przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Wywiad Prezydenta RP dla audycji TV Kraków „Tematy Dnia” – 1 października 2002 roku


Uczestniczył Pan w Krakowie w inauguracji roku akademickiego na dwóch uczelniach: na Uniwersytecie Jagiellońskim, a także w Akademii Wychowania Fizycznego. Rektor UJ prosił dzisiaj o jak najszybsze przyjęcie ustawy o szkolnictwie wyższym. Panie Prezydencie, kiedy ta ustawa wreszcie będzie?

Prezydent RP:
Są projekty ustawy, natomiast procedura się jeszcze nie rozpoczęła. Myślę, że trzeba przełamać ten impas, dlatego zaprosiłem prof. Ziejkę, który jest nie tylko rektorem UJ, ale także szefem Konferencji Rektorów Polskich na spotkanie w Pałacu. Sądzę, że powinniśmy porozmawiać, co powinno być w tej ustawie, wyjaśnić kontrowersje - bo one są – nie tylko między Ministerstwem Edukacji a Rektorami, ale także między szkołami prywatnymi i publicznymi. Wtedy, być może przedstawię nową ustawę jako inicjatywę prezydencką do Sejmu licząc, że zostanie rozpatrzona w ciągu kilku miesięcy. Niewątpliwie taka ustawa dla uporządkowania spraw szkolnictwa wyższego jest potrzebna, bo to szkolnictwo bardzo się zmieniło w ostatnich latach.

Czy w takim spotkaniu powinni wziąć udział przedstawiciele uczelni prywatnych?

Prezydent RP:
Na pewno będą włączeni do dyskusji, ponieważ dziś jest to zbyt ważny segment polskiego szkolnictwa. 600 tysięcy studentów tam się uczy, 36 tysięcy pracowników. To jest wielka nowość w polskim życiu i nowość pozytywna. Oczywiście są uczelnie słabe, ale po to powołaliśmy Komisję Akredytacyjną w tym roku, żeby ona weryfikowała, odrzucała te uczelnie, które nie spełniają kryteriów , a jednocześnie, żeby pomagać uczelniom dobrym, dlatego tak jak mówię - 600 tysięcy młodych ludzi może dzięki temu uczyć się, a często w małych ośrodkach, czyli tam, gdzie duże uczelnie nie docierają. Sądzę, że jest to ze wszech miar działalność godna szacunku.

Niespełna cztery tygodnie pozostały do wyborów samorządowych. Jak Pan ocenia dotychczasowy przebieg kampanii?

Prezydent RP:
Ona się toczy. Nie odczuwam jej tak bardzo, bo to jest oczywiście inna kampania, niżeli parlamentarna czy prezydencka. Sądzę, że jest widoczna w poszczególnych miejscowościach. Jako mieszkaniec Warszawy widzę kampanię warszawską na ulicach. Mam nadzieję, że teraz to tempo będzie większe. Byłoby dobrze, żeby kampania w wyborach samorządowych była lokalna, żeby dyskusje nie dotyczyły wszystkiego, czy też problemów na samym szczycie, tylko tego co jest ważne dla miejscowej społeczności, żeby oni mogli bezpośrednio porozmawiać z kandydatami. Poza wielkimi miastami, gdzie jest to trudne to w małych miastach jest możliwość spotkania kandydatów. Do tego namawiam zarówno kandydujących, żeby taką otwartą kampanię prowadzili jak i wyborców, żeby spotykali się z tymi, którym chcą zaufać. Mam nadzieję, że to tempo będzie teraz większe, więcej będziemy wiedzieć o kandydatach. Posłuchamy ich planów, projektów i wyborcy nie zawiodą w dniu głosowania tzn. frekwencja będzie odpowiednia.

Wybory to jedno, praca nowego samorządu to drugie. Czy rzeczywiście, Pana zdaniem bezpośrednie wybory na wójtów, burmistrzów, prezydentów usprawnią prace samorządów w Polsce.

Prezydent RP:
Takie było zamierzenie. Sądzę, że jest szansa. Natomiast nie mogę wykluczyć, że w wielu miejscach nie będzie tak łatwo od razu. Że mogą być konflikty między wybranym bezpośrednio prezydentem, a większością Rady, która się ukształtuje. To jest eksperyment i jak każdy eksperyment obarczony jest ryzykiem, ale jestem przekonany, że z punktu widzenia budowania demokracji w Polsce, zaufania społecznego to jest dobre rozwiązanie, dlatego, że czytelne. Głosuję na osobę, która ma być szefem mojego miasta, wiem kto to jest z imienia i nazwiska i w związku z tym jest to również związek odpowiedzialności i tej osoby, która kandyduje i wyborcy, który mu zawierzył. Sądzę, że to w dłuższej perspektywie na pewno powinno dać dobre efekty.

Panie Prezydencie, wielu obserwatorów narzeka na upolitycznienie wyborów samorządowych w Polsce. Czy nie boi się Pan rzeczywiście, że częściej, niż można było by się spodziewać będzie dochodzić do konfliktów między Prezydentem z jednej opcji, a radnym z drugiej.

Prezydent RP:
Zobaczymy. Upolitycznienie jest jakby nieuchronne. Szczególnie w większych ośrodkach. To się dzieje wszędzie na świecie, dlatego że jak przychodzi do wyborów to jednak te struktury polityczne, partyjne są najlepiej przygotowane, żeby kandydata znaleźć, zrobić mu kampanię. Ale doświadczenia światowe pokazują też, że gdzieś mniej więcej od miast 20-sto tysięcznych w dół, w gminach to upolitycznienie jest już bardzo niewielkie. Tam już głosuje się na osobę, którą się zna, której się ufa, która się sprawdziła. Myślę, że tak musi być. Ja tu nie widzę dobrego rozwiązania. A konflikty – jak już powiedziałem eksperyment niesie pewne ryzyko.

Pomówmy teraz trochę o Unii Europejskiej. Wkraczamy w decydującą fazę negocjacji. Czy nie boi się Pan tego, że zdążymy zamknąć wszystkie rozdziały , bo już coraz głośniej pojawiają się kontrowersje.

Prezydent RP:
Myślę, że zdążymy. Oczywiście, że te kontrowersje pojawiają się i one będą bardzo gorące w ostatnich tygodniach. Trzynastego grudnia zaczyna się posiedzenie, czy powinno się zakończyć posiedzenie w Kopenhadze, które powinno już przyjąć wszystkie zamknięte rozdziały i porozumienie z krajami kandydującymi, czyli zakończyć proces negocjacji. Wiemy, że hotele w Kopenhadze są zamówione do piętnastego, więc wszyscy spodziewają się, że to może się przedłużyć o dobę, może o dwie. A nie zmienia to faktu, że to jest data graniczna, żeby nie przedłużyć całego procesu, żeby nie wypaść z tego kalendarza, który zakłada przyjęcie nowych członków w roku 2004. Stąd czekają nas kontrowersje. Wiele spraw będzie załatwianych w ostatniej chwili. Na pewno będzie to nerwowe. Ale taka jest natura negocjacji. Pamiętajmy, że dochodzimy do dyskusji o bardzo poważnych sprawach – o pieniądzach, dużych pieniądzach. Więc też trzeba się liczyć z tym, że tutaj emocje będą wysokie. Wierzę, że potrafimy te negocjacje zakończyć z sukcesem dla Polski i że będzie dobry finał tzn. zamkniemy je w tym roku, żeby można było wszystkie procedury przeprowadzić w roku przyszłym.

Jeszcze jedna niewiadoma. Spotkanie Unii Europejskiej w Brukseli wcześniej. Jak Pan myśli, czy sama Unia dojdzie do porozumienia, chociażby w kwestii polityki finansowej wobec nowych członków, czy państw kandydujących?

Prezydent RP:
Myślę, że niełatwo, ze sporymi napięciami, ale musi to uczynić. Tym bardziej, że jesteśmy po wyborach zarówno w Niemczech, jak i wcześniej we Francji, Holandii, czyli już te nowe rządy mają swoje stanowisko. Tak się szczęśliwie w sumie składa, że i w Niemczech nie nastąpiła zmiana i we Francji jest nadal prezydent Chirac, a więc nikt z nich nie może powiedzieć, że potrzebuje czasu do namysłu. Oni wszyscy uczestniczą w tym procesie od samego początku. Myślę, że będzie to gorąca dyskusja, ale jednak zakończy się postępem, czyli przygotowaniem do konferencji kopenhadzkiej, czyli przyjęciem porozumienia z krajami kandydującymi, czyli rozpoczęciem procedur rozszerzeniowych w przyszłym roku.

Panie Prezydencie, przewiduje Pan, że w tym roku usłyszymy konkretną datę przyjęcia Polski do UE.

Prezydent RP:
My ją słyszymy od dawna tzn. 1 stycznia 2004 roku. To może ulec pewnemu przesunięciu w zależności od procedur, ale tych zatwierdzających. Pamiętajmy, że w momencie wynegocjowania porozumienia między krajami kandydującymi - porozumienie nie jest między Polską a Unią Europejską, ale w ogóle między krajami kandydującymi i Unią - więc jeżeli te rozmowy się zakończą, to wtedy jedyne przesunięcie może wynikać z opóźnień procedury, bądź to w krajach kandydujących, które powinny zatwierdzić porozumienie zazwyczaj w drodze referendum, bądź w krajach UE w ich parlamentach. Ale to może być przesunięcie na dwa, trzy miesiące. Gdyby rok czy więcej musiałoby to wynikać z nieuzgodnienia warunków rozszerzenia i w moim przekonaniu - tu jestem jednak bardziej pesymistą – gdyby tak się stało to wtedy nie będzie opóźnienia o rok . Wtedy będziemy mieli do czynienia z opóźnieniem dużo dłuższym.

Oby do tego nie doszło

Prezydent RP:
Oby . Tu trzeba zaangażować wszystkich eurooptymistów, tych którzy chcą doprowadzić do rozszerzenia. Musimy sobie wzajemnie pomóc, dlatego że sceptycy są. Nie pomagają nam, a w moim przekonaniu, gdybyśmy minęli się z tą historyczną szansą w tej chwili to rzeczywiście później może być bardzo trudno wrócić do stołu rokowań i może być trudno doprowadzić do rzeczywistego zjednoczenia Europy. A taka szansa się otwiera bardzo niedługo.

Czy jest szansa rzeczywiście, że w listopadzie po szczycie w Pradze zamiast 19 członków, Pakt będzie liczył o siedmiu więcej?

Prezydent RP:
Myślę, że to jest już przesądzone. Jeżeli nie wydarzy się jakaś nagła rewolucja, w którymś z krajów kandydujących to siódemka, czyli Słowacja, Słowenia, Rumunia, Bułgaria plus trzy kraje bałtyckie – Łotwa, Litwa , Estonia będą zaproszone. Później muszą jeszcze spełnić kryteria, bo pamiętajmy: od zaproszenia do akcesji jest zawsze pewien czas, a jestem przekonany, że ta siódemka wejdzie, bo bardzo pracują nad tym, starają się, mają nasze poparcie, a dla nas jest to ważne, bo kolejni sąsiedzi będą w NATO. Czyli będziemy bezpieczniejsi. Nasza granica „nienatowska” będzie ograniczała się tylko do Obwodu Kaliningradzkiego, czyli Rosji, Białorusi, Ukrainy. To jest też dla nas ważne.

Rozmawiał: Janusz Sejmej



 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.