przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie prezydencie, jak pan ocenia nowego trenera?
Prezydent RP:
Dobrze, bardzo dobrze.

I jak pan sądzi, co zrobi nowy trener?
Prezydent RP:
Chce wygrywać. My chcemy, żeby on wygrywał, jego reprezentacja - tego mu należy życzyć. Doceniam decyzję Zbigniewa Bońka, bo to jest trochę zderzenie legendy z rzeczywistością. Zbigniew Boniek był jednym z najwybitniejszych polskich piłkarzy. Czy będzie równie wybitnym trenerem, a takie są oczekiwania, zobaczymy. Niewątpliwie podjął się zadania trudnego, moim zdaniem ma kwalifikacje. Zobaczymy, jak będzie.

Przyznam, że myślałam o innym trenerze, myślałam o trenerze Rady Polityki Pieniężnej i NBP, i Leszka Balcerowicza, czyli o Grzegorzu Kołodce.
Prezydent RP:
A dlaczego pani uważa, że to będzie relacja trener – drużyna? Moim zdaniem to będą relacje partnerów: z jednej strony minister finansów, wicepremier odpowiadający za gospodarkę, a z drugiej strony szef banku centralnego, Rada Polityki Pieniężnej. Tak się chyba składa, że większość tych osób zna się nawzajem, znają również swoje poglądy ekonomiczne. Sądzę, że jeżeli to będzie dyskusja merytoryczna, jeżeli to będzie poważna debata o tym, co zrobić, żeby polska gospodarka przyspieszyła swój rozwój, to powinniśmy przyklasnąć temu i nie obawiać się nawet takiej ostrej wymiany poglądów. Natomiast gdyby to miały być inwektywy, no to źle. Ale ja jestem przekonany, że profesor Kołodko będzie starał się, żeby to był dialog merytoryczny - i tego samego oczekuje ze strony Rady.

Ale profesor Kołodko nie jest znany z dialogów merytorycznych, ale jest też osobą bardzo raptowną, kłótliwą. Nie obawia się pan tego, nie zadrżała panu ręka, kiedy podpisywał pan nominację?
Prezydent RP:
Rozmawiałem na ten temat z premierem i osobiście z profesorem Kołodko, otóż niewątpliwie profesor ma charakter i na pewno nie jest to charakter zupełnie łatwy. Natomiast i on, i premier, i ja wiemy doskonale, że liczba konfliktów w Polsce jest i tak bardzo wysoka i trzeba raczej eliminować źródła napięć, a nie tworzyć nowe. Sądzę, że decyzje premiera Millera idą w tym właśnie kierunku, żeby skupić się na sprawach ważnych i rezygnować z tych konfliktów, które niepotrzebnie zajmują uwagę rządu, uwagę opinii publicznej.

Dobrze, ale od razu powiedział pan „tak”, panie prezydencie, przy pomyśle, ażeby Grzegorz Kołodko został ministrem finansów?
Prezydent RP:
Tak jest, za pierwszym razem, kiedy rozmawialiśmy po rezygnacji profesora Belki. Myślę, że trochę w sumie sytuacja Leszka Millera - przepraszam, że tak to porównam - i prezesa Listkiewicza jest podobna. Mianowicie ze względu na oczekiwania. W przypadku piłki to są oczekiwania kibiców, a w przypadku rządu to są oczekiwania wyborców SLD, wnętrza SLD. Po prostu trzeba ten etap przejść. Trzeba dać szansę ludziom, którzy mają, słusznie zresztą, opinię osób kompetentnych, energicznych, z pomysłem. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Moim zdaniem w pewnym momencie - szczególnie po tym zaangażowaniu czy tej wierze, jaka pojawiła się wewnątrz SLD w związku z osobą Grzegorza Kołodki - innego wyboru tutaj nie mogło być. I mam nadzieję, że profesor też zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele nadziei jest w nim ulokowanych.

Ale wie pan, państwo to nie jest SLD, państwo to jesteśmy my wszyscy.
Prezydent RP:
Wie pani, oczywiście, że tak.

Czy zaspokajane są potrzeby właśnie SLD, apetyt SLD?
Prezydent RP:
Widzi pani, w momencie, kiedy są ustawy, to dużo ważniejsze jest poparcie posła SLD aniżeli pani poparcie czy nawet moje. Moje jest o tyle ważne, że i tak ta ustawa trafi na biurko prezydenta. I nie może środowisko czy ugrupowanie polityczne, które rządzi, nie liczyć się z tym, czy pomysł przeprowadzi przez własne zaplecze czy nie. Więc tego nie wolno traktować jako nieistotne. Tak się zresztą dzieje na całym świecie. To jest oczywiste i na Zachodzie, i na Północy i na Południu i coraz bardziej na Wschodzie też. Musi być zaplecze polityczne, parlamentarne dla różnego projektów, które rząd proponuje. I myślę, że pod tym względem profesor Kołodko jest w dużo lepszej sytuacji aniżeli profesor Belka, bo tego rodzaju zaufanie ma. Natomiast, gdy pani pyta o państwo, to oczywiście szczególnie mi zależy na tym, żeby to państwo było w jak najlepszej formie. Ja już nigdzie nie kandyduję, więc nie mam tu żadnych innych poglądów aniżeli te, nazwijmy to, państwowe. I Kołodko jest na pewno fachowcem, którego to zadanie, moim zdaniem, nie przerasta.

No właśnie. Profesor Kołodko niedawno na łamach „Trybuny” pisał, że panuje w Polsce i prezydent, i premier i tak jakby nie rządzili. Pisał również o tym, że to pan powinien wycofać Leszka Balcerowicza z funkcji prezesa NBP, jeżeli on sam nie potrafi się podać do dymisji. I co pan na to, przecież zna pan ten artykuł?
Prezydent RP:
Oczywiście, znam i rozdzielam to, co jest publicystyką, od tego, co jest realnością polityczną. Profesor Kołodko był w tym czasie publicystą zupełnie niezależnym i mógł wyrażać poglądy, które na przykład nijak się nie mają do konstytucji, bo nie ma takiej możliwości, żeby na przykład prezydent odwołał prezesa banku centralnego.

Ale może mu zasugerować.
Prezydent RP:
Zasugerować może, tylko to niczego nie zmienia. Poza tym jeszcze musiałbym być przekonany, że taka decyzja cokolwiek zmienia na korzyść. Ostatnie wypowiedzi i moja rozmowa z profesorem Kołodko wyraźnie pokazują, że on umie rozdzielić to, co jest publicystyką, co jest niezależnym sądem - do czego ma prawo jako obywatel i profesor - i to, co jest po prostu odpowiedzialnością związaną z urzędem, który pełni. Myślę, że również doświadczenia profesora Kołodki z ostatnich kilku lat, kiedy nie był premierem i ministrem, i poprzednie, kiedy był członkiem rządu, też jednak zadziałają. To znaczy, ja widziałem czy spotkałem profesora Kołodkę, który jednak jest już człowiekiem nieporównanie bardziej doświadczonym i dojrzałym, aniżeli kilka lat temu, a przy tym jest to osoba kompetentna. Nawet najbardziej zaciekli przeciwnicy profesora Kołodki nie twierdzą, że on się nie zna na ekonomii czy na finansach. I to jest najważniejsze.

Czyli ratunkiem dla premiera Leszka Millera i ratunkiem jego wizerunku jest dymisja profesora Belki, czyli profesor Belka właściwie podał wędkę premierowi Millerowi?
Prezydent RP:
Nie. Sytuacja się zdarzyła niespodziewanie - i mówię to z absolutnym przekonaniem. Niespodziewanie i dla mnie, i dla premiera. Profesor podjął taką decyzję, motywował ją względami osobistymi. Zrobił to po przyjęciu przez rząd założeń budżetu, czyli w takim momencie, w którym mógł to zrobić. Gdyby to się działo nieco wcześniej, można by było mówić, że to jest nieodpowiedzialne, natomiast pewna istotna część pracy została zrobiona.

Ale najważniejsze jest przeprowadzenie budżetu przez Sejm, panie prezydencie.
Prezydent RP:
Natomiast moim zdaniem, i to trzeba docenić, premier uznał, że skoro i tak ta zmiana musi się dokonać w Ministerstwie Finansów, to warto dokonać rekonstrukcji gabinetu, dokonać oceny niektórych ministrów i wyjść z tego wydarzenia ofensywnie. I ja uważam, że tutaj premier Miller zachował się w sposób rozsądny, logiczny - więcej, zgodnie z klasyką gatunku. Tak się dzieje na całym świecie. Jeżeli dojrzewają pewne zmiany i jest ten moment, w którym coś się przyspieszyło, to warto zrobić tych zmian więcej, a nie mniej, żeby nie było wrażenia ciągłej destabilizacji.

A zmiany na stanowisku ministra kultury, ministra sprawiedliwości nastąpiły zgodnie z pana oczekiwaniami?
Prezydent RP:
Ja tu mogę się opierać przede wszystkim na opiniach samego premiera, który takie zmiany zaproponował. Uważam, że one są trafione.

Ale nie wiemy, dlaczego została zmieniona minister sprawiedliwości.
Prezydent RP:
Myślę, że kto jak kto, ale dziennikarze wiedzą na pewno. Przecież przez długi czas krytykowali panią minister, uznawali, że jej działalność nie przynosi oczekiwanych efektów, że być może zadania, obowiązki, które na nią spadły, przerosły jej możliwości. Przecież to wszystko wy mówiliście i myślę, że mieliście sporo racji w tym stanowisku.

Dziennikarze krytykują ministra zdrowia, ministra Łapińskiego, czyli też możemy się spodziewać dymisji?
Prezydent RP:
Na pewno ostatnie nominacje i ostatnie odwołania pokazują, że premier, czyli szef rządu, czyli ten, który ma inicjatywę w tej sprawie, liczy się z opiniami wyrażanymi i przez wyborców, i przez media, i przez środowiska zainteresowane. I to jest dobrze, to jest dobrze, a nie źle. To, że premier jest czuły na przykład na to, jak ocenia się ministra kultury w środowiskach artystycznych, to nie jest słabością premiera, to świadczy o jego rozumie.

Czyli rozum był po stronie premiera, a nie po stronie ministra Celińskiego, czyli minister Celiński poddał się sugestii premiera, żeby uratować obraz premiera w oczach artystów?
Prezydent RP:
Nie, ja myślę, że też trzeba docenić decyzje ministra Celińskiego, który przygotował pakiet trudnych decyzji ekonomicznych. Kultura zawsze obawia się decyzji ekonomicznych, bo obawia się, czy to nie podważy istoty działalności artystycznej. Jak zaczyna się mówić o pieniądzach, to gdzie jest miejsce na sztukę? Ale niestety we współczesnym świecie kultura też jest towarem rynkowym i tutaj minister Celiński poszedł naprzód, we właściwą stronę.

Chyba za daleko.
Prezydent RP:
Nie wiem, czy za daleko. W niektórych rozwiązaniach ustawowych, wydaje mi się, że niewiele będzie można zrobić więcej czy lepiej, natomiast to, że sam rozumiał, iż w takiej atmosferze niechęci czy odmowy ze strony środowisk artystycznych nie może działać, to też świadczy o jego dojrzałości. Mam natomiast nadzieję, że Waldek Dąbrowski, którego znam wiele lat i bardzo cenię, a który jest na pewno osobą znakomicie zorientowaną w środowiskach artystycznych, też zrozumie, że jego sytuacja się zmieni. Że on nie jest tylko przyjacielem artystów, ale jest także ministrem kultury, który musi to wszystko zorganizować i czasami podejmować decyzje, które w tej rodzinie artystycznej witane wyłącznie oklaskami. On też staje trochę w innej roli i musi zderzyć swoją legendę dobrego menedżera z realiami finansowymi państwa.

Ale czy to nie jest tak, że Grzegorz Kurczuk, który został ministrem sprawiedliwości, został nim dlatego, że właśnie krytykował to, co się dzieje w SLD. Mówił, że jest marazm, chaos. Krytykował też to, co się dzieje w resorcie sprawiedliwości. I właściwie premier chciał uratować to, o czym mówiłam, swój obraz w oczach swojego elektoratu i swojego obozu.
Prezydent RP:
Nawet gdybym przyjął, że wszystko to, co pani mówi, jest prawdą, to też nie ma w tym nic ani nadzwyczajnego, ani złego.

Ale czy taka jest prawda?
Prezydent RP:
Zapewne, zapewne, chyba tak. Jeżeli szef komisji sprawiedliwości, który krytykuje działalność Ministerstwa Sprawiedliwości, zostaje ministrem, to jest szansa, żeby swoją krytykę wprowadził w życie i żeby ministerstwo działało lepiej, czyli jest to racjonalne od a do z. Gdy chodzi o sprawy wewnątrzpartyjne, uważam, że premier, który wsłuchuje się w tę krytykę i uważa, że rzeczywiście coś się stało i może trzeba dać nowej ekipie ludzi szansę do działania, do wypowiedzi, też działa rozsądnie. Nie może być tak, że pewien układ kadrowy wewnątrz partii jest zamknięty, jest rozstrzygnięty, bo to zawsze będzie powodowało konflikty i rosnącą frustrację. Oceniam więc generalnie, że te zmiany są zmianami trafionymi i zrobionymi w odpowiednim czasie - to znaczy wtedy, kiedy trzeba przejąć inicjatywę, kiedy trzeba działać skuteczniej. Czy tak będzie za trzy, cztery miesiące, zobaczymy, tutaj też trzeba być ostrożnym w ocenach. Sam fakt natomiast, że z pewnej opresji, w której znalazł się rząd i premier, wyszedł ofensywnie, świadczy i o nim, i o rządzie dobrze.

Czy świadczy o tym, że zrobił dwa kroki naprzód? Bo niektórzy twierdzą, że pan prezydent myślał o tym, że powinna nastąpić zmiana na stanowisku premiera, pojawiały się takie nazwiska jak Krzysztof Janik, Marek Borowski...
Prezydent RP:
Nie, nie. Ponieważ to już jest zupełne plotkarstwo, muszę powiedzieć tak: nie ma dzisiaj kwestii premiera, szefa, lidera największego ugrupowania. I sądzę, że byłoby dzisiaj całkowicie nieodpowiedzialne zarówno z mojej strony, jak i ze strony wnętrza partii, żeby to dyskutować.

Ale jak patrzy się na sondaże, premierowi tak spadają notowania, że premier Buzek był lepszy, bo dłużej pracował na to.
Prezydent RP:
Wie pani, przestańmy już porównywać to w ten sposób. Jedno nie ulega żadnej wątpliwości: ten rząd najważniejszą próbę ma jeszcze przed sobą. I uważam, że dopiero wtedy będziemy mogli mówić realnie o tym, czy konieczne są jakieś zmiany, gdyby się nie powiodło, bądź czy ten rząd jest w stanie wręcz wygrywać kolejne wybory. Tą próbą jest oczywiście Unia Europejska - i to Unia Europejska rozłożona na trzy ważne etapy, nawet licząc czasowo: pierwszy to zakończenie negocjacji i będziemy mieli jeszcze bardzo wiele dyskusji na ten temat; referendum, które trzeba wygrać tu, w Polsce, w przyszłym roku; i wejście 1 stycznia 2004. Jeżeli ten rząd doprowadzi do tego, to moim zdaniem zapisze się w historii, co może jest najważniejsze, i stworzy naprawdę podstawy dla dobrego bytu Polski, co jest również ważne, i być może będzie miał nawet szansę na dobry wynik wyborczy w roku 2005, ale to już jest prognoza.

Dobrze, czyli wierzy pan w Leszka Millera i nie ma między panami konfliktów.
Prezydent RP:
Między nami jest współpraca, partnerstwo. My nie ukrywamy różnic zdań, kiedy one są.

Przyjaźń szorstka.
Prezydent RP:
Tak, wie pani, szorstka, męska, czy jak chcemy ją nazywać. Natomiast też wiemy, że kiedy ze względu na Polskę trzeba działać bardzo jednolicie, wspólnie, szybko, zdecydowanie, to robimy to - dlatego, że później nikt nie będzie roztrząsał, kto się pomylił. Pomylić się możemy razem albo zwyciężać możemy razem.

Czyli Leszek Miller jest bardzo dobrym premierem?
Prezydent RP:
Leszek Miller jest premierem, który wyciąga wnioski, a to jest dobry prognostyk.

Na koniec chciałam zapytać, co pan sądzi o sugestiach „Trybuny” w sprawie profesora Belki i jego dymisji?
Prezydent RP:
Nic. Ja znam te przyczyny osobiste i szanuję fakt, że profesor zdecydował się taką decyzję podjąć. Ale ponieważ są to względy osobiste, to również ze względu na mój respekt dla profesora Belki nie chcę w ogóle na ten temat dyskutować. To, co zrobiła „Trybuna”, i jeszcze podlała to takim właśnie sosem żalu, troski, wzbudziło we mnie po prostu nieprzyjemne uczucia.

Czyli co, już nie czyta pan „Trybuny” od dzisiaj?
Prezydent RP:
Ależ dlaczego? Czytam oczywiście i nie tylko czytam „Trybunę”, ale czytam wiele gazet. I skłamałbym, że lektura każdej daje mi wiele przyjemności.

To dlaczego wzbudziła w panu obrzydzenie?
Prezydent RP:
Dlatego, że uważam, iż jeżeli ktoś mówi, że rezygnuje ze względów osobistych, a go szanujemy, to po prostu uważamy, że zrezygnował ze względów osobistych. I czy tymi względami jest sytuacja rodzinna, zdrowotna, sędzia Nizieński czy kolega Kowalski, to jest po prostu bez znaczenia - jeżeli chcemy pisać z szacunkiem. A jeżeli z szacunkiem piszemy, pochylając się nad osobą, że żal nam bardzo, że Iksiński zrezygnował ze względów osobistych i bardzo żałujemy, że ta jego choroba się tak rozwija i że być może za chwilę będziemy go żegnać na jakimś tam miejscu, to po prostu moim zdaniem jest nie fair.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.