przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Marek Jóźwik – Dzisiaj możemy zadać pytania bezpośrednio Panu Prezydentowi, gościmy u niego w pałacu, witamy Panie Prezydencie. Sympatia Pana do sportu jest znana szeroko, ale może uda nam się parę nowych rzeczy tutaj odkryć. Agnieszka zaczyna odkrywać. Bardzo proszę.

Agnieszka Rylik – Nazwany jest Pan Pierwszym Kibicem Rzeczpospolitej. Skąd się wzięło to zainteresowanie i jaki był Pana pierwszy kontakt ze sportem?

Prezydent RPMogę powiedzieć, że to genetyka przesądziła, ponieważ wielkim kibicem sportu był mój ojciec. Był lekarzem, ale podczas studiów był też sędzią piłkarskim i do końca życia był wielkim, namiętnym kibicem Lecha Poznań. Zabierał nas nawet na mecze, kiedy Lech walczył o wejście do drugiej ligi. Mam nadzieję, że wiecie, co to wtedy znaczyło. Sam też - dzięki szkole i mojemu wychowawcy, a później dyrektorowi szkoły - Pawłowi Młynarczykowi zainteresowałem się sportem. Konkretnie lekkoatletyką, bo to wtedy było bardzo u nas kultywowane. Mieliśmy zawody lekkoatletyczne, biegi przełajowe... Była to bardzo usportowiona szkoła i od tamtego czasu miałem kontakt ze sportem zorganizowanym, choć nie na jakimś nadzwyczajnym poziomie. Na studiach też biegałem, ale moja namiętność do piłki nożnej przerwała moją lekkoatletyczna karierę, bo dwukrotnie miałem pokiereszowaną nogę i długie przerwy, a w związku z tym kłopoty z powrotem na bieżnię i na boisko. No i tak to się skończyło, ale miłość do sportu, nie waham się użyć tego słowa, prawdziwa miłość pozostała.

Agnieszka Rylik – Wcześniej lekkoatletyka, teraz tenis. Jakie są ulubione dyscypliny Prezydenta?

Prezydent RPDzisiaj to jest tenis, bo można go uprawiać dosyć łatwo i często. Zimą narty, do których wróciłem po latach dzięki mojej żonie, która mnie przekonała, że jest to wspaniały sport i wspaniały wypoczynek. Ponadto, jeżeli jest to możliwe, również pływanie, jazda na rowerze, bieganie... Właściwie każdy sport ma jakąś swoją atrakcję i muszę powiedzieć, że poza ekstremalnymi sportami, wszystkiego próbowałem włącznie z żaglami i tak dalej. To mi po prostu sprawia radość. Uważam, że każdy człowiek, który bywa tak zajęty jak polityk czy jak dziennikarz, powinien mieć azyl w sporcie, bo lepiej odpocząć się nie da. To wyłącza na pół godziny, na godzinę czy dwie z myślenia o sprawach codziennych, przenosi w inne rejony życia i naprawdę daje wypoczynek.

Marek Jóźwik – Wielu sportów Pan próbował, próbował Pan lekkiej atletyki i to mnie cieszy, bo ja też, tak się składa....

Prezydent RPNo wie Pan, nie porównujmy się. Pan uprawiał ten sport na najwyższym poziomie, a ja kiedy stwierdziłem, że kobiety biegają szybciej ode mnie, to zrezygnowałem. Szewińska biegała szybciej...

Marek Jóźwik – Ode mnie też biegała szybciej, kiedy zaczynałem...

Prezydent RPNo ale, pan wykazał wytrwałość...

Marek Jóźwik – Dzisiaj wszyscy interesujemy się futbolem. „Futbol to najważniejsza z nieważnych rzeczy na ziemi” - Tak napisał Albert Camus, który zresztą był bramkarzem, zanim został sławnym pisarzem. To można uogólnić, przenieść na cały sport. Coś co przykuwa dwa miliardy ludzi na różnych kontynentach, w jednym czasie, musi mieć jakąś globalną siłę magnetyczną . Co jest tak ważnego w sporcie dla ludzi, że tak wielu go ogląda?

Prezydent RPPowiedzieć trzeba, że sport nie jest wynalazkiem współczesności, bo przecież w czasach antycznych sport był czymś ważnym. Myślę, że nie da się opisać historii XXw. nie uwzględniając sportu jako fenomenu społecznego, jako tego miejsca spotkania różnych nacji. Konkurencja tak, ale zgodnie z regułami. Sport jest miejscem prawdziwego mistrzostwa. Jak ktoś biega szybciej, to biega szybciej. Pan o tym wie. Sytuacje sportowe są czytelne. Z drugiej strony sport spełnia role zastępcze. Jeżeli drużyna piłkarska odnosi sukces, to ona go odnosi niejako w naszym imieniu. My się z tym sukcesem utożsamiamy, czujemy się lepsi. W jakimś stopniu kompensujemy sobie nasze problemy, nasze kompleksy. Sport ma wielka misję terapeutyczną i mimo wszystkich trudności, o których będzie Pan pewnie mówił, zachował swoje reguły, one są podważane, ale istnieją. To jest ważne, sport jest czytelny, zrozumiały niezależnie od tego, czy w piłkę gra się w Azji, Afryce czy w Europie. Myślę, że cywilizacyjnie sport pełni bardzo istotne funkcje uczciwej konkurencji w sprawdzeniu samego siebie, a jednocześnie nie kończy wszystkiego definitywnie i nieodwołalnie, bo zawsze może być kolejny mecz, następna piłka. Tutaj nie ma dramatyzmu bytu. Zawsze może być dalszy ciąg.

Marek Jóźwik – To przyciąganie sportu to taki rodzaj grawitacji emocjonalnej. Ale ze sportem kojarzą się również sceny agresji. Pytanie brzmi: czy tę agresję zasiewa sport, czy też ludzie wnoszą ją w sobie na stadiony?

Prezydent RPAgresja jest w człowieku od początku świata. Przecież to nie przypadek, że wymyślono w dawnych czasach takie sporty jak zapasy, jak boks w późniejszym okresie, które pozwalały wyładować agresję; które były zorganizowaną i poddaną przepisom formą wyładowania tej agresji. Agresja jest w człowieku i jest czymś istniejącym i chyba nieuchronnym, jednak wyzwalana w sporcie, w konkurencjach sportowych jest dużo zdrowsza niż na polach bitew, w terroryzmie czy w innych działaniach, które przynoszą ofiary i prawdziwą krew. Jak się widzi mecz rugby, to on wydaje się brutalny, a jednak chłopaki po meczu spotykają się na piwie. Mecz jest skończony, a oni szykują się do następnego. Tego się nie da porównać z czystkami etnicznymi, z wojnami, które przeżywaliśmy choćby ostatnio na Bałkanach. Stanowczo nie wskazałbym sportu jako przyczyny, która agresję wywołuje. Jako prezydent i jako polityk muszę powiedzieć, że w polityce jest dużo więcej agresji niż w sporcie. Mówię to ze smutkiem, ale tak jest.

Marek Jóźwik – Sport oczyszcza, jest rodzajem katharsis...

Prezydent RPI jest w swoim rodzaju wentylem bezpieczeństwa. Pamiętamy pojedynki z okresu minionego, kiedy nie można było zwyciężyć z mocarstwem na żadnym innym polu walki poza sportem. Zwycięstwo w piłce nożnej, siatkówce czy w boksie - ono dawało uczucie chwilowego wyzwolenia. Ono dodawało otuchy i wiary. Myślę, że ta terapeutyczna funkcja sportu jest ciągle ważna, choć może być nadużywana.

Marek Jóźwik – Wspomniał Pan o polityce. Można się nie zajmować polityką, co nie oznacza, że polityka nie zajmie się nami. I to jest także problem sportu, bo cały czas polityka próbuje ingerować w sport, choćby podczas tej ruletki olimpijskiej o miasta igrzysk. Co jest takiego w sporcie cennego dla polityków?

Prezydent RPSpektakularność, właśnie to zainteresowanie milionów i miliardów ludzi, więc oczywiście każdy polityk, który chce mieć poparcie, który chce być rozpoznawany widzi ten sport w ten sposób, choć ja przestrzegam polityków. Pamiętam, zawsze byłem przeciwny, żeby mecze piłkarskie i każde inne zawody były używane dla jakiejkolwiek kampanii politycznej. Moja obecność na zawodach była spowodowana tym, że ja zawsze chodziłem, niezależnie od tego czy gdzieś kandydowałem czy nie, ale pamiętam takich polityków, którzy przychodzili na stadion, żeby się pokazać i publiczność znakomicie to oceniała, gwizdała, protestowała wyrażała się często w sposób niecenzuralny. Oddalała to uwikłanie sportu w politykę, natomiast igrzyska olimpijski są wydarzeniem, które organizuje zainteresowanie miliardów, ogromne środki finansowe, wielkie inwestycje no i tego nie da się zrobić bez polityki. Udawanie, że można dzisiaj wrócić z igrzyskami do siermiężnego stylu jakiś zawodów, które miałyby podrzędny charakter jest niemożliwe i trzeba powiedzieć, że sport na tym korzysta. Przecież dzięki temu zainteresowaniu nakręcana jest ta sprężyna: z jednej strony politycy interesują się igrzyskami, bo to jest takie widowiskowe, a z drugiej strony do widowisko korzysta na tym zainteresowaniu, bo może zorganizować więcej środków. Nie da się tego rozdzielić, bo ani sport, ani kultura, ani sztuka, ani nauka ani żadna inna dziedzina życia nie może być zamknięta pod kloszem. Ona jest częścią życia społecznego, a to życie społeczne jest związane z polityką, więc nie ma co się obrażać, ale nie wolno przesadzić z udziałem polityki. Parę razy tak się zdarzyło. Tak się zdarzyło w Moskwie w 1980r i w Los Angeles w 1984r i to były takie momenty, bardzo ostrzegawcze dla całego ruchu olimpijskiego, że jeżeli pójdziecie w tę stronę to staniecie się zabawką w rękach wielkich mocarstw i sport musi wtedy przegrać, bo już nikt nie będzie wiedział, o co naprawdę chodzi.

Marek Jóźwik – Współczesnym sportem tak, jak współczesnym światem żądzą prawa rynku, z małymi wyjątkami. Na rynku celem jest zysk, w sporcie celem jest zwycięstwo - niestety często za wszelką cenę. Mieliśmy tutaj taki fragment z Kussamo, ale przede wszystkim doping. Dopingu jest ogromnym zagrożeniem dla sportu. Czy nie sądzi Pan, że doping może zniszczyć sport, bo nie dajemy sobie z nim rady?

Prezydent RPDoping, nawet za cenę zdrowia, jest oczywiście czymś bardzo złym. Walka z nim, choć nigdy nie będzie w pełni skuteczna, dała już pewne efekty. To widać chociażby po tym, że na mistrzostwach świata w lekkiej atletyce nie ma rekordu świata. To jest dowód, że ta walka jest skuteczna. Z drugiej strony trzeba pamiętać o ważnej rzeczy – nie chciałbym być źle zrozumiany – ale to jest problemem nie tylko sportowców. Jest to problem menedżerów, polityków, aktorów, naukowców, wszystkich. Jak przy tej straszliwej konkurencji, jak panuje dzisiaj na świecie niemal we wszystkich dziedzinach, dać sobie radę bez „wspomagania”? Co zrobić, żeby wykazywać taką wydolność, taki spokój? Na pewno wszystkie formy wspomagania witaminowego czy tego psychologicznego w postaci różnych form relaksacyjnych, to jest ratowanie się. Proszę państwa, dzień, w którym federacja siatkówki ustala, że kobiety mają rozegrać 11 spotkań w czasie 14 dni w Pucharze Świata, a jest to tylko dwunastka zawodniczek – nie osiemnastka, nie szesnastka - to znaczy, że my obciążamy je wysiłkiem, który dla normalnej osoby jest, tak naprawdę, nie do wytrzymania. I co mamy się dziwić, że w pewnym momencie są kontuzje: że one potrzebują wspomagania, odżywek, innych form, czy nawet terapii psychicznej, żeby to wytrzymać. Chciałbym widzieć menedżera dużej firmy, który przez 14 dni ma podejmować wyłącznie trudne decyzje na pograniczu zwycięstwo – porażka. W siatkówce nie ma remisów. Tu się robi, w pewnym momencie, za trudno nie tylko dla sportu, ale i dla ludzkości. Trzeba zastanowić się, czy wyścig, w którym uczestniczymy, musi być aż tak radykalny, tak bezwzględny? Boję się, że ten problem będzie za chwilę dotyczyć ucznia, który będzie chciał być prymusem i nie będzie w stanie wytrzymać tej presji.

Marek Jóźwik - Czyli uboczny skutek udziału sportu w życiu gospodarczym, w rynku gospodarczym to jest, między innymi, doping. A igrzyska olimpijskie? Miały nieść światu wspaniałe przesłanie, a mianowicie, że warto grać fair. W momencie kiedy koszykarze NBA weszli na parkiet na igrzyskach w Barcelonie pod gwarancją, że nie będą badani na doping – coś się jednak zmieniło. Czy wszystko się zmieniło. Czy fair play to jest już tylko hipokryzja? Czy tylko pustosłowie?

Prezydent RPFair play nie jest żadną hipokryzją. O fair play trzeba mówić tak jak o Dekalogu. Ma być tym celem, do którego trzeba dążyć. Nie wszystkim udaje się go osiągnąć. Niewielu udaje się osiągnąć. Nie wolno zrezygnować, w żaden sposób, z fair play jako fundamentu, na którym jest posadowiony sport, szczególnie olimpijski. Natomiast, oczywiście, mamy do czynienia z wieloma praktycznymi problemami. Ligi zawodowe były mniej związane z badaniami antydopingowymi – teraz to się zmieniło. Mamy do czynienia z ogromnym stresem, który temu towarzyszy. Cały system NBA jest wyjątkowo wyniszczający z punktu widzenia zawodników. Ale jakby wszystko to odłożyć na bok, to nie ma żadnej wątpliwości, że ci najwybitniejsi sportowcy jak Michael Jordan czy inni, to naprawdę wybitni sportowcy. I więcej, jestem przekonany, że sportowiec, który przez wiele lat utrzymuje wysoką klasę, utrzymują ją ze względu na swój talent, pracowitość, a nie na żadne środki. Środki mają to do siebie, że działają krótko. Więc jeżeli odłożymy tych, którzy chcieli mieć szybką karierę, i tych którzy mają dokonania sportu tego zawodowego, to widzimy, że martwić trzeba się tymi zjawiskami marginalnymi, ale naprawdę główny nurt to nurt tych wybitnych sportowców i świetnej organizacji ich znakomitych trenerów i wielkiej myśli taktycznej.

Przemysław Babiarz – Panie Prezydencie, na ilu igrzyskach Pan był?

Prezydent RPByłem w Sarajewie jako turysta. Byłem w Calgary już jako szef PKOl, w Seulu...Nigdy nie zapomnę złotego medalu – żaden inny nie sprawił mi tyle radości – chodzi o Andrzeja Wrońskiego. Przeżyłem to osobiście na hali, ściskałem go później w szatni i byłem chyba jedynym, który powalił go wtedy na matę. Innym się nie dał – mnie się dał. Potem było Lillehamer, była Barcelona, było Sydney, w Salt Lake City nie byłem, był znakomity mój poprzednik.

Marek Jóźwik – Atlanty nie wymieniliśmy.

Prezydent RPNaturalnie, Atlanta jeszcze.

Przemysław Babiarz – W ekonomii istnieje doktryna nieograniczonego wzrostu. Okazuje się, że ona jednak ma pewne swoje ograniczenia. Ja się zastanawiam, czy igrzyska olimpijskie mogą rozwijać się w nieskończoność? Czy jest jakieś samoograniczenie?

Prezydent RPJest, absolutnie. Ja uważam i mówiłem o tym z Jackqe’m Rogge, z którym jestem zaprzyjaźniony, że moim zdaniem jest moment, w którym trzeba zrobić krok do tyłu. Igrzyska letnie w formacie 16-dniowyym. Igrzyska zaczyna się zawsze w weekend, trwają jeszcze dwa tygodnie. Jest to do utrzymania, pod warunkiem, że będzie bardzo poważnie przejrzana lista konkurencji. I nie w kierunku likwidowania konkurencji tradycyjnych. Ja wiem, że dzisiaj zapasy to nie jest szczególnie widowiskowa dyscyplina. Często publiczność niewiele rozumie z tego. Natomiast zapasy należą do tej części antycznej, podstawowej, którą trzeba dla tradycji kontynuować. To jest coś bardzo ważnego. Rodzaj tradycji, która powinna być pielęgnowana, tym bardziej, że ciągle nie brakuje sportowców którzy chcą zapasy uprawiać. Natomiast te nowe sporty – często bardzo telewizyjne czy marketingowe – nie uważam tego za dobry pomysł. I absolutnie twierdzę, że igrzyska zimowe powinny być istotnie skrócone. Należy myśleć, na przykład, żeby zaczynały się w czwartek, a kończyły w następną niedzielę – czyli miałyby taki skrócony, 10-dniowy przebieg. Odejść od pomysłów takich chwilowych – rynna i inne. Ja nie chcę nikogo urażać, ale trzeba to opanować, dlatego że skutkiem jest coraz mniejsze zainteresowanie. Poza tym trzeba dać tym dyscyplinom żyć własnym rytmem: one też muszą mieć swoje mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy. Inaczej ta olimpiada staje się takim bigosem, który ma za dużo składników. A powinna być świętem z elementami nabożeństwa. Naprawdę. Stawiam poprzeczkę bardzo wysoko, ale uważam, że igrzyska to powinno być święto z takimi elementami kultowymi, związanymi z otwarciem, z zamknięciem, z jednością sportową w wiosce olimpijskiej, z pewnymi bardzo rygorystycznie pilnowanymi zasadami fair play. Wy mówicie o igrzyskach, że one zostały upolitycznione, ale ja stawiam tezę inną, mianowicie gdyby igrzyska – nie daj Bóg – gdzieś zamarły, to świat byłby naprawdę dużo smutniejszy i gorszy. Igrzyska, nawet z wieloma wadami, są jednak wzbogacające nas wszystkich jako ludzkość. Jestem gotów tej tezy bronić.

Przemysław Babiarz – Muszą zachować swój autentyzm . Tutaj kolejne pytanie. Trudno obliczyć dokładnie, ile kosztuje indywidualny złoty medal olimpijski. Ktoś obliczył, że to jest milion dolarów. Czy w takim sporcie jest miejsce na odrobinę romantyzmu? Ten romantyzm w dodatku jest jakby troszeczkę wykreślany przez liczby. Raz, że wszystko jest obliczone, dwa, że telewizja pokazując to wszystko czasami demistyfikuje te wielkości sportu. Gdzie jest miejsce w sporcie na romantyzm?

Prezydent RPPo pierwsze nie wierzę, że można obliczyć ile kosztuje medal olimpijski. Medal może kosztować bardzo dużo i może być przebłyskiem jak medal Wojciecha Fortuny czy Simona Ammana. Nie wierzę, żeby dwa złote medale Ammana kosztowały milion dolarów. Bzdura. Trafił. Pamiętacie wcześniej upadek. Potem, na zupełnym luzie wystartował, nastąpiła akumulacja wszystkich jego możliwości w tym czasie. Pamiętam Ulrike Mayfart – dobrą znajomą pana redaktora z Monachium z 72. roku. Zdobyła złoty medal. Potem świętowała ten medal bardzo długo. Niczego więcej nie zdobyła. Media niemieckie – bardzo akuratne - miały do niej bardzo wiele pretensji, dlaczego taki talent ona w dyskotekach rozmienia na drobne. A ona na to odpowiedziała, że ma taką propozycję dla każdego młodego Niemca, który zdobędzie złoty medal olimpijski. Niech ma 18 lat, zdobędzie medal, a wtedy pogadamy. Takie są sytuacje.

Przemysław Babiarz – Udało jej się po latach to powtórzyć. Po dwunastu latach przerwy. To był paradoks.

Prezydent RPParadoks, ale ja bym tego w ogóle nie liczył w ten sposób. Natomiast, czy jest miejsce na romantyzm? Jest miejsce na romantyzm wielkiego wysiłku, że wraca się z jakiegoś wielkiego upadku, potrafi się pokonać trudności, kontuzje – tu jest romantyzm. Natomiast musimy wiedzieć, że nie tylko w sporcie, ale we współczesnym świecie naprawdę przede wszystkim liczy się talent i wielka praca. Dzisiaj, szczególnie przy tym całym systemie kwalifikacji, doprowadziliśmy do tego, że element przypadku jest minimalny. Romantyzm jest. Ja go będę odczuwał i życzę tego z całego serca, kiedy Robert Korzeniowski będzie wieńczyć swoją karierę w Atenach medalem, oby złotym medalem. To ma w sobie romantyzm wielkiego dzieła człowieka, który przeszedł tysiące kilometrów, po to, żeby udowodnić sobie i światu, że jest dobry. Wbrew sędziom i własnym słabościom, które go eliminowały z różnych zawodów. Tak więc jest oczywiście miejsce na romantyzm. Romantyzm ja bym widział w ostatnich mistrzostwach Europy w siatkówce. W naszych dziewczynach, które zaczynały właściwie bez dużych szans. Potem widziałem coraz więcej moich znajomych, którzy oglądali nie tylko dlatego, że Polki tak dobrze grały, ale dlatego, że takie ładne. Jeszcze trener, który jest postacią heroiczną – choroba, walka, a jednocześnie ogromny optymizm . Sport będzie zawsze miał ogromnie dużo romantyzmu. To jest walka z sobą, walka z konkurencją, z warunkami, ze wszystkim. Oczywiście słusznie mówimy krytycznie o tym konkursie w Kuusamo, ale przecież w tym też jest coś heroicznego. Ci sportowcy wiedzą, że z jednej strony jest trudno, z drugiej strony oni nie boją się tych przeciwności, z trzeciej strony – „The show must go on” – zawody muszą się odbyć. Jednocześnie, jak się pyta tych którzy byli na wieży i nie skakali, to oni się tym w ogóle nie zajmowali. Trzeba by było skoczyć to by skoczyli. Sport jest ciągle miejscem, gdzie dzieją się rzeczy wspaniałe. Tylko byleby jeszcze dobrze opisywane przez was, przez dziennikarzy. Żeby wydobywać to co jest w tym szczególnego. Żeby nie spłaszczać. Ja najbardziej protestuję kiedy widzę jak wiele gazet sportowych, w tym polskich staje się kolejnymi tabloidami od wyników sportowych, sensacyjek i skandali. I tu nie ma miejsca właśnie na ten romantyzm. Ja życzę każdemu, żeby wygrał bieg na 100 metrów. To jest krótki bieg. W ciągu tych dziesięciu sekund można przeżyć wiele uczuć, co wystarcza później, żeby opowiadać miesiącami. Jest i koncentracja na starcie, moment kiedy ruszam, moment zwątpienia czy dam radę, pierwszy ból, który przychodzi na 60-70 metrze i oglądanie się na boki, czy jestem na przedzie, czy zupełnie gdzie indziej. To jest 10 sekund, o których można pisać całe nowele.

Marek Jóźwik – I sześć lat przedtem, żeby się do tego przygotować...

Prezydent RP - Oczywiście. I więcej. Tego nie rozumieją kibice nie wprowadzeni. Jeżeli są igrzyska olimpijskie i 100 metrów, to historia rozgrywa się w ciągu 9 sekund i jakiegoś ułamka. I nie ma tak, że ona jest do odwołania. Albo jesteś pierwszy i przechodzisz do historii, albo jesteś szósty i nikt nie zna twojego nazwiska. A wszystko to kosztowało kilka sekund i kilkanaście lat przygotowań. A jeżeli weźmiemy skoki narciarskie, to to są jeszcze ułamki sekundy. Bo ten moment na progu, to jest zero z ułamkami. Jedno spóźnienie i zamiast wielkich nadziei, zostaje tylko wielka frustracja. Także sport jest romantyczny i zostaje romantyczny. Bo nie ma takiej kwintesencji losu ludzkiego, wyrażonej tak plastycznie i tak symbolicznie jak w sporcie. My kibice to przeżywamy, a to jednak trwa miesiącami. Później efekty są odłożone na lata. Jak ja podpisuję nasze wejście do NATO, to mam przekonanie, że dajemy Polsce więcej bezpieczeństwa i cieszę się. Ale przecież to później związane jest z dziesiątkami wydarzeń. Trzeba np. wysyłać żołnierzy na Bałkany czy do Iraku. A tu dosłownie w ciągu paru sekund decyduje się wielkość albo nicość. Trzeba o tym pamiętać.

Przemysław Babiarz – Taka wielka sprawdzalność wyniku. A równość szans? Jak tę podstawową wartość w sporcie można obronić w momencie, kiedy np. w kwalifikacjach do Ligi mistrzów bogaci i mocni mają z góry zagwarantowaną przewagę.

Prezydent RPNo wie Pan, to jest odzwierciedlenie naszego świata. Cóż można poradzić? Mógłbym powiedzieć, abyśmy byli zdrowi i bogaci. Tylko tyle. Natomiast te wielkie sporty mają to do siebie, że odwzorowują świat, w którym żyjemy. Są wielkie koncerny, których samochody są rozchwytywane i są małe firmy, które nawet nie próbują produkować samochodów, bo to nie ma sensu. Ja myślę, że FIFA i UEFA staną przed podobnym pytaniem jak ruch olimpijski. Co zrobić żeby nie przekroczyć tej granicy, gdzie tylko trzy czy cztery kraje będą się liczyć w całej zabawie. Bo to będzie działało kontr produktywnie. Ja na przykład uważam, że błędne było stworzenie Ligi Mistrzów złożonej z 32 drużyn. Dużo lepiej byłoby ograniczyć ją do 8 drużyn na końcu, ale wcześniej przeprowadzić cały system kwalifikacji, takich jak do tej pory – pucharowych. Przynajmniej w jednym przypadku to może zadziałać - Wisła może wygrać dwumecz, może nie z Norwegami...Oczywiście jestem złośliwy...Nie można zamykać tego, bo na przykład to, co jest ważne w ruchu olimpijskim to uniwersalizm. Rozumiejąc, że walczymy z gigantomanią i że ten system kwalifikacji musi być wprowadzony, my musimy zapewnić również uniwersalizm igrzysk. One muszą być dostępne. One muszą być równie dostępne jako miejsce do zorganizowania. Stąd projekt Zakopanego. Myślę, że on się powtórzy razem ze Słowacją. Nie może być tak, że igrzyska zimowe robimy tylko w Alpach, albo w Ameryce Północnej, albo w Japonii, a igrzyska letnie robimy albo w Stanach Zjednoczonych, albo w Chinach, albo w najbogatszych krajach europejskich. Czyli ten uniwersalizm wymaga znalezienia takiego miejsca równowagi. To samo dotyczy piłki nożnej. Dzień, w którym w Europie będą się liczyć trzy czy cztery kraje, które będą ściągały najlepszych piłkarzy, będzie końcem piłki nożnej w Europie. I zapłacimy za to wielką cenę. Trzeba przerwać pewne eksperymenty. O Realu Madryt, który bardzo cenię, muszę Panu powiedzieć, że przesadził. Rozmawiałem na ten temat z Królem Hiszpanii, który jest kibicem Realu. Naprawdę nie ma powodu, żeby wszyscy najlepsi grali w jednej drużynie. Niech oni grają w pięciu, sześciu, niech Zidan gra w Legii Warszawa...

Marek Jóźwik – To by było bardzo przyjemne...

Przemysław Babiarz – W grach zespołowych w ogóle, ale w piłce nożnej najbardziej dobitnie widać, że zaczyna się odsuwać w cień rywalizację państw. Czy sądzi Pan że jest to tendencja, którą będziemy obserwować w najbliższym czasie?

Prezydent RPTak naprawdę, możemy o tym mówić jedynie w piłce nożnej. Ale to już jest tradycja.

Przemysław Babiarz – A NBA i koszykówka?

Prezydent RPAle to koszykówka w Stanach Zjednoczonych. Tak naprawdę to nikt nie konkuruje z NBA, bo nawet najlepsze kluby europejskie nie maja tu żadnej szansy. Oczywiście Real Madryt jest firmą od zawsze, Manchester United, Bayern Monachium, Arsenal. To jest inny temat. Ale oczywiście konkurencja państw będzie istniała tak długo jak będą istnieć państwa. Jeszcze wielosetletnia historia przed nami. To będzie i co mnie cieszy – hymn grany na zakończenie rywalizacji - nie jest tylko radością dla kibiców, ale widzę, że jest ogromną radością dla zawodników. Zawsze jestem wzruszony, kiedy widzę łzy u zawodnika, któremu grają hymn narodowy. To oznacza, że ten romantyzm ciągle pozostał. Zupełnie tego wszystkiego nie zindywidualizowali, nie stali się tak egoistyczni. To jest ważne, że istnieje coś takiego jak więź kulturowa, językowa.

Przemysław Babiarz – Skoro istnieją produkcje nisko budżetowe, które potrafią skutecznie rywalizować z superprodukcjami, przynajmniej w obszarze kina, czy możliwe jest, że powstaną igrzyska nisko budżetowe?

Prezydent RPOne istnieją w postaci różnych zawodów. Te igrzyska, które skupiają uwagę mogą być mniej wysoko nakładowe, niż do tej pory. Ja mam taka projekcję, że igrzyskami, które spowodują konieczność powrotu do źródeł i opanowaniu tej sytuacji, będzie Pekin 2008. Spodziewam się, że to będą igrzyska, które przekroczą wszystko co do tej pory znamy, w sensie organizacji, rozmachu itd. Będą wybitnie zorganizowane, z dużymi nakładami na obiekty, no i z użyciem potęgi półtora miliarda Chińczyków. Żadnego kraju nie stać na coś takiego, co będzie zorganizowane i ponieważ to będzie na takim poziomie, to kolejne igrzyska będą musiały powrócić do źródeł. Będą skromniejsze, spokojniejsze. Ja myślę, że ciekawym eksperymentem – gdyby nie został przez Greków zepsuty niedociągnięciami organizacyjnymi – mogłyby być Ateny. Ateny to nie jest tylko powrót do źródeł, ale to jest miasto, które może zorganizować takie igrzyska jakie może. Cudów nie ma. To jest miasto duże, zapchane, typowo współczesne, z dużym zainteresowaniem sportem, z piękną atmosferą. Będą musieli ratować pewne niedostatki właśnie tym klimatem. To co na przykład znakomicie umieją robić Norwegowie wobec sportów zimowych. Pokażcie mi bieg narciarski na 5 czy 15 km obserwowany przez 100 tysięcy ludzi. W kraju, który cały liczy 4 mln osób. Gdzie od rana z dziećmi siedzi się przy ogniskach i od rana czeka się na ten bieg.. To jest coś tak nieuchwytnego i tak wspaniałego i to robi wspaniała atmosferę igrzysk. Myślę, że wcześniej czy później, do tego wrócimy.

Marek Jóźwik – W Atlancie kibice ratowali się Coca Colą, a w Grecji, podczas olimpiady, będą ratować się Ouzo. Oczywiście żartuję...

Prezydent RPAtlanta to był taki problem – co zrobić z igrzyskami w tak wielkim molochu. Ja myślę, że Amerykanie , w sumie, wyszli z tego obronną ręką nawet ze wszystkimi stratami. Nie da się zrobić igrzysk w wielkim mieście tak, żeby wszyscy mieli poczucie, że głównie liczą się igrzyska.

Marek Jóźwik – Polski sport piszczy z braku pieniędzy i wszyscy oczekują, że to państwo jako instytucja utrzymywać będzie polski sport. Ale nie ma przecież takiego państwa, które byłoby w stanie utrzymywać wszystkie dyscypliny sportu, jakie widnieją na kuponach Totolotka. W jakim stopniu państwo może być wobec sportu opiekuńcze?

Prezydent RPPaństwo musi przede wszystkim zapewnić dobre wychowanie fizyczne. Na pewno każde nowoczesne państwo musi zapewnić wobec dzieci i młodzieży dobrą służbę zdrowia i mocną obecność wychowania fizycznego w szkole. Jednocześnie to będzie miejsce do wyłaniania talentów. Nie ma jednak żadnego powodu, żeby państwo angażowało się w komercyjne działania klubów sportowych, samych zawodników, tych którzy są odpowiednio przygotowani, aby zarabiać pieniądze i powinni rozliczać się z państwem w postaci podatku. Natomiast niewątpliwie do państwa i samorządów powinno należeć budowanie bazy sportowej, a do państw jako takiego, budowanie zainteresowania sportem. I myślę, że to co jest słabością polską, mimo, że mieliśmy wybitnych sportowców i wspaniałe tradycje, to trudno by było nas zaliczyć do grupy narodów kochających sport. A już na pewno trudno by było zaliczyć ludzi podejmujących decyzje do tych, którzy w tej sprawie mają bardzo dużo pomysłów, czy angażują się w to. Tam gdzie się angażują to są i wyniki i obiekty. I nie ma co się dziwić, że dzisiaj najlepsze stadiony w Polsce, chociaż małe, to jest Grodzisk, Wronki, Ostrowiec. A Warszawa czeka na swój stadion. A stadion narodowy nie może być zakończony. Chciałbym poprze moje zaangażowanie wywołać takiego ducha pro sportowego. Są dwie sprawy: zainteresowanie sportem i uprawianie sportu. Mamy już nowe zjawisko cywilizacyjne. W Polsce coraz więcej ludzi zaczyna się zajmować sportem osobiście. Ale wynika to głownie ze strachu: przed zawałem, przed otyłością, A dobrze by było, żeby zmienili styl życia. Dzisiejszy cywilizowany człowiek zajmuje się sportem, bo tak trzeba. To jest wcale nie taka bardzo zajmująca czasowo, ale ważna treść jego istnienia, jego osobowości.

Przemysław Babiarz - Może to tak jak w rozwoju religii: najpierw był Bóg groźny, a potem Bóg miłości. Może tak samo w sporcie będzie?

Prezydent RPDaleko idące porównanie. Chciałbym bardzo, aby doświadczenia i fascynacje, które przeżywamy, choćby Otylia Jędrzejczak czy siatkarki na to się przekładały. Czy wspaniałe zawody – tegoroczne zawody w Zakopanem – Puchar Świata w skokach narciarskich. To jedne z piękniejszych zawodów jakie obserwowałem, a widziałem dużo. Atmosfera, organizacja, klimat przyjaźni wobec przeciwników Adama – wszyscy się tego obawiali. Tylko czego mi zabrakło następnego dnia? Wieczorem było świętowanie, wszyscy mieli prawo świętować, tylko jak ja bym chciał następnego dnia zobaczyć te dziesiątki kibiców na trasach chodu. A następnego dnia wcale nie zobaczyłem tych kibiców, którzy chcieliby się sami trochę posportować. Na trasach byłem tylko z moimi przyjaciółmi. Tego mi brakuje. Oglądajmy sport, ale też bądźmy sami sportowcami.

Marek Jóźwik – Gdyby wszystkie emocje związane z Małyszem przełożyć na energię kinetyczną, to cały naród zacząłby biegać maratony.

Prezydent RPJakość kibicowania podnosi się wraz z zaangażowaniem sportowym osobistym. Człowiek wtedy lepiej rozumie i przestaje urągać na sportowca, któremu coś nie wyszło. Nie namawiam do skakania na nartach, ale do chodzenia po górach, do biegania, do korzystania z wakacji aktywnie..

Agnieszka Rylik – Rok 2003 zbliża się do końca. Jakie wydarzenie, oprócz wspomnianych już zawodów w Zakopanem, zrobiły na Panu największe wrażenie?

Prezydent RPZ polskich sportowców : Małysz, Jędrzejczak, Sylwia Gruchała i siatkarki. Mieszane uczucia mam związane z mistrzostwami Europy w piłce nożnej – wszyscy temu kibicowaliśmy. Dla mnie ciekawa była zmiana warty, która dokonała się w tenisie – pożegnanie Samprasa – największego tenisisty wszechczasów. Ale wszyscy szykujemy się do roku następnego – olimpijskiego. Wierzę, że starczy determinacji parlamentowi i rządowi Rzeczpospolitej, żeby środki na przygotowanie olimpijskie zostały w budżecie zapisane. Bo państwo za ten typ sportu musi ponosić koszty. Kraje najbardziej liberalne, z najbardziej rynkowa gospodarka, również to czynią. Myślę, że rok 2004 będzie rokiem olimpijskich radości.

Agnieszka Rylik – Jakie są Pańskie rokowania? Kto wróci z medalem?

Prezydent RPNie jestem prorokiem. Powiem tak: mamy kilku sportowców, którzy - jeżeli będą możliwości przygotowania - mogą przywieźć nawet złoty medal: Otylia Jędrzejczak, na pewno Robert Korzeniowski, Sylwia Gruchała, może Agata Wróbel tylko niech nie podejmuje pochopnych decyzji, bo ona jest urodzona do podnoszenia ciężarów i może jeszcze z tego mieć i ona i my wszyscy ogromnie dużo satysfakcji. Sądzę, że kajakarze, wioślarze, żeglarze. Trochę sceptycznie myślę o lekkoatletach. Myślę, że coś się zdarzyło niedobrego, że zostali „przestartowani”. Za dużo tego było. Zabrakło myśli strategicznej. Życzę polskim sportowcom, ażeby osiągnęli jak najwięcej, bo to przecież jest ich i nasz sukces.

Marek Jóźwik – Mimo wszystkich zagrożeń z którymi sport jest związany i o których dzisiaj rozmawialiśmy czy sport ma w sobie taką siłę żeby uczynić świat ludzi bardziej ludzkim? Czy w taki sport Pan wierzy?

Prezydent RPWierzę i jestem przekonany, że tak jest. Wielokrotnie mówiłem, że ten świat poznałem dobrze z różnych stron. Sport ciągle jest lepszy niż nasze codzienne życie. Opiera się na regułach, wymaga wysiłku, konsekwencji, a konkurencja powoduje to, że wiemy ile jesteśmy warci. Nie ma sztucznych wartości, nie ma sztucznych bohaterów. Można coś wygrać przypadkiem, ale to będzie tylko przypadek ,natomiast w sporcie odróżnia się te diamenty od fałszywych kamieni dużo łatwiej niż gdzie indziej, więc ja wieże w taką właśnie moc sportu edukacyjną, aksjologiczną , w to że sport może być wzorem dla wielu ludzi i to co mnie niepokoi, że ten sport wymaga tak ogromnego wysiłku, że dla wielu ludzi staje się przez to mniej atrakcyjny, bo im się wydaje, że w innych dziedzinach te sukcesy osiąga się łatwiej, ale to jest mylny pogląd, bo jeżeli chce się mieć sukcesy gdziekolwiek w nauce, w kulturze, w sztuce, w polityce czy w sporcie to ten wysiłek jest porównywalny, innego typu, ale jest porównywalny i nic nie zastąpi ani pracy ani talentu. Natomiast sport ze względu na reguły, które w nim obowiązują i silną konkurencję, jest lepszy niż nasze codzienne życie. W to nie wątpię.

Przemysław Babiarz – Panie Prezydencie, czy w nawale zajęć, ma Pan czas, żeby włączyć telewizor i pooglądać coś ze sportu?

Prezydent RPStaram się, chociaż nie jest to wcale łatwe. Najważniejsze wydarzenia udaje mi się obejrzeć chociaż jednym okiem. Oglądam Wasz program i gratuluję, bo to jest nowy język mówienia o sporcie. Żywy, dynamiczny i mówiący nie tylko o wynikach, bo te są przecież znane każdego dnia, ale pokazujący tło sportowych wydarzeń. Gratuluję Państwu, gratuluję Józefowi Węgrzynowi pomysłu, gratuluję Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu, że zaangażował się w ten projekt.

Marek Jóźwik – Dziękujemy za miłe słowa i dziękujemy za rozmowę.

Prezydent RPI ja dziękuję i życzę wszystkiego najlepszego w roku olimpijskim.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.