przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Dzień dobry państwu. Dzień dobry, panie prezydencie.

Prezydent RP:
Witam państwa. Witam pana.

Dzisiaj jest 19 grudnia.

Prezydent RP:
Tak.

I pamięta Pan taką związaną ze sobą informację, że ewentualnie 19 grudnia poleci Pan do Iraku do naszych żołnierzy?

Prezydent RP:
No i jak widać, jestem w Warszawie. Jak mówiłem wielokrotnie, ta wizyta jest odkładana, ponieważ miała być połączona z innymi wizytami w regionie i w tej chwili trwają ustalenia, kiedy mogłaby być.

Czyli nie należy spodziewać się z Pana strony dzisiaj jakiegoś nagłego wyjazdu i nagłego powrotu, tak na szybko?

Prezydent RP:
Pogadajmy. Nie należy, nie należy. A pogadajmy, bo jak mówię, żadnego terminu w tej chwili nie mam określonego.

Możliwe zagrożenie terrorystyczne — tak mówi minister spraw wewnętrznych Krzysztof Janik — jest ono coraz większe. Czy opinia publiczna ma tego świadomość, Panie prezydencie?

Prezydent RP:
Ja potwierdzam, że jesteśmy informowani o takich zagrożeniach, także przez naszych partnerów i sojuszników. Nie ma tu żadnych powodów do paniki, natomiast na pewno jest powód, aby przyglądać się temu wszystkiemu z większą uwagą, szczególnie w takich okresach, jak święta, które zazwyczaj powodują, że żyjemy w nieco innym rytmie, jest dużo wydarzeń, także o charakterze religijnym. Więc taka troska ze strony i służb policyjnych, i miejskich, a także obywateli, jest po prostu potrzebna i o to prosimy. I w tę stronę zmierzają apele zarówno rządu, ministra Janika, jak i moje. Nie ma żadnych powodów do zdenerwowania, natomiast są powody, żeby mieć oczy szeroko otwarte i jeżeli coś się dzieje dziwnego, po prostu informować właściwe organy.

Ba, tylko jak się zachować? Nie mieliśmy z niczym takim do tej pory do czynienia.

Prezydent RP:
Ale to można zauważyć. Nie chcę w tej chwili prowadzić instruktażu, ale jeżeli gdzieś jesteśmy i widzimy jakieś niezidentyfikowane, większe pakunki czy dłuższy czas stoi jakiś pojazd w miejscu, gdzie nigdy nie stawał, a jest to blisko jakiegoś ważnego obiektu, no to to są tego typu informacje dosyć podstawowe, które warto, żeby policja miała i przekazywać je, bo to jest taki kanon zachowań terrorystycznych, które mogą być użyte w jakimś momencie.

Czy to, o czym rozmawiamy, to taka wprost konsekwencja naszej obecności w Iraku, czy po prostu terroryści szukają jeszcze takich miejsc, których jeszcze nie było?

Prezydent RP:
To jest konsekwencja współczesnego świata. Terroryzm się rozlewa, on przecież ma różne źródła, nie tylko te bliskowschodnie, jeśli chodzi o geografię. Metody są, niestety, stosowane w różnych miejscach, dlatego tak trudno z nim walczyć, bo to nie jest jawny przeciwnik. To jest przeciwnik, który jest głęboko ukryty. Polska ma, jak sądzę, ciągle tę przewagę, że my nie jesteśmy krajem, gdzie można to czynić bardzo spektakularnie. Terroryści zazwyczaj potrzebują miejsc, którymi jakby cała opinia, że tak powiem, światowa, natychmiast tym się interesuje...

To jednak kraj w środku Europy, Panie prezydencie.

Prezydent RP:
Tak, kraj w środku Europy, dlatego powinniśmy być czujni, jak powiedziałem. Natomiast to nas — do tej pory przynajmniej — chroniło przed używaniem Polski jako miejsca do tego rodzaju działań. No, a też co jest ważne, że Polacy są społeczeństwem bardzo homogenicznym, bardzo jednak jednolitym, czyli obecność osób, które nie mówią po polsku czy inaczej się zachowują ona jest dosyć, że tak powiem, widoczna.

Wzbudza zainteresowanie i ewentualnie nieufność?

Prezydent RP:
Zainteresowanie. Przecież do Polski przyjeżdżają miliony ludzi z zagranicy i wśród nich nie ma terrorystów. To są turyści, to są biznesmeni, to są normalni ludzie. Nie dajmy się zwariować. Natomiast podkreślam to, o czym mówił pan minister Janik — nie ma powodów do paniki żadnej, nie ma powodów do jakiegoś zdenerwowania nadzwyczajnego, natomiast są sygnały, które trzeba przeanalizować. I tu nie wystarczy tylko aktywność policji, wywiadu czy służb miejskich. To musi być również współdziałanie z obywatelami.

Kiedy teraz przechodzi się obok takiej samotnie leżącej paczki, to rzeczywiście czasami człowiek zachowuje się troszkę irracjonalnie, nie tak jak kiedyś. Kiedyś po prostu leżała, a dzisiaj się zastanawiamy, co to może być.

Prezydent RP:
Dzisiaj po prostu trzeba być ostrożnym.

Jak Pan sądzi, czy był Pan, Panie prezydencie, w tej grupie polityków, którzy uważali, że zatrzymanie Saddama Husajna uspokoi sytuację w Iraku?

Prezydent RP:
Nie, od początku mówiłem i mogę tę tezę powtórzyć, że w krótkim czasie, jakichś kilku tygodni należy się spodziewać wręcz ze wzmożoną falą ataków, dlatego że zwolennicy Husajna dysponują przecież bronią, dysponują ciągle jeszcze pieniędzmi, a dodatkowo mają głęboką frustrację w tej chwili. Ta frustracja może się przekładać na więcej aktów terrorystycznych. Natomiast to w pewnym momencie się skończy, dlatego że ten bohater i ten punkt odniesienia dla nich jest dzisiaj w więzieniu i przestaje być jakąkolwiek, jak mówię, zachętą do działań. Natomiast to, co może być większym problemem, tak sądzę, że w dłuższej perspektywie sytuacja będzie się jednak stabilizowała. Natomiast to, co może być jakby gorszą wiadomością, że sam widok Saddama i miejsce, w którym on przebywał, pozwala sądzić, że niekoniecznie on musiał tymi akcjami bezpośrednio dowodzić, że to nie robiło wrażenia...

Czyli jest jeszcze ktoś, są jeszcze jacyś ludzie.

Prezydent RP:
Że są inni, którzy te działania prowadzą i trzeba ich nadal szukać. Dlatego to na pewno psychologicznie ma ogromne znaczenie, że przywódca w końcu, który stworzył państwo i reżim, i dyktaturę, która działała kilkadziesiąt lat, jest ujęty, ale widać, że dyspozycje mogły iść także z innych miejsc, a niekoniecznie z tej jamy, w której on się znajdował.

To zatrzymanie Husajna powoduje pewien problem — co z nim zrobić dalej? Kto go ma osądzić? Jaka powinna go spotkać kara? Ma Pan pomysł, jak to powinno wyglądać?

Prezydent RP:
Tak. Moim zdaniem powinien być sądzony w Iraku przy udziale obserwatorów międzynarodowych, ponieważ w moim przekonaniu będzie to służyło wzmocnieniu standardów prawnych, jakie powinny być zastosowane. Natomiast tutaj jest właściwe miejsce. To jest miejsce także wielkiego rozliczenia się Irakijczyków z sobą samymi, dlatego że przecież Saddam nie działał w pojedynkę. On dysponował i wielką partią Baas, on dysponował wieloma zwolennikami, on dysponował całą strukturą armii, całą strukturą państwową, służb specjalnych. To jest jednak problem, z którym oni muszą się sami uporać i wszelkie trybunały międzynarodowe, choć one są uzasadnione choćby z tego względu, że one spowodowały dwie wojny: i z Iranem, i z Kuwejtem, więc mógłby podlegać takim trybunałom, to jednak one nie będą miały aż takiej roli dla tego przełomu w Iraku, który rzeczywiście w świadomości Irakijczyków powinien się dokonać. Ja jestem zwolennikiem osądzenia w Iraku przy udziale obserwatorów międzynarodowych, żeby te wszelkie cywilizowane standardy prawne były absolutnie wykonane, żeby to nie był sąd kapturowy czy taki, który też znamy z historii, nawet z krajów mniej odległych niż Irak.

Czy także skazania na śmierć?

Prezydent RP:
Ja nie wiem, ja nie znam prawa irackiego, ale to już zostawmy temu trybunałowi. Ja nie jestem, jak wiadomo, zwolennikiem kary śmierci, ale to jest ten przypadek, w którym trudno byłoby dyskutować z trybunałem, gdyby taką decyzję podjął. Ale to zostawmy, to jest ich zadanie i zadanie, które, myślę, będzie podjęte w niedługim czasie przez Irakijczyków.

A w jakim czasie liczba polskich żołnierzy w Iraku będzie mniejsza? Kiedy zaczną powoli wracać do kraju?

Prezydent RP:
Sądzę, że jeżeli byłby zrealizowany ten plan, który jest zakreślony, to znaczy że rok 2004 jest okresem przekazywania coraz większych zadań dla władz miejscowych, irakijskich, tworzenia rządu, później konstytucji, wyborów, które mogłyby się odbyć w roku pewnie 2005, to wszystko oznacza, że rok 2004 jest jeszcze czasem, kiedy te wojska stabilizacyjne powinny być utrzymane, może z możliwością zmniejszenia ich liczby. Natomiast od roku 2005, a na pewno już w drugiej połowie roku 2005 wojska stabilizacyjne powinny się wycofywać i być zamieniane wojskami czy służbami, czy formacjami o charakterze policyjnym plus peace keeping, czyli utrzymującymi pokój, i one mogą być już dużo, dużo mniej liczebne.
Gdy chodzi o Polskę, to tutaj mamy jeszcze dodatkowy czynnik, który być może będzie w niedługim czasie bardziej czytelny, to jest zaangażowanie NATO. Gdyby okazało się, że w wyniku tego wszystkiego, co się dzieje, NATO zdecydowałoby się jako sojusz włączyć do akcji stabilizacyjnej, to wtedy niewątpliwie możemy doprowadzić do ich udziału w naszej strefie i to by oznaczało również zmniejszenie naszego zaangażowania. Ale chcę powiedzieć jesteśmy gotowi wypełnić swoje zobowiązania. Kolejna zmiana jest przygotowana, trzeba przygotowywać następną. Są na szczęście chętni. Powiedziałbym nawet, że zainteresowanie tym wyjazdem jest duże, są wręcz jednostki, które są urażone tym, że nie ma ich na liście przygotowywanej do wyjazdu do Iraku, co świadczy...

Nie ma świadomości tego, co się tam dzieje?

Prezydent RP:
Wiemy o pełnej świadomości, dlatego że jeżeli ktoś decyduje się na karierę żołnierza zawodowego, a przecież mówimy o tego typu w istocie żołnierzach, oficerach, to są bądź zawodowcy, bądź w trybie nadterminowym służący, no to są wszystko ludzie, którzy rozumieją, że to należy do ich zadań, należy do ich zawodu, mimo całego ryzyka, które jest z tym związane.

Czyli w 2004 jeszcze nie zakłada Pan jeszcze, Panie prezydencie, zmniejszenia naszego kontyngentu?

Prezydent RP:
Nie, nie, w pierwszym półroczu to w ogóle w tej chwili to nie wchodzi w grę, bo w styczniu będziemy dokonywać zmiany naszego kontyngentu. Natomiast jak tam ułoży się sytuacja? Jak mówię, jest szansa na zrealizowanie tego spokojnego, moim zdaniem realistycznego programu, który właśnie w takim trybie powinien doprowadzić do i wyborów w Iraku, i do wyłonienia władz irackich, i zmiany misji ze stabilizacyjnej na tę już pomagającą władzom w normalnym działaniu.

Panie prezydencie, w końcu roku 2003 jako głowa państwa miał się Pan okazję dowiedzieć, że jest Pan prezydentem kraju: a) upartego, b) którego cechuje bezwzględny nacjonalizm, c) wręcz niesubordynowanego, jak to pisał prasa zagraniczna po szczycie unijnym w Brukseli. Jak się Pan czuje w takim...?

Prezydent RP:
No cóż, to jest też cena, którą trzeba zapłacić za twarde stanowisko, które zaprezentowaliśmy. Ja uważam, że rząd prezentował stanowisko słuszne. My powinniśmy zdecydowanie opowiadać się po stronie tych postulatów, które zgłosiliśmy. Choć to, co mnie martwi, że konferencja brukselska nawet nie podjęła próby jakiegoś rozwiązania, które by przybliżało stanowiska stron, że właściwie od początku ona była pomyślana jako spotkanie, które ma się skończyć niczym, w związku z tym trwała krótko i właściwie nikt się tam nie przejmował fiaskiem. Może nasze kraje, te wstępujące, włącznie z Polską, bardziej niż te stare kraje europejskie.
Źle się stało, że w debacie w Polsce użyliśmy tak jednostronnych argumentów. Mówię o tym słynnym haśle (którego już nawet nie chce mi się powtarzać), dlatego że to stworzyło takie wrażenie na świecie, że Polacy całe swoje myślenie europejskie ograniczają tylko do tego punktu. Np. w ogóle prawie nie mówiono, że my też upieramy przy odwołaniu do tradycji chrześcijańskich w preambule czy mamy postulaty związane z instytucjami europejskimi. Zostało to właściwie zredukowane tylko do tego hasła i to spowodowało, że bardzo wiele takich stereotypów, które nie są dla nas przyjemne, na Zachodzie odżyło. Ja zresztą spotykałem się z tym także w rozmowach. To jest nawiązywanie do takiej polskiej koncepcji z szablami na czołgi i tak dalej, i tak dalej. Ale trzeba po prostu ten okres krytyczny przetrzymać, nie przejmować się tym zanadto i pracować dalej. Słyszę nawet dzisiaj wypowiedź Giscarda d’Estaing, że być może trzeba sobie dać rok do namysłu w pracach nad konstytucją. Być może to jest dobre rozwiązanie, być może rzeczywiście tego czasu zabrakło.

Minister Cimoszewicz proponuje pisać preambułę od początku na przykład.

Prezydent RP:
Preambułę pisać od początku, nie traktować rzeczywiście tekstu przyjętego przez Konwent jako zupełnie nienarurszalny, tak jak niektórzy chcieli. Ale przede wszystkim dojrzeć do tej konstytucji i mieć czas na debatę, której zabrakło. Kraje stare, ta Piętnastka skupiła się na tym, żeby rzeczywiście szybko porządkować kwestie instytucjonalne, bo nowi przychodzą. A myśmy byli znowu we wszystkich krajach wstępujących bardziej zaangażowani w referenda, w przygotowania, w negocjacje bezpośrednie, a brakło też czasu na taką myśl europejską, która by wykraczała poza te kwestie bieżące. Więc być może trzeba sobie dać więcej czasu.
Zresztą w tym kierunku szły nasze propozycje kompromisu. To znaczy żeby przyjąć to, co jest do zaakceptowania w Konstytucji, a kilka rzeczy, które są nie do zaakceptowania, w tym sprawę głosów, odłożyć na kilka lat, żeby spotkać się na tym rendez vous za te dwa, trzy lata, czy cztery, ocenić, jak to działa i wtedy podejmować decyzje. Więc jeżeli Giscard mówi, że można z konstytucją czekać rok, to jest jakby też zaproszenie na rendes vous, tyle że już nie w kilku sprawach, a w sprawach całej Konstytucji. Być może to jest jakieś rozwiązanie. Nie dramatyzowałbym, dlatego że jak widać sprawa nie była aż tak ważna dla Europy, bo nie podjęto jej, nawet nie w sensie, że nie uzgodniono, tylko nie podjęto dyskusji. Widać, nie tylko w Polsce i w Niemczech było przekonanie, że tu się nie zdarzy nic tak dramatycznego. Zresztą z moich rozmów, które miałem w Portugalii czy w Danii, miałem to samo wrażenie — że gdyby konstytucja została odłożona w czasie, to nikt nie będzie tego traktował jako jakiejś klęski.

A jak Pan ocenia stosunki polsko-niemieckie w końcu tego roku? W związku także ze szczytem w Brukseli.

Prezydent RP:
Ja myślę, że generalnie one są dobre. Jeżeli mówimy o polityce, to przecież kontakty są utrzymywane i bardzo bliskie. I gdy mówimy o gospodarce, to się bardzo dobrze rozwija. Jeśli mówimy o sprawach współpracy przygranicznej, kulturalnej, naukowej, to wszystko to jest na bardzo wysokim poziomie. Natomiast w sprawach strategicznych dwóch drogi, że tak powiem, bardzo się pokomplikowały. Przede wszystkim Irak i ich inne podejście do sprawy irackiej, i nasze, to ma swoje odzwierciedlenie w sytuacji wewnątrz NATO. A drugi, nie mniej poważny, a może nawet poważniejszy problem to jest kwestia Unii Europejskiej, gdzie trzeba Niemców nieco zrozumieć. To znaczy dla nich ta zasada podwójnej większości, nazwijmy to, zapisana w Konwencie, która uzależnia siłę głosu od ilości ludności w większym stopniu niż do tej pory, jest wielkim atutem. I trudno, żeby Niemcy tak łatwo z tego zrezygnowali. Oni po raz pierwszy będą mieli więcej możliwości wpływu, choć nie będzie to na pewno wpływ dominujący wyłącznie. Samych Niemców nie starczy, żeby przeforsować decyzje w Unii, ale po raz pierwszy oni mają więcej głosów od Francuzów, od Brytyjczyków, od Włochów. Oni w tym peletonie byli umieszczeni od początku Unii Europejskiej.

No tak, ale tak trochę zrozumieć, to co oznacza, Panie prezydencie? Jakie racje niemieckie uwzględnić?

Prezydent RP:
To jest dobre pytanie. Moim zdaniem tutaj trzeba zrozumieć ich twardość, ponieważ tak jak my walczyliśmy o swoje, tak samo kanclerz Schroeder walczył o swoje. Natomiast jeżeli przyjąć, że z tych pozycji twardych nie ma w ogóle żadnego wyjścia, to znaczy w ogóle nie możemy się porozumieć co do ani konstytucji, ani zasad głosowania. Ale ja myślę, że można szukać rozwiązań, które by jednak były bardziej solidarne gdy chodzi o sposób podejmowania decyzji w Unii, ale także odzwierciedlały jednak większy potencjał niemiecki. Jak pan pyta, pierwsze z brzegu rozwiązanie, które też było dyskutowane, jeżeli my mamy 27 głosów wg systemu nicejskiego, Niemcy 29, Francuzi 29, Brytyjczycy i Włosi 29, no to być może Niemcy powinny mieć 33.

Ale komu uszczknąć w tej sytuacji, czy dodać w takim razie po prostu?

Prezydent RP:
Nie, nikomu uszczknąć, dodać po prostu. Można tak, można z drugiej strony, można wychodzić od tych kwestii, czy to ma być 60% ludności, czy może 62. Były różne propozycje. To nie jest tak, że one się nie pojawiały, natomiast nie było czasu, żeby o nich spokojnie porozmawiać. I dlatego ten czas, który uzyskaliśmy, jest korzystny. On moim zdaniem powinien być i dla nas, i dla nich, a co ważne w Polsce, sądzę, że najbliższe kilka miesięcy — a zapowiedziałem to po konferencji w Brukseli — powinniśmy stworzyć forum tutaj właśnie, w Pałacu, takiej dyskusji poważnej, nie tylko polityków, ale także ekspertów, intelektualistów, jak my sobie wyobrażamy Europę i samych siebie w Europie, żeby zrealizować ten cel, który jest ciekawszy niż umieranie za cokolwiek, czyli silnej Polski w silnej Europie. Powiem szczerze, mnie te komentarze, które pan przeczytał z gazet zagranicznych, mniej martwią aniżeli informacja dzisiejsza z gazet, że niemal nie umiemy przygotować się do wykorzystania funduszy, które po 1 stycznia mają być wykorzystane. To jest prawdziwy...

No to czyja to wina? Wskazany jest rząd ewidentnie.

Prezydent RP:
Dobre pytanie. Niewątpliwie rząd to jest dużo powiedziane. Są urzędnicy, są instytucje, które miały to przygotować. Przecież rząd w całości nie przygotowywuje poszczególnych projektów na wykorzystanie funduszy strukturalnych, ale ja wierzę, że on przeanalizuje, który urzędnik jest na tyle niesprawny, że zaczynamy z takimi kłopotami.

Podobno otrzymał Pan list od Jarosław Kalinowskiego, prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego, by stanął Pan na czele czegoś, co miałoby się nazywać konwentem, tak? I ewentualnie spróbować opisać nasze miejsce w Unii Europejskiej.

Prezydent RP:
Tak. To jest zbieżna koncepcja z tym, o czym ja mówię. Czy to nazywać konwentem? Zobaczymy. Natomiast spotkam się z Jarosławem Kalinowskim. Uważam, że to jest cenne inicjatywa i cieszę się, że prezes Kalinowski, PSL wracają do tego myślenia pozytywnego o Europie, bo tak to traktuję. Chcemy rozmawiać o różnych sprawach i zastanowić się, na czym ta polska doktryna w Europie powinna polegać.

Czy to rzeczywiście groźne, ten apel szóstki najbogatszych krajów unijnych w sprawie zmniejszania ich wpłat w sumie do budżetu unijnego i zmniejszania wypłat dla krajów, które wchodzą do Unii?

Prezydent RP:
Myślę, że groźne, dlatego że to oznacza, że funduszy będzie mniej. Z tym, że to rzeczywiście było awizowane wcześniej.

Czyli to nie pojawiło się tak nagle zupełnie?

Prezydent RP:
Nie, nie pojawiło się nagle, bo to jest stały kłopot. Przecież to wynika z faktu, że wielkie kraje: Niemcy, Francja, mają kłopoty ze swoimi budżetami, mają wysokie deficyty. Jak pan pamięta, ostatnio musieli walczyć o to, żeby nie być ukaranymi, łamiąc zasady wcześniej przez siebie ustalone.

Ale udało im się.

Prezydent RP:
Udało się, ale to świadczy o tym, że mamy do czynienia z bardzo wrażliwym momentem, w którym chętnych do wypłacania pieniędzy nie ma wielu. I oczywiście taka tendencja może występować. Natomiast moim zdaniem dużo groźniejsza tendencja, która może mieć miejsce, to ta koncepcja dwóch prędkości, dlatego że ta szóstka może w pewnym momencie uznać, że rzeczywiście Europa nie jest dzisiaj przygotowana do tej integracji w tym samym rytmie, w tym samym tempie, a to by oznaczało przy jeszcze np. zmniejszających się czy ograniczających się środkach pomocowych dla państw wstępujących, że luka cywilizacyjna, która istnieje, ona będzie się oczywiście zmniejszała, tylko dużo wolniej aniżeli w przypadku Hiszpanii kiedyś, czy Irlandii, czy Portugalii, a to już byłaby strata, strata dla Europy, nie tylko dla Polski czy Czech, czy Łotwy, czy Litwy, tylko dla Europy, dlatego że moim zdaniem, i to jest właściwie kluczowe w naszej debacie o Europie, powinniśmy budować Europę rzeczywiście zintegrowaną, a nie połączoną, ale i podzieloną jednocześnie. Mam nadzieję, że taka koncepcja dwóch prędkości nie będzie realizowana, dlatego że ona byłaby w istocie najniebezpieczniejsza.

Jaka będzie Pana rola, Panie prezydencie, przy okazji przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego? Kogo Pan będzie popierał? Stworzy Pan coś własnego?

Prezydent RP:
Ja już mówiłem tyle razy, nie chce mi się nawet powtarzać...

Ale im częściej się powtarza, tym bardziej daje się to zapamiętać.

Prezydent RP:
Tym bardziej chcę powiedzieć: uważam, że wybory, szczególnie do Parlamentu Europejskiego, są miejscem dla wielu inicjatyw obywatelskich, które mogłyby ze sobą współpracować i stworzyć na przykład listę obywatelską. Mam nadzieję, że to zacznie się bardziej pojawiać, a może i sfinalizuje się w końcu nie po to, żeby odbierać głosy partiom, choć zapewne trochę uszczkną tym partiom, natomiast przede wszystkim żeby zachęcić do udziału w wyborach tych, którzy zazwyczaj nie chodzą, nie głosują, nie są zainteresowani polityką. Takie listy obywatelskie mają mogą mieć tę przewagę, że właśnie pojawiają się tam ludzie nowi, znani, fachowi w dziedzinie gospodarki, prawa Europy, ale nie zużyci w sensie działalności partyjnej. Gdyby taka lista powstała, to oczywiście byłaby interesującym partnerem także dla mnie, żeby z nimi współdziałać, żeby może ich popierać, tylko ona musi najpierw powstać.
Natomiast zdecydowanie jestem przeciwny temu, żeby powstawała tzw. lista prezydencka, która składałaby się z nazwisk, które ja wyznaczę, bo to byłaby delegacja prezydenta do Parlamentu Europejskiego, a przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby to miało sens społeczny, tym bardziej, że prezydentura się kończy za czas jakiś i taki byt, że tak powiem, miałby charakter tylko czasowy. Natomiast komitety czy ruch obywatelski na rzecz Europy mógłby stać się częścią polskiego krajobrazu. Moim zdaniem, wobec tych licznych osób eurosceptycznych, a nawet przeciwnych Europie, których się rozległo tak wiele, to silny głos proeuropejski, mądry głos proeuropejski jest bardzo potrzebny.

Czyli na razie jest Pan na tym etapie, że będę stał obok, tak?

Prezydent RP:
Zachęcam. Ja rozmawiam też z różnymi ludźmi dodając im otuchy, zachęcając ich, bo uważam, że to byłoby potrzebne. Natomiast czy to się powiedzie? Nie wiem, to oni muszą krążyć po kraju, szukać tych nazwisk, rozmawiać. Przecież ja mam inne zajęcia. Jest przestrzeń jakaś na to, bo jeżeli lista, która nie istnieje, która w ogóle, że tak powiem, nie powstanie, ma 10% w sondażach, jak to ostatnio pokazano, to znaczy, że jakieś zapotrzebowanie jest. Nie można tego bagatelizować. Natomiast ja bym chciał, żeby to był rzeczywiście ruch, który ma swoją treść, swoją substancję, że nie jest to koncepcja wymyślona zza biurka, tylko że ona ma swoje korzenie, swoje oparcie w społeczeństwie, w różnych środowiskach.

Jak to Pan ładnie powiedział „prezydentura potrwa jeszcze jakiś czas”. Pańska dwa lata, konkretnie rzecz biorąc, Panie prezydencie.

Prezydent RP:
Tak jest, właściwie od 23 grudnia to będą dwa lata.

Czy to już ten najbliższy rok będzie tym momentem, kiedy trzeba by pomyśleć o własnej przyszłości, kiedy opuści pan Pałac?

Prezydent RP:
Zapewne. Na pewno tak, choć to należy robić bez żadnych emocji i pośpiechu. Problemów każdego roku przybywa tyle, że pozwalają zapomnieć o takich rozważaniach. Natomiast na pewno im bliżej końca, tym więcej myśli, co dalej.

A co dalej?

Prezydent RP:
Myślę.

Czy następny prezydent powinien być politykiem?

Prezydent RP:
Wie Pan, prezydent nieuchronnie staje się politykiem, nawet jeżeli rozpoczynając tę kadencję jest mniej polityczny aniżeli inny. Prezydentami bywają ludzie przychodzący ze środowisk naukowych, przychodzący ze środowisk dziennikarskich. Różne są przykłady. Ale później jest to działalność polityczna. I tutaj oczywiście można różnie akcentować tę politykę, mogą być różne proporcje między taką społeczną koncepcją prezydentury, bardziej zwracania się do różnych środowisk niekoniecznie politycznych. Ale zawsze pozostaje też i polityka, którą trzeba się zajmować, bo parlament, bo ustawy, bo sprawy międzynarodowe, bo poszukiwanie wsparcia dla własnych inicjatyw. To jest związane z polityką, to jest związane z partiami politycznymi. Tutaj tego się uniknąć nie da. Natomiast prezydent zostaje na pewno politykiem, ale rozpoczynając kadencję może przychodzić z różnych stron.

Czy taka rozmowa, jak powinna wyglądać prezydentura w naszym kraju, jest tematem rozmów w tym budynku między Panem a Pana żoną?

Prezydent RP:
Takich rozmów nie. Rozmawiamy w tej chwili, oczywiście, częściej na ten temat ze względu na nacisk, pod którym ona się znajduje. Chcę powiedzieć, że moja żona ma zasadnicze obiekcje, wątpliwości, ale też obserwując tę działalność z bliska wie doskonale, jak to jest wyczerpujące i jak to jest też często mało przyjemne.

Czyli są wątpliwości na nie?

Prezydent RP:
To są zasadnicze obiekcje, oczywiście.

Ale są jakieś na tak?

Prezydent RP:
Na tak to jest to wielkie oczekiwanie społeczne. To jest jednak... te listy to koszami można przynosić, prośby, zapewnienia o wsparciu i tak dalej. No więc tego nie należy tak lekceważyć, dlatego że trzeba powiedzieć, skąd tego rodzaju presja. Ja politykom mówię, żeby mniej starali się obrażać obecnego prezydenta i panią prezydentową, a bardziej zastanowili się, dlaczego do tej pory nie wykreowały się wśród polityków postaci, które mogłyby być traktowane jako równie poważni kandydaci. Ale to może jeszcze się stać. Mamy na to co najmniej dwanaście miesięcy i sądzę, że to będzie czas, w którym poważne ugrupowania polityczne będą musiały się zastanowić same nad tym, jak chcą w tych wyborach prezydenckich zaistnieć.
Natomiast dzisiaj gdyby mówić o mojej małżonce, no to to jest pewien fenomen społeczny, który mnie cieszy, bo przecież widzę w tym także nie tylko uznanie dla niej, ale też i uznanie dla stylu mojej prezydentury i po części jakby dla mnie samego, choć chcę być tu należycie skromny, ale to jest rodzaj bardziej dzisiaj fenomenu społecznego i pewnego sygnału, który dzisiaj społeczeństwo daje klasie politycznej, że uważajcie.

Panie prezydencie, jako że to nasza ostatnia rozmowa przed Świętami, przed Nowym Rokiem, pozwoli Pan, że złożę w imieniu redakcji, w moim własnym także życzenia wszystkiego dobrego, wszystkiego najlepszego na Święta.

Prezydent RP:
Dziękuje bardzo.

Chociaż kłopotów całe mnóstwo, ot, choćby dzisiejsi kolejarze, którzy mają też problem, nie potrafią sobie z tym wszystkim poradzić, blokują tory.

Prezydent RP:
Ale miejmy nadzieję, że te rozmowy, które się toczą...

O dziesiątej mają być wznowione.

Prezydent RP:
O dziesiątej mają być wznowione, one przyniosą jakieś rozwiązanie, tym bardziej że z tego, o czym mówił wczoraj wicepremier Pol, te propozycje, które zostały przedstawione gdy chodzi o rozwiązanie przewozów regionalnych, są przynajmniej do poważnego rozpatrzenia. Więc zobaczymy.
O Świętach mówimy. Dziękuję za życzenia, dziękuję redakcji i dziękuję wszystkim słuchaczom. I życzę również, żeby te Święta były spokojne, żeby w rodzinnym gronie można było i odpocząć, i znaleźć czas na refleksję i zebranie sił na kolejny, oby dobry, choć na pewno niełatwy, rok 2004. Wszystkim słuchaczom pomyślności i dziękuję za możliwość rozmowy.

Dziękuję bardzo, Panie prezydencie.

Rozmawiał Krzysztof Grzesiowski



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.