przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Mówił Pan dzisiaj po posiedzeniu Rady Gabinetowej, że jej znaczenie polega m.in. na tym, że wypowiadane słowa, deklaracje są zapisywane, przechodzą do historii. Ale czy usłyszał Pan dzisiaj coś takiego, co powinno przejść do historii?
Prezydent RP:
Usłyszałem rzetelna ocenę sytuacji. Tzn. mamy niedobór 88 mld zł, to jest potwierdzone nawet po odliczeniu tych ustaw, które nie wejdą w życie ze względu na moje weto czy decyzje parlamentu. Rząd chce, żeby deficyt nie przekroczył 40 mld, to oznacza, że trzeba szukać albo dodatkowych wpływów, albo oszczędności na kwotę 48 mld i trzeba oczywiście w tej chwili znaleźć plan, gdzie można te środki znaleźć i gdzie można zaoszczędzić. Tu są różne opcje i oczywiście nie spodziewałem się, że padną już ostateczne propozycje, że tu oszczędzamy, że tego nie zrobimy, dlatego że właśnie w tej chwili jest moment na rozmowę. Na rozmowę w parlamencie, na rozmowę z opozycją, na rozmowę ze społeczeństwem. Na wytłumaczenie dlaczego na niektóre ze spraw nas nie stać w tej chwili, w najbliższej przyszłości i że to zaciśnięcie pasa musi dotyczyć w istocie nas wszystkich, z ochroną najuboższych, z ochroną emerytów i rencistów, ale w istocie wszystkich nas, a trzeba ją zacząć od oszczędności w aparacie władzy, czyli na szczytach. To są ważne deklaracje, ważne sformułowania, które, jak mówię, są zapisane. Z obrad Rady Gabinetowej powstaje protokół, będzie dostępny opinii publicznej i historykom.

Mówi Pan: rzetelna ocena sytuacji? Ale czy to oznacza, że dzisiaj dowiedział się Pan prawdy o stanie finansów publicznych?
Prezydent RP:
Nie mam powodów traktować inaczej tego co usłyszałem. Moim zdaniem to jest już informacja, której powinniśmy się trzymać. Tak jest i tu nie ma co podważać wyliczeń ministra finansów i ekspertów, tego co wiemy.

A oceny polityczne? Kilka dni temu premier Buzek w wywiadzie prasowym mówił, że finanse publiczne przeżywają przejściowe kłopoty. Ale kilka dni temu prof. Marek Belka, Pana doradca ekonomiczny mówił, że finanse publiczne znajdują się w stanie katastrofy. Która z tych opinii jest trafniejsza?
Prezydent RP:
Jeżeli uznać, że przejściowe, tzn. na 2-3 lata, to tak.

Katastrofa nie jest przejściowa?
Prezydent RP:
Katastrofa jest czymś z czego trzeba wyjść, więc ja bym powiedział tak: mamy do czynienia z zapaścią finansów publicznych, z katastrofą budżetu - i tu nie ma co unikać ostrych sformułowań - natomiast co jest ważne i co świadczy o kondycji polskiej gospodarki, nie ma kryzysu finansów jako całości, nie ma kryzysu gospodarczego. Polska gospodarka powoli, ale się rozwija. Mamy ustabilizowany kurs złotego, zmniejsza się inflacja. Wiele parametrów makroekonomicznych wygląda nieźle, nawet w porównaniu z krajami, które są w dobrej kondycji.

Ale budżet nie domyka się na prawie 90 mld
Prezydent RP:
I to jest ten problem, i ten problem można rozstrzygnąć. Myślę, że wniosek z dzisiejszej Rady Gabinetowej polega na tym, żeby to zrobić niezależnie od terminarza, trudnego, bo jest kampania wyborcza i zdaję sobie sprawę, że tym, którzy startują w tych wyborach nie jest łatwo dzisiaj mówić o odpowiedzialności za niedobór finansów w budżecie, mówić o niepopularnych propozycjach. Ale właśnie na tym polega odpowiedzialność historyczna, którą wszyscy ponosimy, ja jako Prezydent, rząd także liderzy polityczni. To jest taki moment, kiedy prawdzie trzeba spojrzeć w oczy i zastanowić się jak z tego wybrnąć. Bo wybrnąć można. Na pewno nie mamy sytuacji, gdzie można powiedzieć, że tylko przed nami ściana. Nieprawda. Jest tutaj wiele rozstrzygnięć, wiele możliwości, które trzeba przedyskutować i przyjąć.

Skoro powiedział Pan o polityce, to przecież w końcu polityka w pewnym sensie polega na dzieleniu pieniędzy publicznych. Rozpoczynając dzisiejsze obrady powiedział Pan, że budżet nie powinien być przedmiotem gry politycznej. Ale co naprawdę Pan miał na myśli?
Prezydent RP:
Uważam, że jesteśmy w sytuacji, w której nie ma co dyskutować czy to jest 88 mld a może mniej. Po prostu to jest stwierdzone. Po drugie, że ponosimy odpowiedzialność, nie rozmywajmy odpowiedzialności. Nie ma żadnych wątpliwości, że rząd Jerzego Buzka i sam premier kierował Polską cztery lata. Także polska gospodarką i nikt tej odpowiedzialności z tej grupy ludzi, osobiście z szefa rządu nie zdejmie. Ale z drugiej strony mamy przed sobą perspektywę. Ta perspektywa to jest to co wyłoni się z wyborów i trzeba pracować dalej. Kiedy mówię o dialogu z opozycją, to mówię i o dzisiejszej opozycji, która wierzę, że włączy się do poważnej debaty o ratowaniu finansów publicznych, ale mówię i o przyszłej opozycji. Bo byłoby źle, gdyby nagle po wyborach ci, którzy we władzy uczestniczyli, zapomnieli o tym co się stało i nagle zaczęli formułować postulaty całkowicie nierealistyczne. Za długo jestem w polityce, żeby w taki scenariusz nie wierzyć. To też jest, niestety, możliwe, więc apeluję o odpowiedzialność. Finanse publiczne, budżet, to jest sprawa najwyższej rangi. Proszę zauważyć, że to jest jedyna ustawa w stosunku do której Prezydent nie ma prawa weta. Jako członek Komisji Konstytucyjnej byłem za tym. Dlaczego? Żeby była jasna, czytelna odpowiedzialność. Budżet to jest wyraz woli rządu i tej większości, która ten budżet przyjęła i w związku z tym sprawa odpowiedzialności jest rozstrzygnięta. Natomiast jak ratować finanse publiczne? O tym trzeba rozmawiać i to szybko.

Panie Prezydencie, trzymając się tego wątku gry wyborczej, przecież gra wyborcza, gra władzy jest jednocześnie grą o odpowiedzialność. To dlaczego odpowiedzialni politycy, a przecież za takich większość się uważa, mieliby rezygnować z tej gry? Na trzy tygodnie przed wyborami?
Prezydent RP:
Jest kampania wyborcza. Oczywiście, ja dzisiaj nie apeluję, aby zawiesić wypowiadanie ocen, opinii na tematy działalności wzajemnej, programu. To nie o to chodzi. Chodzi mi o to, żebyśmy tak jak na przykład w sprawie UE, kiedy w trakcie kampanii wyborczej liderzy partii politycznych potrafili się spotkać i uzgodnić, że jest pewien kanon, jest pewne jądro sprawy, którego nie narusza się, żeby tak samo stało się w kwestii nie tylko dyskusji o odpowiedzialności za budżet. Myślę, że tu każdy powie swoje, rząd będzie tłumaczył się obiektywnymi, wielorakimi trudnościami, opozycja powie, że winny jest rząd, to zostawiamy to na boku. Natomiast projekt sanacji, propozycje oszczędności powinny być przedmiotem solidnej debaty, w której każdy z nas stwierdzi, że tak czy inaczej od tego nie uciekniemy. Bo nawet ci, którzy są dzisiaj w opozycji, za chwilę mogą decydować o tym.

Tak, ale z drugiej strony, co może się jeszcze wydarzyć przez te trzy tygodnie przed wyborami w sprawie uzdrawiania budżetu pomiędzy rządem a opozycją?
Prezydent RP:
Myślę, że rozmowa jest poważna. Jutro będziemy mieli przedsmak, bo odbędzie się posiedzenie Sejmu i pamiętajmy, że do 30 września obowiązkiem konstytucyjnym rządu jest złożenie projektu budżetu.

No i tu jest problem, Leszek Miller mówi: będzie projekt, będzie dyskusja
Prezydent RP:
Ona będzie, ale oczywiście ten projekt zostanie przekazany nowemu parlamentowi. Myślę, że nawet ze względu na oszczędność czasu, a także reakcje rynków, reakcje opinii publicznej, byłoby istotne, żeby ten projekt, który będzie przedłożony nie był całkowitą abstrakcją. Żeby on już był przynajmniej zrecenzowany przez przedstawicieli opozycji i żeby było wiadomo, w którym kierunku pójdą korekty tego projektu.

Recenzować, to w pewnym sensie...
Prezydent RP:
Obowiązek. Tak jest .

W pewnym sensie współtworzyć ten budżet. Dlaczego opozycja miałaby brać na siebie tę odpowiedzialność?
Prezydent RP:
Nie, nie. Ona i tak weźmie za to odpowiedzialność.

Ano właśnie, ale po wyborach
Prezydent RP:
Zrecenzować to nie znaczy współtworzyć. Zrecenzować to znaczy szukać dobrych pomysłów, pokazywać co jest niedobrego. Jeżeli recenzuję film, to nie znaczy, że ja reżyseruję ten film. Natomiast ja mogę powiedzieć, niech pan skróci o 5 minut bo jest za nudny, albo niech pan zastanowi się czy ta pointa jest dobra, czy może jednak zastanowić się nad finałem. Recenzja to nie jest branie odpowiedzialności, natomiast uzupełnienie o dobre pomysły tego co jest potrzebne nam wszystkim. Od budżetu nikt nie ucieknie. Ani obecny rząd, ani przyszły rząd. Ani obecny parlament, ani następny parlament. Ani Pan, ani ja, ani nikt z nas. Tym bardziej trzeba do tego podejść poważnie.

Wracając jednak do postawy L.Millera, która może się tu okazać kluczowa. On upiera się jednak przy stanowisku: dajcie mi dzieło a będę je recenzował. Czy Pan ma taką siłę przekonywania, żeby przekonać Leszka Millera..
Prezydent RP:
Leszek Miller ma rację oczekując informacji, oczekując jakby zakresu, a przynajmniej kierunków działań, które rząd chce podjąć i mam nadzieję, że jutro będzie to wyrażone z trybuny sejmowej i też jestem przekonany, że Leszek Miller, jako wytrawny polityk, świetnie wie, że w niektórych kwestiach, np. oszczędności będą przedstawione opcje. Może być tak, albo może być tak. Podatek importowy jest, na przykład, wpływem do budżetu na poziomie 10-11 mld zł, czyli niebagatelna kwota, ale z drugiej strony to jest ogromnie trudny instrument, bo w istocie prowadzi nas do sporu zarówno z UE, jak i ze Światową Organizacja Handlu. Więc wszystko jest kwestią bilansu. Coś za coś. Każdy rozumie zagrożenie.

Skoro dotarliśmy już do różnych opcji, mówił Pan również dzisiaj, że oczekuje Pan takich rozwiązań, które będą dawały szansę na ponadpartyjne porozumienie. Rozumiem, że są takie rozwiązania, które dają taką szansę, a są takie, które nie dają?
Prezydent RP:
Jest zgoda, że nie powinniśmy obarczać tymi kłopotami najbiedniejszych. Czyli szansa jest na porozumienie, że nie powinniśmy dotykać kieszeni emerytów i rencistów. Jest szansa na porozumienie - jest. W sprawie podatku importowego, jestem przekonany, że inne może być stanowisko SLD, nieco inne PO. Ale trzeba o tym rozmawiać. W sprawie zamrożenia progów podatkowych. No, mogą być tu różne stanowiska. Ale to jest trochę jak konsylium lekarskie, gdzie znamy chorobę pacjenta no i szukamy najlepszej metody leczenia. Tutaj zawsze jest możliwy spór, tylko ten spór ma dosyć ograniczony zakres. To nie jest dyskusja czy amputować czy dawać aspirynę. To jest dyskusja, jakie środki będą skuteczniejsze, jakie przyniosą bardziej dalekosiężne skutki, co nam zaszkodzi mniej w opinii światowej. Pamiętajmy, nie żyjemy osobno. My też musimy się liczyć jak do tych kłopotów podchodzi świat. Na razie nie przegrywamy tej batalii, jesteśmy w kłopocie. A dlaczego nie przegrywamy? Bo mówimy o tym szczerze, bo mówimy o tym otwarcie. Gdybyśmy ukrywali te fakty, gdybyśmy je chowali gdzieś tam pod stołem, to na pewno opinia o Polsce, jako o solidnym partnerze byłaby bardzo nadszarpnięta.

Rozmawialiśmy sporo o ew. współpracy rządu i opozycji jeśli idzie o budżet. Porozmawiajmy może o porozumieniu Prezydenta i opozycji obecnej jeśli chodzi o budżet. Czy mostem tego porozumienia może być prof. Marek Belka, o którym mówił Pand dzisiaj w radio, że byłby najlepszym ministrem finansów
Prezydent RP:
Myślę, że prof. Belka jest naprawdę wybitnym specjalistą, do którego ja mam ogromne zaufanie i sądzę, że liderzy SLD również mają zaufanie. Szukajmy ludzi kompetentnych, którzy potrafią sobie z tą sytuacją dać radę.

Trudno sobie wyobrazić sytuację w której prof. Marek Belka zostaje ministrem finansów, Pana doradca ekonomiczny, a nie ma wcześniej rozmów pomiędzy Panem a Leszkiem Millerem. Były takie rozmowy?
Prezydent RP:
Były, są i będą, więc ja nie zdradzam w tej chwili żadnej tajemnicy. Profesor Belka jest postacią świetnie znaną. Z liderem SLD rozmawialiśmy wielokrotnie ze sobą. Szukaliśmy różnych odpowiedzi na różne pytania. Profesor Belka ma tę przewagę również, że On wiele, wiele miesięcy temu przestrzegał nas przed kryzysem budżetowym, choć nie spodziewał się aż takiej skali. Profesor Belka jest również człowiekiem, który przygotowuje różnego rodzaju analizy, ekspertyzy jak pomóc gospodarce, jak ją rozwinąć. Bo pamiętajmy, że często my skupiamy się nadmiernie nad tą częscią finansową, a jeszcze jest część gospodarcza, to o czym zresztą jeszcze mówił prezes PSL, trzeba szukać dodatkowych wpływów, trzeba szukać rozwoju. Wyższy poziom rozwoju gospodarki, to jest mniej kłopotów dla budżetu.

Skoro mówimy o narastaniu tego kryzysu, Pan powiedział przed chwilą: prof. Belka ostrzegał kilka miesięcy temu, premier Buzek mówił niedawno, że dowiedział się o problemach budżetu 8 sierpnia. Da Pan temu wiarę?
Prezydent RP:
Czy daję wiarę to jest inna sprawa. Byłoby źle gdyby tak było naprawdę.

Pan kiedyś tak powiedział
Prezydent RP:
Sygnały o narastających kłopotach były już w ubiegłym roku. Pamiętajmy, że te sygnały były zgłaszane oficjalnie w budżecie na rok 2001. Eksperci mówili, że jest to budżet nierealny, że wskaźniki makroekonomiczne są nieprawdziwe. Ktoś nazwał ten budżet wirtualnym. Minister finansów bronił go. Minister Bauc mówił, że jest to najlepszy budżet na miarę wręcz przełomu finansowego lat 89/90. Szybko okazało się to nieprawdą. Wtedy mówiłem, że na miejscu premiera zastanawiałbym się nad zmianą ministra finansów, bo aż tak pomylić się nie sposób. No i mogę powiedzieć, że moje prognozy i dane, którymi dysponowałem potwierdziły się. Mogę tylko ubolewać, że minister finansów i odpowiednie instytucje rządowe, których jest sporo nie poinformowały premiera w odpowiednim czasie o tym, że ta śnieżna kula, niestety, nabiera tempa i mocy.

Teraz od tego o czym rozmawiamy, to tylko krok od odpowiedzialności. Pan powiedział: nie mam wątpliwości, odpowiedzialność za sytuację ponosi obecny rząd. Ale odpowiedzialność przed kim? przed wyborcami, czy przed Trybunałem Stanu?
Prezydent RP:
Nie. O Trybunale nie chce mówić. To jest inna w ogóle historia, która powinna dotyczyć ewidentnych nadużyć prawa, Konstytucji. Natomiast polityka jest działalnością żywą. Można popełniać błędy, można pomylić się co do prognozy rozwoju gospodarczego, co do prognozy inflacyjnej itd. To nie są błędy nadające się do Trybunału. Natomiast niewątpliwie jest oczywiste, myślę, że każdy w Polsce rozumie, że rząd, który 4 lata działa, który ma powody do zadowolenia, że przez 4 lata po raz pierwszy w III RP premier był ten sam i konstrukcja rządu właściwie poza wyjściem UW, nie podlegała zmianom, chociaż to się wszystko dzieliło, dezintegrowało wewnętrzni. Ale to inna historia i to też określa odpowiedzialność. Sądzę, że wobec nowych wyborów, oczekiwanie opinii publicznej w Polsce jest takie, żeby odpowiedzialność była czytelna, żeby ktoś kto wygrywa wybory powinien przejąć na siebie obowiązki i z tego obowiązku się rozliczył, żeby tu nie było żadnych niejasności, żeby nie było wskazywania: nie ja, to kolega, ja chciałem dobrze, tylko mnie się nie udało. Więc nikt, ani nic nie jest w stanie zwolnić samego premiera i jego ekipy z tego co przez ostatnie 4 lata się stało, choć rozumiem, że było wiele czynników zewnętrznych. Koniunktura w Niemczech, koniunktura w Rosji, koniunktura w Stanach Zjednoczonych, jaki polski rząd ma na to wpływ. Ale to nie były czynniki zasadnicze. Zasadnicze było nie docenienie poziomu wydatków i sztywnych obowiązków, które rząd przyjmował na siebie w ostatnich latach, a jednocześnie istotne zmniejszenie tempa rozwoju gospodarczego. I z tych dwóch elementów plus zły budżet na rok 2001 za co ponosi odpowiedzialność i większość, która za tym głosowała wzięły się te kłopoty, które mamy na rok 2002.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.