przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Jesteśmy na ostatniej europejskiej prostej, do referendum unijnego zostały niecałe 4 dni. W tej chwili – dni ostatnich argumentów za i przeciw oraz ostatnie pytania, z którymi gościmy w Pałacu Prezydenckim.

Justyna Pochanke i Andrzej Morozowski: Panie Prezydencie, zrobił Pan wszystko dla tej sprawy?

Prezydent RP:
Niemal. Jeszcze ten wywiad, jeszcze w czwartek moje oświadczenie do Narodu i myślę, że to już będzie rzeczywiście wszystko.

I to będzie kampania na piątkę?

Prezydent RP:
Mam nadzieję, że skuteczna. A skuteczna dla mnie to jest i taki znaczący wynik, jeśli chodzi o poparcie dla Unii i frekwencja powyżej 50%. O pierwsze jestem spokojny, jeśli chodzi o drugie, czyli frekwencję, to ona w Polsce zawsze jest niespodzianką. Więc trzeba być ostrożnym, choć ostatnie nastroje, bo ja bardziej ufam nastrojom, temu, co czuję na spotkaniach, wskazują, że jest szansa na więcej niż 50%.

Panie Prezydencie, czy to była równa kampania? Ten plik ulotek to jest urobek z jednego dnia, właściwie z jednej godziny z Placu Zamkowego w Warszawie. To są ulotki na „tak”, to jest jedna ulotka na „nie”, którą też tam można było dostać. Tam był jeszcze plakat, ale za duży, żeby go przynieść ze sobą. Skąd taka nierówność kampanii?

Prezydent RP:
Odpowiem bardzo zdecydowanie, – bo moim zdaniem tak się rozkładają argumenty. Gdyby Pan spojrzał na argumenty „za”, to rzeczywiście można je wymieniać na różne sposoby i jeszcze dodatkowo do tych materiałów dodać następne, natomiast, gdy mówimy „nie”, to wychodzi bardzo marna argumentacja. Zresztą ja się przekonywałem o tym na swoich spotkaniach. Spotykałem oponentów, którzy albo nie mieli nic do powiedzenia, albo gwizdali przez całe spotkanie, albo krzyczeli, a plakaty, które pamiętam, to było „Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela”, czyli tak absurdalne, że właściwie nawet niewymagające jakiejś poważniejszej debaty, albo wręcz obraźliwe, których nie ma coś cytować.

Ale a propos gwizdania, to na przykład Pan Giertych mówi, że to był jedyny sposób, żeby się tak naprawdę dostać do „Wiadomości” w telewizji publicznej czy przyjść na Pana spotkanie. Mało tego – Pan Giertych twierdzi, że członkowie jego partii mają teraz sprawy prokuratorskie o zakłócanie wiecu, że to jest zastraszanie.

Prezydent RP:
To nie jest żadne zastraszanie. Ja nie wiem, czy oni powinni mieć jakiekolwiek sprawy. Można to uznać wszystko za część zwyczajnych wydarzeń politycznych, choć moim zdaniem lekko bezsensownych. Bowiem jeżeli przychodzi się na spotkanie i gdzie jest zaproszenie do debaty, gdzie jest powiedzenie „proszę bardzo, tu jest mikrofon, pytajcie” i przez półtorej godziny jest nieustający gwizd, który przeszkadza przede wszystkim słuchającym, to myślę, że to źle świadczy o tych, którzy gwiżdżą i nie przyjmuję żadnych argumentów, że to jest forma pokazania się publiczności, bo znam przypadki, jako kibic sportowy, że ktoś chce się pokazać na stadionie piłkarskim i obnaża się i biega po murawie. Można, tylko, po co? Więc to jest trochę albo dowód bezradności, albo dowód bezmyślności, nie chcę tego dalej oceniać. Ale odnoszę wrażenie, bo Pan zapytał o rzecz ważną, o argumentację, otóż w moim najgłębszym przekonaniu, argumentów na „tak” jest nieporównanie więcej niż argumentów na „nie” i dlatego tych ulotek i tych materiałów mówiących o tym, co oznacza wejście do Unii, czym jest Unia, jakie to są konsekwencje, jest dużo więcej niż tych, które właśnie w kilku punktach – zazwyczaj dość demagogicznych, straszą przed Unią Europejską.

Miał Pan kiedyś taki moment, że sam w sobie rozważał za i przeciw?

Prezydent RP:
Tak, cały czas, wie Pani i myślę, że Polakom należy się również odpowiedź na te obawy, nazwijmy to, które z Unią są związane i są one zupełnie inne niż te, o których mówi się w tych negatywnych ulotkach.

Pana obawy to, jakie obawy?

Prezydent RP:
Pierwsza obawa jest dość istotna – na ile Europa, ta 15, do której dochodzimy, zyska impet rozwojowy. My często mówimy o koniecznych zmianach, reformach u nas, a nie podkreślamy, że te reformy są również potrzebne na Zachodzie. Doceniam kanclerza Schroedera, który podjął się tego wysiłku.

Który szczególnie potrzebuje reform...

Prezydent RP:
Tak, ale podjął się, przekonał własną partię, chciałbym, żeby u nas tacy liderzy partyjni byli, którzy umieją partie do tak trudnych rzeczy przekonywać.

Nie ma?

Prezydent RP:
Chce Pani zmienić temat w tej chwili. Myślę, że za mało. Myślę, że chyba prawie, że nie ma. Po drugie, potrzebne są te reformy we Francji, wiem, że tam są protesty w tej chwili dotyczące zmian w polityce socjalnej, to samo dotyczy Włoch, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii. Mówiąc krótko – pierwsza moja obawa jest taka, czy Europa obecna, unijna, wykaże tyle determinacji, żeby przyspieszyć rozwój gospodarczy, a przez to również lepiej przygotować się do rozszerzenia. Druga obawa dotyczy już naszych krajów, czyli tej dziesiątki, która wstępuje – czy my rzeczywiście na tyle się zorganizujemy, na tyle wykorzystamy tę szansę, że poprzez nasze wejście Unia stanie się silniejsza, a nie uwikła się w takie problemy właśnie, kompromisy, próby wytłumaczenia rzeczy, które właściwie nie powinny być usprawiedliwiane i tak dalej. Trzeci problem to jest oczywiście, jak zmodernizować instytucje unijne, żeby nie było tam nadmiernie dużo biurokracji i nadmiernie dużo radości z tego, że są znamiona udziału w decyzjach, a tak naprawdę tego udziału w decyzjach nie ma. Komisarz dla każdego kraju, czy nie, waga poszczególnych głosów, pozycja poszczególnych instytucji europejskich – to są prawdziwe problemy.

Panie Prezydencie, jeśli nie będzie frekwencji, bo właściwie o to należy się tylko bać, ponieważ wszystkie badania wykazują, że większość Polaków powie „tak””, ale jeśli nie będzie frekwencji, jedni mówią, że to osłabi naszą pozycję w Unii, jeśli się okaże, że to parlament będzie musiał decydować, a inni mówią wręcz odwrotnie – to wzmocni naszą pozycję przetargową, bo to będzie taki sygnał dla polityków unijnych: zobaczcie, oto to społeczeństwo jest tak niechętne Unii, więc trzeba temu społeczeństwu jakoś pomóc w podjęciu decyzji?

Prezydent RP:
Mógłbym uznać, że takim argumentem bardzo poważnym dla Unii byłoby, gdyby w referendum wzięło udział 90% ludzi, a wynik był pięćdziesiąt parę do czterdziestu paru. To by pokazało, że mamy rzeczywiście sporą i taką rzeczywiście merytorycznie argumentującą grupę eurosceptyków czy eurooponentów i w związku z tym Polska jest trudnym partnerem, ale jednocześnie jest partnerem ważnym, bo prawie 40 mln ludzi wypowiedziało się w tej kwestii, oczywiście mówimy o dorosłych, czyli że ta pieczęć jest bardzo mocna. Nie pamiętacie może tego Państwo, ale Traktat z Maastricht we Francji jeszcze za Mitteranda, w końcówce Mitteranda, przeszedł bodajże 50 i parę dziesiątych do 49 i to powodowało, że Francja jakby pokazała, że poszła w tę stronę, ale z wieloma wątpliwościami, tak więc musi być poważnie traktowana w różnych debatach po Maastricht. Ponieważ w Polsce będzie inaczej, – bo w Polsce wynik moim zdaniem będzie zdecydowanie za Unią Europejską – to niska frekwencja będzie traktowana niestety jako dowód demokratycznej niedojrzałości. To znaczy, gdybym ja był recenzentem zagranicznym, powiedziałbym; Polacy jeszcze do społeczeństwa obywatelskiego mają długą drogę i trzeba im dać szansę, żeby ją przeszli. I to niewątpliwie pozycji Polski nie wzmocni. Ja uważam, że mocna pieczęć to byłaby frekwencja powyżej 50% i zdecydowane „tak”. To oznacza, że Polska jest w tej rodzinie europejskiej jako kraj liczący się, zdecydowany, który chce wykorzystać swój potencjał i każde inne rozwiązanie nie będzie budowało – w krótkim czasie – pozycji Polski. Natomiast pamiętajmy, tu nie wolno przesadzić w takich czarnych scenariuszach. O frekwencji będzie się mówiło przez kilka tygodni, skutki tego będą kilkumiesięczne, a później na Polskę będzie się patrzeć pod kątem przygotowania do akcesji, obecności w Unii, dynamiki rozwoju gospodarki. Za dwa lata – daję Państwu słowo, – że ani tu obecni, ani przed telewizorami nie będą pamiętać, jaka była frekwencja. Ja sam się zastanawiałem, jaka była frekwencja w moich wyborach prezydenckich, ale na szczęście przypomniałem sobie.

Może kiedy jest sukces, to już potem się nie pamięta tej frekwencji. Panie Prezydencie – a brak Boga w Konstytucji Europejskiej może tej frekwencji i wynikowi zaszkodzić?

Prezydent RP:
Chciałbym o tym jasno powiedzieć – praca nad Traktatem Konstytucyjnym trwa, nic nie jest rozstrzygnięte. W moim przekonaniu...

Ten projekt jest niepokojący...

Prezydent RP:
W tym fragmencie. Tam są trzy rzeczy, o których wczoraj wspominał także abp Muszyński, dobre. Oddaje się kwestie moralności do ustawodawstwa krajowego, czyli te obawy, które były wyrażane, że oto w kwestiach aborcji czy eutanazji będzie Europa decydować zamiast poszczególnych społeczeństw, jest nieprawdziwy już dziś. Tam jest ileś spraw, które wychodzą. Tam jest kwestia właśnie pewnych gwarancji dla tożsamości i autonomii kościołów i religii. Więc jest zapisanych wiele spraw, które są właściwe. Natomiast, jeśli chodzi o preambułę, o to odniesienie się do wartości, przyznam szczerze, że nie rozumiem tego zabiegu. Dla mnie to jest albo takie dosyć nieudolne wywołanie dyskusji przez autorów, albo rzeczywiście strach przed rzeczami oczywistymi, bowiem wymienienie wśród źródeł budujących tożsamość europejską starożytnej Grecji, starożytnego Rzymu oraz epoki Oświecenia jest tylko częściową prawdą. Bez chrześcijaństwa i bez całej historii chrześcijaństwa i cywilizacji chrześcijańskiej, która zbudowała Europę, nie da się o Europie dyskutować. Więc myślę, że to się znajdzie w ostatecznej wersji w Traktacie, w Konstytucji i jestem przekonany, że Polska ma tutaj szczególny tytuł, żeby o to walczyć i mamy też pewien dorobek, bo uważam, że ten fragment, który jest w polskiej Konstytucji, w polskiej preambule, może być zastosowany, bo on oddaje wszystko – i dla ludzi wierzących, i dla niewierzących. On nie tworzy konfliktu, a tworzy pole współdziałania.

Panie Prezydencie a mnie to trochę dziwnie brzmi w uszach gdy Pan i Pan Leszek Miller upominają się o chrześcijańskiego Boga w preambule do konstytucji no, bo Pan się wywodzi z SLD pan Leszek Miller jest w tej formacji, no co z takimi odniesieniami się do takiego elektoratu SLD, który zawsze był można powiedzieć...

Prezydent RP:
... Ale wie pan ja to mogę nazwać paradoksalnie, bo jeżeli w elektoracie SLD są nie tylko ateiści, ale są także nawet walczący antyklerykałowie, to jeżeli się wyrzuca chrześcijaństwo i Kościół z konstytucji, to z czym oni walczyli? Przecież to jest nawet uwłaczające dla tych, którzy podejmowali walkę z Kościołem i z wartościami chrześcijańskimi, jeżeli już tak traktować to trochę, że tak powiem paradoksalnie i pół żartem pół serio. w moim przekonaniu jako osoby, która określa siebie jako agnostyk jest czymś całkowicie niezrozumiałym jeżeli wyrzuca się z historii chrześcijaństwo. Polski nie da się opisać bez chrześcijaństwa, bez chrztu Mieszka Pierwszego, bez całej tradycji chrześcijańskiej, bez tych kościołów i katedr, które są we wszystkich polskich miejscowościach, bez chrztu, który ma niemal każde polskie dziecko, bez religii, której się uczyło czy uczy się, i tak dalej... bez Papieża Polaka. O jakiej historii my chcemy mówić? Czy ja jestem wierzący czy niewierzący, to ja muszę być uczciwym człowiekiem i powiedzieć prawdę o tej naszej historii, o naszej współczesności, a tej prawdy bez katolicyzmu czy bez chrześcijaństwa się nie da opowiedzieć. Trzeba po prostu być przyzwoitym człowiekiem, tu nie trzeba być żadnym ani ideologiem ani ateistą, ani człowiekiem dewocyjnym, tu po prostu trzeba mówić prawdę, tylko tyle i aż tyle.

Wywołał Pan przed chwilą, no właśnie Jan Paweł II, George Bush, Tony Blair czy ich głosy, ich słowa to są konkretne, myśli Pan punkty procentowe w wyniku referendum?

Prezydent RP:
Mam nadzieję, bo jeżeli tyle osób mówi to samo, i takich osób, to myślę, że warto, posłuchać i zaufać, szczególnie słowa Papieża są tu ogromnie znaczące, bo Jego autorytet jest tu niekwestionowany i słusznie. Jest to człowiek, który zna Polskę i zna świat. Pamiętajmy, że to, co powiedział 18. maja, to mówi osoba, która jest naszym rodakiem, jest Papieżem Kościoła katolickiego, ale jest także osobą, która 25 lat wypełnia jeden z najważniejszych urzędów szefa państwa watykańskiego. On uczestniczy we wszystkich wydarzeniach światowych, europejskich, otrzymuje informacje, otrzymuje raporty, czymś zupełnie, że tak powiem absurdalnym jest, twierdzenie, że nie przeczytał traktatu, bo jestem przekonany, że informacja, która spływa na biurko Papieża, jest jedną z najlepszych, najpełniejszych w świecie i przekonywałem się o tym w wielu moich rozmowach. Papież jest naprawdę znakomicie poinformowany o wydarzeniach i politycznych i gospodarczych, a jeżeli dodać do tego jeszcze że ma zawsze możliwość dyskusji z Duchem Świętym, co nie jest dane wszystkim, bo ja z tej łaski nie korzystam, niestety...

A chciałby Pan?

Prezydent RP:
Zostawmy to, to są bardzo osobiste kwestie, uważam, że sprawa wiary jest na tyle poważna, że nie powinna być dyskutowana w czasie wywiadów telewizyjnych. Natomiast On nam: mówi Europa potrzebuje Polski, Polska Potrzebuje Europy, Polska może ubogacić tę Europę, w ogóle w stosunku do krajów Europy Wschodniej dokonuje się akt sprawiedliwości dziejowej. Z Jego wielkiego doświadczenia, wiedzy, przekonania i intuicji wynika jasny sygnał, że Polska powinna znaleźć się w Unii Europejskiej. Dla mnie o tyle to nie była niespodzianka, że ja wielokrotnie miałem z Papieżem możliwość rozmów i On zawsze się tym bardzo interesował, cały czas nam na tej drodze towarzyszył.

Panie Prezydencie, jeden z przeciwników Unii powiada tak, że po tym co powiedział w Krakowie Bush nie można powiedzieć Europie „tak”, bo Bush jasno powiedział, że on widzi tę Europę zjednoczoną ale zjednoczoną wokół NATO a nie wokół Unii Europejskiej.

Prezydent RP:
Ja byłem na tym samym spotkaniu a mam jeszcze przewagę nad osobą, którą Pan cytuje, że przed spotkaniem godzinę miałem okazję rozmowy z prezydentem Bushem i tam mówiliśmy też o tym. On wiedział jakie są nasze oczekiwania i to się zawarło w jego frazie, która jest bardzo czytelna: „Można być dobrym obywatelem Europy, przyjacielem Ameryki, to nie stoi ze sobą w konflikcie” tak zdaje się dokładnie ta fraza brzmi. Prezydent Bush jest absolutnie przekonany co do tego, że Europa powinna się jednoczyć. Ja powiedziałem w swoim wystąpieniu, że Europa potrzebuje silnej Ameryki...

Zjednoczona Europa to konkurencja.

Prezydent RP:
W jakimś sensie konkurencja na rynku, co jest normalne, bo konkurencja na rynku jest częścią gospodarki tej współczesnej, tej, za którą stoją Stany Zjednoczone i byłoby fatalnie gdyby ta konkurencja dzisiaj zanikła, ponieważ okazałoby się, że nie ma impulsu do rozmowy dla gospodarki. Również jakiś rodzaj konkurencji może występować w polityce, natomiast nie ma wątpliwości, co do wspólnoty celów, nie ma wątpliwości, co do wspólnoty wartości. My nie jesteśmy z różnego świata i nieprawdą jest, co piszą politologowie amerykańscy, że jedni są od Wenus drudzy od Marsa i dlatego jesteśmy skazani na wieczny spór i na rozejście się. Ja zresztą w rozmowie z prezydentem Bushem użyłem takiego argumentu, że jeśli patrzy się na historię Ameryki, na jej skład społeczny, na wartości, to okazuje się, że Ameryka pozostaje najsilniejszym państwem europejskim ciągle, że opowieści, że Ameryka to jest jakaś inna planeta są nieprawdziwe. Więc nie ma wątpliwości, że prezydent Bush nam życzy wejścia do Unii i nie ma również wątpliwości, czego nie powiedział wprost, a co ja mogę dodać, że jeżeli Ameryka patrzy na proces rozszerzenia Unii, co leży niewątpliwie w interesie Stanów Zjednoczonych, na dojście tych państw Europy Środkowej, które maja tak dobre stosunki ze Stanami Zjednoczonymi mają również wobec Ameryki swoisty dług za pomoc, którą otrzymały w walce z komunizmem - to wszystko moim zdaniem powoduje, że Amerykanie w rozszerzeniu mogą widzieć również, poza wszystkim, swój bardzo konkretny interes.

Panie Prezydencie w sobotę, ja już wybiegnę, jak w sobotę wieczorem będzie kiepsko ma Pan jakiś plan ratunkowy na niedzielę, taki jak prezydent Litwy?

Prezydent RP:
A czemu ma być kiepsko? Proszę Państwa, mam nadzieję, że nie będzie kiepsko. Po drugie zachęcam raz jeszcze do wzięcia udziału w referendum. Nie ma bardziej demokratycznej formy od referendum, wszyscy głosujemy tego dnia: Państwa głos, mój, Prymasa...

Ale jeżeli po pierwszym dniu ta frekwencja nie będzie powyżej 25 procent to może się okazać, że drugiego dnia nie jest powyżej 50. Słyszał Pan o takich prognozach?

Prezydent RP:
Wie pan, ja mam bardziej precyzyjne prognozy. Ja uważam, że moment trudny zaczyna się od frekwencji w sobotę poniżej 22 procent.

I wtedy co Pan robi w niedzielę?

Prezydent RP:
Ja myślę, że jest ważne, żeby wiele osób publicznych jeszcze w niedzielę wzięło udział w głosowaniu, również powiedziało, zachęciło. Czy może mieć sens jakaś akcja polityczna, może…

Apel?

Prezydent RP:
Apel będzie, kiedy będę głosował, apel będzie też w czwartek

Wszystko jest możliwe jednym słowem?

Prezydent RP:
Na pewno powinniśmy uczynić wszystko żeby Polacy z tego wielkiego przywileju demokratycznego skorzystali. Wczoraj rozmawiałem z młodymi ludźmi w Gnieźnie i takie miałem wrażenie, że po pierwsze oni referendum traktują jako przesądzone, że jest wygrane, a po drugie, nie zdają sobie sprawy z komfortu i z wielkiej historycznej przygody, jaką przeżywają. Oto mogą pójść zagłosować i będą uczestniczyli w jednej z najważniejszych decyzji. Nasze pokolenia takiego komfortu nie miały. Albo wybory były bardzo ograniczone albo, mówię do 89 roku, albo były niedemokratyczne, albo wręcz Polska była w sytuacji wybierania mniejszego zła. Tu nagle możemy wybierać coś, co jest dobrem i to jest szansą i chciałbym, żeby młodzi ludzie szczególnie uwierzyli, że to jest taki moment, który się później wspomina, że oto w tym referendum brałem udział i sądzę, że głupio będzie powiedzieć swoim dzieciom czy wnukom: Słuchajcie, ja w tym referendum udziału nie wziąłem, bo absencja i nieobecność właściwie, ona nie jest nawet żadną formą protestu, ona jest...

Może ona jest naszą cechą?

Prezydent RP:
Ona jest cechą, to jest gorzej, bo jest głęboko w mentalności, ale może to się zmieni przy tej okazji.

Panie Prezydencie w ciągu ostatnich tygodni, może nawet miesięcy padały wielkie słowa a propos Unii Europejskiej, różne porównania, metafory. Wciąż zostało, myślę więcej niż kilka prostych pytań i kilkoro Polaków chciałoby za naszym pośrednictwem, zadać bezpośrednio Panu te pytania, jeżeli możemy posłuchać.

Polak sceptyk:
Teraz można zarobić bo opłaca się wyjechać za granicę, a jak wejdzie jedna waluta, to jeżeli zarobimy tam parę euro, to w przeliczeniu na nasze ceny, to nie będzie zbyt wygórowane.

Prezydent RP: Przyznam szczerze, że nie rozumiem pytania.
Jest taka obawa, którą ta pani wyraziła, że teraz można sobie jeszcze jakoś poradzić dorabiając, bo w przyszłości nie będziemy żadną liczącą się tam siłą i przywiezienie paru euro...

Panie Prezydencie Pan pisze w swej broszurze, którą wyjąłem z własnej skrzynki z podpisem, tu jest takie jedno z pytań czy wzrosną ceny w Polsce po przystąpieniu, Pan odpowiada: nie. Natomiast dzisiejszy Super Express wylicza, co jak wzrośnie w ciągu 6 – 10 lat i z tego wynika, że podstawowe produkty, no takie jak mleko chociażby, mięso podrożeją, aczkolwiek SE dodaje i nasze pensje prawdopodobnie wzrosną.

Prezydent RP:
Ja bym powiedział tak: Mówimy o różnych perspektywach, Pan już wymienił trzecią, bo ja już widzę trzy co najmniej. Pierwsza to jest, co się dzieje pierwszego maja 2004 roku, czyli zaraz po wejściu. W moim przekonaniu, poza normalnymi, naturalnymi ruchami cen, które byłyby w Unii czy bez Unii w zależności od koniunktury na rynku, te ceny nie powinny ulegać żadnym istotnym zmianom, poza częścią towarów gdzie zmieni się opodatkowanie wzrośnie. To zdaje się chodzi o usługi turystyczne, może w tym względzie to jest jedyna rzecz, która mi przychodzi do głowy, która na pewno może wzrosnąć. Papierosy mogą ulec zmianie, ze względu na zmianę opodatkowania VAT, cała reszta nie dlatego, że te towary, po pierwsze już są dostępne i one są dostępne bezcłowo w istocie w Polsce, natomiast towary produkowane w Polsce, ich ceny są oparte o rachunek kosztów, popyt i podaż, więc rachunki ekonomiczne, które nie maja nic wspólnego z Unią. Druga perspektywa, o której Pani wspomniała, to jest wejście do unii walutowej. Kiedy będzie unia walutowa dziś trudno prorokować, na pewno zaczniemy rozmowy zaraz po wejściu, musimy wypełnić kryteria. Eksperci mówią, że to może być rok 2007, 2008, będzie jeszcze na pewno bardzo wiele dyskusji na ten temat. Natomiast pamiętajmy, że wejście do strefy Euro może spowodować pewne zmiany cenowe wynikające z takiej prostej koncepcji, która miała miejsce w Niemczech. Fryzjer, który kosztował pięć marek zaczął kosztować pięć euro, co się okazało zmianą dwukrotną. U nas, mam nadzieję, ze względu na kurs, który jest cztery do jednego już taki numer, przepraszam za kolokwializm, nie przejdzie.

Mówi się o takich numerach we Włoszech, i we Francji i w tych wszystkich krajach, które przeszły na euro są droższe.

Prezydent RP:
Wie pani, są droższe, w tej części usługowej, bo wykorzystano prosty manewr, prosty przelicznik, szczególnie dla turystów, który miał płacić pięć, płaci dalej pięć tylko nie zauważył, że to już jest dwa razy więcej.

Pamiętam Francję powiem szczerze, ze te ceny mnie zaskoczyły, może dlatego, że moja pensja nie jest w euro jeszcze wypłacana.

Prezydent RP:
To jest druga perspektywa, skutki cenowe euro, myślę trzeba by mieć poważne ekspertyzy i będziemy mieli na to czas do dyskusji, bo jeszcze nie wchodzimy do Europy i nie ma tu żadnego automatyzmu. Trzecia perspektywa, to jest za lat ileś. Oczywiście trzeba przyjąć, że wejście Polski do Unii Europejskiej będzie działało wyrównująco na obie strony naszego rachunku. Czyli z jednej strony na ceny, ale z drugiej strony na płace. Na płace, na PKB i tak dalej, tylko, że jak pokazują doświadczenia Unii Europejskiej, to się nie dzieje w sposób skokowy, to się dzieje bardzo systematycznie. Hiszpanie dochodzili do średniej europejskiej przez długi czas, Irlandczycy, Pani Prezydent Irlandii jest dzisiaj w Warszawie, mówi, przez ile lat dochodzono do tej średniej i my będziemy też dochodzić. Zarówno w płacach, jak i w całym rachunku cen. Moim zdaniem nie ma żadnego powodu sądzić, że czy 1 maja 2004, czy nawet wejście do euro, choć tutaj skutków cenowych bym widział najwięcej możliwych. Choćby ze względu na manewr, o którym mówiliśmy. W dłuższej perspektywie nie ma powodu oczekiwać rewolucji cenowej. Oczywiście mogą być pewne ruchy, które w moim przekonaniu cały czas będą weryfikowane rynkiem. A ten rynek to popyt i podaż. No, jeżeli coś będzie za drogie nie będzie kupowane, jeżeli coś będzie miało być sprzedane będzie musiało być odpowiednie do popytu ceny, więc tutaj byłbym raczej spokojny. Nie rozumiem tego pytania, że coś dzisiaj można zarobić za granicą i przeliczać, bo przecież my cały czas żyjemy w otwartej gospodarce. Kursy walutowe są jakie są.

Ale to chodzi o to Panie Prezydencie, że można zarobić tysiące euro miesięcznie wyrywając szparagi....

Prezydent RP:
Ale to będzie można dalej to robić

I jak się przywiezie tysiące euro tutaj...

Prezydent RP:
...to się ma 4 tysiące złotych.

I to jest sporo.

Prezydent RP:
A co się zmieni jak wejdziemy do Unii?

Może się zmienić dlatego, że tu też będzie euro i tu też będzie za wyrywanie szparagów.

Prezydent RP:
Teraz to już Pan bardzo karkołomną konstrukcję proponuje. No jeżeli ta praca przy szparagach czy truskawkach czy gdziekolwiek indziej jest, ona pozostanie, ona będzie łatwiejsza niż do tej pory, bo przecież te rynki się będą otwierały. Jeżeli tam się zarobi tysiąc euro, to tak jak dzisiaj przyjedzie się do Polski i według kursu to będzie tyle złotych. My już nie żyjemy w epoce czarnego kursu. To było dobre kiedy dolar był niedostępny i kiedy zarobiwszy tysiąc dolarów można to było przeliczyć po sto czy ileś tam złotych. Nie to jest moim zdaniem całkowicie temat, który mija na szczęście wraz z Unią. Będziemy pracować, natomiast mogę swoją płacę prezydencką łatwo przeliczyć na euro każdego dnia według kursu dnia, Pani może przeliczyć swoją płacę. One są dzisiaj dużo niższe od tych w Unii Europejskiej. Potrzeba czasu, żeby zarówno płace dziennikarzy, choć z tego, co wiem, w TVN-ie płacą nienajgorzej, jak i prezydenckie, tu płacą gorzej, jednak one dochodziły do średniej europejskiej.

Zostawmy płace Panie Prezydencie, bo jednak...

Prezydent RP:
Ja nie chcę dzisiaj mówić o płacach.

Może Pan pytać Panie Prezydencie.
Zostawmy te role, że to my pytamy, ten rozdział ról. Spotykamy się często z takim zarzutem, tu właśnie padnie za chwilę takie pytanie, że i tak najbardziej to klasa polityczna skorzysta na wejściu do Unii, i że te korzyści już są rozdzielone.

Prezydent RP:
Mam słuchać?

Pytania telewidzów
Pytanie 1 .
To kolesie tylko będą dobrze mięli jak do tej pory. Przecież dzisiaj w Polsce nie trzeba Ameryki. W Polsce tylko 30%pracuje a 70% wegetuje. to na co nam Unia? A co nam się poprawi? A oni mają już miejsca zapewnione.

Widzę po Pana uśmiechu, że takie argumenty już Pan słyszał.

Prezydent RP.
Tak. Już wielokrotnie dyskutowałem i chce powiedzieć, że jestem absolutnie odwrotnego zdania. W moim przekonaniu wejście do Unii to jest jeden z tych projektów, który właśnie nie dotyczy elit, tylko jest projektem modernizacyjnym dla całej Polski, poprawy jakości życia,poziomu życia nas wszystkim. Oczywiście, to będzie w różnych grupach, bo to nie jest kraina powszechnej szczęśliwości i bogactwa. Ale trzeba pamiętać, że jedyną grupą zawodową, która otrzyma wsparcie finansowe od początku będą rolnicy. W postaci dopłat bezpośrednich. Że otwierają się szanse na rozwój gospodarki, a więc na miejsca pracy, na więcej możliwości dla ludzi, także młodych. Że wraz z rozwojem gospodarczym otrzymujemy szansę na poprawienie sytuacji budżetu i w związku z tym lepsze programy społeczne. A gdy mówi się o tych elitach, i zazwyczaj tu pan nie powiedział tego, ale mówi się o tych 3000 miejsc pracy gdzieś tam w Brukseli i tak dalej. No to ja mówię na to w ten sposób. Proszę Państwa, po pierwsze, byłoby czymś nienormalnym gdyby Polska rezygnowała ze swojej obecności w strukturach europejskich.

Ja to rozumiem tak. Już wiadomo, że polscy parlamentarzyści, którzy już są wydelegowani do Brukseli dostają 250 euro dziennie, ale okazuje się, że są tacy którzy nie znają żadnego języka poza polskim. czy to już nie jest ta”kolesiowatość”?

Prezydent RP.
Nie, ta „kolesiowatość” będzie trwała do 13 czerwca przyszłego roku. Ponieważ to ważne, aby to państwo usłyszeli, że Parlament Europejski jest wybierany w powszechnych wyborach. My skorzystaliśmy z pewnej bardzo miłej inicjatywy Parlamentu Europejskiego i tu były tylko dobre intencje. I tak ja chyba na każdym spotkaniu miałem pytanie o tych parlamentarzystów europejskich. Później myślałem, że po co nas zapraszali, aby zadać to pytanie, byłby święty spokój nie byłoby pytania. I to był gest, że Parlament Europejski zaprosił polski parlament wcześniej, zobaczcie, miejcie głos, powiedźcie jak wy to widzicie. To są osoby delegowane przez polski parlament, czyli osoby wybrane wcześniej w wyborach powszechnych. Ale to jest sytuacja przejściowa, ona się skończy wraz z wyborami do Parlamentu Europejskiego 13, ale myślę, że zrobimy dwa dni, więc to będzie 12 i 13 czerwca przyszłego roku. Po drugie, w Parlamencie Europejskim można mówić po polsku, bo wszyscy mają prawo mówić w językach ojczystych. I to też jest bardzo ważne, żebyśmy wiedzieli, że w Unii jest szacunek dla języków ojczystych, bo można mówić w językach ojczystych. Ale oczywiście, jak kończy się posiedzenie i pójdzie się na korytarz lub do restauracji, to lepiej znać obce języki, bo nikomu to nie zaszkodziło. Dobrze by było, aby parlamentarzyści je znali. Mam nadzieję, ze to doświadczenie zachęci ich do nauki. Ale to nie jest tak,że te 3000 osób z Polski to jest wybór dowolny, to są konkursy, otwarte kwalifikacje. Jestem przekonany, że wejście do Unii to będzie pierwsza dobra szkoła dla tych wszystkich naszych aparatów, bo okaże się, ze naprawdę potrzebne są kwalifikacje. Bo albo znasz język i przechodzisz dalej, bo nie, znasz prawo, proszę bardzo, nie znasz proszę zająć się czymś innym. W Europie nie będzie żadnej taryfy ulgowej, bo tych krajów jest dużo i każdy patrzy sobie na ręce i tam nie możliwości, żeby ktoś nie znając sprawy, nie będąc merytorycznie przygotowany, nie znając języków. Bo wystarczy pierwsze zadanie, pierwsza publiczna wypowiedź i wiadomo, czy on mówi czy nie. Znajomość języków obcych to jest taka dziedzina, w której nic się ukryć nie da. I to widać po pierwszym zetknięciu z materią.

Panie prezydencie, a teraz pokolenie, które ma chyba najmniej wątpliwości. Ostatnie pytanie. Studentki czy może przyszłej studentki.

Pytanie2.
Czy młodzi ludzie po studiach będą mogli łatwiej znaleźć pracę i czy zarobki Polaków po wejściu do Unii polepszą się?

Prezydent RP. O zarobkach mówiliśmy. Stopniowo będą na pewno się wyrównywać. To będzie powodowało też pewne problemy. Ja rozmawiałem ostatnio w Salzburgu na spotkaniu prezydentów z przedstawicielami biznesu, którzy mówili, że szansą krajów wchodzących są niskie koszty. A myśmy im tłumaczyli, to prezydent Klaus mówił, że pamiętajcie, że to jest na razie nasza przewaga, ale krótkotrwała. Przecież te niskie koszty to jest coś na co dzisiaj można liczyć, ale to się będzie wyrównywało. Za 10, za15 lat na pewno przestanie to być jakikolwiek argument w rękach Polski. Już teraz widać ,że szwalnie przeszły z Polski na Ukrainę, dalej do Wietnamu, że produkcja tych najprostszych rzeczy typu drewniane panele ona też przesuwa się na Białoruś i tak dalej, tam są koszty niższe i tak już jest świat urządzony, że tak to wygląda. Także zarobki w Polsce będą szły do góry, ale oczywiście tempo wzrostu będzie zależało od rozwoju. Im wyższy będzie rozwój im będzie więcej konkurencyjności polskiej gospodarki, zarobki będą mogły szybciej wzrastać, choć oczywiście osiągnięcie średniej europejskiej to są długie lata, kilkanaście co najmniej albo i więcej lat, a nie rok czy dwa. Jeśli chodzi o pracę dla młodzieży, rynek się otwiera, Mamy co prawda okresy przejściowe 7-letnie, głównie Niemcy chcą tego pilnować, ale większość krajów już rezygnuje. Ostatnio mieliśmy chyba udane rozmowy z Włochami, którzy są gotowi otworzyć ten rynek, Skandynawowie. Pamiętajmy, ze Polska ma tę przewagę, że ma wielu młodych ludzi. W krajach zachodu jest społeczeństwo dużo starsze i rynek pracy, tak samo jak rynek konsumpcji, tych 450 milionów ludzi. My po rozszerzeniu będziemy jednym z największych terytoriów na świecie, mówię o całej rozszerzonej Unii Europejskiej. To będzie po Chinach, po Indiach, ale przed Stanami Zjednoczonymi w sensie wielkości terytorium i wielkości ludności. Więc oczywiście miejsca pracy tak, ale pamiętajmy, że będą się liczyły przede wszystkim kwalifikacje, więc chciałbym bardzo żeby młodzi Polacy to wzięli pod uwagę, żeby się kształcili, żeby właśnie nauczyli się języków obcych, o których mówiliśmy. To jest szansa.

Panie Prezydencie, jest takie oczekiwanie, że do referendum różne sprawy zostały zamrożone, że po referendum coś się zmieni, coś się ruszy, jest takie oczekiwanie, że Pan da do tego sygnał. My żeśmy dla Pana nagrali kilku polityków, którzy właściwie się z takim przesłaniem do Pana zwracają.

Prezydent RP:
Oni się codziennie zwracają

J. Kalinowski- PSL. W polityce jeśli chodzi o państwo sentymentów nie ma. Dzisiejsze notowania rządu i samego premiera wskazują na to, że chyba nie da rady z tym rządem, z tym premierem realizować tych bardzo trudnych decyzji, związanych z naprawą finansów państwa i wsparciem naszej gospodarki.

D. Tusk- PO. Dla dobrego przygotowania Polski do UE na pewno taki nowy gabinet, fachowy, a nie polityczny jest niezbędny. I tutaj większa twardość i zdecydowanie ze strony Pana prezydenta wydaje się konieczna.

Celiński- SLD. Zakładam, że referendum będzie wygrane i wówczas mi się wydaje, że się trochę zmieni, dlatego, że z pewnością samo SLD poczuje satysfakcję, ludzie się troszkę uwolnią z tej presji- wejdziemy nie wejdziemy do Unii Europejskiej, będzie nastrój optymizmu, będzie przestrzeń dla zmiany, tym bardziej, że jest ona konieczna, ze względu na wykorzystanie akcesji.

No właśnie da Pan sygnał do zmian?
Będzie Pan twardszy?

Prezydent RP:
Nie. Ja dwie rzeczy chciałbym odrzucić, twardszy, nietwardszy i sprawy personalne, bo zajmuje bardzo dużo uwagi, ale jest mimo wszystko wtórne. Co już się stanie, co mogę zapowiedzieć, bo mówiłem o tym, że 9 czyli zaraz po referendum rozpocznę konsultacje ze wszystkimi ugrupowaniami parlamentarnymi, które zajęły stanowisko proeuropejskie, bo też zakładam, że wynik będzie dobry. No, bo gdyby był zły tym bardziej konieczne będą konsultacje, bo znajdujemy się w nowej epoce w pewnym sensie. Natomiast gdyby wynik był dobry, w co wierzę głęboko rozpocznę konsultacje. Chcę je rozpocząć od premiera Millera i szefa SLD, później z kolejnymi liderami. Co jest celem tych konsultacji? To nie dyskusja o premierze, ja znam stanowisko opozycji i dziwiłbym się gdyby było inne. Zdaję sobie sprawę, że SLD ma tutaj istotne wydarzenia przed sobą, musi zająć stanowisko, musi ocenić tę sytuację. Jako prezydent ja chcę zapytać o następujące kwestie: plan przygotowań do akcesji, ponieważ zauważyłem pewne niebezpieczeństwo, że referendum, referendum, trochę jak ten zawodnik, który przekroczył linię mety, teraz już sanatorium, leczenie kontuzji, zbieranie sił do kolejnego biegu.

Ale tak to wygląda

Prezydent RP:
A to źle, i to chcę od razu powiedzieć. Tak nie może być. Dlatego, że 9 my musimy zacząć ten ostatni etap przygotowań, który już jest mniej spektakularny, za to nie mniej trudny. To jest przygotowanie wszystkich elementów do akcesji, żeby 1 maja wejść do Unii jako kraj przygotowany, skorzystać z tego co Unia nam daje i żeby, przepraszam, że tak kolokwialnie, nie wyjść ”na idiotów”, wobec własnego społeczeństwa jak i Unii. Jeżeli się okaże, że jesteśmy tak przygotowani, Unia chce nam dawać środki, a my nie potrafimy z nich korzystać to w obie strony jesteśmy niepoważni. Ci Polacy tak walczyli, w Kopenhadze wręcz spowodowali, że uczestnicy kolacji z królową nie zjedli, a dzisiaj nie potrafią z nich skorzystać. Drugi- reforma finansów publicznych, trzeci- budżet 2004.Wybory, czy przyspieszamy, i jaki jest stosunek do tego projektu wyborów wspólnych europejskich i wewnątrzkrajowych i oczywiście większość parlamentarna. Dla takiego działania można uzyskać istotną większość parlamentarną, niekoniecznie w rozumieniu większości koalicyjnej, ale wsparcia dla projektu. Ja najdalej jestem od formuły rządu fachowców, i tu zgadzam się z tym co wczoraj chyba w waszym programie mówił pan Bielecki. I on ma rację, rządy fachowców mają sens jeśli mają silne oparcie polityczne. Rząd fachowców, który ma rację, ale nie ma poparcia jest bezsensowny i frustrujący i dla tych którzy są w rządzie, i dla nas wszystkich. My musimy dzisiaj stworzyć taki układ polityczny, który poprze trudne i niezbędne decyzje i do tego trzeba znaleźć właściwych wykonawców personalnie.

No ale Panie Prezydencie, źle się dzieje w SLD i to zauważają sami członkowie, ja Panu zacytuję wypowiedź Pan Cimoszewicza” Zapomnienie o tym , że w Polsce mieszka blisko 40 milionów ludzi, działaczom partyjnym wydaje się, że Polska jest ich, że ważne funkcje publiczne mogą być obsadzane wyłącznie przez działaczy partyjnych bądź ich bliskich”. To jest w odniesieniu do byłego ministra zdrowia po tym co się wydarzyło w bliskim Panu sercu miejscu, bo tam na Rozbrat spędził Pan trochę czasu przecież. Za Pana czasów się tam nie zdarzały takie rzeczy

Prezydent RP:
Niech pan nie łączy tych dwóch rzeczy, bo zaraz się okaże, że jeszcze brałem w tym udział.

Nie, nie było to moją intencją. Broń Boże. Ale jest coś takiego, że jednak pan Łapiński został w jakiś sposób przez premiera namaszczony, teraz na funkcję przewodniczącego na Mazowszu. Gdyby nie to, że Pan Leszek Miller się za nim opowiedział nie miałby tej funkcji. Dziś widać jak z niej korzysta, chyba nie najlepiej. Czy to w jakiś sposób nie obciąża właśnie Pana Leszka Millera, czy te słowa nie dotyczą jego właśnie

Prezydent RP.
Ja bym powiedział tak. Oczywiście to wszystko obciąża SLD i SLD musi sobie z tym poradzić. Po drugie bardzo się cieszę, że tak ważni ludzie dla SLD, jak Pan minister i premier Cimoszewicz mówią o tym, bo trzeba o tym mówić. Jedną ze słabości, którą ja obserwuję od wielu, wielu miesięcy jest, że mówi się wokół, a we wnętrzu się nie mówi. A przecież partia wtedy żyje, jeżeli o trudnych sprawach się mówi w środku, szuka się rozwiązań. Również pewne takie napięcie wewnętrzne eliminuje i pewne postawy i zachowania ludzi także. Co tu dużo mówić. Partia to jest duże zbiorowisko, są tam ludzie wspaniali, ale też i nie nadający się, i trzeba po prostu znaleźć mechanizmy, nie tylko, że jak już wszystko wybuchnie coś z tym robić, ale dużo wcześniej eliminować pewne postawy, które są po prostu niezdrowe. Teraz SLD wie, że jest w ważnym momencie, bo doprowadziło do referendum, myślę, że wynik będzie zadowalający i jest pytanie o przyszłość. Ja oczekuję poważnych odpowiedzi ze strony tego grona. Dzisiaj tak jak mówiłem wielokrotnie można wiele rzeczy złych mówić o SLD, ale niczego dobrego bez SLD zrobić się nie da. To jest prawie 200 parlamentarzystów, ogromna siła i SLD musi być uznawane jako istotny partner we wszystkich działaniach, które są podejmowane. Mają ten mandat z wyborów i tego nie można w żaden sposób zakwestionować.

Tylko partnerów im brakuje.

Prezydent RP.
No, ale partnerzy być może się pojawią gdy będzie też w samym SLD koncepcja i przełamania tych trudności i tych niewątpliwych patologii, które mają miejsce.

Ale sam Pan przyznał, że to ludzie, ludzie są ważni. Czy wybiera się Pan na kongres SLD?

Prezydent RP.
Nie. Ja przyjąłem w ogóle zasadę.

Ale został Pan zaproszony?

Prezydent RP.
Nawet nie wiem czy jestem zaproszony, być może jestem zaproszony, na pewno jestem zaproszony. Natomiast ostatnio wysyłałem listy, ponieważ tak w stosunku do różnych partii się zachowuję. Natomiast wierzę, że SLD takiej głębokiej i wewnętrznej analizy dokona, niektóre postawy muszą być zrecenzowane, skrytykowane i wyeliminowane. Mówię to wprost. Dla wielu ludzi z SLD nazwiska, które Pan wymienia nie biorą się z SLD. Są to ludzie, którzy pojawili się w tym SLD w jakiejś ostatniej chwili, to jest ten zaciąg trochę przedwyborczy. Ja mam oczywiście na to trochę inne spojrzenia, bo należę do grona weteranów, jeszcze SdRP-owskich, jak SLD przyszło ja do tej partii nie należałem. Moja przygoda partyjna skończyła się wraz z Socjaldemokracją Rzeczypospolitej Polskiej, ale wiem że inaczej powstawało SdRP, to była partia niejako skazana na lata opozycyjności a inaczej formowało się SLD gdzie była wiara, jak słusznie się okazało w zbliżający się sukces. Potrzeba takiej wewnętrznej dyskusji szybkiej , nie wolno z nią zwlekać. Wierzę, że liderzy SLD, głos Pan Cimoszewicza jest dowodem myślą o tym, stawiają diagnozę prawidłowo, Pan Celiński to samo, wielu innych to samo, bo przecież spotykam się z nimi w różnych sytuacjach. Chodzi o to aby z tych indywidualnych sądów wyszła poważna dyskusja wewnątrzpartyjna. Decyzje, które muszą pokazać, czy SLD jest zdolne do wyciągnięcia wniosków i to poważnych.

I Pan wierzy, że ludzie uwierzą iż jak się okaże, że się nie zmienia przewodniczący i premier, to czy ludzie uwierzą, że się coś w ogóle zmieni w państwie, w stylu rządzenia, w stylu sprawowania władzy?

Prezydent RP:
To pytanie do SLD, co zrobi, żeby zmienić styl rządzenia, głębokie muszą być zmiany, nie tylko w zachowaniu, nie tylko w obyczaju, nie tylko w doborze kadrowym ,ale i też w kontakcie z otoczeniem. Mówiłem o tym ,ale powtórzę jeszcze raz państwu. Ja myślę, ze jednym z powodów poważnych błędów popełnionych przez SLD było niezrozumienie czym jest poparcie ponad 40% w wyborach parlamentarnych. Żadna partia w Polsce nie miała takiego poparcia, i to jest poparcie tak wielkie, że wręcz wymagające nadzwyczajnej samokontroli. To jest trochę jak z tym koniem, im wyższy tym upadek bywa bardziej niebezpieczny i boleśniejszy. Rozczarowania tak wielkiej milionowej rzeszy wyborców są poważnym problemem, tego się nie da po prostu załatwić kosmetyką, to musi być i poważna dyskusja co do diagnozy i środków zaradczych również.

Ale ucieka Pan od odpowiedzi

Prezydent RP:
Uciekam i nie dogonicie mnie.

Ja spróbuję jeszcze kawałek pobiec. Pan powiedział Panie Prezydencie, żeby nie strzelać do tego rządu, zwłaszcza przed referendum, Trybuna strzela do Pana i domaga się, bardzo wyraźnie aby stanął Pan przed komisją śledczą.

Prezydent RP.
Wie pani, różne gazety różne rzeczy piszą, Trybuna od pewnego czasu i łączę to ze zmianą redaktora naczelnego prowadzi jakąś tam batalię.

Ale to był celny strzał, ten w Pana stronę.

Prezydent RP:
Nie, nie sądzę. Po pierwsze komisja jest w tej kwestii suwerenna, po drugie podejmie decyzje jak powiedziała po kolejnych przesłuchaniach premiera. Jeżeli decyzja będzie, ona ma też swoje konsekwencje prawne, wymaga później, jeśli byłbym powołany to trzeba to z punktu widzenia prawnego ocenić. Niczego więcej nie chcę w tej sprawie dodawać poza jednym: komisja wysoka wie i co państwo wiedzą, złożyłem swoje zeznania w prokuraturze, one są dostępne członkom komisji i ja nie mam nic więcej w tych kwestiach do dodania. Tyle. Pytanie kolejnych przesłuchiwanych o moje motywy, o moje stany myślenia i tak dalej…

Może lepiej zapytać Pana?

Prezydent RP.
To nie ma nic do rzeczy, bo cała faktografia jest znana, to na tej samej zasadzie możecie państwo przeprowadzić kolejny wywiad na ten lub podobne tematy. I będziecie znali mój sposób myślenia i stany ducha . Natomiast w sensie materialnym to co powiedziałem jest znane komisji i nie widzę wielkiego sensu takiego spotkania, ale mówię: tu komisja jest suwerenna i tyle.

Ale wracam jednak do sprawy SLD. Zawsze Pan mówił, ze ma serce po lewej stronie, to chyba jest zgodne z prawdą.

Prezydent RP:
Medyczną

Ostatnio medycyna ma cos wspólnego z polityką. Moje pytanie jest takie. Pana pojawienie się na kongresie, może jakiś apel po kongresie dla tej części sceny politycznej jest bardzo ważny. Nie jest tak ,że to co Pan powie, lub napisze w liście do kongresu to przejdzie mimo uszu. Czy Pan chce z tej broni, czysto politycznej, bo konstytucyjnej Pan nie ma, żeby coś zmienić, ale z czysto politycznej broni chce Pan skorzystać czy Pan się powstrzyma?

Prezydent RP.
Wie Pan, będę rozmawiać ze wszystkimi partnerami politycznymi, natomiast ja doskonale zdaje sobie sprawę, ze każda partia ma wnętrze i ona musi dojrzewać. I to nie jest tak ,że można do jakiejś partii przyjść i powiedzieć, że to jest jedyna słuszna droga, dlatego ,że jeżeli nie ma co do tego przekonania to i skutek będzie umiarkowany. Pan mówi o kongresie SLD, do którego jak rozumiem jest jeszcze sporo czasu. I nie sądzę, że ten cały czas do kongresu moglibyśmy przeznaczyć na takie pytanie, a będzie inicjatywa, a nie będzie inicjatywy, a coś zrobimy a czegoś nie zrobimy. Moim zdaniem już 9 czerwca po referendum , po ważnym egzaminie my musimy rozmawiać dalej, szukać pomysłów. I jestem absolutnie przekonany, ze z pomysłami wyjdzie pan premier i SLD i rząd.

Skąd takie przekonanie, te pomysły są teraz gdzieś u Pan schowane.

Prezydent RP.
Przekonanie bierze się stąd, że ja nie wyobrażam sobie poważnych ludzi, którzy mówią, teraz to czekamy na referendum, a teraz to czekamy na kongres SLD, a później to już są wakacje. A później zbierzmy siły, później po wakacjach, później rok szkolny, to zajmiemy się dziećmi, a później Boże Narodzenie.

Takie małe pytanie na koniec.

Prezydent RP:
Zdaję sobie sprawę ze słabości świata politycznego, ale Proszę Państwa moje doświadczenia pokazuje, ze ten świat polityczny ma poczucie odpowiedzialności, to nie jest tak ,że oni nie słuchają nas, was, nie czytają gazet. Nie słuchają opinii publicznej, czasami brakuje koncepcji jak z niektórych kłopotów wyjść, jak zaproponować programy dobre. Wie pani jak się słucha debaty o reformie finansów publicznych to to nie jest taka dyskusja, że można powiedzieć, że ten ma rację ,a ten nie, to jest na pewno dobre a to złe.
Rozmawiam z wieloma ekonomistami, nie tylko z rządu, i znalezienie recepty to jest trochę jak, że użyję porównania medycznego. Coś jednak jest w powietrzu z tymi lekarzami. to jest takie konsylium medyczne, można tak można inaczej, dopiero po zakończeniu kuracji widać co było złe co dobre.

Zostawmy politykę politykom po ostatnich doświadczeniach Panie prezydencie ale wróćmy do sprawy referendum. Gdyby Pan miał typować frekwencję ile by Pan dał, ile będzie w niedzielę? Odtworzymy to w niedzielę.

Prezydent RP:
Ja mam swoje typy. Nie mogę, to jest to ograniczenie prezydenckie, że nie mogę z dwóch względów.

Jeszcze dziś można.

Prezydent RP:
Właśnie nie mogę, bo muszę troszczyć się o prestiż prezydenta, bo jak się pomylę to prezydent się nie zna. A, jak powiem prawdę, to życzliwi powiedzą, że jestem prorokiem, a nieżyczliwi, że referendum było sfałszowane.

To Pan musi grać w toto lotka.

Prezydent RP:
Grywam w toto lotka rzadko, jeszcze niczego nie wygrałem, a jeśli chodzi o frekwencję, to są różne rzeczy związane z reakcjami społecznymi. Do tej pory się nie myliłem. Po programie mogę Państwu powiedzieć ale zupełnie prywatnie.

Czy prześladuje Pana czasem 49 procent, taki koszmar?
49,5...

Prezydent RP:
Nie, nie tu jestem dość spokojny.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.