przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Mniejsza większość
Parlament jest miejscem cywilizującym demokrację. Nie da się być posłem RP i nie działać zgodnie z prawem. I Lepper, i jego koledzy szybko to zrozumieją. Nie da się głosować i jednocześnie blokować. Samoobrona będzie próbowała przejąć jak najwięcej wpływów na wsi i od PSL, i od SLD, to może się jej udać. Te cztery najbliższe lata będą decydujące. Pamiętamy przecież partie, które się w ciągu ostatnich 10 lat pojawiły, także w parlamencie, a po których ślad zaginął.Panie prezydencie, czy wyniki wyborów nie przyniosły panu pewnego rozczarowania? SLD liczył na co najmniej 240 mandatów, sam pan mówił, że dobrze by było, żeby w nowym parlamencie znalazły się AWSP i Unia Wolności. Tymczasem SLD-UP zyskały mniejszą większość, AWSP i UW są poza Sejmem, za to jest nadspodziewanie silna Samoobrona
Prezydent RP:
Dobry wynik dla SLD to taki, który dawałby możliwość samodzielnego rządzenia. Czy tak będzie? Zyskamy pewność dopiero po podliczeniu wszystkich głosów przez Państwową Komisję Wyborczą. Oczywiście lepiej byłoby, gdyby SLD miał czytelną większość, gdyby AWS i UW weszły do Sejmu, choćby ze względu na ciągłość władzy. Ale taka była wola wyborców. Mówiłem już, że oto symbolicznie zakończyła się pierwsza dekada III RP. Skończyły się możliwości wykorzystania prostych rezerw, które ujawniły się po 1989 r. Instytucje demokracji z jednej strony się umocniły, z drugiej – zużyły. Ludzie szukają czegoś nowego, czekają na nowe elity.

Czy wyniki wyborów pana zaskoczyły? Publikowane wcześniej sondaże wskazywały, że UW, nawet AWSP do Sejmu jednak się wślizną, a pozycje innych partii, może poza SLD-UP, bardzo fluktuowały.
Prezydent RP:
Dla mnie takim prawdziwym pierwszym wstrząsem były wyniki sondaży OBOP opublikowane 18 września, tydzień po ataku terrorystycznym na USA. Odpowiadały one mniej więcej rezultatom wyborów. Wyraźnie zarysowała się pewna tendencja. Była ona skutkiem skumulowania się problemów wewnętrznych, przede wszystkim dziury budżetowej, co wzmocniło front odmowy wobec rządzących oraz poczucia zagrożenia płynącego z zewnątrz. Zazwyczaj po takich wydarzeniach jak w Ameryce następuje wzrost nastrojów ksenofobicznych i izolacjonistycznych. Wtedy uznałem, że jeśli geografia polityczna parlamentu ma wyglądać tak, jak pokazuje sondaż, to lepiej, by SLD wraz z UP miały większość, bo wtedy jest szansa na powołanie stabilnego rządu. Dlatego zdecydowałem się na publiczne wystąpienie tuż przed ogłoszeniem ciszy wyborczej i poparcie dla takiej większości dającej szansę uniknięcia w przyszłym parlamencie zgniłych kompromisów i dziwnych koalicji.

Panie prezydencie, teraz prosimy o krótką ocenę wstępnych wyników uzyskanych przez najważniejsze partie. Zacznijmy od SLD-UP.
Prezydent RP:
Poczekajmy jednak na oficjalne wyniki.

Ale czy jest to koalicja spoista? Czy nie zacznie ona trzeszczeć, gdy pojawią się kłopoty związane z rządzeniem?
Prezydent RP:
To jest koalicja najbardziej spoista z możliwych.

Jaką politykę będzie realizować, jeśli utworzy rząd?
Prezydent RP:
Swoją. Wobec naszych zobowiązań międzynarodowych SLD zachowa się prawidłowo, bez żadnych wątpliwości. Dotyczy to zarówno walki z terroryzmem, jak i zakończenia negocjacji unijnych. Myślę, że będzie o wiele bardziej aktywny niż poprzednicy w tłumaczeniu opinii publicznej, o co chodzi i co się dzieje.

Jeśli chodzi o problem z dziurą budżetową, za którą winę ponosi odchodzący rząd, SLD gotowy jest przeprowadzić kurację, która bez wątpienia będzie ciężka. Na to potrzeba przynajmniej pół roku. I znowu trzeba będzie ludziom jasno tłumaczyć, dlaczego i co się robi. Prezydent RP:Najważniejsze jednak, że SLD ma świadomość, że w Polsce narasta frustracja. Nie zauważyliśmy, że rozjechały się nam dwa światy, świat beneficjentów reform, którzy czują się świetnie, i świat ludzi przegranych, którzy nawet nie wiedzą, do jakich drzwi pukać. Jeszcze parę lat temu było lepiej, więcej było zadowolonych niż niezadowolonych. Przynajmniej od dwóch lat to się zmieniło. Wyjście Unii Wolności z rządu nie było spowodowane tym, że Kowalski pokłócił się z Malinowskim, tylko intuicyjną próbą tej partii czy to uwolnienia się od odpowiedzialności, czy znalezienia jakiejś nowej polityki. Wtedy bowiem rzeczywiście załamała się równowaga między zadowolonymi a niezadowolonymi. Z tego stanu rzeczy wzięły dla siebie społeczne poparcie i Samoobrona, i Liga Polskich Rodzin, i Prawo i Sprawiedliwość wreszcie.

Spójrzmy teraz na Platformę Obywatelską.
Prezydent RP:
Platforma jest po pierwszym poważnym prysznicu. Osiągnięty wynik jest wyraźnie poniżej oczekiwań jej liderów. Nadal więc w politycznym centrum pozostaje puste miejsce do zagospodarowania. Nie wystarczy tu socjotechnika. Trzeba wejść w czystą politykę, określić się wobec wielu spraw. Centrum wcale nie musi oznaczać magmy. Platformę czeka wiele pracy i wiele jeszcze wewnętrznych napięć i kłopotów. No bo czy można pogodzić światopogląd i temperament np. Pawła Piskorskiego i Macieja Płażyńskiego? Proces tworzenia się Platformy Obywatelskiej jako partii na dobrą sprawę dopiero się rozpoczął.

Czy to samo można powiedzieć o partii braci Kaczyńskich?
Prezydent RP:
Prawo i Sprawiedliwość, jeżeli nie popełni błędu, który nazywam przesadnym liderostwem, ma szansę stać się poważną partią konserwatywną, o pewnym nachyleniu chrześcijańsko-narodowym. Bardzo twardą jeśli chodzi o zasady moralne, nieustępliwą w walce z przestępczością, dość nieortodoksyjną w sprawach gospodarczych.

Idźmy dalej, zatem Polskie Stronnictwo Ludowe.
Prezydent RP:
PSL musi podjąć decyzję, czy chce być partią klasową, ludową, tradycyjną, czy też otworzyć się na nowe środowiska. PSL nadal rozpięte jest w szpagacie między przeszłością a przyszłością. Boi się wybrać przyszłość, boi się porzucić przeszłość. Potrafiły to przecież zrobić ludowe partie skandynawskie, które stały się nowoczesnymi partiami centrum i na tym historycznie wygrały. To bardzo ciężka decyzja, należałoby zacząć choćby od zmiany nazwy partii, co jest niewyobrażalne dla wielu jej działaczy. Ten dylemat staje się tym bardziej widoczny, im lepsze wyniki osiąga Samoobrona. Wszelkie kompromisy między przeszłością a przyszłością kończą się fatalnie. Takim kompromisem był Waldemar Pawlak, takim też jest Jarosław Kalinowski.

Samoobrona to nie tylko problem dla PSL. Wszyscy chyba jesteśmy dość skonfundowani czy zadziwieni dużym sukcesem wyborczym tej partii. Andrzej Lepper, watażka polityczny, być może wicemarszałkiem Sejmu. Co się stało?
Prezydent RP:
Na wynik Samoobrony wpłynął fakt, że mieli dobrą kampanię, że jej działacze zaczęli mówić umiarkowanym językiem, że włożyli te biało-czerwone krawaty. To świetny pomysł. W ten sposób ugrupowanie, które łamało prawo, występowało przeciwko konstytucji, pokazało się jako związane z polską tradycją, oddane sprawom kraju i gotowe do służby. Parlament jest miejscem cywilizującym demokrację. Nie da się być posłem RP i nie działać zgodnie z prawem. I Lepper, i jego koledzy szybko to zrozumieją. Nie da się głosować i jednocześnie blokować. Samoobrona będzie próbowała przejąć jak najwięcej wpływów na wsi i od PSL, i od SLD, to może się jej udać. Te cztery najbliższe lata będą decydujące. Pamiętamy przecież partie, które się w ciągu ostatnich 10 lat pojawiły, także w parlamencie, a po których ślad zaginął. Zobaczymy.

Czy do tej kategorii zagadek-niespodzianek można zaliczyć Ligę Polskich Rodzin?
Prezydent RP:
Powiem tak: bardzo dobrze, że partia, której elektorat jest tak wyraźny i w sumie liczny, znalazła się w parlamencie.

Podchodzimy do tematu jak do jeża, no, ale trzeba wreszcie coś powiedzieć o AWSP i Unii Wolności.
Prezydent RP:
Rzeczywiście, może powinniśmy uczcić wyniki osiągnięte przez obydwa ugrupowania minutą ciszy. Jeśli chodzi o Unię Wolności, to ta partia przez długi okres III RP odgrywała taką rolę, jak kiedyś niemiecka FDP. Miała swój wierny elektorat i wydawała się być stałym i koniecznym składnikiem układu rządzenia. Po 1997 r. jakoś się pogubiła, mimo że osiągnięty wówczas wynik rokował dobrze. Wiele późniejszych decyzji i działań było nieskutecznych, kontrproduktywnych. Unia Wolności nie zdobyła się na zbudowanie zaplecza poza tym tradycyjnym, które jej od początku kibicowało. Klasa średnia, o której Unia mówiła ostatnio, lokuje się politycznie przecież gdzie indziej. Jest w Platformie Obywatelskiej, w SLD, nawet w PSL. W Unii Wolności została sfera budżetowa, której nic dobrego od władzy, czyli też od UW, nie spotkało. Gdybym miał coś jasno tu powiedzieć: Unia Wolności nie jest partią klasy średniej, jest partią uczciwej, patriotycznej, w części antykomunistycznej, polskiej, tradycyjnej inteligencji.

To wystarcza na 3,5 proc.?
Prezydent RP:
To jest dokładnie 3,5 proc.

Jak w takim razie wycenić ledwie ponad 4-proc. poparcie dla AWSP?
Prezydent RP:
Otóż to. Cztery lata temu 34 proc., teraz prawie osiem razy mniej. Idźmy dalej. Dlaczego w 1995 r. Lech Wałęsa miał prawie 9 mln głosów, a w wyborach pięć lat później 178 tys. głosów, czyli 50 razy mniej? Na czym polega ten fenomen? Tu po prostu misjonarstwo całkowicie oderwało się od rzeczywistości. Daję wam gwarancję, że gdyby SLD przegrał następne wybory, to nigdy w podobnej skali, może co najwyżej o kilka procent w stosunku do tych czterdziestu kilku uzyskanych dzisiaj. Te klęski były zakodowane w całej konstrukcji myślenia o państwie, władzy i społeczeństwie. Chodzi przede wszystkim o absolutne przekonanie o własnej misji. Myślenie to da się zresztą dokładniej odtworzyć, wymieńmy kilka założeń. Nasze wartości mają absolutną wyższość nad wartościami innymi. Skoro cokolwiek czynię, to czynię to w imieniu Pana Boga i wszystkich świętych. Kontakt z ludźmi jest zbędny, a żadna decyzja, czy mądra, czy głupia, nie wymaga debaty. Nasi ludzie, których bierzemy do władzy, z natury są świetni. To myślenie i związane z nim działanie w końcu doprowadziło do stanu absolutnej arogancji ze strony władzy i partii oraz totalnej negacji po drugiej stronie, czyli odbiorców tych słów i tej polityki. Sygnałów, że tak się dzieje, były dziesiątki. Sami sobie zgotowali ten los. Więc jeśli porażka Unii Wolności przypomina dramat szekspirowski, to klęska AWSP wyszła raczej spod pióra Moliera.

Panie prezydencie, z jaką opozycją w parlamencie będzie miał do czynienia SLD?
Prezydent RP:
To będzie opozycja bardzo zdecydowana, by nie rzec brutalna, nieprzebierająca w słowach.

Mimo wszystko pan zdaje się być spokojny. Nie uważa pan, żeby się cokolwiek złego stało 23 września?
Prezydent RP:
Jeżeli będzie jednolity rząd SLD-UP, to nic złego się nie dzieje. Gdyby taki rząd nie powstał, byłoby źle, ponieważ nie widzę szansy na utworzenie gabinetu złożonego z partii pozostałych. To doprowadziłoby do kolejnych przyspieszonych wyborów. Zakładam na razie, że 19 października odbędzie się pierwsze posiedzenie Sejmu. Utworzenie rządu Leszka Millera jest możliwe dwa tygodnie wcześniej, jestem za tym, pod jednym wszakże warunkiem, że obecny premier złoży rezygnację, a uważam, że powinien to uczynić zaraz po ogłoszeniu oficjalnych wyników, bo to nie tylko kwestia rozsądku politycznego, ale także honoru.

A jakim premierem byłby Leszek Miller?
Prezydent RP:
Dzisiaj premier to jest dyrygent, który musi umieć naraz kierować trzema filharmoniami i dwoma chórami. Jedna filharmonia to jest rząd, druga – klub parlamentarny, trzecia – otoczenie polityczne. Pierwszy chór to ambasadorowie, drugi to opinia publiczna. To wszystko trzeba zgrać. Unia Wolności to był taki skrzypek na dachu, a AWSP uwielbiała kakofonię. Leszek Miller ma wszelkie dane, by być doskonałym organizatorem pracy rządu. Czy byłby równie dobrym premierem, zależy w dużej mierze od jego otoczenia. Wierzę, że tak będzie, bo Miller umie czytać partyturę, a pałeczkę trzyma w silnej dłoni.

Rozmawiali: Jerzy Baczyński, Wiesław Władyka

Rozmowa odbyła się w nocy z 23 na 24 września 2001 r.



 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.