przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie - polskie wahadło bardzo silnie odbiło wczoraj w prawo. Nie dziwi to Pana?
Prezydent RP:
Nie, nie dziwi, że w polityce działa takie wahadło. Natomiast ono było w dużych miastach. Unikam jednostronnych ocen wyborów samorządowych, właściwie potwierdza się to, co mówiłem przed wyborami, że każda partia znajdzie argumenty, żeby uznać, że jest to sukces czy nie jest to aż taka porażka. Inaczej wygląda to na szczeblu gmin, inaczej w małych miastach, w dużych miastach, jeszcze inaczej w sejmikach. Natomiast niewątpliwie prawica przejmuje część istotnej odpowiedzialności za miasta, za państwo, z czego jako prezydent się cieszę. Uważam, że dla dobra demokracji powinno być tak, że każde z dużych ugrupowań politycznych ma część odpowiedzialności, bo to wtedy uczy zarówno sprawowania władzy, jak i nakłada liczne obowiązki, a także - jak sądzę - uczy trochę pokory. Pokory w zetknięciu z prawdziwymi problemami. Więc z państwowego punktu widzenia - dopóki to wahadło działa według reguł demokratycznych, nie jest niczym dramatycznym.

A czy Pan Prezydent nie ma wrażenia, że jest ono za mocno rozbujane, bo właściwie w niewielu miastach wygrali tacy autentyczni liderzy lokalni, tacy samorządowcy z krwi i kości, natomiast w wielu miastach wygrali politycy.
Prezydent RP:
Myślę, że tam, gdzie są dobrzy gospodarze, to oni już wygrali w pierwszej turze. Trochę zapomnieliśmy o nich. W Gdyni prawica, czy człowiek związany z prawicą, ale na pewno dobry prezydent. W Gorzowie - związany z lewicą, też na pewno dobry prezydent. Więc ci, którzy potwierdzili swoje umiejętności, wygrali w pierwszej turze. Natomiast ci, którzy byli słabymi gospodarzami, czy wobec których są poważne pretensje, czy może nie odcisnęli swojego piętna, przegrali. Myślę, że w analizach tych wyborów, szczególnie w dużych miastach, trzeba również zwrócić uwagę na czynnik personalny, to znaczy wygrywały chyba jednak silniejsze osobowości. A co będzie za cztery lata, zobaczymy. Mnie trochę niepokoi ton jednego z komentarzy, że zwycięstwo prawicy powinno być w tej chwili użyte, żeby wokół tych samorządów budować wspólną prawicę, struktury polityczne, przygotowywać się do wyborów parlamentarnych. Ja przestrzegam przed tym.

A co w tym złego, Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
Dlatego że samorządy są wybierane po to, żeby rządzić miastem. Jeżeli staną się przyczółkami partyjnymi, to po pierwsze jest to zgubienie idei samorządności, a po drugie jestem pewny, że za cztery lata wahadło znowu się odwróci.

No, ale może ono za mocno się buja. Czy to przypadkiem nie lewica je rozbujała, po to, żeby ono się teraz za mocno w prawo machnęło?
Prezydent RP:
Ono się buja właściwie we wszystkich krajach transformujących się. Przypominam, że do tej pory jednemu tylko premierowi udaje się po raz drugi rozpoczynać kadencję - to jest premier Dziurinda na Słowacji. Nawet tak silny - wydawało się - premier jak Orban też przegrał wybory i po czterech latach przeszedł do opozycji. Więc sądzę, że ten rytm polityczny dla krajów przechodzących tak trudne reformy jest ciągle rytmem czteroletnim. Jak mówię, w tym nie ma nic złego, dopóki stosujemy metody demokratyczne i dopóki następcami są ci, którzy też umieją rządzić.

A nie żal Panu bastionów lewicy tradycyjnych takich jak Łódź, Bydgoszcz, Kielce, Zielona Góra, Kongresówka, Pomorze - wszystko zostało odbite.
Prezydent RP:
Ale ja właśnie unikam rozmowy w kategoriach "bastiony". Po pierwsze nie za bardzo potrafiłbym powiedzieć na czym, poza rządzeniem przez człowieka z lewicy miałaby ta bastionowość polegać. Co - malowali budynki na czerwono, czy co? Więc to były miasta zarządzane - jedne lepiej, drugie gorzej. Wiele z miast miałem okazję odwiedzić, cieszyłem się zawsze kiedy widziałem nowe inwestycje, lepsze drogi, więcej bezpieczeństwa.

Niektóre z tych miast odwiedzał Pan, Panie Prezydencie tuż przed drugą turą i było to odczytane jako rodzaj poparcia. Nie udało się w przypadku Szczecina.
Prezydent RP:
W przypadku Szczecina nie i też zastanawiam się, skąd ta porażka zresztą bardzo miłego człowieka, którego bardzo lubię, znam wiele lat - Edmunda Runowicza. Być może trochę właśnie niedostatek osobowości, może za dobry administrator, a za mało wyrazista postać, która byłaby bardziej znana publiczności.

Teraz gazety piszą o osobistej klęsce Leszka Millera. Po pierwsze - ukochana Łódź, po drugie - osobiście wspierał kandydatów Szczecina, Bydgoszczy, Kielc. Czy przypadkiem nie jest tak, że pocałunek premiera jest politycznym pocałunkiem śmierci?
Prezydent RP:
Nie sądzę. Być może była to siła niewystarczająca, żeby przekonać wyborców w danym mieście i to też chyba dobrze świadczy o tych wyborach, że one aż tak polityczne nie były, to znaczy, że dotknięcie polityka nie oznaczało wcale pewności, że ten samorządowiec wygra. Na pewno jest to dotkliwa sytuacja dla pana premiera, który z Łodzią jest bardzo związany emocjonalnie, ale może też i pouczająca i korzystna. Ja wczoraj zażartowałem, trochę gorzko zażartowałem do premiera mówiąc: to masz swoją kohabitation. Ja swoje kohabitacje mam już za sobą. Współpracowałem cztery lata z rządem prawicowym. Myślę, że premier znając problemy Łodzi będzie wspierał, będzie współdziałał z prezydentem Kropiwnickim.

Trudno to sobie wyobrazić Panie Prezydencie.
Prezydent RP:
Nie. Uważam, że jeżeli ludzie są odpowiedzialni - wracam do tego, o czym mówiłem wczoraj na Placu Piłsudskiego...

I nie jest premier zdruzgotany?
Prezydent RP:
Na pewno zrobiło to na nim wrażenie. Nie mogę nic więcej powiedzieć, ponieważ aż tak długo nad tym nie rozmawialiśmy. Natomiast wracam do apelu, który wczoraj wygłosiłem - w wielu miastach, także sejmikach wojewódzkich, mamy sytuację, w której po prostu trzeba się umieć porozumieć. I to porozumienie musi być ponad podziałami. Myślę, że do tej pory nigdy jeszcze polska lewica i prawica nie zostały skonfrontowane z sytuacją konieczności pokonania pewnych istotnych uprzedzeń. Mówiło się wiele lat o kompromisie historycznym, nawet ja byłem podejrzewany, że zmierzam do takiego kompromisu historycznego, a oto nieoczekiwanie sytuacja pokazuje, że on jest potrzebny.

Ale czy okaże się możliwy, Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
Zobaczymy, sam ciekaw jestem, co zrobi pan profesor Jacek Majchrowski, którego też bardzo lubię, byłem w Krakowie...

Jego akurat premier Miller nie popiera.
Prezydent RP:
Ale ja byłem w Krakowie. Widać, moja akurat obecność jemu nie zaszkodziła. Natomiast on ma przed sobą prawicową radę i pytałem go wprost, jak on sobie wyobraża współpracę. Mówił, że wyobraża sobie, ponieważ chce rozmawiać o problemach, jest człowiekiem, który zna prawicę historyczną, pisał o tym książki, jego ulubionym bohaterem jest Wieniawa Długoszewski, jest to znawca prawicy międzywojennej, więc może znajdzie poprzez doświadczenia historyczne pewien klucz do serc ludzi prawicy w Krakowie. Ale przecież chodzi o miasto, chodzi o obywateli tego miasta. Im szybciej zamkniemy dyskusję partyjną na temat wyborów samorządowych, a przejdziemy do istoty, czyli co trzeba zrobić, tym lepiej dla tych miast. Wybory tak naprawdę polityczne są jeszcze przed nami: to będą wybory dotyczące Unii Europejskiej, to będą wybory do Parlamentu Europejskiego, wybory parlamentarne i prezydenckie. Samorządom trzeba dać przestrzeń do działań miejscowych, a tam koalicja lewicy z prawicą nie musi być aż taką sensacją.

Politycy tej przestrzeni samorządom najczęściej nie dają Panie Prezydencie, takie są polskie doświadczenia.
Prezydent RP:
Bo politycy bywają zakałą, taka jest prawda, chociaż nie muszą być.

Przez chwilę pozostańmy jeszcze przy personaliach. Leszek M. popierał także Marka Balickiego w Warszawie, twierdził, że razem z Olkiem K. go popiera. Dziś na fotelu piątej osoby w państwie mamy prawicowca z bardzo silnym mandatem. Pana to cieszy?
Prezydent RP:
Życzę Lechowi Kaczyńskiemu powodzenia, bo podejmuje się rzeczywiście trudnego zadania. Rządzenie stolicą w każdych warunkach, nawet kiedy i budżet jest zamożny, nie jest łatwe, a w polskich warunkach jest bardzo trudne. Życzę mu powodzenia, będziemy na pewno współpracować. Akurat współpraca prezydenta państwa i stolicy jest bardzo częsta, bo związana i z obowiązkami międzynarodowymi, kontaktami. Z Lechem Kaczyńskim znamy się długie lata, współpracowałem z nim też w różnych jego rolach państwowych, kiedy był prezesem NIKu, ministrem sprawiedliwości. Więc życzę mu wszystkiego dobrego. Czy to się powiedzie? Zobaczymy. Życzę, żeby się powiodło. Za cztery lata będzie ocena. Byłoby źle również, gdyby dla Lecha Kaczyńskiego, czy właśnie dla prawicy, Warszawa była tylko i wyłącznie trampoliną czy okresem przygotowania do wyborów prezydenckich czy parlamentarnych, dlatego że w ten sposób to się nie uda. Moim zdaniem wygrać wybory parlamentarne można wtedy, kiedy ten mandat samorządowy dobrze się wypełni. Kiedy on okaże się wtórny i traktowany zbyt instrumentalnie, to ludzie odwrócą się i znowu to wahadło pójdzie w drugą stronę.

Panie Prezydencie - lewica dostała pstryczka w nos, Pan powiada, że Pana cieszy zwycięstwo centroprawicy w 11 z 14 miast Polski.
Prezydent RP:
Ani mnie cieszy, ani martwi. Ja je traktuję jako część równowagi polityczne, demokratycznej w Polsce. Tak samo, chcę powiedzieć, uważałem, że w wyborach cztery lata temu, kiedy na 16 w 8 rządziła prawica, a w 8 centrolewica, też uważałem, że z punktu widzenia państwa jest to lepiej dlatego że wszyscy współponoszą odpowiedzialność, a więc nie jest tak, że mamy ugrupowania gdzieś w kącie, nieobecne, czy takie bez możliwości sprawdzenia się we władzy, które mogą powiedzieć "nasza chata z kraja", my w tym nie bierzemy udziału. Otóż wszyscy w Polsce - od Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin, poprzez platformy różnego typu, lewicę i PSL uczestniczą dzisiaj we współodpowiedzialności za państwo polskie.

Tu się nie zgodzę Panie Prezydencie. Mamy jednak do czynienia z pewnym monopolem W odpowiedzi władzy lewicowej - i parlament jest zdominowany przez SLD, i rząd, i prezydent pochodzi z lewicy. Panie Prezydencie, czy ten obóz władzy lewicowej się teraz jakoś przemebluje? Gazety piszą, że to były wybory protestu, wybory odwetu, rewanżu.
Prezydent RP:
W tym, że jest większość w parlamencie, jest prezydent, który jest zresztą wybierany w innym terminie i rząd z jednej formacji, to nie jest żadna specjalna nowość. Tak jest i tak powinno właściwie być. Natomiast czy po wyborach samorządowych lewica dokona pewnej zmiany, głębokiej czy nie głębokiej, zobaczymy. Ja uważam, że to jest na pewno czas na refleksję. Te wybory były zbyt poważne, żeby potraktować je ot tak, po prostu jako jedno z wydarzeń. Na pewno lewica otrzymała wiele sygnałów ostrzegawczych, dotyczących i jakości osób, i jednak kłótliwości w niektórych środowiskach, i braku być może komunikacji z częścią własnych wyborców, bo pamiętajmy, że lewica nie przegrywała często dlatego, że wyborcy lewicy poszli głosować na prawicę, tylko dlatego, że nie poszli głosować. I to jest bardzo istotny element - może jeszcze nie protestu, ale pewnego ostrzeżenia, które płynie z kręgów wyborców lewicowych, żeby zastanowić się. Często odpowiedź programowa na frustracje czy na niepokoje jest bardzo trudna. Dlatego że po pierwsze rząd ma za sobą tylko rok i ten rok był właściwie skupiony na sprawach nieprzyjemnych, bo ograniczenia budżetowe, bo mniej pieniędzy na różne cele a nie więcej. Ale rząd ma jeszcze trzy lata, ma również ważną sprawę jaką jest Unia Europejska przed sobą. Unia może zarówno dodać głosów lewicy, jak i zabrać głosy lewicy. Więc pamiętajmy, że tutaj determinacja rządu jest godna podziwu, bo to nie jest jednoznaczne, że to przynosi więcej popularności, ale na tym polega rządzenie, a w demokracjach system musi być oparty na znanej amerykańskiej koncepcji "check and balance" czyli wzajemnej kontroli, wzajemnego uzupełniania się, równowagi, która powinna mieć miejsce. I uważam, że w Polsce po tych wyborach mamy równowagę. W Polsce nic się nie przesunęło w ten sposób, ani nic się nie zdarzyło, żeby mówić o jakiejś chybotliwej polskiej demokracji albo o kulawym państwie polskim, choć ono jest kulawe w innych miejscach i z innych powodów.

Panie Prezydencie, siedzę tutaj z Panem i słucham, jak Pan analizuje tę nową mapę polityczną i broni Pan rządu. Im dłużej rozmawiamy tym bardziej się dziwię, że tutaj z Panem siedzę, bo jestem z RMF człowiekiem, a szef tego radia nazwał publicznie Polskę "smutnym krajem w którym na przemian wygrywa albo czerwona albo czarna hołota wyborcza, w którym klasa polityczna zeszła na psy i w którym aparat SLD-owski próbuje instrumentalizować media". Czy Pan by się pokłócił z taka wizją tego kraju?
Prezydent RP:
Pokłóciłbym się z taką wizją, bo mógłbym powiedzieć, gdybym chciał być bardzo elegancki na mało eleganckie sformułowania prezesa , którego cenię, że nie jest tak źle, skoro w kraju tak rządzonym działa RMF i rozwija się i za chwilę przeniesie się do kosmicznej miejscowości, niedaleko Krakowa, przygotowanej dla tej radiostacji, że działają inne media, że działają firmy, że dzieje się wiele rzeczy w kulturze i nauce i w naszym życiu publicznym godnym szacunku. Kraj jest w wielu miejscach smutny, ale też i świat jest smutny, a nie mam wielkich powodów do uśmiechania się, kiedy widzę co dzieje się z terroryzmem czy w Nowym Jorku, czy w Moskwie, więc ten smutek i wiele frustracji, które przeżywamy, szczególnie które przeżywa pan prezes Tyczyński, myślę, że wynikają ze zjawisk globalnych, z tego że początek wieku nie jest tak łatwy, tak piękny, jak sobie wyobrażaliśmy. Natomiast gdyby mówić o Polsce, to przestrzegam i też to wczoraj przy okazji Święta Niepodległości mówiłem, nie możemy być wyłącznie czarnowidzący dlatego że sami wtedy formułujemy prognozy, które się sprawdzają. Można powiedzieć, że - tak jak Zanussi nakręcił film, że w ogóle życie jest pesymistyczne, bo wiadomo jaki jest finał, że jest to jakby śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową, no i można w taki sposób cały żywot traktować. A więc pamiętajmy, można patrzeć na to inaczej. Tworzyć , budować, zostawiać po sobie widome ślady. Tego oczekuję od polityków. Na pewno polska polityka nie jest tak dobra jak byśmy tego chcieli, ale jest dużo lepsza niż w innych krajach, które przeżywają podobne procesy.

No to cieszę się, że to słyszę z Pana ust, Panie Prezydencie...
Prezydent RP:
Namawiam, żeby częściej rozmawiać z politykami, bo wtedy być może wiele z tych stereotypów...

Przemyślimy tę uwagę. Tuż po decyzji Krajowej Rady zabraniającej radio RMF rozszczepiania sygnałów. Rozmawialiśmy wtedy. Pan obiecał rozmawiać z członkami Rady. I otóż dziś się okazuje, że NSA uznał te decyzje Rady za bezprawie i wykazał Sąd, że Rada parokrotnie naruszyła Konstytucję. Przychodzimy z tym problemem do Pana, bo Pan jest strażnikiem ustawy zasadniczej i współautorem. Co począć?
Prezydent RP:
Uważam, że to co dzieje się na drodze prawnej, i takie są rozstrzygnięcia, to jest bardzo prawidłowe. Rada powinna ponieść konsekwencje tego, również osoby, które podejmują decyzje niezgodne z Konstytucją czy z przepisami. Co do tego nie ma wątpliwości. To tez taki dodatek do komentarza do słów pani prezes: no, nie jest tak źle skoro system prawny działa, skoro NSA może...

Wszystko się okaże. Sprawa jest w toku. Włodzimierz Czarzasty, Panie Prezydencie, powołany przez Pana do Rady, to, że znów zacytuję Tyczyńskiego z " Rzeczpospolitej" - "Millera ręka pociągana za sznurek z Rozbratu" - "Gazeta Wyborcza" nazywa tego członka Rady I Sekretarzem ds. mediów i dowodzi, że dąży ten urzędnik do podporządkowania mediów aparatowi SLD. Panie Prezydencie, to Pański człowiek w Radzie Krajowej
Prezydent RP:
To nie jest tak. W ogóle w tej chwili nie chciałbym występować jako rzecznik jednego z członków Krajowej Rady, bo nie wypada mi, ani nie jestem do tego nawet przygotowany. Pamiętajmy, że system powoływania do Rad polega na tym, że poszczególne organa naczelne państwa polskiego powołują, Sejm, Senat, Prezydent do Rady i od tego momentu ta osoba wypełnia swoje funkcje zgodnie z Konstytucją, z przepisami i nie jest żadnym człowiekiem. Bo gdyby to było tak, że to jest mój przedstawiciel, to po pierwsze mógłbym wysyłać na każde posiedzenie innych swoich przedstawicieli, w zależności od sprawy, i wtedy byśmy zupełnie, że tak powiem, nie wiedzieli, kto ponosi odpowiedzialność i na czym ma polegać niezależność tej Rady. Otóż wszyscy członkowie Krajowej Rady ponoszą odpowiedzialność osobistą w zakresie tych działań, które prowadzą, decyzji, które podejmują i muszą to być decyzje zgodne z przepisami i Konstytucją. Natomiast nie ma możliwości, i nie wyobrażam sobie możliwości takiej, żeby osoba, która desygnowała, jakby z tylnego siedzenia kieruje pracami tego czy innego członka Rady.

To zapytam tak: czy Pan akceptuje funkcjonowanie akurat pana Włodzimierza Czarzastego?
Prezydent RP:
Czytam te same artykuły co Pani czyta i chcę powiedzieć, że parokrotnie prosiłem o wyjaśnienia ze strony pana Czarzastego. I te wyjaśnienia zazwyczaj pokazują, że ta sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana niż to się pisze. Moją intencją, i to wiedzą wszyscy członkowie Rady, nie tylko ci, których powoływałem, ale i rozmawiałem z członkami Rady, jest to, żeby w Polsce tworzyć otwarty, demokratyczny ład w mediach, w którym pozwalamy działać różnym podmiotom, które trzymają się tego prawa, przestrzegają je, a jednocześnie, żeby ta paleta propozycji była szeroka, pluralistyczna, żeby nie było istotnych ograniczeń, poza technika, na którą mamy mniej wpływu. I tyle. Uważa, że cały ten spór o rozszczepialność częstotliwości, to jest spór o tyle trudny, że RMF, potężna, największa dzisiaj polska radiostacja, największe radio polskie, jest tak silnym konkurentem, że wiele małych radiostacji bało się, że zginie wraz z rozszczepialnością tego sygnału. Więc tu Rada...

Tak, my to znamy Panie Prezydencie...
Prezydent RP:
Tak znamy, i ja bym nie bagatelizował. Jesteście...

Ta sprawa jest w toku. Sąd ją rozstrzygnie. Tak jak powiedział Pan...
Prezydent RP:
Każdy ma swój problem. Tak jak Ameryka ma problem Microsoftu, my mamy problem RMF-u...

Niezawisły sąd. Panie Prezydencie najtrwalszy wyróżnik tożsamości Polaków, to umiłowanie wolności - to Pan powiedział w Krakowie, a symbolem umiłowania wolności jest Kopiec Kościuszki, Pana zdaniem. My na ten Kopiec codziennie z okien radia patrzymy i się zastanawiamy, czy Pan Prezydent się przeciwstawi próbom nałożenia kagańca na media w tym kraju.
Prezydent RP:
Przeciwstawię się na pewno. I obiecuje, że nic tu nie może się wydarzyć co by uniemożliwiało pracę, rozwój takich instytucji, choćby takich jak radio RMF. Natomiast pamiętajmy, że ta mapa jest dużo bardziej skomplikowaną. Bo jest dla mnie pytaniem: my jesteśmy w stanie również pomóc niewielkim radiostacjom działającym lokalnie, które nie mają szansy na tak wielkie pieniądze z reklam. To też jest dobre pytanie, żeby ten ład w eterze, o który nam chodzi, nie był jednostronny.

Na koniec, Panie Prezydencie, jeśli Pan pozwoli, interesuje nas też szczyt NATO w Pradze. To będzie szczyt rozszerzeniowy. Chcielibyśmy uzyskać od Pana odpowiedź, czy będzie to równocześnie przedwojenna narada?
Prezydent RP:
Myślę, że mniej jednak, dlatego że decyzje, jakie mają w tej chwili miejsce już biegną. W ciągu paru dni będziemy już wiedzieli o ostatecznej decyzji Iraku. Jeżeli Irak zdecyduje się odrzucić rezolucje, to właściwie jest otwarcie do działań militarnych. Wiem, że plany militarne są przygotowane. Mówiłem o tym z prezydentem Bushem, kiedy byłem jeszcze w lipcu. Tak że już parę miesięcy temu były skonkretyzowane. A mam nadzieję, że jest ciągle jakaś szansa, żeby Saddam Husajn i Irak zdecydowali się wpuścić inspektorów i żebyśmy mogli doprowadzić do tego co jest celem całej operacji, czyli rozbrojenie Iraku. To się dzieje - więc w tym sensie, być może, w czasie szczytu natowskiego, będziemy mieli jakiś moment szczególny, ale nie sądzę, nawet dlatego, teraz już improwizuję, wydaje mi się, że obecność prezydenta Busha na szczycie oznacza, że to się stanie albo nieco wcześniej, albo później zdecydowanie. Nie sądzę, aby podejmowano decyzje o rozpoczęciu działań wojennych w momencie, kiedy prezydent jest poza Stanami Zjednoczonymi. Natomiast z naszego punktu widzenia najważniejsze jest rozszerzenie. I to rozszerzenie jest z trzech powodów dobrą wiadomością: po pierwsze - ostatecznie pokonujemy podział jałtański, bowiem wchodzą nowe kraje Europy Środkowej do NATO, wchodzą kraje bałtyckie. Po drugie, dla nas ważne, że dwóch kolejnych sąsiadów Polski będzie w NATO - Słowacja i Litwa, to oznacza, że granica Polski jest coraz bardziej granicą wewnątrz NATO, i to mnie również cieszy. A po trzecie, ten szczyt jest dobrym momentem, żeby pokazać nową perspektywę NATO, że oto przestaje być Pakt w rozumieniu paktu podzielonego świata na dwa bloki, a raczej organizacja militarno-polityczna, która będzie gotowa do przeciwdziałania zagrożeniom płynącym z różnych stron, terroryzmowi, różnych zagrożeń regionalnych, które mają miejsce, więc z trzech powodów ten szczyt jest ważny i dla nas bardzo korzystny.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski otworzył dzisiaj wrota Pałacu Prezydenckiego przed radiem RMF i nas tu gościł.
Prezydent RP:
Jest mi bardzo miło i zapraszam częściej.

Dziękuję
Prezydent RP:
Do usłyszenia



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.