przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Zwykle w końcu roku próbujemy dokonać jakiegoś bilansu spraw którymi żyła Polska, a jak to zwykliśmy mówić żyjemy w ciekawych czasach, a więc i tych spraw było mnóstwo i to bardzo wielkiego kalibru. Wzięliśmy udział w wojnie, teraz pomagamy stabilizować Irak i budować tam demokrację, Polacy zdecydowali w referendum o przystąpieniu do UE, Unii, która próbuje pisać swoją Konstytucję, a akurat ta praca jakoś nie idzie najlepiej.

Panie Prezydencie przejdźmy do spraw Polski. Prawdopodobnie ten rok przejdzie do historii jako rok komisji śledczej przede wszystkim. Czy podziela Pan ten pogląd?

Prezydent RP:
Myślę, że to jest dość oczywiste. Rok 2003 w historii Polski będzie miał trzy takie znaki choć one oczywiście są różnej wartości i różnie wpływają na naszą przyszłość, ale to jest na pewno referendum europejskie i decyzja o wejściu do Unii. Inaczej byśmy rozmawiali gdyby tego wejścia nie było, nawet przy tych kłopotach, które były w Brukseli. Po drugie to jest nasze zaangażowanie w koalicji antyterrorystycznej i udział w akcji stabilizacyjnej w Iraku. I trzecie, to jest komisja śledcza i Rywin. Czyli gdyby powiedzieć w największym skrócie rok 2003 dla historyków, którzy będą wiele lat później pisać to była: Europa, Irak, Rywin.

Panie Prezydencie czy po aferze Rywina polskie elity polityczne otrzeźwieją?

Prezydent RP:
Ja myślę, że to będzie miało znaczenie, że na pewno takiego faktu nie wolno zbagatelizować. Ja wierzę w to, że i działalność komisji śledczej i ten dzwonek, alarm, można powiedzieć dzwon ostrzegawczy jaki zabrzmiał będzie przeanalizowany i spowoduje, że będzie więcej troski. Można mówić o różnych sprawach od procesu legislacyjnego poczynając, poprzez relacje na spotkaniach biznesu i polityki, poprzez więcej etyki w działalności czy to politycznej czy gospodarczej. Więcej ostrożności, mniej takiej radosnej, że tak powiem woli kontaktowania się i szukania spotkań z innymi. Być może w sensie towarzyskim następne lata ucierpią na tym, ale państwo jako miejsce gdzie reguły musza być czytelne, przestrzegane, choć na pewno nigdzie nie są doskonałe, ale powinniśmy się starać żeby były jak najlepsze, w tym sensie może zyskać.

Może wymiar sprawiedliwości będzie mniej dramatycznie niewydolny?

Prezydent RP:
Wymiar sprawiedliwości niestety nie zależy od jednej, drugiej czy trzeciej afery. Przecież my wiemy jak długo ciągnęła się sprawa FOZZu, wiemy jak wyglądają inne kwestie. Wymiar sprawiedliwości wymaga naprawdę poważnego potraktowania ze strony Parlamentu gdy chodzi o środki finansowe, o prawo, które jest stanowione. Rząd musi dużo bardziej zadbać o wymiar sprawiedliwości, a sam wymiar sprawiedliwości musi zadbać o jakość swojej pracy. Bo nie może być tak, że my nie możemy doczekać się sprawy, która jest dosyć prosta czyli dwuzmianowości sądownictwa. Tego żeby było więcej tam po prostu pracy, żeby zdjęcie czegokolwiek z wokandy powodowało pewne uczucie dyskomfortu u sędziego czy u sekretarz sądu, a nie było problemem świadków zawołanych na ten dzień, adwokatów, sędziów, prokuratorów, którzy w tym wszystkim uczestniczą. Otóż jestem absolutnie przekonany, że jeżeli Polska chce rzeczywiście być państwem prawa to musimy najbliższe lata poświęcić podwyższeniu jakości wymiaru sprawiedliwości pod każdym względem. A więc lepsze kadry, więcej troski o te kadry, lepsza praca sądu, więcej pieniędzy na sądy, lepsze instytucje.
Sądy są często uwikłane w prawo, które jest źle stanowione i tu już nie można powiedzieć, że sędzia jest zły, nawet sędzia Trybunału Konstytucyjnego, który ma na biurku prawo, które jest ewidentnie fatalne. To jest na pewno jeden z wniosków poważnych tego już prawie 15-lecia polskiej reformy, że poza tworzeniem instytucji demokratycznych trzeba zdecydować się na istotne wzmocnienie władzy sądowniczej. Tym bardziej, że władza medialna jest silna - ta czwarta władza jest bardzo silna. A jeśli chodzi o władzę ekonomiczną to tez ona jest oparta o zasady rynkowe, które oczywiście konfrontują się w międzynarodowej konkurencji, ale tu tez nie możemy Polsce zarzucić brak wolności ekonomicznej. Gdyby Polsce zarzucać dzisiaj jakieś istotne niedoskonałości to na pewno nieskuteczność czy mała skuteczność systemu instytucji demokratycznych i bardzo mała skuteczność instytucji sądowniczych.

Mówił Pan Panie Prezydencie przed chwilą o prawie, zasadach i wartościach, które tak naprawdę powinny lec u podstaw w tworzeniu ustroju czwartej Rzeczypospolitej, a nie boi się Pan w kontekście swoich ostatnich słów o losy polskiej demokracji?

Prezydent RP:
Myślę, że czwarta Rzeczpospolita tak długo jak ma być takim postulatem, który uważamy, że otworzy jakąś nową epokę po przejściu istotnych progów to ja nie widzę w tym nic złego i sam zresztą mówiłem o tej czwartej Rzeczypospolitej, że gdy Polska będzie zmieniała Konstytucję czy będzie przyjmowała nową Konstytucję już po wielu latach swej praktyki w UE, to będzie być może dla wygody łatwiej nazwać to czwartą Rzeczypospolitą. Natomiast kiedy ja słyszę o hasłach czwartej Rzeczypospolitej, które w dużej mierze sprowadzają się do przekreślenia dorobku III Rzeczpospolitej to jestem przeciw, bo dla mnie to ciągle pachnie taką koncepcją rewolucyjną, która każe budować na zgliszczach, każe budować na całkowitym odrzuceniu tego co się stało. Oczywiście ktoś powie: Prezydent, który 8 lat pełni urząd nie może powiedzieć inaczej, ale ja to mówię z najgłębszym przekonaniem. Polska zmiany, Polska po 1989 roku, Polska, która przeszła całą tę drogę czyli ta III Rzeczypospolita jest godna szacunku przy wszystkich swoich słabościach. Myśmy naprawdę osiągnęli dużo więcej niż inne kraje, naprawdę jesteśmy w lepszym miejscu niż inne państwa, które weszły na tę drogę w tym samym czasie. My epatujemy się różnymi problemami i słusznie, bo trzeba o nich mówić, ale nie różnimy się tym ani od Czechów, ani od Węgrów. Nie różnimy się także od wielce doświadczonego świata zachodniego, gdzie też tego rodzaju problemy występują. My jesteśmy bliscy narzucenia sobie takiej tendencji, że jeżeli występuje korupcja to tylko w Polsce, jeżeli mamy złe urzędy to tylko w Polsce, jeżeli jest gdzieś coś źle to tylko w Polsce. Nie, już nie bądźmy aż tak ambitni, naprawdę tak nie jest tylko w Polsce.

Ale ostatnie notowania Amnesty International to jesteśmy, jeżeli chodzi o korupcję już za Białorusią Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
Za Białorusią być może, dlatego, że dyktatury dużo lepiej radzą sobie z korupcją niż systemy demokratyczne. Dla mnie Białoruś nie jest żadnym przykładem. Ale jak rozmawiamy o korupcji to pamiętajmy, że te zjawiska przecież mają swoją łączność również ze światem zewnętrznym. To nie jest tak, że w Polsce wszyscy chcą brać, bo jeszcze ktoś musi chcieć dawać. Ktoś musi przyjechać, ktoś musi walczyć o swój przetarg. To są zjawiska o charakterze ogólnoświatowym, globalnym można powiedzieć. Ja chętnie dołożę do tej wspólnej walki, którą prowadzimy z terroryzmem, z zorganizowaną przestępczością, z prostytucją, narkotykami chętnie dołożę jeszcze do tego walkę z korupcją. Korupcja niestety ma charakter ogólny. Oczywiście to nie znaczy, że ona ma prawo w Polsce być, my musimy czynić wszystko żeby procedury, żeby działania urzędów były takie żebyśmy mogli skutecznie z tym walczyć. Natomiast tez nie wpadajmy w jakąś przesadę i nie uważajmy się za jedyny kraj, który ma skłonności do korupcji, bo to nieprawda. Natomiast oczywiście procedury nieprzejrzyste to powodują, oczywiście mamy Rywina, mamy gry losowe, mamy lobbystów w Sejmie i z tym wszystkim trzeba walczyć i to walczyć tak, żeby zostało to ostatecznie wyeliminowane.

Wierzy Pan w skuteczność tej walki?

Prezydent RP:
Oczywiście, że wierzę w skuteczność nawet jeśli ta skuteczność ma być tak rozumiana, jak z trawnikiem, że trzeba go przystrzyc bardzo nisko, później będzie odrastał, ale to trochę jeszcze będzie trwało. Uważam, że rok 2003 i rok 2004 to musi być ścinanie tego, czy wycinanie tych patologii tak głęboko jak się da. Rak też ma to do siebie, że wznawia się i też musimy wiedzieć, że ta walka jest często na końcu zupełnie nieudana, ale walkę trzeba prowadzić i wierzę, że Sejm, że wszystkie siły polityczne nie tylko deklarują gotowość tej walki, ale po prostu ją podejmą. Bo to nie jest tak, że jedna partia skazana jest na tę chorobę, a inne są wolne od tego.

Ale jeszcze trochę ponarzekajmy. Powiedział Pan, że to jest trochę nasza przywara bo w innych krajach tez nie jest tak dobrze, ale chyba tak niskich notowań jakie ma nasz rząd w społeczeństwie - dzisiejsze badania: 84% Polaków źle ocenia rząd - to jednak jest dość szczególny przypadek.

Prezydent RP:
To też nie jest specjalnie szczególne. Ja czytam prasę niemiecką regularnie. Dzisiaj oceny rządu Schroedera są na poziomie dwudziestu paru procent. Bez żadnej szansy na rządzenie. CDU we wszystkich badaniach ma więcej niż 50% itd. Gdybym miał dalej szukać w głowie opinii na temat innych rządów to one są raz lepsze, raz gorsze. Badania opinii publicznej są ważnym wskaźnikiem dla rządzących, ale nie są wyrokiem dla rządzących, bo wyrokiem dla rządzących są wybory i martwi mnie to, że w Polsce tak wiele uwagi zwracamy na badania, które najlepiej gdyby były tak jak to Niemcy robią. Niemcy dużo bardziej, że tak powiem, zracjonalizowali tę sprawę ponieważ te badania ukazują się w poniedziałek rano co tydzień. To jest tak jak prognoza pogody - będzie deszcz, będzie wiatr, śnieg, będzie słońce, będzie ładnie, będzie brzydko. I one są traktowane jako ważny wskaźnik, ale wokół tego nie trwa żadna debata. W Niemczech nikomu nie przyszło do głowy, żeby w trakcie kadencji na podstawie sondaży formułować wniosek, że ktoś musi odchodzić. Bo on ma inne zadania, on ma skończyć kadencję. A błędem było to co robiło SLD poprzednio, mówiąc, że Premier Buzek powinien odchodzić, bo ma złe sondaże i błędem jest to, co mówią dzisiaj w opozycji, że ponieważ sondaże są złe to trzeba odchodzić. Nie ma takiego związku.

Odejdźmy od debaty czy rząd powinien odchodzić czy nie, ale zastanówmy się w takim razie jeszcze krótko nad stylem rządzenia.

Prezydent RP:
A to jest zupełnie inna sprawa. Dobrze, że Pan wraca do tematu. Dlaczego? Dlatego, że tak naprawdę rząd powinien zastanowić się, co zrobić żeby Polska po czterech latach ich rządów była lepsza, silniejsza, bardziej licząca się w świecie, rozwiązująca swoje społeczne problemy, a niekoniecznie bardzo popularne. Zresztą na popularność nie ma metody. Mamy zakodowane, że trzeba mieć bardzo dobre wyniki gospodarcze, żeby wygrywać wybory. Premier Cimoszewicz miał świetne wyniki gospodarcze, najlepsze w historii. Przegrał wybory. Wim Kok, premier Holandii miał najlepsze wyniki gospodarcze, jakie w Europie ktokolwiek miał w tym roku i też przegrał wybory. I teraz Pańskie pytanie: dlaczego? Bo liczy się nie tylko wynik, nie tylko statystyka, ale także styl rządzenia, także zmęczenie ekipami rządzącymi, także umiejętność komunikowania się ze społeczeństwem, także umiejętność przekonywania ludzi do trudnych zadań, które są przed nami, także organizowanie tego zaplecza społecznego w jakimś szerszym tego słowa znaczeniu. A później liczą się jeszcze przypadki i los, bo nie da się wymyślić powodzi, nie da się wymyślić upadku helikoptera, nie da się wymyślić dziesiątków innych rzeczy, które wpływają na nastroje i to trzeba wiedzieć, że ta rzecz jest w polityce. Dlatego polityka jest trudniejszą sztuką, aniżeli wiele innych, bo tu jest tak dużo niewiadomych. Symfonia ma swój początek, środek i koniec, ją można by opisać w nutach. Polityki nie da się opisać w nutach nawet, gdyby się ją chciało grać jak najpiękniej. Ona ma bardzo wiele elementów nieczytelnych, niejasnych, nieprzewidywalnych. Więc gdy Pan mnie pyta o ten rząd i ten styl rządzenia, to ja uważam, że jest najwięcej potencjału do zmian, to jest najwięcej przestrzeni do tego, żeby zaprezentować w najbliższym czasie i w sposób w miarę bardziej komunikatywny, bardziej czytelny, właśnie wolny od jakichkolwiek podejrzeń, afer, skupiony na sprawach państwowych wolny od jakiegokolwiek egoizmu, czy to grupowego, czy to partyjnego. Oby tak się stało.

Pan Prezydent wspomniał o weryfikacji wyborczej. W połowie przyszłego roku czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego. Jakie wewnętrzne wnioski po tych wyborach powinny być wyciągnięte w efekcie ich rezultatu?

Prezydent RP:
Wie Pan, ja myślę, że to jest bardzo ważna kwestia i moim zdaniem w Polsce prawdziwy spór toczy się o jedno. Mianowicie, czy te wybory europejskie mają być wyborami, w których wyłaniają najlepszą polską ekipę, jaką możemy mieć, żeby dobrze reprezentowała nas w Europie i w sposób umiejętny myślała o sprawach wspólnych, czy chcemy je potraktować jako kolejne prawybory przed wyborami polskimi. Czyli rodzaj "przedmeczu" przed meczem. Czyli juniorzy grają przed meczem seniorów. Boję się, że tak będzie, ale boję się, że to będzie źle. To jest moim zdaniem koncepcja najgorsza z możliwych. To będzie sondaż, oczywiście lepszy niż te sondaże, o których Pan wspominał, bo nie na tysiącu osób, dwóch tysiącach tylko na kilku milionach, ale oczywiście mniej ważny aniżeli wybory, bo jak wiadomo frekwencja w wyborach europejskich jest niższa niż w wyborach parlamentarnych. I to, co ja bym chciał zaproponować, o czym mówiłem wielokrotnie, to żeby jednak wybory europejskie potraktować poważnie, żeby uciec od tej koncepcji prawyborów polskich, a zastanowić się nad jak najlepszą reprezentacją Polski w Parlamencie Europejskim, żeby tam z różnych list znaleźli się ludzie, którzy nie znajdują się tam, bo mamy ich dość we własnej partii, czyli wysyłamy na luksusową emeryturę. Tylko żeby się znaleźli ludzie, którzy mają poglądy, mają mandat, mają znajomość języków, mają kontakty międzynarodowe. Nam potrzeba i to widać w ostatnich dniach bardzo wyraźnie, nam potrzeba rozpychania się w tej Europie nie tylko w machaniu szabelką, o czym mówiliśmy, ale także argumentacją, która musi się odbywać codziennie, która musi być obecna w Brukseli, w Strazburgu, gdzie się da, gdzie się da. Ja to wiem ze swoich dawnych lat, zdobycie pozycji europejskiej wymaga czasu, cierpliwości i naprawdę dużych kompetencji. Podczas gdy wielu moich kolegów politycznych w Polsce sądzi, że wystarczy przykleić sobie tutaj białego orzełka, napisać Poland, albo Poloni i już, że tak powiem, będzie traktowany z najwyższą powagą. No niestety, ale to jest mało. Nawet nie wystarczy założyć krawata w biało-czerwone barwy, bo to też nie wystarczy. To trzeba mieć argumentacje, znajomości, czas, także gest w stosunku do tych ludzi, bo nie można bywać tylko u nich na przyjęciach, samemu też trzeba wydać od czasu do czasu jakąś kolację. Tak wygląda współczesny świat. Jeżeli nie przyjmujemy tych zasad to trochę jesteśmy prowincjonalni.

Czy będzie się Pan angażował w te wybory, bo wielu pyta: tak, czy nie?

Prezydent RP:
Będę, będę, oczywiście, że będę.

Panie Prezydencie, ale wspominał Pan o tym, że do Parlamentu Europejskiego powinni wejść tacy ludzie, których nie będziemy się wstydzić, ale żeby tacy ludzie do Parlamentu weszli ktoś musi pójść głosować. Ale koszula z kolei bliższa ciału. Teraz Polskę męczą konflikty społeczne, które mogą uniemożliwić i tę obywatelską postawę, o którą Pan przecież zabiegał i również fakt, by w przyszłym roku i sytuacja rządu Leszka Millera, sytuacja gospodarcza Polski, sytuacja tych ludzi poprawiła się. Czy istnieje jakiś impuls, jakiś wspólny cel, który mógłby zjednoczyć i tych, którzy protestują, i tych, którzy muszą wykonać te najważniejsze reformy?

Prezydent RP:
Polska jest na pewno w momencie, w którym są oznaki nadziei, także dla tych, którzy przychodzą protestować. Dziś pod moim Pałacem byli to policjanci i straż graniczna. To są górnicy, to są kolejarze, to są różne grupy społeczne. Jakie to są oznaki nadziei? Pierwszy: To jest jeszcze w Polsce bez Unii Europejskiej istotny impuls wzrostu gospodarczego. Trzy i pół, czy trzy i siedem procenta wzrostu gospodarczego, wzrostu krajowego brutto. To jest dużo więcej niż ma ktokolwiek w Europie. Niemcy skończą na poziomie 0 proc., inni skończą na poziomie 0,1 proc., my mamy 3,7, to jest naprawdę dużo i to stwarza nadzieję. I co to oznacza? Że to się rozkręca. Więcej eksportu, więcej produkcji, więcej miejsc pracy, więcej inwestycji, więcej budowania. Drugi element nadziei to jest oczywiście wejście do Unii Europejskiej. Jeżeli ta Unia Europejska nie rozleci się w ciągu najbliższych miesięcy w wyniku tych sporów, które się toczą, to jest nadzieja, że będą środki strukturalne, że będziemy budować autostrady, że będziemy mieć inwestycje zewnętrzne, zagraniczne i inne, i będziemy mogli również skorzystać, i dla rozwoju gospodarczego, i dla tworzenia miejsc pracy, i odpowiedzieć na wiele potrzeb społecznych. Jest trzeci element nadziei, to jest oczywiście nasza współpraca z Ameryką, wielki kontrakt offsetowy, o którym rozmawiałem dzisiaj z sekretarzem skarbu Evansem. Jeżeli to nam się uda, no to też są kolejne możliwości dla Polski. Dalej, jest to możliwe również i dlatego, że my już zaczynamy też widzieć, że wiele dziedzin, które są typowo polskie, i które nie maja związku, ani z Europą, ani ze światem, mogą się rozwijać. Chociażby pewne elementy usług, choćby usług zdrowotnych, uzdrowiska, służba zdrowia, tu są też miejsca pracy i też na to musimy patrzeć jako na część nie tylko odpowiedzialności za zdrowie ludzi, ale także gospodarki, także ekonomii. To samo dotyczy sfer usług bankowych, ubezpieczeniowych, wszystkich tych, o których mówię. Więc jest tych elementów nadziei bardzo wiele. Oczywiście to nie zmienia faktu, że w wielu miejscach ta sytuacja jest trudna. Chcę powiedzieć jasno, byłem kiedyś w Luksemburgu, zwiedzałem fabrykę, która miała 22000 osób zatrudnionych parę lat temu. Dzisiaj zatrudnionych jest tam 600, a w związku z kolejnymi zmianami technologicznymi będzie zatrudnionych 400. Więc jeżeli ktoś sobie wyobraża skalę z 22000 do 400, to musi wiedzieć, że taki jest dzisiaj postęp technologiczny, że dzisiaj my pracujemy w warunkach, kiedy technika rzeczywiście powoduje, że ta praca ludzka nie jest aż tak potrzebna. Kiedy my walczymy o górnictwo, to walczymy zazwyczaj wtedy kiedy mówi się o zamykanych kopalniach, ale już dużo mniej mówi się o tym, że trzeba utrzymywać kopalnie, kiedy otrzymujemy kolejny sygnał, że zginęli tam ludzie. Bo przecież, jeżeli możemy zrezygnować z tej tak bardzo niebezpiecznej pracy to cywilizacyjnie jest lepiej, a nie gorzej. To tez trzeba któregoś dnia sobie powiedzieć jasno, że takie procesy następują. Więc te oznaki są i dobre, i oczywiście kłopotliwe. Natomiast co jest ważne w myśleniu ludzi i o to ja apeluje, żeby kiedy mówimy o Europie, kiedy mówimy o tej naszej przyszłości, nie zamykać całej perspektywy wyłącznie do własnego podwórka. Dlatego, że to jest najgorsze z możliwych rozwiązań. Jeżeli uznamy, że wszystko to co się dzieje to nas nie dotyczy, to zgodnie z tym starym polskim przysłowiem: "Nasza chata skraja", to popełnimy zasadniczy błąd. Nie ma dzisiaj nigdzie na świecie chaty, która jest skraja, ani w Afryce, ani w Azji, ani w Iraku, ani w Polsce, ani nigdzie. Wszyscy jesteśmy związani wspólnotą ogólnoludzką, tą globalną. Co to oznacza? Że oczywiście trzeba mieć własne poglądy, trzeba walczyć o własne interesy, ale być otwartym. To trzeba również wiedzieć jak się znaleźć w tym świecie i więcej, znając Polaków, ja wiem, że oni w tym współczesnym świecie potrafią się zachować znakomicie. Naprawdę mamy taki potencjał, który w tej Europie może być liczący się, i tylko chodzi o to żeby wyleczyć się z tego kompleksu, że damy sobie radę, nie damy sobie rady, to lepiej trzymajmy się swojego, itd. Trzeba trochę odwagi. Ja wiem, że to już trudno apelować do ludzi, którzy przeżyli swoje, ale do młodzieży polskiej trzeba tak apelować, żeby chcieli chcieć, zresztą to nie jest moje hasło, to jest klasyk.

Mamy programistę, który wygrywa z najlepszymi na świecie...

Prezydent RP:
Nasi programiści w ogóle wygrywają, to nie jest pierwszy programista. Proszę zobaczyć na ludzi kultury, na muzyków, spojrzeć na lekarzy, na naukowców z wielu dziedzin, na Małysza. Polska nie ma powodów, żeby cierpieć na kompleksy, tylko ważne, żeby chcieć. No, ale te kompleksy hołubimy zazwyczaj, i to dotyczy zarówno życia narodowego jak i osobistego, wtedy, kiedy nas łatwo usprawiedliwiają, kiedy usprawiedliwiają nasze lenistwo, słabość, niechęć do podejmowania ryzyka. Wtedy na jaw wychodzą te wszystkie kompleksy. W tym sensie klasycy są tutaj znakomitą literaturą. Odsyłam do Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Wyspiańskiego. Oni to wszystko opisywali. To nie jest nowe zjawisko w Polsce, to w nas tkwi. To jest to, z czego śmieje się Gombrowicz, co nam wytykał Mrożek. To my tacy jesteśmy, że w nocy zabalujemy, a rano uważamy, że Europa się na nas mści.

To ja wrócę do polskich przywarów i znowu sobie trochę ponarzekam. Dzisiaj było drugie czytanie budżetu w Sejmie. Opozycja, co zrozumiałe, mówi, że to najgorszy budżet w historii III RP. Z drugiej strony rzeczywiście nie widać jasnych sygnałów z tego projektu budżetu, które by potwierdzały m.in. to, co Pan przed chwilą powiedział. Wzrost, nadzieja, postęp...

Prezydent RP:
Wzrost jest i on jest tam zapisany. Jedyna rzecz, która naprawdę jest wątpliwa, ale traktowana jest przejściowo jako taki pomost między budżetem 2004 a budżetem 2005, to jest deficyt budżetowy, dlatego że tu można dyskutować. Rzeczywiście ograniczenie deficytu budżetu musi być oparte o zmniejszanie wydatków, a nie jakieś niejasne wpływy. Prawdopodobnie, i tu zgadzam się w pewnym sensie z premierem Millerem, wicepremierem Hausnerem, że operacji istotnego zmniejszenia deficytu budżetowego nie da się przeprowadzić dzisiaj zbyt radykalnie. To można było zrobić w momentach przełomowych 1989-90. Dzisiaj jest to niemożliwe, dlatego że ani nie jest to do przeprowadzenia w Sejmie, ani nie do wytłumaczenia społeczeństwu.

Panie Prezydencie, ale z jednej strony mowa jest o wzroście, a z drugiej normalny człowiek cały czas słyszy o cięciach. Czy nie widzi Pan tutaj paradoksu, no bo jest ten wzrost 3%, a z drugiej strony mamy znowu zaciskać pasa.

Prezydent RP:
Zaciskanie pasa dotyczy konkretnych grup, kiedy mówimy o mniejszych zarobkach w administracji, o zmniejszeniu wydatków różnych grup, ale to nie oznacza zaciskania pasa dla obywateli. Jeżeli mówimy, że zracjonalizujemy system polityki społecznej, czyli osoby, które naprawdę nie są do tego uprawnione, nie będą otrzymywać owych rent, to nie ma tutaj zaciskania. To jest po prostu doprowadzenie do porządku tej sytuacji. Jesteśmy krajem, w którym przez lata rozwijaliśmy bardzo szeroko różnego rodzaju formy socjalnej pomocy. Dzisiaj to trzeba po prostu przejrzeć, zrezygnować z tych, które są wręcz niemoralne, i tyle. Nikt z - jak Pan to nazwał, normalnych obywateli, nie musi zaciskać pasa. Inflacja jest bliska zera, ceny są w miarę stabilne. Wejście do Unii Europejskiej nie spowoduje zamieszania, jeśli chodzi o ceny. Płace oczywiście nie wzrastają w jakiś dramatycznie szybki sposób, ale one są już na poziomie krajów transformujących się, co najmniej niezłym. Przestańmy uprawiać informację negatywną.

Może tym ludziom, którzy te irracjonalne lęki mają, trzeba po prostu po ludzku wytłumaczyć, o co chodzi. I na tym by to polegało. Potrafiliśmy w czasie referendum do Unii Europejskiej wytłumaczyć pewne sprawy, to i to można by wytłumaczyć.

Prezydent RP:
Ja uważam, że tak. Ja wierzę, że to, co się stanie za sprawą Hausnera, będzie tłumaczyło. Jest taki bardzo gorący temat emerytury kobiet i mężczyzn. 60 lat do tej pory to był wiek emerytalny kobiet, 65 lat dla mężczyzn. Dzisiaj przed tym problemem stoją wszystkie kraje europejskie. Średni wiek życia bardzo się wydłużył. Wczoraj byłem w Belwederze na spotkaniu z dziennikarzami, dzisiaj w Polsce średnia długość życia kobiet to 80 lat, mężczyzn 70. To się zwiększyło w ostatnich 15 latach o 10 lat. Czy ktoś mi może wytłumaczyć, dlaczego aktywna kobieta, która świetnie się czuje, która średnio żyje 80 lat, ma odchodzić na emeryturę w wieku lat 60. Oczywiście ona powinna mieć taką możliwość, jeżeli chce.


Niektóre mówią, że pracują na dwóch etatach.

Prezydent RP:
To było też dobrym argumentem, kiedy w Polsce był wysoki przyrost naturalny. Kiedyś był ten pomysł, że mama ma pracować, po to żeby mając 60 lat przejść na emeryturę i wychowywać wnuki. Tylko niestety nasz problem dzisiaj polega na tym, że tych wnuków nie ma. Mało tego, naród jest coraz lepiej wykształcony. Stopień wykształcenia kobiet jest wyższy niż stopień wykształcenia mężczyzn. Niech Pan da mi choć jeden argument, dlaczego wykształcona kobieta, która znakomicie spełnia się w pracy, mając lat 60 ma odchodzić o 5 lat wcześniej niż jej kolega, który wypełnia dokładnie te same obowiązki. Czyli da się to tak wytłumaczyć. Ja uważam, że tu musi być wprowadzona zasada decyzji obywatelskiej. To ja decyduję, czy przejdę. Oczywiście pamiętajmy, że łatwo to mówić o dziennikarkach, uczonych, pracownicach administracyjnych. Dużo trudniej się mówi o tkaczkach, o osobach ciężkich zawodów. Pamiętajmy, że tych tkaczek, włókienników, mamy coraz mniej. Dzisiaj naprawdę kwestia podwyższenia wieku emerytalnego, zrównania, jest moim zdaniem w interesie tych ludzi, a nie przeciwko. Natomiast ciągle traktujemy to w kategoriach, że oto odbiera nam się bardzo ważny przywilej. Jestem przekonany, że jak tu wszyscy siedzimy za tym stołem, nikt z nas nie będzie chciał wcześniej na emeryturę, a wszyscy będą chcieli przechodzić później. A mówimy to z czystym sumieniem, bo trochę czasu nam jeszcze zostało. Dlatego że tak wygląda współczesny świat. Ludzie chcą być aktywni.

To z jednej strony, a z drugiej też chcą mieć pracę. To jest to największe pragnienie wszystkich Polaków.

Prezydent RP:
Jeżeli mówić o sprawach wieku emerytalnego, to tylko i wyłącznie w kontekście miejsc pracy. Ale pamiętajmy, że dzisiaj my możemy tworzyć miejsca pracy wyłącznie dodatkowe wobec tego, co jest. Więcej, pamiętajmy, że Polska będzie dzisiaj przeżywała istotne kłopoty związane z miejscami pracy dla młodzieży. One będą radykalnie zmieniać się z czasem, ponieważ my wchodzimy w długi niestety okres niżu demograficznego. Jak słyszymy demografów, którzy nam opowiadają, że za kilkadziesiąt lat Polska nie będzie liczyła 38 mln ludzi, tylko ok. 33-34 mln, czyli będzie nas mniej o 5 mln, to się okaże nie tylko że te miejsca pracy mogą być, o ile nie wyprą tych miejsc pracy nowe technologie, okaże się, że przed Polską stanie też problem, do którego nie jesteśmy przygotowani, mianowicie imigracji.

Emigranci będą zarabiać na nasze emerytury?

Prezydent RP:
Emigranci będą pracować w Polsce, bo Polacy nie będą chcieli podejmować tych prac. Jeżeli dzisiaj ok. kilkuset tysięcy co najmniej, bardziej lub mniej legalnie, pracuje, przecież nie dlatego, że oni nas zmuszają do zatrudniania, tylko ponieważ Polacy chcą ich zatrudnić. Nowa Stocznia Szczecińska, pamiętam taką dyskusję, potrzebowała spawaczy. Pamiętam, że to było w momencie, kiedy były poważne demonstracje odnośnie miejsc pracy. Kiedy okazało się że ta nowa stocznia zaczyna działalność, są miejsca pracy, to na spawaczy trzeba było zatrudniać osoby z Białorusi i Ukrainy, polskich spawaczy nie było tak wielu. Przeżywamy te same procesy, które przeżyła zachodnia Europa kilkadziesiąt lat temu, 30, 20, i musimy być przygotowani, że "nic nowego pod słońcem", będziemy też musieli być przygotowani na przyjęcie tych reguł, które obowiązują w świecie, bo jesteśmy wszyscy jedną ludzką rodziną.

I w ten oto sposób znów wróciliśmy do spraw międzynarodowych, do Unii Europejskiej. Ciągle jeszcze rozmawiamy, o skutkach i efektach szczytu w Brukseli. Właściwie to pierwsze pytanie, które się nasuwa po szczycie, to, że zwykle Unia Europejska w ważnych sprawach się dogadywała. A tym razem jednak nie.

Prezydent RP:
Zwykle tak, choć były przypadki, że nie, ale moim zdaniem to nasuwa jeden wniosek: Unii Europejskiej na tej konstytucji aż tak bardzo nie zależało. Bo gdyby tak bardzo zależało, to by cuda czyniono, a moim zdaniem dzisiaj można powiedzieć spokojnie, że ani prezydencja włoska, ani ci najwięksi partnerzy europejscy, Francuzi i Niemcy, nie wykazywali nadzwyczajnej gorliwości i determinacji, żeby tę konstytucję przyjąć. Więc myślę, że prawdą jest to, co powiedziano w Brukseli, co ja podkreślam, nie dojrzeliśmy jeszcze, trzeba dać sobie czas. Ja zresztą tłumaczyłem to moim partnerom wielokrotnie, że z punktu widzenia Polski, ta konstytucja jest albo za późno, albo za wcześnie. Za późno dlatego, że gdyby ona była kilka lat temu, to byśmy już mieli bazy traktatowe. Nawet w czasie referendum w Polsce wiedzielibyśmy o czym mówimy. Mówimy o konstytucji europejskiej, która jest taka, nie inna, zgadzamy się z nią, bądź nie. A za wcześnie, że skoro jej nie ma, no to trzeba było nowym krajom dać trochę czasu - nie wiem, dwa, trzy lata - żeby rozejrzały się w tej Unii Europejskiej, żeby zobaczyły jakie obowiązują reguły w klubie, i żeby mogły kompetentnie przekonać się co działa, a co nie. Natomiast przyjęto koncepcję, moim zdaniem właśnie spóźnioną, narzucenia czy przedstawienia reguł, które w ogromnej większości są słuszne, ale w części są na tyle niejasne i nie sprawdzone, że po prostu potrzebujemy czasu i w jakimś sensie można powiedzieć, że wyszło na moje, albo ta konstytucja obecnie jest za późno, albo za wcześnie więc potrzebuje czasu na dojrzewanie.

Chciałem skorzystać z tej rozmowy, a może Pan pomógł mi znaleźć odpowiedź na pytanie, które stawiałem przez dwa dni w centrum prasowym w Brukseli, mówię o kolegach dziennikarzach z innych państw. Polacy twierdzą m. in., że bronią Nicei po to, żeby obronić pewnego ducha europejskiego, żeby nie tylko zachować swoje te punkty w głosowaniach, a jednocześnie, żeby ta Unia była bardziej solidarna, bardziej zwracała uwagę na kraje średnie i małe, no to dlaczego na litość Boską poza tymi Hiszpanami żadne inne małe kraje, w tym te wstępujące teraz do Unii, wcale nas nie poparły?

Prezydent RP:
To jest bardzo newralgiczne postawienie sprawy. Dlatego, że małe kraje z natury rzeczy orientują się na to co się wydarzy i myślę, że dzisiaj w małych krajach jest naprawdę bardzo wiele niepokojów, które też powinniśmy zrozumieć i analizować, więc nie wolno nad tym przejść do porządku dziennego, że wszystko to co w Europie się dzieje wprowadza w stan drżenia kraje małe. Ale Pana rozmówcy, albo, że tak powiem, nie wiedzieli, a bardziej chyba udawali, że nie wiedzą, iż naprawdę ten spór nicejski ma swoje zasadnicze podstawy. To jest pytanie, czy rzeczywiście Unia Europejska ma być bardziej zorganizowana na zasadach solidarnych, gdzie więcej krajów będzie musiało uczestniczyć w podejmowaniu decyzji i nawet kraje bardzo duże mogą być zablokowane, czy tak jak proponuje Konwent, kraje duże mogą jednak działać trochę na skrót. Niezupełnie na skróty, bo tam czynników bezpieczeństwa jest też wmontowanych wiele, ale przecież my mamy prawo pytać, czy w kontekście zmian zasad głosowania nie leży niewiara w rozszerzenie Unii Europejskiej, albo przynajmniej niewiara, ze Unia Europejska dwudziestu pięciu może być Unią rzeczywiście zintegrowaną, a nie Unią dwóch prędkości.

To znaczy, że inni tego nie widzą?

Prezydent RP:
Inni chcą w tym peletonie dojechać do mety. Natomiast my to musimy widzieć, bo jesteśmy krajem dużym, który ma pewną wizję europejską. Ta wizja europejska mówi jasno: nie chcemy współpracować na rzecz Europy, która oczywiście w pełni respektuje pozycję Niemiec i Francji. My nie mówimy, że my jesteśmy w momencie wejścia, żeby to już powiedzieć zupełnie na skróty, my wiemy dokładnie, że jeżeli Niemcy i Francja mają po 29 głosów, a my 27, to my wiemy, że nas nie różnią dwa głosy biorąc pod uwagę potencjał ludzki, biorąc pod uwagę gospodarkę, pozycję polityczną w Europie, jakość reprezentacji piłki nożnej, mówię, że nie jesteśmy wariatami. My doskonale wiemy co mamy, a czego nie mamy. Natomiast jako zasada podejmowania decyzji Nicea, nie przez nas określona, Nicea została przyjęta. Jak mnie kanclerz Schroeder mówi: "Słuchaj to była zła decyzja", ja mówię: "Przecież to był Twoja decyzja, nie moja". "No tak, ale to był błąd". Ja mu mówię: "Przecież to był Twój błąd, nie mój. Myśmy niczego tam nie podpisywali.

Ale winni teraz jesteśmy my.

Prezydent RP:
To jest przejściowe, ta argumentacja. W tej sprawie rozmawiałem ze wszystkimi przywódcami Europy w różnych momentach. Myśmy nasze stanowisko przedstawiali bardzo jasno, zdecydowanie. Oni mają dwa największe kłopoty. Pierwszy - dlaczego zgodzili się na to w Nicei? No i tu jest cisza, no dobrze, nie był to dobry kompromis i tak dalej. Ja mówię: "Skoro to nie był dobry kompromis, to dlaczego w Konwencie proponujecie, żeby on obowiązywał pięć lat?" I tu już jest głęboka cisza. Bo wyjaśnić dlaczego coś co jest nie dobre według was ma obowiązywać pięć lat, to jest tak, jakbyśmy wiedzieli, że lek jest fatalny, ale każemy go aplikować pięć lat. No dajcie spokój. Więc oczywiście ta Nicea nie jest taka dobra, ani nie jest taka niedobra i Konwent nie jest ani taki zły, jak my mówimy, ani taki znowu dobry, jak oni mówią. Ciągle trzeba szukać rozwiązań zupełnie innych. Natomiast nasza pozycja, pozycja rządu, która od początku była taka, że od Nicei odstępować nie można i żeby doprowadzić do randez vous, czyli za dwa, trzy lata spotkanie oceniające Niceę, była najbardziej racjonalna. Jestem absolutnie przekonany, że gdyby myśleć w kategoriach nie politycznych, a logicznych na temat tego wszystkiego, to byłoby to najlepsze rozwiązanie. Natomiast politycznie, no zobaczymy co się będzie działo. Być może karty zostaną wyłożone na stół dużo wcześniej i się okaże, że niewątpliwie ta koncepcja dwóch prędkości po prostu jest koncepcją nie tylko przez intelektualistów, czy ekspertów, ale także przez polityków popieraną, a wtedy trzeba się zastanowić nad tym, jak to dalej ma być, bo ja jestem głęboko przekonany, że integrowanie Europy przez dezintegrowanie nie ma sensu. Czyli łączenie Europy, rozszerzanie Europy po to żeby ją natychmiast podzielić, jest po prostu bezsensowne, bo ta Europa w sposób naturalny jest zróżnicowana ekonomicznie, kulturowo, ale ona ma się łączyć, ona ma szukać tej tkanki, która będzie nas integrować.

Panie Prezydencie, czy Unia w Unii w gruncie rzeczy?

Prezydent RP:
Jakiś rodzaj. Ten rodzaj nie jest na tyle dramatyczny jak była. Dlaczego? Dlatego, że podział europejski przecież nie był związany wyłącznie z (...) On nie był w ogóle związany z ekonomią , on był skutkiem podziału ideologicznego. My dzisiaj na szczęście nie mamy podziału ideologicznego, wszyscy wyznajemy te same wartości demokratyczne, tak samo respektujemy prawa człowieka, tak samo odnosimy się do totalitaryzmu, do wszelkich, że tak powiem, ideologii skrajnych. Ale podział europejski w sensie ekonomicznym, gdyby miał się utrwalać, a jego utrwalanie jest możliwe na przykład poprzez zmniejszenie środków pomocowych, strukturalnych dla nowych państw, dla tych słabszych państw Europy, to żeby tu użyć obrzdowego porównania, bo to jest tworzenie w Europie takiej Champions League, gdzie na końcu zawsze gra Manchaster United, Bayer Monachium, Milan, Juventus, Real Madryt i ktoś tam jeszcze. Legii, Wiśle i Groclincowi, które starają się wejść do tych rozgrywek, jeszcze się nie udało. Na tym to polega i ja jestem bardzo przeciwny takiej koncepcji. Moim zdaniem koncepcja solidarnej Europy musi polegać na tym, że ta zamożna Europa, która wiele skorzystała także po drugiej wojnie, także na tym, że nasza część Europy była oddzielona, musi nas solidarnie wesprzeć dzisiaj. Żebyśmy mieli ten sam system połączeń drogowych, autostradowych, lotniczych, mogli korzystać z tych samych technologii, mogli rozwijać, korzystać z wspólnego rynku, tak musi wyglądać ta Europa. Bo Europa, która będzie inaczej zbudowana, to będzie kulawa Europa.

Panie Prezydencie, ale mówiąc o tej zjednoczonej Europie nie można zapomnieć również o wschodzie. Czy walcząc o swoje członkostwo w Unii Europejskiej, potem o kształt Traktatu Konstytucyjnego nie zapomnieliśmy trochę o Rosji, Ukrainie?

Prezydent RP:
Nie, nie. Na pewno nie. Uporządkowaliśmy wszystkie trudne kwestie wynikające z szczelnych granic, czyli spraw granicznych, wizowych. Z Ukraińcami dogadaliśmy się znakomicie, że Polacy w ogóle wiz nie potrzebują wyjeżdżając na Ukrainę, Ukraińcy otrzymują je bezpłatnie. Z Rosją to jest bardziej skomplikowane, ale to działa. Jesteśmy zdecydowanie za jak najbliższą współpracą tych państw z Unią Europejską. Uważamy, że nie można utworzyć żadnych sztucznych przeszkód. Rosja zresztą działa sobie samodzielnie i bardzo skutecznie z wieloma partnerami europejskimi. Myślę, że czasami nawet nie potrzebuje jakiegokolwiek adwokata, bo relacje francusko-, czy niemiecko-rosyjskie są znakomite. Jeśli chodzi o Ukrainę ona potrzebuje wsparcia i uważam, że gdyby któregoś dnia, choć nie będzie to pewno szybko, doszło do tego, że ona może się bliżej integrować z Unią Europejską i NATO, to w Polsce powinna mieć jak najdalej idące wsparcie. Powinniśmy być rzeczywiście tym europejskim rzecznikiem włączania Ukrainy do struktur europejskich, choć od razu mówię, nie jest tak, że wszyscy to przyjmują z pełnym zrozumieniem. Tutaj jest bardzo wiele znaków zapytania, a także bardzo wiele krajów jakby nie może wyzwolić się z tego przyzwyczajenie, iż Ukraina nie jest już częścią wielkiego imperium rosyjskiego, a jest niepodległym, bardzo potrzebnym Europie krajem. Powinniśmy pomóc naprawdę, żeby to w tym kierunku się to rozwijało.

Panie Prezydencie wydawało się, że kiedy schwytany zostanie Saddam Husajn to nastąpi jakiś nieprawdopodobny przełom w tym konflikcie irackim, przestaną wybuchać bomby, będzie mniejsze zagrożenie dla żołnierzy, w tym polskich żołnierzy, którzy tam są. Na razie tak się nie dzieje, co więcej wydaje się, że teraz świat zaczyna mieć problem co zrobić ze schwytanym Saddamem Husajnem?

Prezydent RP:
Myślę, że naiwnością było sądzić, że samo schwytanie spowoduje zmniejszenie terroru dlatego, że zazwyczaj w takiej sytuacji narasta ta fala akcji i ataków ze względu na frustrację, która jest po stronie zwolenników. Oni maja ciągle przecież broń, maja materiały wybuchowe, maja trochę pieniędzy i oczywiście będą działać. Nie ma dla mnie żadnej wątpliwości, że to był przełomowy moment i dla sunnitów, dla Baasistów, dla członków partii Baas ten widok Husajna badanego przez Amerykanów i w ogóle tak wyglądającego był szokiem. Można powiedzieć, że legenda i mit Husajna jest skończona. Natomiast gdzie on powinien być sądzony? Powinien być sądzony w Iraku. Zgodnie z standardami stosowanymi w prawie, czy być może pod kontrolą trybunałów międzynarodowych Irakijczycy sami powinni się uporać się z własną przeszłością i także zawyrokować w sprawie Husajna. Natomiast pamiętajmy i tu wydaje mi się, że to może być trochę niebezpiecznym elementem, że widok tego Husajna, jego stan i to miejsce, w którym go odnaleziono może być również wskazówką, że niekoniecznie w ostatnich miesiącach to on kierował tymi akcjami. On bardziej był używany jako symbol i punkt odniesienia, aniżeli ten, który realnie tymi akcjami dowodził, więc być może te punkty dowodzenia są jeszcze gdzie indziej, ale to będzie się sypało. Moim zdaniem historia jest skończona i jak pokazują wszelkie dyktatury w świecie, to jeżeli nawet to się w jakimś momencie odrodzi to już bardzo, że tak powiem w zmutowanej formie i na pewno nie szybko. Jest więcej szans na ustabilizowanie sytuacji w Iraku dziś, aniżeli było jeszcze w piątek.

Ale Panie Prezydencie w Polsce jest nieodosobniony pogląd, że ta wyprawa iracka się Polsce nie opłaca, że nie przynosi nam należytych profitów. Jak Pan odpowie przeciwnikom tego zaangażowania?

Prezydent RP:
Na to trzeba patrzeć w trzech płaszczyznach. W sensie wartości, w sensie naszego zaangażowania w walkę z terroryzmem mamy rację i Polacy nie raz udowadniali, że rozumieją te zasadnicze kwestie takie jak bezpieczeństwo, pokój, walka z terroryzmem. Uważam, że podjęliśmy decyzję uczciwą. Irak i Husajn byli zagrożeniem dla bezpieczeństwa międzynarodowego i wcześniej czy później przekonalibyśmy się jak bardzo byłoby to kosztowne. Tylko wtedy mogłoby być już za późno. Tak samo jak niesłuszne było, dzisiaj to możemy powiedzieć, że świat spokojnie patrzył na talibów wysadzających pomniki Buddy, czyli uznających, że mimo, że to są elementy dziedzictwa światowego no to trudno - w końcu tylko wysadzają skały, a nie ludzi. To są takie znaki, których nie wolno lekceważyć.

Czy palenie książek

Prezydent RP:
Tak, palenie książek w Berlinie, które też prawdopodobnie trzeba było uznać jako ostateczny znak, że ten reżim zrywa z cywilizacyjnymi standardami, że nie można tego dalej tolerować. Tu myślę zachowaliśmy się zgodnie z wartościami, a Polacy jako naród szczególnie doświadczony mogą więcej o tym powiedzieć niż inni. Po drugie, politycznie uzyskaliśmy naprawdę dużo większą pozycję międzynarodową niż wcześniej. W dłuższej perspektywie to będzie miało znaczenie, nawet jeżeli w Europie nie wszyscy patrzą na nas z sympatią za nasze zaangażowanie irackie to przynajmniej patrzą z szacunkiem, że Polski dzisiaj w polityce europejskiej nie da się nie zauważyć. Nie jesteśmy jakimś tam krajem gdzieś daleko, który nie wiadomo co chce. I trzeci - tych korzyści bezpośrednich - dzisiaj miałem długą rozmowę z Panem Sekretarzem ds. Handlu Donaldem L. Evansem. Myślę, że jest wielka szansa, szczególnie teraz, kiedy sytuacja w Iraku powinna się uspokajać, żeby jednak w tych dużych projektach, które tam będą Polacy wzięli udział i żeby były również takie namacalne korzyści eksportu, udziału polskich firm w różnych przedsięwzięciach. Zależy mi na tym żeby Polacy byli do tego gotowi, żeby polskie firmy się świetnie przygotowały. Jest jedna, nazwy na wszelki wypadek nie wymienię, która wydaje się bardzo dobrze być przygotowana i trzeba uczynić wszystko żeby uzyskała zielone światło i jestem przekonany, że w długim przecież procesie rekonstrukcji Iraku ... Wojna trwa zazwyczaj najkrócej, stabilizowanie trwa dużo dłużej, a rekonstrukcja trwa najdłużej. Pamiętajmy jak patrzymy na to co się dzieje w Iraku - wojna była krótka, ta stabilizacja moim zdaniem gdzieś do końca 2005 powinna już zakończyć taką fazę zasadniczą, a później to będą lata całe rekonstrukcji. Nie patrzmy na efekty roku 2003 tylko trzeba patrzeć na efekty między rokiem 2004, a może 2014 czy 2015.

Przed nami koniec 2003 roku, początek 2004. Panie Prezydencie Pan zapowiada swoją wizytę u naszych żołnierzy w Iraku, ale pewnie przed Świętami Bożego Narodzenia nie dojdzie ona do skutku. Zapewne i żołnierze, i wszyscy, telewidzowie i my chcielibyśmy usłyszeć te życzenia, które chciałby Pan przekazać żołnierzom w Iraku i oczywiście wszystkim tych, którzy nas teraz oglądają.

Prezydent RP:
Do żołnierzy wysłałem życzenia. One są na płycie wraz z kolędami. Myślę, że będę miał okazję odwiedzić Irak już jak będziemy mogli to zorganizować w odpowiednim czasie i połączyć z tymi wizytami, które były planowane, a które teraz ze względu na choćby nasze Święta są trochę trudne, ale i żołnierzom, nie tylko w Iraku ale pamiętajmy mamy prawie 5 tysięcy żołnierzy, policjantów, dyplomatów w różnych misjach pokojowych na świecie. Mamy mnóstwo ludzi, naszych rodaków za granicą, ale przede wszystkim mamy blisko 40 milionów Polek, Polaków w Polsce, którzy kończą niewątpliwie trudny rok. Rok, który był jak i w wielu momentach gorzki, chociaż i też radosny. Ja tu wspominam tę noc referendalną - była to jedna z najpiękniejszych chwil, które przeczyliśmy, ale nie idzie łatwo, nikomu nie idzie łatwo, dlatego chciałbym życzyć, żeby kolejny rok był łatwiejszy, żeby przyniósł radość wejścia do UE 1 maja 2004 roku, żeby przyniósł więcej spokoju na świecie i nam wszystkim, żebyśmy nie bali się terrorystów, żebyśmy mieli poczucie bezpieczeństwa, żebyśmy byli dumni z misji, które wypełniają nasi żołnierze, nasi oficerowie, żeby wzrost gospodarczy, który jest już w rachunkach spełnił się, żeby Polska była jednym z najszybciej rozwijających się państw europejskich i żeby każdy z nas zastanowił się co zrobić żeby było lepiej, żeby oddalić jak najbardziej takie trudne, bolesne doświadczenie roku 2003, bo złe uczynki niestety pozostają w ludzkich głowach i rachunek sumienia trzeba przeprowadzać i tak wspólnie, narodowo, ale też w duszy każdego z nas. Chciałbym żeby w roku 2004 ci wszyscy, którzy myślą, którzy chcą dobrze pomyśleć o przyszłości żeby wyciągnęli wnioski z trudnego roku 2003. Bo naprawdę Polaków stać na wiele. Możemy być dużo lepsi, możemy być dużo aktywniejsi i mądrzejsi, szczególnie po szkodzie, a tych szkód trochę w mijającym roku było. Dlatego Drodzy Państwo wszystkiego dobrego i zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo to zawsze się przyda biorąc pod uwagę stan służby zdrowia w Polsce tym bardziej troszczcie się o zdrowie.




Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.