przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Dzisiaj bodaj około godziny 16 udaje się Pan do Krakowa, by na lotnisku w Balicach powitać Papieża Jana Pawła II. Kolejna pielgrzymka papieska do Polski. Czy duże nadzieje wiąże Pan z tą pielgrzymką?
Prezydent RP:
Przede wszystkim radość, dlatego że wizyta Papieża w ojczyźnie zawsze jest powodem do ogromnej radości i narodowej dumy, której ulegają – i słusznie – wszyscy, niezależnie od zaangażowania religijnego. Jest to swoiste święto dla Polaków. Natomiast jeśli chodzi o oczekiwania, to liczę, że – jak zawsze – wysłuchamy od Papieża słów mądrych i dalekowzrocznych. To, co jest swoistym fenomenem Jana Pawła II, to właśnie to, że ma umiejętność widzenia dalej niż my patrzymy, być może dlatego, że sięga głęboko, do tych korzeni najbardziej trwałych i swojej wiary, i historii Kościoła katolickiego. Ale jeżeli przejrzy się – a ja zawsze przed wizytą papieską przeglądam i poprzednie wystąpienia, homilie – to widać, jak często Papież wypowiadał słowa, które sprawdzały się, mimo że wydawały się całkowicie nierealne, kiedy mówił o wolności, o niepodległości, kiedy mówił na przykład o zjednoczeniu Europy już w ’79 roku. Tak że liczę na to, że znowu padną słowa bardzo ważne, które powinniśmy z uwagą wysłuchać. Oby zrozumieć.

Właśnie. Czy jesteśmy, słuchając Papieża, pojętnymi uczniami, Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
Średnio, ale to jest słabość człowiecza. Myślę, że tutaj można byłoby mieć taką wzajemną pretensję, a przede wszystkim pretensję do samych siebie, że wsłuchując się, nie za bardzo zapamiętujemy te słowa, a później najtrudniej przychodzi ich wypełnianie. Kiedy Papież mówi o miłości, o solidarności, o wrażliwości wobec bliźnich, o potrzebie udzielania wzajemnie sobie pomocy, to jak oglądamy tę rzeczywistość wokół, to widać, że różnie z tym bywa. Chociaż też trzeba powiedzieć, że Polacy mają taką cechę, że jak trzeba, to potrafią stanąć na wysokości zadania. To było widać w momencie powodzi, to dzisiaj nawet widać wobec powodzi w krajach sąsiedzkich, kiedy ta solidarność jest całkiem duża i dość powszechna. Więc odpowiadając krótko – moglibyśmy być bardziej pojętnymi uczniami z pożytkiem dla nas wszystkich.

A czy jest coś, czego się Pan specjalnie spodziewa w wypowiedziach Papieża? Może na czymś Panu szczególnie zależy?
Prezydent RP:
W ogóle trudno jest formułować tego rodzaju oczekiwania, ponieważ one właściwie dotyczą wszystkiego, a wizyta jest stosunkowo krótka, wystąpień publicznych nie będzie tak wiele jak w czasie ostatnich wizyt. Nie sądzę, bo przecież Papież nie zwykł czynić w ten sposób, żeby Papież odnosił się bezpośrednio do wydarzeń politycznych czy do spraw, które są gorące na naszych biurkach, jak choćby integracja europejska. Przecież Papież nie będzie mówił ani o dopłatach bezpośrednich, ani o stanie negocjacji, ani o ewentualnej konstytucji europejskiej. Myślę, że bardziej będzie mówił o idei, którą popiera, to znaczy włączania się Polski do struktur europejskich, a jednocześnie będzie bardzo mocno, jak sądzę, podkreślał kwestie naszej tożsamości, wartości narodowych, tego, co powinniśmy wnieść, jak powinniśmy współkształtować Europę, bowiem po latach uzyskujemy nadzwyczajną szansę nie tylko bycia w zintegrowanych strukturach europejskich, ale także współkształtowania Europy. Myśmy byli przez ostatnie kilkadziesiąt lat z tego wyłączeni. Czynił to Papież, zresztą w ogromnie skuteczny sposób, jako zwierzchnik Kościoła katolickiego na świecie. Natomiast Polska jako państwo i społeczeństwo będzie mogła to w tej chwili robić bardziej skutecznie niż kiedykolwiek. Więc myślę, że to w tym kierunku pójdą słowa papieskie. A poza tym pamiętajmy, że mottem tej wizyty jest miłosierdzie. Sądzę, że tutaj w kategoriach bardzo uniwersalnych Papież będzie wypowiadał się o naszym życiu, o naszych postawach, o tym, co potrzebujemy jako osoby, jako rodziny, jako społeczeństwo.

A z papieskimi słowami to jest tak, Panie Prezydencie, że politycy licznie stawią się, zwłaszcza na krakowskich Błoniach, na mszy celebrowanej przez Ojca Świętego, politycy wysłuchują Papieża i bez względu na to, czy są z prawicy, z lewicy, czy blisko centrum zawsze potrafią coś dla siebie znaleźć i potem wykorzystać w swojej bieżącej działalności, chociaż nie zawsze prawidłowo rozumieją to, co Papież mówi.
Prezydent RP:
Czuję podtekst i złośliwość, którą Pan tutaj wypowiada. Natomiast uważam, że jeżeli politycy – niezależnie od swojej przynależności partyjnej, od tego, czy są na prawicy, czy na lewicy – będą chcieli wysłuchać Papieża, wyciągnąć z tego dobre wnioski i zastosować w swoim działaniu, to tylko z korzyścią dla nas wszystkich. Przecież Papież nie nawołuje do przemocy, a wręcz przeciwnie – nawołuje do miłości bliźniego, do wsłuchiwania się w głos drugiej osoby, do poszukiwania rozwiązań, które będą służyć ludziom, tym szczególnie potrzebującym, a więc biednym, a więc chorym, a więc starym, a więc niedołężnym, a więc młodzieży i dzieciom, która potrzebuje szczególnego wsparcia. Sądzę, że jeżeli politycy chcą słuchać Papieża, to bardzo dobrze. I oby wyciągnęli z tego jak najwięcej wniosków, bo Papież namawia do dobrego, a nie do złego.

A jak będzie wyglądało to spotkanie w cztery oczy z Papieżem?
Prezydent RP:
Myślę, że podobnie jak bardzo wiele dotychczasowych, to znaczy będziemy rzeczywiście tylko w cztery oczy...

Czy naprawdę zostaniecie tylko w cztery oczy? Dosłownie wszyscy wychodzą?
Prezydent RP:
Tak, tak było zawsze i ta część spotkań i w Polsce, i w Watykanie po wprowadzeniu, po powitaniu, w którym uczestniczy zazwyczaj biskup Dziwisz i oczywiście arcybiskup amerykański, który wprowadza do Papieża, później są fotoreporterzy, są dziennikarze – trwa chwilę dosłownie, a później już zostajemy sami. I rozmowa, jak sądzę, będzie dotyczyła tych spraw, o których już mówiliśmy, to znaczy kondycji polskiej, głównych spraw, przed którymi stoimy, stoją władze państwowe w Polsce, ale też wyzwań, przed którymi stoimy jako obywatele. Papież zawsze w rozmowach ze mną interesował się również Unią Europejską, ale też kwestiami naszych sąsiadów wschodnich.

Czy jak Papież pyta, ma przygotowane pytania?
Prezydent RP:
Nie, tam bywają jakieś kartki, ale Papież do nich nie zagląda i zazwyczaj bardzo kontroluje tę rozmowę, która się toczy, więc bardziej interesujące są wtręty papieskie, często nie pozbawione żartu i takie bardzo intelektualnie interesujące i żywe. No, ale to tak wygląda. Poza tym chyba więcej nawet nie wypada mówić, jak to się toczy, ponieważ zasada jest też taka, że te rozmowy właśnie dlatego są w cztery oczy, pozostają w tym gronie.

A co by Pan chciał powiedzieć Papieżowi w czasie tego spotkania?
Prezydent RP:
Będę mówił przede wszystkim o tym, co się zmieniło od czasu naszej ostatniej rozmowy, przed jakimi wyzwaniami stoimy jako Polacy. Tych problemów jest przecież więcej aniżeli spodziewaliśmy się. Nie wiedzieliśmy, że budowanie demokracji, gospodarki rynkowej będzie związane z tyloma trudnościami, które trzeba pokonać, nie wiedzieliśmy, że świat stanie wobec takich zagrożeń, jak chociażby terroryzm, nie wiedzieliśmy, że globalizacja będzie pokazywała różne twarze – z jednej strony tą ogromną szansą skorzystania z osiągnięć technologicznych na najwyższym poziomie, a z drugiej strony zagrożenia. Papież mówi o takich zagrożeniach zasadniczych, związanych z człowieczeństwem, jak problemy eksperymentów genetycznych, klonowania. Ale my patrzymy na globalizację może bardziej potocznie, a ona oznacza, że świat się dzieli na tych bardzo bogatych, świetnie wyposażonych w różne instrumenty, i tych, którzy do nich nie mają dostępu. A więc niejako postępuje rozdarcie między grupami społecznymi, ale także między państwami. To jest wielki problem, który jest, wiem, że blisko w sercu papieskim. Więc o tym będziemy rozmawiać. Sądzę również, że tak jak i podczas naszej ostatniej rozmowy w Watykanie, Papież być może wniesie pewne sprawy dotyczące Polski nawet w formie zapisek, które przekazuje.

Jest takie oczekiwanie, wypowiadają się politycy, ludzie kultury wiele innych osób, że wizyta papieska to taki moment, po którym – miejmy nadzieję – staniemy się lepsi. Może nawet i na krótko, ale chociaż na chwilę żeby tak było. Sądzi Pan, Panie Prezydencie, że to się uda?
Prezydent RP:
Oby. Jestem pod tym względem może bardziej optymistyczny. W moim przekonaniu to wszystko, co się stało w ostatnich dwudziestu paru latach, gdybyśmy chcieli oceniać tylko ten okres pontyfikatu Jana Pawła II, to jest wielka zmiana, która dokonała się w świecie, która dokonała się w Polsce. Przecież wiele z tych zmian wyszło z Polski, wiele z nich było, można powiedzieć, inspirowanych czy animowanych przez samego Papieża. I gdybyśmy policzyli plusy i minusy i gdybyśmy zobaczyli, co się udało osiągnąć, ale także zobaczyli porażki, które ponieśliśmy, to jednak bilans jest zdecydowanie pozytywny. Znam te sondaże, które mówią o wielkich sentymentach do przeszłości, ale nie da się porównać demokracji do braku demokracji. Nie da się porównać żywej gospodarki, opartej o ekonomiczne realia, do gospodarki księżycowej, która obowiązywała i tak dalej, i tak dalej. Wolności, którą uzyskaliśmy, choć ona jest trudna i czasami nie wiemy, jak z niej w pełni korzystać, do braku suwerenności. Więc zmiana się dokonała. Ta zmiana jest czasami gorzka, ale generalnie jest pozytywna. I sądzę, że słowa papieskie, które wypowiadał w czasie poprzednich pielgrzymek, i te słowa one nas zmieniają. Nie tak szybko jakbyśmy chcieli, nie tak głęboko, być może, jak należałoby, ale one zmieniają nas i w sumie wychodzimy jednak lepsi. A chcę powiedzieć – nie wiem, czy powiem to w tekście, bo teraz tak sobie myślę, że może warto by to i w dzisiejszym tekście powitalnym powiedzieć – to nie są słowa wyrzucane na wiatr, nawet jeżeli ten skutek nie jest natychmiastowy, to one jednak gdzieś pozostają. Poza tym być może one nas trochę później krępują przed robieniem rzeczy głupich, bo wiemy, że były powiedziane, że po prostu nie wypada, że jesteśmy w jakimś sensie zobowiązani do tego, żeby nie popełniać tych błędów czy mówiąc językiem religijnym – nie grzeszyć tam, gdzie ten grzech został nazwany i gdzie ta zła droga została również pokazana. Więc nie byłbym tutaj zupełnie pesymistą. Jak mówię, można by się uczyć lepiej, ale uczymy się.

O 18.05 w Programie I Polskiego Radia początek transmisji z powitania Jana Pawła II na lotnisku w Balicach.

Panie Prezydencie, wróćmy do wczorajszego dnia, do uroczystości związanych ze świętem Wojska Polskiego, z Dniem Żołnierza. Uroczysta odprawa wart przed Grobem Nieznanego Żołnierza na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego. W swoim wystąpieniu Pan odniósł się do wydarzenia sprzed niedawna – do wystąpienia pułkownika Ryszarda Chwastka. Wspominał Pan o tym, że armii potrzebna jest modernizacja, ale wiąże się ona ze zmianami w życiu zawodowym i osobistym. Odniósł się też pan nie tyle konkretnie, co do samego zachowania pułkownika, mówiąc, że takich rzeczy dopuszczać się nie wolno.
Prezydent RP:
Tak, bo to jest poza wszelką dyskusją.

A czy można spodziewać się jeszcze tego typu zachowań wśród generalicji, wśród kadry dowódczej?
Prezydent RP:
Nie sądzę, dlatego że jak wiem z informacji, ale także z rozmów z dowódcami, z oficerami wynika, że niezależnie od kłopotów czy trudności, które oni znają, przeżywają, to sam sposób zachowania pana pułkownika jest zdecydowanie odrzucany, jest krytykowany. Tak w wojsku być nie może i to nie dotyczy tylko Wojska Polskiego, to dotyczy wojska w ogóle, wszędzie na świecie. Wojsko jest związane z dyscypliną, z porządkiem, z regulaminami, z hierarchią. Dzień, w którym przestaną działać te regulaminy, zasady oznacza, że nie mamy wojska, tylko mamy rodzaj zgromadzenia czy zbiegowiska – nie wiem, jak to nazwać...

Ludzi przypadkowo ubranych tak samo?
Prezydent RP:
Którzy po prostu działają według własnego widzimisię i kończy się po prostu armia, a zaczyna się potężny kłopot i niebezpieczeństwo. Więc nie ma usprawiedliwienia dla takich postaw i one nie mogą być tolerowane. Natomiast oczywiście – to, co mówiłem w obu wystąpieniach: i w Belwederze, i później na Placu, musimy wiedzieć, że modernizacja armii, redukcja stanu osobowego Sił Zbrojnych powoduje napięcia, powoduje frustracje, powoduje żale zrozumiałe, bo po latach trzeba zmieniać zawód, po latach, kiedy wydawało się, że ta perspektywa jest określona właśnie pewną drogą zawodową żołnierza, oficera, to się kończy, trzeba szukać jakiegoś nowego pomysłu na życie. Więc trzeba tu wykazać jakąś wielką wrażliwość, zastanowić się, jak wykorzystać tych ludzi w innych, pozawojskowych rolach. A poza tym również trzeba taki mieć system decyzji kadrowych, żeby on był zrozumiały, żeby on był czytelny.
I osobiście uważam, że te nominacje generalskie, które wręczyłem wczoraj, one właśnie pokazują, o co nam chodzi. Chodzi nam o to, żeby oczywiście odpowiednie stopnie wojskowe mieli dowódcy, najwyżsi dowódcy – szef Sztabu Generalnego wczoraj po raz pierwszy mianowany na generała czterogwiazdkowego. Pamiętajmy, że ta struktura czterogwiazdkowa jest w tej chwili identyczna jak w innych krajach NATO-wskich, a więc jeżeli ktoś dowodzi brygadą, to powinien być generałem brygady, jeżeli dywizją, to generałem dywizji i tak dalej. I to jest ważne.
I druga rzecz, która wczoraj może została słabo określona, więc korzystam z okazji – myśmy wczoraj dali nominacje bardzo wielu dowódcom liniowym, a więc tym, którzy bezpośrednio dowodzą, dowodzą na linii, dowodzą oddziałami i zgrupowaniami wojskowymi. I to jest kierunek, którym będziemy szli, czyli mniej awansów dzięki drodze czysto urzędniczej, dużo więcej awansów dzięki pracy operacyjnej, dowodzeniu na linii, a więc żołnierzom czy oficerom garnizonowym czy poligonowym, czyli tym, którzy jakby bezpośrednio decydują o jakości operacyjnej Wojska Polskiego.

A czy po tym wystąpieniu pułkownika Chwastka Kancelaria prezydencka wykonywała jakiekolwiek ruchy? Czy nadawano jakiś bieg dokumentom, czy coś robiono?
Prezydent RP:
Nie, nie, oczywiście, że tak. Dokumenty trafiły do Biura Bezpieczeństwa Narodowego, był mój przedstawiciel. Jest to osoba świetnie znająca temat, mój członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego, pan gen. Szumski w Szczecinie, rozmawiał tam na miejscu, przedstawił wczoraj (zresztą wczoraj rozmawialiśmy) szerszy raport na ten temat. Ja sprawy nie bagatelizuję.

Czyli to nie jest tak, że nikt nie reaguje, ja się wydaje?
Prezydent RP:
Nie, nie. Stosuję tu taką zdroworozsądkową teorię, mianowicie, że nie ma dymu bez ognia, to znaczy absolutnie odrzucając sposób zachowania pana pułkownika, bo jak mówię – to jest zagrożenie dla fundamentów, dla całej jakby koncepcji działania wojska, to oczywiście trzeba na przykład zapytać, na ile te reguły awansowania czy decyzji kadrowych w wojsku są czytelne, na ile są zrozumiałe przez kadrę wojskową, przez oficerów. Tym bardziej to jest ważne, że czekają nas kolejne zwolnienia. I mówimy jasno, że wojsko dzisiaj liczy 200 tysięcy ludzi, będzie liczyło 150 tysięcy ludzi, a rachunek jest prosty – 50 tysięcy będzie musiało odejść. Tylko część odejdzie w związku z uzyskaniem wieku emerytalnego, natomiast część będzie musiała odejść w wyniku konkretnych decyzji kadrowych, to znaczy dziękujemy, bo tutaj możliwość pracy już się wyczerpała. Stąd mój apel wczorajszy do władz samorządowych, do władz państwowych, żeby szukać dla tych ludzi również innych pól działania. To są ludzie o dobrym wykształceniu, o dużym doświadczeniu, wielkiej energii. To są ludzie młodzi przecież często, 50-letni.

Ale z tego, co się działo w Szczecinie, powstanie jakiś raport? Będzie coś, co trafi na Pana biurko?
Prezydent RP:
Na pewno będzie informacja, czy możemy nazwać to raportem, na pewno będzie informacja. Poza tym pamiętajmy – jest również komisja powołana przez Ministra Obrony Narodowej, która przedstawi odpowiednie wnioski, trwa postępowanie dyscyplinarne wobec pułkownika, w którym on zapewne wypowie więcej, aniżeli mówił w swoich wywiadach, powodów swojego zachowania. Nie jest to bagatelizowane w żaden sposób – ani przez Ministerstw Obrony Narodowej, ani przez Sztab Generalny, ani przez Zwierzchnika Sił Zbrojnych. Natomiast trzeba oddzielić dwie sprawy – formę i jakby stosunek do złamania, ewidentnego złamania reguł, zasad przez pułkownika Chwastka, która jest jednoznaczna, negatywna opinia wszystkich, a czym innym jest po prostu problem, co zrobić, żeby ta polityka była bardziej czytelna i bardziej zrozumiała, i znana. Reguły tej polityki powinny być znane przez kadrę wojskową, dlatego że czekają nas kolejne trudne decyzje. Byłoby mi łatwiej o tym wszystkim mówić, gdybyśmy mieli już ten stan osobowy ustabilizowany, żeby każdy wiedział, że w ramach tych 200 tysięcy może planować swoją drogę zawodową. Natomiast, niestety, zgodnie zresztą z logiką naszej obecności w NATO i potrzebami, będziemy redukować stan osobowy.

A swoją drogą, czy zauważono w NATO całe to wydarzenie?
Prezydent RP:
Nie. To znaczy oczywiście to nam nie pomogło, to jest jasne. Bez tego typu incydentów pracuje się lepiej. Nawet nie tyle, że to się zdarzyło, bo przecież różnego typu takie wystąpienia, incydenty zdarzają się i gdzie indziej, tylko że osoba, która zrobiła coś takiego, jednak zajmowała bardzo wysokie stanowisko.

A jest tam znana.
Prezydent RP:
No tak, wysokie stanowisko, jest znana, więc to na pewno nam nie pomogło, ale tam, gdzie jest społeczność 200-tysięczna, różne rzeczy mogą się zdarzyć. I to wiedzą i w NATO, i wiemy to my, więc tutaj trzeba zachować właściwą proporcję. Ale ocena musi być jednoznaczna – tego typu zachowania w wojsku nie mogą mieć miejsca, bo to rozsadza po prostu całą strukturę wojska, to oznacza, że właściwie koniec z dyscypliną i hierarchią, czyli właściwie koniec z wojskiem. Tego być nie może.

Dzisiaj Gazeta Wyborcza publikuje rozmowę z pułkownikiem Markiem Tarczyńskim, byłym szefem Departamentu Społeczno-Wychowawczego w Ministerstwie Obrony. Jarosław Kurski pyta pana pułkownika o to, dla kogo, kto dla armii uosabia państwo, Panie Prezydencie. Otóż pułkownik twierdzi, że najbardziej wyrazistą osobą jest Prezydent, jemu najłatwiej jest służyć, wojsko musi komuś służyć. Ojczyzna to pojęcie abstrakcyjne, nasza demokracja dotąd nie określiła, kto dla armii ucieleśnia państwo. Luka w przepisach?
Prezydent RP:
No nie, nie znam tego wywiadu.

Proszę przeczytać, bo jest bardzo interesujący.
Prezydent RP:
Przeczytam. Rozumiem, że wymagania Polskiego Radia wzrastają, bo przed siódmą rano trzeba by jeszcze długie wywiady czytać, więc tego nie zrobiłem. Natomiast myślę, że ojczyzna nie jest pojęciem abstrakcyjnym. I oczywiście Prezydent jako głowa państwa, Prezydent jako zwierzchnik Sił Zbrojnych jest tym personalnym, można powiedzieć, odniesieniem. I miło mi słyszeć, że tak się kojarzę w wojsku. To jest oczywiście ważne i myślę, że z tego też i dla mnie płyną wnioski i konkretne obowiązki. Natomiast służba ojczyźnie, Polsce, to nie jest abstrakcja. Myślę, że pamiętajmy, że każda osoba, ktokolwiek byłby tym Prezydentem, ma swoich zwolenników, ma swoich przeciwników. Nie wszyscy głosują, a w wojsku są i jedni, i drudzy, więc to nie może być całkowicie spersonalizowane, dlatego że mogłoby dojść do różnych konfliktów. Polska jest tą wartością nadrzędną, ojczyzna to jest właśnie coś, co powinno być bardzo czytelnie rozumiane przez żołnierzy i przez oficerów. I wydaje mi się, że wszystko, co jest napisane i w Konstytucji, i przysięga wojskowa, i to, co jest na sztandarach wojskowych – „Bóg, Honor, Ojczyzna” – to właściwie jest tak precyzyjne i tak jasne, że nie pozostawia złudzeń, komu służymy i na straży jakich wartości stoi Wojsko Polskie. Wydaje mi się, że jeżeli potrzeba personalizacji, jeżeli potrzeba, żeby to jeszcze były osoby, to oczywiście Prezydent tutaj w naturalny sposób głową państwa, zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, Minister Obrony jest bezpośrednim szefem, który wypełnia wszystkie zadania wynikające z cywilnej, demokratycznej kontroli nad wojskiem, ale ojczyzna to jest przede wszystkim ten cel, ta wartość nadrzędna.

Kiedy będą wybory samorządowe, Panie Prezydencie?
Prezydent RP:
To jest decyzja, którą podejmuje Prezes Rady Ministrów. Terminy bodajże są już bardzo ograniczone do wyborów, bo to jest między 27 października a, zdaje się, końcem listopada, w ciągu 30 dni.

A w listopadzie święta.
Prezydent RP:
I to jest ta techniczna trudność, zresztą dwie techniczne trudności związane z wyborem daty, mianowicie święta, bo mamy i 1 listopada, i 11 listopada – dni wolne od pracy, i tradycja polska, czyli przedłużone weekendy w jedną czy w drugą stronę. No a druga techniczna trudność – to będą pierwsze wybory samorządowe, które będą miały dwie tury, czyli trzeba mówić o dwóch datach. Trzeba mówić o dacie pierwszej i tej za dwa tygodnie.

Czy boi się Pan o frekwencję?
Prezydent RP:
Boję się. Chcę skończyć tę sprawę daty, mianowicie uważam, że nie ma co politycznie spekulować.

Ale to data jest z frekwencją związana, zdaje się, w tym przypadku dość mocno.
Prezydent RP:
W jakimś stopniu, choć nie wiemy w jakim, bo jeśli chodzi o daty, to uważam, że nie ma co mówić o jakichś manipulacjach politycznych, bo ta data jaka by nie była, to ona tak samo pomoże jak i przeszkodzi poszczególnym ugrupowaniom.

Czyli nie ma żadnych związków, że komuś sprzyja opóźnianie, przyspieszanie wyborów?
Prezydent RP:
Oczywiście, że nie ma.

To czemu premier zwleka?
Prezydent RP:
Właśnie ze względów, jak sądzę, tych technicznych, dlatego że znalezienie terminu, który dałby szansę zorganizowania dwóch tur i także porządnej kampanii między tymi turami nie jest łatwe. Jeśli chodzi o frekwencję, to należy bać się tej frekwencji, czyli obawiać się niskiej frekwencji niezależnie od tego, czy to będzie w październiku, w listopadzie, czy we wrześniu, bo w Polsce mamy problem z frekwencją.

A jaka jest ta granica przyzwoitości, według Pana? [...]
Prezydent RP:
Wybory prezydenckie to są jedyne wybory do tej pory, które miały z punktu widzenia standardów europejskich dobrą frekwencję. To jest zawsze frekwencja powyżej 60%. Natomiast wszystkie pozostałe wybory: parlamentarne, samorządowe, referenda mają frekwencję niską, niestety. I mam nadzieję, że fakt, iż będziemy wybierać burmistrzów, prezydentów miast bezpośrednio spowoduje większe zainteresowanie, a więc większą frekwencję. Natomiast ta przyzwoita to powinno być powyżej 50%. Obawiam się, że to będzie bardzo trudne do osiągnięcia.

A tak swoją drogą, będzie Pan miał okazję, Panie Prezydencie, głosować na prezydenta podczas tych wyborów samorządowych.
Prezydent RP:
Miasta.

Miasta, tak, oczywiście. Na kogo będzie Pan głosował? Ma Pan swoich faworytów?
Prezydent RP:
Będę głosował na pewno na osobę (odpowiem tak dyplomatycznie, ale wszyscy zrozumieją), która będzie chciała poświęcić się miastu. Warszawa jest stolicą, Warszawa jest wspaniałym miastem, o ogromnej liczbie problemów nierozwiązanych ciągle...

Ale jest taki kandydat? Bo tam wszyscy chyba myślą o tym, że skoczą...
Prezydent RP:
Nie, tam są kandydaci, którzy ewidentnie myślą jak o trampolinie politycznej do dalszych wyborów i to uważam za niewłaściwe, ponieważ Warszawa potrzebuje gospodarza, administratora, osoby, która się odda temu miastu.

To jak odróżnić jednego o drugiego?
Prezydent RP:
No bo są też tacy kandydaci, którzy chcą się poświęcić miastu, których być może nazwiska dzisiaj nie są tak bardzo znane, ale są to ludzie, którzy wierzę, że byliby dobrymi gospodarzami czy administratorami miasta stołecznego. My lubimy powoływać się na wielką osobę, wielką postać Stefana Starzyńskiego, który zresztą był komisarycznym prezydentem miasta, ale to był właśnie człowiek, który oddał się Warszawie, który nie chciał traktować Warszawy jako odskoczni czy jako takiego pola ćwiczebnego dla dalszej kariery politycznej. I to jest ważne, żeby pamiętać. W ogóle te wybory muszą być również pewną cezurą, to znaczy osoby, które decydują się dzisiaj na przykład rezygnować z karier parlamentarnych i wracać do samorządu, ja nie widzę, w tym nic złego, ale to musi być decyzja, to musi być poważna decyzja, że tak jest – najbliższych wiele, wiele lat chcę spędzić właśnie jako działacz samorządowy, jako menedżer miasta, a nie jako ten, któremu brakuje w życiorysie tego punktu pod tytułem „działalność samorządowa”, bo to byłoby fatalne i dla polskiej samorządności, i dla tych miast, którymi mają kierować.

A dlaczego ta sprawa? Bo na liście tych, którzy kandydują na urząd Prezydenta Warszawy nie ma żadnego z byłych prezydentów.
Prezydent RP:
I może trochę szkoda. Może trochę szkoda.

Może niespecjalnie im zależy na tej prezydenturze, skoro nie chcą kontynuować swojego za każdym razem, jak sami mawiają, udanego dzieła?
Prezydent RP:
Więc ma Pan rację. Coś to tak wygląda. Poza tym mam wielki żal do jednego z byłych prezydentów Warszawy, który bardzo walczył o Warszawę, o Ustawę Warszawską – przecież tutaj przeżyliśmy głęboki kryzys...

Czy do tego na pe, czy do innego?
Prezydent RP:
Już Pan wie właśnie. Zarządy komisaryczne. I nagle się okazało, że wybory parlamentarne i miejsce w Parlamencie jest ważniejsze niż cała długa batalia, która była toczona i która zresztą nawet w pewnym momencie groziła, czy była wręcz związana z kryzysem rządowym. Tak nie może być. Słuchajcie, Warszawa to dzisiaj już jest aglomeracja [...] prawie 2 miliony ludzi. Oceniam, że Warszawa będzie się szybko powiększać, dlatego że jednak dysproporcja ekonomiczna między Warszawą a otoczeniem jest tak duża, że ona będzie przyciągała ludzi z terenów Mazowsza i nie tylko. To jest ogromny organizm, który musi być po prostu twardą i bardzo kompetentną ręką prowadzony przez 4 lata, bez zerkania na inne stanowiska, bo to nie ma sensu.

Ale my tak o Warszawie, a dzisiaj, Panie Prezydencie, najważniejszy jest Kraków, do którego Pan udaje się o godzinie 16-ej.
Prezydent RP:
Pan powiedział, że dzisiaj najważniejszy jest Kraków?

Jutro, pojutrze i w poniedziałek. A potem wrócimy do rzeczywistości.
Prezydent RP:
Ważny i wczoraj, i dziś, i jutro, i zawsze.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej pan Aleksander Kwaśniewski, nasz Gość. Panie Prezydencie, dziękujemy za rozmowę.
Prezydent RP:
Dziękuję bardzo. Do usłyszenia.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.