. Urzędem Integracji Europejskiej będzie kierować prof. Danuta Hibner, czyli osoba, która też się na tym zna. Wierzę, że oni będą prowadzić negocjacje tak, żeby było jak najwięcej korzyści dla Polski. Ale negocjacje mają charakter rozmowy z drugą stroną. Nie można sobie wyobrazić, że z negocjacji Polska wychodzi ze wszystkimi korzyściami, a Unia z samymi stratami. Tak samo nie można sobie wyobrazić odwrotnej sytuacji – Unia ma same korzyści, Polska ma same straty. Trzeba wiedzieć, że negocjacje muszą się zakończyć sensownym porozumieniem, gdzie każda ze stron ma poczucie, że odniosła korzyści i wie, że musi dokonać pewnych poświęceń, rezygnacji z niektórych spraw. W sumie jest to ogromna zmiana. Wchodzi nowe państwo, duże, czterdziestomilionowe i Unia się wzbogaca, a my uzyskujemy szanse rozwojowe. Jeśli chodzi o wolny przepływ siły roboczej, to jest to jedna z najbardziej trudnych kwestii. I ona może ona nie jest tak trudna z całą Piętnastką. Pamiętajmy, że jeśli chodzi o Niemcy ta trudność, ostrość sformułowań niemieckich, wynika z ich kalendarza politycznego. We wrześniu przyszłego roku mają wybory i dzisiaj żaden z kandydatów na kanclerza, a więc ani Pan Schroeder, ani ten, kto będzie kandydował w CDU, nie będzie gotowy do ustępstw. Więc w tej sprawie musimy rozmawiać prawdopodobnie z poszczególnymi krajami, żeby uzgodnić odpowiednio wygodne i akceptowalne dla nas zasady i zobaczyć, co się wydarzy w rozmowach z Niemcami i Austrią.

Jaki wpływ na negocjacje Polski, ale też wszystkich innych krajów aspirujących do Unii, może mieć sytuacja międzynarodowa?
Prezydent RP:
Myślę, może zabrzmi to paradoksalnie, że może to być czynnik przyśpieszający. Rozmawiałem o tym z premierem Verhoffstadtem. To jest już chyba ostatni liberał sprawujący władzę w Europie, ale bardzo rozsądny i mądry człowiek. On w pełni zgadza się z taką oto tezą, że właśnie wobec tych zagrożeń międzynarodowych trzeba integrację przyśpieszać dlatego, że każdy kraj, który wchodzi w strukturę UE, staje na bazie tych samych wartości, zasad, procedur i sposobu zachowania się. W ten sposób minimalizuje się zagrożenie, które może płynąć z zewnątrz, a Europa w tej chwili zaczęła się bać nie tylko terroryzmu tego zewnętrznego, ale także i tego, żeby gdzieś obok UE, w krajach, które nie zostaną przyjęte, też nie rosły nacjonalizmy, konflikty etniczne. Przecież mamy przykład Bałkanów. Dla Europy powtórzenie tego przypadku byłoby straszną rzeczą. Więc sądzę, że w Europie, w UE, jest większa determinacja niż wcześniej.

A czy możemy przez to pójść na skróty?
Prezydent RP:
Myślę, że można na tyle pójść na skróty, by zrealizować plan napisany w Goeteborgu tzn. zakończyć negocjacje do końca 2002, przeprowadzić procedury ratyfikacyjne w roku 2003 i wejść do Unii 1 stycznia 2004 roku. Ten plan wydaje mi się w tej chwili realny, pod warunkiem, że obie strony wykonają swoje zadania.

Ale trzeba będzie jeszcze przekonać społeczeństwo.
Prezydent RP:
I to traktuję jako główne zadanie dla siebie. Mamy mniej więcej dwa lata do referendum ogólnonarodowego i trzeba rzeczywiście w tym czasie dostarczyć pełne informacje, dotrzeć do Polaków i przekonać ich, że to jest dobre rozwiązanie dla Polski. A to jest naprawdę dobre rozwiązanie.

A jakie z tego punktu widzenia znaczenie ma fakt, że w tej chwili w Sejmie działają partie polityczne, które w swoim programie mają zapisane „nie” dla UE. Czy nie będą przekonywać opinii publicznej, żeby głosować przeciw?
Prezydent RP:
Mądre polskie przysłowie mówi, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. To, że mamy tak zdeklarowane siły antyeuropejskie, czy może antyunijne, to jest oczywiście dla wielu argument, bo chcą pokazać, że Polska jest nie gotowa. Ale spójrzmy na to z drugiej strony – debata, która będzie się odbywać w Sejmie, będzie dużo ostrzejsza aniżeli do tej pory. Padnie wiele ostrych słów, ta dyskusja będzie miała wreszcie swój smak i być może bardziej zainteresujemy opinię publiczną. Będzie też więcej chęci przysłuchania się takiej dyskusji wtedy, gdy będziemy mówili o Unii uczciwie, nie ukrywając także własnych obaw, stereotypów. To jest lepsze niż prowadzenie dyskusji europejskiej tak jak do tej pory, gdzie właściwie poparcie dla UE mieściło się dla wielu polityków w kategoriach politycznej poprawności, bo należało tak mówić. A teraz będzie konfrontacja, teraz trzeba będzie nie tylko mówić, ale też parę razy zagłosować zdecydowanie: kto jest za, a kto jest przeciw.

Panie Prezydencie, wczoraj w Sejmie usłyszałem od prominentnego działacza Samoobrony, że dotychczasowa historia pokazuje, że nigdy Niemcy nie byli do nas przychylnie nastawieni, również jeśli chodzi o gospodarkę. To tym bardziej teraz te intencje, deklaracje poparcia nie są szczere.
Prezydent RP:
To jest jakiś stereotyp myślowy, jakaś obsesja. Trzeba o niej rozmawiać i dobrze, że Pan pyta. Ja odpowiadam: Niemcy są naszym największym partnerem, 30 procent wymiany handlowej mamy z Niemcami, jest to również największy rynek pracy dla polskich pracowników. Współpraca przygraniczna między Polską a Niemcami ma ogromne znaczenie dla regionów, dla miejsc pracy w tych regionach. Niemcy podjęli wielki trud pojednania z Polską przepraszając za to, co uczynili. I gdyby przypomnieć tylko gesty – od Brandta klęczącego w Warszawie przed Pomnikiem Getta, po prezydenta Herzoga, który przepraszał nas w czasie rocznicy Powstania Warszawskiego - tych gestów jest całe mnóstwo i nie wolno traktować jako pozy choćby tego, że kilkanaście dni temu byłem zaproszony z okazji Dnia Zjednoczenia Niemiec do Bundesratu, do Moguncji, gdzie wygłaszałem przemówienie. Jako jedyny mówca – Prezydent Polski. Opowiadanie, że Niemcy mają gdzieś genetycznie zakodowaną niechęć do Polaków jest absolutnie nieprawdziwe. Na tej samej zasadzie Polacy są często oskarżani, że noszą w sobie różne niechęci do różnych nacji, co też jest nieprawdą. Tacy ludzie, którzy kogoś nie lubią, czy wręcz nienawidzą, występują, ale w zdecydowanej mniejszości. Natomiast stosunki z Niemcami są dla nas naprawdę strategiczne. One są bardzo dobre i to zrozumiałe, że pierwsza wizyta nowego premiera była właśnie w Berlinie, a takie sądy, jakie Pan tutaj powtórzył też wymagają rozmowy. Porozmawiajmy jednak o faktach, o tym, jak to naprawdę wygląda.

Skoro mówimy o sprawach międzynarodowych – Panie Prezydencie, jak rozwija się inicjatywa szczytu antyterrorystycznego państw Europy Środkowej i Wschodniej zapowiadanego na listopad?
Prezydent RP:
Spotkanie 6 listopada odbędzie się w Warszawie. Dzisiaj mamy spotkanie przygotowawcze na szczeblu wysłanników poszczególnych państw i ambasadorów. Frekwencja będzie bardzo duża i to na najwyższym, prezydenckim szczeblu. Na razie z informacji o kłopotach z przyjazdem są tylko dwie: mianowicie prezydent Havel jest ponownie w szpitalu i będzie reprezentowany przez szefa Senatu, a w Bułgarii jest finał prezydenckiej kampanii wyborczej i prezydent Stojanow będzie miał kłopot, by przyjechać. Natomiast reszta, w miarę swoich możliwości czasowych, przybędzie: i przedstawiciele krajów bałtyckich, i Ukrainy, osobisty przedstawiciel prezydenta Rosji – szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego, będzie przedstawiciel amerykański – gen. Taylor, który jest wysłannikiem prezydenta Busha zajmującym się całą koalicją antyterrorystyczną. To ten sam człowiek, który przedstawiał dowody o udziale bin Ladena i jego sieci w akcie terroru 11 września.

A jaki jest właściwie cel tego spotkania?
Prezydent RP:
Cele są tak naprawdę dwa. Pierwszy – polityczny. W tej wielkiej koalicji, która rysuje się dziś od Waszyngtonu, przez Moskwę, aż do Pekinu, potrzebny jest głos Europy Środkowej. To się nie może dziać ponad naszymi głowami. Tu właśnie trzeba przypomnieć, że ten region jest, jest ważny i uczestniczy w tych wszystkich działaniach. To jest istotny cel polityczny, aby Europa Środkowa przypomniała o swojej obecności. A drugi – bardzo praktyczny: mianowicie trzeba stworzyć nasze metody walki i współpracy w walce z różnymi zagrożeniami. Pamiętajmy, że geograficznie leżymy w miejscu tranzytowym, dlatego współdziałanie naszych służb, pełna informacja, monitoring tej sytuacji, jest między naszymi krajami potrzebny dla całości walki z terroryzmem. Przez ten region przechodzi mnóstwo ludzi, mnóstwo niedozwolonych towarów, jest tutaj miejsce dla nielegalnego handlu czy przesyłania broni a także innych niebezpiecznych materiałów. Chcemy o tym porozmawiać i utworzyć pewien system wzajemnego informowania, monitorowania i współdziałania służb, które powinny to podjąć. To jest też na przykład element współdziałania służb finansowych: pranie pieniędzy czy nielegalne transfery.

Czyli na początku listopada będziemy na początku drogi do tworzenia takiego systemu?
Prezydent RP:
Na razie opiera się ona na dwustronnych kontaktach, całościowego nie ma. Poza tym będziemy chcieli – zdradzam pewną tajemnicę tego spotkania – zaproponować cykliczną formę przekazywania wspólnej informacji wszystkim prezydentom i władzom tego regionu, żebyśmy byli poinformowani, jak to wygląda w poszczególnych krajach i żeby przyjąć, że nie ukrywamy tutaj przed sobą niczego po to, by skutecznie walczyć z zagrożeniami.

Czy otrzymuje Pan codziennie raporty o tym, co robią nasze służby specjalne właśnie przy okazji tak zwanej wojny antyterrorystycznej?
Prezydent RP:
Tak. My mamy teraz kilka źródeł. Oczywiście te raporty są i z wywiadu, i z kontrwywiadu. Także moje Biuro Bezpieczeństwa Narodowego pracuje na pełnych obrotach już od wielu tygodni. Są dwa raporty – poranny i wieczorny dotyczące i sytuacji międzynarodowej, i tego, co dzieje się w Afganistanie, i tych wszystkich elementów, które dzieją się w Polsce. Więc informacji nie brakuje i na razie – na szczęście – nie dostrzegamy na razie jakichś bezpośrednich zagrożeń.

A czy z tego punktu widzenia ma znaczenie, kto stoi na czele służb specjalnych – WSI czy UOP?
Prezydent RP:
Oczywiście, że to ma znaczenie. Powinni tam stać ludzie, którzy będą potrafili tę pracę dobrze prowadzić. Ale jeśli Pan pyta o nominacje, które mają czy miały miejsce, to ja bym to rozdzielił. Każdy rząd, każdy premier szczególnie po wyborach ma prawo wyboru ludzi, z którymi chce współpracować. Tak jest w Polsce, w świecie, tak było zresztą przy rządzie Jerzego Buzka.

Czyli płk. Nowek dobrze zrobił, że podał się wreszcie do dymisji?
Prezydent RP:
Tak jest. Myślę, że pierwszą reakcją powinno być oddanie się do dyspozycji, dlatego że nie ma co tworzyć jakichś sztucznych stanów. W związku z tym to są czysto kadrowe kwestie. Natomiast jest czymś bardzo ważnym, żeby zarówno premier, jak i rząd, byli w stanie utrzymywać w najwyższej zdolności do działania te służby, które po pierwsze gwarantują nam dzisiaj bezpieczeństwo wewnątrz, a po drugie – gwarantują bezpieczeństwo tych, którzy współpracują z innymi wywiadami państw NATO oraz Stanami Zjednoczonymi, bo to jest nasz wkład w koalicję antyterrorystyczną. Natomiast pamiętajmy, że my mówimy o grupie ludzi. Nie mówimy o wszystkich.

Ale przyzna Pan, Panie Prezydencie, że z technicznego punktu widzenia coś jest nie najlepiej. Poseł Zbigniew Siemiątkowski zostaje członkiem Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, następnie zostaje pełniącym obowiązki szefa UOP, więc musi zrezygnować z prac w komisji. Szefem UOP prawdopodobnie nie będzie, będzie nim ktoś inny, więc - powróci do tej komisji, zostanie ponownie wybrany?
Prezydent RP:
To jest problem ministra Siemiątkowskiego, jak on planuje swoją przyszłość. Natomiast ja myślę, że popełniliśmy błąd gdzie indziej. Otóż ustawy, które są związane z dostępem do tajemnicy chyba są przesadnie rygorystyczne i oddają zbyt wiele władzy samym służbom specjalnym. Ba dla mnie czymś niezrozumiałym jest, że aby utworzyć specjalną komisję w nowo wybranym parlamencie, gdzie każdy poseł dysponuje mandatem od narodu, trzeba, by ci ludzie mieli certyfikaty dopuszczenia, a te daje UOP i to może trwać kilka miesięcy. Czyli – w pierwszej chwili parlament musiał znaleźć grono ludzi, którzy już certyfikaty mają. No i znaleziono ich. Teraz oczywiście będzie trwała procedura wydania certyfikatów następnym. Myślę, że za kilkanaście tygodni ta komisja będzie już ostateczna.

A więc zatem opozycja ma rację krytykując tego rodzaju praktykę?
Prezydent RP:
Nie. Myślę, że nie ma racji. Ta praktyka jest niestety efektem ustaw, które zostały częściowo przyjęte przez dzisiejszą opozycję. To się działo w ciągu ostatnich kilku lat. Myśmy doprowadzili niemal do prawie takiej sytuacji, że powołanie kogoś do ciała konstytucyjnego jest związane z wymaganym certyfikatem. Cóż z tego, że ja na przykład chcę kogoś powołać, kiedy muszę czekać parę miesięcy, kiedy on ten certyfikat zostanie. W takiej sytuacji trzeba zapytać, kto jest ważniejszy – czy Prezydent, który ma konstytucyjne prawo, czy urzędnik, który daje ten certyfikat albo nie. Myśmy doprowadzili, moim zdaniem, kilka rzeczy do przesady. To też będzie wymagało uporządkowania. Poza tym też zbyt dużo mówimy o reformie, która będzie dopiero przedstawiona.

Ale ona ma oznaczać faktyczną likwidację służb specjalnych – tak wczoraj powiedział płk. Nowek.
Prezydent RP:
Po pierwsze płk. Nowek przedstawia dokument, który jest zapisem bardzo roboczej dyskusji, która się toczyła, dyskusji seminaryjnej. To nie jest żaden dokument. Dokumentem o reformie służb specjalnych będzie przedstawione Sejmowi przedłożenie rządowe o zmianach, czyli po pierwsze - o utworzeniu agencji wywiadu i ochrony interesów państwa, a więc wtedy o likwidacji UOP, jako efektu tych ustaw. Będzie czas na dyskusję i pamiętajmy, że na końcu te ustawy i tak muszą trafić do mnie, więc ja też będę miał tutaj wiele do powiedzenia, żeby nie popełnić żadnego błędu. Nie chodzi o reformy dla reform, na pewno nie chodzi o żadną czystkę kadrową, nie chodzi o opcję zerową, bo o tym już nikt dzisiaj nie mówi i na pewno każda władza, która dziś podejmuje decyzje musi uwzględniać to, co wydarzyło się 11 września. My żyjemy w innym świecie i to nakazuje większą ostrożność spokój, a także nie zajmowanie się tym, co jest dzisiaj na razie tylko teorią.

To zamieszanie wokół służb specjalnych świadczy o jednym – te służby są strasznie rozpolitykowane.
Prezydent RP:
Niestety, ale chyba Pan nie powie, że od wczoraj. Ja mam tu własne doświadczenia jeśli chodzi o upolitycznienie służb specjalnych, to jest polska choroba od samego początku. W niewielu krajach służby porwały się na obalanie premiera rządu czy na istotną ingerencję w proces wyborów prezydenckich. Także tu oni mają swój rachunek do dokonania.

Panie Prezydencie – wygląda na to, że po ponad czterech latach Sejm wreszcie zajmie się proponowaną dawno przez Pana, ale odłożoną tymczasem ad acta grupą ustaw dotyczących tzw. stanów nadzwyczajnych. Konstytucja nie ma aktów wykonawczych do pewnych zapisów. Mamy jeszcze wydarzenia z 11 września, co też zmienia nam sytuację. Jak Pan sądzi, jak szybko może potrwać procedura sejmowa, senacka?
Prezydent RP:
Mam obietnicę od marszałka Borowskiego. To nie są małe ustawy, jest ich kilka, bo to jest stan wyjątkowy, nadzwyczajny, wojenny, dołączyliśmy do tego również zagrożenia płynące z aktów terrorystycznych, do tej pory takiego sformułowania w ustawach nie było. Mam nadzieję, że w ciągu paru miesięcy będzie to przyjęte.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.