przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Zanim zaczniemy rozmawiać o tych wydarzeniach, które dominują ostatnio w kraju, chciałabym wrócić do Pańskiej wczorajszej wizyty w Watykanie, w szczególności do spotkania z Papieżem Janem Pawłem II. Proszę powiedzieć, jak Papież przyjął zaproszenie do odwiedzenia Polski?
Prezydent RP:
Przede wszystkim przyjął, co dla nas jest bardzo ważną wiadomością. Z radością szczególnie, że głównym punktem ma być wizyta w Krakowie i poświęcenie kościoła w Łagiewnikch, czyli miejscu, które związane jest z życiem Papieża w okresie okupacyjnym. On mówił o tym, wspominał. Sądzę więc, że dla niego to kolejne spotkanie z Ojczyzną będzie bardzo ważne. Wierzę, że dopisze zdrowie i będziemy mogli Ojca Świętego gościć w sierpniu. Dokładna data jest w tej chwili określana. Ona jest już bardzo przybliżona, ale dopiero będzie ogłoszona za kilka, a może kilkanaście tygodni, kiedy strona watykańska i strona polska zarówno rządowa jak i kościelna porozumieją się co do szczegółów.

Ale czy to jest ten termin o którym wcześniej mówiły media, tzn. między 16 a 20 sierpnia, czy to jeszcze nie...
Prezydent RP:
To jest sierpień. Natomiast tu jest możliwość pewnego manewru, tym bardziej, proszę pamiętać, że 15 sierpnia jest świętem w Polsce i państwowym, bo świętem wojska, i religijnym. We Włoszech jest to również święto religijne. Dzień wolny od pracy, a więc też i wiele obowiązków ma Papież i nie wiadomo czy będzie możliwe „tak z dnia na dzień” podejść do kolejnych obowiązków. Ale to na pewno będzie sierpień, i na pewno będzie to wizyta skoncentrowana w Krakowie i wokół Krakowa. A więc od razu mówię o tym, żeby nie naciskać, nie apelować o nowe miejsca do odwiedzenia w Polsce. Z taką prośbą zwrócił się do mnie Sekretarz Stanu w Watykanie, kardynał Sodano, żeby zrozumieć, iż Papież ma dużo obowiązków, a ma też i swoje lata. Więc powinniśmy tutaj zachować się z odpowiednią wstrzemięźliwością i umiarem.

Ale wiadomo, że są takie miejsca w Polsce, które szczególnie na Papieża czekają. Jest to Kraków. Wiemy, że są to Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska, Częstochowa. Czy któreś z tych miejsc Papież zdoła odwiedzić. Wiem, że Pan powiedział wczoraj, że chciałby Pan, żeby to pozostało na razie tajemnicą, ale może uchyli Pan rąbek tajemnicy, Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
To musi zostać tajemnicą. Tu mamy żelazną zasadę między Watykanem a władzami Rzeczypospolitej. Pracujemy nad tym, to jest ogromna operacja wymagająca zaangażowania mnóstwa ludzi dla zapewnienia pełnego bezpieczeństwa. To będzie na pewno południe Polski. Zaproponowałem też Papieżowi, że może by zajrzał w swoje ukochane Tatry. Ale muszę powiedzieć, że jak mówi się o Tatrach, jak mówi się o Podhalu, to Papież natychmiast się uśmiecha. Widać, że przychodzą najwspanialsze skojarzenia. Kiedy wręczyłem jemu ten kamień, który jest kamieniem rzeczywiście tatrzańskim, gdzieś z gór, bardzo pięknie przez artystę przygotowanym, to widziałem prawdziwe wzruszenie na twarzy, chęć dotknięcia tych Tatr, choćby w takiej symbolicznej postaci. Ale zobaczymy. Będziemy rozmawiać, natomiast zapewne będzie można więcej powiedzieć o szczegółach tej wizyty dopiero, kiedy przyjedzie do Polski ekipa przygotowawcza z Watykanu. Więc proszę mnie nie ciągnąć za język, bo dla zachowania dobrej współpracy ze Stolicą Apostolską niczego więcej nie powiem.

Panie Prezydencie, może coś jeszcze Pan powie. Powiedział Pan wczoraj, że jeśli zdrowie dopisze, to ma Pan nadzieję, że Papież do Polski przyjedzie, proszę powiedzieć w jakiej formie?
Prezydent RP:
W intelektualnej, to w bardzo dobrej, jak zawsze, z takim swoim bardzo delikatnym, ale bardzo przenikliwym poczuciem humoru, zainteresowany wszystkim co się dzieje. Nasza rozmowa dotyczyła spraw najważniejszych. Mówiliśmy o Polce. Papież pytał o sprawy społeczne, o bezrobocie. Pytał o plany gospodarcze. Rozmawialiśmy o Unii Europejskiej, rozmawialiśmy o wizycie rosyjskiego prezydenta w Polsce i co z tego może wynikać. A więc można powiedzieć, że były to wszystkie tematy żywe, wykazujące, iż Papież nie tylko ma informacje, ale i informacje analizuje. Jest osobą w pełni wprowadzoną we wszystkie sprawy, które dzieją się i myślę, że i w te aktualne, które dzieją się w polskim Kościele. Natomiast oczywiście fizycznie, trzeba pamiętać, Papież w tym roku kończy 82 lata. To jest wiek poważny, a poza tym wiele lat ciężkiej pracy, wielkiego stresu jakim na pewno jest kierowanie KJościołem powszechnym, zamach, który miał miejsce i inne dolegliwości, operacje, więc musimy wiedzieć i szanować ten fakt, iż mamy do czynienia z człowiekiem, którego, w sensie fizycznym, to życie potraktowało dość twardo. Ale mówię, intelektualnie Papież jest absolutnie w pełnej dyspozycji.

Wspomniał Pan, Panie Prezydencie, że rozmawiał Pan z Papieżem o naszej integracji z UE. Czy Papież deklaruje poparcie Kościoła dla naszych starań do integracji?
Prezydent RP:
Zdecydowanie tak. Myślę, że w ogóle stanowisko Kościoła, a także Kościoła polskiego, jak sądzę, w dużej mierze wynika z postawy Papieża. Przypomniałem jego, moim zdaniem, zupełnie nadzwyczajne wystąpienie z 1979 r. z Gniezna, w czasie I pielgrzymki, kiedy powiedział, ja to skrócę, że być może wybór Słowianina papieżem, co wieszczył Słowacki, może oznacza, że ta Europa się zjednoczy, że będzie Europą dwóch płuc, zachodniego i wschodniego. I pamiętajmy, że te słowa były wypowiedziane w czasie, kiedy jeszcze istniał Związek Radziecki i bynajmniej nie Gorbaczow kierował tym państwem a Breżniew. Kiedy istniał Układ Warszawski, mieliśmy de facto do czynienia z głębokim podziałem Europy. W Polsce nie było jeszcze ani Solidarności, ani w innych krajach Europy Wschodniej nie było widocznych, silnych ruchów na rzecz demokracji, a Papież już miał odwagę to mówić. To były słowa prorocze. I dzisiaj możemy powiedzieć, że sprawdzają się, ale później, po 1979 r. była bardzo konsekwentna polityka papieska na rzecz tego zjednoczenia. Oczywiście Papież jest za tym, żeby UE rozszerzała się, żeby Europa się jednoczyła, żeby ona miała te dwa płuca: i Wschód, i Zachód, natomiast na pewno życzy nam, aby porozumieć się na jak najlepszych warunkach, bo to nie jest decyzja o charakterze bezwarunkowym. To nie jest decyzja, która może oznaczać w jakimkolwiek stopniu kapitulację i Papież cieszy się, że polscy biskupi zaangażowali się w proces integracji, tak jak i martwi się, że to nie jest taki łatwy proces, że on również na Zachodzie wywołuje bardzo wiele, różnego rodzaju, obiekcji. Przecież Papież czyta informacje z całego świata i wie, że entuzjazm dla rozszerzenia nie jest wcale entuzjazmem powszechnym.

No tak, ale z drugiej strony, Panie Prezydencie, mamy sytuację taką, w której czytam, że premierzy polskiego rządu jeżdżą za granicę i zyskują poparcie liderów państw europejskich dla poszerzenia Unii, dla naszego członkostwa w Unii, a ostatnie dni czy tygodnie pokazują, że wygląda na to, że łatwiej nam uzyskać poparcie zachodnich partnerów, niż dogadać się w koalicji.
Prezydent RP:
To są jakby dwa procesy, które muszą przebiegać równolegle, a ja bym dodał jeszcze trzeci bardzo istotny o którym zapominamy, choć mam nadzieję, że nasza rozmowa temu służy: musimy pracować z polską opinią publiczną. Zjednoczenie europejskie, integracja europejska nie może być sprawą elit. Ja na przykład tak odczytuję powołanie Konwentu, który wczoraj rozpoczął obrady, że to jest pierwsza próba istotnego upublicznienia, czy uspołecznienia, może lepiej powiedzieć, dyskusji o przyszłości Unii Europejskiej, że już nie tylko elity, nie tylko rządy, przywódcy, ale także parlamenty, a skoro parlamenty, no to i szerokie przedstawicielstwo narodowe, będzie dyskutowało jak ma Europa wyglądać za rok, za 10 lat i za 20. Więc to jest też bardzo ważny wątek. Natomiast, kiedy Pani pyta o naszą aktywność zagraniczną – my musimy poparcie dla Polski nizać, jak na tym sznurku korale, dlatego, że każda rozmowa ma swoją wartość, swój sens, że rządy się zmieniają, jedni są bardziej przychylni nam, inni nas słabiej znają. Byłem we Włoszech. Premier Berlusconi nigdy nie był w Polsce. Co prawda broni się, usprawiedliwia, że nie był w Polsce, ale miał polską narzeczoną, ale takie usprawiedliwienie wcale nie oznacza, że Polskę bardziej lubi, bo akurat odwrotnie. Ale będzie, będzie jesienią w Polsce. To jest ważne, żeby pokazać Polskę, żeby likwidować stereotypy, które istnieją w wielu środowiskach, że jesteśmy niegotowi, że jesteśmy bardzo odstający od reszty Europy itd. Więc to musimy robić, to robimy i to robił również poprzedni rząd, to trzeba także docenić. I sądzę, że mamy coraz więcej tych, którzy rozumieją, że po pierwsze, rozszerzenie jest już decyzją podjętą, mówię o rozszerzenie Unii Europejskiej, a po drugie, że Polska musi się znaleźć wśród tych państw, które w pierwszej grupie wejdą do Unii. Natomiast jak Pani pyta o koalicję, kłótnie wewnętrzne, one też muszą mieć miejsce dlatego, że wchodzimy w dyskusje o konkretnych interesach poszczególnych grup społecznych. Nie dziwię się, że Pan prezes Kalinowski szuka rozwiązań, które byłyby akceptowane przez Jego wyborców, tym bardziej, że problem rolnictwa w każdym kraju europejskim jest największym problemem. Rolnictwo to nie tylko problem ekonomiczny, to jest naprawdę problem społeczny, kulturowy, także mentalnościowy i to trzeba zrozumieć. I dobrze, że ten rząd, mimo że miał różne zdania na początku, znalazł formułę kompromisową, którą PSL akceptuje.

Tylko, że z drugiej strony wczoraj Komisarz ds. rozszerzenia G.Verheugen mówi, że może to niedobrze, że niektórzy politycy myślą właśnie o tym o czym Pan mówi, o interesach swoich wyborców, a nie myślą o interesie całego kraju
Prezydent RP:
Może niedobrze, ale ja gdybym był wczoraj i spotkał swojego dobrego znajomego G.Verheugena, to bym powiedział: zobaczymy, jak będzie w czasie wyborów niemieckich. Zobaczymy jak kanclerz Schroeder, jak kandydat chadecji będą mówili o sprawach europejskich. Czy oni będą najpierw myśleli o Europie a później o sprawach niemieckich, czy najpierw o sprawach niemieckich a później Europie. Jestem przekonany, że logika każdych wyborów i każdego systemu demokratycznego polega na tym, iż w momencie, kiedy jesteśmy wybierani, przede wszystkim skupiamy się na sprawach wewnętrznych i nie ma co czynić zarzutu, natomiast trzeba dać pochwałę tej koalicji, że potrafiła się porozumieć przynajmniej dzisiaj, na tym etapie, jeśli chodzi o zakup ziemi. Ja to docenię i rozumiem, że to jest dobra wiadomość.

No właśnie, porozumiewamy się po długich sporach i dyskusjach w sprawie sprzedaży ziemi cudzoziemcom. Wiadomo, że czekają nas trudne rozdziały negocjacyjne. Czy sądzi Pan, że ten dzisiejszy kompromis, bo to trzeba nazwać kompromisem między SLD a PSL, czy ten kompromis to jest początek do cementowania tej koalicji, czy raczej wręcz przeciwnie?
Prezydent RP:
Myślę, że ta koalicja jest dość scementowana, natomiast stoi przed nadzwyczaj trudnym zadaniem zakończenia negocjacji z UE. A zakończyć negocjacje trzeba, po prostu, podpisując porozumienie już na finał, czyli w końcówce tego roku wobec wszystkich rozdziałów, które omówiliśmy.

Wiadomo, że na koniec zostawiliśmy najtrudniejsze
Prezydent RP:
Tak. Taką przyjęliśmy taktykę. Czy to była taktyka słuszna, to się okaże po zakończeniu prac. Natomiast w tej chwili szykują się miesiące najbardziej trudne, gorące, gdzie negocjacje będą wywoływały różnego rodzaju emocje, bo tu się zgadzają, tu się nie zgadzają, tu my się zgadzamy, a gdzie indziej się nie zgadzamy. Trzeba mieć silne nerwy i trzeba przywrócić blask słowu kompromis. I ja bym chciał to uczynić w tej chwili bowiem często mam wrażenie, że chcemy patrzeć na negocjacje na zasadzie, kto wygrał, kto przegrał. Zarówno w sensie, my-Unia Europejska jak i wewnątrz kraju. Natomiast trzeba przyjąć, że negocjacje oznaczają szukanie porozumienia, czyli czegoś co jest najbliżej tych stanowisk, co może być pewnym remisowym wynikiem w rozmowach. I to trzeba pamiętać, że ani my nie przechytrzymy Unię, ani Unia Europejska nas nie może przechytrzyć.

Powiedział Pan bardzo istotne słowo „kompromis” i ten kompromis, wygląda na to, będzie też bardzo potrzebny w rozmowach między rządem a RPP. Pan już raz mediował w tej sprawie. Czy Pańskim zdaniem ten kompromis jest możliwy, czy..
Prezydent RP:
On jest konieczny. Wierzę ciągle w rozum ludzi, bo gdybym nie wierzył to już bym był naprawdę bardzo sfrustrowanym prezydentem. Ale moje doświadczenie już siódmego roku prezydentury pokazuje, że Polacy, wbrew pozorom, a nawet wbrew ostrym słowom, które padają w niektórych dyskusjach, mają skłonność do współdziałania. I na końcu drogi zawsze znajdujemy jakieś rozwiązanie, które nie jest rewolucją a daje jakąś szansę. RPP ma swoje obligacje, ma swoje obowiązki, ma swoją niezależność, oczywiście konstytucyjnie określoną, ale też musi mieć swoją wrażliwość na to co się dzieje w kraju. Nie można polityki pieniężnej, polityki banku centralnego odrywać od całej rzeczywistości ekonomicznej, która jest. A tym bardziej mogę tego oczekiwać od prezesa Balcerowicza, bo przecież on wie i był wicepremierem finansów, więc gdy mówi się mu o problemach takich jak właśnie rozwój gospodarczy, jak pomoc dla przedsiębiorstw, dla ich możliwości rozwojowych, jak walka z bezrobociem, to nie mówimy o jakichś tematach abstrakcyjnych dla człowieka, który był tyle lat wicepremierem i ministrem finansów. Z drugiej strony rząd składa się też z ludzi, którzy znają się na polityce pieniężnej, wiedzą na czym polega niezależność banku i gdyby byli prezesami banku, a wielu z nich, czy niektórzy z nich na pewno by takiej propozycji nie odmówili, to by też troszczyli się o niezależność tego banku.

Czyli rozmawiać między nowelizacjami a uchwałami?
Prezydent RP:
Oczywiście. Moim zdaniem trzeba rozmawiać, trzeba szukać porozumienia. Nawet sądzę, że ta dzisiejsza dyskusja, ona momentami była rzeczywiście nie merytoryczna, a powiem wręcz, momentami wręcz niesmaczna, ale była i moim zdaniem, teraz pora na wyciągnięcie wniosków, na współdziałanie, na wymianę poglądów, także w ramach komisji sejmowej, która będzie spotykała się z członkami RPP. Tylko moja rada jest taka..

A włączy się Pan znowu do...
Prezydent RP:
Włączę się niewątpliwie. Będę się spotykał regularnie. Spotykam się z prof. Belką, prof. Belka był uczestnikiem spotkania z moimi doradcami ekonomicznymi. Myślę, że bardzo interesującego. Była Rada Gabinetowa, gdzie też mówiliśmy o tych sprawach. Jestem w stałym kontakcie z prezesem banku. Ja bym tylko taką jedną radę dał, psychologiczną, żeby każdy z tych, którzy w tym sporze uczestniczą, jakby postawił się w odwrotnej sytuacji, np. żeby premier Miller pomyślał sobie jednego dnia, a co bym robił, gdybym był szefem banku centralnego. I odwrotnie, żeby członkowie RPP zastanowili się, a co by było, gdyby oni byli ministrami gospodarki, finansów, spraw społecznych. Bo czasami taka intelektualna refleksja jest potrzebna, bo ona pokazuje, że nie wszystkie argumenty są do odrzucenia. To jest dobra metoda, nawet dla dobrej atmosfery w małżeństwie, żeby czasami pomyśleć, co ta druga strona może chcieć, czego oczekiwać.

No właśnie, Panie Prezydencie, dobrej atmosfery w małżeństwie. Zaczęliśmy od Watykanu skończymy na Rzymie, a właściwie na rzymskim Ratuszu, bo tam po raz pierwszy odniósł się Pan do ew. kandydowania żony w wyborach na prezydenta Warszawy. Będzie Pan na Nią głosował?
Prezydent RP:
Powiedziałem to już dawno, że gdyby tylko kandydowała, na pewno będę na nią głosował. Uważam ją za osobę bardzo energiczną, kompetentną. Pamiętajmy, jest prawnikiem z wykształcenia. Natomiast pamiętajmy też, że niema jeszcze ustawy o bezpośrednim wyborze władz miejskich. Kapania w istocie się nie rozpoczęła, natomiast niewątpliwie fakt, że tak wiele w prasie ukazało się na ten temat tekstów, daje do myślenia. Nie mnie, bardziej mojej żonie, która musi zastanowić się, skąd aż takie oczekiwania wobec niej. Być może jest tak jak już kilku analityków pisało, że w Polsce rośnie zapotrzebowanie na ludzi o działalności bardziej społecznej niż czysto partyjnej, czysto politycznej. Może my dochodzimy do takiego momentu, zresztą wiele krajów europejskich to już przeżyło, że politycy niech będą w Sejmie, w partiach, ale nie wszystkie stanowiska muszą być obejmowane prze właśnie tych czystych, czy w czystym sensie, polityków, czy działaczy partyjnych. Ja bym tak raczej widział to zainteresowanie mediów ew. kandydowaniem mojej żony.

Mam nadzieję, że nie będzie Pan Jej przeszkadzał w podjęciu decyzji.
Prezydent RP:
Widzę, że Pani chce jakiś tutaj na mnie wywrzeć nacisk

Nie
Prezydent RP:
Zobaczymy. To jest moim zdaniem, jeszcze długa droga. Chcę powiedzieć, że mam w tej sprawie o tyle mieszane uczucia, że boję się, że rzadko bym ją widywał. A to byłoby dla mnie niewątpliwie przykre.

Dziękuję bardzo za rozmowę



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.