przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Jolanta Pieńkowska: Panie prezydencie, wczoraj 100 kilometrów na południe od Bagdadu uzbrojeni Irakijczycy uprowadzili dwóch polskich dziennikarzy Jacka Kaczmarka, wysłannika Polskiego Radia i dziennikarza TVN24 Marcina Firleja. Czy Pan podjął jakieś działania w tej sprawie, czy ma pan jakieś informacje?

Prezydent RP:
Tak. Zostały podjęte działania przez polskie władze. Przez Ministerstwo Obrony, przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Także przez moją kancelarię. A przede wszystkim przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Jesteśmy w stałym kontakcie ze Stanami Zjednoczonymi, z naszymi przedstawicielami w Tampa na Florydzie, z naszymi oficerami łącznikowymi. Jest również stały kontakt z polską ambasadą w Waszyngtonie ,z właściwymi władzami. Na razie nie ma żadnych informacji. Może z jedną tylko prośbą . Żeby po prostu nie nadmiernie rozgrzewać tutaj kwestii. Bo jeżeli to jest przejęcie w celach politycznych tych dziennikarzy, to sytuacja już jest trudna . Gdyby się okazało, że jest to trochę przypadkowe przejęcie przez osoby działające na własny rachunek, to wtedy mniej rozgłosu jest pomocą dla tych, którzy poszukują.

A jak Pan sądzi, kiedy będziemy wiedzieli coś więcej?

Prezydent RP:
Te informacje cały czas spływają. Ja mam najnowsze z 3 w nocy naszego czasu. W tej chwili piszą się kolejne. Jeżeli jest jakaś małą nadzieja, choć oczywiście w takich sytuacjach niewiele to oznacza, ale może to trochę uspokajać, szczególnie rodziny, to, że dowódcą jednostki marines, która tam operuje jest pan Richard Natonsky, polskiego pochodzenia.

Można liczyć, że on zrobi wszystko, aby ich uwolnić?

Prezydent RP:
Bardziej to jest poszukiwanie nadziei, niż fakty. Myślę, że w każdej sytuacji by zrobił to, co do niego należy. Bo znam oficerów amerykańskich. Wiem, że są bardzo profesjonalni, ale na pewno, jeżeli usłyszy, że są to polscy dziennikarze, to jakiś rodzaj sentymentów jest w tym dodatkowo. Więc informacje są zbierane, jesteśmy cały czas w kontakcie. Nie mam w tej chwili nic nowego do dodania. Ale ze strony polskich władz jest cały czas kontakt. Zobaczymy, co się wydarzy.

Panie prezydencie, czy dziś, kiedy ta wojna wygląda tak, jak wygląda i dzieje się to, co się dzieje, nie żałuje Pan, że zgodził się Pan tam wysłać 200 polskich żołnierzy?

Prezydent RP:
Nie. Ja myślę, że jesteśmy na takiej huśtawce nastrojów, jeżeli chodzi o przebieg wojny, bo już wydawało się, że będzie źle, a teraz idzie dobrze, a może nawet bardzo dobrze. Nie chciałbym w tej chwili w takie komentarze wchodzić. Wydaje się, że cel, który został założony jest do spełnienia szybciej, być może przy mniejszej ilości kosztów. Także ofiar ludzkich, co oby. Jestem przekonany, że podjęliśmy decyzję politycznie słuszną, że Polska powinna być w tym sojuszu antyterrorystycznym, jak i współdziałać ze Stanami Zjednoczonymi...

Ale może trzeba było zrobić tak, jak Hiszpania . Powiedzieć, że popieramy wojnę, ale nie wysyłamy żołnierzy ?

Prezydent RP:
Tak, ale Hiszpanie udzielają innej formy poparcia. Byli dużo bardziej zaangażowani w poparcie polityczne . Nasi żołnierze są tam od dłuższego czasu. Są w regionie. Myślę, że działają bardzo dobrze. Zyskujemy pochwały na ich temat. Nie ma na razie - odpukać, że tak powiem - żadnych informacji, że pierwszymi, zagrożonymi osobami są właśnie ci dwaj dziennikarze, którzy też wykonują swoje obowiązki. Wojna nie jest niczym dobrym - podkreślam - i nikt nie posuwa się do takiej metody łatwo i z przyjemnością

Ale rozumiem, że gdyby dziś miał Pan podjąć taką decyzje, to podjąłby Pan taką samą ?

Prezydent RP:
Podjąłbym taką samą. Jestem przekonany, że w długim wymiarze, w perspektywie będzie nam się to opłacało. Bo buduje to wiarygodność Polski . Daje nam to poczucie bezpieczeństwa.

Tak, jak powiedział ostatnio Colin Powell , możemy liczyć na amerykańską wdzięczność w zmaterializowanej formie?

Prezydent RP:
Oby. O tym będą rozmowy. Sądzę, że w procesie rekonstrukcji będziemy mogli wziąć udział. Jestem przekonany, że Polska zostanie potraktowana jako partner poważny. Wierzę, że polskie firmy będą miały coś do zaoferowania. Słynny Dromex, który budował drogi na Bliskim Wschodzie zdaje się, że ich w ogóle nie buduje albo nie wiem, czy ta firma jest i w jakiej formie. Ale mam nadzieję, że znajdziemy wystarczająco dużo propozycji, żeby wziąć udział w programie rekonstrukcji. Natomiast jestem pewny, że gdyby w tym jednak skomplikowanym świecie, który nie jest wolny od zagrożeń, szczególnie terrorystycznych, czy innych, Polska musiała na kogoś liczyć na kogoś poza sobą, bo oczywiście trzeba przede wszystkim liczyć na siebie, to możemy liczyć na tych sojuszników, z którymi dzisiaj jesteśmy. I co do tego nie mam wątpliwości.

Ale Panie Prezydencie, kilka dni temu razem z premierem zaproponowali panowie termin wcześniejszych wyborów, 13 czerwca 2004. Wygląda na to, że ten pomysł wcale się nie podoba politykom SLD, a bez ich głosów Sejmu się nie da rozwiązać?

Prezydent RP:
To jest propozycja złożona zarówno do środowisk opozycyjnych, jak i SLD. I spodziewaliśmy się z panem premierem, że wywoła żywą i kontrowersyjna dyskusję. I bardzo dobrze.

Ale spodziewał się Pan, że być może będzie aż tak, że tego pomysłu nie da się przeprowadzić?

Prezydent RP:
Zobaczymy. Mamy trochę czasu. Mamy liczne wydarzenia. Jaki był sens tego pomysłu? Jeden, żeby ustabilizować nieco sytuację i pokazać kalendarz, który będzie nas wiązał. Z moich rozmów z opozycją, które od wczoraj odbywam wynika, że dla tego kalendarza jest zrozumienie. Oczywiście, oni dodają jeszcze te argumenty personalne, ale to zostawmy w tej chwili na boku. Natomiast moim zdaniem jest to pokazanie dobrego kalendarza, który jednak jest kalendarzem trudnym nie dlatego, że wcześniejsze wybory. I przyznam, że ja z taką niechęcią czytam, że głównym motywem, żeby nie było wcześniejszych wyborów jest to, że posłowie stracą swoje diety. Bo to jest już coś tak banalnego, że nie wypada o tym publicznie wręcz mówić.

Ale tak mówią.

Prezydent RP:
Ale wie pani, to też wystawia sobie świadectwo. Jeżeli rzeczywiście głównym motywem pracy posła jest dieta, to przepraszam. Tam jest właśnie ten warunek, o którym nie chcą mówić głośno i zasadniczo. To jest przyjęcie pakietu reformy finansów publicznych i przyjęcie budżetu na rok 2004.

Ale w tej sprawie nie chce współpracować opozycja?

Prezydent RP:
Chce współpracować przynajmniej część opozycji. Moim zdaniem ten warunek, przyjęcie budżetu, jest warunkiem, aby ten kalendarz się powiódł. Dlatego, że nieprzyjęcie budżetu, co jest też możliwe, to byłby najgorszy dla Polski scenariusz. Pamiętajmy, że mamy rząd mniejszościowy. Nieprzyjęcie trudnego na pewno budżetu na rok 2004, powoduje, że parlament musiałby zostać rozwiązany. Że wybory mielibyśmy w krótkim czasie, najpierw w Polsce, a potem do Parlamentu Europejskiego. Że prawdopodobnie wchodzilibyśmy do Unii Europejskiej w stanie prowizorium budżetowego, z rządem kończącym kadencję, z gorącą kampanią wyborczą. Przyznam szczerze, żeby tak zmarnować historyczną okazję, jaką jest wejście do Unii, pewien przełom, pokazanie Polski, jako istotnego gracza i partnera w układzie europejskim, to myślę, że tak nie możemy tego zrobić.

Ale powiedział Pan, że rozpoczął Pan rozmowy z opozycją i wśród opozycji opór jest duży zwłaszcza w stosunku do premiera Millera. Czy jest możliwi taki scenariusz, że będzie mniejszościowy rząd SLD, ale bez Leszka Millera ?

Prezydent RP:
Pani zmusza mnie do spekulacji, które nie mają większego sensu w tym momencie. Myśmy uznali, że zmiany w rządzie są zamknięte. Że ten rząd też potrzebuje stabilności.To oznacza również i osobę premiera. Że to rozdanie, któremu podlega również premier miałoby miejsce w połowie przyszłego, czyli 2004 roku. I oczywiście klucz też jest w SLD. Natomiast sądzę, że postulaty opozycji, niech SLD zmieni sobie premiera są jeszcze, że tak powiem bardziej nie do przyjęcia, niż nawet to, co mówią o przyspieszonych wyborach.

Czyli nie do przyjęcia jest scenariusz, że Leszek Miller wygrywa Kongres SLD , zostaje przewodniczącym partii, ale nie będzie premierem ?

Prezydent RP:
To jest suwerenna decyzja SLD, ale moim zdaniem to jest nierealistyczne. Moim zdaniem my musimy patrzeć na to, co się dzieje. Jeżeli te fakty, które dziś mają miejsce, to jestem przekonany, że taki plan uspokajający scenę polityczną w Polsce jest dobry. Ma moje poparcie. Pracujemy razem. Uważam, że nie ma co w tej chwili zajmować się dyskusją, kto w SLD powinien starać się o stanowisko premiera. Bo w istocie tego dotyczy spór. Dzisiaj, jak powiedziałem w swoim wystąpieniu wiele można zrobić przeciw SLD, a niczego nie można zrobić bez SLD w Sejmie. Nie ma takiej konfiguracji, która by pozwoliła wykluczyć ten największy, ogromny klub, w Senacie z większością potężną.

I to, o czym mówiliśmy. Ci posłowie i senatorowie mówią :"...nie chcemy wcześniej oddawać mandatu...". Ale powiedział Pan ...

Prezydent RP:
W tej sprawie plan przedstawia ich szef.

Powiedział Pan, że Pan popiera plan premiera Millera. A popiera Pan samego premiera?

Prezydent RP:
Tak jest. Uważam, że w tym okresie, w którym jesteśmy, podpisanie Aten, przeprowadzenie skutecznej kampanii referendalnej, przygotowanie pakietu zmian w finansach publicznych, przygotowanie i przedstawienie budżetu i doprowadzenie w spokoju do wejścia Polski do Unii Europejskiej, do wyborów wspólnych i polskich, i europejskich 13 czerwca powinniśmy działać wspólnie. I powinniśmy uszanować pozycję i wsparcie, które Leszek Miller ma w swoim ugrupowaniu.

Czyli to jest poparcie dla Leszka Millera nie tylko do referendum, ale do 13 czerwca 2004 roku ?

Prezydent RP:
Tak, oczywiście. To jest plan. Bez tego ten plan musiałby wyglądać zupełnie inaczej. Mówilibyśmy o innym planie.

Ale największe kluby opozycyjne i Platforma , i PiS mówią wprost - nie będziemy popierać programu naprawy finansów publicznych i nie poprzemy budżetu, jeżeli premierem będzie Leszek Miller. To co, pat ?

Prezydent RP:
Zobaczymy. Są rozmowy. Nie chciałbym w tej chwili niczego uprzedzać. Nie sądzę. Wymieniła pani kluby, które ja oceniam jednak, jako myślące w kategoriach państwa.

Ale wymieniłam to, co publicznie mówią Maciej Płażyński i Jarosław Kaczyński.

Prezydent RP:
Ja będę z nimi rozmawiał i przekonywał, że trzeba te sprawy rozdzielić. Jeżeli tak ważną kwestię, jak finanse publiczne, reforma tych finansów uwikłamy w nierealistyczne moim zdaniem oczekiwanie, to wtedy ani jednego nie zyskamy, a stracimy szansę, jaką jest uporządkowanie tych finansów.

Na razie mamy jeszcze problem między ministrami Kołodką, a Hausnerem , którzy nie bardzo potrafią się porozumieć ?

Prezydent RP:
A to już jest problem. To jest problem pana premiera, problem rządu. Myślę, że w jakimś sensie i ja muszę w tej dyskusji wziąć udział.

W jakim sensie ?

Prezydent RP:
Spotkać się i wymienić poglądy. Poszukiwanie kompromisu być może tu w pałacu jest łatwiejsze niż w samym układzie rządowym.

A sądzi Pan, że nowy minister skarbu nie rozbije sobie głowy o prezesa PZU Zdzisława Montkiewicza ?

Prezydent RP:
Znam ministra skarbu, jego stanowisko. Ale co ważniejsze znam również stanowisko pana premiera wyrażone przy mnie i w obecności paru osób, że tę sprawę trzeba przeprowadzić do końca, wyjaśnić i działać zgodnie z prawem. Jeżeli tam było naruszenie prawa, to decyzje muszą być niebaczące na to, kto jaką ma opinię w mediach.

Ale mówiło się, że minister Cytrycki chciał zdymisjonować prezesa Montkiewicza i przestał być ministrem ?

Prezydent RP:
Ja znam szerzej przyczyny rezygnacji ministra Cytryckiego . I ta sprawa była jedną z... Tam było wiele wątków osobistych . Natomiast informuję, że w tej chwili trwają, jak rozumiem prace i rozmowy między ministerstwem skarbu, a grupą PZU i Radą Nadzorczą. Zobaczymy, co z tego będzie. Minister Czyżewski ma daleko idące w tej sprawie pełnomocnictwo od premiera Millera, co słyszałem na własne uszy.

A cieszy się pan, że Pani Kralkowska jest znowu wiceministrem zdrowia, bo taką decyzję podjęła wczoraj?

Prezydent RP:
Niech to ministerstwo zacznie pracować. Niech pani mnie nie pyta o to, czy ja się cieszę, czy nie. Bo ja nie znam pani minister. Wierzę, że nowy minister jest człowiekiem spokojnym. Trochę z ubocza, w związku z tym będzie mógł zająć się bardziej pracą, a nie odpowiadać na różne pytania. Z jakiej grupy, czy frakcji, czy rozdania jest. To ministerstwo przeżyło już tyle zmian, że teraz trochę stabilności jest im też potrzebne.

W piątek, w Sygnałach Dnia powiedział Pan, że ma Pan poważne wątpliwości, czy powinien stanąć pan przed sejmową komisją śledczą. Natychmiast odezwały się głosy polityków i z prawej, i z lewej strony ."...nie może być tak, że prezydent jest ponad prawem, nie wolno wywierać presji na komisję, trzeba uszanować jej decyzję...". Jeśli komisja zdecyduje się Pana wezwać, to stanie Pan przed nią, czy nie?

Prezydent RP:
Jak powiedziałem są w tej sprawie wątpliwości i moje, ale też prawników,. Dysponuję różnymi analizami. Prawnicy mają to do siebie, że zawsze mają zdania podzielone. Więc oczywiście można udowodnić tezę i jedną, i drugą. Na razie komisja chce się sama zastanowić. I słusznie. Dlatego, że to jest tworzenie istotnego precedensu, który po pierwsze musi mieć jakieś prawne podstawy. I te prawne podstawy nie są tak proste, jak to się mówi. Bo ja rozumiem chęć posłów na zrobienie dłuższego niż dzisiaj to pani czyni wywiadu z prezydentem. Przecież do tego się to sprowadzi w istocie. Co ja miałem powiedzieć, to komisja wie, bo w moich dokumentach z prokuratury to jest wszystko napisane. Ale przecież to ciekawe, porozmawiać z prezydentem. Mogę to traktować jako komplement wobec mnie. Natomiast jest w tym oczywiście precedens. Podstawa prawna musi być silna, konstytucyjna. Dlatego, że relacje prezydent - Sejm, które są odrębnymi rodzajami władzy w Polsce są szczególne. Można by dalej, analizując to prawnie, pytać, czy przed taką komisją mógłby, czy powinien stawać szef Trybunału Konstytucyjnego. Czy prezes Sądu Najwyższego.

Ale są też inne argumenty, że stawał pan przed sądem lustracyjnym. Że jako zwykły obywatel stawał Pan przed prokuratorem, a premier mówi, że być może Pańska wiedza w tej sprawie jest znacznie większa od jego . Więc dlaczego nie miałby Pan stanąć jako obywatel przed komisją śledczą?

Prezydent RP:
Co to znaczy jako obywatel. Dla mnie to jest sytuacja o tyle prawnie skomplikowana, że ja staję jako obywatel i jako prezydent. Tego tak się rozdzielić nie da. Sąd lustracyjny był zupełnie inną historią, bo był to tryb przewidziany w ordynacji dla kandydatów. I tu oczywiście przyjmujemy regułę. Ja stawałem tam, jako kandydat na prezydenta zgodnie z prawem, zgodnie z ustawą, która to precyzyjnie określała. To jest tak, jak nie mam żadnych wątpliwości, żeby uczestniczyć w programach telewizyjnych, czy radiowych, które są przepisane regułami ordynacyjnymi. Jeździć do radia, do telewizji, tam udzielać się. Bo to jest jakby inny fragment określony prawem. Tutaj nie mamy jasnego prawa. To wymaga wyjaśnienia. Sądzę, że jest na to czas. Tu nie ma żadnej pilności. Patrzę na to też z punktu widzenia przyszłości, bo za dwa lata moja kadencja się kończy. Będzie zawsze jakaś opozycja, zawsze jakaś sprawa i prezydent w zasadzie powinien w większości spraw jakąś wiedzą dysponować. A jeżeli taka praktyka komisji by się upowszechniła, a ona się upowszechni z dwóch powodów. Dlatego, że nie jesteśmy państwem idealnym po pierwsze, a po drugie to daje jednak dużą spektakularną siłę i samej komisji, i posłów, którzy tam zasiadają. Więc jeżeli to miałoby być tak, że ten prezydent później już na mocy precedensu miałby stawać przed komisją, to można rzeczywiście mu działalność bardzo skomplikować. Nie mam na to gotowej jeszcze odpowiedzi. Są prawnicy. Mam opinię. Zobaczymy. Jedną mam tylko prośbę. Nie do pani, ale jednej z pani koleżanek znanych, niech cytuje mnie dokładnie,. Ja mówię o wątpliwościach. Ja nie mówię, że nie stanę przed komisją. Takie myślenie na skróty, że nie stanę jest nieuprawnione. Ja mam wątpliwości i te wątpliwości będziemy rozpatrywać.

Ale było tak, że w drugiej połowie lutego powiedział Pan w Radiu Zet, że o całej sprawie dowiedział się pan w drugiej połowie sierpnia po powrocie znad morza. Z pańskich zeznań wynika, że dowiedział się Pan o niej 30 lipca w Juracie od Adama Michnika.

Prezydent RP:
Powiedziałem wtedy "...pewnie...", bo nie mogłem sobie tego tak przypomnieć . Ta komisja śledcza nakazuje nam wszystkim taką logikę odwróconą. To znaczy, my dzisiaj prawdopodobnie, to znaczy ci wszyscy, którzy nawet z tą sprawą nie mieli nic do czynienia, ale słuchając tej komisji wiedzą o tej sprawie dużo więcej, niż ci, którzy w jakiś różnych etapach brali w niej udział. Bo nikt z nas nie ma aż takiej wiedzy, żeby pamiętać dokładnie, którego, o której. Pytanie, które wczoraj jeden z moich ministrów otrzymał - o czym pan rozmawiał telefonicznie 11 września roku 2002. To świetne pytanie. Ja też mógłbym zapytać - gdzie pani dzwoniła 5 lipca w ubiegłym roku. Nie da się w ten sposób. Przecież nikt z nas nie ma billingów. To są materiały wyłącznie dostępne...

Ale dziś już Pan pamięta, że to był 30 lipca?

Prezydent RP:
Tak. Bo ja nie mam tutaj kalendarza wakacyjnego. Został nad morzem, a te spotkania notowałem w tamtym kalendarzu. I 30 lipca, a sierpień, to nie jest jakaś zasadnicza różnica. Wydawało mi się, mówiąc zupełnie szczerze, że to spotkanie odbyło się w weekend sierpniowy. Natomiast wyszło z tego, że był to bodajże wtorek, 30 lipca.

A nie żałuje Pan, że tej notatki od Lwa Rywina nie przekazał Pan od razu do prokuratury, nim sprawa została ujawniona przez Gazetę Wyborczą?

Prezydent RP:
Dzisiaj dziesiątków rzeczy się żałuje i myślę, że gdybyśmy w ogóle mieli wyobraźnię, jak to wszystko będzie się działo, to naturalnie, że człowiek chciałby cofnąć czas i w ogóle nie spotykać niektórych ludzi, ale, o czym tu mówić. Jeśli chodzi o notatkę, to problem jest ten sam. Co ma zrobić prezydent, kiedy otrzymuje nie zaadresowaną do siebie notatkę tego typu. W jakim trybie ją przekazywać. Prawdopodobnie trzeba było ją przekazać prokuratorowi generalnemu w jakimś tam momencie. Choć, jak mówię ten tryb jest bardzo nieokreślony.

A dziś nie ma Pan pretensji do Adama Michnika, że przed sejmową komisją śledczą mówił, że nie pamięta, czy z Panem rozmawiał o tej sprawie ?

Prezydent RP:
Nie pamiętał. Ja nie chcę, niech mnie pani nie wciąga do tego, dlatego, że to jest taka dyskusja. Nie mam żalu, ani pretensji do nikogo za ich zeznania, bo mówili to, co uważali za stosowne. Jest problem. Ja wyciągnąłem też wnioski. Bo wie pani, ja otrzymuje tego typu informacje od czasu do czasu. Oczywiście, że jeżeli one mają znamiona wyłącznie anonimu, to ciągle kosz jest najwłaściwszym miejscem. Ale jeżeli są tam ślady poważne i chcą to podpisać poważne osoby, to kieruję w tej chwili do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Oni mają instrumenty do sprawdzania, czy gdzieś się dzieje dobrze, czy źle. Czy mają miejsce nadużycia, czy co innego. Oczekuję zwrotnej informacji, jak to wygląda. Ja myślę, że to jest tryb, który działa. Powiem szczerze, że do dzisiaj nie wiedziałbym, jak się zachować, gdyby dziennikarz przyszedł i powiedział, że prowadzi dziennikarskie śledztwo w jakiejś sprawie i nie wiem, czy powinienem donieść na niego natychmiast, czy nie.

A czy w świetle Pańskiej dzisiejszej wiedzy w tej sprawie prezes Robert Kwiatkowski powinien dalej pełnić funkcję prezesa TVP ?

Prezydent RP:
Nie mam w tej sprawie nic więcej do dodania poza tym, co już mówiłem. Powiedziałem w jednym z wywiadów, że te decyzje będą musiały zapaść. Są do tego właściwe gremia. Rada Nadzorcza wiem, że umówiła się na jakieś spotkanie w tej kwestii. Trzeba przedyskutować nie tyle czy może, czy nie może. Natomiast czy ta instytucja w tej sytuacji jest zdolna efektywnie działać i pracować. Natomiast chciałbym także powiedzieć, bo komisja śledcza jest komisją śledczą , natomiast to, co dzieje się, w czym uczestniczymy razem, to jest coś na pograniczu komisji egzekucyjnej. Myśmy właściwie ogromną ilość ludzi już skazali. Wobec osób, które jakby nie mają jeszcze podejrzeń określonych. One zapewne będą. Ale trzymajmy się trochę kultury prawnej i nie wyrokujmy tak łatwo. Jak czytam dzisiaj, że już nie dość, że oskarżonym w rozumieniu powszechnym jest Lew Rywin, sprawa jest w prokuraturze, myślę, że trafi do sądu, to dzisiaj na liście podejrzanych i w istocie oskarżonych są wszyscy, którzy z nim telefonicznie rozmawiali. To jakiś absurd. Czytam w gazecie, że te rozmowy były w czerwcu, czyli jeszcze przed samą sprawą. I wszyscy są na liście podejrzanych. Przypominam. To jest komisja śledcza. Ona ma wyjaśnić, dojść do prawdy. Natomiast to nie jest komisja, która, że tak powiem, zajmuje się egzekucją, a to tak dzisiaj zaczyna wyglądać.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.