przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie, świadomy udział w wyborach, tak już nieodległych, zmusza nas do podjęcia bardzo odpowiedzialnych decyzji, do zadania sobie wielu pytań, udzielenie na nie odpowiedzi. Problem tylko w tym, czy jako społeczeństwo, według Pana, mamy wystarczającą wiedzę, by świadomie, odpowiedzialne wziąć udział w tych wyborach?
Prezydent RP:
Przede wszystkim mamy wiedzę, jak działa demokracja. Jak zaczęliśmy to praktykować w roku 1989, minęło 12 lat i zasady, reguły są znane. Czy programy partii politycznych, które uczestniczą, są wystarczająco znane, to jest inny temat. Natomiast wierzę w to, że polskie społeczeństwo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że należy głosować, należy brać udział w wyborach, choć to jest tylko prawo, to nie jest obowiązek. Dlatego, że to jest taki moment święta demokracji, w którym naprawdę wyborca, człowiek za kotarą, tylko przed własnym sumieniem decyduje komu powierza swoje zaufanie. I mam nadzieję, że frekwencja w wyborach parlamentarnych będzie niezła. Nie sądzę, żeby była jakaś oszałamiająco wysoka dlatego, że to słabość polskiego systemu. Ale apeluję o to i w czasie swoich spotkań mówię często o tym: weźcie udział w wyborach drodzy Państwo, dlatego, że ten dzień, to jest ten moment, w którym macie wpływ, realny wpływ na sytuację.

Z badań socjologicznych, Panie Prezydencie, wynika, że za główną cechę demokracji uznajemy równość wszystkich wobec prawa, ale tuż, tuż, wskazujemy na równe szanse w kształceniu dzieci, finansowaniu ochrony zdrowia, dostępie do dóbr kultury, wskazujemy wreszcie na konieczność zapewnienia przyzwoitych warunków życia najbiedniejszym, dbania o dobro obywateli. I Teresa Bogucka, znakomity publicysta, nie ma wątpliwości , marzymy o opiece państwa, o rozdawnictwie, ciągle.
Prezydent RP:
Opieka państwa to jest coś, co ja rozumiem jako potrzebę naturalną. Państwo ma swoje obowiązki i powinno je wypełniać. Natomiast nie sądzę, żebyśmy myśleli o tej opiece państwa w sposób prymitywny.

Tak Pan woli myśleć? Z badań wynika coś innego
Prezydent RP:
Badania to jest jedno, z drugiej strony reakcje ludzi, to jest raczej coś ważnego. Zauważmy, że bywały już partie polityczne, które taki program totalnej "omnipotencji państwa" proponowały i to nie zyskiwało poparcia. Dlatego, że trzeba znaleźć punkt równowagi między tym, co jest indywidualne, między prawem, wolnością człowieka do podejmowania decyzji we własnym imieniu, a obowiązkami państwa, które np. sprowadzają się do tego, że policja działa dobrze, że na ulicy czuję się bezpiecznie, że granica nie pozwala, żeby do polski przybywali terroryści, itd. To są takie oczywiste funkcje państwa, które, moim zdaniem, w żaden sposób nie stoją w sprzeczności z indywidualnością, z wolnością obywatela, z jego potrzebami, które wynikają z jego osobowości.

Jesteśmy w dość dramatycznym punkcie naszej historii. Gospodarka, finanse - to właśnie powinno nas skłaniać, do myślenia nie tylko o własnym gospodarstwie domowym, ale o naszym kraju, jako o gospodarstwie nas wszystkich i w związku z tym, czy w kraju, w którym jest tak dużo biedy, państwo może, czy powinno, według Pana Panie Prezydencie, rzucić koło ratunkowe. Może czy powinno?
Prezydent RP:
Powinno. To się mieści nie tylko w myśleniu o funkcjach opiekuńczych państwa. Myślę, że to jeszcze bardziej dotrze do tych, którzy mają wątpliwości - mieści się w koncepcji społecznego solidaryzmu, czy wręcz solidarności ludzi zamożniejszych z ludźmi biednymi. Ludzi, którym się wiedzie dobrze z tymi, którzy często nie z własnej winy trafiali, czy przeżywają tarapaty, wręcz dramaty. Więc nie mam żadnych wątpliwości, że funkcją państwa, samorządu, a pamiętajmy, że w Polsce ta struktura samorządowa również ma swoją wagę, jest wsparcie środowisk, które, podkreślam nie ze swojej winy, przeżywają kłopoty, są...

A do brzegu powinniśmy dopłynąć już o własnych siłach, skoro rzuciło nam koło ratunkowe państwo?
Prezydent RP:
Oczywiście tak byłoby najlepiej. Uważam, że dla wielu ubogich rodzin tym prawdziwym kołem ratunkowym byłyby miejsca pracy, czy zmniejszenie ogromnego w tej chwili bezrobocia i to jest ta wędka, to koło, nazywajmy to jak chcemy. Natomiast to jest niewątpliwie istotny obowiązek polityki państwowej, żeby człowiek miał nadzieję przynajmniej i realną szansę zapewnienia życia sobie samemu, własnej rodzinie

No to idźmy krok dalej. W takim razie proszę odpowiedzieć na pytanie, czy w związku z tym nasze dochody powinny zależeć od wkładu i jakości pracy?
Prezydent RP:
Oczywiście, że tak. One zależą od tego.

Szkoda, że nie wszystkie komitety wyborcze tak to podkreślają.
Prezydent RP:
Nie ustosunkowuję się w tej chwili do kampanii wyborczej, która się toczy. Natomiast nie ma żadnej wątpliwości, że jest społeczne przekonanie, i tu jestem pewny, że badania mówią to samo, że dobra praca powinna być dobrze wynagradzana. Ludzie o nadzwyczajnych zdolnościach, talentach powinni należeć...

A kiepska praca nie powinna być wynagradzana w ogóle?
Prezydent RP:
Kiepska praca nam jest niepotrzebna. Źle wykonywana praca jest nam niepotrzebna i stąd na przykład wszystkie rozwinięte społeczeństwa mają ten margines bezrobocia. Jeżeli ktoś nie jest zdolny do wykonywania prac, które są użyteczne, no to trudno. Natomiast pamiętajmy, że w Polsce jest wiele prac do wykonania, tylko pytanie jest o środki finansowe, zorganizowanie ludzi i chęć ludzi do podjęcia takich wysiłków.

Otóż to. Dochodzimy do kolejnego problemu - myślę o bezrobotnych. Wszystkie komitety wyborcze podkreślają, i trudno się dziwić, jaki to ważny problem, bolesny, ciągle nie rozwiązany. Ale jakoś, przyznam przygotowując się do spotkań wyborczych od jutra, nie zauważyłam, żeby ktokolwiek postawił sobie pytanie: jak to się dzieje, że blisko 700 tys. bezrobotnych rocznie odmawia podjęcia jakiejkolwiek pracy. Nie zadajemy sobie pytania: dlaczego? I nie próbujemy na te pytania odpowiadać. Choć odpowiedź jest dla wielu analityków jasna.
Prezydent RP:
Myślę, że trzeba uwierzyć tym analitykom. Można jeszcze raz zapytać tych ludzi, mimo ofert i mimo tego, że zdarzają się sytuacje, kiedy mogą podejmować pracę i nie podejmują, dlaczego tak czynią? Być może ich to po prostu nie interesuje...

Może poziom świadczeń zbliża się do poziomu wynagrodzeń i się nie opłaca podejmować pracy, a wtedy jest błąd w systemie?
Prezydent RP:
Nie, nie. W Polsce nie jest tak, że poziom świadczeń socjalnych zbliża się do poziomu wynagrodzeń. Natomiast istnieje coś takiego jak szara strefa, istnieją takie miejsca, gdzie można zarabiać i nie są wykazywane środki. Są ludzie, których po prostu praca nie interesuje. I to nie jest tylko polski fenomen. To się zdarza na całym świecie. Natomiast o tych ludziach nie warto aż tyle mówić. Natomiast warto mówić o tych, którzy chcą pracować. Ja mogę mówić o swoich rodzinnych stronach, o Pomorzu Środkowym, gdzie nie ma tej pracy. Można mówić o różnych ośrodkach przemysłowych np. kielecczyzny, gdzie jeszcze niedawno przedsiębiorstwa zbrojeniowe zatrudniały tysiące ludzi, dzisiaj tej pracy nie ma. To nie są osoby, które nie chcą pracować. Tam naprawdę mamy strukturalne bezrobocie i bez regionalnych programów rynku pracy, bez inwestorów, bez tworzenia tych miejsc pracy, z tego zaklętego kręgu nie wyjdziemy. I stąd tak ważne jest, żeby bezrobocie nie było jedynie hasłem wyborczym, tylko żeby to był program. Program, który także nie może się zasadzać na wierze, że nastąpi jakiś nagły przyspieszony wzrost gospodarczy, bo w Polsce przyspieszony wzrost gospodarczy nastąpi, ale za 2-3 lata. Więc musimy wiedzieć, że tu trzeba wielopunktowych programów rozwiązań, czy dawania miejsc pracy w konkretnych regionach w oparciu o bardzo szczególne, ale za to efektywne pomysły.

Ale z drugiej strony, skoro tak intensywnie szukamy oszczędności, to nie możemy zapominać jak bardzo źle nakierowana w wielu regionach naszego kraju jest pomoc społeczna, że to ciągle nie jest dobrze rozwiązany problem i że utapia się miliony nie tam gdzie powinno. Na przykład nie wiem czy Państwo przypominają sobie, Pan Panie Prezydencie na pewno to wie, okazało się ku zdumieniu wielu, że w pierwszym półroczu, mówię oczywiście o tym roku, wzrost płac nawet nie dogonił inflacji i w związku z tym trzeba sobie wreszcie odpowiedzieć na pytanie, ja w programach tego nie widzę partii wyborczych, jak prowadzić politykę społeczną, gdy zatrudnieni zarabiają mniej, a ustawy o pomocy społecznej i zatrudnieniu zakładają inflacyjną waloryzację i ciągły wzrost świadczeń. Może wreszcie trzeba zmienić ten mechanizm?
Prezydent RP:
Zapewne to może być jedna...

Bo to jest poważny problem?
Prezydent RP:
tendencja porządkowania finansów publicznych. Nie ma żadnego powodu, żeby pomoc socjalna dawała wyższy standard życia niżeli praca, którą się uzyskuje. Więc jeżeli są tego rodzaju paradoksy czy wręcz głupstwa zawarte w systemach, to trzeba to zmieniać. Myślę, że mamy moment w którym takie zmiany nastąpią. Niewątpliwie uzdrowienie finansów publicznych oznacza również porządek w finansach publicznych, a więc zlikwidowanie tego rodzaju nierozumnych przepisów.

Niektórzy kolokwialnie powiadają, że "doszliśmy już do ściany" nie możemy się cofnąć?
Prezydent RP:
Czy do ściany? Doszliśmy do momentu, w którym nie da się uniknąć twardych decyzji, bowiem ten poziom niedoboru w budżecie niewątpliwie wymaga działania, tego nie da się przetrzymać, tego nie da się przeżyć i uznać, że jakoś to pójdzie. Tu muszą być rzeczywiście decyzje. Te decyzje powinny być zaproponowane jeszcze przez urzędujący rząd w ramach projektu budżetu, który powinien być złożony do 30 września, a przedyskutowany i przyjęty przez nowy parlament i nowy rząd. I tak naprawdę ten nowy projekt uzdrowionych finansów publicznych powinien zostać przyjęty z końcem lutego przyszłego roku. Mówię o tym specjalnie, żebyśmy wiedzieli, że jest czas na dyskusję, że my czasami zbyt nerwowo reagujemy na różne głosy, jakbyśmy chcieli już dzisiaj rozstrzygnąć, czy rozpatrzyć. Nie ma takiej potrzeby. Jest kilka miesięcy na to, żeby taka poważna dyskusja i ekspertów i polityków miała miejsce.

Weźmy jeszcze jeden poważny choć szczegółowy problem świadczący o naszym myśleniu o gospodarce: problem byłych pracowników PGR-ów, od tylu lat nie rozwiązany. To się wręcz wydaje nierozwiązywalne, sądząc jak zmieniają się kolejne ekipy, a problem trwa. Pan Panie Prezydencie, zgłosił pod rozwagę rządu i Sejmu propozycję rent socjalnych dla tych osób, dla tych rodzin. I teraz pytanie: czy według Pana jest to dobra propozycja i czy obejmować by miała również tych 40-50-latków, czy tylko tych starszych?
Prezydent RP:
Ta propozycja od początku miała... Trudno mówić o wieku. To różnie bywa. Natomiast ta propozycja powinna objąć tych ludzi, którzy nie mają możliwości ani przekwalifikowania się, ani podjęcia pracy

Ale jeśli mają 40, 50 lat? Renta socjalna w tym wieku?
Prezydent RP:
A przekwalifikowanie?

Dlaczego nie? A gdzie te programy?
Prezydent RP:
Jeśli ktoś potrafi i chce to jestem absolutnie zdania, że nawet z jego wewnętrznych potrzeb prawdopodobnie wynikałoby, iż chce się przekwalifikować i taką pracę podjąć. Natomiast, niestety, pamiętajmy, że środowiska pegeerowskie są to środowiska często o bardzo niskim poziomie wykształcenia. I to jest zaniedbanie, które ma, niestety, charakter historyczny. Tak się stało 20-30 lat temu

To mają stać z wyciągniętą ręką mając 40 lat, 50 lat?
Prezydent RP:
Mamy w tej chwili ten problem. Po pierwsze PGRy zniknęły już prawie 10 lat temu. Więc sądzę, że ci wszyscy, którzy...

Ale doszli wieku średniego ci, którzy byli nastolatkami
Prezydent RP:
No tak, ale zawsze jakąś pracę podejmowali. Byli zatrudnieni, byli zwalniani, korzystali z różnych form pomocy socjalnej. Uważam, że byłoby czymś nierozsądnym, żeby nie powiedzieć niemoralnym, żeby ludzi przyzwyczajać do tego, że można korzystać wyłącznie z pomocy socjalnej. Ale są sytuacje i są regiony, gdzie tak naprawdę nie ma mądrzejszego pomysłu aniżeli dobrze zorganizowana pomoc socjalna. Nie ma.

Dobrze zorganizowana. Znane są na pewno Panu Panie Prezydencie doświadczenia przedsiębiorców, którzy "na czarno" zatrudniają cudzoziemców w swoich przedsiębiorstwach?
Prezydent RP:
Mam nadzieję, że wiedzą, że jest to nielegalne.

Oczywiście, że wiedzą i czynią to z pełną świadomością. A wie Pan, dlaczego? To wcale nie jest mały problem, bo w tej chwili mówi się milion, półtora miliona osób tych pracujących właśnie "na czarno" zatrudniane jest przez Polaków. Więc oni powiadają, że zatrudniliby chętnie Polaków, szczególnie tych pracowników z byłych PGR-ów, gdyby ci pracowali i chcieli pracować jak cudzoziemcy, gdyby po podpisaniu dokumentu o przyjęciu do pracy nie znikali następnie na resztę miesiąca i pojawiali się na wypłatę. O czymś to świadczy. To nie są pojedyncze głosy?
Prezydent RP:
No dobrze, ale mówimy o takich przypadkach, które są smutne, ale najsmutniejsze jest dla mnie to, że przedsiębiorcy z którymi Pani rozmawia, tak zupełnie bez zahamowań, przyznają się, iż np. zatrudniają nielegalnie cudzoziemców. Ja słucham

Również i Polaków, tylko powiadają, że gdyby wyłącznie Polaków, to przyszłoby im ponieść bankructwo.
Prezydent RP:
Gdyby Pani kierowała się obowiązkiem obywatelskim, to powinna Pani podać te firmy, które to czynią. Dlatego, że to jest jeden z powodów dla których nie możemy mieć porządku, choćby w finansach, i chętnie słucham uwag przedsiębiorców, którzy żądają, proszą, apelują, żeby zmniejszyć podatki. W tym jest jakiś sens. Natomiast zawsze, że tak powiem, jestem zły, żeby nie powiedzieć ostrzej, kiedy robi się oko do publiczności i mówi się: i tak dam sobie radę i będę zatrudniał nielegalnie, nie będę płacił podatków, będę oszukiwał na podatkach. Ten przykład, który Pani tutaj przytacza po prostu źle świadczy o tych przedsiębiorcach

Czy jest Pan pewien Panie Prezydencie, wyłącznie przedsiębiorcach? Tu jest problem zatrudnienia pracowników byłych PGR-ów
Prezydent RP:
Łamanie prawa nie jest wytłumaczeniem dla nikogo i dla dobra sprawy...

Ani tych przedsiębiorstw, a dalej ci ludzie czekaliby na rentę socjalną przez Pana zaproponowaną
Prezydent RP:
A dlaczego nie można ich zatrudnić po prostu legalnie?

Bo nie chcą pracować.
Prezydent RP:
Przedsiębiorca nie musi zatrudniać nikogo, kto nie chce pracować. Tak samo jak ja nie zatrudniam nikogo, który nie chce pracować. Więc o tym nie mówmy. Natomiast tak jak mnie, jak Panią, jak wszystkich obowiązują prawo, reguły, przepisy, tak samo tych przedsiębiorców. Więc nie stosujmy żadnych podwójnych standardów, miar dlatego, że płynie zły sygnał, choćby z naszej rozmowy, że w Polsce mamy dwie gospodarki: jedną tą, która ma właśnie odbicie w finansach publicznych państwa, i drugą, która gdzieś się dzieje, że tak powiem, w szarej strefie. Jestem tego przeciwnikiem. Dlatego, że uważam, że w ten sposób nie dojdziemy do ładu.

Panie Prezydencie, to nie jest zły sygnał? To jest ciągle niestety rzeczywistość naszego kraju.
Prezydent RP:
Mam nadzieję, że nowy rząd to zmieni. Jeżeli przez 4 lata taki stan był tolerowany, to źle. Nowy rząd ma to za jedno z zadań, być może również idąc w stronę zmniejszenia obciążeń dla przedsiębiorców. Zgadzam się, że dzisiaj polski przedsiębiorca jest nadmiernie obciążony i podatkami i doświadczeniami socjalnymi, i opłatą dla ZUS. To wszystko prawda. Tylko na to odpowiedzią nie może być łamanie prawa, czy tworzenie dwóch gospodarek. To już przeżyliśmy. Polska socjalistyczna miała właśnie takie dwa światy: gospodarkę oficjalną i oficjalny kurs dolara, czarny kurs dolara i gospodarkę nieoficjalną. To zostało przerwane i nie wolno do tego wracać. Więc nowy rząd ma poważne zadanie, by takie szare czy czarne strefy jednak eliminować.

Może wreszcie po stanowczych słowach Pana Prezydenta doczekamy się nareszcie rozwiązania chociażby problemu bezrobocia na terenach byłych pegeerów. Te szczegółowe sprawy, o których teraz mówimy, nie wiem czy się Pan ze mną zgodzi, bardzo wiele mówią o ciągle licznych nieprawidłowościach funkcjonowania naszej gospodarki. Jednym z nie najlepiej ocenianych, jeszcze o tym nie mówiliśmy, jest obowiązujący system podatkowy. Teraz proszę pozwolić na cytat: Pan Jerzy Baczyński parę lat temu napisał, że "Polska miała wyjątkową szansę by uprościć, zmodernizować, oczyścić swój system podatkowy z niejasnych przywilejów politycznych, ulg, z takich obciążeń kosztów pracy". Pamiętają Państwo zgłoszoną i zawetowaną przez Pana Prezydenta ustawa o podatkach. I teraz pisze Pan Baczyński: "Wydaje się, że po prezydenckim wecie, tym z 1999 r. szansa na wiele lat bezpowrotnie minęła. Zostaniemy tam gdzie byliśmy i bez względu na polityczną i proceduralną argumentację, odpowiedzialność za ten wybór spada na Pana Aleksandra Kwaśniewskiego". Jak po 3 latach Pan ocenia tę swoją decyzję.
Prezydent RP:
Jako słuszną. Niestety, opinie moich ekspertów sprawdziły się, tym bardziej, że pamiętajmy, iż ja zawetowałem tylko jedną część tego całego pakietu podatkowego dot. osób fizycznych, czyli podatku płaconego przez nas, przez obywateli. Natomiast zmniejszyliśmy podatki i uprościliśmy system dla firm, dla przedsiębiorstw. Wtedy argumentem, który przeważył było to, że w tamtej sytuacji budżetowej nie było nas na to stać, a ponieważ ten system był progresywny i dotyczył kolejnych lat, moi eksperci z prof. Belką na czele, twierdzili, że tym bardziej jest to nierealistyczne. Ten budżet jest zbyt napięty, żeby można było sobie pozwolić na takie obniżenie w kolejnych latach. Nawet bardziej niż w tym pierwszym roku - 2000.

Ale minęło 3 lata i nic się nie dzieje
Prezydent RP:
Ale mamy 3 lata i mamy prawdziwy kryzys budżetowy. Teraz mogę się tylko zastanawiać, co by było gdyby dzisiaj te podatki były jeszcze niższe. Prawdopodobnie niedobór byłby wyższy. Choć oczywiście wielcy zwolennicy niemałych podatków powiedzieliby, ze wywołałoby to taką aktywność gospodarczą, że mielibyśmy nie 2,5 proc. wzrostu PKB, ale...

Właśnie, właśnie, dokładnie.
Prezydent RP:
Ale byśmy nie mieli, dlatego że całe otoczenie międzynarodowe pokazuje, iż przeżywamy i w Europie, i na świecie okres dekoniunktury. Wydaje mi się, że ta decyzja, którą podjąłem była słuszna, a w tym kontekście, kontekście budżetu roku 2001 i tego co słyszymy o budżecie na kolejne lata, powiedziałbym przynajmniej ostrożna. Oczywiście nie jesteśmy prorokami i nie potrafię powiedzieć co by było, gdyby było inaczej.

A argumenty?
Prezydent RP:
A ostrożność moich doradców, którą ja podzieliłem, wydaje mi się, szczególnie teraz jest uzasadniona.

A argumenty? Prawie 2 mln małych przedsiębiorców, którzy się rozliczają podatkiem od dochodów osobistych, powiadają, że zachowanie PIT-u przy redukcji PIT-ów dyskryminowało ich
Prezydent RP:
No tak, ale tu

I to jak, ale przecież tę drobną przedsiębiorczość
Prezydent RP:
Oni w międzyczasie przeszli na inne sposoby rozliczania. Nie chciałbym wchodzić w szczegóły.

Już nie, chodzi o rozważenie problemu
Prezydent RP:
Jestem z całego serca zwolennikiem niższych podatków, a nie wyższych. I z całego serca jestem zwolennikiem uproszczonych systemów podatkowych a nie takich skomplikowanych. Natomiast jest ta druga strona medalu, która brzmi: wydatki budżetu. Skąd państwo ma mieć pieniądze. Zawsze zastanawiam się, na ile mogę mówić jednym głosem. Jestem za zmniejszonymi podatkami i jestem za zwiększonymi nakładami np. na modernizację sił zbrojnych. Albo chcę mniejszych podatków, a jednocześnie uważam, że trzeba zwiększyć nakłady na edukację, czy na kulturę, czy na samorządy. Czy w tym nie ma sprzeczności. Otóż trudno znaleźć jakiś punkt równowagi. Dzisiaj ten punkt równowagi jest wyjątkowo niełatwy do odkrycia, bo mamy 88 mld zł niedoborów budżetowych, ale wierzę w to, że jeszcze za mojej prezydentury, czyli do końca roku 2005 będzie wyższy wzrost gospodarczy i będziemy mieli warunki, aby te podatki obniżać. Jestem za tym. Tylko pamiętajmy, że jest ta druga strona medalu - wydatki budżetu, obowiązki budżetu i oczekiwania społeczne.

Przyznał Pan w czerwcu ubiegłego roku Panie Prezydencie , że w czasie swojej poprzedniej kadencji podpisał Pan parę ustaw, których podpisanie było błędem. Myślał Pan wówczas o ustawie kominowej jak i pozostałych. Czy teraz w tej kadencji zechce Pan zgłosić inicjatywę, która by skłoniła do nowelizacji owych ustaw, jeśli jeszcze Pan o nie dba?
Prezydent RP:
Nie, nie. Podpisałem wiele ustaw wątpliwych.

iedział dużo ostrzej - podpisanie ich było błędem
Prezydent RP:
pisanie ich było błędem, nie wracajmy już do dość zamierzchłej przeszłości dlatego, że chorobę chciwości leczyliśmy medykamentem pod tytułem populizm i to też nie było dobre, ale dzisiaj jesteśmy w sytuacji, w której mam nadzieję wszyscy uczestnicy życia publicznego będą po prostu oszczędzali, bo taki jest moment, taka jest konieczność. A jeśli chodzi o inne ustawy - zobaczymy. Część z nich w tej chwili będzie praktykowana, na pewno ostatnie miesiące są wyjątkowo trudne dlatego, że podpisałem kilka ustaw, które są słuszne i które są - powiedziałbym nawet - bardzo dobre i porządkujące nasze życie. Natomiast są drogie i nie wykluczam, że trzeba będzie na początku nowej kadencji zaproponować przesunięcie daty wprowadzenia tych ustaw, tj. chociażby ustawa o ustroju sądów powszechnych, prokuratorach, dziesiątki ustaw, których merytorycznie nie podważam

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.