przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Jaki Pan przewidywał wynik?

Prezydent RP:
Frekwencja 57,3 proc. i 83,1 proc. głosów na „tak”.

Blisko.

Prezydent RP:
Blisko, tak, ale dopiero teraz to wiemy. Ja sobie wyliczyłem, że w sobotę musi zagłosować co najmniej 20 proc., a gdyby było 22 proc., to byłbym całkowicie spokojny. I powiem szczerze...

... że Pan zwątpił...

Prezydent RP:
... Nie! Nigdy nie zwątpiłem.

To kiedy się Pan przestał denerwować?

Prezydent RP:
Zakładacie, że byłem informowany o wynikach? Powiem szczerze, jakieś informacje do mnie docierały. I jeszcze w niedzielne popołudnie, o 13.00, wyglądało to fatalnie. Wydawało się, że nic dobrego z tego nie będzie. Przełom nastąpił około 15.00.

A jak by brzmiało pierwsze zdanie Pańskiego wystąpienia, gdyby nie było 50 – procentowej frekwencji?

Prezydent RP:
Że miało być dobrze, a wyszło jak zawsze. Najbardziej to by mnie bolały tytuły poniedziałkowych gazet europejskich: że pierwsze europejskie referendum zostało przegrane; nie przypadkowo w Polsce. Że Polska nie skorzystała z szansy. Odezwali by się eurosteptycy, których jest sporo w Europie, że skoro największy naród mówi „nie” dla rozszerzenia, to w ogóle trzeba się zastanowić...Potężna byłaby konfuzja naszych partnerów. Tuż przed Waszym przyjściem dzwonił z gratulacjami Schuster, wcześniej Paksas, Trajkowski z Macedonii itd. Oni wszyscy czekali w napięciu, bo wiedzą, że wyrwanie Polski z grona kandydatów osłabiłoby ich pozycję. Czasami się zżymają, gdy się mówi Polska lider, ale my jesteśmy jak kluczowy zawodnik w drużynie. Lepiej go mieć, niż nie mieć. A z kolei nasi zachodni partnerzy mieli obawy, czy będzie ta frekwencja, czy nie.

Ale frekwencja nie jest tak wysoka?

Prezydent RP:
Nie, jak na polskie warunki ona jest oszałamiająco wysoka! W referendum konstytucyjnym, kiedy też przejeździłem całą Polskę, frekwencja wyniosła tylko 43% proc. Teraz mamy kilkunastoprocentowy plus w stosunku do polskiej normy.

Skąd ten plus?

Prezydent RP:
Sprawna kampania, mocny głos niemal wszystkich mediów, szeroki ponadpartyjny front polityków, tak że wyborca nie miał dyskomfortu, że głosując za, musi ze swoimi występować przeciwko komuś innemu.

I majowe wystąpienie Papieża, na które trudno w ogóle znaleźć słowa.

Prezydent RP:
Tak, niezwykłe. Ale my ten patronat papieski mamy od początku drogi, od tego, co On powiedział w 1979 roku. Taka troska o nasze sprawy, tyle zainteresowania, wątpliwości, ale też zachęt. Mówię z doświadczenia, wiem, o czym mówię.

Przez znaczną część niedzieli frekwencja wisiała na włosku. Czy miał Pan pomysł, by śladem polityków słowackich i litewskich wystąpić z apelem do narodu o pójście do urn?

Prezydent RP:
Myśmy to analizowali przed referendum, przygotowując różne scenariusze. Polskie prawo jest jednak takie, że jeżeli moje wystąpienie miałoby być legalne i nie podlegać zaskarżeniu, to byłoby tak kuriozalne, że aż kontrproduktywne. Prawdziwy apel zaś skończyłby się w Sądzie Najwyższym. Jako Prezydent mam w tej materii doświadczenia i nie chciałbym do nich wracać. Zresztą pięknie zachowały się media, także „Gazeta”, wydając niedzielny dodatek. Przypominano, że frekwencja jest niska, przypominano o głosowaniu, moim zdaniem bez łamania ciszy wyborczej. Nawiasem mówiąc, w przyszłości trzeba coś zrobić z tą ciszą, wziąć pod uwagę, że świat się zmienił.

Co dalej w kraju, Panie Prezydencie? Świętujemy czy zaczynamy porządki?

Prezydent RP:
Dajmy sobie prawo do świętowania, ta radość się należy nam, wam, premierowi Millerowi, bo już widzę, do czego zmierzacie. Ale od poniedziałku rano-praca. Rozmawiałem przed chwilą z Verheugenem, że mamy przed sobą mniej niż 11 miesięcy długiego finiszu, gdzie nie ma już miejsca na błąd, na opóźnienie. Tak by Polska weszła do Unii 1 maja 2004 r. gotowa, żeby nikt, kto ma otrzymać pieniądze, mówię to np. o rolnikach, na nie nie czekał. To będzie budowało wiarygodność Unii w Polsce i Polski w Unii. Ważnym elementem jest tu reforma finansów publicznych...

Ale kto tego dokona?

Prezydent RP:
Proponuję zatrzymać się w tym momencie. W poniedziałek zaczynam konsultacje, będzie Rada Krajowa Sojuszu Lewicy. Wiele trzeba przedyskutować.

I zmienić?

Prezydent RP:
Oczywiście, zmienić też.

W rządzie?

Prezydent RP:
Tam, gdzie nie wychodzi, oczywiście tak.

Czy mógłby Pan opisać polityczne minimum, żeby te dwa zadania- dokończenie przygotowań do Unii i reforma finansów-się powiodły?

Prezydent RP:
Skuteczne działanie rządu skupione na tym. Przeprowadzenie ustaw o reformie finansów publicznych, niełatwych ustaw, ktokolwiek by je przygotowywał. Czy to będą ustawy Kołodki, czy Hausnera, będą wymagały większości.

Jak Pan zamierz szukać większości?

Prezydent RP:
Przede wszystkim to rząd musi jej szukać. Opinie rządu, że wszystkie głosowania na razie wygrywa, nie jest odległa od prawdy. Ale teraz ta większość musi być, żeby reformy finansów przeszły. Tu nie ma miejsca na ryzyko. Nie może być tak, że z 10 ustaw pięć rząd wygra, pięć przegra. Z tego nie urodzi się żadna reforma.

Opozycja mówi, że rząd Millera nie da rady.

Prezydent RP:
Wiem co mówi opozycja. Ale dajcie mi szansę na rozmowy. Specjalnie do tej pory takich rozmów nie prowadziłem, wszyscy mieliśmy się skupić na referendum.

Ale teraz rząd został wzmocniony i może powiedzieć, że wygrał referendum...

Prezydent RP:
... Rząd nie może powiedzieć: my wygraliśmy. Rząd może powiedzieć, że Polska wygrała. To referendum zostało wygrane w wyniku wielkiego, wspólnego działania wielu Polaków. Jest zasługą wielu rządów, choć może nie wszystkich w równej mierze. Nie ulega przy tym wątpliwości, że zasługi tego rządu i Premiera Millera w czasie ostatnich negocjacji w Kopenhadze są bez dyskusji. Ten kawałek historii jest zapisany i byłoby nieuczciwością go zamazywać. Natomiast dzisiaj stoi przed nami już co innego: reforma finansów i operacja pod tytułem „Polska na 1 maja 2004 r.”.
I trzecia sprawa – zamknięcie wszystkich afer. Bo one są druzgocące, nie tylko dla rządu, ale dla państwa.

Czy rząd jest w stanie wyjaśnić afery?

Prezydent RP:
Nastąpiły jakieś zmiany, są nawet dymisje, ale nastąpiły o wiele za późno i zostały w dużej mierze wymuszone. To temat do dyskusji w SLD, do dyskusji z Panem Premierem.

Powie Pan to Premierowi?

Prezydent RP:
Oczywiście. Żeby ten rząd czy jakikolwiek inny uzyskał wsparcie społeczne, musi wyjaśnić to, co jest do wyjaśnienia. Bo niewątpliwie doszło do poderwania zaufania do państwa, bo wiele spraw, od FOZZ poczynając, a kończąc na Rywinie, trwa, trwa i nie kończy się niczym. Ludzie chcieliby w końcu wiedzieć, że coś jest dobre, coś jest złe. Rząd musi też pokazać, że ma pomysł na rozwój gospodarczy, na walkę z bezrobociem, na zmniejszenie obszarów biedy, poprawę edukacji. Same działania antyaferalne to dobry pomysł dla prokuratora generalnego, ale nie dla rządu.
Wiem, że Premier Miller jest zafascynowany kanclerzem Schroederem, który też niejedną trudność przechodził. Chętnie bym dedykował postępowanie a’la Schroeder polskim politykom, nie tylko Premierowi. Kanclerz przedstawił trudny program na zjeździe partyjnym – Agendę 2010 – który na początku zagroził jego pozycji w Socjaldemokracji. A potem wygrał w partii z 90 – procentowym poparciem! To godne szacunku! Ale to wymaga – po pierwsze- programu, a po drugie-odwagi.

A jak właściwie wyobraża Pan sobie układ polityczny, w którym Pańska osoba zostałaby wykorzystana do planu naprawy państwa?

Prezydent RP:
Planu na najbliższe miesiące? Zobaczymy, zobaczymy.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.