przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie prezydencie, czy po dzisiejszych rozmowach w Niemczech uważa Pan, że są jakiekolwiek szanse na porozumienie, czy ten szczyt w Brukseli zakończy się fiaskiem?

Prezydent RP:
Szanse jakiekolwiek zawsze są dopóki rozmowy są niezakończone, natomiast gdybym dzisiaj miał prorokować to oczywiście raczej nie widać możliwości porozumienia, bowiem i stanowisko niemieckie i stanowisko polskie, i stanowisko hiszpańskie są bardzo zdecydowane i różne

No, ale Pan mówił, że trzeba szukać kompromisu, a wydaje się że pola tego kompromisu nie ma bo jedni i drudzy obstają przy swoim.

Prezydent RP:
Nie, ja mam takie dziwne wrażenie, że to pole kompromisu jest, tylko, że myśmy wszyscy stali się trochę niewolnikami sytuacji, znaczy każdy powiedział tak dużo, że nie może się wycofywać, tak samo z Polski jak i Niemiec, premiera Millera, kanclerza Schredera, premiera Aznara i innych. Natomiast wydaje mi się, że ta koncepcja rendez - vous, która została zgłoszona przez Jacka Strawa, MSZ Wielkiej Brytanii, którą myśmy przedstawiali dużo wcześniej premierowi Berlusconiemu, która się sprowadza do tego, żeby doświadczyć Nicei, zobaczyć jak ona działa i wrócić do tego tematu za kilka lat, byłoby sensownym rozwiązaniem...

Ale z drugiej strony Romano Prodi mówi, najgorszą rzeczą jaka może się stać na tym szczycie, to ogłosić, że decyzję odkładamy na później.

Prezydent RP:
Ja myślę, że tu jest dużo przesady, w tej chwili mamy te naciski żeby decydować, no ale z drugiej strony, jeżeli w ogóle nie będzie możliwości zdecydować, to zaczekanie i dojrzewanie do takich koncepcji ma swój sens. Tym bardziej, że to co wydaje mi się bardzo istotne o czym kanclerzowi dzisiaj mówiłem, Europa jest procesem. To nie jest tak, że my możemy powiedzieć: oto ustalamy gry reguły w Europie, na następnych, nie wiem dwadzieścia lat, pięćdziesiąt lat, sto lat, nie. My ustalamy na kolejny etap. Dochodzi do wniosków, zbieramy doświadczenia, zgadza się to wszystko, sprawdza się bądź nie, zmieniamy je dalej. Europa zaczynała od szóstki, później była dwunastka, piętnastka, dzisiaj dwadzieścia pięć krajów, za chwilę dwadzieścia siedem, może dwadzieścia osiem i jeszcze więcej. Trzeba pamiętać, ze skoro to jest proces, to nie powinniśmy być nadmiernie ambitni, tzn., nie powinniśmy dzisiaj próbować formułować takich oto reguł, które mają obowiązywać na nie wiadomo jak długi okres. Dlatego w jakimś sensie, ten pomysł rendez - vous, czyli odłożenia decyzji nie jest zły.

Tylko z drugiej strony jest tak, że większość krajów chce dojść do porozumienia dzisiaj, szefowa hiszpańskiej dyplomacji powiedziała, że Hiszpania jest gotowa rozważyć każdą nową propozycję dotyczącą konstytucji i zrobi to konstruktywnie, a Jose Maria Aznar nie będzie panem weto. Pan w wywiadzie dla BBC mówi, my jesteśmy gotowi zawetować Unijną Konstytucję.

Prezydent RP
: W sytuacji, gdy nasze postulaty nie zostaną przyjęte. Ale przecież my nie chcemy wetować, to nie jest cel, z którym jedziemy do Brukseli, podobnie jak słusznie Aznar mówi, że każdą konstruktywną propozycję oni rozpatrzą, my też rozpatrzymy.

A co to znaczy dla nas konstruktywna propozycja dzisiaj?

Prezydent RP:
To jest chociażby szukanie rozwiązania gdzieś wokół tego rendez - vous. Proszę też pamiętać, że mówimy tylko o jednej sprawie, wobec dziesiątków, które w konstytucji są przesądzone, co do których się zgadzamy, więc też nie dramatyzujmy, tu się świat nie wali, to naprawdę jest sytuacja dużo bardziej komfortowa, niż w paru innych dyskusjach, jakie już w Unii Europejskiej miały miejsce, natomiast rozpatrzymy propozycję, jesteśmy gotowi do konstruktywnego dialogu. Zależy nam na porozumieniu w Europie i w odróżnieniu od niektórych polityków w Polsce ja podkreślam i mówię to raz jeszcze państwu, Europa jest zbudowana na kompromisie. Jeżeli my odrzucimy ideę kompromisu, porozumienia w Europie, no to nie będzie żadnej wspólnoty europejskiej.

To będziemy wysadzać Unię Europejską w powietrze jak Pan powiedział.

Prezydent RP:
Będziemy wysadzać w powietrze, będziemy niezrozumiani, będziemy takim właśnie nieznośnym adeptem unijnym itd.

Ale wygląda na to, że to nam grozi.

Prezydent RP:
Grozi jeżeli jakby zagramy się na śmierć, to jest takie sportowe powiedzenie, które odczuwa się już nawet. Ja uważam, że nieodpowiedzialność tego sloganu „ Nicea albo śmierć” kosztuje nas bardzo wiele, nawet w tych rozmowach, które dzisiaj mieliśmy, to jest traktowane jako stanowisko polskie, jako stanowisko nieodpowiedzialne, stanowisko nie pozwalające na żadną dyskusję. Jeżeli my tak, że tak powiem tak definiujemy no to o czym tu gadać. I ci, którzy z tym hasłem wychodzili powinni, ze tak powiem zastanowić się. Natomiast trzeba rozmawiać, nasze stanowisko jest twarde, ale jest umotywowane i dzisiaj to też w Berlinie powiedziałem, one jest bardzo mocno umotywowane.

Ale Niemcy i Francuzi mówią, że ich stanowisko też jest umotywowane.

Prezydent RP:
Cała słabość argumentacji niemieckiej, to widać po oczach kanclerza, Ministra Spraw Zagranicznych Fischera, polega na tym, że to oni decydowali o Nicei. To nie myśmy. Tam są dwie rzeczy, które są wyjątkowo słabe w argumentacji krajów Unii. Pierwsze: oni przyjęli Niceę i dwa: oni dzisiaj mówiąc źle o Nicei, proponują żeby tak czy inaczej pięć lat obowiązywała w Europie. Jaka w tym jest logika. I tu jest cisza.

Panie Prezydencie, czy domyśla się Pan, jaką propozycję może złożyć włoski premier Sylwio Berlusconi, który mówi, że on ma asa w rękawie na koniec negocjacji?

Prezydent RP:
Jeżeli konferencja ma się zakończyć powodzeniem to gospodarz tej konferencji, czyli Premier Włoch jest tutaj postacią bardzo ważną i wierzę, że on ma tego asa. Toteż nie zdziwię się jak się okaże, że to nie as, a walet, albo może jeszcze karta mniejszej siły, ale chciałbym, żeby taki pomysł był i moim zdaniem ten pomysł może być wyłącznie tylko wokół koncepcji rendez - vous, no jakoś tam określonego.

Romano Prodi powiedział dzisiaj, że można odejść od Nicei w 2014 roki, że to może być ta propozycja, czy my możemy się na nią zgodzić, czy nie?

Prezydent RP:
W 2014 roku ja skończę 60 lat i chętnie bym zobaczył co się wtedy stanie, natomiast wydaje mi się to wszystko możliwe dlaczego nie. Bo ja na pewno nie mam nic przeciwko temu. Choć z drugiej strony ja uważam, że Europa powinna wykazać się większą elastycznością mianowicie, jeżeli Nicea rzeczywiście tak jak mówią krytycy nie sprawdzała się, no to czemu czekać do 2014 roku, albo odwrotnie. Jeżeli Nicea jako system równowagi pozycji w Europie niezależnie od wielkości ekonomicznej, wielkości ludnościowej będzie się sprawdzała, to czemu zmieniać? To są wszystko pytania otwarte i ja mówię szczerze, nie za bardzo rozumiem taką pogoń w rozwiązaniach w sytuacji kiedy nie sprawdziliśmy tego pierwszego, tego nicejskiego. Za dwa lata myślę wszyscy i my w Polsce i w Niemczech, i wszędzie w Europie będziemy mądrzejsi, będziemy wiedzieć, czy ta Nicea działa, czy nie, czy to wychodzi, czy nie.

A czy dziś już wiadomo kto poleci do Brukseli, Pan czy Premier Miller?

Prezydent RP:
Zgodnie z zasadą, którą przyjąłem w 1995 roku, kiedy obejmowałem ten urząd, podzieliliśmy się obowiązkami, to też wynika później z przyjętej w 1997 roku Konstytucji, że Unia Europejska jest domeną rządu.

My to wiemy, ale sytuacja Premiera jest taka jaka jest.

Prezydent RP:
No tak, ale dlatego życzę mu i wierzę, że poleci. Natomiast gdyby była sytuacja nadzwyczajna, to ja oczywiście jestem do dyspozycji, ale też mogę sobie wyobrazić taki scenariusz, że gdyby Premier nie mógł we wszystkich obradach uczestniczyć, to Rzeczpospolitę i rząd reprezentuje minister Cimoszewicz, który od początku do końca w tych negocjacjach bierze udział.

Czy nie ma takiej możliwości, że Pan doleci do Brukseli, np. gdyby okazało się, że Premier...

Prezydent RP:
Wszystko jest możliwe ponieważ sytuacja jest bardzo skomplikowana i być może będzie taka konieczność, ja jej nie wykluczam, choć wydaje mi się ona mało prawdopodobna. Natomiast chcę Państwu powiedzieć, że nie ma tak, iż tu jest jakaś próżnia i ta nerwowość związana z polską reprezentacją wydaje mi się silnie przesadzona. Premier chce lecieć i poleci. Czy Premier będzie mógł uczestniczyć we wszystkich spotkaniach zależy od jego stanu zdrowia. Jeżeli Premier nie mógłby we wszystkich spotkaniach uczestniczyć, mamy znakomitego ministra spraw zagranicznych Pana Włodzimierza Cimoszewicza, który jest w stanie stanowisko polskie przedstawiać w sposób kompetentny.

Ale rozumiem, że gdyby minister Cimoszewicz zadzwonił i powiedział, że potrzebuje Pańskiej obecności to Pan wsiada w samolot i leci.

Prezydent RP:
Tu też jest sytuacja, że nie tylko polska strona będzie zainteresowana, żeby ludzie, którzy w Europie są znani, i którzy mają, tu powiem nieskromnie, mają jakąś tam pozycję pomogliby w rozwiązaniu tego problemu. Dzisiaj tak też zrozumiałem dyskusje w Berlinie. Ja jestem gotowy, być może to nie będzie konieczne w Brukseli, ale przecież jeżeli w Brukseli się nie dogadamy, no to co? To Europa się rozpadnie? Nie. Trzeba będzie szukać kolejnego terminu na kolejne konferencje, już pod prezydencją irlandzką i też trzeba będzie szukać rozwiązań. Ja chcę powiedzieć wszystkim tym, którzy stawiają polski rząd i Polskę pod ścianą, że nie mają racji, dlatego że my musimy szukać tego co będzie budowało wspólną Europę, a nie będzie zamykało nas w jakiś celach, czy gettach wręcz i tak czy inaczej będą musieli wyjść do działania ci politycy, którzy gotowi są przynajmniej rozmawiać, jeżeli już nawet nie będą gotowi znaleźć dobrego rozwiązania. Ale moje rozmowy dzisiejsze w Berlinie pokazują, że ten dialog jest bardzo potrzebny, bo minie Bruksela to jest raptem za 2 – 3 dni, prawdopodobnie się nie dogadamy, no i co.

No i trzeba rozmawiać dalej.

Prezydent RP:
Sąsiedzi zostaną sąsiadami, interesy zostają interesami, inwestycje, handel i granica, turyści, wizyty, kontakty, przecież tego wszystkiego nie przekreślimy to wszystko musi mieć dalszy ciąg. Dziś powiedziałem w Berlinie, że nasze działanie składa się z pewnych substancji i treści, którą się zajmuje, z emocji, które wyrażamy i z epizodów, które trzeba pokonywać, bo one się składają na całą historię, ale nie mogą tej historii przewracać w nicość.

Ale Panie Prezydencie czy prawdę napisała dzisiejsza „Rzeczpospolita”, że nie będzie Pan ani tworzył, ani popierał żadnej listy do Parlamentu Europejskiego?

Prezydent RP:
„Rzeczpospolita” w ostatnim czasie pisze zazwyczaj półprawdy, w związku z tym napisała półprawdy również i w tej sprawie, że mianowicie nie będę tworzył żadnej listy, a popierał – nie wykluczam.

A czy jest jakieś porozumienie między Panem a SLD, że nie będzie Pan popierał listy, a w zamian za to SLD poprze kandydaturę Jolanty Kwaśniewskiej w wyborach prezydenckich?

Prezydent RP:
A to kto pisze?

To różnie piszą.

Prezydent RP:
To też piszą nieprawdę. Nie ma żadnej umowy i nie ma żadnej decyzji i chciałbym, żeby traktować tę sprawę jako całkowicie otwartą i zgodnie z tym co Pani Prezydentowa powiedziała w Krakowie. To znaczy, ona słucha, ona jest pod różnymi naciskami, nawet dużą presją i żadnej decyzji nie podjęła i nie sądzę, żeby w najbliższych kilkunastu miesiącach taką decyzję podejmowała. Wszystko co się w Polsce odbywa niestety coraz bardziej ma charakter rzeczywistości wirtualnej, coraz bardziej.

Ale rzeczywistością wirtualną nie jest to co się ostatnio dzieje w SLD. Najpierw konferencja Mariusza Łapińskiego wyrzuconego z partii, w której obraził wszystkich...

Prezydent RP:
To było w wirtualnej.

Może byśmy wszyscy woleli, ale w wirtualnej nie było, a potem wystąpienie szefa klubu Jerzego Jaskierni, który powiedział, że Andrzej Lepper wniesie duży wkład intelektualny w komisję śledczą. Pana to nie martwi? Nie wstydzi się Pan za kolegów z SLD?

Prezydent RP:
Martwi, ale wstydzić się to jest, jakby to powiedzieć, jestem już długo poza działalnością partyjną, w SLD nigdy nie byłem.

Ale nie jest Pan zażenowany tym co się dzieje?

Prezydent RP:
Oczywiście jestem zażenowany, jestem zmartwiony. Uważam, że są to sygnały fałszywe, które są trudne do zrozumienia i poważna partia polityczna, a tym bardziej lewicowa partia, która powinna przykładać wielką wagę do podstawowych wartości etycznych, nie powinna tego czynić. Kropka i punkt ...

Kropka i punkt i 26 proc. Platformy Obywatelskiej i 18 SLD.

Prezydent RP:
Tak, to jest zupełnie inna historia. To będzie się zmieniało, nie wiem na czyją korzyść, ale tego bym dzisiaj nie łączył. Polska potrzebuje racjonalnie działających partii politycznych i jest niedobrze kiedy wychodzą sygnały, które są niezrozumiałe. Bo mnie bardziej interesuje nie to , która partia będzie miała więcej głosów w wyborach, ale na przykład to, że do wyborów może przyjść 30 czy 40 proc. wyborców. To jest prawdziwy dramat. Bo to oznacza, że ta demokracja, o którą walczyliśmy, która miała budować naszą przyszłość jest krucha bardzo. a takie wypowiedzi jak wspomniane przez Panią niestety one podważają zaufanie do polityki, do polityków, do tego elementu demokracji, który jest niezbędny, bez którego nie dałoby się obejść.

Panie Prezydencie mówiło się, że przed świętami pojedzie Pan do polskich żołnierzy w Iraku. Podobno Pan nie jedzie. Dlaczego?

Prezydent RP:
Dlaczego podobno? Sytuacja jest dziś taka, że ze względu na szczyt państw zatoki, który odbywa się w Kuwejcie, bo ta wizyta miała być połączona z oficjalną wizytą w Kuwejcie, przesuwamy ten termin. Żołnierzy pozdrowimy stąd z Polski i wizyta jest odwołana.

A termin przesunięty na kiedy?

Prezydent RP:
Trudno powiedzieć. Ze względów oczywistych ten termin nie powinien być wcześniej ogłaszany, ale jestem przekonany, że będę miał okazję z polskimi żołnierzami się spotkać, czy tu w Polsce po powrocie, czy tam w Iraku, ale na pewno dzisiaj nie ma tego terminu.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.