przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
W polityce trzeba wierzyć, że można osiągnąć coś, co wydaje się niewyobrażalne. Optymizm buduje wielkie rzeczy. My to zrobiliśmy.



Od kogo dowiedział się Pan, że rozmowy zakończyły się sukcesem?
Prezydent RP:
Od premiera. Od rana byłem z nim w niemal stałym kontakcie. Zresztą także z ministrem Cimoszewiczem, wicepremierem Kołodko. Rozmawiałem też w takich dramatycznych momentach z wicepremierem Kalinowskim. Ja potrzebowałem informacji od nich, oni potrzebowali mojego wsparcia.

Co to były za dramatyczne momenty, w których rozmawiał Pan z Kalinowskim?
Prezydent RP:
Wtedy kiedy chodziło o kwoty hurtowej sprzedaży mleka. To od początku wydawało się nam najtrudniejsze. Spodziewaliśmy się, że wiele państw z Piętnastki będzie miało swoje wątpliwości w tej sprawie.

O takich szczegółach rozmawiał Pan z Kalinowskim?
Prezydent RP:
On miał bardzo poważne wątpliwości, co robić: czy się godzić na jakieś ustępstwo, czy nie? Radziłem mu, żeby wykazał cierpliwość i pewną europejską dyscyplinę.

Cóż to znaczy?
Prezydent RP:
To dużo znaczy. PSL jest w koalicji i obecność PSL-u w koalicji jest ogromnie ważna. Chcę podkreślić, że w negocjacjach europejskich szef PSL zachowywał się z ogromną rozwagą. I jako lider ludowców, i jako człowiek, który wie, jaka jest perspektywa polskiego rolnictwa. I mam nadzieję, że to, co udało się uzyskać w Kopenhadze, ostatecznie będzie argumentem dla ruchu ludowego, a także dla PSL-u, żeby powściągnęli swoją krytykę.

O której wiedział Pan, że Kopenhaga zakończyła się sukcesem?
Prezydent RP:
Między 18 a 19. Premier powiedział mi, że udało się osiągnąć dużo, że ma nadzieję, że zostanie to potwierdzone przez Piętnastkę. Ja doradzałem mu, by na razie zachować ciszę w eterze.

A potem była ogromna radość?
Prezydent RP:
My jesteśmy za starzy, żeby się bardzo podniecać. Mówimy bez emocji: to jest dużo więcej niż pozycja wyjściowa, to jest dużo więcej niż propozycja duńska. To jest sukces Polski.

Panie Prezydencie, czy ta niezwykle nieustępliwa postawa polskiego rządu w końcówce negocjacji to częściowo efekt prawicy, która zaczęła mówić, że od daty ważniejsze są warunki integracji?
Prezydent RP:
Oczywiście, że po części tak. Fakt, że działaliśmy przy otwartej kurtynie, zmuszał do wysiłku do samego końca. I tu oczywiście prawica odegrała swoją rolę. Tę, którą zapisano jej w demokratycznym państwie. Każda władza pozbawiona kontroli głupieje.

Choć postulat rezygnacji z daty wejścia do Unii był nadzwyczaj ryzykowny. Tu niczego by się nie dało przesunąć o miesiące, wszystko by się przesunęło o lata i nieuchronnie kierowałoby Polskę do dyskusji o przystąpieniu do Unii już z 24 krajami. I to z krajami, które są trudne - z Bułgarią, Rumunią i Turcją. Cieszę się, że Polska będzie rozmawiała o tym, jak te kraje będą się integrować z Unią, jako jeden z ważnych krajów Unii Europejskiej, a nie, że tak powiem, "sąsiad zza drzwi".

Czy była możliwość, że premier wróci z Kopenhagi bez porozumienia?
Prezydent RP:
Teoretycznie tak. Ale wierzyliśmy, że uda się to załatwić. W polityce trzeba wierzyć, że można osiągnąć coś, co wydaje się niewyobrażalne. Optymizm buduje wielkie rzeczy. My to zrobiliśmy.

Czyja to zasługa?
Prezydent RP:
Od 1989 r. wszystkie rządy pracowały na rzecz integracji Polski z Unią Europejską, choć z różną intensywnością. Ale to zasługa także tych, którzy otworzyli drzwi Polski do takich przekształceń. Trzeba by zaczynać od generała Wojciecha Jaruzelskiego, dla którego - mam nadzieję - dokonuje się pewien akt istotny - oto 13 grudnia on wybierał mniejsze zło, a dzisiaj - 13 grudnia - my wybieramy większe dobro.

Swoje zasługi ma i "Solidarność", która kiedyś otwierała drzwi Europy, i prezydent Lech Wałęsa, i ludzie wszystkich obozów politycznych.

Co znaczy dla Pana osobiście to, co się stało w Kopenhadze?
Prezydent RP:
Dla mnie jest to nadzwyczaj ważny dzień. Siła Polski polega na tym, żeby być w Unii, mieć świetne stosunki ze wszystkimi sąsiadami, odgrywać rolę istotnego partnera w regionie i mieć strategiczne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi czy NATO. Mnie się już udało wprowadzić Polskę do NATO. Zbudowałem dobre stosunki z sąsiadami, udało mi się dać Polsce konstytucję, która bardzo nas stabilizuje.

Wchodzimy do Unii, to jest impuls, który może nas przybliżyć do ważnych standardów, które nie są w najmniejszej sprzeczności z naszym dziedzictwem narodowym. Dzisiaj więc dopełnia się cała koncepcja mojej prezydentury. Oczywiście przede mną jeszcze referendum.

Co zrobić, by go nie przegrać?
Prezydent RP:
Trzeba rozmawiać. Nic mądrzejszego od bezpośredniego dialogu ze społeczeństwem nie wymyślono. Trzeba na to poświęcić czas, wykazać cierpliwość, mieć argumenty. A wie pani, co dla mnie jest otuchą? Że wywalczyliśmy dobre warunki wejścia do Unii. Dlatego wieczorem u euroentuzjastów była radość i przekonanie, że dostali dodatkowy argument "za". Ale podejrzewam, że u eurosceptyków i eurooponentów były minorowe nastroje. Oni mieli nadzieję, że będzie gorzej. Mieliby wówczas dodatkowy argument na "nie".

Zakłada Pan pozytywny wynik referendum?
Prezydent RP:
Zakładam i będę o niego walczył.

Rozmawiała Agnieszka Kublik


Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.