przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Dziś gościmy u Pana, ponieważ wyjeżdża Pan dzisiaj do Sztokholmu
Prezydent RP:
To jest zaproszenie po raz pierwszy wystosowane do mnie na spotkanie tzw. progressive liders, a więc przywódców postępowych, którzy mają myśleć o ważnych sprawach.

Wróćmy do wczorajszego dnia, Panie Prezydencie. Rada Gabinetowa, Pan popiera program gospodarczy rządu przygotowany przez L. Millera i jego ekipę. To bardzo ładna deklaracja, bardzo ładny program, a z drugiej strony przychodzi komunikat GUS, po raz pierwszy od 12 lat tak się zdarzyło, że poziom bezrobocia w naszym kraju osiągnął 18 proc. - 3 250.000 ludzi bez pracy, oficjalnie zarejestrowanych, ile tych osób nie rejestrowanych, nie ma pracy, tego nikt nie wie.
Prezydent RP:
Ale też nie do końca wiemy ile z tych osób nie zarejestrowanych pracuje nie do końca w niesformalizowany sposób.

Panie Prezydencie to już nie jest problem ekonomiczny, to już jest problem społeczny, ba - może być problem polityczny
Prezydent RP:
Nie. Na pewno społeczny już od dawna i trzeba bić na alarm i szukać metod, żeby bezrobocie zmniejszać. Te liczby są od dawna zatrważające. One są coraz gorsze, niestety. Trzeba pamiętać, że w Polsce bezrobocie wynika z dwóch przyczyn. Z jednej strony - osłabienia tempa rozwoju gospodarczego a z drugiej strony demografii, tzn. wyżu, który w tej chwili wchodzi w dorosłe życie. Ale to nie zmienia faktu, że trzeba podejmować zdecydowane działania. Rząd takie propozycje składa, bowiem zarówno koncepcja pierwszej pracy dla absolwentów i ulg dla pracodawców, którzy by tych absolwentów zatrudniali, zmiany w kodeksie pracy, które powinny uelastycznić nieco możliwości zatrudniania przez przedsiębiorców, to wszystko powinno pomóc, choć na pewno nie rozwiąże problemu od razu. Z 18 proc. bezrobocia nie zejdziemy niżej przez następnych parę lat, niestety.

A wyżej wejdziemy?
Prezydent RP:
Oby nie. Natomiast niewątpliwie bezrobocie staje się w tej chwili z punktu widzenia społecznego problemem, poza dyskusją, problemem nr 1.

No tak, ale pytanie tych, którzy pracy nie mają, brzmi: kiedy? Kiedy pracę znajdziemy?
Prezydent RP:
Musimy ożywić gospodarkę, program rządowy idzie w tym kierunku. Znamy planowane wskaźniki. 1 proc., 3 proc. wzrostu w kolejnym roku, 5 proc. wzrostu PKB w roku 2004, to jest program, który zakłada, że będzie rozwój, a rozwój oznacza miejsca pracy. Dodatkowo chcę powiedzieć, że musimy zdjąć bariery instytucjonalne, głównie w Kodeksie Pracy. I tu też chcę powiedzieć jasno, związki zawodowe się sprzeciwiają, a dzisiaj sprzeciw związków zawodowych, to jest trochę postawa egoistyczna, bo w interesie tych, którzy już pracę mają i całkowicie nie uwzględniających faktu, że jest armia bezrobotnych, którym trzeba pomóc w uzyskaniu pracy. I nieuchronnie zmierzamy do zmian w Kodeksie, pracodawca miał więcej możliwości zatrudniania ludzi, żeby było mu łatwiej, żeby on nie był tak obciążony zarówno obowiązkami finansowymi jak i formalnymi w związku z zatrudnianiem osób.

A w tym kontekście strajków w stoczni w Gdyni, Panie Prezydencie, jak Pan skomentuje? Co to jest, z czym mamy do czynienia? Z obroną miejsc pracy za wszelką cenę, z nielegalnym strajkiem, z odruchem prawidłowym ludzi, którzy boją się o swoją pracę?
Prezydent RP:
Nie chcę tego w ten sposób komentować. Mamy do czynienia z typową sytuacją dla przedsiębiorstwa, gdzie z jednej strony jest właściciel prywatny, z drugiej strony są zatrudnieni, którzy wyrażają swoje pretensje, bo pamiętajmy zaczęło się od zupy regeneracyjnej, od warunków bezpieczeństwa. To są typowe problemy, które występują na linii pracodawca-pracobiorca i one muszą być rozstrzygane zgodnie z prawem. Tutaj to prawo obowiązuje w dwie strony zarówno tego, który zatrudnia jak i osobę, która jest zatrudniana. Problemem stoczni, wszystkich, nie tylko polskich jest dekoniunktura. Nie tylko przecież Polska przeżywa okres słabego wzrostu gospodarczego, ale cała Europa, więc dzisiaj popytu na statki nie ma takiego jaki był jeszcze parę lat temu. Nasze stocznie chwaliły się swoimi sukcesami 4-5 lat temu, dzisiaj ten rynek jest dużo słabszy, nie ma zamówień, jak nie ma zamówień to nie ma pracy, jak nie ma pracy to są zwolnienia.

No, ale zamówienia, to złoty jest drogi, Panie Prezydencie, a jen jest tani, w związku z tym lepiej zamówić w Japonii lub Korei Płd.
Prezydent RP:
Ale tam też nie ma boomu, ponieważ statek, niezależnie od kursu tej czy innej waluty, to jest przecież ogromny wydatek i trzeba pamiętać, że statki nie zużywają się tak szybko. W związku z tym, jeżeli następuje osłabienie koniunktury czy w Europie czy w świecie, to korzysta się z tych możliwości, jakie są i nie buduje się nowych statków. Tak wygląda sytuacja w przemyśle stoczniowym. Natomiast jeżeli dotykamy tego przypadku, w Gdyni, moim zdaniem to musi być rozstrzygnięte zgodnie z prawem i podkreślam, prawo obowiązuje w obie strony.

No właśnie, jak daleko może posunąć się prywatny właściciel w obronie swojej firmy?
Prezydent RP:
Są miejsca o którym mówi prawo, on ma swoje zobowiązania. Każdy właściciel również ma zobowiązania wobec pracobiorców, wobec ludzi, których zatrudnia. One polegają na tym, że musi wypłacić w odpowiednim terminie pensję, wszystkie pochodne, musi zapłacić ubezpieczenie i ma prawo również do zwolnienia, jeżeli uważa, że nie stać go na utrzymywanie tak dużej ilości osób. Tak to najprościej wygląda.

A czy przypadkiem nie mamy do czynienia z czymś owym, kiedy duże centrale związkowe nie bardzo wiedzą jak zaangażować się w tego typu konflikt? Stają z boku, a ewentualnie, jeśli już próbują coś zrobić, to też tak nie do końca w sposób zrozumiały dla wszystkich?
Prezydent RP:
Myślę, że to jest w ogóle problem związków zawodowych, które w Polsce wyrastają jednak ze starego systemu, mówię tu także o Solidarności. Solidarność była związkiem zawodowym, który powstał w proteście przeciwko dyktaturze i przeciwko warunkom pracy, ale jednak w gospodarce scentralizowanej, w gospodarce upaństwowionej. Wraz z prywatyzacją o którą wszyscy wołają i proszą o nią, rola związków zawodowych się zmniejsza. To jest zjawisko, które znamy ze świata i tak będzie także w Polsce. Centrale związkowe muszą wiedzieć, że dużo większą rolę mogą odgrywać w tworzeniu prawa, w tworzeniu zasad choćby naciskając na ugrupowania polityczne czy na Sejm aniżeli bezpośrednio angażując się w poszczególnych przedsiębiorstwach ponieważ w ogromnej większości dzisiaj sprywatyzowanych przedsiębiorstw po prostu zorganizowanych struktur związkowych nie ma.

Ale trudno wycofać się z czegoś co już się ma. Dać sobie ograniczyć własne prawa
Prezydent RP:
Trudno, ale z drugiej strony fakty są takie, że nie ma dzisiaj płaszczyzny, na której związki zawodowe mogłyby dyskutować z prywatnym przedsiębiorcą w przypadku, gdy nie ma ich w tym miejscu w zakładzie pracy. To jest całkowicie niemożliwe. Natomiast moim zdaniem, związki zawodowe mogłyby wykazać pewną inicjatywę związaną właśnie z tym, żeby uporządkować cały system prawny, który w moim przekonani już nie służy ani związkom zawodowym, ani pracownikom. Po prostu był pisany, był przyjmowany na innych warunkach.

Ale z wielkim trudem przychodzi namówić związki do zmian w Kodeksie Pracy
Prezydent RP:
To przychodzi z trudem, dlatego mówię...

Trzeba obejść bezpośrednio rząd, posłowie w Parlamencie już nie konsultują ze związkami, bo nie ma czasu
Prezydent RP:
Nie, nie. Konsultują, przekazują do konsultacji. Natomiast można się łatwo spodziewać wyniku konsultacji, że on będzie negatywny, a nie zmienia to, moim zdaniem, istoty problemu. Te zmiany są konieczne. Jeżeli chcemy polski rynek pracy uaktywnić, jeżeli chcemy walczyć z bezrobociem, muszą być bardziej elastyczne zasady Kodeksu Pracy i na to trzeba się zgodzić. To jest niezbędne.

Mówiąc o tym wczoraj, że program rządu, program gospodarczy, jest dobry, Pan go będzie wspierał itd. przypomniał Pan również, cytuję: program na pewno ma swoje słabsze strony. Postawił Pan w tym momencie kropkę, nie ujawniając tych słabszych stron. Proszę powiedzieć, Panie Prezydencie, co złego jest w tym programie?
Prezydent RP:
Przed wczorajszym posiedzeniem Rady Gabinetowej miałem długą dyskusję z ekonomistami, moimi doradcami, uczestniczył w tej rozmowie p. wicepremier Belka, mówiliśmy tam o tych słabszych stronach. Ich jest trochę. Nie chcę w tej chwili wszystkich problemów omawianych wymieniać, ale np. budownictwo mieszkaniowe, które niewątpliwie jest i problemem społecznym i problemem gospodarczym. Ono jest zarysowane tak, powiedziałbym, dosyć niedokładnie.

Tak mgliście
Prezydent RP:
Nawet nie mgliście, tylko oparte w istocie o finansowanie z budżetu państwa w sytuacji, kiedy wiemy, że budżet państwa jest bardzo ograniczony, jest bardzo słaby. Więc tu na pewno trzeba szukać innych mechanizmów i to co jest zapisane w tym programie jest dalece niedojrzałe. Takich punktów jest kilka, ale to nie zmienia mojej ogólnej oceny, że po pierwsze dobrze jest, że ten program jest, że jest to program poważny, że jest we właściwą stronę, we właściwym kierunku idący, i że trzeba wesprzeć rząd, żeby można było ten cel spełnić, żeby ze stagnacji wyjść.

Ale jak Pan to rozumie?
Prezydent RP:
To jest mój stosunek do ustaw, które będzie rząd przedstawiał. To jest praca również moich ekspertów, którzy są gotowi do współdziałania z rządem, do rad i do poprawiania niektórych fragmentów tego programu, to jest również zachęcanie do myślenia jeszcze dalej idącego. Wczoraj na Radzie Gabinetowej myśmy bardzo dużo mówili nie tylko o programie gospodarczym, ale np. o kwestii, którą uważam zupełnie za zasadniczą dla przyszłości Polski, np. eksportu. Polska po kilkunastu latach transformacji nie ma w istocie żadnego swojego produktu eksportowego. My się w świecie z niczym nie kojarzymy.

No jeden mamy, ale wróćmy do kraju z Adamem Małyszem
Prezydent RP:
Tak, ale to dobrze, że go mamy, cieszmy się z tego, natomiast największą firmą eksportową w Polsce to jest ciągle firma Fiat Poland, ale trudno udowodnić na świecie, że Fiat jest polską firmą, mimo, że oczywiście te samochody są produkowane u nas. Jest pytanie, co może być tym przebojem eksportowym. Musimy już dzisiaj zastanowić się i pomóc tym grupom, wynalazcom, tym przedsiębiorstwom, które są gotowe produkować coś co może być przebojem eksportowym Polski, z czym Polska będzie się kojarzyć. Nie marzę już o takim produkcie jak telefony Nokia, co jest pomysłem Finlandii, ale musimy myśleć dużo bardziej aktywniej o eksporcie, o zaistnieniu w międzynarodowej konkurencji, która jest trudniejsza a nie łatwiejsza

Ale, żeby to zrealizować to trzeba wesprzeć, potrzebne są pieniądze, potrzebny jest kapitał, potrzebne są gwarancje
Prezydent RP:
Na to trzeba postawić. W moim przekonaniu, jeżeli mielibyśmy dzisiaj grupy wynalazców czy ludzi, którzy mają pomysły - ostatnio przeczytałem taką wiadomość, sprawdzamy przecież na ile to uda się zrobić, ale te informacje o poruczniku, czy kapitanie, nie pamiętam już w tej chwili, który wymyślił kulę, która może być używana w działaniach antyterrorystycznych na pokładzie samolotu, ponieważ ona nie niszczy poszycia samolot, to są tego rodzaju pomysły. Natomiast mądre narody pomagają takim ludziom, dają kredyty, gwarancje, organizują...

Powiedział Pan mądre narody, Panie Prezydencie
Prezydent RP:
Pod względem troski dla takich ludzi nie jesteśmy rezolutni i to już od bardzo, bardzo dawna, nie przykładamy do tego należytej wagi, a we współczesnym świecie kraj, który nie kojarzy się z czymś, co wprowadza do wspólnego międzynarodowego obiegu jest na straconych pozycjach. Tu chodzi tylko o pieniądze, tu chodzi o prestiż. Słusznie cieszymy się z polskiej kultury, cieszymy się z sukcesów polskich sportowców, ale nam potrzeba także produktu, który kojarzyłby się z Polską.

Jeden z tematów z wczorajszej Rady Gabinetowej: Unia Europejska, postępy w negocjacjach, spór wicepremiera, ministra rolnictwa Kalinowskiego i wiceminister Huebner, kto co powiedział, kto miał prawo do czego, jakie jest stanowisko rządu, jakie jest stanowisko indywidualne.
Prezydent RP:
Tu są dwa komentarze. Pierwszy dotyczy wypowiedzi poszczególnych członków rządu. Ja bym do tego podchodził spokojnie, dlatego że trwają negocjacje, odbywają się rozliczne spotkania w Polsce i w Brukseli i nie da się dzisiaj niczego na świecie prowadzić w sposób tajny, poufny, media są wszędzie obecne, w związku z tym musimy się liczyć z tym, że będziemy mieli wielokrotnie różnice zdań. To nie tylko między nami a Brukselą, także wewnątrz rządu, między rządem a opozycją dlatego że to jest żywa materia, my o tym dyskutujemy. Nie mam wielkich pretensji do premiera Kalinowskiego, bo on tam występował przede wszystkim jako minister rolnictwa, jako szef PSL także, występował więc z innymi ministrami państw kandydujących i żaden minister nie wyraził radości, że dopłaty bezpośrednie mają wynosić 25 proc. a nie na przykład 50. Trudno sobie wyobrazić, by któryś z nich wystąpił, że jest zadowolony. Koledzy z innych państw kandydujących rozprawili by się z nim później, po południu czy wieczorem. Negocjacje mają charakter sporu i mają się zakończyć kompromisem. Taka jest ich filozofia. Ja bym tu się jeszcze nie przejmował tą dyskusją. Inaczej na to patrzy p. minister Huebner i słusznie. Pani minister Huebner chciałaby to wszystko porządkować i mieć już niektóre kwestie bardziej poukładane, zresztą kobieta zawsze jest bardziej przywiązana do porządku. Natomiast to nie jest prawdziwy problem, prawdziwy problem, że rząd musi przyjąć wspólne stanowisko i on w poszczególnych sprawach będzie je wypracowywał chociażby dzisiaj na posiedzeniu Komitetu Integracji Europejskiej. A prawdziwy problem to jest, żeby zdążyć z negocjacjami, dlatego że my mamy wolę, i o tym wczoraj mówiliśmy, zakończyć negocjacje do końca tego roku. To oznacza, że trzeba bardzo ciężko pracować, uzupełnić jeszcze te braki do tych różnych zdań, które są między Polską a Unią i pamiętać, że zostało nam 10 miesięcy, bo kończy się za chwilę luty i mamy 10 miesięcy do zakończenia negocjacji. Traktuję artykuł wyborczy jako dzwonek alarmowy dla tych wszystkich, którzy pracują nad dokumentami, materiałami, które są bardzo skomplikowane. Myśmy postanowili, wczoraj to zostało potwierdzone przez obu koalicjantów, czyli przez szefów, liderów partii i przez premiera, szefa SLD i wicepremiera, szefa UP, wicepremiera, szefa PSL, że do końca roku chcemy zakończyć negocjacje, żeby można było przeprowadzić referendum jesienią przyszłego roku, żeby mieć czas na pokazanie całości dorobku, na czym to wejście Polski będzie polegało i żebyśmy 1 stycznia 2004 byli w pierwszej grupie nowych członków UE. I ten plan został przedstawiony w obecności Prezydenta i uważam, że to jest plan, który musimy wykonać.

Czy Pan się spodziewał takich propozycji ze strony Brukseli - mam tu na myśli wielkość środków pomocowych i dopłat bezpośrednich dla rolnictwa, że to będzie taka propozycja na otwarcie - na tym właśnie poziomie?
Prezydent RP:
Nie spodziewałem się wiele więcej, dlatego że trzeba pamiętać, że UE dokonuje wyjątkowego otwarcia, ona jeszcze nigdy nie zgłosiła gotowości przyjęcia tak wielkiej ilości nowych członków. To jest pierwsze. Drugie, po raz pierwszy członkowie wchodzący nie są tymi krajami zamożnymi, które są gotowe płacić na rzecz Unii, jak było ostatnio, tylko są to ci, którzy oczekują środków finansowych. Czyli mamy zupełnie inną sytuację niż kilka lat temu, kiedy wstępowała bogata Szwecja, bogata Finlandia i jeszcze bogatsza Austria. Pamiętajmy, że teraz wchodzą kraje, które są w gorszej sytuacji ekonomicznej, a więc nie będą dostarczycielami środków, a raczej oczekują właśnie tych funduszy pomocowych. Po trzecie, w ogóle polityka rolna Unii jest najtrudniejszą dziedziną, która powoduje wiele konfliktów w dotychczasowej Unii, jeszcze bez nas i środki, które są kierowane na dopłaty bezpośrednie nie mogą się rozmnożyć, po prostu nie ma kto w Europie za to zapłacić. Nie możemy oczekiwać, że to będą od razu warunki identyczne jakie obowiązują w Unii, raczej nawet dzisiaj możemy powiedzieć - jak będziemy dochodzić systematycznie do tych wyższych kwot to trzeba pamiętać, że w międzyczasie prawdopodobnie będzie musiała być zweryfikowana cała wspólna polityka rolna Unii po to, żeby ten budżet unijny nie został zupełnie zawładnięty...

Przez dopłaty bezpośrednie
Prezydent RP:
Myślę, że to będzie następowało, są poważne protesty ze strony Francji i rolników francuskich, ale jest to przyszłość. Natomiast co jest istotne. My musimy negocjować. Nie wiem, nie sądzę, wczoraj rozmawiałem telefonicznie z komisarzem Verhenganem i on mówi, że elastyczność w tej dziedzinie jest bardzo niewielka. Czyli my nie możemy liczyć na to, że nastąpi jakieś istotne zwiększenie tych środków ponieważ pieniądze są policzone i nie ma ich tak dużo. Po drugie, my możemy dyskutować czy ten okres dochodzenia do wyższych dopłat powinien być krótszy. Myślę, że tutaj jest więcej możliwości do negocjacji, ale trzeba też pamiętać o trzeciej istotnej rzeczy - my musimy być przygotowani do absorpcji tych środków. Jak słyszę, że dzisiaj Agencja Restrukturyzacji Rolnictwa wypowiada, pewnie słusznie, kontrakt bo jest niekorzystny, w sprawie systemu komputerowego i mówi, że za parę miesięcy będzie być może jakiś nowy system, to pamiętajmy, że gdyby ktoś dzisiaj, zresztą mamy już do czynienia z takimi faktami, gdyby dzisiaj ktoś nam chciał dać 100% to i tak nie jesteśmy w stanie z tego skorzystać.

Ale samopoczucie mielibyśmy lepsze
Prezydent RP:
Nie wiem czy samopoczucie mielibyśmy lepsze, myślę, że wtedy by było samopoczucie gorsze, dlatego że mielibyśmy tę świadomość, że po prostu marnujemy okazję, a to by nie był pierwszy przypadek w Unii bo taki błąd popełnili Grecy. Grecy przez wiele lat ze względu na to, że nie rozwinęli procedur i instytucji, które działają na rzecz przyjęcia środków unijnych, absorpcji, po prostu musieli właśnie cieszyć się z tego, że pieniądze leżą w Brukseli i czekają, tylko, że nie można ich dotknąć bo nie mają do tego odpowiednich instrumentów. Myślę, że tu też trzeba zwrócić uwagę na to, że mamy bardzo niewiele czasu na przygotowanie odpowiednich instytucji w Polsce, specjalistów, ludzi, ustanowienie właściwego prawa właśnie całego tego mechanizmu - rejestracji, rozliczania, żeby po prostu można było z tych pieniędzy skorzystać, bo będziemy trochę mogli znaleźć się w sytuacji tego, który da nam ciastko czy jakieś dobre produkty ale zza szyby.

Pana zdaniem zdążymy?
Prezydent RP:
Musimy zdążyć. Ja nie chcę już wracać bo znowu trzeba by było wrócić do tego, dlaczego powstały takie zaniedbania.

Albo dlaczego pod przymusem popełnia się tyle błędów, zwłaszcza pod przymusem prasowym.
Prezydent RP:
Z drugiej strony znamy naturę Polaków, wiemy, że jak przymusu czasowego nie ma to niewiele się dzieje. Jesteśmy akurat ludźmi, którzy muszą mieć akcję, muszą mieć zadanie. My nie należymy do tych społeczności, które codziennie wykonują swoją pracę od a do zet, my jesteśmy jednak bardziej ludźmi akcji ale dlatego ja ufam, że wszystko to co trzeba zrobimy. Natomiast pamiętajmy, że tego czasu jest coraz mniej. Ja to uświadamiam i Radzie Gabinetowej i wszystkim, że jeżeli chcemy, a uważam, że tu się dzieje rzecz o najwyższym historycznym znaczeniu: Polska w UE to jest zupełnie inna sytuacja, aniżeli Polska pozostawiona poza Unią i w otoczeniu unijnym. Ja wczoraj zadałem takie pytanie na Radzie - jaki jest scenariusz gdyby się nie udało? Ten scenariusz jest tylko albo czarny albo szary, żadnego lepszego nie ma. Wyobraźmy sobie jakbyśmy czuli się, jakbyśmy działali gdyby okazało się, że Litwini są w UE, Czesi są w UE, Słowacy są w UE, Węgrzy są w UE, a my gdzie jesteśmy - w Polsce? W sytuacji, w której nie mamy żadnego specjalnego manewru, ani w jedną stronę, ani w drugą. Dlatego ta determinacja musi być wielka, a czas jest ograniczony. Dziesięć miesięcy na dokończenie negocjacji i w istocie 22 miesiące do wejścia do UE. To już na palcach można liczyć.

Strasznie dużo tych niewiadomych, np. nie wiemy kiedy Papież Jan Paweł II przyjedzie, a podobno ma przyjechać.
Prezydent RP:
Wiemy.

Wie Pan, Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
Wiemy mniej więcej, znaczy ja wiem nawet więcej, ale mogę powiedzieć mniej.

Chociaż większą połowę tej tajemnicy może Pan zdradzi.
Prezydent RP:
Tajemnica nie jest już tak ogromna dlatego, że to było w komunikacie po moim spotkaniu z Prymasem. Zostało napisane, iż przedstawię w czasie swojej niedługiej wizyty w Watykanie zaproszenie władz państwowych, uzgodnione z władzami Kościoła Katolickiego, iż zapraszamy Papieża w sierpniu tego roku i w sierpniu tego roku w moim przekonaniu ta wizyta będzie miała miejsce.

Czyli nie wrzesień, a sierpień.
Prezydent RP:
Dokładnie sierpień, nie chcę mówić o datach, one się już pojawiały w różnych informacjach, ale to musi być uzgodnione bezpośrednio ze stroną watykańską, być może nawet ta data padnie podczas mojej wizyty w Rzymie, ale to jest sierpień.

Pobyt krótszy czy trochę dłuższy?
Prezydent RP:
To znaczy nie będzie to taki pobyt jak poprzednio - bardzo długi i z wieloma miejscami pobytu. To jest pobyt skoncentrowany w Krakowie i w okolicach. Czy Papież będzie chciał skorzystać z mojego zaproszenia i naszego zaproszenia na chwilę odpoczynku zobaczymy. Wiemy, że Tatry kocha, lubi ale czy znajdzie czas w bardzo napiętym swoim kalendarzu, tego nie wiem. Będziemy w każdym bądź razie o tym rozmawiać.

Papież przyjedzie, będzie mówił, a my będziemy słuchać, i jak to od czasu do czasu pytają , tylko czy my coś z tego zapamiętamy i zrozumiemy?
Prezydent RP:
Dobre pytanie.

Panie Prezydencie kończąc - Igrzyska Olimpijskie na pewno Pan ogląda, ale już coraz mniejsze zainteresowanie jak sądzę. Udział polskich zawodników, właściwie dzisiaj zdaje się ostatni dzień kiedy startują. To będzie i czwórka bobslejowa i nasz łyżwiarz szybki Paweł Zygmunt na 10 km pobiegnie. Niech Pan zrobi taką krótką sumę z tego co się dotychczas wydarzyło.
Prezydent RP:
To są bardzo interesujące Igrzyska i niezależnie od tego, czy występują tam nasi zawodnicy czy nie, to trzeba mieć szacunek dla wielkiej klasy wybitnych sportowców, którzy walczą, zdobywają medale. Mam wrażenie, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski jest jednak w przededniu decyzji o poważnym odchudzeniu programu, zarówno Igrzysk zimowych, jak i letnich, bo odnoszę wrażenie, że tych nowych konkurencji i w ogóle konkurencji jest tak wiele, że to zainteresowanie jest trudno utrzymać na wysokim poziomie, bo tego jest za dużo. To jest tak jak z daniami - za dużo dań powoduje przesyt i już takiego smaku nie mamy. Więc czytałem propozycje, żeby Igrzyska ograniczyć z tych 16 dni jak w tej chwili może do 12, 13, żeby one były nie tak bardzo absorbujące.

Przeładowane...Ale to zależy od tego, co każe zrobić telewizja, a w zasadzie - telewizje świata.
Prezydent RP:
Ale ja jednak odnoszę wrażenie, że już nie mogą sobie z tym poradzić. Przez czas jakiś będąc na krótkim wypoczynku widziałem telewizję niemiecką, szwajcarską, francuską, austriacką. Tam też widać, chociaż oni poświęcają temu nieporównanie więcej uwagi aniżeli w Polsce, to jednak też widać, że już w pewnym momencie tego jest po prostu tak dużo, że to jest nie do opanowania. Ale to dotyczy Igrzysk - sądzę, że Komitet Olimpijski będzie w takim kierunku zmierzał. A jeśli chodzi o polski występ, to trzeba powiedzieć, że to są najlepsze Igrzyska zimowe, jakie w ogóle Polska miała w swojej historii. Myśmy do tej pory, do Igrzysk w Salt Lake City, zdobyli cztery medale, a na tych Igrzyskach - dwa, czyli Adam Małysz wykonał 50 procent historycznej normy można powiedzieć. To w ogóle coś niebywałego. Inni też - Jagna Marczułajtis zaskoczyła swoją walecznością, myślę, że dzisiaj Paweł Zygmunt pokaże się z dobrej strony. Ja nie mówię tu o medalach...

Rekord Polski to musi pobić.
Prezydent RP:
Ale jeżeli ten rekord Polski będzie pobity o kilka sekund, to trzeba mu oddać szacunek. Które to może dać miejsce, nie wiadomo. Natomiast trzeba też powiedzieć, to widać gołym okiem, polskie sporty zimowe są po prostu słabe. My nie mamy odpowiednio dużo młodzieży, która chce uprawiać te trudne sporty. Kto nie biegał na nartach, nie wie, jaki to jest wysiłek. Ponieważ ja od czasu do czasu na nartach biegowych próbuję, to wiem, że to jest naprawdę sport wymagający ogromnego poświęcenia. I rzeczywiście Polska ma dziś jednego narciarza i tak to wygląda. Nieprawdą jest, bo o tym się wielokrotnie mówiło, że my będziemy mieli hokej jak będą hale lodowe, będziemy mieli łyżwiarstwo figurowe jak będziemy mieli odpowiednią ilość lodowisk. My mamy w tej chwili w Polsce mnóstwo lodowisk i hal, natomiast nie ma po prostu młodzieży, która chciałaby to uprawiać, nie ma dobrej organizacji tego pierwszego kontaktu ze sportem, za mało jest zapewne instruktorów, trenerów i jesteśmy mówiąc szczerze jednoosobowym mocarstwem w sportach zimowych. Ta jedna osoba to jest Adam Małysz i wspaniały jego trener Apoloniusz Tajner. Niech on skacze jak najdalej i jak najdłużej, ale to wiele za mało, żeby mówić o Polsce na Igrzyskach zimowych jako o kraju, który może rozdawać karty.

Być może żal, Panie Prezydencie, że przed Igrzyskami Ole Einar Bjoerndalen nie poprosił o polskie obywatelstwo.
Prezydent RP:
Wie Pan, może żal, tylko właśnie nie poprosił. A z drugiej strony uważam, że jeśli chodzi o biatlon, to tutaj mieliśmy dobre tradycje, mamy niezłych fachowców.

W ogóle mamy dobre tradycje.
Prezydent RP:
Nie wszędzie. W bobslejach...

Nie, ja mówię, że Polska jako całość ma dobre tradycje.
Prezydent RP:
Tak, tylko chodzi o to, żeby zachęcić młodzież. Ja uważam, że mamy w tej chwili dzięki Małyszowi pewną szansę, żeby młodzi ludzie chcieli bardziej garnąć się do sportu, żeby też widzieli, jakiego poświęcenia to wymaga, ale że to jest warte tego, bo jednak można zdobyć sławę, pieniądze, można być osobą cenioną i można mając 24 lata jak teraz Adama Małysz być bohaterem narodowym. Więc ja tu mówię do młodych ludzi, choć oni pewnie śpią o tej porze, żeby wykorzystać ten klimat. Myśmy mieli Fibaka i niewiele się później zdarzyło w tenisie. Byłoby źle, gdyby się okazało, że Adam Małysz to jest ta jedyna persona, która była, a później będziemy latami czekać na kolejny sukces.

O której odlot samolotu do Sztokholmu, Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
Jeszcze spotykam się z ministrem spraw zagranicznych Grecji dosłownie za chwilę i potem jadę na lotnisko.

Dziękujemy zatem za rozmowę.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.