przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie - Polska zdąży na pociąg do Brukseli?

Prezydent RP:
Mam nadzieję, a nawet więcej - wierzę, że tak i że 1 stycznia 2004 roku w wyniku zakończonych negocjacji, dobrego przygotowania przez Polskę, ale także dzięki gotowości Unii Europejskiej dojdzie do tego historycznego momentu, który zostanie zapisany nie tylko w podręcznikach, ale w naszej pamięci. Unia zostanie rozszerzona i w tej grupie państw, które wejdą do Unii Europejskiej będzie Polska.

Dziś w "Gazecie Wyborczej" jest wywiad z ministrem spraw zagranicznych, który stwierdził, że jeśli nie stworzy się warunków do normalnych negocjacji, to zażądamy ich przedłużenia, nie pozwolimy się szantażować, że pociąg odjeżdża o 19:10, odjedzie o 19:30. Myśli Pan, że Unia będzie czekać?

Prezydent RP:
Trzeba to rozdzielić. My chcemy wypełnić ten plan, który założyliśmy sobie - i my, i Unia Europejska. Dzisiaj rozmawiałem z premierem Finlandii. On twierdzi, że polityczna wola jest. Oczywiście jest mnóstwo szczegółów technicznych, które trzeba jeszcze uzgodnić, ale przekonanie jego i wielu liderów europejskich jest takie, że ten pociąg ma wyznaczoną datę odjazdu czy godzinę odjazdu i powinniśmy zrobić to punktualnie dlatego, że od tego zależy nasza wspólna, europejska wiarygodność. Natomiast to, co mówi minister Cimoszewicz to jest nasza odpowiedź na swoisty trik negocjacyjny, który może być zastosowany, to znaczy, żeby zwlekać z trudnymi decyzjami, doprowadzić do momentu, że czasu jest mało i wtedy - niejako przymuszając - doprowadzi ć do decyzji, które niekoniecznie muszą być z polskiego punktu widzenia odpowiednio uzasadnione czy korzystne.

To co wtedy powinniśmy zrobić jeśli okaże się, że będziemy mieli tylko tydzień na negocjacje?

Prezydent RP:
Na razie traktujmy to wszystko jako zapowiedzi, które mają porządkować myślenie w trakcie negocjacji. To znaczy - nie może być tu szantażu, doprowadzania do szachowego niedoczasu, żeby później w pospiesznych ruchach szukać jakiejś szansy. Powinniśmy po prostu zrobić to, co przed nami. Czasu jest mało, ale ciągle wystarczająco, żeby i negocjacje zakończyć w terminie, i żeby Unia mogła 1 stycznia 2004 roku rozszerzyć się. Mniemam, że to, co powiedział minister Cimoszewicz, zostanie właśnie odebrane przez unijnych polityków jako zachęta do trzymania się tego kalendarza, który został przyjęty i nieszukania w niedoczasie możliwości na ucieczkę od trudnych tematów, które i tak są na stole.

Ale Kanclerz Niemiec myli się według Pana?

Prezydent RP:
Kanclerz Niemiec powiedział coś, co jest ważne, ale co moim zdaniem procesu rozszerzenia bezpośrednio nie dotyczy. W wywiadzie przede wszystkim mówił o Wspólnej Polityce Rolnej, która wymaga reformy, a nie mówił o rozszerzeniu. Dzisiaj potwierdzaliśmy to także w rozmowach choćby z ważnym politykiem chadecji, która w tej kampanii wyborczej różne rzeczy wypowiadała, panem Schauble. Na pewno potrzebna jest reforma Wspólnej Polityki Rolnej, ona prawdopodobnie jest nieuchronna, ale nie może być wiązana z rozszerzeniem. Rozszerzenie musi iść swoją drogą, a prawdopodobnie to rozszerzenie będzie musiało w jakimś wyobrażalnym terminie dojść do reformy polityki rolnej. O tym mówił Schroeder.

Ale po szczycie w Sewilli Kanclerz Niemiec - kiedy cała Piętnastka przyjęła stanowisko, że w październiku, na początku listopada kandydaci otrzymają ostateczne propozycje finansowe - powiedział: równie dobrze może to być w grudniu. Już jest miesiąc zwłoki.

Prezydent RP:
Tak, ale Kanclerza Niemiec o tyle musimy zrozumieć, że on we wrześniu ma wybory. Dzisiaj przymuszanie go do decyzji byłoby nieskuteczne i byłoby błędem, dlatego że Niemcy są największym finansistą Unii Europejskiej. Wszystkie programy, czy ogromna część programów pomocowych, także dopłat bezpośrednich, to są pieniądze niemieckie. I on nie może dzisiaj tak łatwo powiedzieć swoim wyborcom, że będzie więcej kandydatów, będziemy jeszcze więcej płacili Unii Europejskiej, bo z takim postulatem na pewno nie wygra. Natomiast muszę powiedzieć - wracając do swojej rozmowy z Kanclerzem Schroederem blisko cztery lata temu, po szczycie w Berlinie, którego był gospodarzem jako świeżo wybrany Kanclerz, zapytałem go, jakie były wrażenia. I on mi wtedy powiedział, że nigdy nie uświadamiał sobie - czy jak był w opozycji, czy jak walczył z Kanclerzem Kohlem - że na Niemcach spoczywa taka odpowiedzialność europejska i że w różnych dyskusjach Niemcy muszą wykazać się największą elastycznością i największym zrozumieniem dla projektu europejskiego. Mam przekonanie, że i Kanclerz Schroeder, i niemieccy politycy mają to poczucie, że Niemcy za jedność europejską odpowiadają w dużej mierze.

Czyli to gra wyborcza na razie?

Prezydent RP:
Nie gra wyborcza - podjęcie problemu, który w jakiejś perspektywie, dwóch czy trzech lat, będzie musiał być rozwiązany. Po prostu gdyby polityka rolna miała dalej tak się rozwijać, to ona będzie dużo bardziej kosztowna i ktoś musi za to zapłacić. Niemcy nie mogą wiele więcej zapłacić od tego, co płacą dzisiaj i to stanowisko trzeba zrozumieć. Natomiast żądanie czy przymuszanie Kanclerza i niemieckich polityków w kampanii wyborczej, żeby się określali, ile to będzie, moim zdaniem może doprowadzić tylko do wymieniania mniejszych kwot a nie większych, a więc nie mamy w tym żadnego interesu.

Jest Pan zadowolony z działania wymiaru sprawiedliwości w Polsce?

Prezydent RP:
Niezadowolony, dlatego że sady w Polsce są - mniemam - sprawiedliwe, a przynajmniej starają się być sprawiedliwe, ale ciągle są nierychliwe. I to jest największa słabość polskiego wymiaru sprawiedliwości, że trwa to zbyt długo, że na wyroki czeka się miesiącami, latami i że to tworzy atmosferę bezkarności zarówno po stronie przestępców, jak i wrażenie braku bezpieczeństwa oraz braku elementarnej sprawiedliwości ze strony opinii publicznej. I w tym sensie źle to wygląda.

Jeśli Pan słyszy, że domniemany zabójca Jacka Dębskiego popełnia samobójstwo w celi, to co Pan myśli o wymiarze sprawiedliwości?

Prezydent RP:
Może mniej wymiar sprawiedliwości, tu przede wszystkim trzeba mówić o tych służbach, które bezpośrednio odpowiadają za sytuację w więzieniach, za sytuację osoby osadzonej. To by było zbyt chyba szeroko mówić o całym wymiarze sprawiedliwości na tym przykładzie. Niewątpliwie ani wymiar sprawiedliwości, ani służba więzienna, ani nikt z nas nie może być zadowolony, że coś takiego się dzieje. Nawet jeśli by się okazało, że popełniono tu jakiś błąd czy wynikało to wyłącznie z jakiegoś niedopatrzenia, to zawsze będzie to pole do różnego rodzaju podejrzeń czy daleko idących interpretacji. To niedobrze, że można z polskiego więzienia uciec i że czyni to tak niebezpieczny bandyta jak Niemczyk. Niedobrze, że stało się to tutaj w Warszawie. Niedobrze, że ktoś, kto czeka na wyrok może z sądu wyjść właściwie niezatrzymywany i nie niepokojony. Niedobrze, niedobrze.

Powinien ktoś ponieść konsekwencje? Ryszard Kalisz, Pański minister, dzisiaj stwierdził, że przynajmniej powinien zdymisjonowany zostać szef aresztu na Rakowieckiej.

Prezydent RP:
Nie wiem. Ja nie mam prawa formułować tego typu opinii. Natomiast oczekuję i wierzę, że minister sprawiedliwości i minister spraw wewnętrznych uczynią wszystko, żeby zbadać tę sprawę dokładnie, tak jak każdą inną i osoby winne ukarać zgodnie z zakresem winy oraz odpowiedzialności. W moim przekonaniu mamy prawo jako obywatele, jako ludzie, którzy chcą żyć w państwie demokratycznym i praworządnym, by żądać jasnej odpowiedzi, dlaczego takie bulwersujące, niezrozumiałe, wzbudzające podejrzenia fakty mają miejsce.

Na razie minister Piwnik zrzuca winę, dużą część winy na media. Gdy Leszek Miller przedstawiał Panu kandydaturę Barbary Piwnik, Pan miał wątpliwości co do tej kandydatury.

Prezydent RP:
Zostawmy to. Pani minister sprawiedliwości pracuje i dajmy jej możliwość wyjaśnienia całej sprawy. Ona na pewno jest tym bardziej zmartwiona takim faktem, bo pamiętajmy, że jest prawnikiem, sędzią i nie ma dla sędziego - jak sądzę - trudniejszej sytuacji kiedy w całej tej procedurze brakuje osób, które mogą wnieść tak wiele wiedzy jak osoby bezpośrednio zaangażowane w jakieś przestępstwa, mordy, itd. Oczekuję wyjaśnień, bardzo precyzyjnych informacji, jak w polskim systemie czy więziennictwa czy sądownictwa może dochodzić do takich sytuacji. My musimy tutaj zapewnić naszym rodakom i poczucie bezpieczeństwa, i jednocześnie - egzekwowanie odpowiedzialności od osób, które na różnych szczeblach decydują o takich a nie innych sytuacjach.

Ma Pan jeszcze wątpliwości co do Barbary Piwnik?

Prezydent RP:
Chcę, żeby wszyscy ministrowie dobrze wypełniali swoje obowiązki, żeby byli dobrymi ministrami. Wiem, że się starają, wiem, że napotykają na wiele trudności obiektywnych i zobaczymy. Tego rodzaju wyzwania, jak choćby to ostatnie, to też jest sprawdzian, także dla pani minister. Wierzę, że ona ten egzamin, kolejny egzamin, zda. Czy jest dobrym ministrem? Myślę, że jest ministrem, który naprawdę musi poradzić sobie z wyjątkowo trudną materią i z mojej strony udzielam jej wsparcia. Pamiętajmy, że w polskim systemie konstytucyjnym Prezydent RP mianuje sędziów, spotykam się z nimi, staram się przekonywać co do roli, co do odpowiedzialności, którą ponoszą. Ale z drugiej strony, jak widać mamy jeszcze przed sobą bardzo, bardzo wiele do zrobienia - i rząd, i pani minister sprawiedliwości, i wszyscy, którzy chcą, żeby w Polsce sprawiedliwość znaczyła sprawiedliwość, a sad był sprawiedliwy i rychliwy, czyli reagujący, działający w sposób odpowiedni do sytuacji oraz procedur.

Słuchając niektórych wypowiedzi Leszka Millera, szczególnie ostatnio, można odnieść wrażenie, że należy Pan do grona osób, które nie chcą pomóc rządowi w ratowaniu gospodarki.

Prezydent RP:
Jeżeli Pan mówi o różnicy poglądów co do składu i zakresu odpowiedzialności Rady Polityki Pieniężnej, to ja bym tego tak nie określił. Różnimy się co do sprawy. Ja uważam i zresztą taki jest mój obowiązek, że niezależność banku centralnego jest gwarantowana również stabilnością reguł, według których on działa. Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której wybiera się jakieś ciała na określoną kadencję sześcioletnią i nagle manipuluje się przy tym w trakcie tej kadencji, bo to znaczy, że łamie się reguły, które są zapisane. I to w przypadku Rady - zapisane w Konstytucji, poza oczywiście ilością członków Rady. Uważam, że działania wobec Rady mogą być nieskuteczne, bo przecież nie mamy żadnych gwarancji, że rozszerzona Rada będzie podejmowała radykalnie inne decyzje od obecnej. A poza tym, co może warto przypomnieć - opinia publiczna niekoniecznie o tym wie - kadencja tej Rady upływa właściwie z końcem przyszłego roku. Dosłownie w pierwszych dniach stycznia 2004 roku będzie nowa Rada, 6 osób wybranych przez Sejm i Senat, czyli przez obecną większość w Sejmie i Senacie, trzy osoby wskaże Prezydent.

Czyli Leszek Miller się spieszy, Panie Prezydencie?

Prezydent RP:
To jest dobre pytanie, ale nie do mnie. Premier przyjął, że ta współpraca rządu z RPP w obecnym składzie jest niemożliwa. Ja uważam, że ona nie jest łatwa, że jest bardzo trudna, ale w sprawach zasadniczych jest możliwa, tym bardziej, że - co dla mnie było istotne w rozmowach, które przeprowadziłem w ramach Rady Gabinetowej z rządem i z radą Polityki Pieniężnej - cele zasadnicze są tak samo określane przez te gremia. Chcemy rozwoju gospodarczego, chcemy wejść do UE, chcemy, żeby polska gospodarka się rozwijała, a przedsiębiorcy mieli większe możliwości działania. Trzeba więc tylko szukać tego klucza do tych problemów. Nie zawsze recepty rządu i banku centralnego są identyczne, a nawet można powiedzieć, że one nieco się różnią, bo inny jest zakres odpowiedzialności, a także jest inny punkt widzenia. Ale ja jestem zwolennikiem rozmów, wolę dialog od konfrontacji.

Przekonał Pan Leszka Millera, żeby zaczął rozmawiać?

Prezydent RP:
Są rozmowy. W tej chwili toczą się rozmowy między ministrem finansów a szefem banku centralnego. Została stworzona grupa robocza, na której czele stoi wiceszef banku i wiceminister.

A Leszek Miller dalej grozi NBP.

Prezydent RP:
Zobaczymy, jak to się skończy. Prace rozpoczął Sejm. Myślę, że mamy w tej chwili trochę spokojniejsze tygodnie, dlatego że po pierwsze trwają procedury w Sejmie - czym się skończą, zobaczymy, po drugie - stopy procentowe zostały obniżone o pół procenta.

Według rządu za mało.

Prezydent RP:
Według rządu za mało, ale zostały obniżone, czyli kierunek zmian jest właściwy. A sytuacja zewnętrzna też nam pomaga, bo euro skoczyło do góry tak, że eksporterzy, a większość polskiego eksportu jest w euro, mają chwilę oddechu. Natomiast znalezienie prawdziwych recept na przyspieszenie rozwoju gospodarczego to jest zadanie dużo bardzie poważne niż tylko skład RPP. Mówię o tym uporczywie - to jest kwestia podatków i niestety w jakiejś perspektywie myślenia o obniżeniu podatków, to jest przecież główna zachęta do inwestowania oraz zachęta dla przedsiębiorców. To jest sprawa rynku pracy, czyli liberalizowania tego rynku pracy. Są złożone kodeksy, propozycje zmian w kodeksach, trzeba to przeprowadzić mimo protestów związków zawodowych, to też będzie ważny impuls. To jest również kwestia programów rozwojowych, które powinny polskiej gospodarce pomóc - autostrady. Najwyższa pora, żebyśmy zaczęli nie tylko mówić o autostradach, tylko jeździć tymi autostradami.

Rząd za dużo mówi, za mało robi?

Prezydent RP:
Nie. To są trudne sprawy. Ja mam nadzieję, że będziemy widzieli efekty. Tylko mówiąc o rozwoju gospodarczym trzeba pamiętać, że to jest cały kompleks działań. Tu nie ma jednego lekarstwa. Gdyby stopami procentowymi można było decydować o rozwoju gospodarczym, to na ten pomysł wpadłby każdy na świcie i byśmy dzisiaj mieli tylko i wyłącznie rozwijające się gospodarki. Jak Pan widzi, mamy gospodarki i w kryzysach, i w depresjach, i w stagnacji, i nawet takie gospodarki jak amerykańska czy europejska przeżywają swoje kłopoty. Trzeba pamiętać, że gospodarka to jest splot dziesiątków, a można nawet powiedzieć setek i tysięcy czynników. Czasami zaniedbanie jednego już powoduje klapę, a naprawienie jednego czy dwóch też nie wystarcza, żeby od razu uzyskać sukces. To jest na przykład sprawa budżetu. Uważam, że bardzo wiele przesłanek rozwoju będzie zawartych w budżecie na rok przyszły i jestem przekonany, że profesor Belka, minister finansów, przedstawi taki budżet, który zapewni nam 3-procentowy wzrost gospodarczy, wzrost PKB w przyszłym roku. To będzie spełnienie celu. I jak połączymy wtedy niską inflację, 3-procentowy wzrost PKB i jednocześnie spojrzymy na tę perspektywę Unii Europejskiej w roku 2004, to wyraźnie będzie widać, że się poprawia i być może przełoży się to również na społeczne nastroje.

Panie Prezydencie kto będzie nowym trenerem reprezentacji Polski?

Prezydent RP:
To jest na szczęście decyzja PZPN i Michała Listkiewicza, nie moja. Natomiast gdyby miałby to być Zbigniew Boniek, to ja mu tylko życzę powodzenia. Pamiętam, że Zbigniew Boniek był piłkarzem krnąbrnym, więc być może zobaczy, co to znaczy być trenerem i mieć krnąbrnych, ale za to wybitnych piłkarzy. Tego mu życzę z całego serca.

Dziękuję bardzo Panie Prezydencie.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.