przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Prezydent Aleksander Kwaśniewski w USA



Rozmawiał: Marek Wałkuski


W czasie wiecu na Uniwersytecie Auckland przypomniał Pan swój przyjazd do Stanów Zjednoczonych sprzed 26 lat. Jak wtedy przywitały Pana Stany Zjednoczone?
Prezydent RP:
Przyjechałem tutaj jako student, ze względu na 200-lecie Stanów Zjednoczonych. Tak to sobie obmyśliłem z przyjacielem i spędziliśmy tu parę miesięcy. Jeździliśmy samochodami, byłem w 33 Stanach. Jak mówię o tym, to widzę, że robi to wrażenie nawet na Prezydencie Ameryki i to była wizyta, która dla nas była ważna, bo myśmy odkrywali Amerykę. Natomiast Ameryka wtedy niewiele wiedziała o Polsce. I pamiętam takie zdarzenia, kiedy Poland i Holland, czyli Polska i Holandia myliły się moim rozmówcom i trzeba było wielu lat, trzeba było i Solidarności, a przede wszystkim polskiego Papieża i później tych wielkich zmian, które się później w Polsce dokonały, żeby Amerykanie nie tylko Polskę odkryli, poznali, ale także docenili ją jako sojusznika i partnera. I myślę, że ta moja wizyta, prawie 7 godzin spędzonych sam na sam z Prezydentem Bushem - świadczy o tym, że przeszliśmy długą drogę. I także ja sam przeszedłem długą drogę od studenta jeżdżącego po Ameryce do Prezydenta Polski witanego tu z honorami.

Wróćmy jeszcze do początku Pańskiej wizyty, do powitania, które odbyło się ze wszelkimi honorami, później odbyła się bardzo uroczysta kolacja w Białym Domu, wydana na Państką cześć. Kiedy zakończył się ten pierwszy dzień, wrócił Pan do Blair House, do swojego pokoju - jakie były pierwsze Pańskie słowa, pierwsze Pańskie myśli?
Prezydent RP:
Znaczy, wie Pan... No, myśli bardzo pozytywne, bo przecież uczestniczyliśmy w wydarzeniach wzruszających. Tu nie tylko chodzi o satysfakcję człowieka, moją czy małżonki, ale przede wszystkim o wielką satysfakcję, którą my możemy odczuwać jako Polacy, jako Polska. Zostaliśmy niewątpliwie uhonorowani, niewątpliwie oprawa tej wizyty - fakt, że jest to wizyta oficjalna, rzadka, druga dopiero w czasie Prezydentury Georga Busha, no to wszystko świadczy samo za siebie. I jest uczucie satysfakcji, jeżeli słuchamy komplementów, jeżeli widzimy jak bardzo cenione są polskie doświadczenia, jak bardzo wysoko doceniana jest droga, jaką Polacy przeszli, to znając również cenę, którą my zapłaciliśmy za to wszystko co osiągnęliśmy, no i odczuwa się po prostu taką zasłużoną satysfakcję. Jak bym powiedział najkrócej - człowiek tak zamykając oczy myśli sobie - no dobrze, że jesteśmy docenieni, dobrze, że te wysiłki nie idą na marne, dobrze, że jesteśmy traktowani, jako kraj ważny i poważny.

A co my dajemy w zamian? Czy na przykład, gdyby Stany Zjednoczone zdecydowały się zaatakować Irak, czy Polska wzięłaby udział w takiej operacji militarnej?
Prezydent RP:
Na pewno Ameryka może oczekiwać naszego politycznego poparcia. Amerykanie wytłumaczyli nam i tłumaczą nam powody swojego, bardzo negatywnego stosunku do Saddama Husejna, tych faktów nie można lekceważyć. Posiadanie broni masowej zagłady przez Irak na pewno jest problemem, który nie może spędzać snu z powiek, tylko Amerykanom, ale nam wszystkim. Natomiast mówienie o celach militarnych, to jest dzisiaj całkowita teoria. Bo po pierwsze takich planów nie ma, Stany Zjednoczone takich planów nie przedstawiają póki co, a po drugie trzeba liczyć także na realne możliwości. My mamy takie możliwości, a nie inne, na razie jeśli chodzi o Irak my wypełniamy istotną z punktu widzenia Stanów misję, bowiem nasza placówka w Iraku, nasza ambasada, jest również sekcją interesów amerykańskich, a więc wszystko to, co dotyczy stosunków dyplomatycznych USA jest wypełniane przez polskich dyplomatów, przez placówkę. No to jest ten wkład, można powiedzieć, że skromny, ale jednak istotny. Tym też się różnimy od wielu innych państw, które w ogóle w całej sprawie nie uczestniczą.

W sprawie Iraku, ale także w wielu innych sprawach występują różnice między politykami europejskimi, a administracją amerykańską, kiedy w czasie konferencji prasowej mój kolega z Polskiego Radia Krzysztof Wojna zapytał Pana - czy to zbliżenie, wyraźne zbliżenie polityczne z USA nie popsuje nam stosunków z niektórymi państwami europejskimi - Pan odpowiedział, że nie można naszego wyboru porównywać do pytania - kogo wolisz tatę czy mamę, bo pytanie jest błędne, błędnie postawione. No, ale czasem dochodzi do sporów między rodzicami, czy my w takich sytuacjach będziemy starali się nie zabierać głosu, jak dziecko?
Prezydent RP:
Skoro trzymamy się już tych porównań - mądre dziecko stara się cementować rodzinę i stara się po pierwsze nie prowokować konfliktów samo, a dwa - łagodzi te spory. Ja myślę, że tutaj jest właśnie rola dla Polski. Nie ma dzisiaj w Europie, ani szczególnie w NATO dylematu, czy z Ameryką, czy bez Ameryki, czy z Europą, czy bez Europy. To są dwa filary tej samej konstrukcji, konstrukcji euro-atlantyckiej, która oznacza rozwój, oznacza bezpieczeństwo, oznacza pokój i oznacza możliwość przeciw działania tym konfliktom, które w różnych miejscach świata powstają. Przecież mamy doświadczenia Bałkanów. I sądzę, że jest to myślenie większości Europejczyków. To znaczy Europa, która ma swoją identyfikację, ma swoją tradycję, kulturę, nie obawia się amerykańskiej dominacji, więcej - uważa, że dobre stosunki z Ameryką są potrzebne. One są potrzebne przecież nie tylko w polityce, one mają wielkie znaczenie w gospodarce, w nauce, w kulturze. Sądzę, że nie ma dzisiaj naprawdę żadnych powodów, żeby traktować relacje europejsko - amerykańskie jako zarzewie konfliktu. Tu może być konkurencja i na pewno, jeśli chodzi o niektóre dziedziny gospodarcze jest konkurencja. Ale w sensie politycznym, w sensie wartości na których opieramy naszą teraźniejszość i przyszłość, sposobie myślenia, to my przecież jesteśmy z jednej rodziny. Wracam do przykładu, od którego zaczęliśmy.

Ale staniemy wkrótce przed wyborem - samolot europejski, czy amerykański?
Prezydent RP:
No, wtedy będą się liczyły przede wszystkim założenia techniczne, koszty i nasz interes. I tutaj Amerykanie też to wiedzą i traktują naszą decyzję, jako suwerenną, polską decyzję, natomiast czego oczekują i o co proszą - żeby zasady według zostanie to przeprowadzone były transparentne, żeby nie było tutaj niczego co jest tajne, żeby nie było niczego, co się dzieje pod stołem i to oczywiście gwarantujemy. Uważamy, że wygra ta oferta, która z punktu widzenia wojska będzie bardzo dobra, a punktu widzenia polskiej gospodarki da szansę na rozwój.

Czy tylko o to, czyli o czystość gry prosił Pana Prezydent George Bush w czasie spotkania, czy przekonywał, namawiał do zakupu F-16?
Prezydent RP:
Przekonywał, trochę można powiedzieć przekomarzał się, ponieważ uważa, że lepszych samolotów F-16 nie ma na świecie, niczego ani lepszego, ani korzystniejszego nie wyprodukowano. No, ale to jest prawo Amerykanów do takiej opinii, poza tym ta opinia w dużej mierze jest przecież potwierdzona, bo przecież tych F-16 lata w świecie bardzo wiele i z tego co wiem od pilotów, od ludzi, którzy się lepiej znają na samolotach wielozadaniowych ode mnie - są to napewno samoloty najwyższej klasy.

Pan osobiście odegrał bardzo dużą rolę przy podejmowaniu decyzji politycznej dotyczącej zbliżenia ze Stanami Zjednoczonymi. Czy ma Pan poczucie, że Polacy chcą takiej bliskości, strategicznego sojuszu?
Prezydent RP:
Akurat w tej sprawie nie mam żadnych wątpliwości. Ameryka słusznie jest traktowana jako kraj nam bliski, tutaj mieszka blisko 10 mln ludzi, którzy przyznają się do polskiego pochodznia. Spotkałem ich bezpośrednio, to jest piękne, kiedy najmłodsze grono, czyli dzieci 8-10-letnie mówią po polsku i to bardzo ładnie. Ja jadłem to na co, moja dieta pozwala, ale były podane kluski śląskie, były podane ziemniaki w mundurkach, były podane gołąbki, była mizeria z ogórków, a więc polskie dania i widać, że smakowały amerykańskim gościom, ale ta tradycja jest kultywowana. Więc historia, współczesność, miliony Polaków w Ameryce, wizyty Polaków, praca tutaj w Ameryce - to wszystko powoduje, że jest ten kraj traktowany ze szczególnym sentymentem, jako kraj bliski. No, a politycznie fakt, że jesteśmy w jednym Sojuszu, w NATO, że traktowani jesteśmy jako najpoważniejszy, czy bardzo ważny partner w Europie Środkowej i Wschodniej. To wszystko tylko wzmacnia naszą pozycję, z tego powinniśmy się cieszyć.

Dlaczego w czasie tej wizyty, tak rzadko pada nazwisko Lecha Wałęsy?
Prezydent RP:
Ono padało tam, gdzie powinno być wspominane. Natomiast w ogóle polityka ma to do siebie, że ona jest zawsze skierowana bardzo w przyszłość, w związku z tym miejsca dla zasług nawet najpoważniejszych historycznych nie ma za wiele. Ale mam wrażenie, że tam gdzie trzeba było wymienić nazwiska poprzedników, to było wymienione i nazwisko Lecha Wałęsy i Billa Clintona, co uczyniłem, po prostu tych postaci, ich zasług nie sposób wymazać z polsko-amerykańskiej historii.

Stany Zjednoczone nie mają zbyt wielu, bardzo bliskich przyjaciół w Europie. Polska wyrasta na takiego przyjaciela, no ale polityka to nie tylko sympatie, to nie tylko emocje, to nie tylko sentymenty, to przede wszystkim interesy. Jakie korzyści Polska odnosi z tej przyjaźni z USA?
Prezydent RP:
Jesteśmy traktowani jako bardzo poważny, liczący się partner, którego opinia jest licząca, którego zdanie będzie w wielu kwestiach wiążące, szczególnie tam, gdzie chodzi o kwestie naszego regionu. Na pewno możemy liczyć na zainteresowanie amerykańskich inwestorów, ponieważ taki klimat przyjaźni, dobrych stosunków, taka - żeby już to powiedzieć zupełnie wprost - kolacja jak wczoraj w Białym Domu, ona się przekłada na zainteresowanie inwestorów w NATO, czy np. główna kwatera jakieś firmy będzie w Warszawie, czy w Budapeszcie, czy w Pradze. Na pewno będą efekty, jeśli chodzi o współpracę wojskową. Na pewno możemy liczyć na dalszy ciąg bardzo dobrej współpracy, jeśli chodzi o wyspecjalizowane służby w walce z terroryzmem, w walce z zagrożeniami. Na pewno możemy liczyć na stypendia dla uczonych, dla młodzieży i tak dalej. Mam nadzieję, że też doczekamy kiedyś czasów, choć tutaj najtrudniej się z Amerykanami o tym rozmawia, bo oni się boją imigracji z innych państw bardziej niż z Polski, że też się doczekamy, że ten reżim wizowy będzie bardzo łagodny i nie będzie tak drogi, jak to dzisiaj jest. Padły tu ważne słowa, będziemy mieli przez całe lata do czego sie odwoływać, a taki klimat, taka aura, która była, która jest przy tej wizycie na pewno będzie wielką pomocą i myślę, że jeszcze nie raz będziemy spotykać się z ludźmi, których widzieliśmy na różnych spotkaniach, którzy migali nam przez chwilę w liniach tych osób witających się, którzy będą wspominać, że właśnie spotkaliśmy się w Waszyngtonie i będą kontynuować to, do czego zachęcamy, czyli do współpracy polsko-amerykańskiej na wszystkich możliwych płaszczyznach.

W czasie jednej z konferencji prasowych Prezydenta Busha zapytano - co go łączy, co ma wspólnego z premierem Wielkiej Brytanii Tonym Blairem, wtedy Prezydent Bush odpowiedział, że używają tej samej pasty do zębów. Co Pana łączy z Prezydentem Bushem?
Prezydent RP:
No wie Pan... o paście do zębów to zupełnie nie potrafiłbym nic powiedzieć. Natomiast ja myślę, że podobny sposób widzenia spraw świata i polityki. To znaczy chcielibyśmy, żeby ta polityka służyła ludziom, żeby nie była wyalienowana, żeby nie była budowana w oparciu o takie bardzo teoretyczne strategie, ale, żeby przynosiła efekt w postaci: "Więcej bezpieczeństwa, więcej pokoju, więcej współpracy, więcej kontaktów między ludźmi, więcej respektu dla podstawowych wartości, które są najważniejsze w naszym życiu, poszukiwania tego co ludzi łączy, a nie dzieli. Myślę, że to jest taka podobna filozofia myślenia".


Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.