przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Nie wiem, czy Pan wie o tym, że powinien Pan być za 35 minut w Kopenhadze. Taki napis się pojawił wczoraj w centrum, tam, gdzie odbywają się spotkania, że „Prezydent Aleksander Kwaśniewski będzie gościem w Kopenhadze o 7.55 dzisiaj”.
Prezydent RP:
Nie. Uzgodniliśmy z panem premierem, że ja zostaję w kraju, szefem delegacji jest pan premier, towarzyszy mu minister spraw zagranicznych i to jest oficjalna delegacja polska, a również są obecni w Kopenhadze – żeby było łatwiej dyskutować propozycje, podejmować decyzje – wicepremierzy, koalicyjni również. Tak więc kierownictwo polityczne rządu jest na miejscu. Sądzę, że to wszystko jest tak zorganizowane, żeby można było w ciągu najbliższych godzin podejmować istotne decyzje. i będziemy również w kontakcie telefonicznym.

Czyli z zamiarem osobistego pobytu w Kopenhadze się Pan nie nosił?
Prezydent RP:
Nie, nie, zresztą proszę zobaczyć, że myśmy od początku negocjacji z Unią Europejską przyjęli zasadę – niezależnie od tego, kto stał na czele rządu – że jest to przede wszystkim zadanie rządowe, ze względu na konsekwencje ekonomiczne wielu decyzji. W szczytach Unii zawsze uczestniczyli premierzy, ministrowie spraw zagranicznych, natomiast jesteśmy w kontakcie, znaczy żadna ze spraw nie dzieje się tutaj bez wzajemnego informowania się.

Za niespełna 40 minut rozpocznie się ostatnia, nadzwyczajna runda negocjacji z Unią. Ta propozycja duńska, która mówi o tym, że być może otrzymamy większe kwoty – tak na dopłatę do budżetu, jak i na dopłatę dla rolników – będzie rozpatrywana, być może, coś uda się wytargować. Jak Pan sądzi? Jaka to będzie kwota i czy w ogóle warto w tym przypadku mówić o pieniądzach? Może chodzi o rzeczy dużo, dużo ważniejsze?
Prezydent RP:
Na pewno chodzi o rzeczy ważniejsze. Chodzi o rozszerzenie Unii Europejskiej, co będzie – to wszyscy podkreślamy od wielu, wielu miesięcy – wydarzeniem historycznym, dopełni się Europa, zamkniemy długi okres podziałów, konfliktów europejskich. Natomiast oczywiście negocjacje z natury dotykają kwestii szczegółowych, finansowych. Ja mam nadzieję, że po pierwsze – propozycje duńskie zostaną podtrzymane, bo wokół tego nie było jasności, ale dzisiaj nawet, czytając depeszę, widzę, że wczoraj Piętnastka uznała, że to, co Duńczycy zaproponowali, jest propozycją Piętnastki. Jak Pan pamięta, było tam sporo dyskusji. Na ile to jest propozycja uzgodniona czy nieuzgodniona prezydencji duńskiej, ale jest ważne, że mamy na stole dzisiaj propozycję duńską. Czy coś więcej można uzyskać? Zobaczymy. Osobiście bym ocenił to następująco: gdyby okazało się w końcówce rozmów, że Unia ma pewną niewielką, ale jednak rezerwę, która szczególnie pomogłaby w sprawach budżetowych, tzn. byłaby kompensatą dla budżetów poszczególnych państw kandydackich, to uznałbym, że liderzy Unii są bardzo roztropni, działają z wyobraźnią i rzeczywiście do negocjacji przygotowali się świetnie. Natomiast czy tak będzie, zobaczymy. Pamiętajmy, że w sensie finansowym rozszerzenie Unii następuje w trudnym okresie przede wszystkim ze względu na sytuację w Niemczech. Niemcy są głównym płatnikiem, głównym utrzymującym, można powiedzieć, Unię Europejską. No i, niestety, trzeba powiedzieć, że ich sytuacja jest na tyle trudna, że elastyczność nie będzie wielka – i to wiemy z wypowiedzi kanclerza Schroedera wielokrotnych, więc trudno mieć tutaj jakąś nadzwyczajną nadzieję.

Po wczorajszym spotkaniu z premierem Leszkiem Millerem, powiedział Pan, że „wierzymy, że Europa wróci do Polski, że mądrość przywódców Europy Zachodniej spowoduje, iż zrozumieją, że to tak naprawdę my jesteśmy nadzieją dla zjednoczonej Europy”. Na czym to zrozumienie Piętnastki ma polegać?
Prezydent RP:
Że część Europejczyków traktuje rozszerzenie trochę jak dopust boży – „musi się dokonać, bo takie obietnice zostały złożone”. I to jest błąd, dlatego że rzeczywiście rozszerzenie i w sensie ludzi, którzy wejdą do Unii, i energii, i potencjału, jaki jest w krajach kandydujących dzisiaj, a za chwilę w nowych członkach Unii Europejskiej, jest ogromny.
Druga, może psychologicznie ważna rzecz – wiele spraw w Unii Europejskiej, które się udało osiągnąć, traktowane jest są jako oczywiste. Unia Europejska jest uznawana za dzieło udane, raczej mówi się o jej słabościach niż sukcesach. Do wszystkiego, co dobre, wszyscy dawno się przyzwyczaili i nowe państwa są potrzebne, żeby trochę odświeżyć ten nastrój, żeby uwierzyć w Unię Europejską ponownie, żeby zobaczyć, jak ona jest ważnym konceptem dla Europy, dla obywateli. I sądzę, że w tym sensie również Europa nas potrzebuje właśnie po to, żeby trochę w naszym lustrze, trochę dzięki temu świeżemu powietrzu, które przyjdzie wraz z nami, zobaczyć nowe możliwości całej Europy, bo inaczej będzie to ciągle zamykało się, gnuśniało w jakimś sensie, a także będzie pozbawione tej siły witalnej, tego pędu, który jest związany z nowym członkami.
I chcę powiedzieć, że mam tutaj bardzo konkretne doświadczenia z NATO. Rozmawiałem ostatnio z gen. Ralstonem, który odwiedzał Polskę, i on też zgodził się z moją opinią, że gdyby nie rozszerzenie NATO i kolejna faza rozszerzenia, to prawdopodobnie ta organizacja byłaby dzisiaj w dużym kryzysie, bo głównie ogniskowałoby się wszystko wokół sporu amerykańsko-europejskiego, możliwości byłyby wyczerpane, a tak to jest nowa idea, są nowe możliwości działania i to działa bardzo ożywczo.

Czy dopuszczamy taką możliwość, że negocjacje dzisiaj nie zakończą się, że nie podpiszemy żadnego dokumentu, że będziemy domagali się, strona polska będzie domagała się przedłużenia negocjacji do bliżej nieznanej daty, ale jednak nie jesteśmy usatysfakcjonowani i polska opinia publiczna naciska na to, by warunki były dużo, dużo lepsze, więc dzisiaj jeszcze nie, poczekamy?
Prezydent RP:
No, to są dwie sprawy. Pierwsza – ja jestem przekonany, że decyzje muszą zapaść w Kopenhadze. Czy one zapadną dzisiaj wieczorem, czy późnym wieczorem, czy w nocy, czy może jutro rano – nie wiem. Sądzę, że Duńczycy są na tyle zorganizowani, że stanie się to wszystko zgodnie z planem. Pamiętajmy, że to jest wielkie wydarzenie i cała logistyka takiego szczytu jest na tyle skomplikowana, że złamanie tego, przedłużanie, to jest ogromna komplikacja. Jestem przekonany, że raczej to się stanie wszystko w czasie, tak, żeby mogła odbyć się również część ceremonialna, a więc i spotkania z mediami, i kolacja z udziałem królowej, i tak dalej. Jeżeli będą przesunięcia, oceniam, że to bardziej będzie w godzinach czy w minutach, aniżeli w dniach czy w miesiącach.

Ale miejsce się nie zmieni? Będzie to Kopenhaga.
Prezydent RP:
I musi być Kopenhaga. I chcę powiedzieć, że taką radę dawałem premierowi Millerowi, że my musimy w Kopenhadze również tę decyzję podjąć, dlatego [niepodjęcie tej] decyzji oznacza wypadnięcie z dziesiątki negocjującej. Dziewiątka pójdzie tą drogą, dziewiątka, niestety – chcę powiedzieć to nawet bez jakiejś pretensji – mimo deklarowanej solidarności, specjalnie się nie rozpłacze, że Polska nie wchodzi w tej grupie, ponieważ oznacza to, że środki przewidziane w agendzie berlińskiej do końca roku 2006 będą rozdzielone na 9 państw, a nie na 10, a Polska tych środków na siebie przyjmuje ponad połowę, czy blisko połowę. Więc oni pójdą, my zostaniemy i zostaniemy wtedy już w sytuacji niełatwej, ponieważ prawdopodobnie trzeba będzie rozpocząć negocjacje z Unią...

Czyli trzeba będzie pukać do dwudziestu czterech drzwi potem, a nie już do piętnastu.
Prezydent RP:
Ale nie tylko. Do dwudziestu czterech drzwi – co jest ważną uwagą. A druga sprawa – z takimi krajami, jak Rumunia, Bułgaria i Turcja. Ja – trochę żartując – mówię, że z Rumunią, Bułgarią, Turcją to nawet się bardzo trudno gra, jak się występuje w eliminacjach mistrzostw Europy w piłce nożnej...

Technicznie są lepsi.
Prezydent RP:
I są tacy zadziorni, trzeba powiedzieć. A co dopiero, kiedy musimy negocjować warunki ekonomiczne, polityczne. Pamiętajmy, że natychmiast wszystko to, co będzie się działo w Unii Europejskiej, będzie w cieniu Turcji, bo to jest kraj ogromny ze względu na potencjał ludnościowy, ze względu na różnice kulturowe, religijne. Pamiętajmy, że gdyby decydować się na przyjmowanie Turcji, to będzie to pierwszy kraj islamu przyjmowany w chrześcijańskiej Europie, więc wiele komplikacji. W sposób nieuchronny Polska zejdzie na dalszy plan, w związku z tym trzeba uniknąć takiej sytuacji.
W moim przekonaniu nam będzie łatwiej domagać się poprawy wielu warunków, zmiany niektórych reguł, kiedy będziemy już w środku i kiedy będziemy jednym z liczących się państw Unii Europejskiej, a nie ciągle pukający kandydat, a jeszcze dodatkowo kandydat, który będzie w grupie państw, no, z punktu widzenia europejskiego są bardziej trudne, może strategicznie nie mniej istotne niż my. My nie możemy tej sytuacji przegapić, dlatego decyzję Polska musi podjąć w Kopenhadze i w moim przekonaniu są powody, żeby podjąć decyzję pozytywną, bowiem zakładam, że pewien manewr jeszcze zostanie dokonany w ostatniej chwili negocjacji, ale to, co już uzyskaliśmy przez lata rozmów, to jest ogromny postęp, to są bardzo pozytywne ustalenia, w wielu punktach lepsze niż innych krajów kandydujących – i to trzeba docenić.

Zatem jeśli podpiszemy dokument i poznamy warunki, trzeba to potem wszystko przełożyć na język zrozumiały dla opinii publicznej. Pan mówił, zdaje się, o swojej trzeciej kampanii wyborczej, jakiej Pan się w najbliższym czasie spodziewa. Bo były dwie prezydenckie i teraz ta trzecia, związana z referendum unijnym, żeby przekonać opinię publiczną do tego, że warto głosować na tak.
Prezydent RP:
Tak jest, dlatego że uważam, że jestem winny takie właśnie zachowanie polskiej opinii publicznej, czyli dotarcie do wielu środowisk, do wielu miast – dużych i małych, do wsi, przekazanie informacji, odpowiedzi na pytania. Czyli to będzie swoiście trzecia prezydencka kampania, bo kampanii w swoim życiu ja miałem dużo więcej, bo przecież byłem parlamentarzystą i w wielu uczestniczyłem. Ale to musi być taka właśnie kampania prezydencka, gdzie nie zabraknie z mojej strony aktywności, a na mapie nie będzie białych plam, czyli nie pozostawimy żadnego regionu bez informacji, bez wiedzy, bez możliwości wypowiedzenia się. Traktuję to nie jako agitację, ale traktuję to jako swój obowiązek, obowiązek dobrego poinformowania polskiej opinii publicznej o tym, jaką szansą jest wejście do Unii Europejskiej, jakiego wysiłku to od nas wymaga, ale też dlaczego to nam się opłaca.

Ano właśnie, czyli będzie Pan musiał odrzucać takie argumenty, jak takie oto, że „na członkostwie z Unią stracimy znacznie więcej niż zyskamy”, że „wzrosną ceny”, że „drastycznie obniży się poziom życia polskiego społeczeństwa” itd., itd.
Prezydent RP:
Moim zdaniem, żadnej z tych tez nie da się obronić.

To jest nawet wyliczone. Liga Polskich Rodzin wyliczyła, ile stracimy, jak wzrosną ceny, o ile procent, na jakie produkty itd., itd. To jest pewien konkret. Z konkretem trzeba walczyć też konkretem, a nie unikiem.
Prezydent RP:
Oczywiście, trzeba walczyć konkretem, tylko można powiedzieć, że mogą być i powodzie, i huragany...

No tak, ale to jest od nas niezależne.
Prezydent RP:
No tak, ale to są, wie Pan, wszystko założenia bardzo teoretyczne. To wszystko, o czym Pan mówi w tych danych, nie musi się wydarzyć. Część produktów może podrożeć, część produktów może potanieć. Jeżeli mówimy o stratach, to nie da się udowodnić tej tezy. Polska per saldo będzie zyskiwała – już nawet w czysto finansowym wymiarze – na wejściu do Unii Europejskiej. Do roku 2006 to będzie około 7 miliardów euro, które uzyskamy więcej aniżeli jakiekolwiek nasze wpłaty. Oczywiście, wiele będzie zależało od tego, czy umiemy skorzystać z tych pieniędzy, no ale wie Pan, gdybym ja dzisiaj miał powiedzieć Polakom, że na pewno nie umiemy skorzystać, no to rzeczywiście po co się pchamy? I to by znaczyło, że jesteśmy narodem niezdolnym albo leniwym, a przecież to są nieprawdziwe tezy. A poza tym byłem w zbyt wielu miejscach w Polsce, żeby widzieć, jak Polacy umieją korzystać z tych pieniędzy bez jeszcze obecności w Unii Europejskiej. Z programu PHARE widziałem budowaną obwodnicę i w Bolesławcu, i w dziesiątkach innych miejsc...

Ale także słyszał Pan o tym, że nie umiemy do końca wykorzystać tych środków.
Prezydent RP:
No nie do końca, bo nie wszędzie jeszcze, że tak powiem, te procedury są znane, ale trzeba się tego nauczyć. Mamy trochę czasu, do 1 maja 2004 jest jeszcze kilkanaście miesięcy i to nie jest jakaś wiedza tajemna, której nie można posiąść. Więc jedna teza jest na pewno nieprawdziwa – że nie skorzystamy. Bo skorzystamy. I jeżeli będziemy umieli dobrze zaabsorbować te pieniądze, to będą to sumy niemałe, a sądzę, po roku 2006 Polska zamieni się – jeśli chodzi o płacenie, o udział w środkach pomocowych – z Hiszpanią. My będziemy pierwszym krajem w całej już dwudziestce piątce pod względem ilości pieniędzy, które będą do Polski przychodzić.

Sprawa druga – patrzmy na innych. Unia Europejska to nie jest eksperyment, którego nikt nie przeżył w Europie, my jesteśmy pierwszą potencjalną ofiarą – żeby używać języka, który Pan cytuje. To nieprawda. Do Unii weszła Hiszpania i ogromnie na tym skorzystała. Weszła Portugalia – skorzystała. Irlandia – skorzystała. Grecja – skorzystała. Nawet kraje zamożne, które wchodząc do Unii były na wyższym poziomie średnio ekonomicznym niż Unia, jak Austria, jak Finlandia, jak Szwecja – też jest zadowolona i są usatysfakcjonowani, uważają, ze skorzystali. Więc, wie Pan, wejście dziesiątki do Unii to jest wykorzystanie doświadczeń innych państw, którym się powiodło i ja nie widzę powodów, dla których ta dziesiątka to miałaby być jakaś katastrofa.

Język Ligi Polskich Rodzin jest bardzo podobny do języka wielu eurosceptyków na Zachodzie, którzy mówią, że „tego bałaganu wschodnioeuropejskiego nie bierzmy sobie na głowę, bo po co?”. No ale nie sądzę, żeby Liga Polskich Rodzin chciała się zgodzić z taką opinią, że my jesteśmy „czarną dziurą europejską”, „bałaganem”, „rozkapryszonymi narodami”, które nie potrafią same, że tak powiem zapewnić sobie organizacji, rozwoju ekonomicznego itd., itd. W moim przekonaniu, większość tych tez, które są wypowiadane i u nas, i na Zachodzie jest przesadzona. Tak samo jak ten zalew polską siłą roboczą, czego na Zachodzie się obawiają. Ja cały czas im to tłumaczyłem, mówiłem: „Słuchajcie, historia Polski pokazuje, że emigracje miały miejsce wtedy, kiedy w Polsce były albo głębokie kryzysy polityczne, albo ekonomiczne. Jeżeli wejście do Unii będzie oznaczało rozwój ekonomiczny – a będzie oznaczało – nie ma żadnych przesłanek, żeby był jakiś exodus polskich pracowników na Zachód, bo nie będzie takiego powodu. Każdy z nas ceni swoje środowisko naturalne, swój język, swoją rodzinę, swoje więzi i jeżeli będzie mógł znaleźć pracę w Polsce, przecież nie będzie jej szukał za granicą”. Natomiast czego możemy się obawiać? Że w globalnej gospodarce będzie występowało zapotrzebowanie – nawet na poziomie drenażu – na wybitnych specjalistów. No ale przecież ono występuje czy jesteśmy w Unii, czy nie jesteśmy. Co robić z dobrym piłkarzem, który chce jechać za granicę?

O piłkarzach to jeszcze porozmawiamy.
Prezydent RP:
No widzi Pan. Chciałbym, żeby wszyscy piłkarze „Wisły” zostali i grali dalej, ale przecież jak będą dobre oferty, ciężko będzie ich zatrzymać. Więc pomieszanie z poplątaniem jest w tych wszystkich argumentach i jako swoje zadanie traktuję właśnie spokojne wyjaśnienie polskiej opinii publicznej, które z tych obaw są uzasadnione, a które to są strachy na Lachy.

Który rok będzie najtrudniejszy, jeśli przyjmiemy, że wchodzimy do Unii 1 maja 2004 roku? To jest właśnie 2004, czy może następny rok?
Prezydent RP:
Nie, ja myślę, że tak naprawdę to dla nas najtrudniejsze mogą być te lata późniejsze w rozumieniu, że już wtedy rzeczywiście powinniśmy pokazać dynamikę rozwojową taką, która by nas [przenosiła do] grupy państw w Europie, bo przecież my musimy celować dzisiaj nie na jakąś szczególną pozycję wśród krajów kandydujących, tylko my powinniśmy sobie postawić jako ambitny cel dorównanie perspektywie kilkunastoletniej Hiszpanii, bo to jest kraj o podobnym potencjale, możliwościach. Więc mamy na pewno kilkanaście lat i sądzę, że za kilka lat będzie to pytanie: Czy uzyskaliśmy taką dynamikę? Czy odrabiamy ten dystans w odpowiednim tempie?

Natomiast jeśli chodzi o rok 2004, to on będzie trudny przede wszystkim z jednego powodu – stworzenia rozsądnego budżetu państwa, czyli mówiąc wprost – to będzie najtrudniejszy rok dla ministra finansów, dlatego że jeżeli ktoś obawia się, że 1 maja staną się tu jakieś rzeczy straszne, to się myli. I, niestety, też się nie staną jakieś rzeczy cudowne, tzn. to nie będzie tak, że bezrobotny od razu znajdzie pracę, ale też nie oznacza, że straci ją, to nie oznacza, że biedny stanie się bogatym. To są wszystko, oczywiście, naiwności. Natomiast dla budżetu na rok 2004 to już rok 2003 będzie trudny, ale wierzę, że sprawdzi się znane polskie powiedzenie, że „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Reforma finansów publicznych jest potrzebna, reforma budżetu jest potrzebna i być może w związku z wejściem do Unii dokonamy tego w przyszłym roku 2003.

Reforma budżetu nie tylko jest potrzebna, to jeszcze zapowiadana co roku, zdaje się, przy okazji tworzenia każdego następnego budżetu.
Prezydent RP:
Ale wreszcie jest już konieczność, wreszcie jest nieodwołalna konieczność [...].

A słyszał Pan, Panie Prezydencie, o takim scenariuszu, że obecny rząd wprowadza Polskę do Unii Europejskiej, a następnie znajduje taką sztuczkę prawną, która doprowadza do rozwiązania Parlamentu i rozpisania nowych wyborów na zasadzie: „To my teraz poczekamy, może wygra kto inny i niech on się martwi o budżet 2004/2005”?
Prezydent RP:
Bardzo skomplikowane, przewrotne....

Proste, to się da zrobić.
Prezydent RP:
Wie Pan, konstytucyjnie nie za bardzo, dlatego że rozwiązanie Parlamentu może się odbyć tylko w dwóch przypadkach – albo nieprzyjęcia budżetu bądź braku rządu (mamy rząd po pierwsze, budżet na rok 2003 za chwilę [będzie], sądzę, że go podpiszę 23 grudnia), no i może być, oczywiście, decyzja kwalifikowaną większością samego Sejmu o rozwiązaniu. W to nie wierzę. Raz, że nie widzę dzisiaj takiej większości w Parlamencie, a poza tym nawet ugrupowania, które chciałyby rozwiązywać Parlament, natrafią na silny opór wewnętrzny, dlatego że wielu posłów wie, że w tym Parlamencie jest, a w następnym nie musi być, a niektórzy nawet wiedzą, że nie będą. Więc nie wierzę w takie scenariusze, nie widzę takiego powodu. Oczywiście, sytuacja polityczna bywa zmienna i dynamiczna, ale dzisiaj to są wszystko plotki. Zapewniam, że z moich rozmów z liderami rządu, ale także i opozycji, taki plan w ogóle nie wynika.

Chyba najbardziej, może nie tyle nerwowo, ale tak najbardziej przykłada wagę do tego, co robi, wicepremier i minister rolnictwa Jarosław Kalinowski, bo wygląda na to, że on może być tą pierwszą osobą, która zostanie rozliczona po zakończeniu negocjacji z Unią. Jak Pan sądzi? Jak to się skończy?
Prezydent RP:
Zobaczymy. Ja wczoraj miałem okazję rozmawiać z premierem Kalinowskim, doceniam jego determinację, wiem, pod jaką presją jest swojego środowiska, ale mam nadzieję, że również jego otoczenie i koledzy w PSL-u, którzy ustawili poprzeczkę trochę tak, że nie da się jej przeskoczyć i boję się, że za tym niekoniecznie musi się kryć wyłącznie interes polskiego rolnictwa czy Polski, ale także takie jakieś wewnątrzpartyjne boje. Premier Kalinowski jest w trudnej sytuacji, ale premier Kalinowski osiągnął bardzo wiele. I polscy rolnicy to będzie jedna z tych grup społecznych, która bardzo szybko, a można powiedzieć, że wręcz od samego początku najszybciej zobaczy korzyści płynące z Unii Europejskiej w postaci dopłat bezpośrednich, w postaci różnych programów rozwojowych, strukturalnych dla wsi, uporządkowania całej sfery rolniczej. Nawet to, co już się stało w instytucjach rolniczych, jak chociażby wszystkie agencje, to to jest wielki postęp, tam nastąpił porządek i opanowanie reguł, które będą czytelne dla rolników.

Więc to, co już się udało osiągnąć, to jest bardzo wiele, natomiast oczywiście napotykamy na trudności, które są trudnościami wynikającymi z całej komplikacji wspólnej polityki rolnej Unii Europejskiej. Kiedy my chcemy podwyższenia naszej kwoty na mleko (a pamiętajmy, że ta kwota 9 milionów ton jest i tak wyższa niż to, co w tej chwili w hurcie w Polsce jest sprzedawane – słusznie uważając, że wraz z podnoszeniem jakości tego mleka wiele z obrotu domowego będzie trafiało do hurtu; na przykład napotykamy na pretensje Hiszpanów, których kwota wynosi 7 milionów, a o Hiszpanach już mówiłem, że to jest kraj najbardziej z nami porównywalny) i którzy od 16 lat tej kwoty zmienić nie mogą), więc pamiętajmy, że w takich dyskusjach o kwotach wchodzimy w bardzo skomplikowany system różnych zależności z różnymi krajami Unii Europejskiej i często nie sposób znaleźć tu tak od razu rozwiązania. Ale jestem przekonany, że co by nie ustalono w sprawie mleka czy izoglukozy, czy plonów referencyjnych, to będzie nam łatwiej te warunki zmieniać na naszą korzyść, kiedy będziemy w środku Unii, aniżeli będziemy w przedsionku Unii. Jestem przekonany, że kiedy nasi eksperci siądą z unijnymi, kiedy ci unijni przyjadą do Polski, kiedy będzie okazja pokazania im różnych barw polskiego rolnictwa, to będzie łatwiej uzyskać odpowiedzi na niektóre pytania, aniżeli kiedy ciągle to jest rozmowa kandydata z Unią Europejską.

Zresztą to ciekawe – przy okazji negocjacji naszej dziesiątki aspirującej pojawiły się również negocjacje krajów już będących w Unii. Też chciały przy tej okazji sobie coś załatwić. Portugalczycy chcieli zwiększyć kwotę na coś itd., itd.
Prezydent RP:
Minister rolnictwa, tak jak powiedziałem, że minister finansów będzie miał trudne zadanie z budżetem już w roku przyszłym, [to minister rolnictwa] Polski – ktokolwiek by nim nie był – stanie przed najbardziej pasjonującym wyzwaniem swego życia, mianowicie reformą CAP, czyli ten wspólnej polityki rolnej, co jest konieczne. Już nawet Francuzi, prezydent Chirac, który też w przeszłości był ministrem rolnictwa, rozumie, że tego utrzymać się nie da, że to musi być zasadnicza zmiana i jeśli chodzi o sposób dopłat, o warunki konkurencyjności, otwarcie rynku europejskiego dla Trzeciego Świata. Pamiętajmy, że Europa jest nieuczciwa wobec Trzeciego Świata. Także my, tu w Polsce, bo my wszyscy mówimy, że absolutnie trzeba pomagać Trzeciemu Światu, natomiast są tak straszne bariery na import towarów, szczególnie rolnych, z Afryki czy z Azji, czy nawet z takich krajów, jak Mołdawia, gdzie pukają do nas po raz kolejny, żeby np. ich produkty nie były obłożone tak wysokimi cłami, a my mówimy, że nie, bo chronimy swój rynek itd. Więc pamiętajmy, że jest wiele tematów trudnych i dla Europy, i dla świata, które będziemy rozstrzygać, ale już – jak mówię – nie jako człowiek w korytarzu, który przez drzwi stara się wykrzyczeć swoje opinie, tylko jako ten siedzący przy stole, na honorowym zresztą miejscu, jako partner silny, który będzie decydował i o polityce globalnej, o polityce międzynarodowej, i o rolnictwie, o wspólnej koncepcji polityki i rolnej, i ekologicznej, i każdej innej. Wchodzimy do grona najbardziej wartościowego, jakie można w Europie dzisiaj opisać.

No dobrze, Panie Prezydencie, to jesteśmy w tym gronie, jest 25 państw...
Prezydent RP:
Jeszcze nie, ale...

Ale tak sobie pomarzmy przez chwilę. No i co dalej będzie z Unią Europejską w tym kształcie?
Prezydent RP:
Unia Europejska jest procesem. Unia Europejska nigdy – i słusznie, moim zdaniem – nie zdefiniowała tzw. granic Europy. A były takie koncepcje. Jeżeli Pan trochę przyglądał się intelektualnej dyskusji toczonej w Unii, to tam były różne pomysły. Zaczynało się od tego, że Europa się dzieli na Europę „karolińską”, czyli tą, która powstała jeszcze w wiekach średnich i do której my już w sumie słabo należeliśmy, że już tak to oględnie nazwać, a wręcz nie należeliśmy i cała Europa Środkowo-Wschodnia była właściwie poza tą strefą. Teraz jest, oczywiście, spór, który np. prowadzą chadecy niemieccy o Europie chrześcijańskiej i niechrześcijańskiej. To dotyczy, oczywiście, Turcji i jej potencjalnego miejsca w Unii Europejskiej. Ale nie tylko, bo na przykład też Albanii, Bośni i Hercegowiny, czyli krajów muzułmańskich w Europie. Na pewno też będziemy musieli tu zająć stanowisko i w tej dyskusji będziemy musieli już bardzo szybko wziąć udział.

Europa, na szczęście, Unia Europejska nie przyjęła jakichkolwiek ograniczeń i stąd mogła się rozwijać. Zaczęła od szóstki państw, które tworzyły jeszcze wcześniej Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, później była dwunastka, później była piętnastka, dzisiaj będzie dwudziestka piątka, i drzwi muszą pozostać otwarte. One muszą pozostać otwarte tutaj, na Wschodzie, bo starają się wejść Rumuni i Bułgarzy. Nie mamy żadnego powodu powiedzieć „nie”, jeżeli te kraje spełnią kryteria. Pozostaje problem Norwegii, która dwukrotnie już w referendach powiedziała „nie”, ale coraz bardziej skłania się do tego, żeby powiedzieć „tak”. Ostatnie badania opinii publicznej pokazują na istotną zmianę w świadomości Norwegów. Są Szwajcarzy. Ja znam Szwajcarię dość dobrze, więc myślę, że to przez dziesiątki lat jeszcze, być może, się nie stanie, ale oni już weszli do ONZ-u i ich, oczywiście, zasadniczy problem to jest taki, czy oni w Unii Europejskiej się nie rozmyją jako kraj trójkulturowy, trójjęzykowy, bo przecież mamy część niemiecką, francuską, włoską, i jest to ryzyko, że Szwajcarzy się tego boją. Moim zdaniem niesłusznie, bo istnieje coś takiego, jak świadomość [...].

Ale to jeszcze potrwa, jak Pan sam powiedział przed chwilą.
Prezydent RP:
Ale staniemy przed tymi problemami, wie Pan. Ja już nie jako prezydent, ale chętnie... Pan będzie w radio pracował ze względu na swoją miłość do tej instytucji jeszcze długo, więc mnie kiedyś zaprosi...

Jeśli nie jako prezydent, to jako kto, Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
Jako były prezydent, wie Pan, zaprosi mnie Pan jako specjalistę od spraw europejskich i będziemy np. zastanawiać się, czy Szwajcarzy powinni wchodzić, czy nie, czy...

Jaki to będzie bezpieczny temat do rozmowy.
Prezydent RP:
Ale wie Pan, to pokaże też, jaką pozycję zajmujemy ważną w Europie. I to nie są żadne fantasmagorie. To się może zdarzyć w ciągu siedmiu, dziesięciu lat. Te tematy mogą być już być aktualne. Na pewno tematem bardzo aktualnym, bardzo trudnym, zasadniczej wagi to jest Turcja, co już będzie w Kopenhadze dyskutowane, a dla nas ogromnie ważne to jest Ukraina i Rosja. W moim przekonaniu dzisiaj wyobrażanie sobie tych państw w Unii jest niemożliwe, ale na pewno interesem Unii jest bliska współpraca z tymi krajami, a w przypadku Rosji musimy zaczekać na własną definicję Rosji, bo Rosja musi się zdecydować, czy jest krajem bardziej europejskim, czy bardziej euroazjatyckim, czy jeszcze może inaczej określi swoje miejsce. Czekają nas pasjonujące wręcz nie tylko dyskusje, ale i decyzje. I raz jeszcze podkreślam – my będziemy w nich brali udział. To nie będzie tak, że z gazet będziemy się dowiadywać, czy Turcja wchodzi do Unii, czy nie, tylko głos Polski będzie się liczył.

Panie Prezydencie, za niespełna 15 minut ostatni akt negocjacji z Unią Europejską. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Jeśli Pan pozwoli, na zakończenie prośba o zdementowanie albo potwierdzenie plotki – po mieście chodzi informacja, że wybrał Pan trenera-selekcjonera polskiej reprezentacji piłkarskiej.
Prezydent RP:
Dobrze, że nie chodzi plotka, że to ja mam być tym trenerem, bo już się zmartwiłem.

Historia zna różne wypadki, tak że może być i tak.
Prezydent RP:
Nie, nie, proszę Państwa. Decyzje podejmuje Polski Związek Piłki Nożnej i podejmie. I tutaj nie ma ani żadnego nacisków, ani nawet żadnych kontaktów w tej mierze nie ma. Czytam różne spekulacje, mam swoich – jakby powiedzieć – faworytów, ale to nie ma żadnego znaczenia...

No dobrze. Jerzy Engel, Edward Klejndins, czy Stefan Majewski, bo tylko ta trójka wchodzi w grę?
Prezydent RP:
Nie, nie, niech Pan mnie nie wciąga. Nie, dlaczego? Po pierwsze – dlaczego ta [trójka]?

Bo tak będzie.
Prezydent RP:
Nie, wie Pan, jak będzie, to mniej więcej Pan się domyśla, ja się domyślam, ale...

Czyli jednak Pan coś wie.
Prezydent RP:
Domyślam się, domyślam się. Polska piłka potrzebuje dobrej reprezentacji, trenera, który będzie fachowcem i któremu damy czas i kredyt zaufania, co nie jest proste, bo wszystko to się dzieje w boju i w napięciu, ale ostatnie występy „Wisły Kraków” pokazują, że Polacy umieją grać w piłkę, że potrzeba właśnie trochę czasu, cierpliwości i takich wybitnych trenerów jak Henryk Kasperczak. Cieszę się, że jest w Wiśle, wiem, że powinien zostać w tej Wiśle ze względu na plany klubu, ale Henryk Kasperczak też nie jest jedynym wybitnym trenerem w Polsce, więc życzę PZPN-owi, żeby znaleźli takiego, który poradzi sobie z zadaniem, a opinia publiczna powinna pomóc tym właśnie kredytem zaufania.

Ewentualnie nie przeszkadzać, jak już zacznie pracować.
Prezydent RP:
Nie przeszkadzać też.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski – Gość Sygnałów Dnia. Panie Prezydencie, dziękujemy bardzo za rozmowę.
Prezydent RP:
Dziękuję bardzo. Wszystkim Państwu dobrego dnia! I dzisiaj bądźmy z naszymi przedstawicielami w Kopenhadze. Oni przeżywają ogromny stres, ale będą podejmować decyzje o wielkim znaczeniu. Tak że nasze dobre życzenia, takie płynące przez morze do Kopenhagi, mają znaczenie. Proszę Państwa o to i do usłyszenia.

Dziękujemy bardzo

Rozmawiał: Krzysztof Grzesiowski



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.