przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie prezydencie, jak się Panu podoba "marchewka", którą proponuje podatnikom minister Kołodko?
Prezydent RP:
To jest część koncepcji, gdzie jest marchewka i kij.

Ale kij jest na razie schowany.
Prezydent RP:
Nie. Ta koncepcja jest wtedy bardziej czytelna, kiedy mówimy zarówno o oświadczeniach podatkowych, które mają być składane, jak i o abolicji podatkowej. Dlatego, że to jest szansa, przed już takim surowym wymogiem, jakim będą oświadczenia majątkowe, aby trochę sytuację uporządkować. Myślę, że to jest tak, jak zapowiedział minister Kołodko, wyjście naprzeciw tym, którzy zapomnieli, nie zauważyli, źle wypełnili dokumenty, czy być może zabrakło im chęci wpisania niektórych dochodów. A więc przed wprowadzeniem deklaracji majątkowych, które będą dokładnie monitorować stan posiadania, nie tylko posłów, polityków ministrów, prezydenta, ale wszystkich obywateli. Taka abolicja podatkowa była w niektórych państwach stosowana i myślę, że to jest główny argument, aby spróbować tej metody.

Ale była stosowana w okolicznościach nadzwyczajnych. Ekonomiści pytają, jakie to są okoliczności w tej chwili, żeby zastosować ją u nas.
Prezydent RP:
Gdyby spojrzeć na ten temat z punktu czysto ekonomicznego, to oczywiście głównym atutem tej koncepcji jest możliwość uruchomienia pieniędzy, które albo są w szarej strefie, albo nie są. To może być dla niektórych ludzi zajmujących się działalnością gospodarczą, zachęta do inwestowania, do włączenia pieniędzy, które gdzieś leżą na kontach i czekają ( i to konta najczęściej za granicą) na inne czasy, do rozpoczęcia działalności w Polsce. Wtedy pieniądze zostaną uformalnione, czyli dopuszczone do obiegu. To jest, moim zdaniem, główny skutek - i oby taki był - tej decyzji. W mniejszym stopniu wierzyłbym w dodatkowe wpływy do budżetu. Nie sądzę, żeby były jakieś znaczące wpływy do budżetu, choć na pewno te wpływy będą, co też ma jakieś znaczenie.

Tylko, że ci którzy od lat płacą podatki mówią, że to jest nagroda za nieuczciwość i zachęta do niepłacenia podatków, bo jak raz nie zapłacę, to mi kiedyś darują.
Prezydent RP:
I to jest największa słabość tej koncepcji, bo niewątpliwie z punktu widzenia zasad, reguł obowiązujących jest to wbrew tym zasadom. A więc w sensie moralnym jest to dyskusyjne i na pewno wielu ludzi, którzy trzymają się przepisów, którzy robią to co do nich należy, czego Państwo od nich wymaga, ta decyzja podobać się nie może. Ale dzisiaj słyszałem wypowiedź premiera Kłodki, który mówi: "No przecież jeżeli ludzie chodzą do spowiedzi, na tej podstawie trudno wyciągać wniosek, że w ogóle cała cywilizacja jest do niczego, że to jest zachęta do tego, żeby grzeszyć. To jest raczej wyjście naprzeciw tym, którzy nie są doskonali, którym się zdarzało pobłądzić". A więc takie instytucje wybaczenia, abolicji są stosowane. One po prostu wynikają z ludzkiej niedoskonałości, i mogą być pod tym względem krytykowane przez tych, którzy są doskonali, którzy trzymają się przepisów i nic na sumieniu nie mają.

Ale wydaje mi się, że takie pokłosie papieskiej pielgrzymki, to jednak zbyt duże wymaganie, Panie Prezydencie.
Prezydent RP:
Dlaczego? Nie. Uważam, że taka jest filozofia takiej decyzji. Nie wszyscy jesteśmy doskonali. Są ludzie, którzy żyją nie do końca w zgodzie z przepisami podatkowymi, a niektórzy wręcz na bakier. Jest raz na wiele, wiele lat - jak sądzę- decyzja, która ma ich przywrócić do normalności, także jeśli chodzi o kwestie podatkowe.

Ale co ma przekonać kogoś, kto przez ostatnie 5 lat podatku nie płacił i mu się udawało, że w tej chwili powie, że....
Prezydent RP:
Przekonać, że skoro będzie musiał składać oświadczenia majątkowe, to będzie musiał również liczyć się z tym - zresztą tak jak to jest na świecie - że ktoś go zapyta skąd ten majątek ma i trzeba będzie mieć dokumenty na wykazanie źródeł dochodów. Pamiętam kiedyś taką anegdotę włoską - zresztą Berlusconi przeprowadził abolicję podatkową, jak twierdzą Włosi, także ekonomiści, udaną - rzecz się dzieje w jakimś pięknym domu w Mediolanie, czyli w zamożnej części Włoch, wpadają jacyś ludzie, gdzie jest cała śmietanka gospodarcza tego regionu, i strach padł ogólny, i pytanie jest - kim wy jesteście? Pada odpowiedź - jesteśmy bandytami. No to Chwała Bogu! Baliśmy się, że jesteście policją podatkową.
Więc trzeba wytworzyć taki stan w którym sprawy podatków będą traktowane z najwyższą powagą i ci wszyscy, którzy mają dochody nielegalne, będą się bali. A więc tutaj nie abolicja jest instrumentem, ale oświadczenia majątkowe, i myślę, że to jest podejście pierwsze, poważne do problemu także i korupcji.

A czy to nie jest tak, jak mówi Platforma Obywatelska, że to jest mechanizm, który pozwoli na pranie brudnych pieniędzy?
Prezydent RP:
Jeżeli już chcemy to tak brutalnie nazwać, zapewne tak. Ale to jest sytuacja, w której wiele Państw stanęło....oczywiście tu jest pytanie - co to są brudne pieniądze? Jeżeli mówimy o pieniądzach pochodzących z przestępczości, to nie, dlatego, że wszystko to, co jest dochodem z przestępstwa ma podlegać karze, ma być konfiskowane.

Tylko jeśli aparat skarbowy jest tak niesprawny, że nie potrafi tych pieniędzy wyciągnąć, to czy będzie na tyle sprawny, żeby udowodnić, że to są pieniądze z przestępstwa?
Prezydent RP:
Jest zmiana, jak Pani słyszała, w przepisach, że ten dowód ma spoczywać na osobie która się wzbogaciła. To jest właśnie ta kluczowa zmiana. Tak samo jak kolejny przepis korupcyjny, który był zresztą proponowany w moich przedłożeniach, żeby rozerwać związek, jaki do tej pory istniał między biorącym i dającym, gdzie obie strony były karane niemal identycznie. W sytuacjach, kiedy ten dający będzie mógł to oświadczyć, zeznać przed wymiarem sprawiedliwości, nie ponosić z tego tytułu konsekwencji, jest wreszcie szansą, żeby łapowników znaleźć, znać ich nazwiska i ukarać. To są różne mechanizmy, stosowane do tego, żeby zwalczyć jedną z największych chorób i Polski i w ogóle współczesnej cywilizacji, czyli korupcję. Do tej pory było tak, że w mieście - tak zwykło się mówić - mówiło się, że ktoś ma takie dochody z korupcji, pokazywało się jego samochód, mieszkanie, dom. Właściwie nie było żadnych instrumentów, żeby to sprawdzić, czy wyegzekwować. W tej chwili zaczynamy tworzyć te instrumenty. Czy będą one w pełni szczelne? Nie wiem. Zapewne, znając przebiegłość moich Rodaków, znajdą się jakieś furtki. Natomiast niewątpliwie jako podjęcie tematu i przyjęcie jakichś instrumentów, to są ważne decyzje. Doceniam je.

Rząd zapowiada, że projekt ustawy w ekspresowym tempie trafi do Sejmu. Czy Pan taka ustawę podpisze?
Prezydent RP:
Jestem ciekaw debaty w Sejmie. Myślę, że to będzie jedna z takich gorących, także interesujących dyskusji, dlatego, że dotyczy spraw trudnych, oryginalnych., stosowanych w świecie, ale zawsze......

Budzących kontrowersje.
Prezydent RP:
Nigdzie abolicja nie była przyjmowana bezdyskusyjnie. Więc i tutaj oczekuję takich dyskusji. Zobaczymy co wydarzy się na końcu. Jakie te ustawy przyjdą do mnie. Natomiast chcę powiedzieć wszystkim, którzy w tej dyskusji będą uczestniczyć: nikt jeszcze nie zwyciężył korupcji mówiąc tylko o niej. Z korupcją można wygrać, jeśli ta walka została podjęta, kiedy pojawią się pierwsze osoby, którym korupcję się udowodni, i zostaną za nią skazane, jeżeli zostaną utworzone mechanizmy, które wykluczają, a przynajmniej istotnie ograniczają to pole, bo naprawdę powinno nam przynosić wstyd i być dodatkowym argumentem do poważnej dyskusji o przedłożeniach rządowych. Fakt, że jesteśmy na 47 miejscu wśród Państw skorumpowanych, że tak powiem, i to jest miejsce z którego zadowoleni być nie możemy, bo to jest daleko za tą czołówką uczciwą do której należą Finowie, czyli prawie, że nasi sąsiedzi przez Bałtyk. Czyli wzorów nie trzeba szukać gdzieś w Singapurze. Te wzory mogą być dużo bliżej, w Danii, Finlandii. Sądzę, że powinniśmy tym tropem pójść.

Ale ekonomiści, którzy patrzą na to, co ostatnio robi rząd, mówią, że najpierw słyszeliśmy o umarzaniu długów wielkim przedsiębiorstwom, teraz słyszymy o darowaniu niezapłaconych zobowiązań, a rząd który zapowiadał gruntowną reformę finansów publicznych, która tak naprawdę Polsce jest potrzebna, nic nie robi w tym kierunku. To wszystko są takie doraźne akcje.
Prezydent RP:
Tak, ale też ważne. Każdy rząd jest skonfrontowany z sytuacją bieżąca, na którą nie może nie reagować, jeżeli w wyniku zatorów finansowych, partnerzy w procesie gospodarczym przestają sobie nawzajem płacić, coś trzeba z tym zrobić, bo inaczej to się zakończy całkowity chaosem. Więc tutaj ja bym zarzutu wobec rządu nie formułował, że podejmuje takie działania bieżące. Natomiast, jeśli chodzi o wielką reformę finansów publicznych, jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Miałem okazję rozmawiać kilka dni temu z premierem Kołodko. Problem jest taki, że z jednej strony mamy wydatki, to są wydatki, które trudno zmienić bo są oparte o ustawy, o wielkie oczekiwania dużych środowisk, emerytów, rencistów, sfery budżetowej i wpływy, które są takie jakie są i dzisiaj nawet jakieś radykalne decyzje zmierzające, czy to do istotnego zmniejszenia wydatków, muszą być nadzwyczaj bolesne i bardzo trudne do zaakceptowania przez partnerów społecznych, takich jak związki zawodowe, różnego rodzaju struktury społeczne, i przez ludzi. Z drugiej strony, każda próba, na przykład oryginalnego zmniejszenia na przykład skali podatków, w moim przekonaniu było by jednym z mechanizmów w dłuższym czasie ożywiających gospodarkę, jednak w krótszym czasie musi doprowadzić do zmniejszenia wpływów do budżetu. Nawet taka decyzja, która została przez rząd podjęta, by zmniejszyć akcyzę na alkohole mocne, żeby walczyć z kontrabandą. W pierwszym momencie przynosi przecież zmniejszenie wpływów do budżetu. Być może za czas jakiś, kiedy rzeczywiście ta kontrabanda będzie ograniczona, to się wyrówna. Więc trzeba pamiętać, że cały czas kiedy mówimy o budżecie Państwa, o finansach publicznych, to nie jest dyskusyjna teza, że trzeba więcej dyscypliny i nie jest dyskusyjna teza, że potrzebny jest mniejszy deficyt budżetowy, tylko problem jest, jak to zrobić wobec tak dużych obowiązków Państwa wobec różnych grup społecznych, a jednocześnie braku tych prostych mechanizmów wzrostu wpływów, bo ani wzrost gospodarczy nie jest tak duży, żeby można było z tego czerpać, ani nie mamy jeszcze dużej skali wpływów z Unii Europejskiej, czyli krótko mówiąc, jesteśmy przez najbliższe dwa lata w bardzo trudnym momencie, kiedy raczej budowanie budżetu będzie musiało być taką wąską kładką miedzy trudnościami, obowiązkami, zagrożeniami, aniżeli próbą podejścia do bardzo głębokiej reformy finansów publicznych. Oczekuję, że reforma finansów publicznych, realna, oparta o dodatkowe wpływy finansowe może być w tedy, kiedy staniemy się członkami Unii Europejskiej.

Panie Prezydencie. Dziś zbiera się Zarząd SLD, który ma podjąć decyzję, co zrobić z tymi członkami partii, którzy bezpardonowo spierają się o miejsca na listach wyborczych. Premier Leszek Miller mówił w zeszłym tygodniu w "Trójce", że będzie takich ludzi wyrzucał.
Ale czy Pańskim zdaniem skala tych konfliktów nie świadczy o tym, że kierownictwo SLD nad partią nie panuje?
Prezydent RP:
Nie. Jeżeli dzisiaj jeszcze podejmą decyzje twarde o usuwaniu z partii tych, którzy łamią statut, czy budują zły wizerunek partii, to będzie znaczyło, że panują, i nie sadzę, żeby to było związane z jakimś rozłamem w SLD, poważniejszymi pęknięciami. Na pewno te zjawiska są nie dobre. Wiem, że premier Miller i inni z kierownictwa partii nad tym boleją, ale chcą działać. Po drugie, trzeba pamiętać, że wybory samorządowe, to jest obsada 50 tysięcy miejsc w radach. Więc tych kandydatów też są dziesiątki tysięcy.

Tylko, że 4 lata temu o takich konfliktach nie słyszeliśmy w ogóle.
Prezydent RP:
Bo 4 lata temu, to było w innym momencie, nie była to partia rządząca. Nacisk był niewątpliwie mniejszy. Nie sądzę nawet, żeby SLD szło tak szeroką grupą kandydatów jak w tej chwili. A po za tym sam fakt, że jest to ugrupowanie rządzące, powoduje, że i chętnych jest więcej i zaborczość tych niektórych kandydatów jest większa. Ale to trzeba przerwać. Oczekuje, że SLD jak deklaruje, tak uczyni, czyli pozbawi członkostwa w partii, tych, którzy na to zasługują.

A może 4 lata temu było tak, że twardy przewodniczący SLD Leszek Miller, twardy sekretarz generalny Krzysztof Janik, oni dzisiaj są w rządzie, i może jest tak, że w tej 150 tysięcznej partii za dużo jest demokracji, a za mało silnego rządzenia?
Prezydent RP:
SLD powinno być uczulone na kwestie wewnętrznej demokracji, dlatego, że znacząca część członków SLD pamięta dawne czasy, kiedy byli, już w nie istniejącej partii, i nie mówię tu bynajmniej o, SdRP, która była bardzo demokratycznym ugrupowaniem, gdzie w ogóle tej demokracji było nie wiele, albo jej brakowało. Więc demokracja wewnątrzpartyjna jest ważna, żeby był ruch myśli, żeby było takie poczucie swobody i możliwości wypowiadania własnych sądów. Natomiast każda partia musi być dobrze zorganizowana, co oznacza przyjęcie pewnych zasad, których się przestrzega i przyjęcie, że wspólnie realizujemy cele. Niewątpliwie, każda partia, która zaczyna rządzić, ma kłopoty z zapleczem. Dlatego, że to jest jasne- najlepsi, popularni, z autorytetem, idą do działań rządowych. I nawet najbardziej wpływowi politycy, nie mają możliwości apelu do Pana Boga, żeby doba miała nie 24 godziny, a 36,48 i więcej tego czasu mieć na działanie wewnątrzpartyjne. A więc niejako w sposób naturalny zajęci są sprawami państwowymi. Natomiast w partii zaczyna do głosu dochodzić ta druga linia, która nie ma jeszcze tego autorytetu i doświadczenia, jak poprzednicy. Ale to jest proces, który ma też swoje plusy. Kiedyś ta druga linia musi dojrzeć, musi dorosnąć. SLD potrzebuje młodych liderów. Myślę, że wybory samorządowe będą bardzo ważne. One wyłonią takich liderów.
Odejdą wielcy - jak to Państwo zwykli mówić - baronowie regionalni. Przyjdą ludzie młodzi. Będzie to weryfikacja w wyborach, a więc poprzez głosy. Nagle się okaże, że w niektórych środowiskach są całkiem popularni ludzie, których nazwisk nie znamy, mają po trzydzieści parę lat. To będzie trudne doświadczenie. To będą dla SLD trudne wybory. Ale myślę, że będą bardzo użyteczne.

Może o tych nowych liderach przesądzi sam wynik wyborów. Premier powiedział w "Trójce", że każdy wynik poniżej 30 % będzie porażką dla SLD i że za tę porażkę odpowie kierownictwo SLD - jeśli taka będzie.
Prezydent RP:
Nie chcę aż tak szczegółowo komentować tego, co się dzieje wewnątrz SLD. Zobaczymy. Na razie mamy przed sobą wybory, kampanię, trzeba w tej kampanii pokazać kandydatów, a jaki będzie rezultat? Zobaczymy. Wybory samorządowe dla partii rządzącej zawsze są trudne, bo są egzaminem, są sprawdzianem. Dla opozycji jest to szansa zdobycia dodatkowych wpływów, odbudowania się po przegranych wyborach parlamentarnych. Stąd na przykład ogromna ilość znanych nazwisk politycznych, które nagle zapałały miłością do działalności samorządowej. Kandydują na prezydentów miast, w różnych miastach., parlamentarzyści i ministrowie.To jest też klasyka gatunku. Tak to zapewne musi być. Ciekaw jestem, ilu tych nawróconych samorządowców nadal będzie chciało być w samorządach, wobec wyborów parlamentarnych w roku 2005. Boję się, że niewielu. Znowu wtedy zobaczymy ich na listach do Sejmu. Ale jak mówię - to jest wpisane w logikę demokratyczną. Natomiast dobrze by było, żeby wyborcy o tym wiedzieli, że mają do czynienia z przelotnymi gwiazdami sezonu samorządowego.

Panie Prezydencie, coraz bardziej staje się prawdopodobny amerykański atak na Irak. Mówi o tym głośno amerykański wiceprezydent, sekretarz obrony. Niemcy już zdecydowanie powiedzieli, że takiej interwencji nie poprą. Francuzi wczoraj powiedzieli, że jeśli będzie rezolucja ONZ w tej sprawie, to oni się do niej przyłączą. A jakie będzie nasze stanowisko? Mówię tylko o poparciu. Czy my taką akcję poprzemy, czy nie?
Prezydent RP:
Miałem okazję rozmawiać i z prezydentem Bushem i jego najważniejszymi współpracownikami. Sytuacja jest bardzo poważna. Amerykanie dysponują materiałami, które trudno zakwestionować.

Niemcy mówią, że za mało jest tych dowodów.
Prezydent RP:
Mówią, że za mało, ale nie mówią, że te, które są, są nieprawdziwe. Są to dokumenty i informacje, mówiące, że Saddam Hussajn dysponuje bronią masowego rażenia, która może być użyta przez niego, przez Irak i może być tez użyta przez środowiska terrorystyczne, które Irak popiera. To nie jest, więc zagrożenie teoretyczne. Jest cały czas pytanie, czy Al Kaida, czy inna grupa terrorystyczna, zdecyduje się ponowić ataki. Czy to na USA, czy na Europę, czy na inne miejsce w świecie. Trzeba pamiętać, że o ile 11 września mieliśmy prawo być zaskoczeni, to dzisiaj nie mamy prawa być zaskoczeni. I o ile z 11 września trudno obwiniać jakiegokolwiek polityka, nawet tego, do którego docierały tego typu wiadomości, bo to wydawało się po prostu niewyobrażalne. Dzisiaj żaden polityk, ani ja, ani Schroeder, ani Stoiber, gdyby nastąpił taki atak, nie może powiedzieć, że on się tego nie spodziewał.

Ale powiemy czy popieramy taką akcję, czy nie?
Prezydent RP:
Skończę. Punkt pierwszy - to zagrożenie jest realne. Teraz jest sprawa druga - działania prewencyjne. Prezydent Bush jest zdecydowanie zwolennikiem działań prewencyjnych. Należy uderzyć wcześniej, zanim uderzą na nas. I to oczywiście wymaga dalszych rozmów. Wymaga i pokazania całej dokumentacji i współpracy z sojusznikami. To, co mówiłem prezydentowi Bushowi to, to żeby traktował koalicję antyterrorystyczną, ten sojusz, który udało mu się zbudować po 11 września, jako ogromną wartość. Było by źle, gdyby wobec niedomówień, czy braku współpracy, to się rozpadło przy okazji sprawy ataku na Irak. Wtedy, podczas mojej lipcowej wizyty prezydent Bush powiedział, że zdecydowanie konsultacja z sojusznikami będzie prowadzona. Przede wszystkim z NATO. Więc oczekujemy dalej informacji i rozmów. Nie brał bym tak zupełnie poważnie, w tej chwili, wypowiedzi niemieckich, bo one są związane z kampanią wyborczą. Francuzi to jest zawsze inne zdanie, zwłaszcza tam, gdzie chodzi o decyzje amerykańskie, ale do pewnych granic, bo po 11 września - przypominam - przy całym amerykosceptycyźmie Francuzów, pierwszym przywódcą zachodnim, który odwiedził Amerykę był oczywiście, Jaques Chirac. Więc zobaczymy. Brytyjczycy są zdecydowanie po stronie amerykańskiej. A my rozumiemy to, o czym mówił prezydent Bush, będziemy w tych rozmowach uczestniczyli. A sprawa poparcia będzie wtedy, kiedy zostaniemy o nią bezpośrednio poproszeni. Natomiast uważam, że rzecz jest nadzwyczaj poważna, wymaga rozmów i to ze Stanami Zjednoczonymi i w ramach NATO. Sądzę, że takie konsultacje będą się odbywać. Nie unikniemy tego tematu. Nie da się problemu broni masowego rażenia w rękach Saddama Husajna zagadać. To jest sprawa poważniejsza, niż nam się wszystkim dzisiaj jeszcze wydaje.

Panie Prezydencie i na koniec, w niedzielę leci Pan do Johannesburga na "Szczyt Ziemi". Do tej pory takie spotkania, właściwie nie przynosiły żadnych efektów. Czy teraz, kiedy mamy perspektywę 11 września przed nami i 11 września za nami, coś może się zmienić. Czy rzeczywiście bogate kraje ...
Prezydent RP:
Nie zgadzam się z tezą, że one nic nie przynosiły. Oczywiście, oczekiwanie cudów od tego rodzaju spotkań jest naiwne. Natomiast nieprawdą jest, że one nic nie przyniosły. Spotkanie w Rio jednak spowodowało, że temat ekologii i ochrony środowiska wszedł do dyskusji politycznej. Że zakończył się także podpisaniem czegoś, co ma ogromne znaczenie - jak protokół z Kyoto, co jest w jakimś sensie efektem tego spotkania, Szczytu Ziemi z Rio sprzed 10 lat. Tak samo i to spotkanie przyniesie zainteresowanie świata, zainteresowanie opinii publicznej, mediów, a także przyjęcie przez polityków swoistego obowiązku, że w swoich programach, nie będą unikali tematu zrównoważonego rozwoju. W tym sensie to spotkanie jest ważne, i na pewno nieco posunie pewne sprawy naprzód, choć trudno oczekiwać cudów. Zresztą zadaję zawsze pytanie, jak się mówi: po co ten Johannesburg, co on da - a jak gdyby nie było Johannesburga, gdyby nie było spotkania w Rio, to więcej byśmy zrobili w sprawie ekologii i zrównoważonego rozwoju, czy mniej? W moim przekonaniu mniej. Sądzę, że to będzie ważna wymiana poglądów, natomiast oczywiście kluczowe jest - i tu Polska ma dosyć trudne zadanie - finansowanie tego zrównoważonego rozwoju. Bo my jako Polska możemy, co zrobić? Możemy podzielić się naszymi doświadczeniami, które nie są złe. Finansowania różnych inwestycji ekologicznych, rozwoju ekologicznego, konwersji, czyli zamiany długów zagranicznych w inwestycje ekologiczne, edukacja ekologiczna. Tu mamy swoje doświadczenia. Ale jeżeli zapyta się nas jakiś kraj afrykański, czy mamy pieniądze i czy chcielibyśmy je dać na zrównoważony rozwój w Afryce, to zaczynają się zasadnicze kłopoty, bo nie mamy tych pieniędzy. Wracam do pierwszego punktu naszej rozmowy. Widać jak trudno zrealizować piękną ideę jak wysłanie zboża do Afryki, bo okazuje się, że zboże jest i prawo jest odpowiednio do tego dostosowane, to nie ma odpowiedniej ilości pieniędzy, szczególnie na transport. Pamiętajmy, że tu gdzie jest prawdziwa trudność, to są pieniądze i to wielkie pieniądze, które tak naprawdę można wyciągnąć z kieszeni kilkunastu Państw. Nie zawsze w tych Państwach jest zgoda, żeby wydawać te pieniądze na pomoc dla innych, więc choćby z tego względu ta konferencja jest ważna, bo uświadomimy, także tu w Polsce, że nasza chata bynajmniej nie jest skraja, tylko nasza chata jest w środku tego świata i to, że zmienia się klimat ma wpływ również na nas. Nie tylko taki, że lato mieliśmy piękne, ale że na południu u sąsiadów były straszne powodzie, które kiedyś się nie zdarzały. Więc żyjemy na jednym wspólnym globie, więc odpowiedzialność musi być wspólna i choć myśl nie jest zbyt odkrywcza, to jednak dobrze, żeby dotarła do każdego.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Prezydent Aleksander Kwaśniewski był dziś gościem Salonu Politycznego Trójki.
Prezydent RP:
Dziękuję i do usłyszenia.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.