przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Dzień dobry Państwu. Prezydent RP, Pan Aleksander Kwaśniewski.
Prezydent RP
: Dzień dobry Państwu. Witam Państwa serdecznie.

Panie Prezydencie, gdzie wiosna ładniejsza, u nas czy tam, po drugiej stronie Atlantyku?
Prezydent RP
: Tam trudno mówić o wiośnie

Tam na półkuli północnej?
Prezydent RP
: Byliśmy i na południowej. Byliśmy w Santiago, byliśmy w Sao Paulo, byliśmy także już po naszej stronie świata, czyli w Cartahenie w Kolumbii. Tam są tropiki albo bardzo wysoko, więc jest końcówka lata, taka bardzo ładna pora roku.

Dziś wyczytałem taki komentarz do Pana wizyty w Ameryce Południowej: Brazylia, Kolumbia, Chile i Peru. Ktoś napisał, że dobrze, że Pan do Wenezueli się nie wybrał w tym czasie.
Prezydent RP
: Byliśmy blisko, i byliśmy akurat w momencie tego zamieszania, bo tak to trzeba nazwać. W Kolumbii czyli kraju sąsiednim. I Pan Prezydent Pastrana był cały czas w łączności telefonicznej, bo wywoływało to bardzo wiele niepokoju. I muszę powiedzieć, że prezydent Pastrana, prezydent Kolumbii miał cały czas prawidłową ocenę i cały czas mówił, że nie rozumie o co chodzi i właściwie dziwi się temu wszystkiemu. I miał rację. To był moment w którym Chavesa, prezydenta Wenezueli obalono i nie minęły 24 godziny, kiedy wrócił. Więc jak widać miał rozeznanie co do niejasności tej sytuacji. Ale generalnie jest ona niebezpieczna w tamtym regionie świata dlatego, że Wenezuela jest poważnym importerem ropy naftowej także i do Stanów Zjednoczonych, jest krajem, który ma swoją wagę polityczną i zamieszanie i niestabilność jest niewątpliwie dla tego regionu świata kłopotliwa.

Czy ta ponad tygodniowa wizyta w Ameryce Południowej przyniosła jakieś konkrety dla Polski?
Prezydent RP
: Myślę, że trzeba to rozpatrywać w trzech kategoriach. Pierwsza, to politycznie miała wielkie znaczenie dlatego, że tak jak dla nas Ameryka Łacińska jest daleko, tak Europa szczególnie Europa Środkowa dla Ameryki Łacińskiej jest daleka i fakt obecności polskiego prezydenta jest dowodem, że my chcemy z nimi utrzymywać kontakty i oni to bardzo doceniają. To znaczy uważają, że Polacy to jest ten kraj europejski, który nie jest zapatrzony wyłącznie w Europę, ale też trochę szerzej patrzy na świat współczesny. I to było doceniane tym bardziej, że na przykład w Kolumbii, Peru, to były pierwsze historyczne wizyty polskiego prezydenta. I politycznie, nawet w deklaracjach, które podpisywaliśmy, wyraźnie taką wolę dobrych kontaktów, ożywienia tych kontaktów, można zauważyć. Drugi czynnik to były sprawy gospodarcze. Oczywiście tutaj efekty trzeba będzie obserwować. Była ze mną spora grupa biznesu. Wszędzie odbyły się duże seminaria biznesowe z udziałem czołówki tamtych państw. W Brazylii na sali, jak mi powiedziano, było 60 proc. PKB brazylijskiego, firmy, które mają obroty po kilka miliardów dolarów, a żadna polska firma takich obrotów nie ma. Mam nadzieję, że nasi biznesmeni wykażą tu konsekwencję. Bo tego, czego Polakom najbardziej brakuje, to cierpliwości i konsekwencji. Kochamy takie wydarzenia, które szybko się dzieją, gdzie można odnieść bardzo spektakularny sukces, ale jak trzeba popracować, to już jest, niestety, gorzej i pod tym względem, muszę to powiedzieć z pewną nawet przykrością, ci z Ameryki Łacińskiej o których nie mamy najwyższego i słusznie, najwyższego mniemania, wykazują nieporównanie więcej konsekwencji od nas. Trzeci ważny element tej podróży, to były spotkania z Polonią, ona tam wszędzie jest obecna, od ogromnej polskiej Polonii, jak w Brazylii, poprzez mniejszą, ale też liczącą się w pozostałych krajach, bardzo nam życzliwą, bardzo potrzebującą kontaktu z Polską. Moja wizyta była okazją do przypomnienia i nam o jej obecności i im, że Polska się interesuje polonusami, ale także, co może najciekawsze, było szansą przypomnienia w tych krajach o roli Polaków. Bo to może być wręcz odkrywcze co powiem za chwilę, ale w Peru bardzo dalekim, to nie tylko jest Ernest Malinowski, który tworzył kolej transandyjską na wysokości powyżej 4 000 m, ale to jest prof. Habich, który jest twórcą politechniki limejskiej w XIX w., to jest na przykład Ryszard, oni nazywają go Richardo Malakovsky czyli Małachowski, podobno spokrewniony z p. marszałkiem Małachowskim, który jest twórcą całego centrum architektonicznego, bardzo pięknego zresztą, przełomu wieków w Limie z pałacem prezydenckim włącznie, twórcą katedry architektury, pierwszym na tamtej uczelni, czy jest żyjąca pani, którą poznałem, w połowie Polka, wspaniale mówiąca po polsku, bez akcentu, p. prof. Maria Roztworowska, która jest traktowana tam jako zupełnie guru historii i Peru i historii Ameryki Łacińskiej, tego pierwszego okresu konkwisty, czyli XVI i XVII wieku. Napisała 13 książek i jest tam traktowana jak wyrocznia niemalże. Tak że jak Pan widzi, to też było ważne. Polacy są, ale to nie jest ważne, że są, bo to że są, to jest mało odkrywcze tylko, że odgrywają tak wielką rolę, że mają istotny wpływ i dla historii tych państw i życia politycznego, to ważne.

Czy przypomniał Pan, że 2 maja mają swoje święto, Święto Polonii? Czy oni o tym pamiętają?
Prezydent RP
: Tak. Oni pamiętają. Są zadowoleni, że o nich się myśli. Będą bardzo szczęśliwi, że odbędzie się posiedzenie Senatu z udziałem przedstawicieli tych środowisk. Z tym, że uroczystości to jest jedno. Oni oczekują stałego kontaktu. Oni do Polski przyjeżdżają, to nie jest tak, że ich nie ma. Oni starają się co 2, 3 lata, te podróże nie są tanie, ale przyjeżdżają i cieszą się z naszych wizyt. Uważają to za taki moment wielce dla nich honorowy. Przecież zazwyczaj są to spotkania i w polskiej ambasadzie, ale także zapraszano ich na spotkania polityczne i do pałaców prezydenckich, wszędzie gdzie byliśmy. Oni mogą w takich momentach przypomnieć o swojej obecności, swoich zasługach. Uruchomiliśmy program polskiej telewizji, telewizji Polonia na Amerykę Łacińską w Sao Paulo. To też jest ogromnie ważne. To jest, kto wie czy nie najważniejsza forma współpracy z Polonią, dlatego, że oni potrzebują codziennego kontaktu, codziennego słowa, wiedzy co u nas się dzieje, kontaktu z polską kulturą. Więc pod tym względem na pewno ta wizyta była niezwykle użyteczna.

Edward Moskal ma przyjechać, Panie Prezydencie, na Święto Polonii. Został zaproszony przez marszałka Senatu. To będzie kłopot?
Prezydent RP
: Zobaczymy co pan prezes Moskal będzie chciał powiedzieć i na ile do niego docierają te sygnały krytyczne, polskie, dotyczące wielu jego wypowiedzi. Byłoby źle, gdyby ta wizyta, która ma być spotkaniem środowisk polonijnych z całego świata, służyła zaognianiu niektórych trudnych i bardzo drażliwych tematów czy w Polsce czy w świecie, w samych Stanach Zjednoczonych zresztą. Natomiast rozumiem zaproszenie marszałka Pastusiaka, ponieważ przyjął zasadę, że zaprasza szefów największych skupisk polonijnych ze świata i to nie my wybieraliśmy prezesa Moskala, więc respektujemy ten wybór. No, ale mam nadzieję, że skupimy się na sprawach pozytywnych, sprawach polskich a nie będzie to sensacja dnia, która znowu nam zaszkodzi. Bo, niestety, muszę z przykrością powiedzieć, że wiele wypowiedzi prezesa Moskala szkodzi nam i to szkodzi nam nie tyle nawet w Polsce co w Stanach Zjednoczonych. Mamy poprzez tego typu nieostrożne, czy wręcz nierozsądne, powiem uczciwie i wprost, wypowiedzi, wiele kłopotów, trzeba tłumaczyć się, że nie jesteśmy tym wielbłądem za jakiego nas się uważa.

Ledwo Pan wrócił z Ameryki Południowej, już wczoraj miał Pan spotkanie z szefem MSZ Izraela Szymonem Peresem. Jakie są losy tej inicjatywy i możliwości zorganizowania w Warszawie spotkania...
Prezydent RP
: Powiem tak: Szymon Peres to jest więcej niż szef MSZ Izraela. To trzeba powiedzieć, bo może nie wszyscy o tym wiedzą. To jest wielka postać w ogóle polityki światowej. Jest to w tej chwili chyba największy, najbardziej znany polityk izraelski po śmierci tych najbardziej zasłużonych, jak Rabin Begin, jak Golda Meyer. To jest ostatni z tego pokolenia wielkich Izraelczyków, polityków, i noblista. Mieliśmy bardzo szczerą, otwartą rozmowę, taką niedyplomatyczną, ale ponieważ znamy się już wiele lat, o sytuacji na Bliskim Wschodzie, która jest niezwykle skomplikowana, ale doceniam to, że Szymon Peres ciągle należy do ludzi, którzy wierzą w pokój i proces pokojowy. Natomiast jeśli chodzi o to polskie zaproszenie, ja bym prosił, abyśmy wykazali w tym wszystkim, skromność. Bo jak słyszę, że głównym wydarzeniem dzisiaj jest pytanie czy w Warszawie będzie ta konferencja czy nie, to trochę mnie to żenuje, bo w końcu najważniejsze, żeby taka konferencja była. Po drugie, żeby można było tam osiągnąć porozumienie, żeby był pokój. Czy ona będzie w Warszawie, czy ona będzie w Tel Awiwie czy ona będzie w Waszyngtonie, czy gdzie indziej, umówmy się, to jest rzecz wtórna. Nasza deklaracja jest deklaracją dobrej woli, bardzo docenioną przez obie strony, i przez Izraelczyków i przez Palestyńczyków. Staramy się i mamy dobre stosunki z obu stronami konfliktu. Miałem okazję do spotkań z i władzami Izraela, w różnych zresztą konfiguracjach i Jaserem Arafatem, w dwóch miejscach w Ramallah i w Betlejem. I utrzymujemy te kontakty nadal, więc Polska na pewno ma swoje atuty, ale to nie jest najważniejsze. I wczoraj, bodajże w "Panoramie" usłyszałem pierwszą wiadomość: czy będzie w Warszawie czy nie. Sprowadzenie całego dramatu bliskowschodniego do tematu czy to będzie w Warszawie czy nie jest po prostu nie na miejscu. To mnie żenuje.

Z taką ofertą wychodzi najpierw Prezydent a potem rozważa to premier? Dwie najważniejsze osoby w państwie?
Prezydent RP
: Nie rozmawiamy na ten temat. Informuję. To jest ważny gest z polskiej strony i tyle, na tym trzeba to w tej chwili zakończyć. Jest taka możliwość oczywiście. Tylko jak powiedziałem, została ona bardzo wysoko doceniona przez Szymona Peresa wczoraj. Natomiast oni mają problem, żeby ten proces się zaczął. Bo w tej chwili przemawiają karabiny, w tej chwili ciągle giną ludzie. Działania terrorystyczne nie są przerwane. Szymon Peres opowiadał o dramatach, o 13-letnich dzieciach, które przepasują się bronią, ładunkami wybuchowymi i eksplodują ginąc samemu i niszcząc innych ludzi. Z drugiej strony wiemy co się dzieje w Dżeninie, wiemy jakie są skutki działań militarnych izraelskich. To jest bardzo dramatyczne. Jak mówię, mnie ucieszyło, jeżeli tak można powiedzieć, że Szymon Peres wierzy w proces pokojowy, wierzy, że jest możliwość osiągnięcia porozumienia, które było już bardzo blisko. Wspominałem takie spotkanie w 1999 roku bodajże, gdzie na zaproszenie Fundacji Peresa, byłem w Tel Awiwie, a później razem byliśmy w Ramallah i są takie zdjęcia, nawet jedno z tych zdjęć, dziennikarze mówili, wisi gdzieś na ścianie w Limie, w jakiejś restauracji, gdzie jest Arafat, gdzie jest Szymon Peres, Michaił Gorbaczow i ja.

Czy Pan tam był?
Prezydent RP
: Dobre pytanie. Nie byłem w tej restauracji. Oni zauważyli to, bo prawdopodobnie ktoś tam uznał, że było to wielkie wydarzenie, bo było. Muszę Państwu powiedzieć, byłem przekonany, że mamy wtedy porozumienie na wyciągnięcie ręki, że można uzyskać i istnienie państwa palestyńskiego i porozumienie tego państwa z Izraelem i pokój, który im jest potrzebny jak powietrze, dlatego, że o tym też za mało mówimy, w sensie ekonomicznym Izrael potrzebuje Palestyny i Palestyna potrzebuje Izrael. Jeżeli Izrael nie będzie się rozwijał, to Palestyna nie ma szans. Jeżeli Izrael zamknie swoje granice dla Palestyńczyków, to będą potrzebowali ludzi do pracy, bo przecież miliony Palestyńczyków pracują w Izraelu, miliony czy ponad milion żyje w Izraelu. Więc to jest naprawdę skomplikowane i potrzebna tam jest ogromna ilość dobrej woli. Mam nadzieję, że ona się odnajdzie, bo niewątpliwie ta dobra wola została zagubiona i zagubiona, bym powiedział, w sposób taki bardzo zasadniczy.

Próbuje Pan pisać scenariusz przyszłości ?
Prezydent RP
: Wie Pan to jest bardzo trudne. W końcu Simon Peres zna ten region nieporównanie ode mnie i z jego słów nie płynie jakiś łatwy optymizm, raczej bym powiedział, że przekonanie, że nie ma innego wyjścia i że po takim wstrząsie jaki się dokonuje obie strony dojdą do porozumienia i że to przynajmniej trzeba zatrzymać. Natomiast od rozejmu do zbudowania pokoju, do stworzenia współistniejących, szanujących się nawzajem, żyjących w zgodzie i przyjaźni dwóch państw, czyli uznawanego powszechnie Państwa Izrael i państwa Palestyńskiego, myślę, że droga jest długa, a poza tym pamiętajmy, że działa niesamowita ilość czynników subiektywnych, tzn. i nienawiść ludzi jest duża i żale wzajemne i fakt takiej obecności tych ludzi, których stracono, tych nieżyjących, którzy są po obu stronach. To też podnosi temperaturę tej złości. Poza tym myślę, że i osoby główne, czyli Ariel Szaron i Jaser Arafat też znaleźli się w takim osobistym zaułku. Szaron ponieważ rozpoczął działania musi je jakoś zakończyć i to z sukcesem, a Jaser Arafat ponieważ w tym dramacie jego pozycja urosła niebotycznie. To jest dzisiaj niekwestionowany bohater narodu palestyńskiego i świata arabskiego. Właściwie Izraelczycy zrobili to, czego sam nie był w stanie ostatnio uczynić, tzn. zdobyć pozycję jakiej nie miał, ona była kwestionowana, także w samym kierownictwie palestyńskim. Dzisiaj on jest bohaterem na którego nikt słowa nie chce powiedzieć, niezależnie od tego co by robił ponieważ jest męczennikiem, siedzi w Rammalah po ciemku, bez kontaktu ze światem, bez wody niemalże, czy z dozowaną wodą. I to wszystko oddziaływuje ogromnie na psychologię i nie pomaga temu procesowi, a raczej usztywnia stanowiska. Trudno być tam optymistą, ale moje spotkanie z Simonem Peresem, którego bardzo cenię i uważam za jednego z najwybitniejszych polityków i w tamtym regionie i współcześnie w świecie, każe wierzyć, że taki uporczywy trud pokojowy przyniesie efekt i to deklaracja polska w tym znaczeniu ma swoją rolę, tzn. i mieści się i jak myślę jest takim właśnie dowodem, że gdzieś w dalekiej Polsce, ale Polsce, w której jak powiedziałem ma dobre kontakty z Izraelem i Palestyną też chce się im pomóc

A co zrobić Panie Prezydencie z deklaracją Komisji Europejskiej na temat dopłat unijnych dla Polski, 25% po raz drugi powtórzyli, to już nie są żarty?
Prezydent RP
: Trzeba rozmawiać, negocjacje trwają, choć trzeba być realistą, tzn. Unia nie będzie miała radykalnie więcej pieniędzy wraz z wejściem nowych członków, a jest tych państw dużo, bo dziesiątka, takie w każdym bądź razie jest to rozszerzenie dzisiaj planowane. Myślę, że trzeba wiedzieć, że tu możliwość manewru nie jest wielka. Oczywiście jako Prezydent Polski wolałbym żeby to było więcej, procenty akurat mają to do siebie, że 50% to jest lepiej, niż 25%

A sto to już w ogóle
Prezydent RP
: No tak, ale sto to już jest w ogóle nierealistyczne od początku. Myślę, że to już wszyscy wiemy, bo 100% oznaczałoby niemalże zdublowanie kwoty, czy blisko zdublowanie kwot, które dzisiaj w Unii są wydawane i które są powszechnie krytykowane. Pamiętajmy, że najprawdopodobniej, a co jestem przekonany, że stanie się to w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat, ta wspólna polityka rolna Unii musi być zweryfikowana. Unii nie stać na tak kolosalne dopłaty, to jest głównie problem Francuzów, bo to oni korzystają z nich w największym stopniu, ale muszą być zmniejszone, bo tego się po prostu nie da utrzymać, poza tym to jest powszechnie krytykowane w świecie, dlatego że rynek rolny Unii Europejskiej poprzez subsydia, subwencje jest tak chroniony, że właściwie nie ma do niego dostępu ani Ameryka Łacińska, ani Afryka, ani Azja, a więc te kraje, które też przecież liczą na zbyt swoich produktów. Byłoby lepiej gdyby było więcej, ale jak mówimy z jednej strony, że 50 jest lepiej niż 25, to pamiętajmy, że 25 jest lepiej niż 15, czy 10, więc trzeba zachować się realistycznie. Powinniśmy rozmawiać i to rozmawiać w sposób zdecydowany, ale poza dopłatami bezpośrednimi są jeszcze dwa istotne tematy, które również są przedmiotem negocjacji i powinniśmy o tym rozmawiać nie mniej zdecydowanie. Czy ten okres płatności 25 % ma wynosić 10 lat, czy może krócej? Każde skrócenie jest tu sukcesem. I trzecia rzecz o której się mówi najmniej, a moim zdaniem jest najważniejsza to są kwoty produkcyjne, dlatego że tak naprawdę szanse dla polskiego rolnictwa to nie są subwencje, bo one nawet bym powiedział nieco rozleniwiają, ale kwoty, tzn. abyśmy mogli odpowiednie ilości polskich produktów umieszczać na rynkach europejskich i żebyśmy mogli to produkować, bo to są prawdziwe miejsca pracy. Kwoty mają to do siebie, że one później są umieszczane w tym samym planie rynkowym i tutaj trzeba stoczyć walkę, bo pierwsze sygnały, które otrzymujemy w tej mierze są niepokojące, ale traktujmy to jako pierwsze sygnały, tym bardziej, że w Unii też działają różne lobby, tak jak i u nas i starają się żeby więcej było dla jednych, a mniej dla drugich. O kwotach powinniśmy rozmawiać dużo więcej, a jeśli chodzi o dopłaty bezpośrednie, no cóż co się uda wywalczyć będzie sukcesem, ale 25 % to też nie jest nic

Ale odrzuca Pan tę teorię o państwach drugiej kategorii w Unii, w związku z taką propozycją?
Prezydent RP
: Po pierwsze trzeba mówić o 10 państwach drugiej kategorii, bo to nie jest tak, że te dopłaty dotyczą Polski, a nie dotyczą Estonii, Słowenii, czy Czech, czy Węgier, więc trzeba popatrzeć na rachunek unijny, oni po prostu nie mają tych pieniędzy, a jednocześnie ci, którzy decydują o przyjęciu jak Francja, która jeszcze w dodatku jest w okresie wyborczym, nie chcą w ogóle mówić o tym, że oni zrezygnują z części dopłat, bo tak naprawdę więcej dopłat do krajów kandydujących musiałoby oznaczać mniej dopłat dla tych jednak potężnych w Unii, czyli Francja, Hiszpania. I to jest jak sądzę dzisiaj etap trudny, bowiem to wejście do klubu musi odbyć się jednak także z poszanowaniem interesów tych, którzy już tam są. Choć jak mówię cała polityka rolna na pewno będzie musiała być zweryfikowana i to jest szybciej, niż później.:

A jakie szanse daje Pan kampanii informacyjnej rządu, która startuje 9 maja?
Prezydent RP
: Jest potrzebna i tu zgadzam się z opinią Sławka Wiatra, mianowicie, że zaczynamy ją za późno. Niewątpliwie byłoby wygodniej gdyby ta kampania zaczęła się 2-3 lata temu. Ale to jest pytanie do rządu poprzedniego, rządu Jerzego Buzka, dlaczego się nie zaczęła. Kampania informacyjna jest ogromnie potrzebna

A Pan, Panie Prezydencie nie pytał wówczas dlaczego się nie
Prezydent RP
: Pytałem wielokrotnie i starałem się niejako zastępować rząd, bo powołałem wtedy po raz pierwszy ministra do tych spraw u siebie pana Jana Truszczyńskiego, teraz to kontynuuje minister Szymczycha. Odbyliśmy dziesiątki spotkań w różnych środowiskach, sam uczestniczyłem w tych spotkaniach w szkołach, w gronie producentów rolnych różnych produktów i tak dalej. Więc to co mogliśmy robić robiliśmy, natomiast niewątpliwie my nie mamy tych pieniędzy, którymi dysponuje rząd żeby właśnie pojawiły się informacje wizualne, telewizyjne, radiowe. Ale chcę powiedzieć - ta kampania jest po prostu potrzebna. My rozmawiamy o jednym z najważniejszych tematów i nawet ci, którzy chcą zagłosować przeciw, są tacy przecież, oni też powinni dostać rzetelne informacje, żeby wiedzieli przeciwko czemu są, żeby to nie było dyskutowane na poziomie tak bardzo ogólnym, że właściwie nic nie znaczącym i życzę ministrowi Wiatrowi powodzenia w tej akcji informacyjnej, podkreślam informacyjnej, bo i tak decyzję każdy podejmie zgodnie ze swoim sumieniem w dniu referendum.

Oponenci są przygotowani, poseł Roman Giertych został pełnomocnikiem społecznym ds. informacji europejskiej, Liga Polskich Rodzin przygotowała już akcję plakatową. Na plakacie będzie wóz Drzymały, Rejtan pędzla Matejki, Hitler, Stalin w objęciach, kilka dat z historii, napisy: Boże coś Polskę, nie rzucim ziemi oraz ostry pomarańczowy napis - ostrzegamy
Prezydent RP
: Nie widziałem jeszcze tego plakatu, ale to co Pan streszcza, będzie dobry dla zwolenników Unii Europejskiej. Dlatego, że jeżeli kampania przeciw będzie prowadzona poprzez tego rodzaju symbole i w takim stylu to niewątpliwie zwolennicy zostaną umocnieni, dlatego, że o Unii Europejskiej można mówić wszystko, natomiast porównywać to z paktem Ribbentrop - Mołotow i Stalin - Hitler, to tak jakbyśmy mówili o plamach na księżycu, albo dziurach ozonowych, albo jeszcze innych historiach. To nie przystaje do tematu i nie przystaje do sprawy, więc myślę, że takie zacietrzewienie, obiektywnie będzie umacniało zwolenników, dlatego że dużo poważniejszym tematem dla tych, którzy wątpią to są właśnie takie kwestie: co z tego konkretnie ma wynikać i na ile pewne nadzieje, zresztą nadmiernie rozbudzone nie będą spełnione. Taka bardzo merytoryczna dyskusja może przynieść pewien sukces przeciwnikom Unii, a nie tego typu symboliką. Cała Unia Europejska powstawała jako głęboki sprzeciw wobec II wojny światowej, wobec porozumienia Stalin - Hitler i czytałem ostatnio bardzo interesującą książkę "Polityka Adenauera", który w Polsce miał złą prasę i ciągle nie ma najlepszej

Zresztą chyba nawet dzisiaj jest rocznica śmierci Adenauera.
Prezydent RP
: Nawet tego nie wiedziałem. Ale Adenauer w istocie wprowadził Niemcy - wbrew Niemcom - do Unii Europejskiej, a jego przekonanie było takie, żeby właśnie ostatecznie rozstać się z nacjonalizmem niemieckim, z hitleryzmem, trzeba wepchnąć Niemcy na siłę w objęcia europejskie. I gdy spojrzymy na to, to widać, jak była to przenikliwa i mądra polityka, ponieważ ona dzisiaj spowodowała, że Niemcy są nie tylko europejskie, dzisiaj są jednym z promotorów myśli europejskiej - już nie mówiąc o tym, że otworzyli się bardzo na cudzoziemców. Dzisiaj Niemcy są wielonarodową społecznością co widać po jak widzę reprezentacji Niemiec w piłce nożnej.

O piłce to jeszcze chciałem z Panem Prezydentem porozmawiać. Ale wracając do Unii Europejskiej, okazuje się, że coraz więcej osób - nie wiemy, czym to się skończy oczywiście - jest zainteresowanych, by wziąć udział w referendum. To już jest znaczna liczba, frekwencja być może będzie wysoka, choć nie wiemy, jaka będzie odpowiedź, za wcześnie jeszcze o tym mówić.
Prezydent RP
: Tak. Pamiętajmy, że ten słomiany zapał to jednak jest jakaś tam nasza cecha więc zobaczymy. Ale - oby. Ja bym się bardzo cieszył, gdyby i kampania do Unii była taką właśnie pełno wymiarową i mocną, i gdyby się okazało, że duża ilość osób bierze w tym udział. Uważam, że to będzie - niezależnie od wyniku, chociaż jestem przekonany o zwycięstwie zwolenników Unii w tym referendum - to będzie silny stempel. Bo ja cały czas tłumaczę, że wejście do Unii Europejskiej musi się odbyć ze stemplem narodu, z pieczęcią narodu i tą pieczęcią musi był głos w referendum - tak, czy nie - ale to musi być głos w referendum. To nie może być porozumienie elit, to nie może być decyzja parlamentu czy Prezydenta, to musi być ogólnonarodowe, ani poza społeczeństwem, ani bez niego. To musi być decyzja. Musimy mieć świadomość, że braliśmy udział bądź nie braliśmy udziału i w związku z tym ponosimy współodpowiedzialność, bo nieobecność jest również współodpowiedzialnością.

Panie Prezydencie. Myślę, że żeby zrozumieć Brazylijczyków - na zakończenie wróćmy do Pana podróży - trzeba być na meczu piłkarskim. Jedna z gazet, bodaj "Rzeczpospolita" pisze: czy Aleksander Kwaśniewski musiał lecieć do Brazylii obejrzeć, jak kopią piłkę, nie mógł wybrać się z żoną na Legię?
Prezydent RP
: Wybieramy się na Legię i wiem, jak gra Legia. Natomiast chcę powiedzieć, że być na meczu na Maracanie w Rio de Janeiro to jest rzeczywiście wejście w głąb duszy Brazylijczyków, bo piłka nożna to jest dla nich nieporównanie więcej niż dla nas. Znają się na tym, kochają to i co jest w ogóle fenomenalne - i co bym najchętniej przeniósł do Polski - to nie tylko sposób, w jaki kopią tę piłkę, czyli ta umiejętność techniczna, swoboda , ale atmosfera na stadionie. Na Maracanie, który może przyjąć120 tysięcy ludzi było może 40 tysięcy, sporo ale nie za dużo, mecz był derbowy między Fluminese z Rio i Flamengo z Rio i przyznam szczerze, że atmosfery tak przyjaznej, tak bez stresów, tak radosnej - z bębnami, ze śpiewami, z flagami, ale bez jakiejkolwiek agresji dawno nie widziałem. W Europie właściwie derby w takiej atmosferze się nie zdarzają, dlatego, że to jest fiesta.

W Stalowej Woli była za to policja, kule gumowe itd.
Prezydent RP
: To straszne. Latynosi są rzeczywiście żywiołowi, bardzo aktywni, ale nie są agresywni. Myślę, że znakomicie rozumieją, choć też zdarzają się tam konflikty zbrojne i przewroty wojskowe i dziesiątki innych nieszczęść - ale jednak nie traktują oni sportu jako zastępczego terenu agresji, bitwy i prania się po twarzach. Z tego powinniśmy jakieś wnioski dla siebie wyciągnąć.

W związku z tym, że nie było Pana w kraju, nie miał Pan "przyjemności" oglądania naszego meczu z Rumunami.
Prezydent RP
: Czytałem wczoraj relacje. Ja nie jestem rzecznikiem Polskiego Związku Piłki Nożnej ani reprezentacji, ani trenera Engela, natomiast filozoficznie wyciągam wnioski następujące - lepiej przegrywać teraz aniżeli na Mistrzostwach Świata, co oczywiście nie oznacza, że będziemy wygrywać na Mistrzostwach. Ale te wszystkie sygnały krytyczne, negatywne, które płyną są ważne, bo pozwalają wyciągać wnioski, myślę, że będą służyły mobilizacji zawodników, ci zawodnicy wiedzą, po co jadą na Mistrzostwa - to są w ogromnej większości ostatnie dla nich Mistrzostwa Świata, ostatnia możliwość odniesienia sukcesu, pokazania się, więc ja wierzę, że będzie mobilizacja, że te rany - bo przecież każdy z nich jest w trakcie sezonu - zostaną zaleczone, a ufam trenerowi Engelowi, którego uważam za wybitnego fachowca i świetnego psychologa, że tak złoży tę drużynę, że ona będzie walczyć. Natomiast chcę też dodać wszystkim hurra optymistom, że nie ma na świecie słabeuszy. Trafiliśmy do grupy trudnej wbrew pozorom, mamy w tej grupie Koreańczyków, którzy będą grali u siebie, a ja znam publiczność koreańską i wiem, co potrafi ona zrobić. To jest wyjątkowo pełna werwy, żeby to nazwać najbardziej dyplomatycznie, widownia. Gramy z Portugalią, która ma jeden z najlepszych zespołów w tej chwili w świecie, gramy z Amerykanami, którzy albo będą bardzo groźni, jeżeli o coś im będzie chodzić - to jest ostatni mecz, albo już w ogóle nie będą groźni, bo przegrają wszystko. Tak więc - trudna grupa, zawodnicy wiedzą, o co grają, myślę, że się skoncentrują. A to wszystko, co dzieje się w tej chwili? Cóż, nie mamy gwiazd, taka jest prawda.

Rozegramy więcej niż trzy spotkania, Panie Prezydencie?
Prezydent RP
: Ja tego życzę i cała widownia sportowa powinna tego życzyć, bo to będzie dla nas przyjemność. A poza tym - ja po ludzku życzę tym ludziom sukcesów, bo zdaję sobie sprawę, że dla ogromnej większości z nich to jest "teraz albo nigdy". A przecież to jest część ich życia, mało tego, dla piłkarza zawodowego to przecież sukces sportowy jest tym sukcesem życiowym, tylko niewielu z nich, tak jak Zbigniewowi Bońkowi, udało się odnieść inne sukcesy niż tylko sportowe. To jest piłka na całe życie.

W każdym razie, Panie Prezydencie, gdyby Pan miał okazję, to prosimy włączyć pierwszy program Polskiego Radia w czasie Mistrzostw.
Prezydent RP
: Teraz będę prorokiem - chcę powiedzieć, że to są Mistrzostwa - ze względu na odległość i różnice czasu - bardziej radiowe niż telewizyjne. To znaczy radio będzie tu wygodniejszym medium do słuchania, do pełnej informacji o Mistrzostwach, więc wierzę, że dobrze to zrobicie i teraz zachowam się troszkę złośliwie - życzę Pierwszemu Programowi Polskiego Radia, żeby grał co najmniej tak, jak polscy piłkarze na Mistrzostwach Świata i dużo lepiej niż polscy piłkarze z Japonią i Rumunią. Poprzeczka została wysoko postawiona.

Dziękujemy bardzo za rozmowę, Panie Prezydencie.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.