przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Dzień dobry, Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
Witam Pana, witam Państwa.

Ile dni do referendum? Liczy Pan?

Prezydent RP:
Czterdzieści kilka.

Trzy. Czterdzieści trzy.

Prezydent RP:
Tak jest. Dla mnie kampania się rozpoczęła dwa dni temu. Dzisiaj Płock, jutro Toruń, więc ja już jestem w takim kampanijnym biegu.

I to wszystko będzie pod Pańskim hasłem: „Tak dla Polski”.

Prezydent RP:
Tak jest.

Zastrzegł Pan podobno to hasło w Urzędzie Patentowym, tak?

Prezydent RP:
Moi współpracownicy zastrzegli, ale chyba słusznie, żeby nie było wątpliwości, żebyśmy nie strawili czasu później na kłótnie, kto ma jakie hasło, kto wymyślił, kto nie opatentował, a kto opatentował. To hasło dotyczy tej części kampanii. Wiem, że tych „tak” jest wiele wersji i słusznie. Nic tu ze sobą – jeżeli mówimy o froncie proeuropejskim – nie konkuruje, ale żeby była czystość reguł, to „Tak dla Polski” jest hasłem kampanii prezydenta Rzeczypospolitej.

Jak rozumiemy, „tak” dla Polski równa się „tak” dla Unii Europejskiej, tak? Gdyby rozszerzyć to hasło?

Prezydent RP:
Oznacza „tak” dla wejścia Polski do Unii Europejskiej, a można to rozszerzyć dalej – to „tak” oznacza również „tak” dla Europy, bo Europa jest zainteresowana i, myślę, liczy na to, że Polska będzie członkiem Unii i że wzbogaci w ten sposób wspólnotę europejską. To „tak” oznacza każdą rodzinę, każdego z nas, oznacza przyszłe pokolenia. To „tak” jest bardzo szeroko rozumiane, to „Tak dla Polski” oznacza dziś, jutro i to nawet dalekie pojutrze.

Krótko mówiąc, dzisiaj zaczyna Pan realizować coś, co zapowiadał Pan już kilka miesięcy temu: objazd praktycznie całego kraju...

Prezydent RP:
Chcę być w każdym...


...i zachęcanie obywateli do tego, aby 7 i 8 czerwca w referendum postawili krzyżyk w takim okienku przy „tak”.

Prezydent RP:
Tak jest, bo tak jak słusznie powtarza moja żona, to jest nie obowiązek, a przywilej, z którego należy skorzystać, bo będzie decydował o losach właśnie i naszych, i kolejnych pokoleń. Z tego przywileju należy rzeczywiście skorzystać.

Dobrze by było, gdyby była także przyjemność, Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
Myślę, że uczestniczenie w tak historycznych decyzjach to jest też i przyjemność. My nie mieliśmy, może poza Konstytucją, w ostatnim czasie tak ważnego referendum. Konstytucja jednak jest bardziej naszym dziełem, my możemy bardziej ją zmieniać, proponować coś nowego, natomiast wejście do Unii Europejskiej to jest rzeczywiście decyzja o wymiarze, jakich chyba do tej pory nie było, a na pewno nie stawialiśmy pod narodowe głosowanie. Więc to jest, jak sądzę, honor uczestniczenia w decyzji o naprawdę wielkim wymiarze, o znaczeniu historycznym.

Wspomniał Pan o tym, że to będzie taki egzamin, który jest nieporównywalny z żadnym innym, z jakim mieliśmy do czynienia. A jeśli nie zdamy tego egzaminu, to mogą być kłopoty z poprawką, tak? Bo po pierwsze: nie wiadomo, kiedy może być, a po drugie: może nie być jej w ogóle na przykład.

Prezydent RP:
Może jej w ogóle nie być, dlatego że Unia pobiegnie swoją drogą i nie będzie koniecznie czekała na nas. Wejdą inne państwa. Kandyduje Bułgaria i Rumunia, która bardzo liczy, że w roku 2007 będzie mogła skończyć negocjacje i rozpocząć te same procedury. Pamiętajmy, że jest Turcja, która bardzo chce być członkiem Unii. Dyskusje toczą się w takich krajach, jak Ukraina, nawet Rosja. Więc myślę, że ten pociąg może pojechać, a ci wszyscy spóźnialscy czy ci, którzy sami zdecydowali się nie wchodzić do pociągu, jak Norwegowie, mogą mieć naprawdę istotne kłopoty. Byłoby czymś nienaturalnym, gdyby kolejka dla Polski była od razu Szwajcarią, która nie wiadomo, czy...

No, towarzystwo bardzo dobre.

Prezydent RP:
Towarzystwo może bardzo dobre, tylko neutralność Szwajcarii jest czymś całkowicie naturalnym i od lat ma miejsce, natomiast Polska takiego statusu uzyskać w tym miejscu Europy nie może. Więc może być tak, że ta perspektywa będzie na nigdy, a gdyby nawet zakładać, że ona ma jakąś szansę poprawki, to są to odległe lata, dlatego że wszystko właściwie trzeba rozpoczynać od nowa. Ja już nie mówię o skutkach politycznych, że prawdopodobnie musielibyśmy również przeżyć taki czas, w którym siły antyeuropejskie miałyby tutaj jakieś znaczenie. To wszystko jest naprawdę scenariusz niedobry, bardzo, moim zdaniem, ryzykowny i wierzę, że Polacy powiedzą zdecydowanie tak.

Dobrze, skoro scenariusz, Panie Prezydencie – jak będą wyglądały te Pańskie spotkania z obywatelami podczas kampanii referendalnej? Dzisiaj Płock, tak?

Prezydent RP:
Dzisiaj Płock i tam będzie kilka spotkań, ale oczywiście będą z różnymi grupami, środowiskami, ale najważniejsze to spotkanie odbywa się w hali widowiskowej. Nie odważyli się organizatorzy organizować na zewnątrz ze względu na pogodę. Myślę, że z kolejnymi dniami będziemy coraz więcej wydarzeń mieli na zewnątrz, bo zaczyna się maj, później czerwiec, więc liczymy na wsparcie niebios. Natomiast w hali wiele osób, nie potrafię powiedzieć ile, wystąpienia przedstawicieli organizatorów, moje wystąpienie. Ze mną będą dwaj premierzy: pan premier Mazowiecki, premier Oleksy. Myślę, że też zabiorą głos. Później możliwość pytań...

Właśnie, czy będzie można pytać...?

Prezydent RP:
Tak, będą również i pytania, będą odpowiedzi, choć nie możemy tych spotkań przekształcać w jakieś seminarium. To musi być kilka pytań, kilka odpowiedzi, a przede wszystkim zbudowanie pewnej koncepcji, dlaczego do Unii i dlaczego powinniśmy dalej z tą informacją, z tymi argumentami iść do kolejnych domów. Dlatego, że z badań chociażby, które były ostatnio, wynika, iż Polacy bardzo ufają takiej argumentacji rodzinnej. Tam prezydent jako osoba przekonywująca jest też dosyć dobrze oceniany, ale rodzina jest jakby tym miejscem numer jeden, nawet bardziej niż media. Więc sądzę, że takie spotkanie z kilku tysiącami ludzi, którzy później idą dalej i rozmawiają w swoich domach ze swoimi znajomymi, ma sens, dlatego że można uzyskać bardzo wiele zainteresowania i samym referendum, i argumentacją, którą przedstawiamy.

Z jednej strony będzie Pan jeździł po całym kraju, z drugiej strony z Pańskim podpisem do bodaj 13 milionów gospodarstw domowych...

Prezydent RP:
Tak jest.

...trafi pewna broszura, która będzie zachęcała do głosowania na „tak” czy wyjaśniała pewne wątpliwości związane z Unią.

Prezydent RP:
Broszura, która jest próbą wyjaśnienia takich najbardziej często pojawiających się wątpliwości, pytań plus (co jest bardzo ważne) adresami różnych zarówno terminali internetowych, jak i organizacji, które są gotowe odpowiadać na pytania, bo zdaję sobie sprawę, że lista pytań może być nieskończona. Więc dajemy taką szansę, włącznie z tym, że na ostatniej stronie tej broszury jest rodzaj karty pocztowej, którą można wyciąć i wysłać do Kancelarii z konkretnym pytaniem, na które będziemy również odpowiadali. Jeżeli ktoś jest zainteresowany przesłaniem płyty CD, gdzie jest cały Traktat akcesyjny, prawie 7 tysięcy stron.

Czy to jest ta płyta, Panie Prezydencie...?

Prezydent RP:
To jest ta płyta, która jest związana z kampanią prezydencką. Tu jest mój wstęp, tu jest właśnie Traktat akcesyjny, tu są pozostałe informacje o warunkach polskiej akcesji, o strukturach Unii Europejskiej, są bodajże także różne właśnie pytania i odpowiedzi, które pojawiały się. Więc również taką płytę jesteśmy gotowi przesyłać, poza tym, co mówiłem, rozpoczynając kampanię w pałacu. 30 kwietnia gazety centralne, i to o różnym profilu, bo i Gazeta Wyborcza, i Rzeczpospolita, i Super Express, i Trybuna, będą miały wkładkę z taką właśnie płytą o podobnym charakterze, ale co jest ważne – z całym Traktatem akcesyjnym. To będzie 1 milion 600 tysięcy egzemplarzy, a więc w tym sensie dostępność staje się bardzo duża, jeżeli tylko ktoś jest zainteresowany.

Będzie Panu towarzyszyła grupa polityków w tym objeździe kraju. Powiedział Pan o premierze Mazowieckim, o premierze Oleksym...

Prezydent RP:
To dzisiaj.

Tak, to dzisiaj. A czy zabiera Pan ze sobą zdeklarowanych przeciwników Unii?

Prezydent RP:
Nie, ale zapraszam. Oni się będą pojawiać na tych spotkaniach. My agitujemy za wejściem do Unii i będzie w tych spotkaniach uczestniczył szeroko rozumiany front proeuropejski zarówno partii politycznych parlamentarnych, jak i pozaparlamentarnych, oczywiście tych, które będą chciały. Kto nie chce, nie musi. Również organizacji społecznych, fundacji, organizacji młodzieżowych, które się zaangażowały. Zależy mi na tym, żeby również można było się poznać w tym gronie, żebyśmy widzieli, że rzecz dalece wykracza poza układ polityczny czy partyjny, że to jest takie dzieło, które proponujemy Polakom. Natomiast rozumiem, że przeciwnicy będą prowadzić swoje kampanie, głośne. Ja nie zapraszam na te spotkania, dlatego że nie chcę przekształcać tych spotkań w tego rodzaju, że tak powiem, głośne spory, bo ten czas, myślę, że mamy już trochę za sobą. Teraz każda ze stron powinna mieć szansę argumentowania i przekonywania tak, jak uważa za stosowne.

Teraz był w Polsce Guenther Verheugen, komisarz unijny, był Pat Cox, czy jest Pat Cox, szef Parlamentu Europejskiego. Czy w tych Pana objazdach będzie towarzyszył ktoś z nazwiskiem z Unii?

Prezydent RP:
Jeśli chodzi o gości z Unii, będziemy ich mieli. Szykuje się Trójkąt Weimarski z udziałem kanclerza Schroedera, prezydenta Chiraca. Na pewno głównie będziemy mówić o Unii, będziemy rozmawiać z polskim społeczeństwem o Unii, będzie pani prezydent Irlandii, która też będzie tutaj w niektórych miejscach mówiła o Unii, będą inni goście. Ja mam szczególną okazję, bo zostałem zaproszony na 14 maja do Strasburga na posiedzenie Parlamentu Europejskiego, pierwszego, w którym wezmą udział obserwatorzy z krajów kandydujących, także tych pięćdziesięciu kilku z Polski, i tam będę mógł wygłosić półgodzinne przemówienie o polskiej wizji Europy, rozszerzenia. Myślę, że to jest taki istotny akt w drugą stronę, tzn. przekonania Europy, jak Polska myśli o strukturach europejskich, co chce wnieść, jakie ma oczekiwania. I jest to szansa, żeby pokazać, iż do Unii Europejskiej wchodzi państwo poważne, bardzo się liczące, silne, prawie 40-milionowe, o wielkim dorobku. Więc takich wydarzeń będzie bardzo dużo, ale ja ich nie zaliczam do tej kampanii. Ta kampania, o której mówimy, to jest obecność w każdym województwie po to, żeby spotkać się z ludźmi, żeby było więcej interaktywności, żeby można było spojrzeć sobie bezpośrednio w oczy, żeby oni zobaczyli prezydenta, żeby można było chwilę nawet zdawkowo, ale jednak porozmawiać, dlatego że każdy prawdziwy polityk musi mieć ten instynkt, musi czuć nastrój, musi wiedzieć, jak to wygląda, bo od tego również zależy później bardzo wiele decyzji.

A czy będzie Pan, Panie Prezydencie, podczas tego objazdu kraju w takich miejscach, gdzie ludzie żyją bez nadziei na lepszą przyszłość? Nie wiem... jakieś miejsca, gdzie kiedyś były PGR-y, jakieś zagłębia bezrobocia?

Prezydent RP:
Oczywiście, taka jest Polska. Jeżeli mówimy o 16 województwach, to oczywiste jest, że będą województwa, którym się lepiej powodzi, mniej. Poza tym ja nie wybierałem wyłącznie miast wojewódzkich, właściwie samych miast wojewódzkich będzie zaledwie kilka, ale będą również wsie, będą małe miejscowości, będzie moje Pomorze Środkowe przecież, będą Mazury. Więc będą te regiony, gdzie jest wysokie bezrobocie i gdzie będziemy musieli pokazać, jaką dla nich daje szansę Unia Europejska. Bo daje. Daje ze względu na swoją politykę regionalną, na różne projekty dotyczące infrastruktury. Więc myślę, że nie zabraknie także i takich miejsc i możliwości dotarcia do tych mocno sfrustrowanych środowisk.

Ciekawe pytanie postawił Pat Cox, otóż brzmi ono mniej więcej tak: „Czy Polacy mogą głosować w referendum, nie myśląc o Unii?”. Liczy się Pan z taką możliwością?

Prezydent RP:
Ale jeżeli mówi myśląc wyłącznie o sprawach domowych...

Bieżących, dzisiejszych, aktualnych.

Prezydent RP:
Wie Pan, takie ryzyko jest i tu Pat Cox ma własne doświadczenia, bo przecież oni w Traktacie musieli powtarzać referendum w sprawie Traktatu nicejskiego właśnie dlatego, że za pierwszym razem głównie dyskutowano o sprawach wewnętrznych, i to był swoisty test popularności, który się dla rządu nie powiódł, ale który miał straszliwe skutki dla całej Unii Europejskiej, bo przecież przez moment zagrożony był proces rozszerzenia, a więc Irlandczycy w poczuciu odpowiedzialności za Europę szybko przeprowadzili drugie referendum, zorganizowali wspólny front i wygrali. Wtedy właśnie w Irlandii w tym drugim referendum mówiono bardzo ważną rzecz: „Jeżeli chcesz strzelać do rządu, to nie czyń tego teraz, bo będziesz miał jeszcze bardzo wiele okazji”. To po angielsku nawet lepiej brzmi, ale sądzę, że to jest istotny argument. Jeżeli mamy wiele spraw wewnętrznych, które niepokoją, drażnią, gdzie jesteśmy podzieleni, ale będziemy mieli naprawdę mnóstwo okazji, żeby jeszcze o tym i rozmawiać, i kłócić się, i głosować, bo będą wybory parlamentarne, będą wybory europejskie, gdzie będzie się głosować na listy partyjne. W roku 2005 będą wybory prezydenckie. Więc tych okazji do sporów wewnętrznych będzie całe mnóstwo. Natomiast referendum europejskie to powinno być właśnie takie głosowanie, w którym potrafimy odejść do tego, co bieżące, a spojrzeć w przyszłość. Znaczy pokazujemy, że jesteśmy nie ludźmi żyjącymi do jutra, tylko z jakąś wyobraźnią, także wyobraźnią historyczną, z jakąś odpowiedzialnością wobec następnych pokoleń. Ja wiem, że to są takie słowa pełne patosu, ale jednak one muszą paść, jeżeli chcemy ten egzamin zdać, a nie utopić całą sprawę właśnie w takich wzajemnych sporach, pretensjach: „A komu to będzie służyć? A kto na tym najlepiej wyjdzie? A kto wyjdzie gorzej?”. To irlandzkie powiedzenie: „Nie strzelaj dzisiaj do rządu, bo będziesz miał jeszcze wiele innych okazji” wydaje mi się całkiem trafne.

No tak, ale skoro społeczeństwo otrzymało szansę, by powiedzieć „tak” lub „nie” w referendum, może powiedzieć także „nie”?

Prezydent RP:
Może, oczywiście.

I to większość, prawda? No i co wtedy?

Prezydent RP:
Wie Pan, ja myślę, że nie ma co teraz...

Czy zacytować Pana słowo, że „będzie do kitu wtedy”, tak?

Prezydent RP:
Tak jest, ale ja to tak kolokwialnie powiedziałem, ale uważam, że nie ma co już owijać w bawełnę, a szczególnie w gronie dziennikarzy, którzy mówią w tej chwili już bardzo językiem na skróty, a takie spotkanie miało miejsce. Więc oczywiście głosować można i na „tak”, i na „nie”. Ważne, żeby wziąć udział w referendum. Ja wierzę, że to referendum spotka się z zainteresowaniem społecznym, że nie będzie taki smutny wynik nawet wygrany, ale z niską frekwencją, co oznacza, że tak naprawdę polskim problemem jest pasywność, że Polacy się nie interesują, że właściwie ten los swój oddają, jakoś tam gdzieś lokują, nie wiadomo, czy wśród polityków, parlamentarzystów, na których później zżymają się, krytykują ich. Byłoby to fatalne. Ja wierzę, że to referendum, ten problem – wejście do Unii Europejskiej – zmobilizuje Polaków i na „tak”, i na „nie”. Nie wierzę też i mam nadzieję, że żadnej z sił antyeuropejskich nie wpadnie do głowy pomysł, żeby to referendum bojkotować, bo to byłaby po prostu ucieczka od współdecydowania.

Ale raczej nic na to nie wskazuje. Raczej zależy im, tym partiom, by jednak pójść i głosować na „nie” po prostu.

Prezydent RP:
Tak jest. I policzyć się też, wiedzieć, ilu ich jest. I myślę, że powinniśmy zrobić wszystko, i tak widzę swoje zadanie, żeby wygrać to referendum.
Co jest alternatywą? To najlepiej cytować naszych gości, bo rozmawialiśmy na ten temat i z Vergheugenem, i z Coxem – Polska, jeżeli zdecyduje na „nie”, pozostanie poza Unią Europejską. Wtedy ten Traktat dotyczy nie dziesięciu krajów, a dziewięciu. To nie powoduje zawalenia się całej koncepcji rozszerzenia. Można wyobrazić sobie, że w Unii będą wszystkie kraje bałtyckie, od naszego sąsiada na północy Litwy, Łotwa, Estonia, będą wszystkie kraje na południe od Polski, czyli Słowacja, czyli Czechy, dalej: Węgry, w przyszłości Bułgaria, Rumunia, że mamy, oczywiście, partnera unijnego w Niemczech. No i jesteśmy w takim miejscu, gdzie jesteśmy: nie w Unii i nie chcemy być we Wspólnocie Państw Niepodległych, tam, gdzie Białoruś, Ukraina i Rosja, która jest naszym kolejny sąsiadem. No i fundujemy sobie rodzaj takiej próżni politycznej, także, jak sądzę, gospodarczej, bo przecież w tym momencie muszą być wprowadzone wszystkie, że tak powiem, zaostrzenia w relacjach Polski z Unią, granica z Schengen przesuwa się na południe, czyli my musimy z jednej strony wypełniać wszystkie twarde reguły wobec krajów Unii Europejskiej jeśli chodzi o polską granicą, a z drugiej strony musimy sami zapewnić sobie również ochronę granicy wschodniej. Mówiąc krótko, zaczynamy żyć w swoistej próżni politycznej, gospodarczej, z niewielkimi możliwościami rozwojowymi, dlatego że potencjał Polski (zresztą żadnego kraju europejskiego) dzisiaj nie jest taki, żeby można było prowadzić politykę autarkiczną, czyli liczyć wyłącznie na własne zasoby, na własny rynek. Rynki, które nas interesują, są zbyt daleko i jesteśmy dla nich za słabi, bo ani rynek chiński, ani rynek amerykański nie jest dzisiaj dla nas żadną alternatywą. Prawdziwym rynkiem dla zbytu polskich towarów jest rynek Unii Europejskiej. Przy wprowadzeniu ograniczeń czy np. ceł na polskie towary – co musiałoby nastąpić w jakimś momencie – stajemy się niekonkurencyjni i tak dalej, i tak dalej.

Czyli jesteśmy pod przymusem, Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
Nie, nie jesteśmy pod przymusem, jesteśmy...

Pod czymś na kształt przymusu.

Prezydent RP:
Ale tak to jest. No wie Pan, jeżeli żyje Pan w społeczeństwie czy żyje Pan tylko w rodzinie, to ma Pan dziesiątki ograniczeń, które albo Pan akceptuje, albo nie. Jak żona mówi Panu „wróć przed dwudziestą”, to czy żyje Pan pod przymusem, czy nie żyje Pan pod przymusem?

To jest sugestia, to nie jest przymus.

Prezydent RP:
To jest przyjęcie reguł, które obowiązują. Pan umawia się, że przyjdzie przed dwudziestą i w dobrej formie. I trzeba po prostu takich reguł się trzymać, bo tak żyje ten świat. To nie jest tak, że można robić, co się podoba, co się chce. Natomiast jeżeli chce się wchodzić do pewnego stowarzyszenia, grupy, to trzeba te reguły akceptować, tym bardziej że jak pokazuje 50 lat Unii Europejskiej, one nikomu nie wyszły na niekorzyść. Do Unii kraje chcą wstępować, na razie żaden nie wystąpił. 50 lat Unia Europejska...

To właśnie będzie można wystąpić, Panie Prezydencie, jak nam się nie spodoba?

Prezydent RP:
Będzie można, oczywiście, że będzie można. I tu nawet nie chodzi o procedurę, taki akt może być zawsze dokonany, tylko ze wszystkimi konsekwencjami. Znaczy nie można korzystać ze wszystkich przywilejów Unii i wyjść z Unii. Wychodząc, rezygnuje się z przywilejów w postaci korzystania we wspólnego rynku, korzystania z tych samych ułatwień, z tych samych praw, ze środków pomocowych. Jeżeli chce się z tego skorzystać, trzeba przyjmować reguły. Ale żeby skończyć z tym przymusem czy nie-przymusem: 50 lat Unii Europejskiej pokazuje, że był to okres, który wszystkim państwom dał szansę rozwoju, a szczególnie tym, które później wkraczały, czyli Hiszpania, Portugalia, Grecja, Irlandia, dał bezpieczeństwo, nie zahamował rozwoju narodowego żadnego z tych państw, wszystkie kraje mówią w swoich językach, nawet tak trudnych, jak fiński czy jak...

Portugalski też łatwy nie jest.

Prezydent RP:
Portugalski, tak, z drugiej strony geograficznie żeby to tak rozdzielić, wszystkie kraje zachowały swoją tradycję i właśnie to, co się udało, co jest swoistym fenomenem struktur europejskich – że one potrafiły z różnorodności uczynić bogactwo, potrafiły wyeliminować spory etniczne, spory o charakterze kulturowym, wyeliminować czy mocno zmarginalizować nacjonalizmy, które też przecież w tych krajach istniały, pokonać podziały, które między wieloma z tych państw miały miejsce w przeszłości: Francuzi–Niemcy, Niemcy–Brytyjczycy, Holendrzy, Portugalczycy, Hiszpanie. To wszystko nie są łatwe historie, jak się spojrzy w dawne wieki. Więc Unia Europejska ma na pewno za sobą historię sukcesu, co nie znaczy, że nie ma tam słabości, co nie znaczy, że sami Europejczycy nie zżymają się na biurokrację, na pewne niepotrzebne ograniczenia. Ale fakt jest faktem...

Czyli mówiąc językiem filmu „Miś”, chodzi o to, by te plusy nie przysłoniły nam minusów, tak?

Prezydent RP:
Chodzi o to, żebyśmy wiedzieli, że są te plusy, i żebyśmy wiedzieli, że jest to szansa i że jest to swoisty bilet naprawdę do tej przyszłości, która jest przyszłością interesującą, rozwoju cywilizacyjnego, a nie takiej właśnie próżni, takiej pustki, jakiejś szarości, w której możemy się znaleźć.

Daje Pan wiarę sondażom, Panie Prezydencie? Sondażom, które mówią o tym, jaki jest nasz stosunek do Unii?

Prezydent RP:
Tak, tak, jak są to inne sondaże, to też daję wiarę.

Nie, bo są różne. Jedne mówią, że aż 60, inne mówią, że aż 70% jest za. Potem się pojawia jakiś tajny sondaż, krąży po Sejmie, gdzie powiedziane jest, że mniej niż połowa ludzi pójdzie głosować.

Prezydent RP:
Ja wierzę w kilka instytutów, które już mają markę i które pokazały przy różnych wyborach, że mylą się niewiele. Sądzę, że jest dzisiaj ewidentnie przewaga zwolenników Unii nad przeciwnikami. Frekwencja jest ciągle kwestią otwartą, tutaj nikt na razie... Zresztą myślę, że frekwencja w ogóle w Polsce jest najtrudniejsza do przewidzenia, niestety. Czyli tendencja jest łatwa do przewidzenia, frekwencja dużo trudniejsza. Ale nic nas nie powinno uspokajać, bo sondaże są tylko tym „termometrem”, który bada stan na dzień, a później i tak trzeba robić swoje, żeby albo tendencję podtrzymać, albo wzmocnić, a na pewno nie wolno się sondażami uspokajać.

A czy informacja podana 7 czerwca, że głosowało do tej pory tyle i tyle osób, co stanowi taki a taki procent, to jest sondaż, czy to jest agitacja, czy to jest złamanie ciszy wyborczej? Co to jest?

Prezydent RP:
Wie Pan, ja myślę, że na tę kwestię trzeba spojrzeć realnie. W moim przekonaniu te informacje będą dlatego, że to jest naturalna ciekawość. Dziennikarze będą dowiadywać się, komisje będą coś tam mówić, ktoś będzie stał przed wejściem i tych ludzi liczył.

Czyli nie ma co udawać, że się nie wie, tak?

Prezydent RP:
Nie ma co udawać, tym bardziej że informacja o frekwencji może działać w każdą stronę. Informacja o wysokiej frekwencji w sobotę może np. zniechęcić do głosowania w niedzielę. Informacja o niskiej frekwencji w sobotę może niby zachęcić do głosowanie w niedzielę albo może w ogóle zniechęcić, uznając, że skoro i tak się mało kto tym interesuje, to nieważne. Więc wie Pan, ja bym tutaj nie przeceniał skutku czysto agitacyjnego czy politycznego tej informacji.

To problem prawny się zrobił z tego. Jest stosowny zapis w Ustawie o referendum, który mówi o tym, że nie można takich rzeczy robić.

Prezydent RP:
Jak nie można, to nie można, choć moim zdaniem to nie jest akurat dobry zapis i nie wiem, czy można go akurat tak wyinterpretować, jak Pan powiedział. W moim przekonaniu można wyinterpretować... Ale jak mówię – to jest suwerenna decyzja Państwowej Komisji Wyborczej, uszanuję każdą decyzję, jaką PKW podejmie. Chciałbym tylko apelować, żeby podejmować decyzje realne, które nie spowodują, że i tak bęą informacje o frekwencji, będziemy, że tak powiem, kierować sprawy do kolegiów, będą kary i zrobimy niepotrzebny bałagan. W moim przekonaniu gdyby wieczorem jakaś wstępna informacja, nawet może nie taka stuprocentowo dokładna, ale zbliżona, została przekazana, że z iluś tam punktów wynika, że frekwencja się kształtuje w takich oto granicach nawet widełek pewnych, to to by uspokajało, informowało i nie mielibyśmy całego problemu, który dzisiaj jest dyskutowany. Czym innym są, oczywiście, wyniki, bo one muszą pozostać w urnie do zakończenia głosowania. Znaczy one muszą być zamknięte i tu na pewno nie można ich w żaden sposób podawać wcześniej.

W ostatnich dniach, Panie Prezydencie, ukazały się trzy duże raporty dotyczące przyszłości Polski w Unii Europejskiej. Jeden na zlecenie Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, jeden przygotowany przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową i ten trzeci, ostatni, przygotowany przez Centrum Europejskie „Natolin”, które opisują tę naszą przyszłość. Opisują raczej w korzystnych barwach, oczywiście przy pewnych założeniach – że pewne rzeczy musimy zrobić, choćby reformę finansów publicznych. Wobec tego to chyba nie ma żadnych szans. Jak wykorzystać tę wiedzę zawartą w tych dokumentach? Jak ją przekazać tym, którzy mają wątpliwości?

Prezydent RP:
Ja rozumiem, że po to są media...

Bo od tego raportu Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej rząd jakby się dystansuje, że to niekoniecznie, że rząd się pod tym nie podpisze, a tam napisane jest jasno i wyraźnie, że się opłaca.

Prezydent RP:
To w ogóle jest jakieś nieporozumienie zupełnie niepotrzebne, dlatego że rząd omawia różnego rodzaju raporty i oczywiście ten raport, który powstał w gronie niezależnych ekspertów, wśród nich również ekspert prezydencki, pan prof. Orłowski, jest istotną informacją, natomiast nie jest to dokument rządowy. On nie podlega normalnej obróbce rządowej, czyli uzgodnień międzyresortowych i tak dalej, natomiast powinna być krótka informacja: „Rząd zapoznał się z tym raportem, przyjął go do wiadomości” i tyle. I dalej powinien być dyskutowany, dlatego że nie ma powodów, żeby z trzech różnych raportów rząd robił jeden raport, bo to są i tak wszystko raporty dość, mówiąc szczerze, futurologiczne. Są warunki do spełnienia, może być tak, może być inaczej.
Co jest ważne? Niezależni eksperci o różnych zresztą konotacjach politycznych mówią to samo – jeżeli my spełnimy pewne podstawowe warunki, Polska uzyska szanse przyspieszenia rozwoju, nadgonienia dystansu cywilizacyjnego, czyli powtórzy tę drogę, oczywiście nie identycznie, ale pójdzie tym samym szlakiem, którym poszła Hiszpania czy choćby Irlandia. Czyli każdy rok będzie nas zbliżał do średniego poziomu europejskiego, a nie oddalał, czyli będziemy mieli więcej możliwości, a nie mniej.
Teraz, gdy mówimy o tych warunkach, które Polska musi spełnić – proszę pamiętać, że jak mówimy o reformie finansów publicznych, to nie jest tak, że my musimy zrobić reformę, bo wchodzimy do Unii. Teza jest następująca: my musimy zrobić reformę w każdych warunkach, dlatego że przy takim kształcie finansów publicznych nie znajdziemy szans rozwojowych dla polskiej gospodarki. My po prostu się zadusimy, będziemy szli w coraz większy deficyt budżetu i w końcu, że tak powiem, zachwieje się cała struktura finansów publicznych. Więc z Unią czy bez Unii, reformę trzeba zrobić. Z Unią to ma większy sens, bo możemy uzyskać środki, które dostaniemy stamtąd i wykorzystamy. Bez Unii też będziemy musieli to zrobić. To samo dotyczy rolnictwa, to samo dotyczy hutnictwa. To nie jest tak, że musimy modernizować rolnictwo, bo wchodzimy do Unii. My musimy modernizować rolnictwo, jeżeli w ogóle chcemy, żeby ono miało jakąś rentowność, miało sens, żeby potrafiło się utrzymać, być konkurencyjne i na rynku wewnętrznym, i zewnętrznym. Hutnictwo musimy modernizować, jeżeli ono ma być konkurencyjne, jeżeli nie chcemy skupować wyrobów od Czechów, od Słowaków, którzy już mają w tej chwili nowocześniejsze produkty od nas. No i tak dalej, i tak dalej. Więc tu często jest taki skrót myślowy, który prowadzi do tego, że „wszystkie wysiłki musimy podejmować dlatego, że idziemy do Unii Europejskiej”. Nie, tak czy inaczej musimy Polskę zmieniać, unowocześniać. A idąc do Unii i będąc w Unii możemy to uczynić łatwiej, korzystając z ich doświadczeń, korzystając z ich pomocy i korzystając z ich pieniędzy w jakiejś mierze. Więc to jest też, tak prosto mówiąc, ten interes do zrobienia.

„Tak dla Polski” usłyszą dziś mieszkańcy Płocka. A jutro, Panie Prezydencie?

Prezydent RP:
Torunia oraz Gronowa, to jest mała miejscowość...

I nie będzie Pan oglądał jutro przesłuchania przez Sejmową Komisją Śledczą premiera Leszka Millera?

Prezydent RP:
Nie będę. I mało tego – myślę, że naprawdę mam poważniejsze zadanie, czyli obecność w Toruniu i w okolicach i rozmowę z ludźmi, bo tu się rozstrzyga przyszłość Polski.

A tam? Coś się może rozstrzygnąć w tej sali, gdzie obraduje Komisja?

Prezydent RP:
A tam się rozstrzyga wyjaśnienie sprawy...

Pamięta Pan to zdanie: „Mówiłem premierowi, że będzie z tego nieszczęście”?

Prezydent RP:
Proszę Pana, ja już nic nie chcę dodawać. Jutro będą kolejne przesłuchania. Powiedziałem, co powiedziałem, złożyłem jako obywatel Kwaśniewski swoje zeznania w Prokuraturze, są one dostępne Komisji. Nic w tej sprawie więcej nie mam do dodania.

Dziś prezydent Rzeczypospolitej rozpoczyna kampanię przedreferendalną. Tylko jeszcze jedna uwaga, Panie Prezydencie, oto wszyscy mamy znaczki, które dostaliśmy od Pana, a Pan w klapie swojego znaczka nie nosi. Dlaczego?

Prezydent RP:
Ja mam więcej tych znaczków u siebie, ale dzisiaj chciałem się elegancko Panom zaprezentować, zmieniłem garnitur i został ten znaczek przy poprzednim, ale obiecuję, że będę dzisiaj cały dzień nosił ten znaczek, tak jak i przez całą kampanię. Wczoraj dopytywała się pani prezydent Indonezji, co to za znaczek, więc jej wyjaśniałem. Ona też jest zainteresowana wejściem Polski do Unii...

Myślę, że Indonezji do Unii nie, to raczej...

Prezydent RP:
Nie, nie, ale oni rozwijają w tej chwili bardzo dobre kontakty właśnie z Unią Europejską. To są ciekawe kontakty i interesujące rynki. Natomiast też dużo czasu poświęciliśmy sprawie, która coraz bardziej niepokoi świat, czyli tej choroby SARS, nowej epidemii. Indonezja jest bardzo narażona. Nie ma tam na razie przypadków, ale oni się obawiają, że może to być importowane czy z Singapuru, czy z Hongkongu. W każdym razie pani prezydent jest pod dużym wrażeniem tego problemu, z którym się pewno spotkają i obyśmy my byli też...

A także tego znaczka, też jest pod wrażeniem tego znaczka.

Prezydent RP:
Znaczka może nie, ale życzy nam dobrze na drodze do Unii Europejskiej.

Panie Prezydencie, dziękuję bardzo za rozmowę.

Prezydent RP:
Dziękuję bardzo.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski.

Prezydent RP:
Do widzenia Państwu. I „Tak dla Polski”.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.