przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
  • Panie prezydencie chcielibyśmy z Panem porozmawiać dziś o wyzwaniach jakie dla świata, dla Europy, dla nas stawia rozpoczęty nowy wiek. I moje pierwsze pytanie - w jakiej mierze te wyzwania dla Europy, dla świata, są także wyzwaniami dla Polski, a które Pańskim zdaniem są szczególnie dla nas istotne?
    Prezydent RP: Bardzo wiele o tym mówiono w końcu ostatniego roku. Rok 2001 będzie związany z różnymi prognozami i takimi właśnie dość ogólnymi dyskusjami, ale postaram się odpowiedzieć konkretnie. Nie ulega wątpliwości, że właściwie wszystkie problemy współczesnego świata są również naszymi problemami, nawet jeżeli czasami wydaje nam się, że coś dzieje się daleko, nas nie dotyczy. Jednak wpływ ma, czy to na nasze poczucie stabilności, czy na nasze bezpieczeństwo, czy na sytuację gospodarczą. Te skutki, wcześniej czy później trafiają do Polski dlatego, że niewątpliwe wchodzimy w wiek XXI jako kula ziemska dużo bardziej ze sobą powiązana, dużo bardziej zglobalizowana, z niewątpliwie nadzwyczajnymi możliwościami kontaktowania się, przepływu informacji. Dzisiaj wystarczy otworzyć kilka stacji telewizyjnych o zasięgu ogólnoświatowym jak CNN i wiemy dokładnie co się dzieje w Afryce, Australii i gdzie indziej. To musimy przyjąć do wiadomości. Nic co dzieje się współcześnie na świecie dobrego i złego nie jest nam obce, gdzieś na zewnątrz. Sądzę, że im bardziej będziemy rozumieć, że jesteśmy częścią wydarzeń globalnych tym lepiej tzn. będziemy mieli wtedy mniej zaskoczeń, mniej naiwności, mniej złudzeń, będziemy mogli lepiej pozycję Polski wykorzystać. A przechodząc do Polski to myślę, że dla nas najistotniejsze wyzwania są przede wszystkim związane z nowoczesnością, z włączeniem się do świata globalnego, do tych procesów, które zachodzą. To oczywiście można przełożyć na bardzo jasny jeden postulat - wejścia do Unii Europejskiej, ale nie tylko. My musimy na tej drodze do UE po prostu bardzo się unowocześnić, nie tylko w sensie gospodarczym, nie tylko sposobu zarządzania państwem, ale własnej działalności, sposobu myślenia. Polacy muszą dokończyć swoją rewolucję mentalną, muszą przygotować się dużo lepiej do korzystania z nowoczesnych metod, do międzynarodowej konkurencji, muszą być dumni ze swojej historii, przeszłości, te doświadczenia muszą prowadzić do wniosków na przyszłość. Muszą po prostu wzmacniać nas jako ludzi, którzy potrafią tym wyzwaniom, wymogom, oczekiwaniom, ale także ostrej konkurencji sprostać. Jesteśmy częścią współczesnego świata bardziej niż kiedykolwiek, mamy poczucie własnej siły dlatego, że wiele nam się w ostatniej dekadzie udało, dla mnóstwa państw jesteśmy wzorem. Ze swoich kontaktów międzynarodowych przywożę bardzo często takie wrażenie i pytanie - jak wam się to udało, jak to zrobiliście. Ale jak mówię, rewolucja jest niedokończona przede wszystkim w naszych głowach, w naszej mentalności. Polacy muszą się unowocześnić w sposobie myślenia, działania, organizowania się, otwartości wobec różnych, nowych rzeczy, które w świecie się dzieją, ale to jest możliwe i to pokazują ludzie nauki i ludzie biznesu i ludzie kultury i sportu. Polacy włączeni do takiego mechanizmu globalnego, całkiem są nieźli.
  • Czasami wydaje mi się Panie Prezydencie, że my sami siebie postrzegamy gorzej niż nas postrzegają inni.
    Prezydent RP: Taka tradycja, to jest już kwestia której pewnie nie zmienimy, a na pewno nasze pokolenie tego nie zmieni, że w nas jest bardzo wiele krytycyzmu wobec sytuacji, wobec nas samych. Co jest dobre jeżeli prowadzi do wniosków, a co jest złe jeżeli stwarza kompleks niższości. Zresztą z tymi kompleksami Polaków jest różnie, mamy utrwalony kompleks niższości wobec świata zachodniego, także odczuwamy jakiś często nieusprawiedliwiony kompleks wyższości wobec świata wschodniego. W takim rozdarciu żyjemy, a groźne jest jedno i drugie. Myślę, że gdybyśmy czuli się pewniej na tym parkiecie zachodnim to będzie lepiej dla Polski i gdybyśmy byli bardziej wrażliwi na ten parkiet wschodni to też byłoby lepiej dla Polski.

  • A propos tego samopoczucia narodowego Panie Prezydencie, przygotowywałem właśnie podsumowanie ery prezydenta Clintona, który odchodzi i rozmawiałem z kilkoma amerykańskimi konsultantami pytałem o ich spojrzenie. Oni zwrócili uwagę na to, że prezydent Clinton emanował pewnością siebie tzn. mówił Amerykanom, że przyszłość będzie dobra, że podnosił ich stopień zaufania do przyszłości. Czy Pan uważa, że Pana rola również polega na tym żeby ten optymizm w społeczeństwie wzbudzać?
    Prezydent RP: W dużej mierze. Zresztą powiedziałem to w swoim wystąpieniu po inauguracji, że odbudowanie społecznego optymizmu jest ogromnie ważne dlatego, że żaden naród, który nie wierzy w swoje możliwości niczego nie osiągnie. To jest ogromnie destrukcyjne, to jest tak jak drużyna wychodzi żeby mecz zremisować. Zazwyczaj ten mecz przegrywa bo jedna, druga akcja i kończy się to klęską a nie potrafi się zdobyć gola, który decyduje o zwycięstwie. Niewątpliwie optymizm, ale nie ten oficjalny, nie ten który jest oparty na niczym, ale ten optymizm rzeczywisty, wiara we własne siły jest niezbędna. Z Amerykanami nie mamy się co porównywać, bo to jest tak głęboko zakodowane w ich sposobie myślenia, że właściwie tam tylko trzeba umiejętnie sterować. Clinton nie był pierwszym prezydentem amerykańskim, który postawił na optymizm, bo pierwszym był Reagan, który po okresie wojny wietnamskiej, tych wszystkich rozliczeń, tej utraty wiary w sens misji amerykańskiej, postanowił to odbudować, nawet weteranom wietnamskim mówił, że był sens w tym co oni robili, chociaż wszyscy wiemy, że tego sensu było tam niewiele albo wcale. Natomiast Clinton postawił to na innej płaszczyźnie, nie historycznej, powietnamskiej, Clinton postawił to na płaszczyźnie nowoczesności XXI wieku. Amerykanie mogą być wiodącym krajem właściwie w każdej dziedzinie: nauki, rozwiązań demokratycznych, militarnej, kulturalnej i w dziedzinie kultury masowej i w dużej mierze się to udało. To była jego zasługa osobista. Miałem z nim okazje do wielu spotkań i chcę powiedzieć polskiej opinii publicznej, to był jeden z najbardziej kompetentnych polityków jakich spotkałem. Oczywiście o nim się będzie mówiło różne rzeczy i anegdoty i będzie się wracało do jego tych brudniejszych kart i miłostek, ale tak naprawdę jako polityk, jako lider to był jeden z najbardziej kompetentnych, uzdolnionych i niesamowicie aktywnych ludzi. Obserwowałem go na spotkaniu gdzie po raz pierwszy zrozumiałem, że Polska weszła jednak do ekskluzywnego klubu, to był taki roboczy lunch na szczycie NATO w Waszyngtonie, gdzie byliśmy tylko w gronie przywódców państw natowskich. Nie było żadnych doradców, osób pomagających, byliśmy sami, kto potrzebował tłumacza miał możliwość skorzystania i Clinton zaczął bardzo spokojnie, a to był przecież moment już ataków na Serbię i zaczęły się podnosić głosy bardzo krytyczne. Najbardziej krytyczny był premier Grecji, który do tego stopnia chciał wyrazić swoje odrębne zdanie, że nie mówił po angielsku, ale po niemiecku. Sytuacja zaczęła być trudna i wtedy raz jeszcze włączył się Clinton do dyskusji z głosem niesamowicie umotywowanym, merytorycznym, bardzo kompetentnym jeśli chodzi o sytuację i wszystkie sprawy, a jednocześnie w takim duchu odpowiedzialności moralnej NATO, USA, nas wszystkich którzy siedzimy, na to co się dzieje. I nagle z tego bardzo skromnego, zdystansowanego polityka wychodzi oczywisty lider, który potrafi swoją argumentacją zmienić moment całej dyskusji, a także konkluzję tej dyskusji. Uważam Clintona za jednego z najbardziej kompetentnych polityków ostatniej dekady i wierzę, choć może moja prognoza tutaj jest ryzykowna, że następcy Clintona będą mieli wielki kłopot żeby do tego bardzo wielkiego poziomu nawiązać.
  • Pamięta Pan Panie Prezydencie parę dni temu wystąpienie prezydenta Bila Clintona na temat kryzysowej sytuacji na Bliskim Wschodzie, to mu się nie udało, niestety i wyrażona jego twarz pesymizmem, on zawsze uśmiechnięty, pewny siebie.
    Prezydent RP: Myślę, że jego pesymizm od pewnego czasu jest związany z upływającą kadencją. Kiedy go pytałem ostatnio w Nowym Jorku co jest najtrudniejsze przy zakończeniu kadencji, on mówi: słuchaj - tak od kilku miesięcy obserwuję, że coraz bardziej jestem sam, bo kto tylko może się z Białego Domu ewakuować to już ewakuuje się, szuka pracy, wyjeżdża, przeprasza, mówi że nie może itd. Zabrakło mu czasu i możemy tylko ubolewać nad tym, dlatego że wchodzimy w bardzo trudny etap kryzysu bliskowschodniego z trzech powodów, czy z czterech nawet. Pierwszy obiektywnie, to jest sprawa tak historycznie uwikłana, że tu trzeba genialnych rozwiązań, żeby można było pokój osiągnąć. Kiedy obserwujemy ilość pretensji, zapiekłości, przemocy, która temu towarzyszy, argumentów i natury politycznej, ale przecież tych najbardziej historycznych, związanych z tożsamością obu stron i żydowskiej i palestyńskiej, miejsc świętych, religii to jest naprawdę splot, który bardzo trudno rozwiązać. To jest jedna przyczyna, druga to taka, że mamy wybory w Izraelu których wynik jest nieznany i które nie muszą ułatwić tego procesu. Mamy coraz starszego Arafata i niewątpliwie walka o sukcesję za jego plecami już się rozpoczęła i mamy nową prezydenturę amerykańską gdzie nowy prezydent Bush zapewne rok 2001 będzie musiał poświęcić dla sklejenia USA po tej wyjątkowej kampanii, wyjątkowych wyborach. Szkoda że Clintonowi się nie udało, bo moja prognoza na rok 2001 jest taka, że konflikt bliskowschodni będzie nam narastał, że to będzie najprawdopodobniej źródło największego niepokoju w najbliższych miesiącach.

  • Pan Panie Prezydencie mówił, że Clinton zawsze prezentował optymizm, ale za tym optymizmem szły fakty potwierdzające. A czy w naszej sytuacji to tak jest, że Pan jako głowa państwa ten optymizm zawsze prezentuje, gdzie tu jest granica niebezpieczeństwa?
    Prezydent RP: Uważam, że optymizm musi być oparty o solidne podstawy i niewątpliwie Clinton ze wszystkich przywódców światowych w ostatnich latach powodów do optymizmu poza własnymi, prywatnymi historiami miał wiele: wzrost gospodarczy, zminimalizowanie bezrobocia, niebywała rola międzynarodowa, upadek Związku Radzieckiego, czyli brak konkurencji w polityce globalnej. Nie ma co się porównywać do Ameryki. Natomiast jeśli chodzi o Polskę to mamy powody do optymizmu, bo niewątpliwie przy wszystkich trudnościach Polska dzisiaj po 12 latach od Okrągłego Stołu jest krajem lepszym a nie gorszym i to nie podlega wątpliwości nawet u najbardziej krytycznie nastawionych do naszej rzeczywistości. Odnotowujemy wzrost gospodarczy, oczywiście też bym chciał żeby on był na poziomie 6-7% rocznie, on jest na poziomie 4% rocznie, ale to jest wzrost gospodarczy. Zmieniliśmy strukturę polskiej gospodarki, jeszcze 10 lat temu 2/3 czy nawet 3/4 polskiego produktu krajowego brutto było z sektora państwowego, dzisiaj jest odwrotnie bo z sektora prywatnego. Udało nam się zachęcić inwestorów zagranicznych do obecności w Polsce, bardzo ważne a przecież nie takie na gwizdek osiągnięcie, to wymagało i stabilności politycznej i zmiany reguł ekonomicznych i wiarygodności. Niewątpliwie są powody do optymizmu ale też są powody do pesymizmu, jak słyszę że w ramach autopoprawki wskaźnik bezrobocia na ten rok się zwiększa o kilka nawet punktów, a więc 15% to nie ma się z czego cieszyć, trzeba się martwić. Jeżeli planowano 5,1% wzrostu PKB a będzie 4,5- oby, to też nie jest powód do radości. Ale nie chciałbym by słowo optymizm, pesymizm było traktowane jako takie właśnie wyrażenie albo charakteru człowieka wyłącznie, albo nastroju politycznego. Moim zdaniem optymizm, może to nie jest dobre określenie, dużo bardziej - potrzeba określenia wiary w siebie, to co Polacy muszą zdobywać, szczególnie młode pokolenie to jest wiara w siebie, tzn. przekonanie, że jeżeli będę dobry, że jeżeli będę odpowiednio przygotowany, że jeżeli będę pracowity, że jeżeli będę konsekwentny to osiągnę. Bo warunki zostały stworzone, żaden urzędnik, żaden komisarz partyjny, żaden oficer polityczny nie może mi przeszkodzić w osiągnięciu sukcesu. Tak jest i myślę, że to jest właśnie to przesłanie, które nazywamy umownie optymizmem, a które może lepiej nazwać wiarą w siebie.
  • Panie Prezydencie, dobrze: wiara w siebie, powiedziałbym ten realistyczny optymizm, a z drugiej strony konfrontowani jesteśmy z tą rzeczywistością. Wobec tego zapytałbym Pana z czym my Polacy, czy też Pan osobiście bowiem z Pana strony mogą wyjść impulsy, co my możemy tej zjednoczonej Europie do której dążymy zaoferować, jakie wartości, jakie idee?
    Prezydent RP: To jest ogromny temat, ale żeby go tak treściwie wyrazić, Polacy włączając się do Unii Europejskiej bynajmniej nie wracają do Europy, Polska jest z Europą związana od samego początku, od początku naszej państwowości poprzez wszystkie nasze doświadczenia. Jesteśmy częścią Europy, dzisiaj włączamy się do struktur europejskich, w których nas nie było w ostatnim pięćdziesięcioleciu nie z naszej winy, zawarte były te decyzje przez mocarzy ponad naszymi głowami. Dzisiaj mamy szansę żeby wrócić, włączyć się do struktur, natomiast po tysiącu lat naszą europejską tożsamość, nasze chrześcijańskie fundamenty potwierdzić, nasz wkład w rozwój kontynentu przez wiele setek lat. Nie mamy żadnego powodu do kompleksu dlatego, że rola Polski była zawsze istotna, czasami bywała bardziej wiodąca jak za Jagiellonów, była czasami dramatycznie słaba jak w czasie rozbiorów, ale nie da się mówić uczciwie o historii Europy bez Polski, nie da się mówić bez polskich wielkich uczonych, ale też bez polskich polityków umownie mówiąc takich jak Chrobry, Jagiełło, Piłsudski, czy takich jak Jaruzelski i Wałęsa w roku 1989. Chcę to jasno powiedzieć, my zawsze tutaj w tej Europie istotną rolę spełnialiśmy i nasz historyczny dorobek jest tym co jest ważne i co jak mówię musi być zaznaczone. Po drugie mamy położenie geograficzne, które powoduje, że o Europie zintegrowanej bez Polski rozmawiać się nie da. Stąd na przykład nie bardzo się obawiam, że w pierwszej fazie rozszerzenia Unii zabraknie miejsca dla Polski, bo tak naprawdę jeżeli mówimy o rozszerzeniu Unii to trzeba mówić o Polsce i to nie wynika z jakiegoś przesadnego mniemania o nas, tylko że po prostu jeżeli Unia ma się rozszerzać, jeżeli kontynent ma się integrować to z całym szacunkiem nie da się powiedzieć, że integracja następuje via Estonia, Malta, Cypr, ono musi dotknąć Europy Środkowo-Wschodniej, a więc Polski, Czech, Węgier itd. Nasze położenie geograficzne powoduje, że jakiekolwiek plany z budowaniem zintegrowanej Europy muszą Polski dotyczyć. To jest następna rzecz którą wnosimy, oczywiście możemy ją wnosić pozytywnie i negatywnie. My wnosimy pozytywnie, Polska jest eksporterem stabilności, Polska jest miejscem gdzie jest bezpieczeństwo, Polska jest krajem, który ułożył sobie stosunki ze wszystkimi sąsiadami. To też jest argument o którym rzadko mówimy, ale np. na świecie robi kolosalne wrażenie. Zawsze mówię czy możliwe jest pokojową drogą dokonywanie zmian, mówię tak, zobaczcie Polska w ostatnich 10 latach nie zmieniła granicy nawet o jeden centymetr, polscy sąsiedzi zmienili się w całości. Żaden z naszych sąsiadów nie istnieje, ani NRD, ani Związek Radziecki, ani Czechosłowacja. A jednocześnie mamy 7 nowych sąsiadów i ze wszystkimi udało nam się ułożyć stosunki, nie kłócimy się o granice, jest wymiana ludzi, granice są otwarte, następuje wymiana handlowa, współpraca gospodarcza. To jest rodzaj fenomenu. Jak powiedziałem to Kosztunicy w Belgradzie, to nawet powtórzył to dziennikarzom i to jest już nawet idea wobec tej małej już Jugosławii, żeby być czynnikiem stabilności, żeby nie zmieniać granic, a jednocześnie żeby było to wszystko uregulowane, z tymi wszystkimi nowymi sąsiadami jak Macedonia, Bośnia, Herzegowina itd. To jest na pewno drugi wielki argument za Polską, jesteśmy niezbędni dla zintegrowanej Europy a jednocześnie jesteśmy eksporterem stabilności. Po trzecie to jest 40 mln ludzi, wielki rynek, wielki potencjał gospodarczy. Po czwarte społeczeństwo wyjątkowo młode, jesteśmy jednym z najmłodszych społeczeństw europejskich. A więc rodzaj dynamiki, otwartości na nowe rzeczy, które się dziś dzieją, to też bardziej Polska niż te kraje, które są bardziej zasiedziałe i coraz bardziej podstarzałe. Są jeszcze te osiągnięcia, które mają swoje imiona i nazwiska, no więc kultura, nauka, niektóre firmy. Polska nie jest krajem gdzie trzeba zacząć industrializację, gdzie trzeba zacząć coś od zera. Wszędzie mamy dorobek, który jest lepszy, gorszy ale który jest do wykorzystania. To jest pozycja której nie należy się nie tylko wstydzić ale która moim zdaniem stanowi wzbogacenie tej Europy przyszłości, Europy nowego wieku.

  • Panie Prezydencie, Pan bardzo sprawnie wyliczył wszystkie nasze atuty, te cztery główne tematy i kilka drobniejszych i nie ma sporu w tym, że Polska przynależy do Europy, tylko chciałem Pana prosić o sprowadzenie obecnie tej dyskusji na poziom operacyjny. Po pierwsze nam nie chodzi tak o Europę w której jesteśmy, ile o konkretną strukturę Unii Europejskiej, i drugie chcielibyśmy zapytać o Pana rolę. Jak wiadomo są liczne w kraju agendy, które się zajmują integracją. Pan wskazał w bardzo programowym przemówieniu na całą swoją kadencję, że to jest dla Pana główny kierunek obecnie, pierwsza kadencja to była NATO, obecnie jest to Unia Europejska, włączenie się w tą budowę niesłychanie dla Europy korzystną, która wielu krajom przyniosła ogromny wzrost dobrobytu. Jak Pan będzie realizował ten priorytet, jaką Pan rolę widzi dla siebie, będzie Pan przewodnikiem tych agend, które już istnieją po stronie rządu, powołał Pan nowe biuro, jakie jest jego zadanie konkretnie?
    Prezydent RP: Myślę, że Unia Europejska to jest główne zadanie tego okresu, to jest kadencja 2001-2005, kończy się 23 grudnia 2005 roku i powiem szczerze byłbym ogromnie rozczarowany gdybym kończył swoją prezydenturę nie mając tego celu osiągniętego. To byłoby wielkie rozczarowanie, mówię to dzisiaj żeby było jasne. Agendy są różne i one muszą być różne, bo czym innym jest Zespół Negocjacyjny, który pracuje wraz z partnerami w Brukseli, czym innym są Komitety Integracji Europejskiej, które mają zadanie koordynować cały system prawa wewnętrznego, decyzji podejmowanych przez rząd, czym innym są jeszcze organizacje pozarządowe, które wspierają ten kierunek. A moje zadanie widzę przede wszystkim jako wynikające z konstytucyjnych obowiązków, czyli współtworzącego politykę zagraniczną, głowy państwa, która we wszystkich kontaktach występuje. Przecież głównie rozmawiamy o Unii Europejskiej z moimi kolegami prezydentami, premierami. Ale chciałbym żeby to moje biuro, które utworzyłem, na czele którego stanie pan Truszczyński, dotychczasowy ambasador w Brukseli, osoba absolutnie od dziesiątków lat związana z problematyką Unii, żeby to biuro pomogło nam argumentować wobec polskiej opinii publicznej, a więc wobec tych, którzy wątpią, wytłumaczyć im dlaczego warto to zrobić. Pamiętajmy, że gdzieś tam w perspektywie mamy referendum i tutaj moja rola jako prezydenta będzie bardzo ważna żeby to referendum wygrać i żeby dotrzeć do wszystkich niemalże korzystając z prestiżu tego urzędu, z własnej popularności. Żeby po prostu dotrzeć do ludzi i powiedzieć dlaczego warto być w Unii, przekonać nieprzekonanych ale także jeszcze bardziej zmobilizować tych, którzy są przekonani a mówiąc szczerze mało o Unii wiedzą dlatego, że my się zgadzamy w Polsce dosyć łatwo w sprawie Unii jako celu politycznego, idzie nam już trudniej kiedy mówimy o Unii jako o sprawie gospodarczej. Z trudem ale konsekwentnie zmieniamy to jeśli chodzi o stronę legislacyjną. Natomiast zaniedbana jest strona, którą nazywam stroną psychologiczną, mianowicie Unia to jest również zmiana w naszych głowach, w naszych zachowaniach. Być członkiem Unii Europejskiej to nie tylko mieć paszport, który daje możliwość poruszania się bez żadnych kłopotów ale także przyjęcia do wiadomości, że oto na naszym rynku mogą się pojawić partnerzy z Unii, którzy działają według tych samych zasad i przyjęcie do wiadomości, że my też możemy to zrobić. Miałem bardzo pouczające spotkanie z doradcami prawnymi gdzie m.in. taki problem powstał, że przecież jeżeli będziemy członkami Unii to nasz rynek otwiera się również dla prawników europejskich. Mówię oczywiście tak, ale przecież tak samo otwiera się dla was tylko to wymaga pewnego wysiłku, trzeba znać język obcy, trzeba poznać wewnętrzne prawo tych krajów, w których chcemy działać, czy mamy swoje interesy. Wejście do Unii jest również kwestią i własnego przygotowania i psychologii i myślę, że tutaj najwięcej jako prezydent mam do zrobienia
  • Kluczowe aspekty integracji leżą po stronie gospodarki. To jest prawda rola rządu, nie to żebym nie doceniał tego co Pan mówi, że promocja. Tutaj Pana kompetencje we wzmocnieniu gospodarki są stosunkowo skromne.
    Prezydent RP: Są stosunkowo skromne, tylko że pamiętajmy, tu nawet możliwości rządu są nie za wielkie dlatego, że mamy gospodarkę coraz bardziej prywatną i to czy np. polskie firmy będą odpowiednio przygotowane do konkurencji na rynku, czy będą potrafiły zdobywać te certyfikaty np., jakościowe, to jest sprawa firmy. Tu też rząd nie może wiele pomóc. Albo ktoś to umie robić, albo nie i to jest ta próba przed którą wiele firm polskich jest. Część z nich oczekuje od rządu, że stworzy bariery ochronne, że będzie np. można produkować gorsze rzeczy wiedząc że będziemy mogli je sprzedawać tylko na rynku wewnętrznym. To się nie powiedzie i im szybciej producenci to zrozumieją tym lepiej. Jakimś istotnym elementem przejściowym, czy w tym okresie dopasowywania się, czy zwiększania konkurencyjności polskiej gospodarki jest otwarcie rynków wschodnich. Jakbyśmy tego nie traktowali to jednak tutaj jest możliwość wyeksportowania tych rzeczy, których ze względu na liczne ograniczenia na zachód nie wyeksportujemy, stąd tak ważne jest rozwijanie kontaktów z Rosją, Ukrainą, Białorusią. Myślę, że tutaj moja rola prezydencka jest istotna i to będziemy robić, te fora gospodarcze, które organizujemy. Wraz z Kuczmą dogadaliśmy się, że kolejne forum polsko-ukraińskie będzie nie w Rzeszowie jak zawsze tylko w Dniepropietrowsku, tam u nich. To już są coraz bardziej poważne projekty, bo dotyczy to i autobusów i kombajnów, gazu, chemii, tak więc rzecz polega na tym żeby te nasze przedsiębiorstwa, te które nie widzą perspektywy zachodnio-europejskiej miały jednak jakąś alternatywę. Więc to nie jest tak, że prezydent zupełnie jest na boku wydarzeń. Natomiast niewątpliwe coraz więcej zależy od samych firm, od samych menadżerów, to oni muszą zdefiniować swoje miejsce w Unii.
  • Panie Prezydencie żeby postawić kropkę nad "i" i wracać do spraw bardziej ogólnych. Jeśli Polska za czasów Pana prezydentury nie wejdzie do Unii to będzie miał Pan poczucie przegranej?
    Prezydent RP: Że będę miał poczucie przegranej to jest problem istotny, ale najistotniejsze, że będę uważał, że Polska przegrywa ogromną szansę. Będę się bardzo bał i zresztą uważam, że powinniśmy o takim złym scenariuszu mówić ostrożnie dlatego, że gdyby się okazało, że w perspektywie końca 2005 nie możemy tego załatwić to prawdopodobnie może oznaczać, że cały proces rozszerzenia Unii został tak spowolniony, że w ogóle wyznaczenie jakiejkolwiek perspektywy będzie trudne.

  • I druga sprawa jak Pan widzi swój udział tak konkretnie, bo powiedział Pan z tego co rozumiem, to że tak naprawdę najważniejsza, najtrudniejsza jest zmiana mentalności Polaków, czy Pan chce jeździć po kraju?
    Prezydent RP: Tak, chcę spotykać się z różnymi środowiskami, rozmawiać o tym, przedstawiać kompetentną informację, której brakuje, bardziej mobilizować środki masowego przekazu, media zarówno publiczne jak i prywatne. Bardziej to może zintegrować, pomóc w znalezieniu trafnej argumentacji, po prostu żebyśmy również, co będzie bardzo ważne w kampanii parlamentarnej w tym roku istotnie zarysować, kto zajmuje postawę proeuropejską, kto ma wątpliwości a kto jest antyeuropejski, żeby także tutaj nie wprowadzać zamieszania do świadomości społecznej. My to musimy wiedzieć. Wybory prezydenckie były pod tym względem pierwszą próbą, ale w wyborach parlamentarnych taki zestaw kilkunastu pytań moim zdaniem, wyborcy powinni zadać wszystkim liderom ważnych ugrupowań, co w tych sprawach europejskich. Żeby wiedzieć, że wybieramy człowieka, który zgodnie z naszymi poglądami jest za wejściem i to szybkim do Unii, albo wybieramy tych, którzy mają inne zdanie. To będzie takie działanie przez najbliższe kilka lat, które uważam za ważne na rynku wewnętrznym w Polsce. Przygotowanie opinii publicznej do zwycięskiego referendum. Tak bym to nazwał i moim zdaniem nie wystarczy jeżeli ktoś uzna, że walka o głosy w referendum to 3 miesiące przed samym dniem głosowania.
  • Nie ma poza jakimś marginesem politycznym zdecydowanych przeciwników naszej integracji. Mówi się, że generalnie panuje konsensus tak jak przy NATO, wchodzimy, jesteśmy zainteresowani to jest zgodne z naszym interesem, ale to co Pan poruszył mianowicie wiedza, brak wiedzy, bo przeciętny człowiek mówi tak - ja jestem zwolennikiem, ale co mnie czeka jak ja tam wejdę?
    Prezydent RP: Oto chodzi i myślę, że to jest ten teren zaniedbany i uważam, że muszę tutaj wykazać więcej wysiłku. Po to tworzę i to biuro i będziemy rozmawiali. Trzeba więcej pisać, więcej mówić, pokazując na przykładzie co dla polskiego lekarza, co dla polskiego inżyniera, nauczyciela, sportowca oznacza wejście do Unii Europejskiej, bo wbrew pozorom to będzie miało wpływ właściwie na każdego, włącznie z dziennikarzami. Trzeba zdawać sobie sprawę, że wchodzimy w reguły, a także w skalę rynku, którego nie znaliśmy. Nagle od Lisbony po Bug, czy po Tallin bo oni na pewno też będą w Unii Europejskiej działamy w jakimś wspólnym rynku, gdzie nagle okazuje się, że przepływ wszystkiego jest całkowicie otwarty.
  • Pojawi się wtedy argument, czy nie lepiej się przygotować, wzmocnić swoje konkurencyjne szanse jeszcze pod jakimś tam parasolem i dopiero potem przystąpić, czy też trenować w marszu?
    Prezydent RP: Będą trzy mechanizmy. Jeden, że jesteśmy przygotowani, gotowi jesteśmy podjąć reguły od zaraz, drugi to będzie trening w marszu, czyli wchodzimy a jednocześnie będziemy próbowali szybko nadążyć, wyrównać ten krok i będą dziedziny w których uzyskamy więcej czasu, bo będą okresy przejściowe. Dla obu stron słyszymy o okresie przejściowym jeśli chodzi o otwarcie dostępu do pracy, czyli o rynek pracy. Trzeba to przyjąć, że skoro te obawy po stronie europejskiej są tak duże, że zapewne jakiś okres przejściowy dla wypróbowania sytuacji jest potrzebny. Nie wiadomo, czy to ma być 7 lat jak mówią Niemcy, ale pewnie jakiś tam okres będzie przyjęty. To samo dotyczy polskiego kompleksu wykupu ziemi przez cudzoziemców. 18 lat to strasznie dużo. Jakiś tam termin zostanie wypracowany. To dotyczy przekształceń w rolnictwie. Więc będziemy mieli tak czy inaczej jakby trzy sytuacje. Osobiście znając nasz naród, uważam że Polacy dobrze sprawdzają się w sytuacjach kiedy właśnie ten trening musi się odbywać pod presją tzn. kiedy trzeba wejść, coś zrobić, nadrobić. My nie jesteśmy tymi studentami, którzy najbardziej lubią mieć długi czas do egzaminu i codziennie tą swoją porcję literatury przeczytać. Myślę, że my dużo bardziej aktywnie działamy i szybko jeżeli jest jakaś presja czasu, presja zadania, obowiązku.
  • Cieszę się, że Pan tak to widzi dlatego, że my tak to już jest przy każdorazowej prezydencji tej półrocznej w Unii, żywimy jakieś nadzieje, a to Francuzi, a to Niemcy, teraz Szwedzi. I premier Persson w rozmowie z Prodim, który gościł w Sztokholmie i szwedzki ambasador w Warszawie powiedział - no po co Polakom data, skoro ta data będzie was demobilizować, lepiej żebyście byli przygotowani to wejdziecie, coś w tym jest.
    Prezydent RP: Myślę, że data to jest taka odpowiedź na polskie oczekiwania, tzn. gdyby data była to byłby istotny czynnik mobilizacyjny, ale uważam, że data jest przynajmniej jednostronnie określona przez nas. To znaczy jeżeli chcemy być w roku 2003 w Unii, co jest bardzo ambitnym zadaniem, to musimy wykonać wszystkie obowiązki do roku 2002. Jeżeli ich nie wykonamy to osłabiamy swoją pozycję, bo dajemy wszystkim naszym oponentom argument, no widzicie chcieliście, nie potrafiliście. Nie jest to łatwe, bo prawdę mówiąc jeśli chodzi o prace legislacyjne to rok 2001 ma nie dwanaście miesięcy, a nawet jak Sejm zazwyczaj działa nie dwanaście minus dwa te wakacyjne czyli dziesięć, tylko to będzie sześć miesięcy. Zakładam wybory w normalnym terminie więc bądźmy realistami, gdzieś w połowie czerwca tak naprawdę zacznie się kampania wyborcza. Ta kampania spowolni proces legislacyjny bardzo, później są wybory, później jest nowy parlament, oby zaczął pracę szybko, ale i tak to nie będzie wcześniej niż końcówka października. Później zostaje listopad, grudzień, więc rok 2001 jest na pewno trudny dlatego ten przełom roku jest istotny. Oczekuję i od rządu i od głównych ugrupowań politycznych, że maksymalnie dużo tych legislacji europejskich przebrnie właśnie przez pierwsze trzy miesiące. Choć sytuacja polityczna na pewno tego nie ułatwia, bo to się dzieje choćby z tymi napięciami, wychodzeniem z różnych ugrupowań, to kieruje uwagę liderów politycznych na zupełnie inne sprawy, aniżeli przyspieszenie procesu legislacyjnego w sprawach europejskich...
  • A czy nie może Pan po prostu zaproponować parlamentarzystom, że kampania kampanią, a jakiś plan minimum ustaw europejskich?
    Prezydent RP: Oczywiście nie tylko ja będę proponował, będzie to proponował rząd, ale to jest różnica między optymizmem a realizmem. Realizm nakazuje mieć przekonanie, że jak ruszy kampania wyborcza to my nie udowodnimy żadnemu kandydatowi na posła a dzisiaj zasiadającemu w parlamencie żeby złożył swoją głowę wyborczą na ołtarzu legislacji europejskiej. On będzie w swoim okręgu działał i to nie jest żaden wyrzut, to jest w każdym parlamencie na świecie. Kampania ma swoje prawa, demokracja zakłada kampanię wyborczą, zakłada wybory, przecież nie przyjęła by pani do wiadomości argumentu, że Prezydent apeluje żeby Sejmu nie rozwiązywać w roku 2001, a najlepiej do roku 2002 bo mamy obowiązki związane z Unią Europejską. Są reguły demokracji, których nie ominiemy, do nich należy kampania wyborcza.

  • Ale te reguły demokracji akurat w tym roku działają przeciwko Polsce, jeśli chodzi o jej proces przystosowania.
    Prezydent RP: W roku 2002 będą działały przeciwko Polsce wobec kampanii wyborczej i wyborów właściwie w większości państw unijnych. Pamiętajmy, że prawdopodobnie w tym roku będziemy mieli wybory brytyjskie i one wielkiego znaczenia moim zdaniem nie będą miały dla nas, ale już wybory niemieckie 2002, wybory francuskie 2002 to są dwa wydarzenia, które z punktu widzenia rozszerzenia Unii mogą mieć zasadnicze znaczenie.
  • Absolutnie tak ale wybory w Polsce w roku 2001 mogą jeszcze spowodować taki efekt, że normalnie jednak społeczeństwo zwykle od nowego rządu, a z tym się trzeba liczyć oczekuje pewnych zmian na lepsze tzn. zwiększa swoje roszczeniowe postawy, mówi no dobrze stary rząd tego nie załatwił ale nowy, to my dlatego głosujemy, że chcemy tego i jeszcze czego innego. Czy Pan nie widzi niebezpieczeństwa, że tak powiem rozkolebania się gospodarki?
    Prezydent RP: Tutaj sięgamy do innej sprawy, wracając do sprawy europejskiej, wydaje mi się, że trzeba przyjąć - wybory są, kampania będzie ponieważ jest tak szerokie poparcie dla spraw Unii wśród głównych ugrupowań, czyli AWS, Unia Wolności, SLD, PSL może ze znakami zapytania ale także, że będzie tutaj chęć działania według pewnego realnego i dobrego kalendarza. Natomiast jeżeli pan pyta czy istnieje możliwość rozregulowania gospodarki po wyborach, to zawsze taka istnieje, choć wierzę w odpowiedzialność polityków. Pamiętajmy, że myśmy w Polsce doszli do pewnego istotnego momentu dojrzałości. Eksperyment z rządami AWS jest ostatnim eksperymentem dlatego, że ostatnie, wielkie ugrupowanie polityczne na polskiej scenie po roku 1989 przechodzi swoją próbę rządzenia i w momencie gdy ta próba zostanie przez wyborców oceniona to właściwie nie mamy już ugrupowań po roku 1989 które by próby władzy nie przeszły i SLD rządziło i PSL rządził i ROP Jana Olszewskiego i Unia Wolności rządziła i AWS rządził. Mówiąc krótko mamy wszystkie ugrupowania, które tę próbę przeszły, w związku z tym wiedzą jak, w zakresie jakich możliwości się działa, co jest realne, co można obiecać i wykonać a co tylko obiecać, a czego nie należy w ogóle obiecywać bo się naraża na śmieszność. Nie boję się i myślę, że nie ma w tej chwili takiej konfiguracji politycznej w Polsce, która by mogła doprowadzić do jakiegoś nieodpowiedzialnego rozregulowania gospodarki. Natomiast co będzie problemem. Np. SLD, który ma wielkie szanse wygrać jak pokazują to wszystkie sondaże, rzeczywiście uporać się, odpowiedzieć na ogromne oczekiwania społeczne i tego nie wolno bagatelizować, to jest największe wyzwanie jakie liderzy SLD dzisiaj mają przed sobą, bo co zrobić z 15% bezrobociem, co jest dramatem, co zrobić z tymi napięciami w sferze budżetowej jakie są, co zrobić z niedoinwestowanym, niezmodernizowanym wojskiem, co zrobić z pielęgniarkami, co zrobić z reformami, które jednak wymagają istotnych korekt, a które też są związane z oczekiwaniami poszczególnych grup społecznych. To jest niewątpliwie problem, to będzie problem dla każdego rządu, który powstanie w wyniku wyborów. To na pewno dzisiaj jest sprawa, którą bardzo dokładnie, wiem o tym zajmują się liderzy SLD, żeby znaleźć odpowiedzi. Przy utrzymaniu dynamiki rozwojowej, bo my nie damy sobie rady jeżeli nagle doprowadzimy do jakiegoś zawirowania, zmniejszenia tempa wzrostu gospodarczego.
  • Pan dokonał oceny prezydentury Bila Clintona.
    Prezydent RP: Natomiast oczekuję i mam nadzieję, że nowy prezydent George W. Bush znajdzie czas żeby Polskę odwiedzić, bo nigdy tu nie był.
  • Niestety w ogóle miał niewielką ciekawość dla świata.
    Prezydent RP: To może okazać się problemem ale wiemy, że w czerwcu jedzie na spotkanie do Sztokholmu, Unia Europejska - USA i być może to będzie taki moment w którym będzie chciał coś jeszcze więcej w Europie zobaczyć. Natomiast my mamy dobrego adwokata w otoczeniu Busha jr. To jest jego ojciec i mama, czyli George Bush i Barbara, którzy bywali tutaj wielokrotnie włącznie z tym, że byli tu także już po prezydenturze m.in. 11 listopada 1999 roku ich gościłem gdzie w taki mroźny dzień byli na trybunie z okazji święta niepodległości. A z tym związana jest historia bardzo szczególna, bo Bushowie jechali z Berlina i bagaż zaginął włącznie z płaszczem G. Busha seniora i uratował go menadżer hotelu Bristol, w którym się zatrzymali. Pożyczył taki akurat pasujący, a na Busha to nie jest łatwo tak przymierzyć od razu kożuszek. Kiedy rozmawiałem telefonicznie z juniorem to on wspominał, że tata opowiadał mu dużo o Polsce i że on jest bardzo zainteresowany. Oczywiście było w tym mnóstwo kurtuazji, ale jak myślę była też prawda, że dla Busha seniora Polska była zawsze partnerem istotnym i wierzę, że syn pójdzie choć trochę w jego ślady
  • Chciałem zapytać Pana o coś innego, są takie głosy na zachodzie Europy tej do której dążymy, że my czasami jesteśmy postrzegani jako ten koń trojański Ameryki w Europie, ile w tym jest prawdy, jak z tym walczyć?
    Prezydent RP: Jak ktoś mówi koń trojański to jest złe słowo, złe skojarzenie i ono by oznaczało, że Polska wykonuje jakieś bardzo niedobre misje i to jest nieprawda. To jest moim zdaniem taka próba dorobienia nam gęby jak to się zwykło mówić, a prawda jest przecież taka. Europa potrzebuje USA i ostatnich 50 lat Europy po II wojnie światowej pokazuje, że Europa we współpracy z Ameryką, czyli w ramach tej strefy euroatlantyckiej jest bezpieczniejsza, bogatsza, opiera się o te same wartości i nawet jeżeli występują ambicjonalne spory, czego jest za dużo, czego jest za mało i na ile tożsamość europejska powinna być podnoszona to przecież jest to tylko kwestia dodatkowa, to nie jest kwestia zasadnicza. My jesteśmy zwolennikami obecności amerykańskiej w Europie, zresztą ona jest faktem, tego się nie da zatrzymać, bo nawet jeżeli byśmy dyskutowali o obecności wojsk amerykańskich, to cóż mówić o obecności firm amerykańskich, jak zatrzymać obecność Hollywood na ekranach filmowych. To są rzeczy, które po prostu idą i nie mamy na to żadnego wpływu. My jesteśmy za obecnością amerykańską, my jesteśmy również za wzmacnianiem filaru europejskiego i tożsamości europejskiej. To jest możliwe i to jest konieczne dlatego, że szczególnie w kwestiach polityczno-militarnych Europa 50 lat temu to był karzeł, to było rumowisko, to był kontynent po wojnie, zniszczony i podzielony straszliwymi historiami, nienawiścią. Przecież jeżeli wspomnimy, docenimy w tym momencie jak wielką wyobraźnię mieli twórcy Unii Europejskiej, którzy potrafili pokonać tę spuściznę wojenną. Ale Europa przez 50 lat się zmieniła, ona się zintegrowała, stworzyła wspólny system ekonomiczny, ma dzisiaj wspólną walutę, potrafiła zamknąć te wszystkie spory o charakterze narodowym, wykazuje wielką odpowiedzialność wobec przyszłości i o tym świadczy chociażby ich stosunek do Europy Środkowej, do zjednoczenia Niemiec, do problemu bałkańskiego. Ta Europa jest po prostu dzisiaj dojrzała, bogatsza, bardziej doświadczona, bardziej odpowiedzialna i to powoduje, że rola europejska, tożsamość europejska musi mieć większe znaczenie. Ale zawsze będę protestował przeciwko takiemu stawianiu sprawy, które szczególnie Francuzi lubią czynić, a mianowicie - niech Polacy się zdecydują kogo bardziej kochają, czy Amerykanów czy Europę. To mi przypomina pytanie do dziecka czy woli tatusia czy mamusię i to jest po prostu nieuczciwe pytanie dlatego, że my w strefie euroatlantyckiej z całą historią, także historią Stanów Zjednoczonych, która oparta jest o wspólne wartości europejskie, my jesteśmy oparci o dwa filary: jeden filar to jest Europa, drugi filar to jest Ameryka Północna wraz z Kanadą i nie ma żadnego powodu, żeby zamienić się w żurawia czy w bociana i stać na jednej nodze.

  • Panie Prezydencie na sam koniec zostawiłem problem naszych kontaktów, naszych stosunków ze Wschodem. Ma Pan doskonałe kontakty z Panami Kuczmą, Adamkusem, z Putinem. Nasza rola w regionie?
    Prezydent RP: Nasza rola nie jest absolutnie istotna, tu się dokonał wielki postęp, traktuję to jako osobisty sukces. My w Europie Środkowej możemy grać naprawdę pierwsze skrzypce. Unikam jak ognia stwierdzenia "lider", kraj najważniejszy. Wzór tak, dlatego, że wzór to jest opinia, o której nam mówią, natomiast my mówimy w takich sytuacjach - chcą nas brać za wzór, że jesteśmy do dyspozycji, my nie mamy niczego do ukrycia, nie mamy żadnej tajemnicy polskiej transformacji, która jest gdzieś w sejfach schowana, tylko możemy powiedzieć jak to wszystko się odbywało od pierwszego dnia. Natomiast rola Polski w tym regionie Europy Środkowej jest istotna, ze względu na tradycję, historię, potencjał i wszystko razem i trzeba to umacniać. Polska ma szansę być takim punktem odniesienia, miejscem spotkań dla całego regionu i to nie jest kwestionowane. Jeżeli za tym będzie szła odpowiednia aktywność dyplomatyczno-polityczna, siła gospodarcza a jednocześnie co jest bardzo ważne i tu apeluję do władz Warszawy, prezydenta Piskorskiego, żeby mniej się zajmował sprawami partyjnymi, a bardziej zajął się zbudowaniem centrum kongresowego w Warszawie, które jest nam niezbędne. To było by z pożytkiem, bo wtedy moglibyśmy dużo bardziej efektywnie spełniać rolę takiego właśnie łącznika, miejsca w którym odbywają się różne, istotne spotkania, konferencje i nie tylko na tym szczeblu najwyższym, ale na różnych szczeblach. Warszawa i Polska taką rolę może odgrywać, ma do tego wszelkie dane i od nas zależy czy z tej możliwości skorzystamy.
  • W stosunkach ze Wschodem, na ile obciążenia historyczne przeszkadzają Panu w budowie tej polityki?
    Prezydent RP: Wiedzieć, rozjaśniać, pokonywać i iść naprzód. My mamy swoje doświadczenia z Niemcami i okazuje się, że proces pojednania jest możliwy. Wymaga wysiłków, pracy, prawdy historycznej, gestów. Trochę tych gestów już było. Uważam, że jakakolwiek próba uciekania z tematami historycznymi nic nie da. Można tylko zbadać ile tych zbrodni dokonano, po latach ale wychodzi to przecież na powierzchnię, tu nie ma złudzeń, historia zapuka któregoś dnia do drzwi tak czy inaczej. Natomiast inaczej będziemy ją odbierać kiedy będzie w duchu porozumienia i gotowości obu stron do wyjaśnienia tych najbardziej dramatycznych spraw. Myślę, że z Ukrainą wiele udało nam się osiągnąć, z Litwą też. To wymaga konsekwencji, wymaga przekładania również na młode pokolenia np. my w naszych relacjach nie doceniamy roli podręczników, roli tej edukacji, którą otrzymuje młodzież na poziomie podstawowym. Liczę tu też na ludzi kultury, twórców. Jest na pewno ogromna strefa np. filmów, seriali, powieści, które by dotyczyły właśnie spraw polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich, tu jest jeszcze mnóstwo do zrobienia.
  • Reżyser pewnego ważnego filmu jest Pana przyjacielem, mówię o "Ogniem i Mieczem"
    Prezydent RP: Myślę, że cokolwiek mówić o Jerzym Hoffmanie, to jemu udało się osiągnąć nie zakłamując Sienkiewicza taki obraz, który nie został odrzucony przez stronę ukraińską. Nawet żartowałem sobie ostatnio jak byłem w Odessie, że jak bardzo udało się to zrobić Hoffmanowi, świadczy fakt, że Bogdan Stupko, który odtwarzał rolę Chmielnickiego niemalże natychmiast został ministrem kultury Ukrainy. Nie mieli żadnych pretensji a nawet uznali, że ten Stupko ma talenty polityczne dzięki kreacji w filmie Hoffmana. Takich działań musi być wiele i tu czekają nas niewątpliwe lata pracy. Z jedną uwagą, że wchodzi pokolenie, które bezpośrednio tej historii nie zna, czyli mniej będzie działało własne doświadczenie, przekaz ustny, a dużo większą rolę będzie odgrywał klimat polityczny, gospodarka, która działa a jednocześnie zaplecze intelektualne czyli książki które się drukuje, filmy które się ukazują. To będzie budowało prawdziwy obraz takich relacji i takich opinii w stosunku do historii.
  • Czas naszej audycji dobiega końca, Panie Prezydencie korzystając z okazji dziękujemy Panu nie tylko za udział w audycji, ale ponieważ weszliśmy w Nowy Rok, pozwoli Pan, że złożymy Panu życzenia sukcesów w pracy jako głowie naszego państwa i także w życiu osobistym.
    Prezydent: Dziękuję bardzo państwu i wszystkim słuchaczom, pomyślności w Nowym Roku, w Nowym Wieku, a najbardziej wytrwałym w całym tysiącleciu.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.