przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Żadnej pracy się nie boję



Kiedy pan ostatnio grał w tenisa?
Prezydent RP:
Chyba przedwczoraj.

Pomimo kontuzji?
Prezydent RP:
Tak, gram, choć to nie jest już ta sama przyjemność, co kiedyś. Po prostu boli.

Ale naród chce wiedzieć, co boli?
Prezydent RP:
Łękotka, lewa boczna, wewnętrzna, jest pęknięta po tenisie. Muszę się chłodzić, to znaczy przykładać kompresy z lodu.

To mam coś wspólnego z prezydentem RP, bo ja również chłodzę się po tenisie. Żona podobno również świetnie gra.
Prezydent RP:
Ale też ma kontuzję, i to gorszą, bo ramienia. Jola zawsze grała z mężczyznami, więc ma nieco męski styl gry.

Kto wygrywa?
Prezydent RP:
Różnie.

A z kim pan grał ostatnio, panie prezydencie?
Prezydent RP:
Ze swoją ochroną, pod Warszawą.

Selekcjonuje pan ochronę pod kątem umiejętności tenisowych?
Prezydent RP:
Nie aż tak. Ale kilku gra nieźle, w tym jeden naprawdę dobrze. Wszyscy moi partnerzy są młodsi o kilkanaście lat, mają więc nade mną przewagę. Ale za swój sukces uważam, że tych, którzy nawet nie trzymali rakiety w ręku, nauczyłem przez te siedem lat grać. Mam chyba - wśród wszystkich prezydentów - najlepszą ekipę tenisową.

Z ministrem Markiem Siwcem grał pan ostatnio?
Prezydent RP:
Ostatnio nie, ale grywałem.

Słyszałam, że pan wygrywał?
Prezydent RP:
Tak. Marek jest niezwykle ambitny i energiczny, natomiast ma braki techniczne, tak bym to delikatnie nazwał.

Czyli właściwie ogrywa pan wszystkich?
Prezydent RP:
Nie, skąd. Mój najlepszy tenisista z ochrony jest dla mnie poza zasięgiem. Jest młody, gra regularnie, więc siła jest po jego stronie.

A nie jest tak, że oni przegrywają z powodu uwielbienia dla szefa?
Prezydent RP:
Nie, naprawdę walczymy, nawet kłócimy się o linie. Cenię prawdziwy sport. Kiedyś zapytano prezydenta Busha seniora, co się zmieniło, kiedy przestał być prezydentem. Odpowiedział, że właściwie nie ma wielkich różnic. -Chociaż - dodał po chwili - jest jedna: zauważyłem, że częściej przegrywam w golfa-. Ja gram w prawdziwego tenisa.

Jest pan waleczny?
Prezydent RP:
Jestem waleczny, ambitny, dość wybiegany, mam rozwinięty zmysł taktyczny, ale niestety także braki techniczne. Późno zacząłem grać w tenisa, bo po trzydziestce. W dodatku uczyłem się sam.

Czy strategia walki tenisowej przydaje się w codziennym życiu zawodowym?
Prezydent RP:
Zasady w tenisie są bardziej czytelne niż w życiu. Więcej do tenisa, w sensie psychologii, przenosimy z tego, co się dzieje poza kortem, niż z tenisa do życia publicznego. Przy tym tenis to najlepszy relaks, lepszy niż bieganie, pływanie. Podczas biegania czy pływania, jeśli się ureguluje oddech, film z życia ciągle się kręci. A tenis wyłącza na godzinę, dwie myślenie o sprawach bieżących i daje rzeczywistą przyjemność.

Wiele osób emocjonuje się teraz pana dietą. Jak to się robi, panie prezydencie, żeby nagle stać się dużo przystojniejszym i młodszym?
Prezydent RP:
Pierwsza rzecz, którą muszę zdementować: nic nie stało się nagle. Nie należy ufać dietom-cud. W moim przypadku to są już cztery miesiące dyscypliny dietetycznej. Nie jem mięsa, czasami ryby, ale głównie warzywa i owoce. Zrezygnowałem z pieczywa, co jest chyba największym wyrzeczeniem, i z trunków.

Czy wypada prezydentowi nie pić wina na oficjalnym przyjęciu?
Prezydent RP:
Wypada. Trudną sytuację miałem w Ameryce Południowej. Co wieczór uroczyste przyjęcie, a ja nic nie jadłem. Nie wiedzieli, czy mi nie smakuje, czy jestem chory, więc wyjaśniałem. W końcu okazywano mi nawet szacunek, że mam tak silną wolę. Mogę państwu ujawnić żelazne zasady mojej diety: po godzinie 20 nie wolno nic jeść, tylko gorzka herbata. Natomiast rano trzeba koniecznie zjeść śniadanie. Moje to płatki z kefirem.

I tak do końca życia?
Prezydent RP:
Do końca życia nie, bo ubyłoby mnie aż nadto. Na razie cieszę się, że waga idzie w dół. Myślę też, że w przypadku skłonności do tycia, u mnie rodzinnych, trzeba znaleźć sposób, żeby waga się ustabilizowała.

Co się stało, że nagle zdecydował się pan popracować nad swoim wyglądem?
Prezydent RP:
Nawet premier się tym zainteresował.

On też ma kłopoty z nadwagą?
Prezydent RP:
Nie, ale też musi się pilnować i trzeba powiedzieć, że jest zdyscyplinowany. Chudnę dla żony i dla siebie samego. Tak się lepiej czuję.

Wegetarianie są łagodniejsi.
Prezydent RP:
Tego nie wiem, ale ja w ogóle nie jestem specjalnie niełagodny.

Zbyt łagodny prezydent może być niewskazany.
Prezydent RP:
Jestem człowiekiem, który, jeśli coś idzie nie tak, to mówi o tym, i to zdecydowanie. Natomiast uważam, że jako dobry szef nie jestem w żaden sposób pamiętliwy. Moja ekipa zmienia się stosunkowo rzadko...

Jaki to jest idealny prezydent?
Prezydent RP:
Prezydent powinien zostawić po swojej działalności jak najwięcej trwałych śladów. To, jaki ma charakter czy urodę, jest bez znaczenia.

Uroda - zgoda, ale ślady chyba zależą od charakteru?
Prezydent RP:
W wielkim stopniu. Zbliżam się do finału drugiej i ostatniej kadencji. I rzeczywiście coraz częściej nachodzi mnie refleksja, co po mnie zostanie. Mam poczucie, że tych śladów jest już sporo, a przed nami szansa na najistotniejszy, czyli wejście do Unii Europejskiej. Na pewno jest to Konstytucja, na pewno Polska w NATO, na pewno ułożone, dobre stosunki z sąsiadami i na pewno pewien styl prezydentury, który moim zdaniem będzie jakimś wzorcem na przyszłość. Ale to już wielka zasługa mojej żony, myślę, że ona też stworzyła wzór pierwszej damy, która jest aktywna społecznie i która rozumie politykę, ale się w nią nie angażuje.

Czyli jedną z cech dobrego prezydenta jest dobra żona?
Prezydent RP:
I to bardzo ważną.

Czy ocenia pan siebie tak wysoko, jak ocenia pana społeczeństwo?
Prezydent RP:
Powiedzmy szczerze, jeśli dobrze się oceniamy, to jesteśmy nieskromni. Ale krygowanie się też jest bez sensu.

Prezydent powinien mieć wysoką samoocenę, czy pan ją ma i skąd się ją bierze?
Prezydent RP:
Może z wychowania, z charakteru, ale też z przekonania. Dobrze oceniam to, co udało się dotychczas zrobić. Nie ze wszystkiego jestem zadowolony, ale wolę o tym nie mówić.

Może prezydentowi w ogóle nie wypada o pewnych rzeczach mówić?
Prezydent RP:
Na pewno. Ale też wiele refleksji trzeba odłożyć na czas po prezydenturze. Wtedy będzie to miało nawet większą wartość, jako przestroga dla następców, a z drugiej strony nie będzie uwikłane w kontekst polityczny. Będzie można o wielu planach - też niespełnionych - powiedzieć. To, co na razie robię, wydaje mi się - nie! - jestem pewny, że dobrze Polsce służy.

Jak pan traktuje Polskę? Jak swój dom, czy jak miejsce pracy?
Prezydent RP:
Trzeba by używać patetycznych słów, ale to jest rzeczywiście nasz wspólny dom.

Ale to jest też pana praca?
Prezydent RP:
To jest wspaniała i godna praca, dająca wiele satysfakcji i honoru. To naprawdę honor być prezydentem Polski. Myślę, że ci, którzy marzą o tym stanowisku, a są do tego przygotowani, są usprawiedliwieni. To naprawdę wspaniała rzecz, jeżeli można współtworzyć historię z własnym narodem.

No właśnie, jacy jesteśmy my, Polacy, z perspektywy siedmiu lat prezydentury?
Prezydent RP:
Generalnie wspaniali. Należymy do nielicznych nacji, które przetrwały ponad 120 lat braku własnego państwa i zachowały swoją tradycję, kulturę, nawet wady. To rzeczywiście polski fenomen. Jest też w nas otwartość wobec świata, umiejętność aklimatyzowania się w różnych warunkach, włączania się do innych społeczności. Czyli jest potencjał, elastyczność, która nieraz nas ratowała z różnych przygód dziejowych. Ale mamy też swoje wady. 10 polskich emigrantów potrafi stworzyć 20 organizacji polonijnych. To niepotrzebna swarliwość. Z drugiej strony z tej swarliwości nie wyszła żadna wojna domowa w Polsce. I jeszcze jedno: umiemy zaakceptować nowe reguły, a trudno nam przeprowadzić od początku do końca własne dobre pomysły.

Kiedy był pan z nas tak naprawdę dumny?
Prezydent RP:
Kiedy przyjmowano nas do NATO.

Skarcić też by się czasem przydało.
Prezydent RP:
Jestem zły, kiedy jadę pod Warszawę, gdzie mamy taką prezydencką chałupkę, i widzę lasy pełne papierów, śmieci, butelek. Nie rozumiem tych, którzy tak bez sensu śmiecą.

Może to system odśmiecania jest zły.
Prezydent RP:
Mam swój własny system odśmiecania. Na przykład w Juracie, dokąd często wyjeżdżamy, plaża jest usłana śmieciami wyrzucanymi... z luksusowych jachtów - butelkami po trunkach, kosmetykami. Gdy się zdenerwuję...

Pali je pan...
Prezydent RP:
Nie palę. Bierzemy wielkie worki plastikowe i zbieramy.

W czym tak naprawdę pan jako prezydent czuje się bezsilny?
Prezydent RP:
Nie męczy mnie bezsilność wynikająca z braku wpływu na coś czy kompetencji w jakiejś dziedzinie. Moja żona zawsze ze zdumieniem patrzy, jak spokojnie latam samolotami. I mówi: "Jak ty możesz się nie denerwować?". Odpowiadam: "Nie denerwuję się, bo tak naprawdę nic tu ode mnie nie zależy".

A te śmieci...?
Prezydent RP:
Śmieci mogę zebrać. Natomiast denerwuje mnie, jeśli czegoś nie można zmienić. To dotyczy różnych głupstw politycznych, które są robione, a za co też ponoszę odpowiedzialność. Na przykład jakaś irytująca ustawa, którą przyjęto większością głosów, a jest ona bez sensu. I którą z jakichś powodów trzeba podpisać, ponieważ fragmenty są potrzebne. Wtedy na jednej z kopii zawsze stawiam poza podpisem datę włącznie z godziną i minutą. Gdy mnie pytają dlaczego, odpowiadam: żeby wiedzieć dokładnie, kto i kiedy popełnił to głupstwo. Te uprawnienia, które mam zapisane w konstytucji, wykorzystuję. Nie przeżywam z tego powodu jakichś frustracji czy zniechęcenia. Nawet, gdy się tłumaczę. A przecież pracowałem z wieloma rządami i ministrami. Mówiono mi:"Nie rób tego, ta propozycja kadrowa nie jest dobra, ty za nią ponosisz odpowiedzialność, to są twoje prawa". Tymczasem to nie jest prawda.

Ale nie mówi pan o premierze Millerze?
Prezydent RP:
Mówię o wielu premierach. Miller jest już czwarty. Jako prezydent zacząłem współpracę od premiera Oleksego. Potem Cimoszewicz, Buzek i teraz Miller. Ministrów finansów też było kilku, Kołodko jest już chyba siódmy.

Ale prezydent nie może powiedzieć tak zupełnie szczerze, co myśli o panu Kołodce?
Prezydent RP:
Dlaczego? To znaczy, na pewno nie pani i nie w gazecie, bo...

No właśnie, a ja mówię o mnie i gazecie.
Prezydent RP:
Nie, to moim zdaniem nie ma sensu. To byłoby interesujące z punktu widzenia czytelników, ale niefunkcjonalne z punktu widzenia państwa. Ale, oczywiście, kiedy np. rozmawiam z premierem - i to wszystko jedno z którym - o różnych posunięciach kadrowych, nie ukrywam swoich opinii, zresztą zawsze życzliwie formułowanych. Gdy ktoś pasuje do koszykówki, nie musi pasować do siatkówki. Często powierza się ludziom obowiązki, z którymi jakby z definicji nie mogą sobie poradzić. Wtedy wyrażam swoje opinie otwarcie, ale nie zawsze są one uwzględniane.

Nie uwiera pana to, że właściwie jest pan pozbawiony możliwości szczerego i naturalnego funkcjonowania?
Prezydent RP:
Uwiera, ale jest to jedna z reguł uprawiania polityki. Każdy z nas zgodził się na ograniczenie własnej wolności, także wolności do wypowiedzi. Obowiązuje mnie protokół, są względy bezpieczeństwa.

Protokół dyplomatyczny uwiera?
Prezydent RP:
Wiele razy zżymałem się, czemu nie może być bardziej spontanicznie. Ale teraz stwierdzam, że to dobrze, że kiedyś wymyślono te zasady, bo dzięki nim cywilizacja uniknęła co najmniej kilkuset wojen. Wiadomo, kto obok kogo ma siedzieć, w jakiej kolejności się wypowiadać, komu pierwszemu się kłaniać. Można powiedzieć, że to bzdury, ale od bzdury zaczynało się tyle konfliktów! Wiadomo, jak się zachowywać, kiedy przybywa cesarz, co robić, kiedy jest premier. Kto przemawia pierwszy, gdy jest dziesięciu prezydentów.

A inne reguły?
Prezydent RP:
Cesarz nie ma prawa wypowiadać się w sprawach politycznych, królowa brytyjska również. Odniosłem wrażenie, że oni chętnie wyjeżdżają za granicę, bo wreszcie mogą powiedzieć trochę więcej. I mało tego - są nadzwyczaj kompetentni. A królowa brytyjska, mówiąc na przykład o sir Winstonie Churchillu czy o lady Margaret, czyli o pani Thatcher, używa wspaniałego, dyplomatycznego, ale pełnego aluzji języka. Ale zapytała pani o wolność. Ograniczenie wolności to cena, jaką płaci się za pełnienie takich funkcji. Czyli także śmiałe sformułowania i ostre sądy muszą być powściągane.

Z kim pan prezydent może sobie pogadać od serca? Kto pana zna najlepiej?
Prezydent RP:
Po pierwsze mam wspaniałą żonę, z którą się znakomicie rozumiemy, a nasz dom nie jest miejscem jakiejś dziwacznej ciszy. Jolanta jest bardzo dyskretna.

No tak, prezydentową też obowiązuje powściągliwość.
Prezydent RP:
Tak, bardzo to w niej cenię. I ufam jej. Po drugie mam współpracowników, z którymi od lat rozmawiam. W polityce też mam grono przyjaciół. Możemy mówić o sytuacji w Polsce i za granicą. Takie kontakty mam z prezydentem Adamkusem z Litwy, z prezydentem Havlem, Kuczanem ze Słowenii, z Leonidem Kuczmą z Ukrainy. Bardzo otwarte kontakty mam z Bushem i z Putinem, który okazał się człowiekiem bardzo bezpośrednim.

Jak pan prezydent pielęgnuje w sobie człowieczeństwo? Kim właściwie jest? Instytucją czy człowiekiem? Poruszanie się według zasad etykiety może powodować pewne zobojętnienie. W jakimś sensie etykieta, protokół powodują, że człowiek przybiera pewną pozę. Czasami emocje, które były bardzo wielkie, z naturalnych względów są przygaszone. To jak z lekarzem. Widzi wielu chorych i z biegiem lat trochę mniej przeżywa każdy przypadek?
Prezydent RP:
To świetne porównanie. Wpada się w pewną rutynę: trzeba swoje powiedzieć, swoje zrobić, swoje "odtoastować". A jeśli idzie o człowieczeństwo, powiedziałbym tak: tu wiele zależy od osoby. Nie jest dobrze, gdy ktoś w myślach określa siebie jako prezydenta, a nie jako człowieka. Są osoby, którym po prostu miesza się w głowie, przewraca im się hierarchia wartości...

Czy jakiś kod moralny pomaga w zachowaniu człowieczeństwa? Czy pan jest wierzący?
Prezydent RP:
Nie za bardzo.

Nie za bardzo, no właśnie. Czy posługuje się pan jakimś zespołem etycznych zasad?
Prezydent RP:
To zasady, tak naprawdę, z dziesięciorga przykazań i...

A jednak dziesięciorga przykazań?
Prezydent RP:
Tak. Ojciec nam mówił od dziecka, że choć próbowano sformułować różne kody etyczne, niczego bardziej czytelnego i precyzyjnego nie stworzono. Myślę, że głównym przesłaniem dekalogu jest pozytywne człowieczeństwo, tzn. staraj się być osobą dla innych użyteczną, dobrą.

I to pan przekazuje córce? Dziesięć przykazań?
Prezydent RP:
Też. Oboje z żoną jesteśmy bardzo dumni z córki. Była pod niesamowitą presją. Kiedy obejmowałem urząd prezydencki, zaczynała liceum. I żadne trudności oraz przykrości nie zostały jej oszczędzone. Ale dobrze skończyła szkołę średnią, dostała się na Uniwersytet Warszawski, skończyła właśnie trzeci rok z dobrymi ocenami. Uczy się, moim zdaniem, wręcz za dużo.

Kujon?
Prezydent RP:
Kiedyś to jej powiedziałem. Przychodziła do mnie i rozpaczała, że egzaminy jej źle poszły. Mówiłem: Nie przejmuj się, i tak cię do wojska nie wezmą. Ale potem te jej histerie kończyły się tym, że przychodziła z czwórką albo piątką. To naprawdę wspaniała dziewczyna, która to, że jest córką prezydenta, traktuje jako dodatkową odpowiedzialność, a nie przepustkę do łatwiejszego życia.

A co pan czuje, gdy widzi ją na okładce pism, także Gali? Nie szkoda panu, że traci prywatność?
Prezydent RP:
To jest rzadko. Staramy się, by nie traciła.

Jak pan sobie wyobraża sobie w pracy za jakiś czas?
Prezydent RP:
To pytanie stwarza mi pewną trudność, dlatego że... nie wiem. Mówiąc szczerze, nie mam jeszcze żadnych planów i ci, którzy plotkują na ten temat, nie mają racji.

Mówi się o komitecie olimpijskim...
Prezydent RP:
Po pierwsze komitet olimpijski ma w tej chwili dobrego szefa. Nieprawdą jest, że chciałbym w przyszłości zostać premierem. Nieprawdą jest też, że chcę przejąć władzę w SLD. Chciałbym te trzy i pół roku, które przede mną zostały, wykorzystać dla najważniejszej sprawy, jaka jest przed nami, czyli wejście do Unii Europejskiej. A co będzie później? Na pewno będę człowiekiem aktywnym, a nie miłym emerytem.

Za dobrze pan wygląda.
Na koniec prezydentury będę miał 51 lat, to nieprzyzwoicie mało. Jeśli zdrowie i forma dopiszą, na pewno jakieś miejsce się znajdzie. Myślę, że przy moim doświadczeniu, pewnych zdolnościach i charakterze, tych możliwości mam sporo. Nie jestem przywiązany do tytułów.

Czy były prezydent może przyjąć każdą pracę?
Prezydent RP:
Mówiliśmy o tych śmieciach, więc widzi pani, że żadnej pracy się nie boję. Dobrze też gotuję.

Słyszałam o pana pizzach.
Prezydent RP:
Nie tylko pizze, choć teraz oczywiście nie gotuję. Dobrze też prowadzę samochód, dobrze sprzątam, więc jakąś pracę znajdę. Ale na razie nie szukam, chcę te trzy i pół roku przepracować jak najlepiej i liczę tu na wsparcie wszystkich, którym też na tym zależy. Polska musi wykorzystać swe atuty. Nie możemy minąć się z takimi szansami historycznymi, jakie teraz mamy.

Rozmawiała Alicja Resich-Modlińska

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.